Archiwum dla kategorii: ‘żona i żona’

Filmy o zmaganiach

Niełatwo być panią od DKFu! Zwłaszcza jeśli trzeba na gwałt opracować plan projekcji aż do czerwca i ma się ogromny problem z dokonaniem wyboru (cholernie trudno znaleźć dobry mainsteramowy film o lesbach, w dodatku taki, którego wszystkie zainteresowanie panie nie zdążyły jeszcze obejrzeć 35546 razy). Przeprowadziłyśmy, Żona i ja, liczne burze mózgów, przeryłyśmy się przez trailery, recenzje i omówienia, ale nadal brakuje nam dwóch tytułów, a czas nagli. Nasza Oficjalna Konsultantka, Pani von Leslau, zasugerowała nam „Pokój w Rzymie”, ale to nie do końca pasuje do naszych wytycznych.

Bo chcemy żeby film nie tylko opowiadał o romansie lesbijskim, ale też miał jakieś wątki poboczne, najlepiej dotyczące szeroko pojętych zmagań ze światem . Odpadają filmy o zakochanych gimnazjalistkach (sztampa) i dalekowschodnie (bo, po pierwsze, zwykle są o zakochanych gimnazjalistkach, a po drugie – potrafią być koszmarnie niestrawne, jak „Córka botanika” albo film o rosole z człowieka, czyli „Love/juice”) oraz epatujące przemocą, bo tego nie zniese.

Po kolejnej burzy mózgów ustaliłyśmy: uderzamy do Pani Czaplickiej, która widziała wszystkie branżowe filmy na świecie i w dodatku jest najbardziej lesbijską lesbą. Pani Czaplicka, choć niezmiernie zajęta, przysłała nam czem prędzej obfitą listę filmów mniej więcej wpisujących się w nasze wytyczne, a każdy tytuł opatrzyła własnym komentarzem. I te komentarze mnie zupełnie urzekły. Nie trzeba być koneserką branżowej kinematografii, żeby docenić ich lapidarny urok. Poniżej – najbardziej soczyste, a cała lista tutaj .

 

A Marine Story – żołnierka zmaga się z mizoginią + trenuje ćpunkę, żeby uratować jej życie

Elena Undone – mężatka i artystka i wielki romans i dużo przeszkód

Bandaged – dziewczę próbuje popełnić samobójstwo z powodu despotycznego ojca, ma pokiereszowany ryj, romansidło z pielęgniarką

Bloomington – Ona jest gwiazdą kosmicznego serialu, ona jest wykładowczynią, której wszyscy się boją, bo jest vampirką na usługach mafii. koniec końców dyke drama i romansidło 

Chloe – mąż zdradza żonę, żona zatrudnia podstawianą kochankę, ale się okazuje, że podstawiona kochanka urodzi żonę, a mąż jest czysty

Hannah Free – stare babcie też kochają. wnuczka udając nie wnuczkę próbuje naprawić relacje rodzinne z babcią lesbijką.

And Then Came Lola – przeróbka Biegnij Lola biegnij , czyli lesba musi zdążyć zanim jej dziewczyna odejdzie w siną dal z jakimś innym lachonem

Drool – laska z dwójką dzieci morduje męża, bo w sumie ma romans z sąsiadką, utylizują ciało i ruszają w świat

I Can’t Think Straight – Bliski Wschód, jedna szykuje się do ślubu, druga ją podrywa, drama, drama

Les amants du Flore – ambitnie, czyli Simone de Beauvoir (bardziej bi niż les); typowa biografia i zmaganie z tym, że jest się kobietą filozofem

Orlando – Virginia Woolf czyli płeć nie ma znaczenia – zmagania Orlando/Orlandy z życiem i problemami

Monster – seryjna prostytutka zostaje morderczynią, bo zakochuje się w lasce, czyli jak chciały żyć pięknie razem, a wyszło jak zawsze

Legenda Rity – politycznie jak cholera, czyli połowy filmu nie zrozumiałam, bo zabrakło mi wiedzy o sytuacji w NRD, RFN i innych – jakieś grupy terrorystyczne coś tam i ogólnie tego.

Silkwood – Meryl odkrywa, że jej zakład pracy tuszuje wady w jakiś atomowych prętach – dużo o prawie pracy; Cher, współlokatorka, jako lesbijka (mało lesbijstwa)

Notatki o skandalu – starsza lesba dowiaduje się o romansie nauczycielki z uczniem i wykorzystuje to, żeby się do niej zbliżyć – jak okazuje się o co chodzi, to jest super drama (ale film mocny i klimatyczny)

Combats de femme – ona samotna – ona tancerką i wolnym duchem – tiru riru romansidło

Na pierwszy rzut oka – dużo kobiecych dram: samotność, aborcja itd. Calista chudzina jako żona umierającej na raka laski

Vier Minuten – nauczycielka muzyki w więzieniu i jej super utalentowana podopieczna, romansu nie ma, ale emocje jak cholera

Claire of the Moon – pisarki szukają natchnienia, lądują w łóżku

Nina’s Heavenly Delights – Nina próbuje nie stracić kanajpy ojca, musi wygrać konkurs, pomaga jej (bodaj) siostra jej głównego rywala, dramy i komedia z happy endem

Aria Diva – jakbyście się uparły na coś polskiego ona matka dzieciom, ona operowa diva, prawie romans, ale po polsku – romansu nie ma.

Butch Jamie – czyli dużo genderów w jednej osobie; butch Jamie staje się kobieca, po to, żeby potem facetem, żeby wyrwać laskę

The Four-Faced Liar – trochę jak Imagine me and you , czyli one mają kogoś innego, ale wychodzi jak zawsze

The Gymnast – niby kariera zakończona, ale jak się ma 40 lat można nadal robić coś co się kocha, a potem kochać tę drugą. ładny film

Uśmiech Mony Lizy – dużo kobiet, emancypacja, feminizm i postać pielęgniarki lesbijki wyrzuconej z uczelni za promowanie antykoncepcji

W obcej skórze – Mocny film. Lesbijka ucieka przed prześladowaniami, ale nie dostaje azylu. Podszywa się pod kolesia, który popełnił samobójstwo (ale azyl dostał). W fabryce kapusty kwitnie miłość… 

She’s the Man – Szekspir w wersji USA – genderowe przebieranki

Niebiańskie istoty – rodzina je rozdziela, to one mordują. simple

Frida – zmaganie ze sztuką i mężem

Mulholland Drive – zmaganie z brakiem pamięci

Godziny – depresja jak się patrzy

Inescapable – chyba żadnych zmagań, ale jeden z lepszych sexów lesbijskich

Inne spojrzenie – zmagania z systemem komunistycznym i światem

Daphne – 2 laski i jeden mąż – czyli zmagania jednej kobiety z 3 partnerami

Przerwana lekcja muzyki – lubiany klasyk; zmaganie z życiem, systemem i swoją głową

Sekrety – hot. W mega ortodoksyjnym świecie tajemnice religii zbliżają dwie dziewczyny studiujące Talmud (takie ichniejsze feministki). zakończenie bardzo do przemyślenia

Rent – musical, hiv/aids, bohema, korporacje, trudności życiowe, a między lesbami problem związku między control freak a ciągłą podrywaczką

Wir sind die Nacht – lesbijski wampirki po niemiecku. serio. i jeszcze bałamucą kolejną. still better love story than Twilight.. .

Boskie jak diabli – szatan Penelope i anioł Viktoria, do tego Fanny i jakieś chłopiszcze totalny cep, czyli walka dobra ze złem

Disi duboko – Jeśli wszystkie serbskie filmy takie są to ło jeza. Wypadek samochodowy, koleś zostaje w szpitalu, więc jego siostra opiekuje się jego dziewczyną zaciągając ją do łóżka, w czasie kiedy jej matka (dziewczyny chłopaka w szpitalu) ma romans z facetem z dzieckiem, a jej ojciec homofob gej pukający sprzątaczkę choruje na serce. o

Sappho – Ukraiński melodramat rozgrywający się na wyspie Lesbos o Safonie, a właściwie jej reinkarnacji w trójkącie miłosnym między kobietą i mężczyzną. Nie żartuję. Właściwie to jest jeszcze gorzej: Helena okazuje się hetero, a jej mąż, odwożąc zwłoki żony postanawia sobie ułożyć życie z kochanką. Wszystko, rzecz jasna, wina Safony. 

Gorzkie łzy Petry von Kant –   jesu chrystu. przewinęłam, bo się nie dało. tak filozoficznie

This Kiss – rozkminy po latach, że mogły być razem i w ogóle love

New Best Friend – odkrywamy życie przećpanej laski – ach ta samotność

Crack – kiedy jest się lekko szurniętą lesbijką nauczycielką wszystko się może zdarzyć z uczennicami; szczególnie, jeśli jakaś Ci się opiera 

Wyśnione życie aniołów – jeśli było tam coś lesbijskiego, to nie zauważyłam. dwie bez grosza przy duszy i w cholerę dramy 

Karmel –   libańskie kobiety i drobne wspomnienie branżowe – myje jej te włosy i myje, a seksualnie tak, że ło. 

Pokój w Rzymie – dwie laski, jeden pokój, jedna noc i bez przerwy albo łóżko albo sex. no i google i prysznic

2 minutes later – jak się ma bliźniaka, to się zawsze ma przerąbane. tym razem jeden ginie, drugi go udaje, a lesba detektywka daje czadu.

Kabaret – będziecie śpiewać Money, money, money ! 

Butterfly kiss –   wkurwiający akcent, jebnięta bohaterka poszukująca swojej byłej i klamry na sutkach – ło!

Touch – podniecający list, jakieś damy dworu i tragiczne rozstanie. wszystko w 7 minut! 

Do I love you? – moja odpowiedź brzmi: nie. 

Idealny facet dla mojej dziewczyny – przaśnie i po polsku, czyli jeśli jesteś lesbijką, to zakochujesz się w facecie albo jesteś feministyczną kurwą z wybujałymi ambicjami co terroryzuje facetów. A do tego jeszcze kościół i dramy i Polska właśnie . 

Wszystko w porządku – dzieci z in vitro poszukują tatulka, który postanawia wpieprzyć się do lesbijskiej rodziny

High Art – sąsiadki mogą Cię sprowadzić na złą drogę, szczególnie, jeśli są ćpającymi fotografkami lesbijkami. chłopak Cię nie uchroni 

Mango kiss – się przyjaźnią od zawsze, się w końcu związkują. Ale to takie nudy, że kapitanowa i jej księżniczka poszukują kolejnych pań do zabawy, pojawia się więc dominatrix i hardcora. Wszystko się kotłuje w lesbijskiej poliamorii, aż okazuje się, że 1 na 1 też jest fajnie. 

 

 

Dziękujemy Ci, Czaplicko! (choć nadal nie wiemy, co wybrać)

Data wpisu: 22 stycznia, 2012 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nieźle

Pierwsze koty za płoty, pierwszy seans w DKFie mamy za sobą.

Okazało się, że rację miała Oficjalna Konsultantka ds. DKFu, czyli Pani von Leslau, która stwierdziła, że „Więź” jest filmem na tyle wiekowym, że znajdą się panie, które go nie widziały.  No i się znalazły, w dodatku aż dwie.

Przed seansem Żona miała wygłosić minireferat, ale w chwili kiedy stanęła przed publicznością składającą się z samych pań, powaliła ją tak silna trema, że zdołała wyartykułować jedynie fragmenty przygotowanej przemowy, i to w dodatku te mniej błyskotliwe. A ja w tym czasie, jako jeszcze bardziej nieśmiała, usiłowałam schować się pod stół, żeby nikt mnie nie zmusił do dokończenia żoninego expose. Na szczęście nikt nie miał takich zakusów i projekcja mogła się rozpocząć.

Film leciał z projektora! Dzięki czemu wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie, poważnie i dekaefowo (co prawda pan barman nie ogarniał obsługi sprzętu, ale nic to, następnym razem ja się tym zajmę). Publiczność była bardzo przejęta, panie oglądały film z uwagą, a znakomite nagłośnienie pozwalało słuchać dialogów nawet w toalecie.

Ogólnie: było nieźle. Kolejna odsłona DKFu już w lutym, zatem stay tuned.

 

Data wpisu: 17 stycznia, 2012 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

DKF Dwie Panie: start!

Oficjalnie informuję, że Żona i ja ruszamy z DKFem. Z niewielką obsuwą i w zupełnie innym miejscu niż planowałyśmy, ale jednak.

Pierwszy seans już jutro! Zaczynam się stresować, chociaż prelekcję wygłosi Żona, która ma wprawę w mówieniu do publiczności (co prawda żonina publiczność zwykle jest ubrana w strój gimnastyczny, rozpłaszczona na matach do jogi i lekko zdyszana, hehe). Z tego stresu dziś w nocy śniło mi się, że biorę udział w jasełkach, odziana w fartuch z mnóstwem kieszeni.

Na pierwszy jasełkowo-dekaefowy ogień idzie film znany w naszym pięknym kraju jako „Brudny szmal”, czyli „Bound” rodzeństwa Wachowskich. A propos: czy wiecie, że Larry Wachowski jest aktualnie Laną Wachowski ? Oczywiście ten news jest mocno zwietrzały, ale ploteczki zwykle docierają do mnie z sążnistym opóźnieniem.

A zatem: najbliższy czwartek, 12 stycznia, 20.30, Hallo Cafe, Rybaki 22, Poznań. Miło będzie jak przyjdziecie.

Wszelkie informacje można znaleźć na fejsie oraz na blogu Wyspy Kobiet .

 

Data wpisu: 11 stycznia, 2012 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Tym razem okrągła

Zupełnie po cichutku oraz bez rozgłosu w zeszłym tygodniu stuknęło mi i Żonie dziesięć lat romansowo-związkowego pożycia. Biby nie było, bo jakoś się nam nie zachciało, ale szampana z miłymi paniami znajomymi wypiłyśmy, owszem. Tarantina chciała nawet zaśpiewać „Sto lat”, ale skutecznie ją uciszyłam.

Oczywiście jako wojująca lesba aktywistka homolobbystka muszę tu napisać, że bardzo mnie denerwuje brak ustawy o związkach partnerskich. Denerwuje i doprowadza do furii, bo ustawa należy nam się jak psu zupa. Howgh.

A żeby ten wpisik ładnie i bez pieniactwa zakończyć, zacytuję sobie szpanersko moją ulubioną Panią Noblistkę (nie żebym była jakoś specjalnie obkuta, po prostu Eliasz wrzucił niedawno jej wiersz na bloga)

Wolę w miłości rocznice nieokrągłe,
do obchodzenia co dzień.

 

Data wpisu: 3 stycznia, 2012 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Kura Beksińskiego (ojca, nie syna)

Miłe Czytelniczki Płci Wszelakich, czy Wam tez się śnią głupoty? I czy wierzycie, że sny coś Znaczą? Bo moje włąsne sny porażają głupotą i są zupełnie kompromitujące. Oraz bez sensu.

Na przykład taki.

Śniło mi się, że byłam asystentką Zdzisława Beksińskiego, tego malarza (Beksiński przyśnił mi się zapewne dlatego, że tego samego wieczoru rozmawiałam z Panią Dyfuzją, naszą nową współlokatorką [czy ja pisałam, że Panna Fraulein wyprowadziła się do Pana Rzaby i w jej panieńskim pokoiku zamieszkała Pani Dyfuzja? chyba nie pisałam, czyli mamy spore zaległości w ploteczkach, ach], która wyjawiła mi, że ponoć Beksiński spożywał tylko jedzenie puszkowane).

Jako asystentka malarza dostałam ważkie zadanie poukładania na szafie obrazów zawiniętych w płótno. Stoję sobie zatem na krześle obok wielkiej szafy, układam te obrazy i nagle słychać gwałtowne pukanie do drzwi. Beksiński odzywa się do mnie wkurzony, ze to pewnie znowu pan Franek przyszedł wysępić kasę na fajki albo alkohol, po czym zaczyna wykrzykiwać różne inwektywy w stronę drzwi i domniemanego Franka.

Ja nadal spokojnie układam te obrazy, ale nagle, rzuciwszy okiem na drzwi, zauważam, że zaczynają się dziwnie wyginać i falować, jak nie przymierzając mata słomiana czy inna wycieraczka, a pukanie staje się coraz głośniejsze. Nagle drzwi otwierają się i do pracowni wpada kobieta lat na oko 40, o imidżu Gabrieli Borejko, piastująca w objęciach kurę. Kobieta podbiega do mnie i zaczyna mnie tą kura okadzać, wykonując magiczno-obrzędowe ruchy okadzające. Kura macha skrzydłami, kobieta mamrocze jakieś zaklęcia, bo to wiedźma była, a ja zasłaniam się obrazem Beksińskiego i próbuję nie zlecieć z krzesła. W końcu kobieta poniechuje mnie i podbiega do Beksińskiego, okadza go kurą, miota się po całej pracowni kadząc drobiem na prawo i lewo i mamrocząc, po czym wybiega z rozwianym włosem, nie domykając drzwi.

Przez dłuższą chwilę słychać tupot jej stóp na skrzypiących schodach, po czym robi się zupełnie cicho.Schodzę z krzesła i zamykam drzwi.

 

Wybanglawszy ten wpis znalazłam taki oto cytacik dotyczący ważkiego tematu kury:

Nie znaczy to, że w obrazach Beksińskiego nie ma nic spontanicznego: kiedyś zaczął malować Madonnę z dzieciątkiem. Madonnę przerobił na mężczyznę, ale nie wiedział, co z robić z dzieckiem na ręku. Przyśniła mu się kura, która mówiła po polsku i artykułowała bezbłędnie – mimo dzioba – głoski przedniojęzykowe. Powiedziała: ty się znasz na kobietach. Kura tak ubawiła artystę, że przerobił dziecko na kurę.

 

Z czego wynika, ze przyśniła mi się sama Bozia ucharakteryzowana na Gabrielę B. I zrozum tu sny. No zrozum. 

 

Data wpisu: 28 grudnia, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Życzenia kardynalne

Szanowni pracownicy i studenci Instytutu Muzeologii UKSW, uprzejmie dziękuję za życzenia świąteczne, choć nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taką serdeczność i pamięć, bo ani z muzeologią, ani z kardynałem nie mam nic wspólnego.

Jednakże ja również życzę Wam wszystkiego najlepszego, zaś pracownicom i studentkom szacownego Instytutu przesyłam całuski poświąteczno-noworoczne. A co mi tam.

 

uksw

Data wpisu: 28 grudnia, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Makowa panienka

KOMPOTU MNIEJ, WIĘCEJ BARSZCZU – włąsnoręcznie sporządzoną notatkę o tej treści znalazła mama żony w książce kucharskiej z przepisami świątecznymi.

No, troszku nam się nie udało zachować tej proporcji.

Przed świętami pochłaniała nas bez reszty produkcja wypieków w ilościach hurtowych. Przy okazji pieczenia makowca odkryłyśmy ze zgrozą, że według przepisu Mamy Żony mak należy przez zmieleniem (zemleciem? zmełciem?) gotować przez 40 minut w mleku, a potem to mleko wylać. Żona jak to żona, pożałowała głodujących dzieci w Afryce i uznała, że szkoda wylewać dwóch litrów mleka, które jest przecież zupełnie dobre, po czym wypiła filiżankę owego mleka żeby, jak mniemam, dać wszystkim dobry przykład. Jeśli myślicie, że mleko w którym uprzednio gotowano kilogram maku nie ma żadnych właściwości odurzających, to się grubo mylicie. A już na pewno wpływa negatywnie na obsługę maszyn, w tym maszynek do mielenia, bo w widoczny sposób osłabia zdolności psychomotoryczne. Jeszcze nie widziałam nikogo, kto w równie flegamatyczny sposób co moja żona owego wieczoru kręciłby korbką, mając przy tym zupełnie szkliste oczęta.

Na szczęście żona, kiedy początkowy błogostan makowy minął, poczuła się cokolwiek dziwnie i niewyraźnie, po czym zapewniła mnie solennie, że nie zamierza zostać morfinistką. Uff.

Poza tym święta minęły bez większych zakłóceń, prezenty od Mikołaja były obfite, a ryba bez ości. I ani razu nie przyłapałam żony na podjadaniu masy makowej.

Data wpisu: 27 grudnia, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Skakanie i drżenie

Tydzień temu o tej porze siedziałam z pedałami w norze.

Tzn. z Koffinem i I’ piliśmy  delikatne alkohole w Kisielu (Tekila jest już od dawna passe), plotkując i zastanawiając się nad tym, jaki będzie w tym roku Marsz Równości.

Marsz, jaki był, to już pewnie każda Czytelniczka wie. Od siebie dodam, że w przyszłym roku zamierzam wraz z Żoną nabyć niewielki, lekki a głośny megafon przenośny (na allegrze widziałam ładne a tanie) i skandować nasze własne hasła, np. Marsz bez samby jest konduktem albo Krysia i Halina normalna rodzina, lub też moje ulubione Kto nie skacze jest pedałem. Naprawdę wierzę, że skutecznie operując tym hasłem można zmusić tzw prawdziwych patriotów do zaskakania się na śmierć. A przynajmniej do nieprzytomności.

Poza tym postanowiłam, jako prawdziwa wojująca lesba zostać homolobbystką i  zaangażowałam się w krzewienie jakże słusznej idei związków partnerskich, podczepiwszy się pod akcje Miłość Nie Wyklucza . W praktyce oznacza to, że już niedługo zacznę Was indoktrynować i edukować w tym temacie oraz publikować tu sążniste elaboraty na temat związków partnerskich, które jak wiadomo należą nam się jak psu zupa. Drżyjcie.

Data wpisu: 25 listopada, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Facet w pończochach karma

Ludzie to majo pomysły!

Moja przyjaciółka Pata, kobieta pracująca i mieszkająca w Mieście Łodzi, ma dziwny zwyczaj chadzania do wróżek, jasnowidzów i innych gurów, do których mnie nikt by siłą nie zaciągnął, zwłaszcza jeśli musiałabym za to jeszcze zapłacić (gdyby mnie płacono za wysłuchiwanie historyjek jasnowidza to co innego, ale jeszcze mi się nie zdarzyła podobna oferta).

Zatem. Poszła Pata do jasnowidzki płci żeńskiej i zadała jej kilka pytań o własną teraźniejszość,  przeszłość i przyszłość, a jak się rozmachnęła, to i zapytała o mnie i Żonę przy okazji. Tu jasnowidzka zmarszczyła się (co niełatwe, bo młoda jest jeszcze i jędrna), zafrasowała i wyjawiła, że żona i ja, obie po równo, mamy przechlapane z powodu posiadania czegoś, co nazwała obciążeniem karmicznym. Dodatkowo pani jasnowidzka, gmerając w swoich wizjach, ogłosiła, że moja żona jest ni mniej, ni więcej, tylko mężczyzną uwięzionym w ciele kobiety.

Biada, pomyślałam sobie, wysłuchując tych rewelacji przez telefon, bo Pata nie omieszkała się ze mną nimi podzielić. Nie dość że karmicznie jesteśmy obciążone (co akurat mocno mnie zastanowiło, bo żywimy się karmą niemal wyłącznie roślinną, zdrową i strawną, co to raczej wątroby ni trzustki nie obciąża), to jeszcze moja żona jest de facto mężem, o czym żadna z nas nie miała bladego pojęcia.

Na szczęście dzięki dobrej cioci Guglarce udało mi się nabyć skromną wiedzę na temat obciążeń karmicznych i znalazłam mnóstwo, ale to mnóstwo cennych informacji.

Okazuje się, że nie trzeba być wierzącą i praktykującą hinduistką, żeby mieć przechlapane z powodu obciążenia karmicznego, bo jak pisze ten oto pan ,

W Polsce obciążenia karmiczne wpływają “zaledwie” na 1.400.000 ludzi.

Ciekawe, czy podobny procent Hindusów ma przechlapane z powodu grzechu pierworodnego, bo to chyba powinno działać w obie strony, prawda?

Na innej stronce ten sam pan pisze:

Bardzo skomplikowane są związki i powiązania seksualne byłych kapłanek bogiń płodności, czy kapłanek Eleuzis. 

Powyższy cytat układa się w spójną całość z poniższymi słowami (cytat stąd ):

Homoseksualizm może być wywołany przez wiele sytuacji. Często jest karmiczny – jest rezultatem aktu przemocy czy bycia podmiotem przemocy – co powoduje, że osoba taka chce ukarać siebie lub kogoś innego. W niektórych wypadkach są to osoby, które ucierpiały w w procesach społecznych i chcą wziąć na społeczeństwie odwet. W innych wypadkach jest rezultatem niezrównoważonych energii seksualnych rodziców, co powoduje nierównowagę w duszy wchodzącej. Mogą również występować przesunięcia w osiach biegunów, co sprawić może, że niektóre istoty są na wejściu niezrównoważone, a potem stają się bardziej niż byłoby to wskazane aktywne w pewnych ośrodkach gruczołowych. Wreszcie, jest też karma grupowa. Wielu spośród zwolenników Beliala z czasów atlantydzkich inkarnuje w ten sposób z powodu traktowania mniej od siebie rozwiniętych jak „rzeczy”.

I wszystko jasne! Jedna z nas ani chybi czciła Beliala na Atlantydzie (to pewnie ja, bo boję się pływać), a druga odbywała liczne rytualne stosunki seksualne – to zapewne żona, bo temperament ma nielichy.

Nie wiem co prawda za jakie przeszłe występki moja żona (mój mąż?) jest facetem zaklętym w ciało kobiety, ale to wyjaśnia żoniną słabość do pończoch. Nic tak bowiem nie kręci Prawdziwego Faceta jak nogi w pończochach. Nawet własne.

 

 obrazek ukradziony stąd

I już wiem co mnie czeka w wigilię. Kot Kita pewnie przy okazji porwie mojemu Mężowi pończochy. Karma, nic tylko karma.

Data wpisu: 10 listopada, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nikita poszukiwany!

Poszukiwany Kosmita Nikita, znany też jako Dziki Malaj, Mesadrangi, Sofian K. i używający jeszcze dwudziestu innych tajnych imion. Nikita rozpłynął się gdzieś pomiędzy pikselami albo zabłąkał na aerodromie i nie daje znaku życia. Jeśli któraś z Czytelniczek wie gdzie go szukać, niech da mi znać. Pisać tu: natalia_oreiro@gazeta.pl

Data wpisu: 10 listopada, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Taśma, papier, maszyna

dostałam maszyne do pisania. chyba nie mam wyjscia i musze zostac znaną pisarką. a przynajmniej znaną maszynistką. czeka mnie mnóstwo roboty.

 

Data wpisu: 4 listopada, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jadziu, odejdź

Za dużo mnie tu i tam, odpuszczenie jedzeniowego reżimu to zuo. Słodka inka z mleczkiem, piwo i paluszki, frytki, lody i serniczek. Wszystko, wszystko weszło w boczki i odwłok. Zanim przytyłam, mogłam sobie bezkarnie dworować z takiej Tarantiny, że jej ciałka przybyło od pysznych domowych obiadków Pani Kurczaczek, ba, nawet miałam któregoś razu czelność ponazywać Tarantinowe wałeczki imionami Kacper, Melchior i Baltazar, ku uciesze współimprezowiczek.

Ale dobre, chude czasy właśnie się skończyły, o czym dobitnie przypomniała mi Tarantina na poniedziałkowej imprezie halołinowej, kiedy to ona z kolei ochrzciła moje wałeczki imionami Jadzia i Fela. To przeważyło.

Trza schuść. Cel: 5 kilo mniej. Powinno być z osiem, ale jestem realistką. No i na małą Felkę mogę się zgodzić, ale Jadzia musi zniknąć.

Data wpisu: 2 listopada, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Zapoznawanie

Dear Google Visitors (że tak obcojęzycznie zagaję),

zauważyłam, że zaglądacie tu często w poszukiwaniu informacji „jak poznać lesbijkę”. Otóż, Dear Visitors, nie mówi się „poznać” tylko „zapoznać”, o czym wie każdy, kto widział film produkcji polskiej pt. „Dziewczyny do wzięcia”. Film zawiera sporo przykładów użycia tego zwrotu:

„Ja bym chciała zapoznać doktora”

lub

” Zapoznamy sobie lepszych chłopaków”.

Zatem, chcąc zapoznać lesbijki, należy bywać w miejscach, w których one bywają, przede wszystkim w marketach budowlanych, na wydziałach polonistyki szkół wyższych całego kraju, w sklepach zoologicznych, tartakach itd. Rozpoznawszy lesbijkę w takim miejscu, należy do niej podejść, przedstawić się i powiedzieć coś w rodzaju „Widzę, że jesteś lesbijką, chcę Cię zapoznać” i wdać się w miłą konwersację, a dalej to już samo poleci.

Można też zapoznać lesbijki bardziej nowocześnie, korzystając ze środków masowego komunikowania się, zwłaszcza z interneru i telegazety.

Na telegazecie należy umieścic ogłoszenie, zawierające słowa „lesbijkę zapoznam” i krótkie uzasadnienie, a także zwięzły opis osoby zapoznającej i dane kontaktowe. 

Korzystanie z internetu jest dość trudne, ale warto się przełamać i poznać to użyteczne narzędzie. Ułatwi ono zapoznanie lesbijek korzystających z tzw. czatów internetowych, komunikatorów lub forów tematycznych. Najszybciej można zapoznać lesbijkę na znanym i lubianym czacie na portalu onet.pl. Po wejściu do odpowiedniego tzw. pokoju, zwykle dla ułatwienia nazwanego „lesbijki”, należy uważnie przeczytać pseudonimy (zwane nickami) wszystkich użytkowników i spośród nich wybrać te, które nawiązują do homoseksualizmu, np. liźbija_26_ustka, a następnie rozpocząć rozmowę zapoznawczą.

Ponieważ żyjemy w społeczeństwie otwartym i coraz bardziej tolerancyjnym,  lesbijki można zapoznać również w gronie znajomych i rodziny. Aby tego dokonać, należy o poszukiwaniach poinformować jak największą liczbę osób; nieocenione w tej dziedzinie bywają ciocie, sąsiadki, wujkowie, kuzyni i wszyscy inni, którzy z troską i uwagą przyglądają się życiu swoich bliźnich. Ich pomoc w zapoznawaniu lesbijki bywa nieoceniona.

Skutecznych poszukiwań życzę, dear Google visitors!

Data wpisu: 17 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Zapoznawanie

Dear Google Visitors (że tak obcojęzycznie zagaję),

zauważyłam, że zaglądacie tu często w poszukiwaniu informacji „jak poznać lesbijkę”. Otóż, Dear Visitors, nie mówi się „poznać” tylko „zapoznać”, o czym wie każdy, kto widział film produkcji polskiej pt. „Dziewczyny do wzięcia”. Film zawiera sporo przykładów użycia tego zwrotu:

„Ja bym chciała zapoznać doktora”

lub

” Zapoznamy sobie lepszych chłopaków”.

Zatem, chcąc zapoznać lesbijki, należy bywać w miejscach, w których one bywają, przede wszystkim w marketach budowlanych, na wydziałach polonistyki szkół wyższych całego kraju, w sklepach zoologicznych, tartakach itd. Rozpoznawszy lesbijkę w takim miejscu, należy do niej podejść, przedstawić się i powiedzieć coś w rodzaju „Widzę, że jesteś lesbijką, chcę Cię zapoznać” i wdać się w miłą konwersację, a dalej to już samo poleci.

Można też zapoznać lesbijki bardziej nowocześnie, korzystając ze środków masowego komunikowania się, zwłaszcza z interneru i telegazety.

Na telegazecie należy umieścic ogłoszenie, zawierające słowa „lesbijkę zapoznam” i krótkie uzasadnienie, a także zwięzły opis osoby zapoznającej i dane kontaktowe. 

Korzystanie z internetu jest dość trudne, ale warto się przełamać i poznać to użyteczne narzędzie. Ułatwi ono zapoznanie lesbijek korzystających z tzw. czatów internetowych, komunikatorów lub forów tematycznych. Najszybciej można zapoznać lesbijkę na znanym i lubianym czacie na portalu onet.pl. Po wejściu do odpowiedniego tzw. pokoju, zwykle dla ułatwienia nazwanego „lesbijki”, należy uważnie przeczytać pseudonimy (zwane nickami) wszystkich użytkowników i spośród nich wybrać te, które nawiązują do homoseksualizmu, np. liźbija_26_ustka, a następnie rozpocząć rozmowę zapoznawczą.

Ponieważ żyjemy w społeczeństwie otwartym i coraz bardziej tolerancyjnym,  lesbijki można zapoznać również w gronie znajomych i rodziny. Aby tego dokonać, należy o poszukiwaniach poinformować jak największą liczbę osób; nieocenione w tej dziedzinie bywają ciocie, sąsiadki, wujkowie, kuzyni i wszyscy inni, którzy z troską i uwagą przyglądają się życiu swoich bliźnich. Ich pomoc w zapoznawaniu lesbijki bywa nieoceniona.

Skutecznych poszukiwań życzę, dear Google visitors!

Data wpisu: 17 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Sień

Jesień już, już chwalą pasty w sadach, nostalgia podgryza.

Zupa z dyni odfajkowana, zbieranie kasztanów było, tylko na grzyby nie udało mi się wybrać, choć zew grzybni czułam jak co roku.

Jogini ze skłotu robią zrzutkę na ogrzewanie sali.

Kot Kita ma nowe puchate futro, a w ramach przygotowań do zimy dokarmia rodziców Żony własnołapnie upolowanymi gryzoniami i dzikim ptactwem (na szczęście poniechała rasowych gołębi sąsiada), które pieczołowicie i apetycznie układa na werandzie.

Na randki chodzimy w swetrach zapiętych pod samiutką szyję. Żona jeszcze szaleje na swoim bicyklu, ale wkurtce przesiądzie się na tramwaj. 

bicykl 

Jesienna deprecha w tym roku mnie nie dorwie, co to, to nie.

Data wpisu: 17 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Sień

Jesień już, już chwalą pasty w sadach, nostalgia podgryza.

Zupa z dyni odfajkowana, zbieranie kasztanów było, tylko na grzyby nie udało mi się wybrać, choć zew grzybni czułam jak co roku.

Jogini ze skłotu robią zrzutkę na ogrzewanie sali.

Kot Kita ma nowe puchate futro, a w ramach przygotowań do zimy dokarmia rodziców Żony własnołapnie upolowanymi gryzoniami i dzikim ptactwem (na szczęście poniechała rasowych gołębi sąsiada), które pieczołowicie i apetycznie układa na werandzie.

Na randki chodzimy w swetrach zapiętych pod samiutką szyję. Żona jeszcze szaleje na swoim bicyklu, ale wkurtce przesiądzie się na tramwaj. 

bicykl 

Jesienna deprecha w tym roku mnie nie dorwie, co to, to nie.

Data wpisu: 17 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Gdzie te kobiety?

Przeczytałam niedawno w „Wysokich obcasach” (tak, jestem dzieckiem Wyborczej i wcale się tego nie wstydzę) artykuł o Chaveli Vargas, meksykańskiej pieśniarce. Pani Chavela liczy sobie lat 92, ma bujną i niezbyt grzeczną przeszłość, talent, charyzmę oraz jest zdeklarowaną lesbijką. Co prawda owa deklaracja nastąpiła stosunkowo niedawno, bo jedenaście lat temu, ale wcześniej krążyły na temat pani Chaveli przeróżne ploteczki oraz domysły, a wiele jej pieśni skierowanych było do kobiet, zwykle pięknych i zmysłowych a zdradliwych. Poza tym jej prawdziwe nazwisko, które brzmi Isabel Vargas Lizano, nie pozostawia wielu wątpliwości.

Świetna historia: sławna, uwielbiana pieśniarka outuje się po osiemdziesiątce, udziela wywiadów, opowiada o swoich romansach, w tym z Fridą Kahlo , kumpluje się z Almodovarem i pojawia na paradach.

Zazdrość mnie bierze kiedy czytam takie historie, bo w Polsce wszystkie piosenkarki, aktorki, reżyserki, pisarki (z wyjątkiem Izabeli Filipiak) i poetki były i są zupełnie heteroseksualne. Wśród całej naszej, hm, bohemy artystycznej od czasów Ordonki (która co prawda nie była lesbijką, ale potrafiła zaśpiewać „W tę noc upalną pragnę cię, jedyna „) nie pojawiła się żadna  lesbijka. To zakrawa na fenomen w skali światowej! Mamy wyoutowane działaczki, parę dziennikarek (choć kilka innych mogłoby zrobić te przyjemność Pani von Leslau i również wyjść z szafy), ale to środowisko, które zwykle ocieka homoperwersją, u nas składa się z samych poczciwych heteryczek, nawet jednej biseksualnej pani nie uświadczysz na estradzie ni w telewizorze.

W poszukiwaniu jakichkolwiek lesbijek przeczesałam Pudelka i Plotka, ale tam znalazłam jakieś ochłapy w rodzaju: znana aktorka wyznaje, że padła ofiarą umizgów ze strony pewnej reżyserki, która próbowała ją posiąść; oczywiście aktorka z lekkim zażenowaniem odrzuciła jej zaloty. Oprócz podobnych kwiatów nie znalazłam żadnych informacji o rodzimych gwiazdach, które świadczyłyby o ich nieheteryckich skłonnościach.

Dziennikarki  zaś na siłę doszukują się sensacji i zadają różne niewygodne pytania, próbując przypierać nasze celebrytki do muru i wyduszać z nich zeznania. Tymczasem okazuje się, że nie ma czego wyduszać, bo zwykle inkryminowana gwiazda twierdzi że:

 - z menedżerką łączy ją wieloletnia przyjaźń, ale nic poza tym, a ona od dwudziestu lat szuka tego jedynego

 - nie jest lesbijką, bo przecież ma dziecko

 - nadmiar pracy nie pozwala jej na założenie rodziny, ale w głębi duszy oczywiście marzy o mężusiu

 - nigdy przenigdy nie miała żadnych doświadczeń seksualnych z kobietami, raz na koloniach całowała się z koleżanką, ale to było dawno temu i tylko dla zabawy

 - jej najnowsza piosenka nie mówi o miłości lesbijskiej, ale ma znacznie szerszy kontekst

 - homoseksualna wymowa jej teledysku to tylko rodzaj artystycznej kreacji, choć ona sama nie ma nic przeciwko, bo przecież jest osobą otwartą i bardzo jej doskwiera polska nietolerancja

 - chętnie by przyszła na paradę, bo jest całym sercem za miłością i wolnością, a już zwłaszcza za wolną miłością, ale niestety nie może, bo w tym czasie ma w planach występ w Mszanie Dolnej, za to chętnie zagra komercyjny koncert w gejowskim klubie

 - chroni swoja prywatność i chętnie opowie o swoich nałogach, kurzajkach i ukochanym piesku, ale nie powie, z kim mieszka

No i rzeczywiście, te odpowiedzi są bardzo spójne i sensowne, a żarłoczne media na siłę próbują Znanym Paniom wydrzeć ich prywatność, doszukując się przy tym sensacji i perwersji. Przecież panie celebrytki nie mają powodu by ściemniać i mataczyć, prawda? Wszak nie żyjemy w dziewiętnastym wieku i za homoseksualizm nie grożą nikomu żadne kary. A w takiej na przykład Rosji jest wręcz moda na homoseksualizm, aktorki, piosenkarki i reżyserki outują się hurtowo i otwarcie i jakoś nic się nie dzieje. Wyoutowane panie nie tracą kontraktów, ról ani fanek płci wszelakich, a wręcz przeciwnie, zaś niektóre nawet podszywają się pod lesbijki, żeby być na topie. U nas pewnie byłoby podobnie, na przeszkodzie stoi jedynie fakt, że zupełnie nie ma lesbijek wśród artystek, więc co one biedne mają robić, przecież nie będą się outować fałszywie i dla poklasku, bo to byłoby bardzo nieładne.

Niestety, nasze gwiazdy kina, pióra i estrady są tak zupełnie heteroseksualne, że nie ma co marzyć o polskiej odpowiedniczce Chaveli Vargas, o jakiejś diwie estrady, która w wieku osiemdziesięciu lat wyda pięciotomową biografię, opisze ze szczegółami swoje romanse z  pięknymi kobietami, a potem jako ambasadorka akcji Miłość nie wyklucza zacznie pojawiać się na paradach i machać tęczową flagą, a potem jako drag queen parodiować samą siebie w branżowych lokalach. Tak fajnie to nie ma, bo wśród polskich celebrytek lesbijki ni biseksualistki nie uświadczysz.

Jedyna nadzieja leży w gwiazdach z importu: może kiedyś zamieszka u nas jakaś miła i utalentowana pani niehetero z kraju ościennego, dajmy na to ze Słowacji, bo to piękny kraj, i zrobi ogólnopolską karierę jako jedyna lesbijka we wsi, a przy okazji będzie  podrywać z sukcesem nasze zdeklarowane celebrytki- heteryczki. Bo jak twierdzą niektórzy, nie ma stuprocentowych heteryczek, są tylko źle podrywane biseksualistki. 

Data wpisu: 3 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Gdzie te kobiety?

Przeczytałam niedawno w „Wysokich obcasach” (tak, jestem dzieckiem Wyborczej i wcale się tego nie wstydzę) artykuł o Chaveli Vargas, meksykańskiej pieśniarce. Pani Chavela liczy sobie lat 92, ma bujną i niezbyt grzeczną przeszłość, talent, charyzmę oraz jest zdeklarowaną lesbijką. Co prawda owa deklaracja nastąpiła stosunkowo niedawno, bo jedenaście lat temu, ale wcześniej krążyły na temat pani Chaveli przeróżne ploteczki oraz domysły, a wiele jej pieśni skierowanych było do kobiet, zwykle pięknych i zmysłowych a zdradliwych. Poza tym jej prawdziwe nazwisko, które brzmi Isabel Vargas Lizano, nie pozostawia wielu wątpliwości.

Świetna historia: sławna, uwielbiana pieśniarka outuje się po osiemdziesiątce, udziela wywiadów, opowiada o swoich romansach, w tym z Fridą Kahlo , kumpluje się z Almodovarem i pojawia na paradach.

Zazdrość mnie bierze kiedy czytam takie historie, bo w Polsce wszystkie piosenkarki, aktorki, reżyserki, pisarki (z wyjątkiem Izabeli Filipiak) i poetki były i są zupełnie heteroseksualne. Wśród całej naszej, hm, bohemy artystycznej od czasów Ordonki (która co prawda nie była lesbijką, ale potrafiła zaśpiewać „W tę noc upalną pragnę cię, jedyna „) nie pojawiła się żadna  lesbijka. To zakrawa na fenomen w skali światowej! Mamy wyoutowane działaczki, parę dziennikarek (choć kilka innych mogłoby zrobić te przyjemność Pani von Leslau i również wyjść z szafy), ale to środowisko, które zwykle ocieka homoperwersją, u nas składa się z samych poczciwych heteryczek, nawet jednej biseksualnej pani nie uświadczysz na estradzie ni w telewizorze.

W poszukiwaniu jakichkolwiek lesbijek przeczesałam Pudelka i Plotka, ale tam znalazłam jakieś ochłapy w rodzaju: znana aktorka wyznaje, że padła ofiarą umizgów ze strony pewnej reżyserki, która próbowała ją posiąść; oczywiście aktorka z lekkim zażenowaniem odrzuciła jej zaloty. Oprócz podobnych kwiatów nie znalazłam żadnych informacji o rodzimych gwiazdach, które świadczyłyby o ich nieheteryckich skłonnościach.

Dziennikarki  zaś na siłę doszukują się sensacji i zadają różne niewygodne pytania, próbując przypierać nasze celebrytki do muru i wyduszać z nich zeznania. Tymczasem okazuje się, że nie ma czego wyduszać, bo zwykle inkryminowana gwiazda twierdzi że:

 - z menedżerką łączy ją wieloletnia przyjaźń, ale nic poza tym, a ona od dwudziestu lat szuka tego jedynego

 - nie jest lesbijką, bo przecież ma dziecko

 - nadmiar pracy nie pozwala jej na założenie rodziny, ale w głębi duszy oczywiście marzy o mężusiu

 - nigdy przenigdy nie miała żadnych doświadczeń seksualnych z kobietami, raz na koloniach całowała się z koleżanką, ale to było dawno temu i tylko dla zabawy

 - jej najnowsza piosenka nie mówi o miłości lesbijskiej, ale ma znacznie szerszy kontekst

 - homoseksualna wymowa jej teledysku to tylko rodzaj artystycznej kreacji, choć ona sama nie ma nic przeciwko, bo przecież jest osobą otwartą i bardzo jej doskwiera polska nietolerancja

 - chętnie by przyszła na paradę, bo jest całym sercem za miłością i wolnością, a już zwłaszcza za wolną miłością, ale niestety nie może, bo w tym czasie ma w planach występ w Mszanie Dolnej, za to chętnie zagra komercyjny koncert w gejowskim klubie

 - chroni swoja prywatność i chętnie opowie o swoich nałogach, kurzajkach i ukochanym piesku, ale nie powie, z kim mieszka

No i rzeczywiście, te odpowiedzi są bardzo spójne i sensowne, a żarłoczne media na siłę próbują Znanym Paniom wydrzeć ich prywatność, doszukując się przy tym sensacji i perwersji. Przecież panie celebrytki nie mają powodu by ściemniać i mataczyć, prawda? Wszak nie żyjemy w dziewiętnastym wieku i za homoseksualizm nie grożą nikomu żadne kary. A w takiej na przykład Rosji jest wręcz moda na homoseksualizm, aktorki, piosenkarki i reżyserki outują się hurtowo i otwarcie i jakoś nic się nie dzieje. Wyoutowane panie nie tracą kontraktów, ról ani fanek płci wszelakich, a wręcz przeciwnie, zaś niektóre nawet podszywają się pod lesbijki, żeby być na topie. U nas pewnie byłoby podobnie, na przeszkodzie stoi jedynie fakt, że zupełnie nie ma lesbijek wśród artystek, więc co one biedne mają robić, przecież nie będą się outować fałszywie i dla poklasku, bo to byłoby bardzo nieładne.

Niestety, nasze gwiazdy kina, pióra i estrady są tak zupełnie heteroseksualne, że nie ma co marzyć o polskiej odpowiedniczce Chaveli Vargas, o jakiejś diwie estrady, która w wieku osiemdziesięciu lat wyda pięciotomową biografię, opisze ze szczegółami swoje romanse z  pięknymi kobietami, a potem jako ambasadorka akcji Miłość nie wyklucza zacznie pojawiać się na paradach i machać tęczową flagą, a potem jako drag queen parodiować samą siebie w branżowych lokalach. Tak fajnie to nie ma, bo wśród polskich celebrytek lesbijki ni biseksualistki nie uświadczysz.

Jedyna nadzieja leży w gwiazdach z importu: może kiedyś zamieszka u nas jakaś miła i utalentowana pani niehetero z kraju ościennego, dajmy na to ze Słowacji, bo to piękny kraj, i zrobi ogólnopolską karierę jako jedyna lesbijka we wsi, a przy okazji będzie  podrywać z sukcesem nasze zdeklarowane celebrytki- heteryczki. Bo jak twierdzą niektórzy, nie ma stuprocentowych heteryczek, są tylko źle podrywane biseksualistki. 

Data wpisu: 3 października, 2011 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Drugi o

A w spadku dostałam walizkę pełną papierów, zdjęć, listów i innych takich. Najbardziej prywatna pisanina zgodnie z Ciocinym zyczeniem „poszła w piec”. Ogień pożrał, co miał pożreć, wczoraj odbyło się rytualne palenie w kotłowni u rodziców żony.

Reszta zostaje. Walizka skarbów i pamiątek.

Kilka wrzucam tu, bo dziś zaduszki.

Tło muzyczne takie oto:

Lecimy. Chronologicznie, po porządku.

trzy

Dwie panie i dziecko płci raczej żeńskiej. Nie wiem kto. Data według Żony to lata dwudzieste.

 

1943

Ciocia. Rok 1943 (?), Toruń

 

1945

Ta sama pani, rok 1945.

 

1956

Zdjęcie podpisane „Krynica 1956″. Nie pytajcie mnie co to za pies.

 

50s

Lata 50. Te oczy!

 

70s

Ciocia i goła baba z kamienia. Lata sześćdziesiąte (wydedukowała Żona po okularkach).

 

 

86

Rok 1986, miasto Leslau. To dziewczę szczerbate to ja (zęby mleczne wybiłam sobie jabłkiem). Po sesji poszłyśmy na lody, oczywiście.

 

Niech Was nie zmylą smutne powojenne fotografie: Ciocia nie należała bynajmniej do ponuraków i był z niej kawał szelmy. Nie na darmo pochodziła ze Zbytkowa.

 

bozia j bozia 3d

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na koniec zaś tribute to Maganuna: dwie Bozie, jedna zamorska, a druga trójwymiarowa (czego pewnie nie widac, ale co tam).

Przydały mi się w tym roku Zaduszki. Już jest zupełnie lepiej.

 

Data wpisu: 1 stycznia, 1970 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Flirtujemy z Esmeraldą

Dobra, wracam do życia. Do bardzo pilnego szukania pracy, banglania na gg, dłubania w fejsbuku (bystre Czytelniczki Płci Wszelakich pewnie zauważyły, że pojawiła się na blogu fejsbukowa wtyczka; proszę klikać i polubiać, bo na FB jest ciut więcej mnie niż tu), zasysania filmów z sieci, pisania jednego bloga i myślenia o drugim oraz do produkowania błyskotliwych felietonów dla portalu o ograch . I do innych, bardziej zmysłowych przyjemności. Tak, do tej również, ale poza tym do słuchania muzyki.

Głos tej pani usłyszałam po raz pierwszy, kiedy wracałyśmy od Pani Kamizji mocno nabombane. Piosenka  leciała sobie w radio w taksówce i była jakaś taka zupełnie inna niż inne. Najpierw sądziłam, że nastrój pogodnego nabombania, połączony z zapachem zawieszonego w taksówce drzewka zapachowego vanilla sprawił, że piosenka podba mi się tak bardzo. Ale nie chodziło o vanillę. Oczywiście nie dane mi było wtedy poznać imienia owej wokalistki, bo nie zdradził go nikomu pan zapowiadacz radiowy. Postało mi liczyć na przypadek. I przypadek się stał.

Dwa miesiące po incydencie taksówkowo-piosenkowym żona, kierując autem z wielkim L na dachu, usłyszała inną piosenkę tej samej pani. Utwór ów sprawił, że żonie udało się bezbłędnie wykonać kilka wyjątkowo dla niej trudnych manewrów, w tym parkowanie do linii. I dla odmiany pan radiowec wyjawił imię wokalistki, którą żona, wróciwszy do domu co tramwaj wyskoczy, odnalazła na jutubie.

I to jest coś, czego mi trzeba: dziarska, zupełnie nie zimowa muzyka na chłodne dni, sama radośc życia i machanie bioderkiem, które ma to do siebie, że przepędza moje doły precz.

Poza tym muza ma ewidentnie klimat jak z hollywoodzdkich filmów lat 40. i 50., które, dzięki światłym wskazówkom ekspertki, pani M. Brandowej oglądamy ostatnio namiętnie i radośnie. Myślałam, że nikt już tak dziś nie gra i że jestem skazana na słuchanie ciągle tych samych kawałków, śpiewanych przez cudne co prawda, ale zdecydowanie martwe już głosy. A tu proszę: pani Caroline Esmaralda van der Leeuw jest zupełnie dziarska i żwawa, a śpiewa z taką łatwością jakby piła kakao. Holenderskie, bo pochodzi z Amsterdamu.

 

Jako ciekawostkę dodam, że Caro Emerald pobiła Michaela Jacksona. Tzn. nie fizycznie, choć kawał z niej baby i na pewno by dała radę cherlawemu ś. p. Michaelowi. Piosenkowo go pobiła: jej album był na holenderskiej liście przebojów dłużej niż „Thriller”. Co oznacza niechybnie, że nie tylko mnie i seniorów z teledysku kręci jej muzyka. Albo na jej album głosowali sami seniorzy, kto wie?

 

Data wpisu: 1 stycznia, 1970 autor wpisu: natalia_oreiro  |  Komentowanie nie jest możliwe