Archiwum dla kategorii: ‘Związki’

Lesbijki walczą o równe prawa

Carola Lehmann i jej partnerka czują się w Niemczech akceptowane jako lesbijska para. Co jednak je boli, to np. fakt, że nie mogą wziąć ślubu.

a0005 Lesbijki walczą o równe prawa
scary lesbian

Kiedy mowa schodzi na „dyskryminację” Carola Lehmann zaczyna się zastanawiać. Ta 44-latka z Bonn od lat już żyje w związku ze swoją partnerką, wspólnie mieszkają, jawnie żyją razem jako lesbijska para. Czują, że tę formę związku otoczenie akceptuje. Od czasu do czasu łapią nieco zdziwione spojrzenia ludzi, kiedy idą po ulicy trzymając się za ręce. Ale właściwie, jak przyznaje, jeżeli chodzi o akceptację osób o orientacji homoseksualnej, społeczeństwo jest dużo bardziej postępowe niż polityka. Dlatego nie mogą zrozumieć, że homoseksualne pary mogą co prawda swój związek urzędowo zarejestrować, ale nie mogą na przykład wziąć ślubu.

Śluby osób tej samej płci dozwolone są bowiem tylko w niektórych państwach. W Europie można je zawierać w Belgii, Islandii, Holandii, Norwegii, Portugalii, Hiszpanii i Szwecji. Na pół roku przed wyborami prezydenckimi także prezydent Barack Obama opowiedział się otwarcie za dopuszczeniem homoseksualnych związków małżeńskich w USA.

Poparcie minister sprawiedliwości

To nie przeszło bez echa także w Niemczech. Minister sprawiedliwości, Sabine Leutheuser-Schnarrenberger, już dzień po jego wystąpieniu, także ona opowiedziała się za pełnym przyznaniem równych praw związkom homoseksualnym. Do tej pory niemieckie prawo dopuszcza tylko tak zwaną rejestrację związku homoseksualnego. Regulację tę wprowadzono w roku 2001, i w wielu punktach odpowiada ona formie związku małżeńskiego, ale jednak nie zupełnie. „Mamy te same obowiązki, ale mniej praw”, zaznacza Carola Lehmann.

Jedna matka za dużo

I tak pary równopłciowe nie mogą adoptować dzieci, ale nie jako związek, tylko w pojedynkę. Czyli de facto na papierze traktuje się adoptującą osobę jako samotnie wychowującą matkę. „Gdybym chciała zaadoptować dziecko, oficjalnie nie miałoby ono żadnych relacji z moją partnerką, pomimo że żyjemy jako rodzina” – podkreśla Carola Lehmann.

Jest to sytuacja, której nie chce ona zaakceptować i – jako że jest z wykształcenia pedagogiem socjalnym – angażuje się w poradnictwo dla kobiet znajdujących się w podobnym położeniu. „Jeszcze przed 20 laty kto przyznawał się do bycia lesbijką, musiał rezygnować z posiadania dzieci.” – wyjaśnia Carola Lehmann, która sama jest bezdzietna. „Dziś to się zmieniło”. Przyczynił się do tego postęp medyczny i rosnąca społeczna akceptacja homoseksualnych związków. Jej partnerka, Ulrike Hund, zaznacza, że połowa lesbijskich par w ich kręgu znajomych życzyłaby sobie mieć dzieci. Lecz dla lesbijek jest to dość kosztowne i skomplikowane.

Prawo do matki i ojca

Westerwelle i inni – homoseksualiści w niemieckiej polityce

Guido Westerwelle, mógłby być ministrem spraw zagranicznych. Po raz pierwszy urząd ten piastowałby homoseksualista. O ile w innych krajach mogłoby to być problemem w Niemczech fakt ten nie wzbudza większych emocji. (09.10.2009)

Świat futbolu też dla gejów

Od strony prawnej jest to bowiem możliwe tylko wtedy, jeżeli jedna z kobiet takiego związku jest biologiczną matką dziecka, a druga z kobiet dziecko zaadoptuje. W wypadku par heteroseksualnych sprawa przedstawia się inaczej: jeżeli w związku rodzi się dziecko, automatycznie obydwoje partnerzy stają się rodzicami. Jest to zdaniem Caroli i Ulriki przykład nierównego traktowania w świetle litery prawa.

Partie CDU i CSU oraz wspólnoty wyznaniowe w Niemczech ociągają się bardzo z przyznaniem homoseksualnym parom tych samych praw małżeńskich, które przysługują związkom heteroseksualnym. CDU argumentuje to stanowisko na przykład dobrem dziecka, które ma prawo do posiadania matki i ojca. Z kolei przyznanie takich praw związkom homoseksualnym byłoby sprzeczne z zasadami religii chrześcijańskich i islamu.

Walka o zrównanie praw

W dyskusji o prawa przysługujące związkom homoseksualnym nie chodzi z resztą tylko o prawo do adopcji, ale także o kwestie podatkowe. W Niemczech małżeństwa mogą korzystać w dorocznym rozliczeniu podatkowym ze specjalnych kombinacji klas podatkowych, co zmniejsza ich obciążenie podatkowe. To prawo nie przysługuje jednak parom homoseksualnym. Według Ulriki Hund jest to jawny brak konsekwencji. Jako urzędniczka mianowana korzysta ona z dodatku rodzinnego i innych rodzinnych świadczeń, ale rozliczać u fiskusa musi się jako osoba niezamężna.

Niektóre sprawy, które dla związków heteroseksualnych są oczywiste, lesbijki i geje dopiero chcą dla siebie wywalczyć. Czasami są to drobiazgi, jak możliwość zakupu biletów rodzinnych na przejazdy komunikacją miejską czy przy wstępie do muzeów. „To nie jest oczywiste, i czasami zastanawiam się, co będzie kiedy o to zapytam”, przyznaje Carola Lehmann

Annelie Allmeling / Małgorzata Matzke

red.odp.: Andrzej Paprzyca


Data wpisu: 21 maja, 2012 autor wpisu: Annelie Allmeling / Małgorzata Matzke  |  Komentowanie nie jest możliwe

Otwarte drzwi

Tak naprawdę to szukam żony. Mam 31 lat i chcę mieć dzieci, może nie od razu gromadę, może tylko jedno. Z kimś dojrzałym, inteligentnym. Nie, raczej nie z kimś, ale z ktosią, bo kocham tylko kobiety. W idealnej wizji rodziny jest też miejsce dla ojca/-ów dziecka, którzy uczestniczą w wychowaniu. Mieszkamy blisko siebie, wszyscy mamy czas, pieniądze i możliwości. Dziecko ma dzieciństwo, my mamy rodzicielstwo, sielanka z problemami wyłącznie dźwigalnymi, biały płotek i golden w ogródku.

990508 73031080 300x225 Otwarte drzwi

rodzina

A teraz, moi drodzy, wróćmy do rzeczywistości. Zlikwidowali moją firmę, mam 2 dyplomy SGH, za sobą 10 lat praktyki zawodowej i odruchy wymiotne na samą myśl o szukaniu kolejnego etatu w biurze, w którym będę musiała spędzać 13 godzin na dobę 7 dni w tygodniu, oblepiona intrygami, podgryzaniem oraz „zrób jeszcze to, bo taka jesteś świetna”. Będę zarabiać mało i to na działalności, więc za co dziecko? Jak żyć, panie Premierze? I gdzie poznać przyszłą żonę, która w tak sprzyjających warunkach będzie chciała zakładać ze mną rodzinę?
Jak zawsze – mam dwie opcje. Pierwsza: czekać na księżniczkę na białej klaczy, pielęgnować celibat i walczyć z myślą, że umrę samotnie, potem zaś zjedzą mnie kundle sąsiadki. Słabo brzmi, chyba sami przyznacie? Opcja druga, nieco bardziej atrakcyjna: wchodzić w inne relacje, aktywnie poszukiwać, mieć bliskość, której potrzebuję na co dzień, ale nie oszukiwać partnerek, że zmieniłam plany, zapomniałam o dzieciach/ wyjeździe zagranicę czy co tam jeszcze macie w grafiku na nadchodzące lata. Czyli… relacja otwarta.
Poznałam Małą Aktywistkę nie tak dawno temu. Wpadła mi w oko swoimi tekstami, później doszła wizualizacja i ot, zagięłam na nią parol. Czy jest to kandydatka na żonę? Nie. Jest młoda, zakochana w różnych dziewczynach i ma jeszcze dużo przed sobą. Nie myśli o dzieciach, za to sporo o seksie, nie myśli o pracy, bo za dużo ma pasji icon smile Otwarte drzwi . Jest cudowna, spędzamy razem sporo czasu na naprawdę fajnych rozmowach, świetnym seksie, na tuleniu się czy wspólnym działaniu w akcjach. Kochamy się, ale ja nie jestem tą jedyną, ani ona nią nie jest. Nie czuję zazdrości, gdy idzie na randkę, ona nie wariuje, gdy ja się z kimś umawiam. Mam mniejsze libido, więc Mała zaspokaja je również we własnym zakresie, z innymi kobietami. Nic mi od tego nie ubywa, tak samo jak moje tulenie się do innej nie sprawia, że odmówię tego Małej. Co w tym wszystkim złego?
Myślę, że jest nam łatwiej, bo zasada otwartości towarzyszy nam od początku. I pełna szczerość co do uczuć, kobiet, planów życiowych. Na pewno trudniej jest parom, które chcą otworzyć związek na inne osoby niż nam – dwóm niezależnym bytom w relacji otwartej. Bo kto lubi zmiany? Kto nie poczuje się odepchnięty? Ale nie znaczy to, że łatwiej nam borykać się z kłopotami. Bo bycie w otwartej relacji wcale nie zwalnia z odpowiedzialności, jak mogą myśleć niektórzy. Nie, wtedy to nie są drzwi otwarte, tylko obrotowe, moi drodzy. Dzielimy problemy jej, moje, innych, jak to bywa zawsze, choćby i w kręgu przyjaciół. Bo przecież przyjaźnimy się, szanujemy, respektuję też jej relacje z innymi partnerkami, więc i tu staram się być na bieżąco. I vice versa.  No i pozostaje kwestia czasu, który dla poliamorystów nie wydłuża się niestety, doba wciąż ma 24 godziny. Ale dla mnie to zaleta. Czasem fajnie mieć łóżko dla siebie, zjeść śniadanie przeglądając Facebooka, zdrzemnąć się w pojedynkę na kanapie, zatęsknić. Nie być lesbijską parka, która nie może ruszyć się nigdzie bez siebie.
Nie jestem radykałem i nie wyobrażam sobie, że kobieta, z którą będę starać się o dziecko, przechodzić ciążę, poród, okres niemowlęcy, poniemowlęcy, przedszkolny, będzie wyskakiwać na randki. Nie będzie na to czasu. Nie widzę tego, choć wierzę, że niektórzy ludzie tak potrafią. Jednak i ja nie zamierzam wiecznie zasłaniać się dzieckiem czy dziećmi, żeby uzasadnić monogamię. Chcę, żeby było wiadomo od początku, że ten związek możemy spróbować kiedyś otworzyć. Bo można się kochać, ale i kochać kogoś innego, uprawiać seks z inną osobą albo włączyć ją do rodziny, bo jest nam bliska. Jakoś ten cały ‘tradycyjny’ model niezbyt się sprawdza. Masa rozwodów lub bycie ze sobą na siłę – czy to jest naprawdę to, czego chcemy dla siebie i naszych dzieciaków? Może jednak warto rozważyć opcje pośrednie?


Data wpisu: 18 maja, 2012 autor wpisu: Oho  |  Komentowanie nie jest możliwe

Biamoria… ?

Biseksualizm – podwójna szansa na randkę w sobotnią noc? Singlem być – piękna rzecz, gdy można robić co się chce. Jeszcze piękniejsza – gdy nie trzeba się ograniczać co do wyboru płci. Jak to mówią: „żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Sielanka? Być może, gdy nie szuka się nic poza przygodną znajomością.

1039362 66014409 225x300 Biamoria... ?

kobieta + żelazko

A co ze związkiem? Potrzebuję męskiego ramienia – jestem z facetem. Potrzebuję niewieściego ciepła – jestem z kobietą. Albo zupełnie mi obojętnie. Nawet, jeśli „rasowe” lesbijki z mężczyzną nie chcą mieć nic wspólnego nawet „pośrednio”, to już rzadko który mężczyzna nie będzie tolerował biseksualnej dziewczyny (z powodów zapewne wiadomych).

Problem pojawia się, gdy wraz ze znalezieniem stałego partnera jednej płci, nagle tęsknimy do tej drugiej. I to nie jest tak, że po prostu zaczyna się nuda w związku i potrzeba odskoczni. Wiele osób biseksualnych jest bi nie dlatego, że mogą być i z kobietą i z mężczyzną– lecz potrzebują ich JEDNOCZEŚNIE. To powód, dla którego wiele z nich jest niezdolnych do stworzenia trwałego związku i lojalności.

Chociaż ten desperacki skok w bok w poszukiwaniu „brakującego składnika” nie powinien nawet być nazywany zdradą. Skoro potrzebuję do szczęścia dwóch pierwiastków, jak można mieć mi to za złe? Te braki nie wynikają z jakiegokolwiek niezadowolenia w związku– nie jestem niewyżyta. Po prostu kobieta i mężczyzna dają mi zupełnie różne rzeczy, których nie może dać jedna osoba (chyba, że łączyłaby je wszystkie w sobie, ale to bardzo rzadko się zdarza).

Taka jestem! Nie zdradzę swojego mężczyzny z innym facetem, ani kobiety z inną. Sumienie by mi nie pozwoliło. Ale biseksualizm dla mnie oznacza już biamorię, a gdyby to było wykonalne– bigamię. Tylko jak coś takiego zrealizować? Mieszkać w 3 pod jednym dachem? Większość facetów marzy o trójkątach, ale łączyć 2 takich relacji na dłuższą metę się nie da; w łóżku byłoby ciężko, a co dopiero w życiu codziennym? Nawet, gdyby partner nie był zazdrosny o partnerkę i vice versa.

Na chwilę obecną nie widzę dla siebie innej rady, niż stały partner, z którym jestem już od kilku lat i planuję z nim przyszłość, a obok tego ustatkowanego, pozornie heteroseksualnego życia… przyjaciółka. Która jednak może czuć się wykorzystywana. Uczucia prędzej czy później wybuchną. Więc pewnie pozostanę cichą żoną, która będzie marzyła o swojej serdecznej przyjaciółce. Czy mąż będzie o tym wiedział – nie wiem…

Zajrzyj na stronę Seksualność kobiet


Data wpisu: 17 maja, 2012 autor wpisu: Seksualnosc_Kobiet  |  Komentowanie nie jest możliwe

Małżeństwa – nie, związki partnerskie – tak

Artykuł 18. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej wyraźne definiuje małżeństwo, jako związek kobiety i mężczyzny. Państwo powinno działać na rzecz tego, aby ta definicja nigdy nie została zmieniona. Jestem jednak za tym, aby nadać związkom osób homoseksualnych status prawny. Najrozsądniejszy byłby status związków partnerskich.

1086444 44405007 300x199 Małżeństwa – nie, związki partnerskie – tak

kredki

Nie jestem osobą homoseksualną, od ponad pięciu lat jestem w związku z jedną kobietą. Jestem stały w uczuciach, jak na swój wiek. Nie można tego powiedzieć o osobach homoseksualnych. Michał Witkowski, autor książki „Lubiewo”, która opowiada o gejach z Wrocławia, twierdzi, że nie są to osoby o stałych uczuciach, często zmieniają partnerów. Poza tym publicznie zachowują się inaczej, a w swoim środowisku inaczej – często mówią o sobie w żeńskim rodzaju, są bardziej wulgarni i używają slangu.

Nie znam osób homoseksualnych. Oczywiście, słyszałem, że ktoś, gdzieś jest gejem, ale raczej nie są to moi bliscy znajomi. Nie dlatego, że unikam takich kontaktów. Nie jestem w stanie określić czy homoseksualistą człowiek się staje, czy od zawsze nim jest. Pewnie obie wersje są prawdziwe. Jednak pytanie, jakie sobie postawiliśmy, brzmi: „Czy powinniśmy zalegalizować małżeństwa homoseksualistów”. Moja odpowiedź: oczywiście, że nie!

Termin „małżeństwo” powinien być zarezerwowany tylko i wyłącznie dla osób różnych płci. Osoby tej samej płci nie powinny adoptować dzieci, gdyż wychowują je w nienormalnej rodzinie. Nie ma znaczenia czy nazwiemy tę orientację dewiacją, wynaturzeniem czy chorobą. Polacy nie akceptują i mam nadzieję – nigdy nie zaakceptują – wychowywania dzieci przez dwie kobiety czy, tym bardziej, dwóch mężczyzn.

Jak tolerować nietolerancyjnych?

Nie chciałbym poświęcać Robertowi Biedroniowi zbyt wiele miejsca, bo jak słusznie określił go Krzysztof Bosak w rozmowie tuż po wydarzeniach z 11 listopada 2010 roku, Biedroń jest „zawodową ofiarą”. Wszyscy go dyskryminują, wszyscy są nietolerancyjni, a on jeden jest ostoją kultury, tolerancji i dobrego wychowania. Żeby się przekonać, że to wszystko bujda wystarczy posłuchać pana posła w akcji.

Gdy pisaliśmy o Marszu Niepodległości stanąłem po stronie ochrony prawa do organizowania zgromadzenia i nieskrępowanego przemarszu ulicami stolicy. Każdy bowiem ma swój marsz i nikt nie może go blokować. Mój wewnętrzny sprzeciw budzi sytuacja, w której Kolorowa Niepodległa blokuje Marsz Niepodległości. Niesmak czuję także wtedy, kiedy organizuje się w dniu Parady Równości kontrmanifestację pod nazwą Marsz Tradycji i Kultury. Skutki konfrontacji tych grup społecznych widzieliśmy 11 listopada 2010 roku, a także rok później.

Przenoszenie takich sporów na ulicę może być niebezpieczne

Niech jednego dnia przejdzie sobie jeden marsz, drugiego następny, a kolejnego jeszcze inny. A wtedy postronny obserwator oceni z kim się zgadza i utożsamia. Najczęściej nie utożsami się z nikim, bo jak słusznie zauważył Robert Winnicki, przewodniczący Młodzieży Wszechpolskiej, Polacy mają tylko jedno święto – „święty spokój”. I podobnie jest w tej sytuacji. Polacy akceptują fakt, że takie osoby w Polsce są, że nawet ich reprezentant utrzymuje się z podatków płaconych przez cały naród, ale już nie zaakceptują obnoszenia się z seksualnością. Parada Równości nie wygląda jak normalna manifestacja. Członkowie parady celowo szokują i robią to publicznie. Mężczyźni się całują i chodzą pół nadzy, po ulicach chodzą ludzie nie podobni ani do kobiet, ani do mężczyzn. Nikt nie chce na to patrzeć – ani na ulicy, ani w telewizji, ani w gazetach. Niech seksualność tych osób pozostanie ich prywatną sprawą.


Data wpisu: 16 maja, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce…

Odkąd ustawiłam na Facebooku, że jestem w otwartym związku z Anią, wiele osób pytało mnie dlaczego nie ustawiłam, że jestem w związku i dlaczego nie mówię o Ani jako o mojej dziewczynie. Pierwszy powód, który podaję, ma na imię Agnieszka…

472281 95782724 300x237 Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...
rodzina

To nie jest tak, że związki otwarte i poliamoria są dla wszystkich. Tak jak nie dla wszystkich jest monogamia. Wiem i wierzę, że jest wiele osób, które są spędzić resztę życia z jedną wybraną osobą i nie potrzebują niczego z tego, co oferują pozostałe formy związków nie-monogamicznych. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie swojego życia uznam, że chcę zamknąć swój związek i pozostać w relacji z jedną kobietą. Teraz jednak mam dwie, szukam kolejnych i jestem naprawdę szczęśliwa.

 

To Ania mnie zaczepiła. Zobaczyła mnie na fan page „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i postanowiła mnie zdobyć. Dzięki Bogu, bo gdyby o mnie chodziło, to na pewno nie byłybyśmy razem. Starała się, chodziła, pisała, aż w końcu spotkałyśmy się i pocałowałyśmy po raz pierwszy. Było niesamowicie.

 

Tego samego dnia odmówiłam znajomej pójścia z nią do łóżka. Patrząc z perspektywy czasu Ania może się czuć winna mojej odmowie. Mimo, że przecież nic nas nie łączyło, mogła się nigdy nie dowiedzieć i może byłoby warto, zdecydowałam, że pierwszą kobietą po mojej kilkuletniej przerwie będzie Ania.

 

Następnego dnia pojechałam do Łodzi. Poznałam Agnieszkę. Właściwie poznałam ją na nowo, bo już się wcześniej spotkałyśmy. Zafascynowała mnie. Długo rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, które nas łączą. Jesteśmy pod wieloma względami bardzo podobne. Potrafimy gadać godzinami i wymieniać się doświadczeniami. Najpierw wspólna impreza, potem pierwsza randka, później druga. Wiedziałam, że to jest relacja, w którą chcę wejść.

 

Wróciłam do Warszawy. Zaprosiłam Anię do siebie. Poddałam ją ostatniemu „testowi” – kiedy już było bardzo blisko pójścia do łóżka – odmówiłam, bo nie czułam się gotowa. Przyjęła to świetnie. Upewniło mnie to w przekonaniu, że to jest kobieta, z którą chce to zrobić.

 

Cały czas jednak tęskniłam do Agnieszki – jej ślicznego uśmiechu, niesfornych włosów, które ciągle muszą być poprawiane, do tych lekko przestraszonych oczu i do jej ogromnego serca.

Nie wierzę w związki na odległość. Wiem, że żadna z nas nie jest w stanie przeprowadzić się do drugiej.

 

Następnego dnia po naszym pierwszym razie z Anią pojechałam do Agnieszki do Łodzi. Przedstawiłam jej sytuację. Powiedziałam wprost o Ani, o tym co mogę jej zaoferować i czego nie mogę dać. Oczywiście – mogła powiedzieć, że w takiej sytuacji nie ma sensu się starać. Ale nie powiedziała. Spędziłyśmy razem romantyczny dzień, tuląc się, chodząc za rękę i rozmawiając. Wieczorem po raz pierwszy się całowałyśmy. Było cudownie.

 

Ania też już wiedziała o Adze. Opowiedziała mi zresztą o dziewczynie, która się jej podoba, z którą może będzie chciała mieć rodzinę – dzieci. Różnica 7 lat między mną a Anią powoduje, że jesteśmy w innych momentach swojego życia – jeszcze nie jestem gotowa na rodzinę, a Ania już czuje, że to jej czas. Agnieszka, chociaż jesteśmy w tym samym wieku, nadal studiuje (medycynę) – też jest w trochę innym momencie: mieszka z mamą, nie mierzy się z samodzielnością tak jak ja.

 

Obie dają mi kompletnie coś innego. Są zupełnie inne. Obie są dla mnie bardzo ważne i każdej staram się poświęcać tyle czasu i energii i emocji ile mogę i ile potrzebują. Obie namawiam, żeby miały kogoś poza mną. Szczególnie, że poza tymi dwiema relacjami mam jeszcze wielką rodzinę kochanek i dziewczyn emocjonalnych.

Jeśli ktoś mnie pyta dlaczego, odpowiadam, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. Szczęście nie jest czymś, co jest dla każdego takie samo i jeśli nie krzywdzę tym nikogo – dlaczego moje szczęście musi się zamykać w jakiś ramach?

 

Mam cudowną Kochankę, która, wraz ze swoją dziewczyną, bardzo o mnie dbają, jest osobą, która potrafi do mnie zadzwonić, bo się stęskniła czy zaprosić na obiad, bo mieszkamy blisko. Łączy nas praca i kilka pasji, których nikt nie rozumie.

 

Mam wspaniałą Żonę, która mnie na chyba lepiej niż ja siebie samą. Która ukocha, ale da po uszach. Z którą godzinami rozkminiamy swoje problemy. Z którą się świetnie bawię. Która byłaby idealna, żeby być moją dziewczyną – może zbyt idealna. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Zrozumienie, ciepło i dużo czułości.

 

Mam uroczą Wdowę, która pojawiła się w moim życiu niedawno, wręcz szturmem. Potrafi kupić mi kwiatki, przytulić mnie dla samej bliskości. To ktoś, z kim pójdę na bilard dobrze się bawić albo pójdę na randkę na dworzec PKP. Pójdzie ze mną do kina, będzie marudzić i się odgryzać, żeby tak wyrazić jak bardzo jej na mnie zależy.

 

Mam też fascynującą Wymarzoną (nie mylić z Mrs Perfect). Nie mam pojęcia co takiego w sobie ma, ale sprawia że czuję się szczęściarą, że ją znam. Może to kwestia tego, że jest jedną z niewielu osób, które znam, które potrafią sprawić, że zatyka mnie jej inteligencja. Czasem trochę dziecinna, czasem bardzo dojrzała. Czasem zimna suka, czasem gorące serduszko. Pełna sprzeczności, ale przez to fascynująca. Potrafi mi przejść dreszczem przez ciało, kiedy mnie przytula czy fufa mi do ucha.

 

Moje życie byłoby na pewno niekompletne, gdyby nie moja wyjątkowa Przyjaciółka. Latami wierzyłam, że byłaby z nas świetna para, ale im bardziej ją znam, dziękuję opatrzności, że się na to nie zdecydowałyśmy. Jest Przyjacielem, którego straszliwie potrzebuję. W ciągu minuty potrafi poprawić mi humor. Wszystkie szaleństwa z nią mają smak przygody – nawet, jeśli chodzi tylko o pójście do kina czy na obiad. Mój czerwony guzik do resetowania, kiedy wszystko inne zawodzi.

 

Warto też mieć głos rozsądku – w tej roli moja Starsza Siostra. Biologicznie mam tylko starszego brata, ale od paru lat, szczęśliwie, w moim życiu jest moja Siostra, która przywołuje mnie do porządku. To z nią uczyłam się odpowiedzialności i wspólnego mieszkania. To z nią mogę przegadać wszystko, co mi leży na mózgu. To ona potrafi mi dogadać, że mi aż w piąty idzie, ale robi to, bo jej zależy. Wiem, że jest kimś, przy kim potrafię się rozpłakać. Ona jest tym typem, który przyjedzie do mnie na noc pomóc mi składać skarpetki czy przytulić, kiedy jest mi źle..

 

Dawno temu, już prawie 6, poznałam Moją Pierwszą. Moją Pierwszą poznaną lesbijkę, która okazała się wartościowym przyjacielem. Wie o mnie rzeczy, których nie wie nikt inny. Uczyła mnie trudnej sztuki miłości, kiedy istniało dla mnie tylko „kocham Cię aż do grobowej deski na wyłączność”. Ktoś, kto masochistycznie trwa w relacji ze mną, chociaż nadal nie wiem dlaczego. Ktoś, kto przyjedzie wczesnym rankiem na drugi koniec miasta, żeby mnie odebrać z dworca. Kto zrobi mi kawę na śniadanie i kogo doceniam zawsze, jak znika z mojego życia. Na szczęście na razie na krótko…

 

Jest i kochany Miś. Jak każdy niedźwiadek do przytulania, służy do otarcia łez, do przejścia przez magiczne drzwi Narnii do lepszego świata. Oczami wyobraźni widzę jak siadam u niej w kuchni, a ona przygotowuje mi właśnie bułkę z pieczarkami i przytula i gładzi po głowie i po prostu jest, ciepła i kochana. I jest moim odpoczynkiem i dba o mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowa. A potem zabierają mnie z jej Żoną na spacer i do kina i pokazują jakieś branżowe miejsca.

 

Mam też dwie Mamy. Nie jedna para lesbijek mnie adoptowała, ale one jakoś najbardziej. Mama B jest tą, która jest ciągle niezadowolona z moich wyników i wchodzi mi na odcisk, żebym była jeszcze lepsza. To też ta, która potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale zarazem pilnuje, stara się i dba o mnie. Mama D, mniej szalona i bardziej ogarnięta, ugotuje, postawi do pionu, pomoże.

 

Wbrew pozorom mam też Dziewczynę. Nie taką, jak się wszystkim wydaje, ale jest kimś bardzo ważnym. To ona zmusza mnie, żebym wydała swoje noveleski, ona się ze mną kłóci, która z nas ma fajniejsza dziewczynę. Łączy nas pasja działania w NGOsach. Chociaż często nie rozumie pewnych rzeczy – jest hetero, spoza branży – ma dużo zrozumienia i całe morze ciepłych uczuć do mnie. Tak samo jak ja do niej…

 

W roli osobistej stylistki występuje moja Ciotka E. To dzięki niej nie wyglądam jak menel ubrany w worek po kartoflach. Jest od tego, żeby kopnąć mnie w rzyć, kiedy na to zasługuję, ale przytulić do piersi szorstkim gestem, kiedy trzeba. Ktoś dla kogo mogę siedzieć pod drzwiami ze słoikiem rosołu, śpiewając Madonnę, żeby pokazać, że mi zależy i że nie odpuszczę, tylko dlatego, że ma czerwony nos. Ktoś, do kogo przyjadę w środku nocy spać na kanapie, żeby rano dostać pyszne latte na otarcie łez. Kto, wraz ze swoją dziewczyną, ogarną w złe dni.

 

Mój Groszek, który wcale nie jest mój, bo ma swoją dziewczynę, jest przekochany.  Ciągle słyszę w głowie jej: „oj Monia”. Życzy mi jak najlepiej i zawsze jest gotowa mi pomóc to zdobyć. Idealna na długie przytulenia, kiedy chcę naładować baterie. Odpowiedzialna i taka, na której mogę polegać. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak niebo zawali się nam na głowy, to ona się nie da. I jeszcze mnie pocieszy.

 

Jest jeszcze wiele kobiet w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne, które miały wpływ na mnie, lub takie, które pojawiają się od czasu do czasu, ale moje życie bez nich byłoby bardziej ubogie. Język jest bardzo ubogi – między miłością, a przyjaźnią, a znajomością brakuje całej skali uczuć, które żywimy do osób dookoła nas. Anię i Agnieszkę nazywam Partnerkami, dla odróżnienia ich od Dziewczyny czy Kochanki, ale tak naprawdę każda z nich jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto, mam nadzieję, będzie częścią mojego życie już na zawsze.

Życzę wam wszystkim, żebyście też mieli w swoim życiu jak najwięcej osób, które kochacie i które kochają was. Bo to jest kluczem do szczęścia icon smile Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...


Data wpisu: 14 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Poliamoria: nowy rodzaj miłości?

Otwarte związki – ponoć jest ich w dzisiejszym świecie coraz więcej. Dlaczego ludzie dobrowolnie rezygnują z monogamii?

690846 79697706 300x225 Poliamoria: nowy rodzaj miłości?
kredki

Trzy lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Właśnie dochodził do siebie po rozpadzie związku trwającego 15 lat i doszedł do wniosku, że nie chce więcej być dla kogoś „na wyłączność”. Początkowo nie mogłam się z tym pogodzić, ale z czasem zaczęłam sobie wyobrażać związek bez monogamii. Postanowiliśmy spróbować. Podobnie jak większość par pozostających w związkach otwartych zaczęliśmy od ustalenia szczegółowych reguł: kto do kogo powinien dzwonić i kiedy, jacy partnerzy będą akceptowani… Szybko zrozumiałam, że te próby wzajemnej kontroli mają na celu uniknięcie zazdrości – i że najbardziej negatywnym uczuciem wcale nie jest zazdrość, ale moje własne lęki. Że on mnie zostawi. Że nie jestem dla niego wystarczająco atrakcyjna seksualnie. Zaczęłam rozumieć, że choć on kocha moje ciało, to czasami pociągają go także inne ciała. Że owszem, pewnego dnia może ode mnie odejść, ale zabranianie mu innych doświadczeń seksualnych na pewno tego nie zmieni.

W miarę jak czułam się w naszym związku coraz bezpiecznej, reguły traciły na znaczeniu. Pozostała tylko jedna: żadnych niespodzianek. A więc jeśli randki, to wcześniej zaplanowane – i żadnych nagłych oświadczeń w rodzaju „Właśnie przespałem się z Susie!”. Seks okazał się nie być najważniejszy: znałam siebie na tyle, żeby wiedzieć, czy moja relacja z kimś opiera się na pociągu seksualnym czy (lub / i) na miłości.

Moja ostatnia randka? Znajomy, który zna mojego narzeczonego, wpadł, aby pomóc mi zmienić żarówkę w samochodzie. Wypiliśmy trochę wina, porozmawialiśmy o jego niedawnym rozstaniu z dziewczyną – i wylądowaliśmy w łóżku. Opowiedziałam o tym mojemu partnerowi (jedna z ważnych reguł głosi, że mówimy całą prawdę, jeśli zostaniemy zapytani; on pyta częściej niż ja). W tym samym tygodniu on spędził pewien słoneczny dzień chodząc po mieście z kobietą, z którą się widuje. Ja uczestniczyłam wtedy w jakichś warsztatach i byłam zadowolona, że znalazł sobie jakieś zajęcie. To dla nas równie normalne jak wyjście do kina czy spotkanie ze znajomymi.

Rzadko zdarza nam się poznawać partnerów drugiej strony, ale są pary, które podchodzą do tego zupełnie inaczej. Claire, właścicielka małej firmy, i Bill, konsultant do spraw nowych technologii, często spotykają się razem ze swoimi kochankami. Oboje są po czterdziestce, w związku od 24 lat. Ona od siedmiu lat ma chłopaka imieniem Chris. Bill od ośmiu lat ma przyjaciółkę, Julie. Julie zresztą jest w stałym związku z niejakim Georgem. – Z emocjonalnego punktu widzenia wszystko jest jasne od wielu lat – mówi Claire, która jest też muzykiem-amatorem. Bill i Chris przychodzą czasami razem na jej występy… Tarcia, problemy? Claire myśli dłuższą chwilę. – Dwa lata temu Bill przyszedł do domu i powiedział, że Julie jest w ciąży – opowiada. – „Z Georgem?”, zapytałam. Potwierdził, i to była właściwa odpowiedź.

Claire ostatni raz widziała się z Chrisem we wtorek, kiedy Bill pojechał się wspinać. – Zjedliśmy coś, wypiliśmy kilka drinków i poszliśmy do łóżka – mówi. I dodaje, że jest jedyną partnerką Chrisa. – Wspominał coś o całowaniu się z kimś na imprezie kilka miesięcy temu, ale myślę, że do niczego więcej nie doszło.

Z kolei Bill ostatni raz widział się z Julie dwa tygodnie temu. – Pojechałem do niej po pracy, poczekaliśmy, aż George wróci do domu, aby zająć się dzieckiem, i pojechaliśmy na sushi. Potem wróciliśmy, Julie nakarmiła dziecko piersią, poszliśmy do łóżka. George był w domu, opiekował się dzieckiem.

Zarówno George, jak Julie mają także innych kochanków, a w ich mieszkaniu jest specjalna, oddzielna sypialnia na takie okazje. Dla dziecka Julie takie osoby to po prostu dobrzy znajomi mamy i taty.

Przypuszczenie, że Bill albo Claire mogliby być zazdrośni, to efekt przyjęcia założenia, że monogamia jest normą. – Nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego nie można by utrzymywać więcej niż jednego związku – mówi Bill. – Przez całe życie spotykałem się tylko z dwiema kobietami. I nadal się z nimi spotykam.

Ciekawe, że mimo tak swobodnego podejścia Claire utrzymuje swoje związki w tajemnicy przed rodzicami. – Mam nadzieję, że nic o tym nie wiedzą – mówi. – W mojej rodzinie nie rozmawiamy o takich sprawach.

Czy nie jest to typowo brytyjskie podejście do tematu? Żyć w taki sposób? W porządku. Ale mówić o tym w gronie rodzinnym? Nigdy.

– To nie tak – tłumaczy Claire. – Rzeczywiście, rzadko o tym mówię, ale też większość moich znajomych dawno już o tym wie. Gdybym miała zdefiniować nasze relacje, chyba mówiłabym o związku „otwartym”. Wśród naszych znajomych jest zresztą sporo osób pozostających w takich relacjach.

Takie niemonogamiczne związki zdarzają się w dzisiejszych czasach coraz częściej – tak w każdym razie uważa Darren Langdridge, psycholog kliniczny, współautor książki „Understanding Non-Monogamies” („Zrozumieć nie-monogamię”).

– Trudno tu o dokładne statystyki – podkreśla jednak Meg Barker, druga autorka książki. – Nie prowadzono na ten temat szczegółowych badań, a wielu w ten sposób żyjących ludzi wcale nie chciałby w nich brać udziału. W latach 60. i 70. popularne zrobiły się komuny, zmiany partnerów, „grupowe małżeństwa”… Ale to wszystko niemal zanikło, kiedy pojawił się wirus HIV.

– Związki otwarte straciły wtedy na atrakcyjności – potwierdza Darren Langdridge. – Mimo że zagrożenie było nie aż tak wielkie: wystarczyło się przecież zabezpieczyć.

A zatem prezerwatywy. Zawsze. Do niedawna naukowcom próbującym analizować tego typu zjawiska trudno było znaleźć fundusze na badania. Także media na długi czas przestały o nich pisać. Co nie oznaczało, że samo zjawisko zanikło…

Rekha ma 32 lata, pracuje w wydawnictwie. Ze swoim chłopakiem – doktorantem na uniwersytecie – żyje od ośmiu lat. Mają siebie na wyłączność emocjonalną, ale nie seksualną. – Oznajmiliśmy całej naszej rodzinie, że chcemy spędzić razem resztę życia – tłumaczy Rekha. – Ale jednocześnie spotykamy się z innymi osobami obojga płci. Czasami są to przypadkowe kontakty, ale na przykład teraz spotykam się z pewnym mężczyzną już od roku.

Także w tym przypadku rodzina nie ma o niczym pojęcia. – Rzeczywiście, nie rozmawiam o tym – mówi kobieta. – Ale to wynika z tego, że w ogóle nie rozmawiamy z rodziną o naszym życiu seksualnym.

Większość osób żyjących w związkach niemonogamicznych stanowią ludzie w średnim wieku po rozwodach, którzy żyli wiele lat w monogamii, a teraz chcą spróbować czegoś innego. Max Doray ma 48 lat, żyła 20 lat w małżeństwie, ma dwóch synów. – Wyszłam za cudownego faceta, który jednak chciał kontrolować całe moje życie, nawet moje spotkania z przyjaciółkami. – opowiada. – Kiedyś na jakimś przyjęciu poznałam Richarda. Było kilka randek, a w końcu on powiedział: „Świetnie nam się razem układa. Może się do mnie wprowadzisz?”. I tak zrobiłam.

Richard Evans-Lacey ma 37 lat. Ich związek opisuje jako „wspólne chodzenie na swingerskie imprezy, a od czasu do czasu spotykanie się także z innymi osobami”. Ich nie-monogamia nie jest symetryczna. – Richard poszukuje seksualnych przygód znacznie aktywniej niż ja – tłumaczy Max. – Chcę, aby robił to, co go uszczęśliwia, a on woli częste spotkania z wieloma kobietami niż stały związek na przykład z trzema.

Sama Max ma z kolei swoją „krótką listę”, na której obecnie jest trzech mężczyzn. – Czuję, że potrzebuję więcej uwagi, potrzebuję czasami zmian – mówi. – To po prostu przyjaciele, z którymi sypiam. Nie nazywam ich „kochankami”, bo czułabym się jak Simone de Beauvoir. Nie spotykam się z nimi zbyt często, lubię siedzieć w domu. Mam dwie, trzy takie randki w miesiącu, a dodatkowo może raz w miesiącu zdarza mi się przespać z kimś innym.

Kiedy Richard wraca z imprezy, z której ona wyszła wcześniej, nie pyta go o szczegóły. – Chcę tylko wiedzieć, czy kogoś przeleciał. Reszta mnie nie interesuje. Kilka razy zdarzyło się, że Richard był zauroczony jakąś inną kobietą. – Mam tendencję do idealizowania nowo poznanych osób – tłumaczy mężczyzna. – Ale kiedy już je zdobędę, tracę zainteresowanie. A ponieważ nasz związek z Max jest otwarty, mogę o tym otwarcie mówić a ona nie bierze tego do siebie.

Oczywiście czasami zdarzają się przykre emocje. – Richard spotyka się z dziewczyną mającą 25 lat – opowiada Max. – Ona nie ma zmarszczek i bagażu życiowych doświadczeń. Aby to zaakceptować, muszę znać samą siebie, wiedzieć kim jestem. Zresztą Richard też zna to uczucie: na mojej „krótkiej liście” jest na przykład pewien 26-letni policjant. Kiedy u niego nocuję, Richard zawsze jest nieco naburmuszony. Wtedy ja mu pomagam. Przecież nie chcę żyć z tym policjantem, to tylko przyjaciel.

Lori Smith, 36-letnia pracownica administracyjna na uniwersytecie, nie planowała życia w otwartym związku. – Oboje byliśmy monogamistami – mówi o swoim partnerze Jonie, z którym żyje od 13 lat. – Ale już w pierwszym roku naszego związku Jonowi spodobała się inna kobieta i zdaliśmy sobie sprawę z tego, że w żaden sposób nie zmienia to naszych uczuć do siebie nawzajem. Dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy sprawdzić, dokąd to nas może zaprowadzić. Jon wyszukał w internecie, gdzie w Manchesterze spotykają się swingersi, i przez pięć kolejnych lat raz w miesiącu uczestniczyliśmy w takich imprezach.

Później jednak imprezy swingersów przestały ich aż tak ekscytować. – Jon spotykał się z kobietą, którą poznał na Facebooku – opowiada Lori. – To był tylko seks, ale jednak zupełnie inna relacja niż w kubie dla swingersów. Pomyśleliśmy sobie: „A co za różnica, jeśli oprócz seksu wejdzie się także w relację emocjonalną?”. Długo o tym rozmawialiśmy.

Lori stwierdziła zatem, że ich otwarty związek to nie tyle poligamia, co poliamoria, czyli angażowanie się w związki miłosne z więcej niż jedną osobą naraz, oczywiście za obopólną zgodą. To znacznie więcej niż tylko posiadanie więcej niż jednego partnera seksualnego.

Poliamoria to termin znany od jakichś 20 lat; zdobył sobie dużą popularność, bo kładzie akcent na miłość: mówienie o miłości do kilku osób jest łatwiej akceptowane w społeczeństwie niż przyznawanie się do posiadania kilku kochanków czy kochanek. W sierpniu ubiegłego roku na londyńskiej paradzie PolyDay pojawiło się około 200 osób. W USA poliamoria to bardzo modne słowo, co oznacza także, że kryje się za nim mnóstwo ludzi uprawiających zwykły promiskuityzm.

W Wielkiej Brytanii jest inaczej. – U nas ten ruch wiąże się z pozostawaniem na obrzeżach tego, czym żyje główny nurt społeczeństwa – mówi Deborah Taj Anapol, psycholożka kliniczna i autorka książki „Polyamory In The 21st Century” („Poliamoria w XXI wieku”). – Kiedy patrzę na spotkania takich ludzi, widzę różowe włosy i tatuaże. Pewnie minie trochę czasu, zanim dojdzie do pewnej normalizacji.

Kiedy Jon i Lori zdecydowali się na poliamorię, Jon zarejestrował się na portalu randkowym OkCupid, znanym miejscu spotkań osób żyjących w związkach niemonogamicznych i zaczął spotykać się w weekendy z kobietą mieszkającą pod Londynem. Lori spotykała się z dawnym kolegą, ale na początku cała sytuacja nie była dla niej łatwa. – Raz w miesiącu przyjaciółka Jona przyjeżdżała do nas i szliśmy razem na kolację – opowiada. – Wtedy wszystko było w porządku, ale kiedy spędzali czas beze mnie, czułam się dziwnie. Nie mogłam sobie z tym poradzić, poszłam więc do terapeuty. Zrozumiałam, że bałam się o Jona. Bałam się, że tamta kobieta go skrzywdzi. I że muszę odpuścić, pozwolić mu samemu się z tym zmierzyć.

Obecnie Jon ma inną przyjaciółkę, Amandę. Kilka tygodni temu Lori ją poznała – i okazało się, że świetnie się dogadują.

– Spotykaliśmy się na kawę czy lunch kilka razy w tygodniu – mówi. – Najpierw czułyśmy się trochę dziwnie, ale to szybko minęło. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.

Jon spędza u Amandy środowe wieczory. Ona przychodzi do nich w weekendy. Czasami (rzadko) uprawiają seks we trójkę. – Czasami po prostu śpimy w jednym łóżku – mówi Lori. – Po prostu razem spędzamy czas.

Niektóre imiona i nazwiska zostały zmienione.


Data wpisu: 24 kwietnia, 2012 autor wpisu: Onet.pl  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jude Law i Ewan McGregor w gejowskiej sesji

Jude Law i Ewan McGregor to chyba jedni z najpopularniejszych przyjaciół-aktorów Hollywood. Panowie od lat kumplują się do tego stopnia, że zgodzili się wziąć udział we wspólnej sesji zdjęciowej pozując… w łóżku. Sesję wykonał Lorenzo Agiusa, który od lat zajmuje się portretowaniem największych światowych gwiazd. Tym samym aktorzy udowadniają, że przyjaźń między mężczyznami jak najbardziej istnieje i ma się dobrze.

img0ySXmG 240x300 Jude Law i Ewan McGregor w gejowskiej sesji

img0ySXmG

Swoimi zdjęciami Jude i Ewan przy okazji wzywają do tolerancji dla par homoseksualnych. Na pytanie czy oni sami doświadczyli chociaż jednorazowych przygód seksualnych z mężczyznami, odpowiadają zgodnie, że nie. Tym miłym akcentem uspokajamy wszystkie fanki przed obejrzeniem poniższych zdjęć.

imgK5JzHt 300x231 Jude Law i Ewan McGregor w gejowskiej sesji
imgK5JzHt


Data wpisu: 26 lutego, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Homoseksualizm.org.pl 2012-02-24 15:59:13

w imieniu Akcji “Miłość nie wyklucza” zachęcam do informowania i promowania, a także – co jeszcze bardziej oczywiste – do podpisania Apelu, który wystosowaliśmy do Pani Marszałek Sejmu RP oraz posłów i posłanek. Apelujemy o merytoryczne i przychylne rozpatrzenie projektu ustawy o związkach partnerskich.

logo 2

MNW Miłość nie wyklucza

Z treścią apelu zapoznać można się pod adresem: www.petycjeonline.com/miloscniewyklucza

Tutaj również apel podpisujemy icon smile

Zachęcamy również do “udziału” w wydarzeniu na “fejsie”: http://www.facebook.com/events/198804433554152/


Data wpisu: 24 lutego, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Badanie preferencji dotyczących ustawy o związkach partnerskich

Trwają prace nad nowym projektem ustawy o związkach partnerskich. Istnieją duże szanse na to, by wszystkie organizacje i grupy poparły jeden projekt ustawy.

logo 2 Badanie preferencji dotyczących ustawy o związkach partnerskich

MNW Miłość nie wyklucza

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że już na starcie zapewne trzeba będzie pójść na pewne kompromisy. Chcemy, by było ich jak najmniej. Może nie będzie ich wcale. Nie wiemy tego, ale chcemy się od was dowiedzieć, jakie elementy powinny się znaleźć w ustawie.

Tym razem prosimy Was o określenie jaką wagę przywiązujecie do poszczególnych kwestii. Wyniki ankiety będą bardzo ważne dla działalności akcji “Miłość nie wyklucza”. Zapraszamy: http://www.facebook.com/Miloscniewyklucza

 

Ankietę znajdziecie pod adresem http://milosc.ankietka.pl/


Data wpisu: 5 stycznia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Związki na porządku dziennym

O Paradach Równości i projekcie ustawy o związkach partnerskich z Ryszardem Kaliszem (SLD) rozmawia Marta Konarzewska

800px 20080930 Ryszard Kalisz 300x199 Związki na porządku dziennym

Ryszard Kalisz

To nasze drugie spotkanie. Dwa lata temu na EuroPride jechaliśmy razem na platformie. Na ilu polskich Paradach Równości pan był?

O, na wielu. Prawie co roku jestem. Na pewno nie byłem na jednej…

…zakazanej…

…przez Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku. Jako Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji zadecydowałem jednak o jej policyjnej ochronie. Prezydent Kaczyński podał mnie nawet do prokuratury, ale sprawę umorzono – demonstracja była legalna. Tak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Chodzę na parady, bo mam tam wielu przyjaciół. Mogę też zademonstrować mieszkańcom Warszawy, że poważny polityk potrafi się fajnie bawić z fajnymi ludźmi. Że walka o szanowanie godności każdego człowieka – homo– czy heteroseksualnego – walka o równe prawo do życia, także emocjonalnego, to niezwykle ważna sprawa.

Większość polskich polityków by się nie zgodziła. Z premierem na czele pokpiwają z pana, nazywając za jednym z tabloidów „tęczowym Ryśkiem”. A sprawę LGBT w Sejmie traktują jak dobrą rozrywkę, jeśli nie skandal. Co z tym robić?

Polski Sejm jest dziś bardzo konserwatywny. Traktuje się LGBT żartobliwie, trudno się przełamać do poważnej debaty. Wielu nie rozumie, że chodzi o kwestię tożsamości i godności człowieka.

„To jest haniebny, skandaliczny projekt, szkodliwy prawnie i moralnie” – tak posłanka Marzena Wróbel mówiła o projekcie ustawy o związkach partnerskich na posiedzeniu komisji sejmowej.

Poglądy prawicy, PiSowców mają źródło w kompletnym niezrozumieniu istoty rzeczy.

Którą SLD-owcy rozumieją? Jeden z działaczy, dyrektor Zakładu Usług Komunalnych w Suwałkach na przykład nie zgodził się na umieszczenie na słupach ogłoszeniowych plakatów kampanii społecznej „Miłość nie wyklucza”. W niej też chodzi o związki partnerskie.

Cóż, SLD nie jest jednorodne. Ja sam w listach od zdeklarowanych członków czytałem: nie zajmujcie się tymi homoseksualistami. Zajmijcie się poważnymi sprawami: emeryturami. A jednak, lewica to formuła ideowa nastawiona na człowieka w każdym przejawie aktywności. Np. stosunki pracy nie są ważniejsze niż ludzka tożsamość osobista. Środowiska LGBT są różne, ale walka o godność każdego człowieka…

…jest „lewicową sprawą”?

I więcej. Jest sprawą otwartości umysłu. Ustawa o związkach partnerskich, której pierwsze czytanie odbyło się 27 lipca 2011 roku została przygotowana przez Grupę Inicjatywną ds. związków partnerskich. Takie środowiska nazywam obywatelskimi i podkreślam: ważne, by były aktywne. Wtedy politykowi jest łatwiej przekonywać innych polityków.

Niektórzy mówią: ustawa chybiona, chcemy więcej, chcemy małżeństw…

Zawsze ktoś chce więcej. To nierealne z racji konstytucyjnej definicji małżeństwa i wielkiego oporu społeczeństwa. Rozumiejąc, co jest realne, wyciągamy sprawę związków z systemu prawa osobistego i umieszczamy ją w systemie prawa zobowiązań. Związek partnerski to według projektu ustawy umowa cywilnoprawna.

Według ustawy, która jest niezgodna z konstytucją – mówią przeciwnicy.

I mówią nieprawdę. Artykuł 18. Konstytucji wskazuje, że państwo wspiera małżeństwo, rodzinę i macierzyństwo, ale to nie znaczy, że nie umożliwia innym ludziom zawierania innych związków. Konstytucja, w swej istocie wolnościowa, ustanowiła państwo jako gwaranta ochrony wolności obywatelskiej. A po stronie Sejmu leży obowiązek dopełnienia jej przepisów.

W tym świetle to brak związków partnerskich jawi się jako niekonstytucyjny.

Mamy też artykuł 1, który mówi, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Wszystkich. Zawarcie umowy zgodnie z Konstytucją nie zmienia stanu cywilnego. Daje jednak prawa cywilne. Można przyjąć nazwisko partnera, dodać jego nazwisko do swojego. To daje niezwykle ważne poczcie wspólnoty, rodzinności.

Osobom dorosłym. A dzieciom? 50 tys. dzieci w Polsce wychowuje się w związkach nieheteroseksualnych, a 25 proc. – w nieformalnych. Ich życie się zmieni po wprowadzeniu tej ustawy?

O dzieciach nie mówimy. Tu obowiązuje Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy. Ustawa o związkach nic nie zmieni.

W sensie prawnym – nie. Ale w symbolicznym? Wyobraźmy sobie dziecko, które wychowują dwie kobiety. Idzie do szkoły i słyszy: a kim jest ta druga pani? A gdzie twój tato? Wstydzi się powiedzieć, czuje się źle. Albo nic nie wie, bo mamy – z lęku o jego dobro – nie wytłumaczyły. Ustawa o umowie związku partnerskiego wprowadzi, nie tylko w system prawny, bo też do świadomości społecznej, inną wspólnotę rodzinną niż rodzina nuklearna.

Och, marzyłbym o tym. To piekielnie ważne, by tworzyć stan świadomości innych ludzi, innych dzieci, kreować szacunek.

Który często jest skierowany na to, co narzucone prawnie. Słuszne prawnie wydaje się słuszne moralnie. Czy czytanie projektu ustawy przed większą ilością obywateli nie współtworzyłoby stanu świadomości obywatelskiej? Dlaczego Marszałek Schetyna skierował ją do czytania w komisji, a nie na forum całego Sejmu?

Marszałka bym bronił. Wiedział, że szefem komisji praw człowieka jestem ja, znał poglądy moje i szefa polityki społecznej, posła PO Sławomira Piechoty. Odbyło się to w sposób wyważony. By nie antagonizować, a znaleźć wspólnotę wśród posłów, co do szacunku dla wszystkich ludzi w Polsce. Ważne, że pierwsze czytanie się w ogóle odbyło.

Projekt skierowano do podkomisji*. Co dalej?

Nie mamy złudzeń, w obecnej kadencji ustawa nie przejdzie. No, zobaczymy, nie jestem aż takim pesymistą.

Jakiś rok temu na spotkaniu poświęconym sytuacji osób LGBT powiedział pan, że realistycznie patrząc, ustawa o związkach partnerskich zostanie uchwalona około roku 2016 – czyli po wyborach w roku 2015.

Myślałem – w kadencji 2011–2015 otwarte poglądy mogą jeszcze nie zyskać przewagi w parlamencie, a w 2016 – już tak. Ale być może zgrzeszyłem wtedy brakiem optymizmu.

A teraz – optymizmem?

Teraz mam optymizm, znam wielu posłów z PO (bo PiS jest jednorodnie negatywnie nastawiona), nie jakoś wybitnie dużo – kilkadziesiąt…

…co do poglądów i decyzji których ma pan pewność?

Nie, na pewność nie można liczyć. Ale jeśli tych kilkadziesiąt osób wpłynie na kolegów i koleżanki z PO, może się uda.

Jakie musiałyby być warunki polityczne, żeby się udało, jeśli nie teraz, to po wyborach?

Jest zasada dyskontynuacji. Trzeba będzie od nowa złożyć inicjatywę ustawodawczą. I to zrobimy. Ja tego dopilnuję. Jeśli znajdę się w przyszłym parlamencie, będę ją promował.

Jako jeden z priorytetów SLD?

Niezwykle ważny priorytet.

I jeśli dojdzie do koalicji SLD-PO…

…postawimy to na porządku dziennym.

Trzymamy za słowo. Do zobaczenia więc na następnej paradzie?

Na pewno. Jak widać lata parad przynoszą rezultaty.

Sprawie mógłby pomóc jakiś polityczny coming out. Możemy się go spodziewać?

Nie wiem. Ale jest mi to obojętne. Każdy ma prawo obywatelskie do tego, żeby intymne informacje o sobie zatrzymać dla siebie. Albo, jeżeli chce – je ujawnić. Trzeba szanować także te prawa obywatelskie.

Na koniec świeża sprawa: rezygnacja Roberta Biedronia ze startu w wyborach z list SLD. Czy SLD ma sobie coś do zarzucenia w tej kwestii?

Bardzo żałuję, że Robert Biedroń nie porozumiał się z kierownictwem SLD. Ja od roku w nim nie jestem. Z Robertem współpracuję od wielu lat i uważam go za niezwykle inteligentnego człowieka. Szkoda też, że w wyniku tej sytuacji pojawiły się niezbyt zręczne wypowiedzi. Jestem przekonany, że będzie miał on nadal wysoką pozycję w walce o godność każdego człowieka.

*W skład sejmowej podkomisji ds. związków partnerskich wchodzą Zdzisława Janowska (SLD), Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO), Janina Okrągły (PO), Norbert Raba (PO, przewodniczacy podkomisji) oraz Piotr Walkowski (PSL). Na jej pierwszym posiedzeniu (17.08.2011 r.) podjęto decyzję o zamówieniu ekspertyz dotyczących zgodności projektu z konstytucją i jego zharmonizowania z innymi ustawami. Przedstawicielka SLD była nieobecna (przyp. red.).


Data wpisu: 9 grudnia, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czy można kochać dwie osoby?

Czy to jest możliwe, że darzymy uczuciami więcej niż jedną osobę – i czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Jak sprawdzić, kto jest ważniejszy? Na te i inne pytania internautów odpowiedziała psycholog Maria Rotkiel, opiekunka merytoryczna serwisu StworzeniDlaSiebie.pl.

1173281 78537051 Czy można kochać dwie osoby?~szyszunia1979: W maju przyszłego roku biorę ślub. Myślałam, że to ten jedyny. Aż do niedawna – kiedy to spotkałam swojego byłego. Byłam z nim bardzo szczęśliwa, ale zdecydował się na wyjazd za granicę. Teraz wrócił po czterech latach i spotykamy się od czasu do czasu. On nie mówi tego wprost, ale wiem, że wszystko między nami wraca. Chyba wychodzę za mąż za niewłaściwego człowieka, ale jak rozpoznać, którego z nich bardziej kocham?

Maria Rotkiel: Zastanawiam się, co znaczy “niewłaściwy człowiek”? O tym, czy związek będzie udany, decyduje Pani zachowanie i partnera – nie tylko konkretny wybór. Przypuszczam, że z obydwoma mężczyznami mogłaby Pani być szczęśliwa. Warto się tutaj zastanowić, co przyciąga Panią do poprzedniego partnera? Wspomnienia?

On jest po tych czterech latach trochę innym mężczyzną, tak jak Pani jest trochę inną osobą – oboje się zmieniliście. To, że cztery lata temu było fajnie, nie znaczy, że teraz będzie tak samo. Takie uczucie bliskości wobec osoby z przeszłości jest zrozumiałe, ponieważ związane z pamięcią dobrych chwil, jednak to nie jest teraźniejszość. Pytanie, jaki jest Pani obecny partner i związek, skoro są plany ślubu? Czy warto to zostawiać? Jakie jest ryzyko wyboru? I takie ryzyko tylko Pani może odpowiedzialnie podjąć.

~ochTa: Jestem mężatką od kilku lat, jednak od roku mam romans z kolegą z pracy. Jest mi z tym źle, choć na początku było miło i przyjemnie. Czy – chcąc zakończyć romans – powinnam powiedzieć o nim mężowi, czy lepiej nie mówić i pozwolić sobie zapomnieć? Mam wrażenie, że mąż mógłby nie znieść takiego zwierzenia.

Maria Rotkiel: Pytanie, co dobrego takie zwierzenie mogłoby przynieść? Rozumiem, że będzie się Pani czuła lepiej – że była Pani szczera. Jednak pytanie, czy to nie zniszczy małżeństwa? Jeśli chce Pani zakończyć romans i układać małżeństwo, to myślę, że przynajmniej przez jakiś czas może Pani zachować taką informację dla siebie. Jeśli kiedyś uzna Pani, że może się Pani tym podzielić, to proszę. Jednak myślę, że mówienie o niektórych błędach nie ma sensu. Raczej jest z tego nauka, czego nie powtarzać w przyszłości. I jeśli Pani z tej wiedzy skorzysta, to najważniejsze.

Co zrobić, by związek przetrwał długie lata?

~monika: Parę dni temu się rozwiodłam. Byłam święcie przekonana o swojej decyzji, gdyż nie byłam szczęśliwa w małżeństwie z powodu braku dzieci, stabilizacji i malkontenctwa mojego męża. Przed rozwodem zaczęłam spotykać się z kimś innym, wydawało mi się, że jest dobrze. Z chwilą zapadnięcia wyroku w sądzie poczułam, że nie jestem pewna, czy jestem w stanie kochać kogoś tak samo jak kiedyś swojego męża.

Maria Rotkiel: Myślę, że jest zbyt wcześnie, żeby się nad tym zastanawiać, jednak rzeczywiście – im jest się bardziej doświadczonym życiowo, trudno jest kochać ślepo, czy idealizować partnera – tak jak to robią bardzo młode osoby. Ale to nie znaczy, że dojrzała miłość jest słabsza czy mniej wartościowa. Za każdym razem kocha się troszeczkę inaczej i tak powinno być.

~ala_bez_kota: Mój mąż jest super facetem, ale ma jedną wadę – nie pogadam z nim o książkach, filmie, modzie. Jest ścisłym umysłem. Mam takiego kolegę, który bardzo lubi takie klimaty i ten kolega ostatnio zaprosił mnie do muzeum. Chętnie bym poszła – ja zobaczę wystawę, mężowi nie będę zawracała głowy. Czy to będzie w porządku?

Maria Rotkiel: Takie pytanie sugeruje, że jakaś część Pani widzi tutaj furtkę do…? Proszę zapytać męża, czy dla niego jest to w porządku, żeby szła Pani z kolegą – jeśli powie, że nie ma sprawy, super.

~tygrysek: Jestem mężatką od 28 lat, spotkałam po 30 latach niewidzenia się swoją pierwszą miłość. Nawiązał się romans. Ja wiedziałam, że kocham męża, ale i tego drugiego również. Mówiłam o tym głośno, on twierdził, że to niemożliwe. Sam po roku powiedział, że kocha i żonę, i mnie. To było coraz gorętsze uczucie, coraz bardziej zabiegał o mnie, aż doszłam do wniosku, że chcę z nim być – i wtedy wyszło na jaw, przestał kochać w sekundzie. A ja… kocham nadam. I wiem jedno: nie można kochać dwóch jednocześnie.

~anoouk: Czy można kochać dwie osoby? Jest to naprawdę możliwe?

Maria Rotkiel: Rzadko się zdarza, że kochamy romantycznie dwie osoby równocześnie, ale przywiązanie czy ogólnie miłość wobec kilku osób jest naturalna, np. miłość wobec obojga rodziców jednocześnie – więc jest to możliwe. Oczywiście na ogół, zakochując się w kimś, zaczynamy skupiać się na tej jednej osobie i nie ma już miejsca na nikogo innego.

Dlatego rzadko zakochujemy się w dwóch osobach, ale zakochanie się w nowej osobie, kiedy jest się do kogoś przywiązanym, zdarza się, choć na ogół jest to krótkotrwała fascynacja, za którą nie musi iść chęć bycia z daną osobą. Jeśli brnie się w nową relację, wybór jest na ogół konieczny i trudny. Więc tak, jest to możliwe, choć są to z reguły uczucia o innej jakości – jedna jest spokojną miłością, a druga namiętna i burzliwa.

~dokad_zmierzaja_mysli: Myślę, że obecne czasy, zwłaszcza w chwili pędu, jakie daje nam życie, dość mocno osłabiają poczucie więzi. To w znaczny sposób pozwala ludziom “rozglądać się”, szukając. Moje pytanie brzmi: co powinienem zrobić, jeśli budzę sie przy kobiecie, którą kocham, czuję ją emocjami, cechami osobowości, a mimo to moje myśli często uciekają w wyobrażenia kogoś zupełnie innego? Miłość przenika, zostają piękne wspomnienia, pamięć buduje w sobie zapamiętanie dla chwil, a te są niesamowitym fundamentem pod przywiązanie, codzienność.

Maria Rotkiel: Jest to zupełnie normalne, że, kochając kogoś, zdarza nam się fantazjować o kimś innym. Nie mamy totalnej kontroli nad własnym umysłem, ale nie jest to sygnał, że nie jesteśmy wystarczająco przywiązani. To romantyczny mit, że, kochając całe życie, myśli się o jednej osobie. W rzeczywistości ludzie fantazjują o innych i dopóki to są tylko fantazje – to wszystko jest w porządku.

sza_: Czy faktycznie istnieje coś takiego jak zjawisko kulturowe: poliamoryści?

Maria Rotkiel: Oczywiście, w niektórych kulturach jest społeczne i religijne przyzwolenie do kochania kilku osób jednocześnie – Islam i społeczeństwa muzułmańskie są tu klasycznym przykładem. Jednak w ramach kultur jest to bardziej rodzące się przywiązanie do wybranej osoby, a nie powodowanie się namiętnościami – czyli wybór kolejnych małżonek i przywiązanie się do nich, a nie zakochiwanie w dziewczynie i małżeństwo. Podstawy emocjonalne są inne niż w kulturach “monogamicznych”.

~nnerinne: Jestem mężatką. Kocham męża, ale kocham też przyjaciela. Co robić, jak się zachowywać? Wiem, że oni obydwoje mnie kochają. Mąż nic nie wie.

Maria Rotkiel: Jeżeli umie Pani zatrzymać miłość wobec przyjaciela na poziomie miłości platonicznej, to nie ma problemu. Jeśli będzie Pani w relacji seksualnej z oboma Panami, to będzie Pani w dużym pomieszaniu. Pytanie, czy chce Pani dokonać wyboru, czy utrzymać obie te relacje na jakimś poziomie? Powinna się Pani nad tym zastanowić, a także nad tym, jak ta sytuacja będzie wyglądać za kilka lat, czy nie utrudni Pani przyjacielowi ułożenia sobie życia? Warto wziąć to wszystko pod uwagę – uczucia męża, uczucia przyjaciela i swoje potrzeby.

~fragola: Spędziłam z partnerem prawie 5 lat burzliwego związku, trzykrotnie się rozstawaliśmy na dłuższe okresy, jednak wciąż wracaliśmy do siebie. Powodem – zarówno kłótni jak i rozstań – były zawsze te same powody. Osiem miesięcy temu poznałam wspaniałego mężczyznę, który potrafi dbać i troszczyć się jak nikt inny. Uważam, że do obydwu czuję wiele i nie potrafię podjąć decyzji.

Maria Rotkiel: Pytanie, z którym mężczyzną stworzy Pani stabilny związek i jakie są koszty (w Pani życiu) burzliwego związku? Chodzi o koszty emocjonalne, wpływ na pracę i relacje z innymi ludźmi. Burzliwe związki bardzo pochłaniają i często nie można się rozwijać, bo związek tak bardzo pochłania naszą uwagę. Takie związki na dłuższą metę są toksyczne.

~kruszynka: A w ogóle to co jest złego w kochaniu dwóch osób jednocześnie? Kobiety mają przyjaciółki, różne: jedną na zakupy, jedną do zwierzeń, jedną do zabawy, a mąż czy partner ma być jeden do wszystkiego?

Maria Rotkiel: W kochaniu nie ma nic złego – dopóki nie pojawia się konieczność wyboru albo działania pod wpływem kochania obu osób nie wychodzą na jaw. Wtedy to już nie jest dobre.

~Magda: Mam 22 lata. Mam chłopaka, którego niewątpliwie kocham. Jednak jest ten drugi – chłopak z dzieciństwa. Bardzo rzadko mamy ze sobą kontakt (niby przyjacielski i do niczego między nami nie doszło, ale pojawiają się pewne podteksty i delikatne wyznania). Czy to możliwe, że uczucie z dzieciństwa przetrwało lata? Czy to tylko złudzenie?

Maria Rotkiel: Więź z dzieciństwa może przetrwać, ale tylko konkretne działania (spotkania, uwodzenie) będą nasilać uczucia. Zatem tu pytanie: czy chce Pani zaangażować się? Czy lepiej wycofać z takiego kontaktu, póki nie jest to jeszcze za trudne?

~Gracjan: Czy można po 21 latach małżeństwa pokochać kobietę i czuć się jak zakochany małolat? Obie kobiety są dla mnie ważne i nie potrafię z żadnej z nich zrezygnować! Męczy mnie taka sytuacja, bo nie lubię kłamać i oszukiwać, ale nie chcę żadnej z nich zranić. Czy to czasem nie jest kryzys wieku średniego?

Maria Rotkiel: Można nawet po 40 latach małżeństwa się zakochać i można obie kobiety kochać – i nie chodzi tu o kryzys wieku średniego, raczej kondycję małżeństwa. Obawiam się, że nie da się takiej sytuacji kontynuować bez zranienia kogoś prędzej czy później. Nawet, jeśli to Pan będzie osobą cierpiącą, rezygnując z któregoś z tych związków.

~basia: Kocham narzeczonego i ostatnio poznałam kolegę, z którym staliśmy się bardzo bliscy – nie w sensie seksualnym. Narzeczony mnie kocha, przyjaciel też – powiedział mi. Przyjaciel jest żonatym mężczyzną i ma dwójkę dzieci. Nie chcę się rozstawać z narzeczonym. Czy z przyjacielem mam zerwać wszelkie kontakty? Zależy mi na tej znajomości z nim, potrzebuję go – czy to w porządku?

Maria Rotkiel: W porządku wobec kogo? Myślę, że w porządku jest zrozumienie swoich potrzeb, ale co z ludźmi zaangażowanymi w tą historię? Czy Pani narzeczony nie zaspokaja Pani potrzeb emocjonalnych? Może warto popracować nad swoim związkiem? I zastanowić się, jaki będzie koszt dla przyjaciela i jego rodziny? Czy on jest gotowy na zmiany w życiu, czy chciałby utrzymywać sytuację. On ma rodzinę, Pani także – i raz na jakiś czas się Państwo spotykają? Czy na taką opcję jest Pani gotowa i na jak długo będzie to Pani wystarczało? I co potem?

~someonev75anu: Czy lepiej iść za głosem serca i dać się ponieść uczuciom, czy wybrać rozsądny związek i spokojną przyszłość?

Maria Rotkiel: Oto jest pytanie. Myślę, że nie da się stworzyć ogólnej recepty. Jest to bardzo indywidualne, w zależności kim się jest, czego się chce, kogo dotyczy wybór i czego się będzie żałować. Jednak wybór całkowicie logiczny – czyli wybór osoby, która jest odpowiednia, ale nie ma w tym wyborze żadnej chemii – rzadko kiedy się sprawdza jako wybór na całe życie. Prędzej czy później pojawi się ktoś, kto tak zakręci w głowie, że logika i wcześniejsze wybory nie będą miały znaczenia. Czyli dobrze, jeśli jest pół serca i pół rozumu w wyborze.

~victoria: Kocham dwóch mężczyzn jednocześnie, nie potrafię dokonać wyboru. Żyję w ogromnym zamieszaniu, lecz każda próba zakończenia jednego z uczuć kończy sie fiaskiem. Prowadzę poniekąd podwójne życie, taka sytuacja trwa już 4 lata. Sytuacja jest o tyle trudna, że ja mam rodzinę i on też. To drugie uczucie pojawiło się niespodziewanie. Zorientowaliśmy się, że nie tylko się lubimy.

Czy to normalne, że mężczyzna mówi i okazuje uczucie, lecz nie potrafi zmienić niczego w swoim życiu, utrzymuje sytuację? Spotykamy się, kiedy możemy, dzwoni do mnie, kiedy tylko się da, ale mówi, że nie może ze mną być z uwagi na dzieci. Mówi również, że może kiedyś. Czy to nie zwykłe wygodnictwo?

Maria Rotkiel: Chyba już słyszałam taką historię, setki razy, i może na te setki tylko kilka zakończyło się dobrze. Czyli spokojnie – na ogół takie relacje trwają latami. Najdłuższy staż, z którym się spotkałam, to było 22 lata w takim związku. I mężczyzna nadal nie był gotowy do zmiany. Jeśli nie podjął decyzji do tej pory, to możliwe, że nigdy tego nie zrobi. Pytanie: jak długo chce Pani czekać. I od tego zależy, co Pani zrobi, ale warto mieć to na uwadze, że on może nigdy nie zmieni tej sytuacji.

Zobacz pełny zapis czata z ekspertką


Data wpisu: 28 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czaplicka rusza wyrywać

Od pewnego czasu, ale nie warto się przyznawać jak długo, jestem dostępna na runku nieruchomości, zwanym również rynkiem matrymonialnym (co jest bez sensu, bo przecież żadnego matrymonialu nie będzie, bo prawo tego nie umożliwia). Tak czy siak postanowiłam podzielić się z wami moimi głębokimi, socjologicznymi przemyśleniami na ten trudny i drażliwy temat.Choć wydawać by się mogło, że dwie kobiety i randka to sprawa łatwa i przyjemna – wszak podobne tą są istoty, z tej samej planety, pewnie więc rozumieją się dobrze i szybko, okazuje się, że lesbijska randka to skomplikowana sprawa.

811300 58030171 Czaplicka rusza wyrywać

Lesbijki

Przepraszam, czy to jest randka?

Cześć z was na pewno się oburzy – ale jak to? Przecież wiadomo kiedy coś randką jest, a kiedy nie. Otóż w przypadku dwóch dziewczyn niekoniecznie. Bo jeśli umówią się na piwo do branżowej knajpki to jest to randka czy nie? A kino, jeszcze do tego z branżowym filmem? Ile z was, drogie koleżanki, zapraszanych było na kolacje przy świecach?
Okazuje się nawet, z autopsji Drogie Panie!, że nawet kolejna do łazienki to miejsce potencjalnego flirtu. Sytuacja, jak babcię kocham, mojej znajomej: kolejeczka nad radem do toalety jednego z branżowych klubów, moja znajoma stoi nerwowo przebierając nóżkami. W kierunku drzwi toczy się radośnie opita dziewczyna. Moja znajoma komentuje, że dobry kierunek obrała (jak zawsze pełna koedukacja i nikt się nie przejmuje podziałem na płcie, tak rozwalamy system icon wink Czaplicka rusza wyrywać . Chwila konsternacji radośnie opitej i komentarz, że bardzo dziękuje, ale ona ma dziewczynę.
Jak widać z powyższego przykładu, otwarcie ust wystarczy już, żeby flirt rozpocząć, a od tego już o krok do randki. Jeśli was interesuje coś niecoś więcej, to polecam interesującą lekturę Anatomia randki.

Znajomi znajomych, czyli czyją jest byłą?

Plaga branży – prawie każda jest czyjąś byłą albo niedoszłą. W najlepszym przypadku koleżanką. I kiedy tylko branżowe siostry się zwiedzą, że umawiasz się z kimś (kiedy ustalicie czy to JUŻ randka), od razu prześcigają się w informowaniu Cię o wszystkim, co może być istotne. Często więc znam przebyte choroby, ulubioną pozycję seksualną, strefy erotogenne, wszystkich wcześniejszych partnerów i partnerki oraz bardziej oczywiste – ulubione rzeczy, czego nie lubi i jak ją poderwać.
Chociaż oczywiście to na pewno ułatwia życie i przyśpiesza, to jednak mam poczucie, może całkiem głupie, że po prostu trochę odziera to cały proces odkrywania drugiej osoby z sensu istnienia.

Brak poradnika, czyli jak to się robi?!

Heterycy mają całe półki w księgarniach z poradnikami how to, czyli jak dokonać niemożliwego. Jak poderwać dziewczynę, jak wydać się zajebistym, być jak Don Juan, internetowy podryw, podryw offline, techniki urodzenia, ja Cię kocham, a Ty śpisz i inne. W przypadku branży trzeba zdać się na siebie i swoją intuicję albo na rady swoich znajomych. A jak wiemy każdy ma najlepsze rady, szczególnie, jeśli nie chodzi o niego.
Istnieją, podobno, poradniki za wielkim oceanem. O ich istnieniu wiem, ponieważ zostały skrupulatnie przejrzane i na tej podstawie moja znajoma napisała pracę na temat różnic w poradnikach dla gejów i lesbijek, a poradnikami dla heteryków. Streszczając główne wątki, poradniki miłosne dla mężczyzn kochających mężczyzn zajmują się głównie problemami w związkach, utrzymaniem relacji oraz pielęgnowaniem uczucia. Tymczasem poradniki lesbijskie zaczynają się zwykle od słów: „wyjdź z domu i…” . Tak, Drogie Koleżanki – naszym największym problemem jest: gdzie do cholery znaleźć dziewczynę?!

No właśnie, skąd się bierze dziewczynę?

Istnieje kilka miejsc, gdzie warto poszukać. Najprościej iść do klubu, branżowego rzecz jasna. Na szczęście, jeśli będą tam dziewczyny, a nie będzie ich za dużo, poza nielicznymi wyjątkami (jak we Wrocławiu), większość miast cierpi na niedobór klubów i imprez kobiecych… więc na szczęście jak już będą, będą raczej wolne i samotne, tak jak my. Jedna z moich znajomych zdiagnozowała, że większość par, które idą razem na imprezę, zwykle kończą ją z nowymi dziewczynami (może coś w tym jest). W każdym razie większość lesbijek kiedy już się sparuje postanawia zostać w domu z kotem i Żoną przed telewizorem.
Często jednak przedstawicielki płci pięknej spotkane nawet po kilku piwach nie spełniają naszych oczekiwań, a może nasza okolica nie posiada zbyt dużej ilości miejsc odwiedzanych przez lesbijki – wtedy czas sięgnąć do kolejnego miejsca, jakim jest baza teleadresowa naszych znajomych. Nasze przyjaciółki i koleżanki prędzej czy później znajdują wśród swoich znajomych jakąś samotną Amazonkę, z którą mogą nas umówić na randkę w ciemno (tak, wtedy to JEST randka).
Czasem jednak klubu nie ma, znajome same heteryczki a my siedzimy w szafie, krótko mówiąc znikąd pomocy. Wtedy zostaje stary (chociaż nowy) i dość niezawodny sposób zwany potocznie internetem. Stron dla nas jest niemało, a większość posiada sekcję randkowo-ogłoszeniowo-dającą nadzieję. Nie wiem jak działa na znajdowanie dziewczyny, ale na pewno można znaleźć cudowną przyjaciółkę na całe życie (tu pozdrawiam Gosię icon wink Czaplicka rusza wyrywać .

Skutecznym sposobem, o ile mi wiadomo, jest też rozglądanie się dookoła siebie. Trudno mi powiedzieć jakie są szanse, że mamy dookoła siebie lesbijki, ale wiem na pewno, że zasada: nie ma heteryczek, są tylko źle poderwane (w angielskiej wersji straight until wet) ma sporo racji istnienia. Nasze prowadzące zajęcia i studentki, szefowe i koleżanki z pracy, sąsiadki, ale też panie ze sklepu czy innych punktów usługowych – każda z nich może być potencjalną kochanką/dziewczyną/ukochaną.

Kto płaci?, czyli role genderowe i klops

W idealnym świecie łatwo poznajemy Panią Właściwą, umawiamy się z nią na randkę, którą obie uznajecie za randkę, macie jeszcze jakieś tematy do rozmów i właśnie zmierzacie ku sobie, żeby się przywitać. Jak się przywitać? Podanie ręki czy buziak w policzek (i czy całować policzek czy w powietrzu?). Która z was pierwsza przechodzi przez drzwi? Kto zamawia i kto płaci? W świecie heteryków mamy samca alfę, który ogarnia wszystkie te kwestie i adoruje swoją samicę, a ona łaskawie leży, pachnie i roztacza inne swoje wdzięki doceniając starania samca. A w przypadku lesbijek co? A nie daj Boże spotkają się jeszcze dwie z tych, co to socjalizowane były do bycia uległymi i wtedy to już totalny klops, bo żadna nie ogarnia tematu i czeka na drugą.
Moją radą na tego typu problemy jest: ograniczać problemy do minimum. Ominiecie problem drzwi i płacenia idąc na spacer, zamiast coś zjeść czy do kina. Problemu powitania ominąć się nie da, ale można poczekać na reakcję drugiej strony. Jeśli nic się nie zadzieje – podejmujecie decyzję i modlicie się, że była słuszna. Zawsze też można skorzystać z głuchego telefonu psiapsiółek i koleżanek, które chętnie doradzą albo powiedzą jak ona lubi (się witać).

Powyższa lista nie obejmuje wszelkich problemów, ale jest pewną próbą chwycenia byka za rogi. Na pewno każda z was ma jeszcze jakieś pomysły/sugestie i problemy. Zapraszam do dzielenia się – chętnie pozbieram materiał na następny artykuł.
Na koniec życzę owocnych łowów w poszukiwaniu miłości i Tej Właściwej. Kochajmy się! (ale tak osobno icon wink Czaplicka rusza wyrywać


Data wpisu: 12 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pierwsze spotkanie z jego/jej rodzicami. Jak dobrze wypaść?

Pierwsze spotkanie z rodzicami partnera/partnerki to nie rozmowa w sprawie pracy albo negocjacja biznesowa, ale i tak stresuje. I też chodzi o to, żeby zaprezentować się jak najlepiej. Pokazać swoje mocne strony, zatuszować wady, przy tym wypaść naturalnie, dużo się uśmiechać i nie dać po sobie poznać zdenerwowania. Niby proste, ale jednak sztuczne. A można przecież, pozostając sobą i niczego nie udając, wypaść doskonale!

990508 73031080 Pierwsze spotkanie z jego/jej rodzicami. Jak dobrze wypaść?
Rodzina

Bardzo często poznajemy rodziców swoich partnerów w sposób zupełnie naturalny, jakoś tak przypadkiem. Zdarzają się jednak sytuacje, w których takie spotkanie zapoznawcze jest specjalnie aranżowane – na przykład, gdy rodzice mieszkają daleko. Uniwersalne zasady dobrego wychowania obowiązują wszędzie, nie będziemy więc ich powtarzać. Oto kilka innych wskazówek, które być może okażą się pomocne:

1. Jak się przywitać?

2. Co powiedzieć?

To Twój/Twoja partner/ka powinien/powinna Cię przedstawić, może jednak okazać się, że tego nie zrobi – wtedy koniecznie podaj nie tylko swoje imię, ale także nazwisko.

3. Jak się zachować?

Jeśli wizyta ma miejsce u nich w domu, są gospodarzami, a więc powinni wskazać Ci miejsce, gdzie możesz usiąść, to oni powinni odebrać od Ciebie płaszcz, itd. Nie wszyscy jednak sztywno przestrzegają takich reguł. Jednak nawet jeśli usłyszysz, że możesz „czuć się jak u siebie w domu”, zachowaj pewien dystans. W przypadku wspólnego obiadu nie siadaj pierwsza/y do stołu – poczekaj, aż wskażą Ci miejsce.

4. O czym mówić?

Jeśli niewiele o nich wiesz, staraj się nie poruszać w czasie rozmowy tematów politycznych, finansowych i religijnych. Na tym polu mogą pojawić się zgrzyty, lepiej poczekać. Gdy przyjdzie Ci powiedzieć coś o sobie – postaraj się zamknąć wypowiedź w kilku zdaniach. Nie zasypuj ich szczegółami dotyczącymi tego, co robisz na co dzień. Podawaj najważniejsze informacje. To nie jest przesłuchanie, postaraj się być naturalna/y, ale pamiętaj, że Twoje wywody nie mogą zdominować rozmowy. Z racji wieku oraz statusu gościa, więcej słuchaj, mniej mów. Koniecznie powiedź coś miłego Pani Domu.

5. Zachowanie przy stole.

Bez względu na to, czy zostałaś/eś zaproszona/y na obiad czy jedynie na kawę, czy jest to spotkanie pierwsze czy kolejne, nigdy nie zaczynaj konsumować jako pierwsza/y. Nogi trzymaj złączone, nie machaj nimi, nie baw się rękami, nie poprawiaj włosów. Nie używaj przypraw zanim nie spróbujesz potraw. Powstrzymaj się od wygłaszania negatywnych komentarzy, nawet, jeśli coś Ci nie smakuje albo za czymś nie przepadasz.

6. Diabeł tkwi w szczegółach.

Nieelegancko wygląda zwracanie się do siebie zdrobnieniami albo pseudonimami w towarzystwie osób, które dopiero co się poznało. Misia, kotka i inne zostawcie za drzwiami, przy rodzicach posługujcie się imionami. Zachowajcie też odpowiedni dystans między sobą – nie obściskujcie się ani tym bardziej nie siadaj mu/jej na kolanach. Staraj się zwracać do wszystkich członków rodziny (jeśli nie jesteście sam na sam z rodzicami), żeby nikt nie poczuł się ignorowany. A najważniejsze – bądź elastyczna/y. Być może atmosfera będzie swobodna, wtedy możesz pozwolić sobie na luz. Możesz też trafić na potencjalnych teściów sztywnych i niekomunikatywnych – wtedy nie próbuj rozbawić towarzystwa, tylko zachowuj się adekwatnie. Elastyczność, spostrzegawczość i dostosowywanie się do sytuacji – przede wszystkim.

Redakcja dodaje: Jeśli już partner/partnerka zaprosili Cię na spotkanie z Teściami – pamiętaj, że oznacza to, że wiedzą o waszej relacji i akceptują ją. To naprawdę super!


Data wpisu: 10 listopada, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Miłość nie wyklucza — zapisz się!

Akcja „Miłość nie wyklucza” ogłasza swój drugi start! Tym razem w zmienionej strukturze i z wieloma nowymi osobami chcemy pracować nad promocją związków partnerskich. Mamy bardzo dużo pomysłów i zapału do działania, ale chcemy być dobrze przygotowani i przygotowane do podjęcia się nowych wyzwań. Zatem ogłaszamy nabór wolontariuszy/wolontariuszek. Nie ważne gdzie mieszkasz (mamy internet), nie ważne co robisz (zawsze możesz się nauczyć czegoś nowego), ważne że chcesz „coś” zrobić. Działamy w następującej strukturze:logo 2 Miłość nie wyklucza   zapisz się!1. Grupa prawna – mająca za zadanie pomagać przy pracach nad nową ustawą w ramach prac, które prowadzone są pod auspicjami posła Roberta Biedronia. Jest to jedyna grupa stricte ekspercka. Jej zadaniem będzie na kolejnych etapach będzie opiniowanie oraz uczestniczenie w działaniach legislacyjnych. Jeśli jesteś prawnikiem/prawniczką, masz doświadczenie przy pisaniu ustaw, znasz się na prawie dzięki swojej pracy i nabytemu doświadczeniu – zapraszamy!

2. Grupa ds. kampanii – mająca za zadanie opracować pomysł nowej odsłony naszej akcji. Znasz się na reklamie? A może po prostu lubisz oglądać reklamy?  Masz pomysły? Napisz do nas – chcemy pracować w jak największym gronie.

3. Grupa ds mediów/fundraisingu/lobbingu – mająca za zadanie wypracowanie dróg dojścia do mediów, sposobów na sprzedanie naszego przekazu. Zadaniem grupy jest również opracowanie sposobów zdobywania funduszy na akcję oraz uzyskanie odpowiedzi na pytanie – w jaki sposób promować związki partnerskie. Znasz mechanizmy medialne, masz „gen żebraczy” i wiesz jak namówić innych do finansowego wsparcia, a może nie znasz się na tym, a poprostu chcesz spróbować i się podszkolić? Zapraszamy!

4. Grupa ds. 100 tysięcy – mająca za zadanie zastanowić się jak zebrać w 3 miesiące 100 tysięcy podpisów pod projektem ustawy. Nie wiemy czy podejmiemy się takiego zadania – jeśli ustawa znajdzie się w Sejmie i będzie to ustawa, która nie będzie budziła większych emocji – będziemy wspierać ustawę sejmową. Jeśli jednak okaże się, że nie ma innego wyjścia – chcemy być na to gotowi i gotowe.

Możecie mieć wpływ na to co i jak robimy. Oddajemy akcję w Wasze ręce. Napiszcie do naszego koordynatora:wojciech.szot@abiekt.pl powiedzcie co chcielibyście/chciałybyście robić, na czym się znacie, a może czego chcecie się nauczyć.

Oferujemy atrakcyjną współpracę, platformę wymiany doświadczeń oraz niezapomniane wrażenia jak np. zgubienie się na sejmowych korytarzach icon wink Miłość nie wyklucza   zapisz się!

Nasza praca polega na wspólnym podejmowaniu decyzji – razem chcemy wypracować najlepsze rozwiązania i jak najatrakcyjniejsze sposoby działania.

Uwaga dla osób spoza Warszawy – też możesz z nami pracować. Odległość nie jest problemem, w końcu mamy internet. A jeśli z Twojej miejscowości chce z nami współpracować więcej osób – będziecie mogli/mogły nam pomóc lokalnie. To Wy znacie najlepiej swoje miasto i jego specyfikę. Zachęcamy do przyłączenia się do akcji.

Piszcie do nas! Zapiszcie się!

Pozdrawiam
koordynator akcji Miłość nie wyklucza
Wojciech Szot

ps. prosimy o używanie sformułowana „akcja Miłość nie wyklucza”, gdyż nowa kampania oraz nasze działania nie polegają wyłącznie na wsparciu i kontynuacji kampanii billboardowej, która odbyła się na przełomie 2010 i 2011 roku.


Data wpisu: 7 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Brazylia dziś

Kolejny kraj dołącza do grona tych, które gwarantują parom homoseksualnym możliwość zawarcia małżeństwa. Jest nim Brazylia. Nie jest to niczym zadziwiającym zważywszy na to, że Sąd Najwyższy tego kraju już w bieżącym roku zagwarantował prawa przysługujące małżeństwom parom homoseksualnym, aczkolwiek bez oficjalnego zawarcia małżeństwa na podstawie przepisów o związkach de facto.

352863 8196 300x225 Brazylia dziś

świat

Jesteśmy dziś świadkami kolejnego etapu (r)ewolucji brazylijskiej. Pary homoseksualne od prawa do zawarcia małżeństwa dzieli już tylko jeden głos sędziego Sądu Najwyższego Brazylii. W dniu 20 października 2011 4 sędziów zagłosowało za zniesieniem dyskryminacji osób homoseksualnych w kwestii małżeństw. Trwa oczekiwanie na głos Marco Buzziego. Z tego powodu nie jest znana dokładna data wyroku, ale jest pewnym, że będzie to miało miejsce w 2011 roku. Jego głos nie ma już nawet żadnego znaczenia z tego względu, że wszyscy pozostali sędziowie zagłosowali już za równością w dostępie do instytucji małżeństwa.
Sprawa, która toczy się w Sądzie Najwyższym Brazylii została zapoczątkowana przez parę lesbijek ze stanu Rio Grande do Sul, które mieszkają razem od pięciu lat i wystąpiły o zmianę ich stanu cywilnego. Para ta złożyła wniosek o ślub cywilny przed podjęciem decyzji Sądu Najwyższego Brazylii z maja 2011, który zrównał prawa związków tej samej płci ze związkami heteroseksualnymi w ramach przepisów o związkach de facto. Parze lesbijek odmówiono zarejestrowania małżeństwa. Zaskarżyły one decyzję urzędu do sądu. Sąd w Rio Grande do Sul jednak oddalił skargę, co doprowadziło do zajęcia się sprawą przez Sąd Najwyższy.

Jeden z sędziów – Luis Felipe Salomeo – powiedział przed oddaniem głosu, że ślub cywilny jest najbezpieczniejszym sposobem na zagwarantowanie praw rodziny, także homoseksualnej. Salomão dodał, że odmowa prawa do ślubu cywilnego osobom homoseksualnym jest “znieważa zasady konstytucyjne takie jak wolność i równość”

http://hyakinthos1978.blogspot.com/2011/10/brazylia-dzis.html


Data wpisu: 27 października, 2011 autor wpisu: Hyakinthos  |  Komentowanie nie jest możliwe

Miłość nie Wyklucza o najnowszych doniesieniach prasowych

Media doniosły w poniedziałek wieczorem, że Janusz Palikot zaproponował SLD by poczekała ze składaniem projektu ustawy o umowach związków partnerskich, a raczej by się z niego wycofała, gdyż w jego ocenie jest to projekt obarczony błędami oraz prawdopodobnie niekonstytucyjny. Palikot proponuje wspólną pracę nad nowym projektem.

logo 2 Miłość nie Wyklucza o najnowszych doniesieniach prasowych

MNW Miłość nie wyklucza

Chcielibyśmy wyrazić w imieniu Grupy tworzącej “Miłość nie wyklucza” poparcie dla pomysłu Janusza Palikota. Na pierwszym, powakacyjnym spotkaniu, nasza grupa przyjęła stanowisko, że projekt ustawy o związkach partnerskich, który przedstawialiśmy potrzebuje zmian, które umożliwią jego wprowadzenie w życie, czyli przejście przez Trybunał Konstytucyjny. Taką – przykrą – zmianą będzie prawdopodobnie ustawa wyłącznie dla par jednopłciowych. Wiemy, że nie o takiej ustawie marzymy, jednakże w związku z wieloma komentarzami dot. ustawy przyznajemy, że jest to – w naszej rzeczywistości prawnej – kompromis, który umożliwi stworzenie ustawy, która – choćby przeszła w Sejmie – nie zostanie odrzucona przez Trybunał.

Cieszymy się, że Janusz Palikot oraz Robert Biedroń, który podjął się rozmów na ten temat, podzielają wątpliwości, które nasi przedstawiciele i przedstawicielki podnieśli podczas omawiania projektu Grupy Inicjatywnej na pierwszym – i ostatnim – posiedzeniu podkomisji sejmowej.

Wyrażamy nasze poparcie dla idei o której mówił Janusz Palikot – podjęcia się prac nad dobrą ustawą o związkach (nie umowach) partnerskich. Ta idea przyświecała twórcom i twórczyniom kampanii od samego początku. Mamy nadzieję, że tym razem się to uda. Nawołujemy do branżowej zgody i rozpoczęcia prac “na serio”. Deklarujemy, że z chęcią włączymy się w pracę zarówno poprzez wsparcie prawne, merytoryczne jak i popularyzatorskie. Mamy nadzieję, że tym razem nikt nie będzie wykluczany z prac nad ustawą. To w końcu ustawa “dla nas”.

Czekamy na odpowiedź ze strony SLD, która to odpowiedź – mamy taką nadzieję – umożliwi rozpoczęcie prac na projektem, pod którym podpisze się całe środowisko.

Tymczasem zapraszamy ponownie 5.11.2011 o godz. 16:00 do Lenivca – wciąż zmieniająca się rzeczywistość polityczna wokół nas pozwala na nowe pomysły i drugie otwarcie dla kampanii. Chcemy się do niego wspólnie przygotować.


Data wpisu: 26 października, 2011 autor wpisu: Miłość Nie Wyklucza  |  Komentowanie nie jest możliwe

Związki partnerskie – mamy szansę?

690846 79697706 300x225 Związki partnerskie   mamy szansę?Nowy Sejm i Senat – wiemy jak wygląda. Jakie mamy szanse na związki partnerskie w tym Parlamencie? Czy coś się zmieni dzięki Palikotowi? I co nas czeka przez te cztery lata?Biorąc pod uwagę  rozkład głosów – możemy już zacząć spekulować o przyszłości. W tej przyszłości PO wraz z PSL mają praktycznie większość – bez kilku głosów, które mogą „przekupić” z SLD lub Ruchu Palikota. 206 posłów z PO, i 30 z PSL to Sejmowa większość (z 460 posłów) – wiadomo jednak, że nigdy frekwencja nie jest pełna, warto więc zawsze mieć kilku „zapasowych” posłów z innych partii. Czy to znaczy, że mamy szanse na ustawę o związkach partnerskich?
Po pierwsze – nowy Sejm oznacza, że dotychczasowa ustawa o umowach związków partnerskich przestała być w mocy. Biorąc pod uwagę, że Trybunał ją, mówiąc kolokwialnie, zjechał – mamy drobną szansę, że nowa ustawa wprowadzana do Sejmu będzie trochę lepsza. Obawiam się jednak, że względnie dobra ustawa proponowana przez Miłość nie Wyklucza niestety nie ma większych szans na przedostanie się do Sejmu. Oznacza to, że wróci ustawa paksowa proponowana przez Grupę Inicjatywną (może trochę poprawiona).
Czy ma szansę przejść? Wszystko zależy od nastawienia PO. Jeśli Platforma postanowi dotrzymać swoich obietnic wyborczych i przejmie się poparciem dla Palikota (wynikającym również z poparcia mniejszości) – tu liczę również na naszych nowych posłów i posłanki Roberta Biedronia i Annę Grodzką, ale także takie osoby jak Wanda Nowicka, które od długiego czasu nas wspierają- wtedy może, tak zwanym cufalem (szczęściem) uda się, że ta bardzo okrojona i słaba ustawa (po poprawkach) zostanie pozytywnie przegłosowana. Szanse jednak, mimo wszystko, są małe.
Poza tym jedyna ustawa, która ma jakieś szanse na przegłosowanie to ustawa o penalizacji mowy nienawiści. Wierzę, że ten projekt, przy drobnych poprawkach i szerokiej koalicji znajdzie poparcie w PO.  W pozostałych przypadkach, niestety, raczej nie możemy liczyć na duże szanse na sukces. Projekty ważne dla LGBTQ raczej nie mają szans w tym Parlamencie.
To, czym dużo bardziej się martwię to fakt, że dwoje ważnych działaczy głównych organizacji LGBTQ trafi do Sejmu. Co z tego wyniknie? Oby tylko tyle, że starsza gwardia w KPH i Trans-Fuzji zmieni się na młodszą. Czego sobie i wam życzę.


Data wpisu: 10 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

[konkurs] DZIEWCZYNY RANDKUJĄ. i lipshit też

299346 9819 223x300 [konkurs] DZIEWCZYNY RANDKUJĄ. i lipshit teżJestem dziewczyną i chcę iść na randkę z innymi dziewczynami”. Brzmi przewrotnie. Szczególnie w kontekście pan, omni, bi, w drodze do whatever.
Szybkie randki są fajne bo są fajne i szybkie”. Czyżby? Czy tego szuka nowoczesna dziewczyna nie-hetero z dużego miasta? Żeby było fajnie i szybko? Postanowiłam sprawdzić.
Siedząc na corpo lunchu z innymi corpo girls (straight albo bi ciekawskie) spytałam wprost, jakie skojarzenia mają na luźno rzucone hasło „speed dating”. Wiem, nie jest to zbyt fortunnie obrana grupa badawcza, ale jedyna zawsze pod ręką. Posypały się odpowiedzi w stylu:
„desperacja”
„chciałabym ale boję się”
„przypomina mi to assessment center”
„to działa tylko w amerykańskim systemie randkowania w stylu „Sex and the City”. W każdy wolny wieczór randkujesz z innym facetem, aż wreszcie, po dziesięciu, dwudziestu, stu randkach trafiasz na to czego szukałaś. O ile wiesz czego szukasz. ”
No właśnie. Wiesz czego szukasz? Wiemy? Czy problematyczny jest już sam proces poszukiwania?
Od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że lesbijki mają problem z radosnym, nieskrępowanym, niezobowiązującym randkowaniem. Chcę unikać wartościowania, że to tylko polskie lezby / lezby na całym świecie / tylko te lesbijskie lezby / tylko butchki, femmki na pewno nie / tylko ja mam z tym problem. Przeglądając fora, strony i blogi często trafiam na głosy „potrzeba nowej, świeżej inicjatywy, która sprawi, że temat randek stanie się dla lesbijek znów atrakcyjny”. Obecnie dostępne opcje są już mocno wymęczone, schematyczne, a poszukujące singielki, które kryją się za internetową anonimowością zdają się być mocno wypalone. Jakie mamy bowiem możliwości?
Można siedzieć z założonymi rękami i czekać. Rozglądać się w autobusach, kawiarniach i na imprezach. Podskakiwać na widok każdej krócej obciętej dziewczyny na domówce u zaprzyjaźnionych gejów. Szansa, że trafimy na kogoś kogo miałybyśmy ochotę wziąć do kina czy postawić drinka, jest jak …. (tu można wstawić dowolne dane. Każda konfiguracja jest równie abstrakcyjna i daleka od prawdy). Otoczone heteromatrixem, nawet jeśli ujawnione w pracy, przed wszystkimi znajomymi królika, na podwórku i w warzywniaku (jak chociażby autorka tego bloga) powoli tracimy nadzieję, że podobne nam single kobiety nie – hetero istnieją. Nawet jeśli na jakiejś konferencji czy bankiecie trafiasz na cudowną piękność, w podobnej do Twojej służbowej garsonce, zazwyczaj okazuje się, że jak większość ludzi egzystujących w corpo środowisku, piękność ma ułożone, monogamiczne szczęśliwe życie, na które składają się podróże, kredyty, dzieci i prawie – małżeński sex. Single ulegając presji hetero światka, gdzie wszystko musi być fit, sexy i poprawne politycznie, zawierają stałe związki, czasem już wieku przedszkolnym. Stąd prosty wniosek. Równie dobrze możesz zacząć łapać stopa i otwierając drzwiczki pytać „Are you straight? No? Lovely..”
Kolejnym etapem są portale / internet. To stwarza pewne możliwości. Tylko ile cholerna jasna można? Temat internetowych ogłoszeń np. na kobiety-kobietom to materiał na społeczną sagę grubości książki telefonicznej i hollywoodzką produkcję w stylu Social Network of the L World.  I wciąż te same dylematy;
długość wymienianych maili / ze zdjęciem czy bez zdjęcia / jeśli ze zdjęciem to czy zdjęcia mają termin przydatności do użycia / pisać o seksie czy nie pisać / podawać gdzie pracujesz czy karmić fałszywymi danymi / gdzie leży granica pomiędzy lekkim podrasowaniem rzeczywistości na rzecz potencjalnego bzykanka a chamskim kłamstwem szytym grubymi nićmi / czy używać podziałów femme butch / w jakim miejscu należy się umówić i czy w ogóle należy się umawiać czy od razu coś razem wynająć / czy przyznawać się do swoich prawdziwych intencji czy just go with the flow / i co to w ogóle znaczy „jestem atrakcyjna” ?
Rzygam tym. Na samą myśl o internetowych znajomościach mdli mnie i dostaję przykrej wysypki. Bądźmy ekshibicjonistycznie szczere. Jak myślicie, mając 28 lat, ile lat internetowych randek, ile anonsów, ile kilometrów cyfrowego papieru mam za sobą? Ile razy uciekałam na widok dziewczyny, wcześniej otaksując ją w ogródku na Nowym Świecie, ukryta pod czapką i okularami przeciwsłonecznymi typu „mucha”? Ile razy zostałam wystawiona? Ile razy wyśmiana z pogardą? Ile razy próbowałam nawiązać głębszy kontakt myśląc „to już siódmy weekend randkowania z kobiety-kobietom, lepiej nie będzie”?
Pominę wszystkie odpryski i odłamy takie jak czaty wszelkiej maści, zaczepki na facebooku, zaczepki na blogach, zaczepki na feminotece (perwersja, wiem…), zaczepki na chybił trafił. Internet tylko pozornie ułatwia nawiązywanie kontaktów. Rozpoczynanie randkowania od wymiany słowa pisanego, ewentualnie podgryzionego zębem czasu zdjęcia… come on, dziewczęta, epokę wiktoriańską mamy już dawno za sobą.
Imprezy. Branża. Imprezy branżowe. W tym miejscy należy zadać sobie pytanie, po co randkuję? Jaki jest mój własny stosunek do bycia singlem? Można być radośnie, niemonogamicznie, erotycznie i poli pan omni w drodze do whatever. Wtedy na imprezach można znaleźć to czego się szuka. Można też być domatorką, która mówi trochę za cicho, nie pija mocnych alkoholi, lubi włożyć sukienkę i nie lubi głośnej muzyki. Gdzie wtedy należy szukać? Na Festiwalu Chopinowskim? Dwa podane przykłady są ekstremalne, zazwyczaj większość z nas plasuje się (prawie)po środku wyznaczonej przez mnie skali. Jednak za założeniem samej idei randkowania kryje się niezgoda na samotność. Chęć szczodrego podzielenia się tym co dobre. Nie poszukiwanie łatwego sexu.
-         A co z sexem? – pyta blondynka […] – Jak singielki mają sobie radzić z sexem?

-    Sex? – odpowiadam […] -  Sex nie stanowi żadnego problemu. Sex jest łatwy. Prosty do odnalezienia. Wystarczy, że wezmę do ręki telefon, zajrzę do skrzynki mailowej, dokładnie się rozejrzę. […]  Nie. Nie przechwalam się. To nie dotyczy tylko mnie. Dotyczy to też was, każdego na tej sali. Sex jest zawsze na wyciągnięcie ręki. Sex jest najprostszy do zdobycia. 
                                                                                                (ponytail)
Jaka jest najskuteczniejsza metoda? Wyciąć kartonowy znak i w zależności od umiejętności artystycznych sporządzić napis „Jestem single femme lesbian, wiek 28 lat, niezależna, atrakcyjna, mam własne mieszkanie. Lubię białe wino i Almodovara. W łóżku dawca raczej niż biorca, znam się na intymnej anatomii kobiecej i lubię podróżować.” W wersji ekonomicznej istnieje możliwość sporządzenia napisu na własnym czole. Potem proszę wybrać dowolne miejsce, zatłoczone, puste, imprezowe, kulturalne, nie ważne. I czekać. Oczywiście szanse, że podejdzie do was inna single femme / butch lesbian (dźwigająca podobny kartonowy znak) są znikome. Ale na pewno nakobiety-kobietom ukaże się ogłoszenie „Widziałam Cię wczoraj pod rotundą. Ładnie wycięty karton.”
Dlatego gdy trafiłam na  http://www.dziewczynywarszawy.blogspot.com/
pomyślałam, no wreszcie! Coś nowego! W świecie realnym.
I grzecznie zrobiłam jak na stronie przykazują. Wyszykowałam się w stylu „oookej, to jest w końcu randka” , ale w standardzie bardziej „LipService” niż „Desperate Housewives”, tym bardziej  „Sex and the City”. Czyli wylałam na siebie tonę perfum, założyłam very skinny jeans i wysokie obcasy (jako jedyna z towarzystwa, powinnam była to przewidzieć), znoszoną panamę w tygrysi wzorek i zużyłam chyba połowę swojej szminki red red rouge Dior (którą i tak całą z nerwów zjadłam w tramwaju). Sam lokal bardzo fajny, neutralne miejsce w centrum Warszawy, z osobną, całkiem intymną sekcją na lesbian speed dating. 15 dziewczyn, 15 krzeseł i 7 minut rozmowy z każdą. W kopercie otrzymujesz brudnopis w którym możesz robić notatki, cukierka na osłodę (ja swojego oddałam bardziej potrzebującej) i tabelkę, w której pod koniec randek zaznaczysz te dziewczyny, z którymi będziesz chciała się ponownie spotkać. Jeśli dziewczyny, które wybrałaś również zaznaczą Ciebie, w mailu otrzymacie wzajemne kontakty. Decydujesz nawet czy chcesz się kontaktować telefonicznie czy tylko mailowo. Jeśli nie zaznaczysz nikogo lub jeśli po prostu nie podobało Ci się, jesteś zwolniona z opłaty. Pieniądze przekazujesz w kopercie razem z tabelką, w fajny, dyskretny sposób. Jak dla mnie total fair play.
Bawiłam się świetnie. Po jakiś dwóch, trzech pierwszych stolikach wyluzowałam, stres puszcza, uważniej słuchasz, patrzysz. Pamiętaj, dziewczyna po drugiej stronie jest równie zdenerwowana i tak jak ty ma dobre intencje. Różnorodność poznanych charakterów jest inspirująca. Przy bardzo zawyżonych standardach może i nie wybierzesz nikogo, ja uważam że z pośród 14 osób można wybrać kogoś, kogo chciałabyś choćby zabrać na spacer. Atmosfera jest przyjazna, daleka od jakiegokolwiek rozerotyzowania (nie, nie nudziłam się, bynajmniej). Myślę, że jeśli inicjatywa będzie się rozwijać, możemy doczekać się grup wiekowych, tematycznych, z podobnie określonym celem (kulturowym, podróżniczym, matrymonialnym). Ale to już tylko zależy od was. Ja mam to już za sobą icon wink [konkurs] DZIEWCZYNY RANDKUJĄ. i lipshit też
Dlaczego wspieram tą inicjatywę do tego stopnia, że porzuciłam zasadę nie nawiązywania kontaktów pod sztandarem lipshit bloga? Po pierwsze interes prowadzą dwie dziewczyny, Ela i Paulina. Ich randkowy biznes to dwie cykliczne edycje speed datingu, w wersji straight www.randkujwarszawo.pl i for girls only www.dziewczynywarszawy.blogspot.com. Jest to całkowicie kobiece, przedsiębiorcze przedsięwzięcie, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, feminizujące. Dziewczyny mają swój nip, regon, działają całkowicie zgodnie z fiskusem i jak najbardziej profesjonalnie. Trzeba mieć sporo odwagi, by wyjść z taką inicjatywą w naszym, trochę aseksualnym, spętanym obyczajowo kraju. Stanąć przed grupką samotnych osób, które chcąc nie chcąc mają jakieś oczekiwania i przyjąć na siebie odpowiedzialność za cały wieczór, atmosferę, dobrą zabawę. Dzięki bezpretensjonalności i szczerym chęciom efekt końcowy jest naprawdę fajny. Kobieca inicjatywa przedsiębiorczo – miłosna.
Po drugie, nie lubię narzekania dla samego narzekania. Pojawia się możliwość, żeby przenieść kobiece randkowanie na inny poziom. Wieść o Randkuj Warszawo na pewno będzie roznosić się pocztą pantoflową, dziewczyny nie mają żadnego medialnego wsparcia. Jest to inicjatywa całkowicie odbranżowiona, odpolityczniona. I tylko od nas zależy czy zniknie czy rozwinie się w randkową tradycję, nowy sposób w jaki singiel w wielkim mieście będzie mógł spędzić miło wieczór. Fajnie jest móc zrobić włosy, wyprasować koszulę/sukienkę, usiąść wygodnie z piwem/lampką wina/filiżanką kawy i bez żadnego obciążenia, bez stresu, w przyjacielskiej, sprzyjającej atmosferze poznać 14 fantastycznych dziewcząt. Wolnych. Randkujących. Zainteresowanych. Bez zbędnych oczekiwań. Bez ślęczenia nad kolejnym mailem. Bez narażenia się na śmieszność, niesmak czy bycie wystawionym do wiatru. Po prostu dobrze się bawić.
A efekt? Hm… zawsze powtarzam, że jestem do bólu dyskretna. Więc nie zdradzę jak wyglądały moje statystyki, ilość trafień, o czym mówiłam, o czym mi mówiono, jak z dziewczynami reagowałyśmy na siebie wzajemnie. To nie jest post z cyklu „Randka z Katarzyną Frank”. Powiem tylko, że od ponad dwóch tygodni umawiam się z pewną prześliczną dziewczyną. Tylko nie wiem… którą z naszych randek liczyć jako pierwszą?


Data wpisu: 4 października, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Spot promujący ustawę o związkach parnterskich

Zapraszamy do oglądania nowego spotu promującego ustawę o związkach partnerskich dla par jednopłciowych. Spot ufundowany przez Fundację Zielone Światło.Dp8ZTJK3PKU


Data wpisu: 20 lipca, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Kocham moją przyjaciółkę. Historia MIŁOŚCI LESBIJSKIEJ polskiej nastolatki.

Ostatnio koleżanka opowiedziała mi historię, która mogłaby być hitem filmowym gdyby nie to, że wydarzyła się naprawdę. Zakochała się. Nic niezwykłego, gdy ma się kilkanaście lat. W ogóle nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ona jest zagorzałą katoliczką a jej wybranka nosi stanik. Czy będą mogły być razem?

Zakochałam się w dziewczynie!

Któregoś dnia poprosiła mnie o rozmowę. Znamy się od kilku lat, kiedyś chodziłyśmy razem do klasy. Zapamiętałam ją jako skromną, ułożoną, z zawsze odrobionym zadaniem domowym, katolickim światopoglądem panienkę z tak zwanego dobrego domu. Jakie było moje zdziwienie, gdy opowiedziała mi o wielkiej miłości, która ją spotkała. Szkoda, że na początku nie powiedziała, jak jej druga połówka ma na imię, może moje zdziwienie byłoby mniejsze.

Nic nie mogę poradzić na to, że ją kocham…

W kółko powtarzała to zdanie. Zakochała się w swojej przyjaciółce. Nie wie kiedy, nie wie jak to się stało, po prostu. Spędzały ze sobą dużo czasu, jak to dziewczyny w tym wieku, zakupy, chłopaki, miłość, odchudzanie, wszystko robiły razem. Po pierwszym pocałunku stwierdziły, że coś jest na rzeczy. I że im się spodobało. Nie, nie były pijane. Chciały zobaczyć, jak to jest z dziewczyną. Magda (ta moja koleżanka) dosłownie z dnia na dzień zmieniła swoje przekonania. Kiedy porzuciła je ostatecznie? Po pierwszym zbliżeniu, kiedy doszła do wniosku, że nigdy nie przeżyła niczego lepszego.

„Chyba jesteś nienormalna?!”

To usłyszała od swoich rodziców, kiedy zdecydowała się powiedzieć im prawdę. Proponowali psychologa, potem psychiatrę, w końcu rekolekcje dla trudnej młodzieży. Potem doszli do wniosku, że skoro nie chce po dobroci, to wybiją jej to z głowy – odizolowali ją od wszystkich znajomych, zmienili szkołę, po obowiązkowych zajęciach zamknęli do domu. Póki co sytuacja się poprawia, bo Magda przyrzekła nigdy więcej nie kontaktować się ze swoją byłą dziewczyną. I nigdy więcej o tym nie mówić.

Czy kiedyś będą mogły być razem?

Dla naiwnych, którzy uwierzyli, że naprawdę się rozstały, spieszę z wyjaśnieniem – nadal są razem, ale wierzą, że nikt nie musi o tym wiedzieć. Umawiają się potajemnie, chociaż wydaje mi się, że coś się między nimi psuje. Coraz częstsze kłótnie, ciche dni. Magda mówi na ten temat tylko jedno – jeśli nie ta, to inna. Odkryła swoją nową orientację. Czeka aż będzie na tyle dorosła, żeby wyprowadzić się od rodziców i nie trzymać dłużej w tajemnicy swoich preferencji. Trzymam za nią kciuki i życzę jej powodzenia. Może okaże się, że jej rodzice mieli rację i ten lesbijski epizod to tylko młodzieńczy wybryk. A może naprawdę faceci nie są dla niej? Czas pokaże.


Data wpisu: 30 czerwca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe