Archiwum dla kategorii: ‘z życia wzięte’

Lesbijki walczą o równe prawa

Carola Lehmann i jej partnerka czują się w Niemczech akceptowane jako lesbijska para. Co jednak je boli, to np. fakt, że nie mogą wziąć ślubu.

a0005 Lesbijki walczą o równe prawa
scary lesbian

Kiedy mowa schodzi na „dyskryminację” Carola Lehmann zaczyna się zastanawiać. Ta 44-latka z Bonn od lat już żyje w związku ze swoją partnerką, wspólnie mieszkają, jawnie żyją razem jako lesbijska para. Czują, że tę formę związku otoczenie akceptuje. Od czasu do czasu łapią nieco zdziwione spojrzenia ludzi, kiedy idą po ulicy trzymając się za ręce. Ale właściwie, jak przyznaje, jeżeli chodzi o akceptację osób o orientacji homoseksualnej, społeczeństwo jest dużo bardziej postępowe niż polityka. Dlatego nie mogą zrozumieć, że homoseksualne pary mogą co prawda swój związek urzędowo zarejestrować, ale nie mogą na przykład wziąć ślubu.

Śluby osób tej samej płci dozwolone są bowiem tylko w niektórych państwach. W Europie można je zawierać w Belgii, Islandii, Holandii, Norwegii, Portugalii, Hiszpanii i Szwecji. Na pół roku przed wyborami prezydenckimi także prezydent Barack Obama opowiedział się otwarcie za dopuszczeniem homoseksualnych związków małżeńskich w USA.

Poparcie minister sprawiedliwości

To nie przeszło bez echa także w Niemczech. Minister sprawiedliwości, Sabine Leutheuser-Schnarrenberger, już dzień po jego wystąpieniu, także ona opowiedziała się za pełnym przyznaniem równych praw związkom homoseksualnym. Do tej pory niemieckie prawo dopuszcza tylko tak zwaną rejestrację związku homoseksualnego. Regulację tę wprowadzono w roku 2001, i w wielu punktach odpowiada ona formie związku małżeńskiego, ale jednak nie zupełnie. „Mamy te same obowiązki, ale mniej praw”, zaznacza Carola Lehmann.

Jedna matka za dużo

I tak pary równopłciowe nie mogą adoptować dzieci, ale nie jako związek, tylko w pojedynkę. Czyli de facto na papierze traktuje się adoptującą osobę jako samotnie wychowującą matkę. „Gdybym chciała zaadoptować dziecko, oficjalnie nie miałoby ono żadnych relacji z moją partnerką, pomimo że żyjemy jako rodzina” – podkreśla Carola Lehmann.

Jest to sytuacja, której nie chce ona zaakceptować i – jako że jest z wykształcenia pedagogiem socjalnym – angażuje się w poradnictwo dla kobiet znajdujących się w podobnym położeniu. „Jeszcze przed 20 laty kto przyznawał się do bycia lesbijką, musiał rezygnować z posiadania dzieci.” – wyjaśnia Carola Lehmann, która sama jest bezdzietna. „Dziś to się zmieniło”. Przyczynił się do tego postęp medyczny i rosnąca społeczna akceptacja homoseksualnych związków. Jej partnerka, Ulrike Hund, zaznacza, że połowa lesbijskich par w ich kręgu znajomych życzyłaby sobie mieć dzieci. Lecz dla lesbijek jest to dość kosztowne i skomplikowane.

Prawo do matki i ojca

Westerwelle i inni – homoseksualiści w niemieckiej polityce

Guido Westerwelle, mógłby być ministrem spraw zagranicznych. Po raz pierwszy urząd ten piastowałby homoseksualista. O ile w innych krajach mogłoby to być problemem w Niemczech fakt ten nie wzbudza większych emocji. (09.10.2009)

Świat futbolu też dla gejów

Od strony prawnej jest to bowiem możliwe tylko wtedy, jeżeli jedna z kobiet takiego związku jest biologiczną matką dziecka, a druga z kobiet dziecko zaadoptuje. W wypadku par heteroseksualnych sprawa przedstawia się inaczej: jeżeli w związku rodzi się dziecko, automatycznie obydwoje partnerzy stają się rodzicami. Jest to zdaniem Caroli i Ulriki przykład nierównego traktowania w świetle litery prawa.

Partie CDU i CSU oraz wspólnoty wyznaniowe w Niemczech ociągają się bardzo z przyznaniem homoseksualnym parom tych samych praw małżeńskich, które przysługują związkom heteroseksualnym. CDU argumentuje to stanowisko na przykład dobrem dziecka, które ma prawo do posiadania matki i ojca. Z kolei przyznanie takich praw związkom homoseksualnym byłoby sprzeczne z zasadami religii chrześcijańskich i islamu.

Walka o zrównanie praw

W dyskusji o prawa przysługujące związkom homoseksualnym nie chodzi z resztą tylko o prawo do adopcji, ale także o kwestie podatkowe. W Niemczech małżeństwa mogą korzystać w dorocznym rozliczeniu podatkowym ze specjalnych kombinacji klas podatkowych, co zmniejsza ich obciążenie podatkowe. To prawo nie przysługuje jednak parom homoseksualnym. Według Ulriki Hund jest to jawny brak konsekwencji. Jako urzędniczka mianowana korzysta ona z dodatku rodzinnego i innych rodzinnych świadczeń, ale rozliczać u fiskusa musi się jako osoba niezamężna.

Niektóre sprawy, które dla związków heteroseksualnych są oczywiste, lesbijki i geje dopiero chcą dla siebie wywalczyć. Czasami są to drobiazgi, jak możliwość zakupu biletów rodzinnych na przejazdy komunikacją miejską czy przy wstępie do muzeów. „To nie jest oczywiste, i czasami zastanawiam się, co będzie kiedy o to zapytam”, przyznaje Carola Lehmann

Annelie Allmeling / Małgorzata Matzke

red.odp.: Andrzej Paprzyca


Data wpisu: 21 maja, 2012 autor wpisu: Annelie Allmeling / Małgorzata Matzke  |  Komentowanie nie jest możliwe

Otwarte drzwi

Tak naprawdę to szukam żony. Mam 31 lat i chcę mieć dzieci, może nie od razu gromadę, może tylko jedno. Z kimś dojrzałym, inteligentnym. Nie, raczej nie z kimś, ale z ktosią, bo kocham tylko kobiety. W idealnej wizji rodziny jest też miejsce dla ojca/-ów dziecka, którzy uczestniczą w wychowaniu. Mieszkamy blisko siebie, wszyscy mamy czas, pieniądze i możliwości. Dziecko ma dzieciństwo, my mamy rodzicielstwo, sielanka z problemami wyłącznie dźwigalnymi, biały płotek i golden w ogródku.

990508 73031080 300x225 Otwarte drzwi

rodzina

A teraz, moi drodzy, wróćmy do rzeczywistości. Zlikwidowali moją firmę, mam 2 dyplomy SGH, za sobą 10 lat praktyki zawodowej i odruchy wymiotne na samą myśl o szukaniu kolejnego etatu w biurze, w którym będę musiała spędzać 13 godzin na dobę 7 dni w tygodniu, oblepiona intrygami, podgryzaniem oraz „zrób jeszcze to, bo taka jesteś świetna”. Będę zarabiać mało i to na działalności, więc za co dziecko? Jak żyć, panie Premierze? I gdzie poznać przyszłą żonę, która w tak sprzyjających warunkach będzie chciała zakładać ze mną rodzinę?
Jak zawsze – mam dwie opcje. Pierwsza: czekać na księżniczkę na białej klaczy, pielęgnować celibat i walczyć z myślą, że umrę samotnie, potem zaś zjedzą mnie kundle sąsiadki. Słabo brzmi, chyba sami przyznacie? Opcja druga, nieco bardziej atrakcyjna: wchodzić w inne relacje, aktywnie poszukiwać, mieć bliskość, której potrzebuję na co dzień, ale nie oszukiwać partnerek, że zmieniłam plany, zapomniałam o dzieciach/ wyjeździe zagranicę czy co tam jeszcze macie w grafiku na nadchodzące lata. Czyli… relacja otwarta.
Poznałam Małą Aktywistkę nie tak dawno temu. Wpadła mi w oko swoimi tekstami, później doszła wizualizacja i ot, zagięłam na nią parol. Czy jest to kandydatka na żonę? Nie. Jest młoda, zakochana w różnych dziewczynach i ma jeszcze dużo przed sobą. Nie myśli o dzieciach, za to sporo o seksie, nie myśli o pracy, bo za dużo ma pasji icon smile Otwarte drzwi . Jest cudowna, spędzamy razem sporo czasu na naprawdę fajnych rozmowach, świetnym seksie, na tuleniu się czy wspólnym działaniu w akcjach. Kochamy się, ale ja nie jestem tą jedyną, ani ona nią nie jest. Nie czuję zazdrości, gdy idzie na randkę, ona nie wariuje, gdy ja się z kimś umawiam. Mam mniejsze libido, więc Mała zaspokaja je również we własnym zakresie, z innymi kobietami. Nic mi od tego nie ubywa, tak samo jak moje tulenie się do innej nie sprawia, że odmówię tego Małej. Co w tym wszystkim złego?
Myślę, że jest nam łatwiej, bo zasada otwartości towarzyszy nam od początku. I pełna szczerość co do uczuć, kobiet, planów życiowych. Na pewno trudniej jest parom, które chcą otworzyć związek na inne osoby niż nam – dwóm niezależnym bytom w relacji otwartej. Bo kto lubi zmiany? Kto nie poczuje się odepchnięty? Ale nie znaczy to, że łatwiej nam borykać się z kłopotami. Bo bycie w otwartej relacji wcale nie zwalnia z odpowiedzialności, jak mogą myśleć niektórzy. Nie, wtedy to nie są drzwi otwarte, tylko obrotowe, moi drodzy. Dzielimy problemy jej, moje, innych, jak to bywa zawsze, choćby i w kręgu przyjaciół. Bo przecież przyjaźnimy się, szanujemy, respektuję też jej relacje z innymi partnerkami, więc i tu staram się być na bieżąco. I vice versa.  No i pozostaje kwestia czasu, który dla poliamorystów nie wydłuża się niestety, doba wciąż ma 24 godziny. Ale dla mnie to zaleta. Czasem fajnie mieć łóżko dla siebie, zjeść śniadanie przeglądając Facebooka, zdrzemnąć się w pojedynkę na kanapie, zatęsknić. Nie być lesbijską parka, która nie może ruszyć się nigdzie bez siebie.
Nie jestem radykałem i nie wyobrażam sobie, że kobieta, z którą będę starać się o dziecko, przechodzić ciążę, poród, okres niemowlęcy, poniemowlęcy, przedszkolny, będzie wyskakiwać na randki. Nie będzie na to czasu. Nie widzę tego, choć wierzę, że niektórzy ludzie tak potrafią. Jednak i ja nie zamierzam wiecznie zasłaniać się dzieckiem czy dziećmi, żeby uzasadnić monogamię. Chcę, żeby było wiadomo od początku, że ten związek możemy spróbować kiedyś otworzyć. Bo można się kochać, ale i kochać kogoś innego, uprawiać seks z inną osobą albo włączyć ją do rodziny, bo jest nam bliska. Jakoś ten cały ‘tradycyjny’ model niezbyt się sprawdza. Masa rozwodów lub bycie ze sobą na siłę – czy to jest naprawdę to, czego chcemy dla siebie i naszych dzieciaków? Może jednak warto rozważyć opcje pośrednie?


Data wpisu: 18 maja, 2012 autor wpisu: Oho  |  Komentowanie nie jest możliwe

Biamoria… ?

Biseksualizm – podwójna szansa na randkę w sobotnią noc? Singlem być – piękna rzecz, gdy można robić co się chce. Jeszcze piękniejsza – gdy nie trzeba się ograniczać co do wyboru płci. Jak to mówią: „żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek”. Sielanka? Być może, gdy nie szuka się nic poza przygodną znajomością.

1039362 66014409 225x300 Biamoria... ?

kobieta + żelazko

A co ze związkiem? Potrzebuję męskiego ramienia – jestem z facetem. Potrzebuję niewieściego ciepła – jestem z kobietą. Albo zupełnie mi obojętnie. Nawet, jeśli „rasowe” lesbijki z mężczyzną nie chcą mieć nic wspólnego nawet „pośrednio”, to już rzadko który mężczyzna nie będzie tolerował biseksualnej dziewczyny (z powodów zapewne wiadomych).

Problem pojawia się, gdy wraz ze znalezieniem stałego partnera jednej płci, nagle tęsknimy do tej drugiej. I to nie jest tak, że po prostu zaczyna się nuda w związku i potrzeba odskoczni. Wiele osób biseksualnych jest bi nie dlatego, że mogą być i z kobietą i z mężczyzną– lecz potrzebują ich JEDNOCZEŚNIE. To powód, dla którego wiele z nich jest niezdolnych do stworzenia trwałego związku i lojalności.

Chociaż ten desperacki skok w bok w poszukiwaniu „brakującego składnika” nie powinien nawet być nazywany zdradą. Skoro potrzebuję do szczęścia dwóch pierwiastków, jak można mieć mi to za złe? Te braki nie wynikają z jakiegokolwiek niezadowolenia w związku– nie jestem niewyżyta. Po prostu kobieta i mężczyzna dają mi zupełnie różne rzeczy, których nie może dać jedna osoba (chyba, że łączyłaby je wszystkie w sobie, ale to bardzo rzadko się zdarza).

Taka jestem! Nie zdradzę swojego mężczyzny z innym facetem, ani kobiety z inną. Sumienie by mi nie pozwoliło. Ale biseksualizm dla mnie oznacza już biamorię, a gdyby to było wykonalne– bigamię. Tylko jak coś takiego zrealizować? Mieszkać w 3 pod jednym dachem? Większość facetów marzy o trójkątach, ale łączyć 2 takich relacji na dłuższą metę się nie da; w łóżku byłoby ciężko, a co dopiero w życiu codziennym? Nawet, gdyby partner nie był zazdrosny o partnerkę i vice versa.

Na chwilę obecną nie widzę dla siebie innej rady, niż stały partner, z którym jestem już od kilku lat i planuję z nim przyszłość, a obok tego ustatkowanego, pozornie heteroseksualnego życia… przyjaciółka. Która jednak może czuć się wykorzystywana. Uczucia prędzej czy później wybuchną. Więc pewnie pozostanę cichą żoną, która będzie marzyła o swojej serdecznej przyjaciółce. Czy mąż będzie o tym wiedział – nie wiem…

Zajrzyj na stronę Seksualność kobiet


Data wpisu: 17 maja, 2012 autor wpisu: Seksualnosc_Kobiet  |  Komentowanie nie jest możliwe

Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce…

Odkąd ustawiłam na Facebooku, że jestem w otwartym związku z Anią, wiele osób pytało mnie dlaczego nie ustawiłam, że jestem w związku i dlaczego nie mówię o Ani jako o mojej dziewczynie. Pierwszy powód, który podaję, ma na imię Agnieszka…

472281 95782724 300x237 Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...
rodzina

To nie jest tak, że związki otwarte i poliamoria są dla wszystkich. Tak jak nie dla wszystkich jest monogamia. Wiem i wierzę, że jest wiele osób, które są spędzić resztę życia z jedną wybraną osobą i nie potrzebują niczego z tego, co oferują pozostałe formy związków nie-monogamicznych. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie swojego życia uznam, że chcę zamknąć swój związek i pozostać w relacji z jedną kobietą. Teraz jednak mam dwie, szukam kolejnych i jestem naprawdę szczęśliwa.

 

To Ania mnie zaczepiła. Zobaczyła mnie na fan page „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i postanowiła mnie zdobyć. Dzięki Bogu, bo gdyby o mnie chodziło, to na pewno nie byłybyśmy razem. Starała się, chodziła, pisała, aż w końcu spotkałyśmy się i pocałowałyśmy po raz pierwszy. Było niesamowicie.

 

Tego samego dnia odmówiłam znajomej pójścia z nią do łóżka. Patrząc z perspektywy czasu Ania może się czuć winna mojej odmowie. Mimo, że przecież nic nas nie łączyło, mogła się nigdy nie dowiedzieć i może byłoby warto, zdecydowałam, że pierwszą kobietą po mojej kilkuletniej przerwie będzie Ania.

 

Następnego dnia pojechałam do Łodzi. Poznałam Agnieszkę. Właściwie poznałam ją na nowo, bo już się wcześniej spotkałyśmy. Zafascynowała mnie. Długo rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, które nas łączą. Jesteśmy pod wieloma względami bardzo podobne. Potrafimy gadać godzinami i wymieniać się doświadczeniami. Najpierw wspólna impreza, potem pierwsza randka, później druga. Wiedziałam, że to jest relacja, w którą chcę wejść.

 

Wróciłam do Warszawy. Zaprosiłam Anię do siebie. Poddałam ją ostatniemu „testowi” – kiedy już było bardzo blisko pójścia do łóżka – odmówiłam, bo nie czułam się gotowa. Przyjęła to świetnie. Upewniło mnie to w przekonaniu, że to jest kobieta, z którą chce to zrobić.

 

Cały czas jednak tęskniłam do Agnieszki – jej ślicznego uśmiechu, niesfornych włosów, które ciągle muszą być poprawiane, do tych lekko przestraszonych oczu i do jej ogromnego serca.

Nie wierzę w związki na odległość. Wiem, że żadna z nas nie jest w stanie przeprowadzić się do drugiej.

 

Następnego dnia po naszym pierwszym razie z Anią pojechałam do Agnieszki do Łodzi. Przedstawiłam jej sytuację. Powiedziałam wprost o Ani, o tym co mogę jej zaoferować i czego nie mogę dać. Oczywiście – mogła powiedzieć, że w takiej sytuacji nie ma sensu się starać. Ale nie powiedziała. Spędziłyśmy razem romantyczny dzień, tuląc się, chodząc za rękę i rozmawiając. Wieczorem po raz pierwszy się całowałyśmy. Było cudownie.

 

Ania też już wiedziała o Adze. Opowiedziała mi zresztą o dziewczynie, która się jej podoba, z którą może będzie chciała mieć rodzinę – dzieci. Różnica 7 lat między mną a Anią powoduje, że jesteśmy w innych momentach swojego życia – jeszcze nie jestem gotowa na rodzinę, a Ania już czuje, że to jej czas. Agnieszka, chociaż jesteśmy w tym samym wieku, nadal studiuje (medycynę) – też jest w trochę innym momencie: mieszka z mamą, nie mierzy się z samodzielnością tak jak ja.

 

Obie dają mi kompletnie coś innego. Są zupełnie inne. Obie są dla mnie bardzo ważne i każdej staram się poświęcać tyle czasu i energii i emocji ile mogę i ile potrzebują. Obie namawiam, żeby miały kogoś poza mną. Szczególnie, że poza tymi dwiema relacjami mam jeszcze wielką rodzinę kochanek i dziewczyn emocjonalnych.

Jeśli ktoś mnie pyta dlaczego, odpowiadam, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. Szczęście nie jest czymś, co jest dla każdego takie samo i jeśli nie krzywdzę tym nikogo – dlaczego moje szczęście musi się zamykać w jakiś ramach?

 

Mam cudowną Kochankę, która, wraz ze swoją dziewczyną, bardzo o mnie dbają, jest osobą, która potrafi do mnie zadzwonić, bo się stęskniła czy zaprosić na obiad, bo mieszkamy blisko. Łączy nas praca i kilka pasji, których nikt nie rozumie.

 

Mam wspaniałą Żonę, która mnie na chyba lepiej niż ja siebie samą. Która ukocha, ale da po uszach. Z którą godzinami rozkminiamy swoje problemy. Z którą się świetnie bawię. Która byłaby idealna, żeby być moją dziewczyną – może zbyt idealna. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Zrozumienie, ciepło i dużo czułości.

 

Mam uroczą Wdowę, która pojawiła się w moim życiu niedawno, wręcz szturmem. Potrafi kupić mi kwiatki, przytulić mnie dla samej bliskości. To ktoś, z kim pójdę na bilard dobrze się bawić albo pójdę na randkę na dworzec PKP. Pójdzie ze mną do kina, będzie marudzić i się odgryzać, żeby tak wyrazić jak bardzo jej na mnie zależy.

 

Mam też fascynującą Wymarzoną (nie mylić z Mrs Perfect). Nie mam pojęcia co takiego w sobie ma, ale sprawia że czuję się szczęściarą, że ją znam. Może to kwestia tego, że jest jedną z niewielu osób, które znam, które potrafią sprawić, że zatyka mnie jej inteligencja. Czasem trochę dziecinna, czasem bardzo dojrzała. Czasem zimna suka, czasem gorące serduszko. Pełna sprzeczności, ale przez to fascynująca. Potrafi mi przejść dreszczem przez ciało, kiedy mnie przytula czy fufa mi do ucha.

 

Moje życie byłoby na pewno niekompletne, gdyby nie moja wyjątkowa Przyjaciółka. Latami wierzyłam, że byłaby z nas świetna para, ale im bardziej ją znam, dziękuję opatrzności, że się na to nie zdecydowałyśmy. Jest Przyjacielem, którego straszliwie potrzebuję. W ciągu minuty potrafi poprawić mi humor. Wszystkie szaleństwa z nią mają smak przygody – nawet, jeśli chodzi tylko o pójście do kina czy na obiad. Mój czerwony guzik do resetowania, kiedy wszystko inne zawodzi.

 

Warto też mieć głos rozsądku – w tej roli moja Starsza Siostra. Biologicznie mam tylko starszego brata, ale od paru lat, szczęśliwie, w moim życiu jest moja Siostra, która przywołuje mnie do porządku. To z nią uczyłam się odpowiedzialności i wspólnego mieszkania. To z nią mogę przegadać wszystko, co mi leży na mózgu. To ona potrafi mi dogadać, że mi aż w piąty idzie, ale robi to, bo jej zależy. Wiem, że jest kimś, przy kim potrafię się rozpłakać. Ona jest tym typem, który przyjedzie do mnie na noc pomóc mi składać skarpetki czy przytulić, kiedy jest mi źle..

 

Dawno temu, już prawie 6, poznałam Moją Pierwszą. Moją Pierwszą poznaną lesbijkę, która okazała się wartościowym przyjacielem. Wie o mnie rzeczy, których nie wie nikt inny. Uczyła mnie trudnej sztuki miłości, kiedy istniało dla mnie tylko „kocham Cię aż do grobowej deski na wyłączność”. Ktoś, kto masochistycznie trwa w relacji ze mną, chociaż nadal nie wiem dlaczego. Ktoś, kto przyjedzie wczesnym rankiem na drugi koniec miasta, żeby mnie odebrać z dworca. Kto zrobi mi kawę na śniadanie i kogo doceniam zawsze, jak znika z mojego życia. Na szczęście na razie na krótko…

 

Jest i kochany Miś. Jak każdy niedźwiadek do przytulania, służy do otarcia łez, do przejścia przez magiczne drzwi Narnii do lepszego świata. Oczami wyobraźni widzę jak siadam u niej w kuchni, a ona przygotowuje mi właśnie bułkę z pieczarkami i przytula i gładzi po głowie i po prostu jest, ciepła i kochana. I jest moim odpoczynkiem i dba o mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowa. A potem zabierają mnie z jej Żoną na spacer i do kina i pokazują jakieś branżowe miejsca.

 

Mam też dwie Mamy. Nie jedna para lesbijek mnie adoptowała, ale one jakoś najbardziej. Mama B jest tą, która jest ciągle niezadowolona z moich wyników i wchodzi mi na odcisk, żebym była jeszcze lepsza. To też ta, która potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale zarazem pilnuje, stara się i dba o mnie. Mama D, mniej szalona i bardziej ogarnięta, ugotuje, postawi do pionu, pomoże.

 

Wbrew pozorom mam też Dziewczynę. Nie taką, jak się wszystkim wydaje, ale jest kimś bardzo ważnym. To ona zmusza mnie, żebym wydała swoje noveleski, ona się ze mną kłóci, która z nas ma fajniejsza dziewczynę. Łączy nas pasja działania w NGOsach. Chociaż często nie rozumie pewnych rzeczy – jest hetero, spoza branży – ma dużo zrozumienia i całe morze ciepłych uczuć do mnie. Tak samo jak ja do niej…

 

W roli osobistej stylistki występuje moja Ciotka E. To dzięki niej nie wyglądam jak menel ubrany w worek po kartoflach. Jest od tego, żeby kopnąć mnie w rzyć, kiedy na to zasługuję, ale przytulić do piersi szorstkim gestem, kiedy trzeba. Ktoś dla kogo mogę siedzieć pod drzwiami ze słoikiem rosołu, śpiewając Madonnę, żeby pokazać, że mi zależy i że nie odpuszczę, tylko dlatego, że ma czerwony nos. Ktoś, do kogo przyjadę w środku nocy spać na kanapie, żeby rano dostać pyszne latte na otarcie łez. Kto, wraz ze swoją dziewczyną, ogarną w złe dni.

 

Mój Groszek, który wcale nie jest mój, bo ma swoją dziewczynę, jest przekochany.  Ciągle słyszę w głowie jej: „oj Monia”. Życzy mi jak najlepiej i zawsze jest gotowa mi pomóc to zdobyć. Idealna na długie przytulenia, kiedy chcę naładować baterie. Odpowiedzialna i taka, na której mogę polegać. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak niebo zawali się nam na głowy, to ona się nie da. I jeszcze mnie pocieszy.

 

Jest jeszcze wiele kobiet w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne, które miały wpływ na mnie, lub takie, które pojawiają się od czasu do czasu, ale moje życie bez nich byłoby bardziej ubogie. Język jest bardzo ubogi – między miłością, a przyjaźnią, a znajomością brakuje całej skali uczuć, które żywimy do osób dookoła nas. Anię i Agnieszkę nazywam Partnerkami, dla odróżnienia ich od Dziewczyny czy Kochanki, ale tak naprawdę każda z nich jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto, mam nadzieję, będzie częścią mojego życie już na zawsze.

Życzę wam wszystkim, żebyście też mieli w swoim życiu jak najwięcej osób, które kochacie i które kochają was. Bo to jest kluczem do szczęścia icon smile Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...


Data wpisu: 14 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Zwolniony z pracy bo jest gejem?

Przy klientach kierownik sklepu nazywał mnie „męską świnią”, „popaprańcem”, „grubą dupą”, „pedałem” – opowiada Ireneusz, który walczy w sądzie o odszkodowanie i przywrócenie do pracy

952313 79933908 300x200 Zwolniony z pracy bo jest gejem?

młotek prawo

- Nie obnosiłem się z tym, że jestem gejem. Moje prywatne sprawy zostawiam w domu. Mam nadwagę, ale w pracy dawałem z siebie wszystko. Nigdy nie było żadnych skarg od klientów czy przełożonych. Koszmar zaczął się w marcu 2010, kiedy przyszedł nowy kierownik. Przy klientach i innych pracownikach nazywał mnie „męską świnią”, „popaprańcem”, „grubą dupą”, „pedałem” – mówi Ireneusz. We wrześniu 2010 r. Ireneusz dostał wypowiedzenie bez podania przyczyn. Po dwóch dniach złożył pozew w sądzie pracy w Słubicach. O sprawie napisał Fakt, wczoraj Ireneusz wystąpił w Dzień Dobry TVN.

- Przesłuchano ok. 30 świadków, pracowników sklepu, klientów – mówi Roman Makowski, wiceprezes sądu okręgowego w Gorzowie Wielkopolskim. – Spraw o mobbing mamy zaledwie cztery w ciągu roku, ta jest głośna, dotyczy też dyskryminacji seksualnej. Pierwotnie dotyczyła wyjaśnienia powodów zwolnienia. Teraz chodzi o odszkodowanie i przywrócenie do pracy. Kiedy sprawa trafi na wokandę, jeszcze nie wiadomo, czekamy na dokumenty ze Szczecina, gdzie przesłuchano ostatniego świadka – dodaje Makowski.

- Byłam świadkiem wielu przezwisk, niecenzuralnych słów w kierunku pana Ireneusza – mówi Agnieszka Małecka, była pracownica sklepu. – Np. Irek siedział na kasie i nie miał zastępstwa, kasy nie mógł zostawić. W tym czasie trzeba było rozładować paletę towaru. Przybiegł kierownik i przy klientach zaczął krzyczeć „g… mnie obchodzi, masz pracować, a nie opie….ać się. Już ja tego grubego pedała urządzę”.

- Od tej pory mam problemy ze znalezieniem pracy. W papierach nie ma powodu zwolnienia, więc pracodawcy myślą, że kradnę. Zrobiliśmy prowokację. Koleżanka, podając się za kierownika dużego sklepu, zadzwoniła do mojego byłego kierownika z pytaniem, czy warto mnie zatrudnić. Ten powiedział „Jak chcecie mieć z nim problemy, to go zatrudnijcie, ale odradzam”. Gdyby mój partner i rodzina mi nie pomagali, to wylądowałbym na ulicy. Czekam na wyrok. Długo bez pracy nie pociągnę – żali się Muzalski.

- Gdybym rzeczywiście go szykanował, czy przezywał, to już dawno bym tu nie pracował. Nic więcej nie mam do powiedzenia. Będzie wyrok, wtedy porozmawiamy – mówi kierownik sklepu, z którym wczoraj rozmawialiśmy.

(A tymczasem w USA…

W środę późnym wieczorem naszego czasu prezydent Barack Obama oświadczył: „Pary tej samej płci powinny mieć prawo brać ślub”. W USA legalizację takich małżeństw popiera 50 proc. wyborców. Odwagi Obamy brakuje polskim politykom, w Sejmie leżą dwa projekty ustaw o związkach partnerskich. 25 proc. Polaków popiera, 65 proc. jest przeciwna takim związkom.

Źródło: Dziennik Metro


Data wpisu: 12 maja, 2012 autor wpisu: Dziennik Metro  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem gejem i mam dziewczynę – bo chcę normalnie żyć!

Ja też jestem gejem. Też próbowałem stworzyć udany związek. Niestety nie miałem tyle szczęścia co inni. Dwa razy miałem złamany nos i rękę, raz żebra, kilka razy skończyło się na zwykłych potłuczeniach. Otrzymywałem listy z obelgami, upokarzano mnie publicznie. Oto czym jest nietolerancja i homofobia!

877661 78371318 300x258 Jestem gejem i mam dziewczynę – bo chcę normalnie żyć!
facet

Mój pierwszy kontakt z innym chłopakiem miał miejsce, gdy miałem 17 lat. Potem przerwa, ale już nigdy więcej nie tknąłem dziewczyny (chociaż swój pierwszy razem przeżyłem właśnie z kobietą, jeszcze jako 15-latek). Zorientowałem się, że preferuję posiadaczy członka zamiast biustu. Też poszedłem na studia, wyjechałem z domu rodzinnego. Tu sielanka się kończy.

Każdy ma prawo do miłości.

Ja akurat nie byłem szczególnie wierny. Tzn. prowadziłem rozwiązły tryb życia – sypiałem z wieloma. Zdarzało mi się co tydzień wracać z imprezy z kimś innym. Szybki numerek i do widzenia, nie chciałem się wiązać. Byłem szczęśliwy. Skoro moi koledzy mogli chodzić do łóżka z wieloma dziewczynami (im więcej zaliczyli, tym lepiej) – to czemu ja nie? Po pół roku się uspokoiłem i zacząłem myśleć o kimś na stałe. Umawiałem się z różnymi facetami. Czasem dotknęliśmy się w miejscu publicznym, czasem szliśmy zbyt blisko siebie, fakt, nie ukrywałem tego, że jestem gejem. Chociaż ubieram się jak przeciętny chłopak (rurki i różowe koszulki to nie ja), to jednak zdarzało mi się przytulać czy całować w miejscu publicznym.

Ale nie każdy ma prawo tę miłość wyrażać…

Któregoś razu, późno i ciemno już było, całowałem się z moim ówczesnym chłopakiem, kiedy usłyszałem krzyk: „patrzcie, cioty!”. Nie zdążyliśmy uciec. Tłukli nas do utraty przytomności, nie wiem nawet, kto zadzwonił po pogotowie – może ktoś przechodził obok. Niczego nam nie ukradli. Ja miałem złamany nos i rękę, Patryk – wstrząs mózgu. O obitych jądrach już nie wspomnę… Od tamtej pory byliśmy bardziej ostrożni. Ale kolejny raz dostałem wychodząc z klubu dla homoseksualnych – właściwie to kilka kroków od wejścia. Ktoś by zapytał, czemu się do cholery nie broniłem. A ciekawe jak?! Jak cię jeden trzyma a trzech kopie i okłada pięściami, to nie bardzo możesz krzyczeć. Po wszystkim pluli na mnie, a jeden oddał mocz…

Dla własnego dobra postanowiłem stać się kimś innym.

Po kilku latach studiów wiele osób wiedziało, że jestem gejem. Parę razy jeszcze dostałem na ulicy (może za frajerski wygląd? A może przyciągam dresów?) i postanowiłem, że mam dość. Odczekałem do obrony, a potem wyjechałem na drugi koniec Polski. Znalazłem pracę, prowadziłem samotniczy tryb życia. Złamałem serce facetowi, który bardzo mnie kochał i chciał się ze mną związać na zawsze. W nowej firmie poznałem całkiem ładną i sympatyczną kobietę – najpierw kawa, potem spacer, kino, i tak od słowa do słowa jesteśmy parą. Nie, ona nie wie. W życiu bym jej nie powiedział. Nie jesteśmy razem długo – dopiero kilka miesięcy. Żyję w ciągłym strachu, że to się wyda, że ktoś ze starych znajomych się ze mną skontaktuje (chociaż zerwałem wszystkie kontakty). Nie wybaczyłbym sobie, gdyby to wyszło na jaw, bo dla mnie to już sprawa zamknięta.

Pytanie, którego nie sposób uniknąć…

Jak to możliwe, że jestem gejem i mam dziewczynę? Przez jakiś czas spotykałem się z seksuologiem – może jestem tylko biseksualny, ale w każdym razie nie jestem zadeklarowanym homoseksualistą. Od biedy dam radę odbyć stosunek z kobietą, chociaż nie jest to szczególnie przyjemne i wymaga wysiłku (albo bujnej wyobraźni…). Tak więc robimy to rzadko, ona nie naciska, preferujemy seks oralny i analny i da się żyć. Nawet nie jest tak źle. No wiecie –jestem dorosłym, poważnym i normalnym mężczyzną. I wcale nie poszedłem na łatwiznę! Każdego dnia muszę udawać kogoś, kim nie jestem – a kim bardzo chciałbym być…bo tak jest bezpieczniej.


Data wpisu: 4 maja, 2012 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Trzycentymetrowa erekcja

Genitalia wyzwolone – męskie waginy wychodzą z cienia!

W świecie odgórnie zdefiniowanych postaci kobiet i mężczyzn przyjęło się utożsamiać te kulturowo-społeczne wytwory z jasno określonym, absolutnie niezmiennym zestawem genitaliów.

470762 72700959 300x225 Trzycentymetrowa erekcja
radość

Chłopcy mogą być dumni ze swoich siusiaków, a dziewczynki powinny wreszcie zacząć swobodnie mówić o potrzebach swoich cipek. Tak uczą nas kolejne edukacyjne publikacje i portale zajmujące się ludzką seksualnością. A ci i te z nas, których ciała albo nie odpowiadają tradycyjnym wyobrażeniom o genitaliach, albo są wręcz odwrotne, wciąż próbują zwrócić na siebie uwagę. Bo zarówno męskie waginy, jak i damskie penisy oraz opcje wymykające się fizycznym podziałom, chciałyby zaistnieć w szerszym kontekście.

Temat transpłciowości nie wydaje się już tak obcy, jak dwa-trzy lata temu, kiedy to osoby transseksualne, transwestytyczne, transgenderowe i te poza jakimikolwiek kategoriami płci (cielesnej i kulturowej) bały się zabierać głos we własnym interesie. Na szczęście czasy się zmieniły (tak naprawdę niewiele, ale zawsze…) i oto osoba powszechnie odczytywana przez społeczeństwo jako mężczyzna może pozwolić sobie na genitalny coming out. Kłaniam się w pas. To ja – transmężczyzna – mam męskie imię, nazwisko, a nawet dumne M w dowodzie osobistym, tylko zawartość moich majtek wprawia czasami w zakłopotanie.

Po urodzeniu oznaczono mnie jako dziewczynkę. I słusznie, przynajmniej według dwupłciowego systemu przydzielania dzieciom odpowiednich literek. Nic nie wzbudzało wątpliwości – lekarz, zapewne wprawiony w swojej sztuce, rozpoznał i wargi sromowe, i łechtaczkę, o pochwie nie wspominając. Dobrze mi się żyło z moją genitalną diagnozą. Tylko społecznie i kulturowo się nie podobało. Tożsamościowo było mi wszystko jedno. Ani ze mnie prawdziwa kobieta, ani tym bardziej prawdziwy mężczyzna. Cokolwiek to znaczy. Postanowiłem zatem przejść typowo transseksualną drogę – dostałem diagnozę uroczo zakodowaną jako F 64, na jej podstawie zmieniłem oznaczenie płci w dokumentach i przeszedłem zabieg mastektomii. Transseksualista jednak ze mnie żaden. Przynajmniej w klasycznym rozumieniu. Lubię swoje ciało, zwłaszcza genitalia. Bo co może być lepszego niż wagina?

Od lekarzy często słyszy się, że transmężczyźni (seksuolog prędzej użyje sformułowania k/m albo „z kobiety w mężczyznę”) nie tyle chcą być postrzegani jako mężczyźni przez otaczające ich osoby, ale dokonać wszelkiego typu korekty ciała, aby osiągnąć stan jak najbliższy ideałowi. Zapewne niektórzy tak mają, ale mnie nigdy nie pociągała ta wymuszona zazdrość o fallusa. Zwłaszcza po kilku miesiącach leczenia hormonalnego, kiedy to razem z zarostem na twarzy i zmienioną masą mięśniową na całym ciele, między nogami wyrósł mój własny mikropenis. Tak by go określono, gdyby po moim urodzeniu zdecydowano, że jestem chłopcem. Dziewczynkom w tym wypadku przypada określenie „przerośniętej łechtaczki”. Jedno i drugie wzbudza mój wewnętrzny sprzeciw. W języku polskim wciąż brakuje nazw dla naszych genitaliów. Chociaż i tak będę się upierał, że posiadam i penis i waginę. Kwestia mikro-makro pojawić się może podczas dyskusji z kimś, dla kogo rozmiar jest absolutną podstawą komunikacji. Nie dla mnie.

A jednak, gdy piszę o trzycentrymetrowym wzwodzie, wyobrażam sobie uśmiechy współczucia i zdziwienia (sam się zresztą uśmiecham). Standardy genitalne sięgają bardzo daleko. Także do życia seksualnego. Nienormatywność genitalna to kwestia wciąż rzadko rozpatrywana – być może z powodu niewidzialności, a być może ze względu na kwestię intymności. W świecie, w którym wciąż trzeba konkurować z penisem, gdzie o seksualności kobiet jako takich (tj. osób klasycznie kojarzonych z waginą) wciąż mówi się zdawkowo i to najczęściej jedynie w kontekście zadowalania mężczyzn, bardzo trudno wyjść poza schemat. Męska wagina to wciąż swoista terra incognita. Oby nie na długo.

Tekst przygotowany dla portalu seksualnosc-kobiet.pl.


Data wpisu: 14 kwietnia, 2012 autor wpisu: Wiktor Dynarski  |  Komentowanie nie jest możliwe

Inny świat

Spadałem niczym Alicja w Krainie Czarów, mijając 20 lat swojego życia. Szybko omijam podstawówkę – bo co
tutaj mogło mieć wpływ na moją osobę? Gimnazjum. Tu jakby wolniej. Poznaję ludzi, przyjaciół…. Poznaję, też (w
pewnym stopniu) siebie. Tu chyba coś we mnie „pęka”.

1094334 55916083 300x225 Inny świat

tęczowy wiatrak

Nagle BUM: technikum. Dlaczego mnie zabrali od tamtych
ludzi? Boję się nieznajomych twarzy! Pierwszy rok: strach. Drugi: przyjaźń. Trzeci: tolerancja. Ostatni rok: zażyłość. To
naprawdę cudowni ludzie, którzy umieją zaakceptować mnie takim, jakim jestem. Szkoda będzie się rozstawać.

W zwolnionym tempie widziałem obrazy mojej fizycznej przemiany. Jak mogło to nastąpić?! Nigdy więcej tak nie
chcę wyglądać! W głowie usłyszałem głosy, przypominające moje zachodzące zmiany psychiczne. Dużo tego. Od
wielkiej miłości do drugiego człowieka – altruizm, poprzez kompletne przeciwieństwo – egoizm. Niestety, to prawda.
Zamknąłem się na innych przez innych! Dobrze, że to minęło i znów chodzę uśmiechnięty do każdego.

Wszystko, podczas życiowego lotu działo się tak szybko, że wkrótce mijałem ścianę ze zdjęciami osób, które wpłynęły
na moje życie. Ale dlaczego nie ma tam głównie mojego zdjęcia? Gdzie ja jestem? Powinienem być pierwszy na tej
liście… . Moja droga zakręcała i zamieniała się w spiralę. Czułem się jak na zjeżdżalni w dzieciństwie… Wylądowałem.

„Inny świat” – pomyślałem, gdy wstałem i otrzepałem kurz minionych lat. Patrząc w bok, nie widziałem już otworu,
przez który tutaj wleciałem. Widziałem człowieka. Patrzył w moją stronę. Jego wzrok był przestraszony, ale spokojny.
Mimo strachu postanowiłem zbliżyć się do niego. Ku mojemu przerażeniu też ruszył w moją stronę. Szedłem dalej,
patrząc mu się prosto w oczy i twardo stąpając po kamiennej podłodze. Gdy znaleźliśmy się blisko, pomachałem.
On też to zrobił! Uśmiechnąłem się krzywo. Dokładnie w tym samym momencie obca postać zrobiła to samo.
Przestraszony wyciągnąłem rękę ku niemu – natrafiłem na opór. „To lustro” – powiedział głos w mojej głowie.
Czułem jakbym po raz pierwszy korzystał ze zwierciadła. Moje odbicie było czystsze i dokładniejsze niż w zwykłym
lustrze. Pozwalało ono nie tylko zobaczyć powłokę w jakiej się znajduję – widziałem swoje wewnętrzne ja. Była to
kolorowa, pełna energii smuga. Czy tak wygląda dusza? I w ogóle gdzie ja jestem?!

Winowajcą mojej obecności w „Innym świecie” jest biały króliczek, którego tak długo ścigałem i przez którego
znalazłem się po drugiej stronie. Co oznacza ten puszysty ssak w moim życiu? Samoakceptację.

Ile to trwało? Ponad 2 lata ganiałem za tym białym skurczybykiem, aby móc nazwać się „kapelusznikiem własnej
imprezy”. Przez całe 24 miesiące nie mogłem powiedzieć „Lubię siebie”. Początek tej przygody miał miejsce przed
przemianą psychofizyczną. Zauroczenie się nieodpowiednią osobą spowodowało lawinę pytań na temat mojej osoby.
Podczas próby udzielania odpowiedzi popadłem w depresję, a następnie w całkowitą „bezwierność”. Nagle coś we
mnie wybuchło i postanowiłem zmienić swoje życie. Pierwszy etap – stracić na wadze. Efekt zacny i cudowny, jestem
z niego szczególnie dumny. Drugi najtrudniejszy etap – zmiana stylu życia. I tutaj na drodze stało parę problemów.

Początkową przeszkodą była moja awersja do wszelakich zmian. Czyż nie wygodnie jest siedzieć w tym, co nam znane
i kochane? W tym, co jest tak bezpieczne jak własna skorupka? No nic! Trzeba wyjść z ciepłego gniazda i zrobić ze
sobą porządek! I z takim zapałem natrafiłem na kolejny problem…

Bezczelność osób trzecich! Co mam na myśli? „Wtranżalanie się” wszystkich w moje życie i kreowanie nim za mnie.
Nie mówię tutaj o rodzicach, którzy zdecydowali do jakiej szkoły podstawowej poszedłem. Mowa o podatności na
opinię innych – to coś, co utrudnia nam pracę nad sobą. Przykładem takich zachowań może być wmawianie nam
pewnych rzeczy, które mogą zaważyć na odbiorze własnej osoby. Zwykły komentarz jest tego świadectwem. Sam
jestem (w dalszym ciągu) ofiarą takich działań. Na początku bolały… oj, bolały. Lecz po 18 latach ciągłego słuchania
niemiłych słów pod moim adresem zaczęły się odbijać jak piłeczki kauczukowe od tarczy, którą nauczyłem się nosić
zawsze przy sobie.

Oprócz obrażania są jeszcze stwierdzenia typu: „powinieneś to” albo „jesteś taki, zrozum to”. No przepraszam
bardzo! Ja wiem doskonale, jaki jestem, oraz co mogę i chcę ze sobą zrobić. Może potrzebuję rozmowy z kimś na
ten temat , ale jednak to ja zdecyduję co znajdzie się na mojej liście działań. Moje obecne motto, którym się kieruje
i które serdecznie polecam każdemu: „Biorę 100% odpowiedzialności za swoje zachowanie – co daje mi pełne prawo
kontroli nad moim życiem. Dlatego proszę cię – nie wtrącaj się!”.

„Co ludzie powiedzą?” – to jedno z zapytań, które przyszło mi słyszeć często we własnej głowie. Jednakże obecnie
uwidacznia się w oczach tylko u bliskich mi ludzi. Tak jest! Co ludzie mówią na Twój temat? Nie wiem i nie
interesuje mnie to. Ciebie też nie powinno! Mamy prawo do życia takiego, jakie jest dla nas wygodne. Czyż nie?
Dawniej kierowałem się mottem: „Żyj tak, aby Tobie i innym było dobrze”. Usunąłem innych ludzi z tego zdania i z
pozbawiłem ich funkcji decyzyjnych. Polecam – sympatyczne uczucie wolności i wewnętrznej niezależności.

Opinie innych mają na nas wpływ – jest to oczywiste. To głównie przez nie znajduję się teraz w innej rzeczywistości,
która mnie otacza. I nie tylko ja jestem ofiarą tego ustrojstwa. Ale w moim przypadku to był motywator wszelakich
zmian jakie wprowadziłem. Nauczyłem się błogiej asertywności. Ja… i moja historia. Wiele osób załamuje się
psychicznie lub ucieka i cofa się na start, aby zacząć ten wyścig jeszcze raz.

Taki mądry jestem dopiero teraz – po tych wszystkich zdobytych doświadczeniach i przemyśleniach. Co one ze sobą
wniosły? Co dało zastanawianie się nad sobą? Pozwoliły mi zrozumieć siebie – umysł i ciało. Można powiedzieć, że
odrodziłem się na nowo. Czysty umysł młodego człowieka, który widzi cel w życiu i wiele dróg do jego osiągnięcia.
Młodzieniec, który odpowiedział sobie na najważniejsze pytania w życiu „Kim jestem?” Zna orientację, zna religię,
zna własne możliwości. Obywatel własnego świata – tego swojego, który ma każdy z nas, nawet nie wiedząc o tym.
Nabywca świadomości życia. Człowiek, odpowiedzialny za siebie.

Gdzie obecnie przebywam? Czy to wszystko było snem? Może dla Ciebie, lecz nie dla mnie – to mój świat… Inny niż
Twój. Znajdź swój świat. Stań się JEDYNYM kowalem własnego losu. Znajdź lustro, w którym ujrzysz swoje prawdziwe
ja, z którym się pogodzisz. Odnajdź tę wewnętrzną, pozytywną energię.


Data wpisu: 3 kwietnia, 2012 autor wpisu: Paweł Kacprzak  |  Komentowanie nie jest możliwe

Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!

Ostatnio znajomy podesłał mi link do artykułu Minerwy – opowiadającego o nastoletnich lesbijkach, które zostały brutalnie rozdzielone przez rodziców. Wtedy pomyślałem, że powinienem podzielić się swoim doświadczeniem – żeby pokazać, że miłość homoseksualna, choć bardzo trudna, jest możliwa!

1206428 37586421 199x300 Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!
para gejów

Nie jestem zniewieściały i nigdy nie byłem. Nie wyglądam, jak to się mówi, jak pedał. Dziewczyny mi się podobały, i podobają nadal, bo potrafię docenić piękno (tak sądzę). Ale z żadną nie poszedłbym do łóżka – po prostu nie dałbym rady. Jeszcze jako młody chłopak całowałem się z dziewczynami i umawiałem na randki, ale to nie było to.

„Zakochasz się, ożenisz i będziesz miał dzieci!”

Między innymi z tego powodu, że jako nastolatek spotykałem się z dziewczynami, nikomu nie przyszło do głowy, że jestem homo. Inna sprawa, że nigdy nie byłem w żadnym trwałym i porządnym związku z kobietą – nie miałem NIGDY stałej dziewczyny. Moja mama była jednak przekonana, że to minie, pójdę na studia, poznam jakąś uroczą niewiastę z nienagannymi manierami, zakocham się i uszczęśliwię ją wnukami. Na studia owszem, poszedłem, wynająłem mieszkanie z kumplami i wtedy się zaczęło – pierwsze imprezy, nowi ludzie, kilka wizyt w klubach o odpowiedniej reputacji i poznałem JEGO. Jak przewidziała moja mama – wpadłem. Po uszy…

Seks, którego nigdy nie zapomnę – zmienił moje życie!

Po pierwszym stosunku z Pawłem zastanawiałem się, czy wszystko jest ze mną ok. Tzn. czułem się taki…wolny. Jakbym zdjął kajdanki z rąk (i nie tylko…) Po prostu miałem takie przekonanie, pewność, że to jest to. Niesamowite uczucie. Spotykaliśmy się jakiś czas, głównie na seks, to on pokazał mi, jakie to jest cudowne uczucie. Potem nasze drogi się rozeszły, zacząłem (już sam) bywać w klubach gejowskich, gdzie znów poznałem kogoś i oszalałem. Marek – to była prawdziwa miłość. Jesteśmy razem do dzisiaj, to już 3 lata, mieszkamy razem, jest nam dobrze. Nie, ślubu nie planujemy, dzieci adoptować też nie chcemy. Jesteśmy w końcu młodzi, zakochani i tylko to się liczy.

Mamo, tato – wolę chłopców!

Nie powiedziałem im o swoim odkryciu od razu – odczekałem kilka miesięcy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że pomyślą, że to moja fanaberia, odbiło mi, albo się buntuję. Bo jak mieli by uwierzyć w to, że ich ukochany syn (jestem jedynakiem) nie ma ochoty na dziewczyny?! W końcu się przyznałem, to było po sesji, miałem już wakacje i chciałem uporządkować swoje życie osobiste. Nie mogło mi to przejść przez gardło! W końcu wydukałem, że mam kogoś (pisk mojej zachwyconej mamy i sto pytań na sekundę: czy ładna, czy blondynka, co studiuje, czy się oświadczyłem…) Postanowiłem to wykorzystać i odpowiedziałem: przystojny, brunet, studiuje informatykę a na imię ma Marek. Spodziewacie się czegoś spektakularnego? Nie dostałem po twarzy (od matki), ale ojciec wyszedł. Nie odzywał się do mnie przez kilka miesięcy.

Zacząłem przyznawać się do tego, że jestem gejem.

Na pierwszy ogień poszli moi kumple. Na początku myśleli, że robię sobie jaja. Jeden zaproponował, że podsunie mi na noc taką laskę, że wybije mi z głowy mój rzekomy homoseksualizm. Nie chciałem. Kiedy zorientowali się, że mówię serio, przestało być wesoło i przyjemnie. Odsunęli się ode mnie, znakomita większość. Na uczelni rozeszło się w mig, rozmowy cichły, kiedy podchodziłem do starych znajomych oczekujących na zajęcia. Niby nic, da się przeżyć. Potem pod moimi drzwiami zaczęły się pojawiać zużyte prezerwatywy, listy z wyzwiskami a nawet odchody (do dziś nie rozgryzłem, co miały symbolizować). Nikt nie podniósł na mnie ręki, krzywdę wyrządzano mi w ciszy i z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.

Telefon, który dodał mi skrzydeł…

Mimo tych uroczych niespodzianek, ani ja, ani Marek, nie myśleliśmy o rozstaniu. Zwłaszcza, że zimą, krótko przed Bożym Narodzeniem zadzwoniła moja mama i zaprosiła nas na niedzielny obiad. Co prawda nie używała imienia („przyjedź z nim” albo „co u niego”) – ale i tak się cieszyłem. Pojechaliśmy. Ojciec nie podał Markowi ręki (mnie zresztą też), ale mama starała się być miła i zachowywać poprawnie…Doceniam. Po 2 latach naszego związku jakoś to przełknęli, na tyle, że tato czasem się odezwie w naszym (moim i Marka) towarzystwie. Czasem tylko mamie zbiera się na płacz i słyszę wtedy, że tak żałuje, że nigdy nie będzie miała wnuków… Ale cóż, i tak lepsze to, niż gdyby skreślili mnie zupełnie. Mogło być gorzej.

Starzy znajomi? Olałem ich. Mam kilku kolegów, kilka koleżanek, to wystarcza. Przynajmniej mną nie gardzą i nie muszę się wstydzić, że jestem gejem. Chciałbym czasem pocałować Marka w kinie albo iść z nim na spacer za rękę – ale na takie luksusy jeszcze nie możemy sobie poradzić… nie w Polsce, nie dziś.


Data wpisu: 19 marca, 2012 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem gejem i nie chcę być już traktowany jak "gorszy"

Kilka dni temu Minerwa opisała historię nastoletniej lesbijki – Magdy, która została zmuszona do zerwania ze swoją dziewczyną. Dziś ja chciałbym podzielić się z Wami moją historią. Chcę w imieniu wszystkich gejów powiedzieć – nie jesteśmy inni i chcemy być szczęśliwi! Też mamy prawo kochać!

13202 6695 300x225 Jestem gejem i nie chcę być już traktowany jak gorszy
balony

Orientacji się nie wybiera.

To nie jest tak, że można sobie wybrać, czy będzie się homo czy heteroseksualistą. Nie wygląda to w ten sposób, że budzisz się rano, stajesz przed lustrem i myślisz – wolę chłopców. Choć wielu ignorantów chciałoby, żeby taka właśnie była prawda – wtedy można by nas leczyć i nawracać. Tymczasem homoseksualizm to coś, z czym się rodzimy – tak jak heteroseksualizm. Nie ma w tym naszych kaprysów. Wielu z nas na początku czuje potworny lęk i wstyd. Pewnie nie jeden chciałby być „normalny”, ale się nie da i już. Można z tym walczyć, udawać zwykłego faceta i być bardzo nieszczęśliwym…

Dlaczego wzbudzamy takie emocje?

Dlaczego mamy się ukrywać i rezygnować z miłości?

Heteroseksualne pary mogą okazywać sobie uczucia publicznie. Mogą się obściskiwać, całować, przekraczać granice przyzwoitości i to jest ok, ale kiedy dwóch chłopaków trzyma się za ręce – nagle wszyscy mają problem. Kobietom lesbijkom jest łatwiej. Ludzie bardziej akceptują przytulające się kobiety. Gdy robią to mężczyźni – są narażeni na wrogość. Kiedy spotykam się z moim chłopakiem w knajpie albo idziemy do kina, udajemy kumpli. Tak, boimy się manifestować publicznie, że jesteśmy razem. I jest to powód ciągłych konfliktów.

Czego chcę i oczekuję?

Przede wszystkim tolerancji, ale nie tej deklarowanej w czasie dyskusji, bo tak wypada, tylko takiej codziennej, życiowej. Takiej, która daje nam prawo do spotykania się z osobami tej samej płci, to publicznego okazywania sobie uczuć, do seksu, do posiadania dzieci i zakładania rodzin. Nie jesteśmy gorsi. W XXI wieku prawa człowieka powinny być na tyle respektowane, że nie powinniśmy czuć się zażenowani z powodu swojej orientacji. Nie powinniśmy bać się tego, że inni, zaślepieni nienawiścią, mogą zrobić nam krzywdę. Oczekuję od wszystkich i każdego z osobna chwili refleksji. Należy nam się święty spokój, bo nie robimy niczego złego. Jeśli ktoś nie umie sobie z tym poradzić – najwidoczniej potrzebuje pomocy – on, nie my.


Data wpisu: 18 marca, 2012 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy

Czy trafię jeszcze na ciepłego, tolerancyjnego, inteligentnego i wrażliwego faceta? Ależ kochana, wszyscy ciepli, tolerancyjni, inteligentni i wrażliwi faceci mają już dawno swoich chłopaków! Tę zabawną dykteryjkę, mówiącą wprawdzie o panach, doskonale można odnieść do kochających inaczej pań.

a0005 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
scary lesbian

Homoseksualizm – zjawisko stare jak świat – przez wieki był postrzegany i oceniany w różny sposób. Bywało jak w  powiedzeniu Seneki: „Dawne grzeszne nałogi traktowane są teraz niemal jak obyczaje”; bywało, że pewne zachowania seksualne akceptowane w jednej epoce, okazywały się grzeszne i niemoralne w innej. Z pewnością dramatyczne perypetie życiowe Oskara Wilde’a wyglądałyby inaczej, a raczej w ogóle by ich nie było, gdyby żył w antycznej Grecji, a nie w purytańskiej Anglii. Normy moralne, miejsce urodzenia, stan posiadania i kultura miały znaczący wpływ na granice swobody seksualnej. Termin „homoseksualista” znany jest już od czasów greckich, natomiast określenie „lesbijka” pojawiło się dopiero w XVI wieku, kiedy pisarz Pierre de Brantôme wydał zbiór wierszy miłosnych ułożonych przez kobiety dla kobiet, pod wspólnym tytułem Lesbijki, nawiązującym do greckiej poetki Safony z wyspy Lesbos. Wcześniej nazywano je trybadami, od greckiego słowa tribein – „ocierać się, trzeć”, bądź mylnie hermafrodytami.

Jak przez wieki postrzegane były kobiety homoseksualne? Czy mogły otwarcie i świadomie przyznawać się do swojej tożsamości seksualnej? Czy były akceptowane, czy też potępiane i jako kobiety upadłe, grzeszne bądź niemoralne, spychane na margines społeczny? Od czasów antycznej Grecji i filozofii otwartej na człowieka niemal do końca XIX wieku unikano tematu seksualności kobiet oraz starannie ignorowano inną tożsamość seksualną pań. Jeśli opisywano stosunki lesbijskie, to tylko jako grzech albo wyuzdanie. Przykładem może być piękna i występna Elżbieta Batory (krewna naszego króla), zwana Krwawą Hrabiną, kobieta uważana za największą zbrodniarkę XVI wieku, mordowała bowiem zwabione na swój zamek młode chłopki i ubogie szlachcianki. Hrabina preferowała dziewice, które po seksualnym wykorzystaniu zabijała w okrutny sposób, a ich krwi używała do sporządzenia eliksiru młodości. A zatem zaspakajanie jej biseksualnych skłonności (magnatka miała męża) miało też cel kosmetyczny… Oczywiście, był to na szczęście wyjątek, aczkolwiek często wspominany przez historyków i pisarzy.

lesbian hair 1257862152 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
lesbian hair

W średniowieczu i w późniejszych wiekach prócz fikcji literackiej niewiele jest wiarygodnych dokumentów świadczących o stosunku kobiet do własnej seksualności. Na przełomie XIX i XX wieku stosunki lesbijskie były sprawą normalną, a jednak obowiązująca w owym czasie podwójna moralność zmuszała kobiety piszące na ten temat do potępienia ich w swoich dziełach. Początek dramatycznego XX wieku był punktem zwrotnym dla kochających inaczej kobiet. Pojawia się cała plejada utalentowanych, sławnych i niepospolitych kobiet, które w sposób bardziej lub mniej zakamuflowany przyznają się do swoich preferencji.

Przypomnijmy choćby Sidonie Gabrielle Colette, autorkę cyklu powieści o Klaudynie, w których jawnie przyznaje się do swoich lesbijskich skłonności. Młoda, pochodząca z prowincji Colette poślubiła dużo od siebie starszego Henry’ego Gauthier-Villarsa, zwanego Willym, bawidamka i światowca, o zadęciach pisarskich, mężczyznę o wątpliwej moralności, który odkrywszy zdolności literackie żony ponoć zamykał ją na całe dni w pokoju, aby pisała. Willy nie tylko akceptował jej fascynację kobietami, ale i czerpał z tego korzyści finansowe.

Para wydała cztery tomy przygód Klaudyny, które ukazały się wyłącznie pod nazwiskiem Willy’ego – zjawisko dość nagminne w czasach, kiedy kobiety musiały ukrywać swoją prawdziwą tożsamość, wkraczając w dziedziny typowo męskie. Powieści Colette ze względu na szczerość, otwartość oraz sugestywne opisy flirtów i romansów lesbijskich wywołały skandal wśród paryskiej śmietanki towarzyskiej, co przyczyniło się jednak do zwiększenia nakładu. A Colette, dzięki sześcioletniemu romansowi z markizą de Morny, stała się bohaterką jednego z największych paryskich skandali. Colette napisała kiedyś: „Potężna jest uwodzicielska moc, emanująca z osób o nieokreślonej lub ukrywanej płci”.

811300 58030171 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
Lesbijki

Ponoć swój najgorętszy romans przeżyła z Natalie Clifford Barney, Amerykanką osiadłą w Paryżu, kobietą bogatą, uzdolnioną i niekonwencjonalną, otwarcie przyznającą się do homoseksualnej tożsamości. Natalie była poetką i pamiętnikarką, stworzyła też najsłynniejszy w owym czasie salon literacki. Przez całe życie romansowała ze sławnymi i utalentowanymi kobietami, a było ich ponad pięćdziesiąt, począwszy od słynnej paryskiej kurtyzany Liane de Pougy, przez poetkę Renée Vivien, Elisabeth de Gramont, wspomnianą już Colette, Dolly Wilde, aż po malarkę Romaine Brooks. Jej największa miłość, Renée Vivien, była podopieczną poetów Verlaine’a i Baudelaire’a, tłumaczką poezji pierwszej sławnej lesbijki – Safony.

W purytańskiej Anglii Virginia Woolf, jedna z największych pisarek XX wieku, choć zdecydowała się na małżeństwo, to głębokie związki emocjonalne łączyły ją z kobietami. Kochała się skrycie w Katherine Mansfield, pisarce modernizmu, a potem przez długie lata przyjaźniła się (czy tylko platonicznie?) z poetką Vitą Sackville-West. Virginia, jak można stwierdzić na podstawie lektury zbioru jej esejów Własny pokój, była głęboko zaangażowana w ruchy feministyczne i w obronę praw kobiet. W 1928 roku zasłynęła gorącą obroną Radclyffe Hall, pisarki i poetki, oskarżonej po wydaniu powieści The Well of Loneliness (pol. przekł. Źródło samotności) o obrazę moralności, autorka bowiem otwarcie przedstawiała w niej swoje poglądy lesbijskie. Mimo protestów feministek książkę Hall wycofano ze sprzedaży.

W szalonych latach 20. ubiegłego wieku słynna już wtedy Simone de Beauvoir, w której duszy ścierały się rozum i uczucie, choć w życiu prywatnym została zdominowana przez Sartre’a, stała się jedną z najbardziej zaangażowanych intelektualistek Francji i ikoną ruchu feministycznego. Ponoć to wewnętrzne rozdarcie pchnęło ją ku młodzieńczym związkom lesbijskim, często nawiązywanym podczas nieobecności filozofa.

800px Lesbian family 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
lesbijska rodzina

W Paryżu pojawiła się również bodaj najsłynniejsza skandalistka XX wieku Anaïs Nin, która dokonała tego, na co nie odważyła się przed nią żadna kobieta. Bez cienia wstydu opisała bowiem swoje najskrytsze myśli i marzenia, miłości i zdrady. To ona pierwsza powiedziała:  „Jestem, jaka jestem”. Seks uprawiany z mężczyznami i z kobietami, na dodatek z różnymi, i to tego samego dnia, kłamstwa, zdrady i ekscesy seksualne, wszystko to zostało otwarcie opisane w dziennikach Anaïs, choć ona sama nigdy nie deklarowała się otwarcie jako lesbijka, była raczej otwarta, zmysłowa i biseksualna.

Lata powojenne w Europie nie sprzyjały już tak bardzo obyczajowemu otwarciu. W krajach „za żelazną kurtyną” kobieta mogła być traktorzystką, majstrem budowlanym, przodowniczką pracy, tylko broń Boże nie lesbijką. Warto wspomnieć film Inne spojrzenie, ze znakomitymi Jadwigą Jankowską-Cieślak i Grażyną Szapołowską w rolach głównych, którego akcja dzieje się w latach 50. na Węgrzech. A na zachodzie Europy totalitarne reżimy generała Franco w Hiszpanii i Salazara w Portugalii, konserwatywne do szpiku kości, katolickie do przesady i zaściankowe, skazywały kobietę na rolę żony, matki, strażniczki domowego ogniska, z tamborkiem do haftowania w jednej ręce, a modlitewnikiem w drugiej, otoczonej czeredką rozwrzeszczanych dzieci. Dopiero koniec totalitarnych reżimów, wiosna 1968 r., a potem rozpad obozu komunistycznego przyczyniły się do aktywizacji ruchu feministycznego i pełnego uświadomienia potrzeb kobiet, w tym także prawa do określenia tożsamości seksualnej.

We współczesnej Hiszpanii ruchy feministyczne oraz organizacje gejów i lesbijek są silne i aktywne. Co prawda iberyjskie środowisko LBGT skarży się, że oferta wydawnicza poruszająca te tematy ciągle jeszcze jest bardzo skromna, szczególnie dotyczy to lesbijek, jednak ukazuje się sporo powieści, zbiorów opowiadań i poezji „safońskich”. Jedną z takich powieści jest Szalona geometria miłości napisana przez zdeklarowaną lesbijkę Susanę Guzner.

Susana Guzner, Argentynka z La Platy, wyemigrowała z ojczyzny po śmierci siostry, zamordowanej przez paramilitarną prawicową grupę utworzoną do walki z opozycją. Susana trafiła do pofrankistowskiej Hiszpanii, otwierającej się na świat i nowe idee, i szybko dołączyła do ruchu gejów i lesbijek walczących, i to skutecznie, o swoje prawa. Właśnie Hiszpania jest jednym z pierwszych krajów, oczywiście oprócz Skandynawii, w którym zalegalizowano małżeństwa między osobami tej samej płci (w 2005 r.), co wiąże się z prawami do adopcji, dziedziczenia oraz rent. Susana jest psychologiem, autorką scenariuszy telewizyjnych i pisarką.

lip service lesbian british tv series bbc 2010 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy

Lip service

Szalona geometria miłości uznana została w Hiszpanii za hit literatury lesbijskiej. Czy rzeczywiście na taką ocenę zasługuje, czy też po prostu jest to zręcznie napisana, skomplikowana historia miłości, tyle że zamiast kobiety i mężczyzny mamy dwie piękne dziewczyny, a cała reszta, to znaczy romantyczna otoczka, mieści się w schemacie romansu heteroseksualnego?

Główna bohaterka, María Corradi, to osoba poprawna niemal do przesady. Ładna, inteligentna, twórcza (jest tłumaczką), poukładana, samodzielna finansowo, czuła, opiekuńcza i dyskretna, w zasadzie idealna kandydatka na żonę. Jest tylko jedno „ale” – María kocha kobiety, a w miłości potrafi angażować się bez reszty i trwać w niej do końca (jej największa miłość, utalentowana pianistka, umarła na jej rękach na raka).

Po latach samotnego życia María spotyka na rzymskim lotnisku Fiumicino Evę, która jest jej dokładnym przeciwieństwem. Eva jest enigmatyczna, zmienna w nastrojach, kapryśna, a przy tym piękna i zdecydowanie heteroseksualna. A jednak chemia działa między nimi bez zarzutu i dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, jakim okazał się fałszywy zamach bombowy, nasze bohaterki zamiast do samolotu trafiają do tego samego hotelu w Rzymie. María nie wie, czy sama uwodzi, czy jest uwodzona. W każdym razie kobiety padają sobie w ramiona i dalej ich romans rozwija się w pięknym entourage’u: w urokliwym hoteliku u podnóża Dolomitów i w romantycznej scenerii Wenecji. Eva nie jest jednak tak idealną partnerką, jak się z pozoru wydaje – jest chimeryczna, histeryczna i zmienna, czasem wręcz prowokująca, co dziwi i szokuje poukładaną i poczciwą Maríę.

Po powrocie do Madrytu ich romans kwitnie; Eva poznaje rodziców Maríi, inteligentnych, tolerancyjnych ludzi, akceptujących tożsamość córki. Dziewczyny zamieszkują razem i María pełni obowiązki zarówno żony, jak i męża. Tymczasem Eva prowadzi dziwną i tajemniczą grę, od czasu do czasu znika, nie daje znaku życia, kłamie, oszukuje i z euforii wpada w depresję. Zakochana María wszystko wybacza, póki nie odkrywa w kosmetyczce ukochanej … testu ciążowego. Eva odchodzi, María zaś przeżywa prawdziwe katusze zawodu miłosnego. Akcja rozwija się jak w prawdziwym romansie… María poszukuje Evy, pragnie się zemścić, zaś prawda, jaką odkrywa, burzy jej uporządkowany świat.

W sumie jest to poprawnie napisany romans, tyle że służący do przemycenia pewnych ważkich, zdaniem autorki, prawd o społeczności lesbijek. Guzner wspomina zatem o znanym również i w Polsce antagonizmie między gejami i lesbijkami: „Gejów i lesbijki łączy jasny wybór rodzaju miłości, bunt przeciwko społeczeństwu potępiającemu taki sposób życia, obrona praw i wiele innych rzeczy, prócz sympatii osobistych”. Przypomnijmy, jak w Polsce naczelny pisarz literatury gejowskiej, Michał Witkowski, użył w wywiadzie radiowym bardzo politycznie niepoprawnych słów „łysa lesba”. Polskie lesbijki skarżą się, że są dyskryminowane nawet w środowiskach LGBT, a bramkarze w niektórych klubach mają zakaz wpuszczania lesbijek, jest to bowiem grupa o mniejszych dochodach niż geje, inaczej się bawi i przy barze nie błyska złotymi kartami kredytowymi.

Szalona geometria miłości to książka o poszukiwaniu miłości, cierpieniach, emocjach, zemście i potrzebie wybaczenia, a przede wszystkim o uczuciach. W zasadzie równie dobrze mogłaby to być powieść o miłości heteroseksualnej. Ciekawe są opisy związków lesbijskich i homoseksualnych, poznajemy ludzi wykształconych, wrażliwych, czasem po przeżytych zawodach miłosnych, dowcipnych, domagających się uznania ich tożsamości i rozpaczliwie poszukujących uczucia. Doprawdy, Guzner uczy nas innego, a może po prostu normalnego spojrzenia na środowiska, które znamy z prostackich żartów lub równie niesmacznych anegdotek.

Niestety na polskim rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu książek o miłości homoseksualnej. Również nasz rodzimy coming out ma raczej skromny zasięg. Oprócz prowokacyjnych enuncjacji, jeszcze w latach 80., Jerzego Nasierowskiego („naczelnego pedała PRL-u”, jak sam o sobie mawiał) i kilku coming outów gejów, których orientacja seksualna już od dawna stanowiła tajemnicę poliszynela (para Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski), wyznania Marka Barbasiewicza i trochę mętnych deklaracji Michała Witkowskiego, który nie do końca przyznał się do swojej tożsamości, ujawnił się jeszcze Jacek Poniedziałek. A zatem jak widać coming out ogranicza się do kręgów celebrytów i aktorów.

Wśród pań jest jeszcze skromniejszy. Dobrych parę lat temu pisarka Izabela Filipiak w wywiadzie z Małgorzatą Domagalik wyznała, że jest lesbijką, a pisarka Anna Laszuk, zdeklarowana lesbijka, wydała niedawno książkę Dziewczyny,wyjdźcie z szafy – zbiór wywiadów z lesbijkami w różnym wieku i z różnych środowisk. Opisują one swoje losy oraz mówią o potrzebie ujawnienia tożsamości seksualnej. Niestety, tylko dwie z rozmówczyń odważyły się wystąpić pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Reszta wybrała bezpieczną anonimowość.

Jak są postrzegane lesbijki we współczesnym polskim społeczeństwie? Mam wrażenie, że są ignorowane, bądź niezauważane, co prawda na szczęście nie kojarzą się już z babo-chłopami, o rozwiniętej muskulaturze, z wąsikiem, w za dużych dżinsach i kraciastej koszuli à la drwal z Nebraski. Podejrzewam, że ani sąsiedzi, ani ksiądz proboszcz z lokalnej parafii często nie mają pojęcia o ich tożsamości seksualnej. Cóż, dwie kobiety mieszkające razem mogą uchodzić po prostu za przyjaciółki, natomiast dwaj mężczyźni zawsze będą wzbudzali mniej lub bardziej niewybredne komentarze. Mam jednak nadzieję, że doczekamy takich czasów, gdy ludzie będą odważnie i szczerze określali swoją seksualność.

Susana Guzner, Szalona geometria miłości. Przekł. T. Tomczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2008


Data wpisu: 7 stycznia, 2012 autor wpisu: Teresa Tomczyńska  |  Komentowanie nie jest możliwe

3 kroki wiodące do wysokiej samooceny!

Czy kompleksy i niska samoocena to to samo? Nie, ale idą w parze! Ich kompanem jest też brak poczucia własnej wartości i przekonanie o braku skuteczności. I pomyśleć, że sami fundujemy sobie takie atrakcje! Wpaść w błędne koło niskiej samooceny to żaden problem – wydostać się z niego, to już sztuka. Ale da się to zrobić!

1069764 89793209 3 kroki wiodące do wysokiej samooceny!Co druga kobieta jest niezadowolona ze swojej wagi. Co trzecia chciałaby radykalnie zmienić coś w swoim wyglądzie. Przyczynia się to do niskiej samooceny, lęku przed porażką, a co za tym idzie – rezygnacji z podejmowania wyzwań. Bo niska samoocena to nie tylko niezadowolenie ze swojego wyglądu zewnętrznego, ale przede wszystkim przekonanie o własnej niższości i beznadziejności, poczucie, że jest się gorszym od innych (pod różnymi względami) i że nie zasługuje się na to, co dobre.

Krok 1: Konfrontacja!

Nie będę ukrywać, to najtrudniejszy moment. Trzeba stanąć w prawdzie i być ze sobą szczerym. Znaleźć źródło swoich kompleksów czy niepowodzeń. Ten proces nie trwa chwilę, zazwyczaj rozciąga się w czasie na dni i tygodnie. Trzeba uzyskać naprawdę duży wgląd w siebie, żeby móc obiektywnie ocenić swoje możliwości i podnieść samoocenę. Najważniejsze jest odpowiedzenie sobie na pytania: czego w sobie nie lubię i DLACZEGO, co (lub kto) sprawia, że czuję się gorszy i mniej wartościowy, w jakich sytuacjach najczęściej nie podobam się sobie, co przyczynia się do mojego złego samopoczucia…

Krok 2: Weryfikacja…

Po dokonaniu autoanalizy koniecznie trzeba ocenić, na ile uzyskane odpowiedzi są prawdziwe i zgodne z rzeczywistością. Bo może niektóre przekonania to tylko nasze projekcje? Na tym etapie dobrze jest wziąć pod uwagę obiektywne dane – informacje o swoich sukcesach i niepowodzeniach, wyniki w nauce, osiągnięcia społeczne, stan relacji z innymi. Opinie innych ludzi mogą być znaczące i często dają do myślenia, ale… mogą być zafałszowane. Jeśli chcesz wyeliminować niską samoocenę, musisz porównać swoje rzeczywiste osiągnięcia z tym, co o sobie myślisz i jak siebie postrzegać. Bo jak możesz być głupi studiując na najbardziej elitarnej uczelni w kraju? Albo jak możesz mówić o sobie, że jesteś gruba, nosząc rozmiar 36?! To niedorzeczne i musisz to sobie uświadomić!

Krok 3: Interpretacja!

Oczywiście na Twoją korzyść! Koniec z porównaniami społecznymi, które wpędzają Cię w depresję. Zamiast oceniać swoją urodę i figurę w odniesieniu do top modelek, spójrz na kobiety w Twoim wieku, które otaczają Cię na co dzień. Pomyśl o ludziach, którzy nie są nawet w połowie tak utalentowani, atrakcyjni czy przebojowi jak Ty. Przestań stawiać sobie za wysoko poprzeczkę, zrezygnuj z nierealnych wymagań i nie bądź dla siebie taka surowa! Pamiętaj, że samoocena, żeby nie była szkodliwa, musi być przede wszystkim adekwatna. Nie udawaj więc kogoś, kim nie jesteś, pracuj nad sobą, koncentruj się na swoich mocnych stronach, rób coś ze sobą i swoim życiem! Nie stój w miejscu czekając, że zdarzy się cud. Weź sprawy w swoje ręce. Uwierz, że jesteś wartościową osobą, a wtedy nikt inny nie będzie miał co do tego wątpliwości!


Data wpisu: 14 grudnia, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Romans z nauczycielem– to się dzieje naprawdę.

Temat tabu? Już nie. Romanse międzypokoleniowe są coraz powszechnejsze. W szkole, czyli zbieraninie różnych indywidualności romansowanie na lini pedagog – uczeń to powoli norma. Oczywiście nie obligatoryjna – raczej coraz częściej spotykana.

a60ac3a1344387ed92c8244c191433c1 Romans z nauczycielem  to się dzieje naprawdę.Burza hormonów

Choć tytuł może wskazywać, że problem międzypokoleniowego szkolnego romansu tyczy nauczycieli płci męskiej, to niestety równie często romansują nauczycielki. Uczniowie decydują się na romans głównie ze względu na własne korzyści. Uczennice chcące podciągnąć oceny nie cofną się przed niczym, jeżeli są w desperacji. Decydują się współżyć z mężczyzną dużo od siebie starszym za przysłowiową 5- tkę na świadectwie czy w dzienniku. Rzadko kiedy decydują się na to ze względu na przygodę lub gdy nauczyciel im się podoba. Oczywiście takie zjawisko istnieje, ale jest częściej spotykane u uczniów, którzy czują miętę do swojej nauczycielki, najczęściej młodej. Głównie w liceum poziom testosteronu jest zdecydowanie podwyższony, gdy w pobliżu pojawia się młoda nauczycielka o długich nogach. Fantazje chłopców mogą się przerodzić w romans, ale to już zależy od indywidualnych predyspozycji nauczycieli.

Nauczycielskie motywy.

Dlaczego nauczyciele decydują się na romans? Nauczyciele kierują się testosteronem jeżeli mają przed sobą wydekoltowaną uczennicę, która ewidentnie flirtuje. Mimo tego, że mogą zostać wyrzuceni z pracy lub pozbawieni prawa wykonywania zawodu, chęć przeżycia seksualnej przygody z młodą dziewczyną jest silniejsza. Podobnie nauczycielki, które nie mają jeszcze ustabilizowanej sytuacji osobistej. Niektórzy nauczyciele traktują to jak hobby. Uwodzą dziewczyny niedojrzałe emocjonalnie i szukające miłości u dojrzałego mężczyzny, który pozornie odnosi się do nich z sympatią. Takie sytuacje też się zdarzają.

Tylko romans?

Czy z romansu na linii uczeń – nauczyciel może powstać trwały związek? Zdarzały się przypadki kontynuowania związków po opuszczeniu przez ucznia/uczennicę szkoły, lecz nigdy nie trwały one długo. Część przypadków kończyła się ciążą, lecz nigdy owoc związku nie był wychowywany wspólnie. Młoda matka była pozostawiana samej sobie. Różnica pokoleń jest zbyt duża, choć moim zdaniem głównym czynnikiem powodującym nietrwałość tych romansów jest brak dojrzałości młodych ludzi. Są sprawni seksualnie, świadomi swoich możliwości, jednak dojrzałość psychiczna to już inna sprawa. Szukanie swojej miłości i kierowanie jej w złą stronę skutkuje tylko bliznami na sercu. A w przypadku takich niekonwencjonalnych romansów może się to skończyć tylko źle.


Data wpisu: 13 grudnia, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Tęczowo na fejsie — ranking

Nie masz fejsa – nie istniejesz. Bez fejsowej strony twoja inicjatywa raczej nie zdobędzie popularności. Dlatego dzisiaj ranking stron LGBTq, które mają więcej niż 500 fanów na fejsie i kilka wniosków.

o1 Tęczowo na fejsie   ranking

 

o2 Tęczowo na fejsie   ranking

 

o3 Tęczowo na fejsie   ranking
o4 Tęczowo na fejsie   ranking
o5 Tęczowo na fejsie   ranking

Kolumna nr 3 to oczywiście liczba fanów, czwarta kolumna to liczba “aktywności”, czwarta – stosunek aktywności do liczby fanów. Kto jest najaktywniejszy i najwięcej ludzi o nim mówi?

aktywnosc Tęczowo na fejsie   ranking

 

A stosunek aktywności do liczby fanów? Czyli aktualna siła strony?

 

potencjal Tęczowo na fejsie   ranking

 

Wnioski są dość oczywiste – ale pozwólcie:

1. Najwięcej fanów mają strony popularnych wydarzeń, ale też i znanych osób – posła i posłanki.
2. Kiepsko radzą sobie media LGBT, bardzo popularna IS dopiero na ósmym miejscu, aktywność może i dobra, ale w stosunku do liczby fanów – słabo. Homiki.pl - mała liczba fanów, świetna aktywność. Blogi – mimo profili TrzyczęściowejAbiekta i wielu innych, reprezentowane wyłącznie przez Queerpopa.
3. Okazuje się, że nawet dobrze prowadzona komunikacja (ostatnia rubryka) nie gwarantuje dużej liczby fanów. Bearbook.pl zasługuje na uznanie. Poznańskie Dni Równości mają dobre statystyki dzięki niedawnemu marszowi. Oczywiście dobrze sobie radzą strony z fotami erotycznymi icon wink Tęczowo na fejsie   ranking
4. W rankingu jest kilka stron nieużywanych, np. numer jeden – Gosia i Ewa – to strona przez fejsa zablokowana. Podobnie z “Radziszewska musi odejść”, która się zdezaktualizowała jak i stronę Europride czy PrideHouse.
5. Wiele stron zostało pozostawionych “sobie a muzom”. To dziwne, że nikt nie wykorzystuje potencjału “Tak dla Parady…”, czy “Wszyscy na tak”. Stronę można prowadzić mimo ustania akcji.
6. Mało nas, jeśli Miłość nie wyklucza czy Gosia i Ewa uzyskały ledwie ponad 10 tysięcy fanów – nie jest dobrze. Może to jest jakiś probierz poparcia? Obawiam się, że tak.

ps. w rankingu pojawiły się strony, które poświęcone są w całości sprawom LGBT, z rankingu wykluczono kluby. Jeśli pominąłem stronę, proszę o komentarze.


Data wpisu: 5 grudnia, 2011 autor wpisu: Abiekt  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czy można kochać dwie osoby?

Czy to jest możliwe, że darzymy uczuciami więcej niż jedną osobę – i czy można kochać dwie osoby jednocześnie? Jak sprawdzić, kto jest ważniejszy? Na te i inne pytania internautów odpowiedziała psycholog Maria Rotkiel, opiekunka merytoryczna serwisu StworzeniDlaSiebie.pl.

1173281 78537051 Czy można kochać dwie osoby?~szyszunia1979: W maju przyszłego roku biorę ślub. Myślałam, że to ten jedyny. Aż do niedawna – kiedy to spotkałam swojego byłego. Byłam z nim bardzo szczęśliwa, ale zdecydował się na wyjazd za granicę. Teraz wrócił po czterech latach i spotykamy się od czasu do czasu. On nie mówi tego wprost, ale wiem, że wszystko między nami wraca. Chyba wychodzę za mąż za niewłaściwego człowieka, ale jak rozpoznać, którego z nich bardziej kocham?

Maria Rotkiel: Zastanawiam się, co znaczy “niewłaściwy człowiek”? O tym, czy związek będzie udany, decyduje Pani zachowanie i partnera – nie tylko konkretny wybór. Przypuszczam, że z obydwoma mężczyznami mogłaby Pani być szczęśliwa. Warto się tutaj zastanowić, co przyciąga Panią do poprzedniego partnera? Wspomnienia?

On jest po tych czterech latach trochę innym mężczyzną, tak jak Pani jest trochę inną osobą – oboje się zmieniliście. To, że cztery lata temu było fajnie, nie znaczy, że teraz będzie tak samo. Takie uczucie bliskości wobec osoby z przeszłości jest zrozumiałe, ponieważ związane z pamięcią dobrych chwil, jednak to nie jest teraźniejszość. Pytanie, jaki jest Pani obecny partner i związek, skoro są plany ślubu? Czy warto to zostawiać? Jakie jest ryzyko wyboru? I takie ryzyko tylko Pani może odpowiedzialnie podjąć.

~ochTa: Jestem mężatką od kilku lat, jednak od roku mam romans z kolegą z pracy. Jest mi z tym źle, choć na początku było miło i przyjemnie. Czy – chcąc zakończyć romans – powinnam powiedzieć o nim mężowi, czy lepiej nie mówić i pozwolić sobie zapomnieć? Mam wrażenie, że mąż mógłby nie znieść takiego zwierzenia.

Maria Rotkiel: Pytanie, co dobrego takie zwierzenie mogłoby przynieść? Rozumiem, że będzie się Pani czuła lepiej – że była Pani szczera. Jednak pytanie, czy to nie zniszczy małżeństwa? Jeśli chce Pani zakończyć romans i układać małżeństwo, to myślę, że przynajmniej przez jakiś czas może Pani zachować taką informację dla siebie. Jeśli kiedyś uzna Pani, że może się Pani tym podzielić, to proszę. Jednak myślę, że mówienie o niektórych błędach nie ma sensu. Raczej jest z tego nauka, czego nie powtarzać w przyszłości. I jeśli Pani z tej wiedzy skorzysta, to najważniejsze.

Co zrobić, by związek przetrwał długie lata?

~monika: Parę dni temu się rozwiodłam. Byłam święcie przekonana o swojej decyzji, gdyż nie byłam szczęśliwa w małżeństwie z powodu braku dzieci, stabilizacji i malkontenctwa mojego męża. Przed rozwodem zaczęłam spotykać się z kimś innym, wydawało mi się, że jest dobrze. Z chwilą zapadnięcia wyroku w sądzie poczułam, że nie jestem pewna, czy jestem w stanie kochać kogoś tak samo jak kiedyś swojego męża.

Maria Rotkiel: Myślę, że jest zbyt wcześnie, żeby się nad tym zastanawiać, jednak rzeczywiście – im jest się bardziej doświadczonym życiowo, trudno jest kochać ślepo, czy idealizować partnera – tak jak to robią bardzo młode osoby. Ale to nie znaczy, że dojrzała miłość jest słabsza czy mniej wartościowa. Za każdym razem kocha się troszeczkę inaczej i tak powinno być.

~ala_bez_kota: Mój mąż jest super facetem, ale ma jedną wadę – nie pogadam z nim o książkach, filmie, modzie. Jest ścisłym umysłem. Mam takiego kolegę, który bardzo lubi takie klimaty i ten kolega ostatnio zaprosił mnie do muzeum. Chętnie bym poszła – ja zobaczę wystawę, mężowi nie będę zawracała głowy. Czy to będzie w porządku?

Maria Rotkiel: Takie pytanie sugeruje, że jakaś część Pani widzi tutaj furtkę do…? Proszę zapytać męża, czy dla niego jest to w porządku, żeby szła Pani z kolegą – jeśli powie, że nie ma sprawy, super.

~tygrysek: Jestem mężatką od 28 lat, spotkałam po 30 latach niewidzenia się swoją pierwszą miłość. Nawiązał się romans. Ja wiedziałam, że kocham męża, ale i tego drugiego również. Mówiłam o tym głośno, on twierdził, że to niemożliwe. Sam po roku powiedział, że kocha i żonę, i mnie. To było coraz gorętsze uczucie, coraz bardziej zabiegał o mnie, aż doszłam do wniosku, że chcę z nim być – i wtedy wyszło na jaw, przestał kochać w sekundzie. A ja… kocham nadam. I wiem jedno: nie można kochać dwóch jednocześnie.

~anoouk: Czy można kochać dwie osoby? Jest to naprawdę możliwe?

Maria Rotkiel: Rzadko się zdarza, że kochamy romantycznie dwie osoby równocześnie, ale przywiązanie czy ogólnie miłość wobec kilku osób jest naturalna, np. miłość wobec obojga rodziców jednocześnie – więc jest to możliwe. Oczywiście na ogół, zakochując się w kimś, zaczynamy skupiać się na tej jednej osobie i nie ma już miejsca na nikogo innego.

Dlatego rzadko zakochujemy się w dwóch osobach, ale zakochanie się w nowej osobie, kiedy jest się do kogoś przywiązanym, zdarza się, choć na ogół jest to krótkotrwała fascynacja, za którą nie musi iść chęć bycia z daną osobą. Jeśli brnie się w nową relację, wybór jest na ogół konieczny i trudny. Więc tak, jest to możliwe, choć są to z reguły uczucia o innej jakości – jedna jest spokojną miłością, a druga namiętna i burzliwa.

~dokad_zmierzaja_mysli: Myślę, że obecne czasy, zwłaszcza w chwili pędu, jakie daje nam życie, dość mocno osłabiają poczucie więzi. To w znaczny sposób pozwala ludziom “rozglądać się”, szukając. Moje pytanie brzmi: co powinienem zrobić, jeśli budzę sie przy kobiecie, którą kocham, czuję ją emocjami, cechami osobowości, a mimo to moje myśli często uciekają w wyobrażenia kogoś zupełnie innego? Miłość przenika, zostają piękne wspomnienia, pamięć buduje w sobie zapamiętanie dla chwil, a te są niesamowitym fundamentem pod przywiązanie, codzienność.

Maria Rotkiel: Jest to zupełnie normalne, że, kochając kogoś, zdarza nam się fantazjować o kimś innym. Nie mamy totalnej kontroli nad własnym umysłem, ale nie jest to sygnał, że nie jesteśmy wystarczająco przywiązani. To romantyczny mit, że, kochając całe życie, myśli się o jednej osobie. W rzeczywistości ludzie fantazjują o innych i dopóki to są tylko fantazje – to wszystko jest w porządku.

sza_: Czy faktycznie istnieje coś takiego jak zjawisko kulturowe: poliamoryści?

Maria Rotkiel: Oczywiście, w niektórych kulturach jest społeczne i religijne przyzwolenie do kochania kilku osób jednocześnie – Islam i społeczeństwa muzułmańskie są tu klasycznym przykładem. Jednak w ramach kultur jest to bardziej rodzące się przywiązanie do wybranej osoby, a nie powodowanie się namiętnościami – czyli wybór kolejnych małżonek i przywiązanie się do nich, a nie zakochiwanie w dziewczynie i małżeństwo. Podstawy emocjonalne są inne niż w kulturach “monogamicznych”.

~nnerinne: Jestem mężatką. Kocham męża, ale kocham też przyjaciela. Co robić, jak się zachowywać? Wiem, że oni obydwoje mnie kochają. Mąż nic nie wie.

Maria Rotkiel: Jeżeli umie Pani zatrzymać miłość wobec przyjaciela na poziomie miłości platonicznej, to nie ma problemu. Jeśli będzie Pani w relacji seksualnej z oboma Panami, to będzie Pani w dużym pomieszaniu. Pytanie, czy chce Pani dokonać wyboru, czy utrzymać obie te relacje na jakimś poziomie? Powinna się Pani nad tym zastanowić, a także nad tym, jak ta sytuacja będzie wyglądać za kilka lat, czy nie utrudni Pani przyjacielowi ułożenia sobie życia? Warto wziąć to wszystko pod uwagę – uczucia męża, uczucia przyjaciela i swoje potrzeby.

~fragola: Spędziłam z partnerem prawie 5 lat burzliwego związku, trzykrotnie się rozstawaliśmy na dłuższe okresy, jednak wciąż wracaliśmy do siebie. Powodem – zarówno kłótni jak i rozstań – były zawsze te same powody. Osiem miesięcy temu poznałam wspaniałego mężczyznę, który potrafi dbać i troszczyć się jak nikt inny. Uważam, że do obydwu czuję wiele i nie potrafię podjąć decyzji.

Maria Rotkiel: Pytanie, z którym mężczyzną stworzy Pani stabilny związek i jakie są koszty (w Pani życiu) burzliwego związku? Chodzi o koszty emocjonalne, wpływ na pracę i relacje z innymi ludźmi. Burzliwe związki bardzo pochłaniają i często nie można się rozwijać, bo związek tak bardzo pochłania naszą uwagę. Takie związki na dłuższą metę są toksyczne.

~kruszynka: A w ogóle to co jest złego w kochaniu dwóch osób jednocześnie? Kobiety mają przyjaciółki, różne: jedną na zakupy, jedną do zwierzeń, jedną do zabawy, a mąż czy partner ma być jeden do wszystkiego?

Maria Rotkiel: W kochaniu nie ma nic złego – dopóki nie pojawia się konieczność wyboru albo działania pod wpływem kochania obu osób nie wychodzą na jaw. Wtedy to już nie jest dobre.

~Magda: Mam 22 lata. Mam chłopaka, którego niewątpliwie kocham. Jednak jest ten drugi – chłopak z dzieciństwa. Bardzo rzadko mamy ze sobą kontakt (niby przyjacielski i do niczego między nami nie doszło, ale pojawiają się pewne podteksty i delikatne wyznania). Czy to możliwe, że uczucie z dzieciństwa przetrwało lata? Czy to tylko złudzenie?

Maria Rotkiel: Więź z dzieciństwa może przetrwać, ale tylko konkretne działania (spotkania, uwodzenie) będą nasilać uczucia. Zatem tu pytanie: czy chce Pani zaangażować się? Czy lepiej wycofać z takiego kontaktu, póki nie jest to jeszcze za trudne?

~Gracjan: Czy można po 21 latach małżeństwa pokochać kobietę i czuć się jak zakochany małolat? Obie kobiety są dla mnie ważne i nie potrafię z żadnej z nich zrezygnować! Męczy mnie taka sytuacja, bo nie lubię kłamać i oszukiwać, ale nie chcę żadnej z nich zranić. Czy to czasem nie jest kryzys wieku średniego?

Maria Rotkiel: Można nawet po 40 latach małżeństwa się zakochać i można obie kobiety kochać – i nie chodzi tu o kryzys wieku średniego, raczej kondycję małżeństwa. Obawiam się, że nie da się takiej sytuacji kontynuować bez zranienia kogoś prędzej czy później. Nawet, jeśli to Pan będzie osobą cierpiącą, rezygnując z któregoś z tych związków.

~basia: Kocham narzeczonego i ostatnio poznałam kolegę, z którym staliśmy się bardzo bliscy – nie w sensie seksualnym. Narzeczony mnie kocha, przyjaciel też – powiedział mi. Przyjaciel jest żonatym mężczyzną i ma dwójkę dzieci. Nie chcę się rozstawać z narzeczonym. Czy z przyjacielem mam zerwać wszelkie kontakty? Zależy mi na tej znajomości z nim, potrzebuję go – czy to w porządku?

Maria Rotkiel: W porządku wobec kogo? Myślę, że w porządku jest zrozumienie swoich potrzeb, ale co z ludźmi zaangażowanymi w tą historię? Czy Pani narzeczony nie zaspokaja Pani potrzeb emocjonalnych? Może warto popracować nad swoim związkiem? I zastanowić się, jaki będzie koszt dla przyjaciela i jego rodziny? Czy on jest gotowy na zmiany w życiu, czy chciałby utrzymywać sytuację. On ma rodzinę, Pani także – i raz na jakiś czas się Państwo spotykają? Czy na taką opcję jest Pani gotowa i na jak długo będzie to Pani wystarczało? I co potem?

~someonev75anu: Czy lepiej iść za głosem serca i dać się ponieść uczuciom, czy wybrać rozsądny związek i spokojną przyszłość?

Maria Rotkiel: Oto jest pytanie. Myślę, że nie da się stworzyć ogólnej recepty. Jest to bardzo indywidualne, w zależności kim się jest, czego się chce, kogo dotyczy wybór i czego się będzie żałować. Jednak wybór całkowicie logiczny – czyli wybór osoby, która jest odpowiednia, ale nie ma w tym wyborze żadnej chemii – rzadko kiedy się sprawdza jako wybór na całe życie. Prędzej czy później pojawi się ktoś, kto tak zakręci w głowie, że logika i wcześniejsze wybory nie będą miały znaczenia. Czyli dobrze, jeśli jest pół serca i pół rozumu w wyborze.

~victoria: Kocham dwóch mężczyzn jednocześnie, nie potrafię dokonać wyboru. Żyję w ogromnym zamieszaniu, lecz każda próba zakończenia jednego z uczuć kończy sie fiaskiem. Prowadzę poniekąd podwójne życie, taka sytuacja trwa już 4 lata. Sytuacja jest o tyle trudna, że ja mam rodzinę i on też. To drugie uczucie pojawiło się niespodziewanie. Zorientowaliśmy się, że nie tylko się lubimy.

Czy to normalne, że mężczyzna mówi i okazuje uczucie, lecz nie potrafi zmienić niczego w swoim życiu, utrzymuje sytuację? Spotykamy się, kiedy możemy, dzwoni do mnie, kiedy tylko się da, ale mówi, że nie może ze mną być z uwagi na dzieci. Mówi również, że może kiedyś. Czy to nie zwykłe wygodnictwo?

Maria Rotkiel: Chyba już słyszałam taką historię, setki razy, i może na te setki tylko kilka zakończyło się dobrze. Czyli spokojnie – na ogół takie relacje trwają latami. Najdłuższy staż, z którym się spotkałam, to było 22 lata w takim związku. I mężczyzna nadal nie był gotowy do zmiany. Jeśli nie podjął decyzji do tej pory, to możliwe, że nigdy tego nie zrobi. Pytanie: jak długo chce Pani czekać. I od tego zależy, co Pani zrobi, ale warto mieć to na uwadze, że on może nigdy nie zmieni tej sytuacji.

Zobacz pełny zapis czata z ekspertką


Data wpisu: 28 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Mamo, chce Ci przedstawić mojego partnera

Jestem młodą mama po raz drugi. Córka ma 14 lat skończone i lubi chłopców i chce się im podobać , ma koleżanki ( jako koleżanki ) i kolegów ( jako kolegów) ,ale twierdzi ,ze na razoe chłopcy jej nie kręcą . I nie dziwię się , mnie w tym wieku też jeszcze nie kręcili. Ale nie o niej chcę pisać , córa jest wg mnie hetero. Ale może jakiś psycholog lub psychiatra tu czasem zagląda i odpowie mi czy 4-latk już można zauważyc symptomy homo?

trans Mamo, chce Ci przedstawić mojego partnera

Więcej…

34904 419179892341 11494607341 4514983 5866536 n 213x300 Mamo, chce Ci przedstawić mojego partnera

kampania ILGA Europe

Mam synka , który właśnie skończył 4 –ry latka i czasami mówię w żartach ,że ma dziwne zachwania czy upodobania. I zawsze podkreślam i wszystkim powtarzam ,że TO JEST MOJE DZIECKO i nie ważne jaką orientację eksualną bedzie miał , to JA I TAK BĘDĘ GO KOCHAŁA. Bo jest ze mnie i z mojej krwi.
Ktoś może powiedzieć ,że jestem durna i nawymyślać mi , ale ja mam takie właśnie podejście do homoseksualizmu. Nikt nie wybiera sobie partnera na złość rodzinie , nikt nie chce nikogo krzywdzić – człowiek rodzi się już z określoną orientacją seksualną.
I jeśli kiedyś mój synek przyjdzie i powie : ” mamo , chce Ci przedstawić mojego partnera ” , to będę dumna z tego ,że wychowałam Go na porządnego człowieka ,który ma szacunek dla matki i siebie , że ma do mnie zufanie i może ze mną swobodnie rozmawiać i nie boi się mojej reakcji na jego zachowanie i chce żebym cały czas aktuwnie uczestniczyła w jego życiu.
A wszystkim kobietom – MATKOM ( podobno matka kocha BEZGRANICZNIE ??? !!! ) , życzę zdrowego podejścia do życia , więcej wiary w swoje dzieci i siebie !!!
I KOBIETY MATKI – OBUDŹĆIE SIĘ !!!! Syn gej czy córka lesbijak a, to nie koniec świata. To niczyja wina , seksualność kształtuje się już w wieku płodowym, więc żadna terapia prychologiczna , tym bardziej katolicka tu nie pomoże.
Pokochajcie swoje dzieci na nowo, tak jak w momencie pojawienia się ich na świecie i przyjmijcie do wiadomości ,że wasz syn kocha faceta na swój sposób , niekoniecznoe tak jak wy byście tego chciały, ale to jego życie i jego wybór.
Pozdrawiam

Zudka


Data wpisu: 24 listopada, 2011 autor wpisu: Zudka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Homoseksualista to normalny człowiek

Łukasz mieszka w dużym mieście i angażuje się w sprawy LGBTQ. Postanowiłam z nim porozmawiać, żeby przekonać się dlaczego ktoś, komu zależy na naszej emancypacji nie uznaje Parady Równości, jak postrzega szanse na związki partnerskie i jak sobie radzi z homofobią. Czas pokazać, że nie tworzymy zwartej grupy i każdy sposób może być dobry, żeby poprawiać naszą sytuację.

565244 76738308 Homoseksualista to normalny człowiekJaki powinien być gej?

Przede wszystkim, gej powinien być odważnym mężczyzną, który twardo stąpa po ziemi i codziennie na nowo wyzbywa się swoich kompleksów. Nie powinien się ukrywać, ale także uciekać w „bycie oryginalnym”, żeby na siłę zostać zauważonym i zaakceptowanym. Spełniać się jako człowiek.

Czy chodzisz na Paradę Równości?

Nie chodzę na Parady Równości ponieważ uważam, że pokazuje skrzywiony obraz rzeczywistości polskich homoseksualistów, robi więcej szkody niż pożytku. Oczywiście – można powiedzieć, że to media kreują wizerunek Parady. Jednak Parada pokazuje to, co chce pokazać, promując to na swoim „czole”. Na przykład – media nie zmusiły w tym roku dwóch panów do założenia obcisłych kostiumów kąpielowych i podskakiwania z burzą tęczowych balonów na samym przedzie. Co to miało wspólnego ze związkami partnerskimi, o które postulowała Parada na ogromnym transparencie, ale już nieco dalej? Nic. Stacje telewizyjne pokazują to, co charakterystyczne i co przyciągnie uwagę widzów, a więc draq queen, panów w kostiumach kąpielowych, platformy z muzyką techno, a na nich pastor z tęczową stułą i politycy. Transparent już niekoniecznie. Gdyby twórcy Parady zaprezentowali kontrowersyjny performens o sytuacji polskich gejów w szpitalach, kiedy jeden z partnerów zaczyna chorować, a drugi nie może być informowany, czasem nawet nie ma prawa go odwiedzać, bo takie jest prawo, to zapewne uruchomiliby dyskusję na ten temat. W wieczornych programach publicystycznych właśnie na to zwrócono by uwagę, nie na „tęczową rewolucję” w rytmach techno. Zainteresowano by się związkami partnerskimi, a być może widzowie zastanowiliby się nad tymi problemami i nad propozycją ich rozwiązania. Przecież o to postuluje Parada, prawda? Niestety – co roku mamy ten sam schemat: platformy sponsorowane przez kluby gejowskie z ogrooooomnymi reklamami sponsorów, opłacone draq queen, podskakujące na obcasach, politycy lewicy podszywający się w obiektywach kamer pod obrońców gejów, a kiedy porozmawia się z nimi na osobności to okazuje się, że tak naprawdę ustawa „wymaga głębokiego przemyślenia”, zaś wprowadzenie świeckiego państwa „jest błędem”. Właśnie to oglądają Polacy w wieczornych serwisach informacyjnych, o tym rozmawiają, wyrabiając sobie zdanie o homoseksualistach. Dopóki Paradą rządzić będzie marketing, pieniądze oraz PR polityczny, dopóty nie warto na nią iść.

Nie da się zmusić społeczeństwa do tolerowania i akceptowania czegoś, co uchodzi za odejście od heteronormy, nie ma sensu z tym walczyć, uważa Łukasz

Czy uważasz, że ustawa o związkach partnerskich jest priorytetowa dla środowiska LGBTQ?

Jak najbardziej. Wraz z moim partnerem jesteśmy obecnie na etapie zakupu mieszkania, będziemy w nie wspólnie inwestować, mamy plany na przyszłość, a jak wiadomo – wszystko może się zdarzyć. Nie chcemy, aby to, co wspólnie budujemy przejął nagle ktoś, kto nie powinien. Mnie osobiście bardzo dotknęła także historia Przemka z Krakowa, którego partnera śmiertelnie potrącił samochód, a któremu nie chciano udzielić w szpitalu żadnych informacji na temat jego stanu zdrowia, bo nie był spokrewniony z pacjentem. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, tego stresu. Polskie prawo trzeba zmienić.

Czy Robert Biedroń i Ania Grodzka są dobrymi reprezentantami naszych interesów?

To trudne pytanie. Jeśli pytasz mnie ogólnie, odpowiem dyplomatycznie, że trzeba poczekać na rezultaty działań podejmowanych w obronie naszych interesów. Jeśli pytasz o chwilę obecną to odpowiedź brzmi: niech zaczną nas w końcu reprezentować zamiast wygrzewać się w świetle jupiterów. Kiedy widzę Biedronia w Sejmie obok Kalisza, w garniturze i ze szmacianą torebką na zakupy z marketu na ramieniu, który przekonuje, że krzyż to zło, a Konwent Seniorów jest „zebraniem najstarszych posłów” to się zastanawiam, po co on tam jest. Bo przecież nie po to, żeby załatwić mi odwiedziny mojego partnera w szpitalu i współdecydowanie o jego leczeniu oraz wspólne rozliczanie. Mniej lansu, więcej działania, choć obawiam się, że w przypadku Anny i Roberta tendencje będą odwrócone.

Walka z heteronormą na co dzień to dla Ciebie jakie zachowania czy sytuacje?

Nie walczę z heteronormami, ponieważ nie przylepiam sobie łatki „jestem gejem”. Nie daję sobie dzikiego przyzwolenia do tego, by żądać tolerancji czy akceptacji mnie, mojej orientacji, mojego związku. Takie przyzwolenie nadają sobie ruchy gejowskie. Ja żądam praw, bo tylko dzięki posiadaniu takich samych praw jak reszta społeczeństwa będę spokojny o przyszłość. Uważam, że akceptacja i tolerancja, o którą walczą stowarzyszenia to rzeczy, które nie poprawią komfortu naszego życia, mojego i mojego partnera. Bo po co mi akceptacja wszystkich Polaków, skoro sąsiedzi z naprzeciwka przynoszą nam klucze do swojego mieszkania przed wyjazdem na urlop i mówią „Panowie, prosimy co jakiś czas zapalić światło i podlewać kwiaty. My wracamy z dziećmi za dwa tygodnie”. To mi wystarczy. Nie da się zmusić społeczeństwa do tolerowania i akceptowania czegoś, co uchodzi za odejście od heteronormy, nie ma sensu z tym walczyć.

1118479 57096606 Homoseksualista to normalny człowiek
pudełka

Zaprzeczasz stereotypowi promiskuitycznego geja – od kilku lat jesteś w stałym związku – nie ciągnie Cię do innych mężczyzn? Nie chcesz otwartego związku?

W tej kwestii mam konserwatywne poglądy i jestem monogamistą.

Czy wierzysz, że można kochać kilka osób jednocześnie i tworzyć z nimi związki?

Nie wierzę w miłość do kilku osób jednocześnie. Nie można dzielić serca na części, zazwyczaj chodzi o seks, pociąg seksualny czy niespełnione napięcie, które celowo nazywamy miłością aby siebie usprawiedliwić. Tak się dzieje zarówno u homo– jaki heteroseksualistów. I tu znowu pojawiają się zw. partnerskie. Brak uregulowań prawnych, czyli tych granic prawnych, które wspierają związek powoduje, że geje i lesbijki sami muszą podtrzymywać granice, zbudowane podczas tworzenia związku. Dlatego związki homo łatwiej się rozpadają, kiedy pojawia się wizja drugiego, trzeciego, czy drugiej i trzeciej. U „heteryków” państwo i Kościół wzmacniają te granice. To powoduje, że po fali pierwszego kryzysu czy przelotnego romansu trudniej podjąć decyzję o rozwodzie, pozostawieniu rodziny. Opinia, że tylko geje i lesbijki tworzą otwarte związki jest błędna. Bo czym są wieloletnie kontakty mężów i żon z kochankami, jeśli nie formą otwartego związku?

Bliższe są Ci ideały lewicowe czy prawicowe, czy jeszcze może jakieś inne?

Zdecydowanie lewicowe. Nigdy nie zagłosowałem na Platformę, ale zdarzyło mi się zagłosować na PiS. Wstydzę się tego do dziś.

Wymuszanie tolerancji i akceptacji poprzez tęczowe parady jest błędem

Twój najlepszy przyjaciel zaczyna się zmieniać aż pewnego dnia oznajmia Ci, że jest w trakcie przyjmowania hormonów, bo chce dokonać korekcji płci. Co czujesz i co odpowiadasz mu na to wyznanie?

Na pewno zdziwienie, ale również podziw, że decyduje się na taki krok. Poznałem osoby trans. W mojej ocenie to osoby bardzo poranione wewnętrznie. Nie chciałbym, żeby on taki był, dlatego postarałbym się być z nim i wspierać go.

Przez pewien czas byłeś wolontariuszem KPH – dlaczego odszedłeś?

Głównym powodem były zamieszki o kierowanie grupą, do której należałem, które pochłaniały w pewnym momencie większą część spotkań. Poza tym, walka o tolerowanie i akceptowanie czegoś, co nigdy nie zostanie zaakceptowane w tym kraju, sposób walki, czyli tęczowe flagi, konferencje, z których nic nie wynikało, rozdawanie prezerwatyw w klubach – w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem ponad to i „nie kręci” mnie to, bo zupełnie się z tym nie zgadzam. Nadal trzymam kciuki za realizację idei, promowanych przez KPH, aczkolwiek w pewnych kwestiach apeluję o nie wypowiadanie się w imieniu całego środowiska homoseksualistów.

Zostajesz zaproszony na debatę o tym co geje i lesbijki powinni robić, żeby żyło się nam lepiej – co powiedziałbyś jako mówca?

Homoseksualizm nie jest łatką, którą można przypinać w celu odróżnienia od reszty społeczeństwa. Homoseksualista to normalny człowiek, który pracuje, zarządza personelem, awansuje, a po pracy robi zakupy, gotuje i spotyka się ze znajomymi, ale także imprezuje, chodzi do kina. W dowolnej kolejności. Łatka „jestem gejem” czy „jestem lesbijką” nie jest do niczego potrzebna. Wymuszanie tolerancji i akceptacji poprzez tęczowe parady jest błędem. Dlatego uważam, że współcześni geje i lesbijki powinni pamiętać, iż mają prawo być wyjątkowi sami w sobie, a mam wrażenie, że panuje jakaś dziwna moda na przyjmowanie pewnych kanonów zachowań, dyktowanych przez tak zwane „środowisko”. To nie jest dobre, bo jeśli w młodości człowiek nie odkryje swojej wyjątkowości to później będzie to już niemożliwe. A podążanie za modą i za środowiskiem w wieku 40 lat jest śmieszne i budzi śmiech, nie tylko mój. Patrz: Jacyków.

Czy spotkałeś się z przejawami homofobii w stosunku do siebie – jeśli tak, to jakimi i jak sobie poradziłeś?

Homofobia była obecna w mojej rodzinie. Poradziłem sobie najlepiej jak mogłem – odciąłem się od tej osoby.


Data wpisu: 18 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czaplicka rusza wyrywać

Od pewnego czasu, ale nie warto się przyznawać jak długo, jestem dostępna na runku nieruchomości, zwanym również rynkiem matrymonialnym (co jest bez sensu, bo przecież żadnego matrymonialu nie będzie, bo prawo tego nie umożliwia). Tak czy siak postanowiłam podzielić się z wami moimi głębokimi, socjologicznymi przemyśleniami na ten trudny i drażliwy temat.Choć wydawać by się mogło, że dwie kobiety i randka to sprawa łatwa i przyjemna – wszak podobne tą są istoty, z tej samej planety, pewnie więc rozumieją się dobrze i szybko, okazuje się, że lesbijska randka to skomplikowana sprawa.

811300 58030171 Czaplicka rusza wyrywać

Lesbijki

Przepraszam, czy to jest randka?

Cześć z was na pewno się oburzy – ale jak to? Przecież wiadomo kiedy coś randką jest, a kiedy nie. Otóż w przypadku dwóch dziewczyn niekoniecznie. Bo jeśli umówią się na piwo do branżowej knajpki to jest to randka czy nie? A kino, jeszcze do tego z branżowym filmem? Ile z was, drogie koleżanki, zapraszanych było na kolacje przy świecach?
Okazuje się nawet, z autopsji Drogie Panie!, że nawet kolejna do łazienki to miejsce potencjalnego flirtu. Sytuacja, jak babcię kocham, mojej znajomej: kolejeczka nad radem do toalety jednego z branżowych klubów, moja znajoma stoi nerwowo przebierając nóżkami. W kierunku drzwi toczy się radośnie opita dziewczyna. Moja znajoma komentuje, że dobry kierunek obrała (jak zawsze pełna koedukacja i nikt się nie przejmuje podziałem na płcie, tak rozwalamy system icon wink Czaplicka rusza wyrywać . Chwila konsternacji radośnie opitej i komentarz, że bardzo dziękuje, ale ona ma dziewczynę.
Jak widać z powyższego przykładu, otwarcie ust wystarczy już, żeby flirt rozpocząć, a od tego już o krok do randki. Jeśli was interesuje coś niecoś więcej, to polecam interesującą lekturę Anatomia randki.

Znajomi znajomych, czyli czyją jest byłą?

Plaga branży – prawie każda jest czyjąś byłą albo niedoszłą. W najlepszym przypadku koleżanką. I kiedy tylko branżowe siostry się zwiedzą, że umawiasz się z kimś (kiedy ustalicie czy to JUŻ randka), od razu prześcigają się w informowaniu Cię o wszystkim, co może być istotne. Często więc znam przebyte choroby, ulubioną pozycję seksualną, strefy erotogenne, wszystkich wcześniejszych partnerów i partnerki oraz bardziej oczywiste – ulubione rzeczy, czego nie lubi i jak ją poderwać.
Chociaż oczywiście to na pewno ułatwia życie i przyśpiesza, to jednak mam poczucie, może całkiem głupie, że po prostu trochę odziera to cały proces odkrywania drugiej osoby z sensu istnienia.

Brak poradnika, czyli jak to się robi?!

Heterycy mają całe półki w księgarniach z poradnikami how to, czyli jak dokonać niemożliwego. Jak poderwać dziewczynę, jak wydać się zajebistym, być jak Don Juan, internetowy podryw, podryw offline, techniki urodzenia, ja Cię kocham, a Ty śpisz i inne. W przypadku branży trzeba zdać się na siebie i swoją intuicję albo na rady swoich znajomych. A jak wiemy każdy ma najlepsze rady, szczególnie, jeśli nie chodzi o niego.
Istnieją, podobno, poradniki za wielkim oceanem. O ich istnieniu wiem, ponieważ zostały skrupulatnie przejrzane i na tej podstawie moja znajoma napisała pracę na temat różnic w poradnikach dla gejów i lesbijek, a poradnikami dla heteryków. Streszczając główne wątki, poradniki miłosne dla mężczyzn kochających mężczyzn zajmują się głównie problemami w związkach, utrzymaniem relacji oraz pielęgnowaniem uczucia. Tymczasem poradniki lesbijskie zaczynają się zwykle od słów: „wyjdź z domu i…” . Tak, Drogie Koleżanki – naszym największym problemem jest: gdzie do cholery znaleźć dziewczynę?!

No właśnie, skąd się bierze dziewczynę?

Istnieje kilka miejsc, gdzie warto poszukać. Najprościej iść do klubu, branżowego rzecz jasna. Na szczęście, jeśli będą tam dziewczyny, a nie będzie ich za dużo, poza nielicznymi wyjątkami (jak we Wrocławiu), większość miast cierpi na niedobór klubów i imprez kobiecych… więc na szczęście jak już będą, będą raczej wolne i samotne, tak jak my. Jedna z moich znajomych zdiagnozowała, że większość par, które idą razem na imprezę, zwykle kończą ją z nowymi dziewczynami (może coś w tym jest). W każdym razie większość lesbijek kiedy już się sparuje postanawia zostać w domu z kotem i Żoną przed telewizorem.
Często jednak przedstawicielki płci pięknej spotkane nawet po kilku piwach nie spełniają naszych oczekiwań, a może nasza okolica nie posiada zbyt dużej ilości miejsc odwiedzanych przez lesbijki – wtedy czas sięgnąć do kolejnego miejsca, jakim jest baza teleadresowa naszych znajomych. Nasze przyjaciółki i koleżanki prędzej czy później znajdują wśród swoich znajomych jakąś samotną Amazonkę, z którą mogą nas umówić na randkę w ciemno (tak, wtedy to JEST randka).
Czasem jednak klubu nie ma, znajome same heteryczki a my siedzimy w szafie, krótko mówiąc znikąd pomocy. Wtedy zostaje stary (chociaż nowy) i dość niezawodny sposób zwany potocznie internetem. Stron dla nas jest niemało, a większość posiada sekcję randkowo-ogłoszeniowo-dającą nadzieję. Nie wiem jak działa na znajdowanie dziewczyny, ale na pewno można znaleźć cudowną przyjaciółkę na całe życie (tu pozdrawiam Gosię icon wink Czaplicka rusza wyrywać .

Skutecznym sposobem, o ile mi wiadomo, jest też rozglądanie się dookoła siebie. Trudno mi powiedzieć jakie są szanse, że mamy dookoła siebie lesbijki, ale wiem na pewno, że zasada: nie ma heteryczek, są tylko źle poderwane (w angielskiej wersji straight until wet) ma sporo racji istnienia. Nasze prowadzące zajęcia i studentki, szefowe i koleżanki z pracy, sąsiadki, ale też panie ze sklepu czy innych punktów usługowych – każda z nich może być potencjalną kochanką/dziewczyną/ukochaną.

Kto płaci?, czyli role genderowe i klops

W idealnym świecie łatwo poznajemy Panią Właściwą, umawiamy się z nią na randkę, którą obie uznajecie za randkę, macie jeszcze jakieś tematy do rozmów i właśnie zmierzacie ku sobie, żeby się przywitać. Jak się przywitać? Podanie ręki czy buziak w policzek (i czy całować policzek czy w powietrzu?). Która z was pierwsza przechodzi przez drzwi? Kto zamawia i kto płaci? W świecie heteryków mamy samca alfę, który ogarnia wszystkie te kwestie i adoruje swoją samicę, a ona łaskawie leży, pachnie i roztacza inne swoje wdzięki doceniając starania samca. A w przypadku lesbijek co? A nie daj Boże spotkają się jeszcze dwie z tych, co to socjalizowane były do bycia uległymi i wtedy to już totalny klops, bo żadna nie ogarnia tematu i czeka na drugą.
Moją radą na tego typu problemy jest: ograniczać problemy do minimum. Ominiecie problem drzwi i płacenia idąc na spacer, zamiast coś zjeść czy do kina. Problemu powitania ominąć się nie da, ale można poczekać na reakcję drugiej strony. Jeśli nic się nie zadzieje – podejmujecie decyzję i modlicie się, że była słuszna. Zawsze też można skorzystać z głuchego telefonu psiapsiółek i koleżanek, które chętnie doradzą albo powiedzą jak ona lubi (się witać).

Powyższa lista nie obejmuje wszelkich problemów, ale jest pewną próbą chwycenia byka za rogi. Na pewno każda z was ma jeszcze jakieś pomysły/sugestie i problemy. Zapraszam do dzielenia się – chętnie pozbieram materiał na następny artykuł.
Na koniec życzę owocnych łowów w poszukiwaniu miłości i Tej Właściwej. Kochajmy się! (ale tak osobno icon wink Czaplicka rusza wyrywać


Data wpisu: 12 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

„A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

Dziś w cyklu wywiadów rozmawiamy z Kasią Bienias, koordynatorką KPH Zielona Góra, która w roku Anno Domini 2011 startowała z listy Ruchu Palikota do Sejmu. Zapytaliśmy ją o życie w mniejszym mieście, czy związki partnerskie są dla niej ważne i po co w ogóle angażować się w kwestie LGBTQ.

Jeżeli my sami nie zabierzemy się za działanie na rzecz swoich praw, nikt tego za nas nie zrobi, mówi Kasia Bienias

IMG 9322 200x300 „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

IMG_9322

Od jak dawna jesteś koordynatorką KPH Zielona Góra?

Koordynacją zajęłam się niemal od samego początku, czyli od września 2009 roku. Początki naszej KPH to samoorganizowanie się, szukanie ludzi do działania, lokalu, współpracy. To czas, w którym poznawaliśmy teorię, wkraczaliśmy w świat organizacji pozarządowych.

Skąd w ogóle pomysł, żeby się tym zająć?

Na jednym z portali LGBTQ pojawiła się informacja o możliwości otwarcia oddziału Kampanii w swoim mieście. Niewiele się zastanawiałam. Wysłałam maila pod wskazany adres i po trzech miesiącach w Zielonej Górze odbyło się spotkanie założycielskie z przedstawicielkami Zarządu KPH. Wcześniej rozmawialiśmy dużo o tym, że środowisko LGBTQ w naszym mieście nie ma miejsca do integracji. Dotychczas organizowaliśmy „zloty”, ale z czasem i to przestawało spełniad swoją funkcję. Potrzebowaliśmy świeżości, pomysłów, możliwości ich realizacji. Chcieliśmy czegoś więcej. Można powiedzied, że KPH „spadła nam z nieba” icon wink „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

W Gazecie Wyborczej ukazał się swego czasu artykuł o KPH, w którym były Twoje wypowiedzi i byłaś na zdjęciu – jakie były reakcje ludzi po publikacji?

Głosy podziwu i wsparcia płynęły z każdej strony. 

Tak, to prawda, ukazało się kilka artykułów. Pierwszy z nich dotyczył samego powstania KPH w Zielonej Górze. Wraz z rozwojem KPH i ogólnopolskim programem „Razem Bezpieczniej” Lubuskie pozyskało wojewódzką asystentkę ds. przestępstw z nienawiści, którą jestem. To sprawiło, że ludzie zaczęli interesować się naszą działalnością bardziej. Częściej pisali, zaglądali na spotkania, kontaktowali się z nami na różne sposoby. To bardzo pomogło. Staliśmy się bardziej wiarygodni. Kiedy w kwietniu organizowaliśmy I Dzień Milczenia, doszło do niebezpiecznych sytuacji, w których osobiście obawialiśmy się o swoje bezpieczeństwo. Z pomocą również przyszła Gazeta Wyborcza, dość obszernie opisując całe zajście. Pamiętam, że odezwali się prawnicy z całej Polski, organizacje działające na rzecz praw człowieka. Głosy podziwu i wsparcia płynęły z każdej strony. Kto jeszcze wtedy nie słyszał o zielonogórskiej KPH, z pewnością po tych wydarzeniach wie, że jesteśmy także w Zielonej Górze.

Dlaczego zdecydowałaś się startować z listy Ruchu Palikota?

Ruch Palikota pojawił się nagle. Wcześniej bacznie obserwowałam jego rozwój, ale nie działałam czynnie. Sympatyzowałam. Kiedy pojawiła się możliwość startu, nie zastanawiałam się długo. Dostałam 4 miejsce na lubuskiej liście i dość poważnie podeszłam do tematu. Przyznam, że postulaty Ruchu przypadły mi do gustu, w całości pokrywały się z moimi poglądami na sprawy społeczne, polityczne i światopoglądowe. No i to rozczarowanie polityką SLD…

Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się kandydowad do Sejmu?

Od zawsze interesowałam się tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Wynikało to z wielu przesłanek. Przede wszystkim dom, w którym była ona obecna od zawsze. Długie rozmowy, czasami światopoglądowe spory. Szkolne dyskusje, olimpiady. W końcu przyszedł czas wyboru – jakie studia? Pomyślałam „a może politologia?”… i tak już zostało. I ten nieszczęsne wybory parlamentarne z 2005 roku. To chyba wtedy dostałam takiego porządnego „kopa” do działania. Jeżeli my sami nie zabierzemy się za działanie na rzecz swoich praw, nikt tego za nas nie zrobi.

Bunja3 248x300 „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

Bunja3

Od dawna jesteś w szczęśliwym związku, czy związki partnerskie są dla Ciebie ważne, a jeśli tak, to dlaczego?

Oczywiście! Związki partnerskie są dla mnie priorytetem. Zarówno pary hetero-, jak i homoseksualne, które pozostają w konkubinacie, powinny mieć takie same prawa majątkowe i podatkowe jak małżeńskie. Pary homoseksualne nie mają dotychczas żadnych możliwości regulacji relacji prawnych, ale i osoby pozostające w związkach heteroseksualnych nie zawsze decydują się na małżeństwo – czy to ze względów obyczajowych, nieuregulowanych praw majątkowych, w trosce o dzieci z poprzednich związków. Związki partnerskie zapewniają większą ochronę obojga partnerów oraz ich dzieci.

Jak żyje się komuś, kto nie mieszka w dużym mieście i jest LGBTQ?

W małym miasteczku ciężko o anonimowośd. Brakuje zintegrowanego środowiska, które ma swoje miejsce na mapie miasta. LGBTQ nie zastanawiają się, czy pójść na imprezę kobiecą do klubu gayfriendly, czy wybrad się na seminarium dotyczące biseksualności na tutejszym uniwersytecie. Dlaczego? Takiego wyboru po prostu nie ma. I nie dlatego, że środowisko nie ma inicjatyw, ale dlatego, że realizacja pomysłów jest nieco trudniejsza i niekoniecznie może się udać – na przykładową projekcję filmową ludzie muszą nie bać się przyjść. Trochę inaczej wygląda sprawa z imprezami – mają powodzenie, jeżeli są zamknięte i LGBTQ będą czud się na nich bezpiecznie. To właśnie w małych miastach widoczny jest niski poziom poszanowania wolności drugiego człowieka i tolerancji. Czasami wystarczy samo użycie słowa „homoseksualizm”, żeby wywołać u rozmówcy paraliż narządów mowy, lub wzrost adrenaliny. To choroba. Choroba, która nazywa się homofobią, jej objawy są dla LGBTQ bardzo uciążliwe. Tym bardziej, im mniejsze jest miasto, niestety.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy powinnyśmy być równi. Przecież to takie proste!

Co robisz na co dzieo (kiedy nie walczysz o lepsze jutro)?

Ostatnio pracuję w domu. Piszę. Oprócz bycia politolożką, jestem także fryzjerką – tę pasję także wykorzystuję na co dzieło. A kiedy nie pracuję, to zaglądam do książek. Czytam, pogłębiam swoją wiedzę, poszerzam zainteresowania. Spotykam się z przyjaciółmi, wtedy wspólnie planujemy, zastanawiamy się, co można jeszcze zrobić, co zorganizować.

Dlaczego warto angażować się w walkę o prawa LGBTQ?

Tak, jak powiedziałam wcześniej: jeżeli sami nie zabierzemy się do pracy, naszych spraw nikt za nas nie załatwi. Kończy się czas biernego przyglądania, jako ruch LGBTQ rośniemy w siłę. Wystarczy zobaczyć, jak zmieniała się Polska przez ostatnie dziesięciolecie. Idziemy do przodu i dzięki tej tęczowej determinacji, coś zaczyna się dziad. To pokazuje, że polityka małych kroczków jest znakomitym rozwiązaniem dla naszej sprawy. Warto angażować się w walkę o prawa człowieka. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy powinnyśmy być równi. Przecież to takie proste!

Powiedz coś o sobie w jednym zdaniu.

„A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”.

Dzięki za wywiad!


Data wpisu: 11 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Rozdźwięk pomiędzy K i M — Dieter van Tease

Wśród nas jest wiele osób, które są utalentowane, interesujące i mają szanse na karierę (przynajmniej na naszym podwórku). Ostatnio rozmawialiśmy z Marishą, tym razem do rozmowy zaprosiliśmy drag king Dieter van Tease, czyli na codzień Edytę Edie Maciejewską. O różnicy między postacią sceniczną a rzeczywistą osobą, o jej sławie i po co być drag kingiem.
[pullquote] Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba, mówi Edyta/Dietter.[/pullquote]

Dawno, dawno temu mała Edyta lubiła bawić się…?
Szmacianymi lalkami. Miałam trzy takie duże, które tylko twarze miały plastikowe. Była też krakowianka wypełniona trocinami. Strasznie się z niej sypało. Nawet kiedy już dostałam lalkę Barbie – taką oryginalną Mattel, to i tak wolałam szmacianki. Fakt– Barbie nie była taka, jak bym chciała. Była brunetką w kowbojskim stroju, a ja marzyłam o blondynce w różowej sukience. To chyba bardziej pasuje do wspomnień Drag Queen <uśmiech>.blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

267701 10150312355363488 767508487 9450822 2587626 n 300x225 Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Edyta Edie Maciejewska

Sukienki czy spodnie?
Sukienki! Rzadko chodzę w spodniach i nie mam zbyt wielu par. Uważam, że w sukienkach czy spódnicach inaczej się poruszam i zwyczajnie lepiej się prezentuję. Poza tym lubię ten kontrast pomiędzy Edytą a Dieterem. Edyta raczej nie jest butch. blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease


Pierwsza przygoda z dragiem była na Queer Studies?

Nie do końca… Warsztaty Drag w ramach QS, które prowadziła Ania Świrek, zbiegły się w czasie z warsztatami w ramach projektu Razem Bezpieczniej, którego jestem częścią. Dopiero później, przeczytałam wiadomość na grupie QS, że Ania potrzebuje wsparcia na scenie podczas występu na imprezie organizowanej przez portal Kobiety Kobietom. Spotkałyśmy się kilka razy i wystąpiłyśmy z trzema innymi Drag Kingami, z czego dla dwóch, był to także debiut.

Jara Cię przebieranie się za faceta?
Jarają mnie występy. Jara mnie przebieranie się. Bycie facetem na scenie, daje mi satysfakcję. Czuję, że gram na nosie systemowi – pieczołowicie pielęgnowanej przez moich rodziców, otoczenie, media konstrukcji kobiecości. Jestem kobietą, nakładam męski strój i zarost – jestem prototypem mężczyzny, który w interakcji z publicznością ma poczucie, że tak właśnie czuje się “prawdziwy” mężczyzna. Fascynuje mnie drag – możliwość wielokrotnego nakładania tożsamości, zmian postaci na scenie. To tak jak mieć loft i robić z nim, co tylko się chce. Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba. Raz jestem hip hopowcem, raz mafioso, kobietą, mężczyzną, postacią androgyniczną. Jestem Sidneyem Polakiem i postacią a’la Jezus.

Skąd sceniczny pseudonim?
Dita Von Teese – to akurat proste.
Poza tym Dieter brzmi trochę rubasznie, wulgarnie, jak z filmów dla dorosłych.
Van – jak ciężarówka, ale to też część nazwiska, jak u malarzy flamandzkich. Można to też uprościć – holendersko <uśmiech>
Tease – od angielskiego “teasing”, czyli zaczepianie, igranie, flirt z publicznością, ale też “dokuczanie” orędownikom heteronormatywności.

302284 300468333303967 254205427930258 1431719 660496006 n 300x199 Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease
Dieter van Tease

Na koncie masz już kilka występów, prawda?
Kilka… W sumie wiele, biorąc pod uwagę tak krótki czas. Występowałam w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Zielonej Górze i… Bernie w ramach Dragnite. Poznałam wtedy Bridge Markland – dragowe guru.

Starasz się ukrywać swoje “drugie wcielenie”, czy wręcz przeciwnie – chwalisz się nim?
Mam stronę na Facbooku. Ani nie ukrywam, ani się nie chwalę. Do pracy raczej maluję rzęsy, a nie doklejam wąsy<śmiech>. Inna sprawa, że nawet bezpośrednio po występie, ludzie często mnie nie rozpoznają. To też pokazuje, jak wiele znaczą długie włosy jako atrybut kobiecości. Kiedy ukrywam je pod np. czapką albo peruką, amputuję część osoby płci żeńskiej. Im więcej stereotypowo kobiecych cech, tym większy rozdźwięk pomiędzy K i M we mnie. Publiczność to docenia. Po występach, w przeciwieństwie do innych Drag Kingów, raczej nie jestem zaczepiana. Może teraz to się zmieni <uśmiech>.

Zapewne masz w zanadrzu jakąś wesołą historię…
Cały ten mój drag to jest wesoła historia. Mam sporo dystansu do siebie. Nie przeszkadza mi, że pani w second – handzie dziwnie na mnie patrzy, kiedy przymierzam męskie koszule. W innym ciucholandzie, pani od razu wręczyła kartę rabatową, kiedy usłyszała, że dres, który u niej kupiłam, będzie “na scenie”. W kalendarzu zapisała sobie czas i miejsce najbliższego występu. To było miłe i… naprawdę zabawne, kiedy tak oczywistym był kompletny brak wiedzy na temat Drag Kings. Zarzuciłam próbę podania definicji – uznałam, że dowie się, jeśli przyjdzie na występ. blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Na Festiwalu Równe Prawa do Miłości pokazywany będzie film o dragach, w którym również występujesz. Czujesz się już sławna?
Niesamowite, jak wiele się dzieje wokół mnie, od kiedy zaczęłam występować. Wiele zawdzięczam sławnym koleżankom, które dragiem zajmują się już od dawna. DK Tivv i DK Morfi to profesjonaliści blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease Nie czuję się sławna, może trochę bardziej rozpoznawalna w społeczności LGBTQ .blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Plany na przyszłość?
Jako Edyta mam ich wiele, nie będę zdradzać, żeby nie zapeszać. Jako Dieter – będę dążyć do oswojenia ludzi z dragiem, ośmielić do eksperymentowania, otworzyć na inność.

Jaki jest Dieter?
Wulgarny, obleśny, szowinista. Jest też luzakiem, ale ma porządek w szafie. Zwierzę sceniczne z parciem na szkło. Potrafi jednak być czarujący. Czaruje pewnością siebie i bezpośredniością.

Jaka jest Edyta?
Spóźnialska, egoistyczna, złośliwa.
Towarzyska, racjonalna, asertywna.

Dzięki za wywiad! 


Data wpisu: 4 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe