Archiwum dla kategorii: ‘Wywiady’

Wywiad z Tucky Williams

Oto wywiad z Tucky Williams – jedną z głównych bohaterek serialu Girl/Gilr Scene. O tym jak powstał serial, co jeszcze nas czeka i czy trudno znaleźć aktorów do takiej produkcji.


426  320x240 casie fence big Wywiad z Tucky Williams

MW: Przedstaw się proszę…

TW: Nazywam się Tucky.  Jestem pisarką, aktorką i nauczycielką jogi. Mam serial internetowy, który nazywa się Girl/Girl Scene. Lubię medytować, pisać do 4 rano i spędzać czas z rodzicami.

 

MW: Jak wpadłaś na pomysł Girl/Girl Scene ?

TW: Mój znajomy Nic Brown zachęcił mnie do napisania pilotowego odcinka. Zrobiłam to, a potem znaleźliśmy Erica Buttsa, który został reżyserem.

 

MW: A o czym jest serial?

TW: O świetnym życiu lesbijek, kochaniu i uprawianiu seksu w Lexington, Ky [w USA].

 

MW: Opowiedz co czułaś podczas produkcji pierwszego odcinka.

TW: Drżenie.  Nie wiedziałam co to jest ani dokąd zmierza. Pisano o nas zanim zaczęliśmy tworzyć pierwszy odcinek, więc czułam coś, co nazwałabym zdrową dozą stresu i entuzjazmu.

 

209970 218494091495480 218493678162188 935751 6085590 o Wywiad z Tucky Williams

MW: Teraz szykujecie się do 8 odcinka. Uczucia są inne?

TW: Zbyt fajnie, żeby to była prawda. Wydaje mi się, że to sen. To szalone – wyobraź sobie najfajniejszą rzecz, najbardziej spełniającą Twoje marzenia. Teraz sobie wyobraź, że pracujesz na nią ciężko i kochasz każdą minutę tej pracy, a potem się okazuje, że to… wszystko wychodzi. Właśnie tak się czuję.

 

MW: Ile będzie w sumie odcinków pierwszego sezonu?

TW: Osiem po 45 minut.

 

MW: Trudno było znaleźć aktorów i aktorki do pierwszego sezonu?

TW: Bardzo! Mam szczęście, że znalazłam tylu wspaniałych i utalentowanych aktorów, którzy stanowią naszą ekipę. Musiałam spędzić wiele nocy szukając aktorów i wysyłając naszą propozycję. Większość talentów znałam już z horrorów.

 

MW: Macie już plany na sezon drugi?

TW: Mam, ale to na razie tajemnica. Wiem ogólnie co będzie się działo i dokąd zmierza cała historia. Będzie kilka niespodzianek.

 

MW: Od kiedy będziemy mogli kupić serial na DVD i Blu-Ray?

TW: Pewnie na początku 2012.

 

MW: Do tego czasu możemy zobaczyć serial gdzie?

TW: www.GirlGirlScene.com www.girlgirlscene.blip.tv

 

MW: Czy można publikować linki do serialu na swoich stronach?

TW: Jasne, że tak.

 

MW: Coś na zakończenie?

TW: Nigdy nie brałam narkotyków. Kiedykolwiek. Ale jestem lesbijką. Ta część, jest prawdziwa.

Wywiad przeprowadził Michael Wilkerson

http://blastzoneonline.wordpress.com/2011/11/14/follow-up-interview-of-the-web-tv-show-girlgirl-scene/


Data wpisu: 22 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Homoseksualista to normalny człowiek

Łukasz mieszka w dużym mieście i angażuje się w sprawy LGBTQ. Postanowiłam z nim porozmawiać, żeby przekonać się dlaczego ktoś, komu zależy na naszej emancypacji nie uznaje Parady Równości, jak postrzega szanse na związki partnerskie i jak sobie radzi z homofobią. Czas pokazać, że nie tworzymy zwartej grupy i każdy sposób może być dobry, żeby poprawiać naszą sytuację.

565244 76738308 Homoseksualista to normalny człowiekJaki powinien być gej?

Przede wszystkim, gej powinien być odważnym mężczyzną, który twardo stąpa po ziemi i codziennie na nowo wyzbywa się swoich kompleksów. Nie powinien się ukrywać, ale także uciekać w „bycie oryginalnym”, żeby na siłę zostać zauważonym i zaakceptowanym. Spełniać się jako człowiek.

Czy chodzisz na Paradę Równości?

Nie chodzę na Parady Równości ponieważ uważam, że pokazuje skrzywiony obraz rzeczywistości polskich homoseksualistów, robi więcej szkody niż pożytku. Oczywiście – można powiedzieć, że to media kreują wizerunek Parady. Jednak Parada pokazuje to, co chce pokazać, promując to na swoim „czole”. Na przykład – media nie zmusiły w tym roku dwóch panów do założenia obcisłych kostiumów kąpielowych i podskakiwania z burzą tęczowych balonów na samym przedzie. Co to miało wspólnego ze związkami partnerskimi, o które postulowała Parada na ogromnym transparencie, ale już nieco dalej? Nic. Stacje telewizyjne pokazują to, co charakterystyczne i co przyciągnie uwagę widzów, a więc draq queen, panów w kostiumach kąpielowych, platformy z muzyką techno, a na nich pastor z tęczową stułą i politycy. Transparent już niekoniecznie. Gdyby twórcy Parady zaprezentowali kontrowersyjny performens o sytuacji polskich gejów w szpitalach, kiedy jeden z partnerów zaczyna chorować, a drugi nie może być informowany, czasem nawet nie ma prawa go odwiedzać, bo takie jest prawo, to zapewne uruchomiliby dyskusję na ten temat. W wieczornych programach publicystycznych właśnie na to zwrócono by uwagę, nie na „tęczową rewolucję” w rytmach techno. Zainteresowano by się związkami partnerskimi, a być może widzowie zastanowiliby się nad tymi problemami i nad propozycją ich rozwiązania. Przecież o to postuluje Parada, prawda? Niestety – co roku mamy ten sam schemat: platformy sponsorowane przez kluby gejowskie z ogrooooomnymi reklamami sponsorów, opłacone draq queen, podskakujące na obcasach, politycy lewicy podszywający się w obiektywach kamer pod obrońców gejów, a kiedy porozmawia się z nimi na osobności to okazuje się, że tak naprawdę ustawa „wymaga głębokiego przemyślenia”, zaś wprowadzenie świeckiego państwa „jest błędem”. Właśnie to oglądają Polacy w wieczornych serwisach informacyjnych, o tym rozmawiają, wyrabiając sobie zdanie o homoseksualistach. Dopóki Paradą rządzić będzie marketing, pieniądze oraz PR polityczny, dopóty nie warto na nią iść.

Nie da się zmusić społeczeństwa do tolerowania i akceptowania czegoś, co uchodzi za odejście od heteronormy, nie ma sensu z tym walczyć, uważa Łukasz

Czy uważasz, że ustawa o związkach partnerskich jest priorytetowa dla środowiska LGBTQ?

Jak najbardziej. Wraz z moim partnerem jesteśmy obecnie na etapie zakupu mieszkania, będziemy w nie wspólnie inwestować, mamy plany na przyszłość, a jak wiadomo – wszystko może się zdarzyć. Nie chcemy, aby to, co wspólnie budujemy przejął nagle ktoś, kto nie powinien. Mnie osobiście bardzo dotknęła także historia Przemka z Krakowa, którego partnera śmiertelnie potrącił samochód, a któremu nie chciano udzielić w szpitalu żadnych informacji na temat jego stanu zdrowia, bo nie był spokrewniony z pacjentem. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, tego stresu. Polskie prawo trzeba zmienić.

Czy Robert Biedroń i Ania Grodzka są dobrymi reprezentantami naszych interesów?

To trudne pytanie. Jeśli pytasz mnie ogólnie, odpowiem dyplomatycznie, że trzeba poczekać na rezultaty działań podejmowanych w obronie naszych interesów. Jeśli pytasz o chwilę obecną to odpowiedź brzmi: niech zaczną nas w końcu reprezentować zamiast wygrzewać się w świetle jupiterów. Kiedy widzę Biedronia w Sejmie obok Kalisza, w garniturze i ze szmacianą torebką na zakupy z marketu na ramieniu, który przekonuje, że krzyż to zło, a Konwent Seniorów jest „zebraniem najstarszych posłów” to się zastanawiam, po co on tam jest. Bo przecież nie po to, żeby załatwić mi odwiedziny mojego partnera w szpitalu i współdecydowanie o jego leczeniu oraz wspólne rozliczanie. Mniej lansu, więcej działania, choć obawiam się, że w przypadku Anny i Roberta tendencje będą odwrócone.

Walka z heteronormą na co dzień to dla Ciebie jakie zachowania czy sytuacje?

Nie walczę z heteronormami, ponieważ nie przylepiam sobie łatki „jestem gejem”. Nie daję sobie dzikiego przyzwolenia do tego, by żądać tolerancji czy akceptacji mnie, mojej orientacji, mojego związku. Takie przyzwolenie nadają sobie ruchy gejowskie. Ja żądam praw, bo tylko dzięki posiadaniu takich samych praw jak reszta społeczeństwa będę spokojny o przyszłość. Uważam, że akceptacja i tolerancja, o którą walczą stowarzyszenia to rzeczy, które nie poprawią komfortu naszego życia, mojego i mojego partnera. Bo po co mi akceptacja wszystkich Polaków, skoro sąsiedzi z naprzeciwka przynoszą nam klucze do swojego mieszkania przed wyjazdem na urlop i mówią „Panowie, prosimy co jakiś czas zapalić światło i podlewać kwiaty. My wracamy z dziećmi za dwa tygodnie”. To mi wystarczy. Nie da się zmusić społeczeństwa do tolerowania i akceptowania czegoś, co uchodzi za odejście od heteronormy, nie ma sensu z tym walczyć.

1118479 57096606 Homoseksualista to normalny człowiek
pudełka

Zaprzeczasz stereotypowi promiskuitycznego geja – od kilku lat jesteś w stałym związku – nie ciągnie Cię do innych mężczyzn? Nie chcesz otwartego związku?

W tej kwestii mam konserwatywne poglądy i jestem monogamistą.

Czy wierzysz, że można kochać kilka osób jednocześnie i tworzyć z nimi związki?

Nie wierzę w miłość do kilku osób jednocześnie. Nie można dzielić serca na części, zazwyczaj chodzi o seks, pociąg seksualny czy niespełnione napięcie, które celowo nazywamy miłością aby siebie usprawiedliwić. Tak się dzieje zarówno u homo– jaki heteroseksualistów. I tu znowu pojawiają się zw. partnerskie. Brak uregulowań prawnych, czyli tych granic prawnych, które wspierają związek powoduje, że geje i lesbijki sami muszą podtrzymywać granice, zbudowane podczas tworzenia związku. Dlatego związki homo łatwiej się rozpadają, kiedy pojawia się wizja drugiego, trzeciego, czy drugiej i trzeciej. U „heteryków” państwo i Kościół wzmacniają te granice. To powoduje, że po fali pierwszego kryzysu czy przelotnego romansu trudniej podjąć decyzję o rozwodzie, pozostawieniu rodziny. Opinia, że tylko geje i lesbijki tworzą otwarte związki jest błędna. Bo czym są wieloletnie kontakty mężów i żon z kochankami, jeśli nie formą otwartego związku?

Bliższe są Ci ideały lewicowe czy prawicowe, czy jeszcze może jakieś inne?

Zdecydowanie lewicowe. Nigdy nie zagłosowałem na Platformę, ale zdarzyło mi się zagłosować na PiS. Wstydzę się tego do dziś.

Wymuszanie tolerancji i akceptacji poprzez tęczowe parady jest błędem

Twój najlepszy przyjaciel zaczyna się zmieniać aż pewnego dnia oznajmia Ci, że jest w trakcie przyjmowania hormonów, bo chce dokonać korekcji płci. Co czujesz i co odpowiadasz mu na to wyznanie?

Na pewno zdziwienie, ale również podziw, że decyduje się na taki krok. Poznałem osoby trans. W mojej ocenie to osoby bardzo poranione wewnętrznie. Nie chciałbym, żeby on taki był, dlatego postarałbym się być z nim i wspierać go.

Przez pewien czas byłeś wolontariuszem KPH – dlaczego odszedłeś?

Głównym powodem były zamieszki o kierowanie grupą, do której należałem, które pochłaniały w pewnym momencie większą część spotkań. Poza tym, walka o tolerowanie i akceptowanie czegoś, co nigdy nie zostanie zaakceptowane w tym kraju, sposób walki, czyli tęczowe flagi, konferencje, z których nic nie wynikało, rozdawanie prezerwatyw w klubach – w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem ponad to i „nie kręci” mnie to, bo zupełnie się z tym nie zgadzam. Nadal trzymam kciuki za realizację idei, promowanych przez KPH, aczkolwiek w pewnych kwestiach apeluję o nie wypowiadanie się w imieniu całego środowiska homoseksualistów.

Zostajesz zaproszony na debatę o tym co geje i lesbijki powinni robić, żeby żyło się nam lepiej – co powiedziałbyś jako mówca?

Homoseksualizm nie jest łatką, którą można przypinać w celu odróżnienia od reszty społeczeństwa. Homoseksualista to normalny człowiek, który pracuje, zarządza personelem, awansuje, a po pracy robi zakupy, gotuje i spotyka się ze znajomymi, ale także imprezuje, chodzi do kina. W dowolnej kolejności. Łatka „jestem gejem” czy „jestem lesbijką” nie jest do niczego potrzebna. Wymuszanie tolerancji i akceptacji poprzez tęczowe parady jest błędem. Dlatego uważam, że współcześni geje i lesbijki powinni pamiętać, iż mają prawo być wyjątkowi sami w sobie, a mam wrażenie, że panuje jakaś dziwna moda na przyjmowanie pewnych kanonów zachowań, dyktowanych przez tak zwane „środowisko”. To nie jest dobre, bo jeśli w młodości człowiek nie odkryje swojej wyjątkowości to później będzie to już niemożliwe. A podążanie za modą i za środowiskiem w wieku 40 lat jest śmieszne i budzi śmiech, nie tylko mój. Patrz: Jacyków.

Czy spotkałeś się z przejawami homofobii w stosunku do siebie – jeśli tak, to jakimi i jak sobie poradziłeś?

Homofobia była obecna w mojej rodzinie. Poradziłem sobie najlepiej jak mogłem – odciąłem się od tej osoby.


Data wpisu: 18 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

„A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

Dziś w cyklu wywiadów rozmawiamy z Kasią Bienias, koordynatorką KPH Zielona Góra, która w roku Anno Domini 2011 startowała z listy Ruchu Palikota do Sejmu. Zapytaliśmy ją o życie w mniejszym mieście, czy związki partnerskie są dla niej ważne i po co w ogóle angażować się w kwestie LGBTQ.

Jeżeli my sami nie zabierzemy się za działanie na rzecz swoich praw, nikt tego za nas nie zrobi, mówi Kasia Bienias

IMG 9322 200x300 „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

IMG_9322

Od jak dawna jesteś koordynatorką KPH Zielona Góra?

Koordynacją zajęłam się niemal od samego początku, czyli od września 2009 roku. Początki naszej KPH to samoorganizowanie się, szukanie ludzi do działania, lokalu, współpracy. To czas, w którym poznawaliśmy teorię, wkraczaliśmy w świat organizacji pozarządowych.

Skąd w ogóle pomysł, żeby się tym zająć?

Na jednym z portali LGBTQ pojawiła się informacja o możliwości otwarcia oddziału Kampanii w swoim mieście. Niewiele się zastanawiałam. Wysłałam maila pod wskazany adres i po trzech miesiącach w Zielonej Górze odbyło się spotkanie założycielskie z przedstawicielkami Zarządu KPH. Wcześniej rozmawialiśmy dużo o tym, że środowisko LGBTQ w naszym mieście nie ma miejsca do integracji. Dotychczas organizowaliśmy „zloty”, ale z czasem i to przestawało spełniad swoją funkcję. Potrzebowaliśmy świeżości, pomysłów, możliwości ich realizacji. Chcieliśmy czegoś więcej. Można powiedzied, że KPH „spadła nam z nieba” icon wink „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

W Gazecie Wyborczej ukazał się swego czasu artykuł o KPH, w którym były Twoje wypowiedzi i byłaś na zdjęciu – jakie były reakcje ludzi po publikacji?

Głosy podziwu i wsparcia płynęły z każdej strony. 

Tak, to prawda, ukazało się kilka artykułów. Pierwszy z nich dotyczył samego powstania KPH w Zielonej Górze. Wraz z rozwojem KPH i ogólnopolskim programem „Razem Bezpieczniej” Lubuskie pozyskało wojewódzką asystentkę ds. przestępstw z nienawiści, którą jestem. To sprawiło, że ludzie zaczęli interesować się naszą działalnością bardziej. Częściej pisali, zaglądali na spotkania, kontaktowali się z nami na różne sposoby. To bardzo pomogło. Staliśmy się bardziej wiarygodni. Kiedy w kwietniu organizowaliśmy I Dzień Milczenia, doszło do niebezpiecznych sytuacji, w których osobiście obawialiśmy się o swoje bezpieczeństwo. Z pomocą również przyszła Gazeta Wyborcza, dość obszernie opisując całe zajście. Pamiętam, że odezwali się prawnicy z całej Polski, organizacje działające na rzecz praw człowieka. Głosy podziwu i wsparcia płynęły z każdej strony. Kto jeszcze wtedy nie słyszał o zielonogórskiej KPH, z pewnością po tych wydarzeniach wie, że jesteśmy także w Zielonej Górze.

Dlaczego zdecydowałaś się startować z listy Ruchu Palikota?

Ruch Palikota pojawił się nagle. Wcześniej bacznie obserwowałam jego rozwój, ale nie działałam czynnie. Sympatyzowałam. Kiedy pojawiła się możliwość startu, nie zastanawiałam się długo. Dostałam 4 miejsce na lubuskiej liście i dość poważnie podeszłam do tematu. Przyznam, że postulaty Ruchu przypadły mi do gustu, w całości pokrywały się z moimi poglądami na sprawy społeczne, polityczne i światopoglądowe. No i to rozczarowanie polityką SLD…

Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się kandydowad do Sejmu?

Od zawsze interesowałam się tym, co dzieje się w kraju i na świecie. Wynikało to z wielu przesłanek. Przede wszystkim dom, w którym była ona obecna od zawsze. Długie rozmowy, czasami światopoglądowe spory. Szkolne dyskusje, olimpiady. W końcu przyszedł czas wyboru – jakie studia? Pomyślałam „a może politologia?”… i tak już zostało. I ten nieszczęsne wybory parlamentarne z 2005 roku. To chyba wtedy dostałam takiego porządnego „kopa” do działania. Jeżeli my sami nie zabierzemy się za działanie na rzecz swoich praw, nikt tego za nas nie zrobi.

Bunja3 248x300 „A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”

Bunja3

Od dawna jesteś w szczęśliwym związku, czy związki partnerskie są dla Ciebie ważne, a jeśli tak, to dlaczego?

Oczywiście! Związki partnerskie są dla mnie priorytetem. Zarówno pary hetero-, jak i homoseksualne, które pozostają w konkubinacie, powinny mieć takie same prawa majątkowe i podatkowe jak małżeńskie. Pary homoseksualne nie mają dotychczas żadnych możliwości regulacji relacji prawnych, ale i osoby pozostające w związkach heteroseksualnych nie zawsze decydują się na małżeństwo – czy to ze względów obyczajowych, nieuregulowanych praw majątkowych, w trosce o dzieci z poprzednich związków. Związki partnerskie zapewniają większą ochronę obojga partnerów oraz ich dzieci.

Jak żyje się komuś, kto nie mieszka w dużym mieście i jest LGBTQ?

W małym miasteczku ciężko o anonimowośd. Brakuje zintegrowanego środowiska, które ma swoje miejsce na mapie miasta. LGBTQ nie zastanawiają się, czy pójść na imprezę kobiecą do klubu gayfriendly, czy wybrad się na seminarium dotyczące biseksualności na tutejszym uniwersytecie. Dlaczego? Takiego wyboru po prostu nie ma. I nie dlatego, że środowisko nie ma inicjatyw, ale dlatego, że realizacja pomysłów jest nieco trudniejsza i niekoniecznie może się udać – na przykładową projekcję filmową ludzie muszą nie bać się przyjść. Trochę inaczej wygląda sprawa z imprezami – mają powodzenie, jeżeli są zamknięte i LGBTQ będą czud się na nich bezpiecznie. To właśnie w małych miastach widoczny jest niski poziom poszanowania wolności drugiego człowieka i tolerancji. Czasami wystarczy samo użycie słowa „homoseksualizm”, żeby wywołać u rozmówcy paraliż narządów mowy, lub wzrost adrenaliny. To choroba. Choroba, która nazywa się homofobią, jej objawy są dla LGBTQ bardzo uciążliwe. Tym bardziej, im mniejsze jest miasto, niestety.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy powinnyśmy być równi. Przecież to takie proste!

Co robisz na co dzieo (kiedy nie walczysz o lepsze jutro)?

Ostatnio pracuję w domu. Piszę. Oprócz bycia politolożką, jestem także fryzjerką – tę pasję także wykorzystuję na co dzieło. A kiedy nie pracuję, to zaglądam do książek. Czytam, pogłębiam swoją wiedzę, poszerzam zainteresowania. Spotykam się z przyjaciółmi, wtedy wspólnie planujemy, zastanawiamy się, co można jeszcze zrobić, co zorganizować.

Dlaczego warto angażować się w walkę o prawa LGBTQ?

Tak, jak powiedziałam wcześniej: jeżeli sami nie zabierzemy się do pracy, naszych spraw nikt za nas nie załatwi. Kończy się czas biernego przyglądania, jako ruch LGBTQ rośniemy w siłę. Wystarczy zobaczyć, jak zmieniała się Polska przez ostatnie dziesięciolecie. Idziemy do przodu i dzięki tej tęczowej determinacji, coś zaczyna się dziad. To pokazuje, że polityka małych kroczków jest znakomitym rozwiązaniem dla naszej sprawy. Warto angażować się w walkę o prawa człowieka. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy powinnyśmy być równi. Przecież to takie proste!

Powiedz coś o sobie w jednym zdaniu.

„A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć”.

Dzięki za wywiad!


Data wpisu: 11 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Rozdźwięk pomiędzy K i M — Dieter van Tease

Wśród nas jest wiele osób, które są utalentowane, interesujące i mają szanse na karierę (przynajmniej na naszym podwórku). Ostatnio rozmawialiśmy z Marishą, tym razem do rozmowy zaprosiliśmy drag king Dieter van Tease, czyli na codzień Edytę Edie Maciejewską. O różnicy między postacią sceniczną a rzeczywistą osobą, o jej sławie i po co być drag kingiem.
[pullquote] Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba, mówi Edyta/Dietter.[/pullquote]

Dawno, dawno temu mała Edyta lubiła bawić się…?
Szmacianymi lalkami. Miałam trzy takie duże, które tylko twarze miały plastikowe. Była też krakowianka wypełniona trocinami. Strasznie się z niej sypało. Nawet kiedy już dostałam lalkę Barbie – taką oryginalną Mattel, to i tak wolałam szmacianki. Fakt– Barbie nie była taka, jak bym chciała. Była brunetką w kowbojskim stroju, a ja marzyłam o blondynce w różowej sukience. To chyba bardziej pasuje do wspomnień Drag Queen <uśmiech>.blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

267701 10150312355363488 767508487 9450822 2587626 n 300x225 Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Edyta Edie Maciejewska

Sukienki czy spodnie?
Sukienki! Rzadko chodzę w spodniach i nie mam zbyt wielu par. Uważam, że w sukienkach czy spódnicach inaczej się poruszam i zwyczajnie lepiej się prezentuję. Poza tym lubię ten kontrast pomiędzy Edytą a Dieterem. Edyta raczej nie jest butch. blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease


Pierwsza przygoda z dragiem była na Queer Studies?

Nie do końca… Warsztaty Drag w ramach QS, które prowadziła Ania Świrek, zbiegły się w czasie z warsztatami w ramach projektu Razem Bezpieczniej, którego jestem częścią. Dopiero później, przeczytałam wiadomość na grupie QS, że Ania potrzebuje wsparcia na scenie podczas występu na imprezie organizowanej przez portal Kobiety Kobietom. Spotkałyśmy się kilka razy i wystąpiłyśmy z trzema innymi Drag Kingami, z czego dla dwóch, był to także debiut.

Jara Cię przebieranie się za faceta?
Jarają mnie występy. Jara mnie przebieranie się. Bycie facetem na scenie, daje mi satysfakcję. Czuję, że gram na nosie systemowi – pieczołowicie pielęgnowanej przez moich rodziców, otoczenie, media konstrukcji kobiecości. Jestem kobietą, nakładam męski strój i zarost – jestem prototypem mężczyzny, który w interakcji z publicznością ma poczucie, że tak właśnie czuje się “prawdziwy” mężczyzna. Fascynuje mnie drag – możliwość wielokrotnego nakładania tożsamości, zmian postaci na scenie. To tak jak mieć loft i robić z nim, co tylko się chce. Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba. Raz jestem hip hopowcem, raz mafioso, kobietą, mężczyzną, postacią androgyniczną. Jestem Sidneyem Polakiem i postacią a’la Jezus.

Skąd sceniczny pseudonim?
Dita Von Teese – to akurat proste.
Poza tym Dieter brzmi trochę rubasznie, wulgarnie, jak z filmów dla dorosłych.
Van – jak ciężarówka, ale to też część nazwiska, jak u malarzy flamandzkich. Można to też uprościć – holendersko <uśmiech>
Tease – od angielskiego “teasing”, czyli zaczepianie, igranie, flirt z publicznością, ale też “dokuczanie” orędownikom heteronormatywności.

302284 300468333303967 254205427930258 1431719 660496006 n 300x199 Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease
Dieter van Tease

Na koncie masz już kilka występów, prawda?
Kilka… W sumie wiele, biorąc pod uwagę tak krótki czas. Występowałam w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Zielonej Górze i… Bernie w ramach Dragnite. Poznałam wtedy Bridge Markland – dragowe guru.

Starasz się ukrywać swoje “drugie wcielenie”, czy wręcz przeciwnie – chwalisz się nim?
Mam stronę na Facbooku. Ani nie ukrywam, ani się nie chwalę. Do pracy raczej maluję rzęsy, a nie doklejam wąsy<śmiech>. Inna sprawa, że nawet bezpośrednio po występie, ludzie często mnie nie rozpoznają. To też pokazuje, jak wiele znaczą długie włosy jako atrybut kobiecości. Kiedy ukrywam je pod np. czapką albo peruką, amputuję część osoby płci żeńskiej. Im więcej stereotypowo kobiecych cech, tym większy rozdźwięk pomiędzy K i M we mnie. Publiczność to docenia. Po występach, w przeciwieństwie do innych Drag Kingów, raczej nie jestem zaczepiana. Może teraz to się zmieni <uśmiech>.

Zapewne masz w zanadrzu jakąś wesołą historię…
Cały ten mój drag to jest wesoła historia. Mam sporo dystansu do siebie. Nie przeszkadza mi, że pani w second – handzie dziwnie na mnie patrzy, kiedy przymierzam męskie koszule. W innym ciucholandzie, pani od razu wręczyła kartę rabatową, kiedy usłyszała, że dres, który u niej kupiłam, będzie “na scenie”. W kalendarzu zapisała sobie czas i miejsce najbliższego występu. To było miłe i… naprawdę zabawne, kiedy tak oczywistym był kompletny brak wiedzy na temat Drag Kings. Zarzuciłam próbę podania definicji – uznałam, że dowie się, jeśli przyjdzie na występ. blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Na Festiwalu Równe Prawa do Miłości pokazywany będzie film o dragach, w którym również występujesz. Czujesz się już sławna?
Niesamowite, jak wiele się dzieje wokół mnie, od kiedy zaczęłam występować. Wiele zawdzięczam sławnym koleżankom, które dragiem zajmują się już od dawna. DK Tivv i DK Morfi to profesjonaliści blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease Nie czuję się sławna, może trochę bardziej rozpoznawalna w społeczności LGBTQ .blank Rozdźwięk pomiędzy K i M   Dieter van Tease

Plany na przyszłość?
Jako Edyta mam ich wiele, nie będę zdradzać, żeby nie zapeszać. Jako Dieter – będę dążyć do oswojenia ludzi z dragiem, ośmielić do eksperymentowania, otworzyć na inność.

Jaki jest Dieter?
Wulgarny, obleśny, szowinista. Jest też luzakiem, ale ma porządek w szafie. Zwierzę sceniczne z parciem na szkło. Potrafi jednak być czarujący. Czaruje pewnością siebie i bezpośredniością.

Jaka jest Edyta?
Spóźnialska, egoistyczna, złośliwa.
Towarzyska, racjonalna, asertywna.

Dzięki za wywiad! 


Data wpisu: 4 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

BASTYLIA

Naleśniki LGBT-friendly smakują lepiej
Miejsce wyjątkowe – klimatyczny warszawski Plac Zbawiciela (po sąsiedzku z kościołem!), a lokal też wyjątkowy – działający bez przerwy od ponad 11 lat i codziennie pełen ludzi. W menu kilkanaście rodzajów francuskich naleśników, które do Polski sprowadziła Kinga Nowakowska, współwłaścicielka Bastylii. Kiedy wiele lat temu mieszkała w Paryżu, odwiedził ją kuzyn, który po spróbowaniu ulicznego naleśnika, namówił ją na otworzenie podobnego biznesu w Nowym Jorku.

DSC 0472 201x300 BASTYLIA

od lewej Łukasz Migdalski, Paweł Zatorski i Kinga Nowakowska arch. pryw.

A ponieważ ja już byłam i kelnerką, i sprzątaczką, i wyprowadzaczką psów – stwierdziłam, że to żaden problem, można spróbować – wspomina. Porzuciła pracę w korporacji, ale amerykański pomysł nie doszedł do skutku i Kinga – na szczęście dla nas – wróciła do Polski. Po 9 latach w Paryżu, byłam zaskoczona ubogą ofertą dla gejów i lesbijek w Polsce i kształtem tej oferty – dodaje. Zebrali z kuzynem kilkaset tysięcy złotych i wspólnie otworzyli dwa lokale. Jeden z nich, niestety, nie wytrzymał konkurencji w centrum handlowym, wielkim sukcesem okazał się drugi. Nazwa to wyraz sentymentu Kingi do Francji i Paryża, zresztą w lokalu można znaleźć więcej akcentów francuskich. Od początku było wiadomo, że będzie to miejsce przyjazne mniejszościom seksualnym, dlatego od pierwszego dnia na drzwiach wisi tęczowa flaga. Nie chcę, żeby było to miejsce prowokujące – mówi Kinga. Ale widok dwóch całujących się dziewczyn w ogródku w niczym nie przeszkadza matkom
z dziećmi, które przychodzą zjeść naleśnika. Nie przeszkadza też kościołowi, stojącemu po drugiej stronie ulicy Mokotowskiej. Kościół jest neutralnie nastawiony, nie reagował w żadnej mierze. Może proboszcz jest światły? – zastanawia się Kinga i śmieje się, że obroty Bastylii mocno rosną w maju, sezonie komunijnym.
Spośród wszystkich biznesów LGBT, knajpa należy do tych najtrudniejszych w prowadzeniu i utrzymaniu – a to z powodu sporych nakładów na początku (remonty, adaptacja) i wysokich kosztów miesięcznych (rachunki, pracownicy, reklama). Rozkręcenie Bastylii tak, żeby zaistniała w świadomości klientów, zajęło właścicielom dwa lata, ale cała inwestycja zwróciła się dopiero po pięciu, może nawet sześciu. Współwłaścicielka opowiada, że dwa razy w historii była o krok od zamknięcia Bastylii – po drastycznych podwyżkach czynszu i opłat. Strzałem w dziesiątkę, który pozwolił wyjść na prostą, okazał się ogródek. Dzięki niemu powierzchnia lokalu powiększyła się kilkakrotnie. Latem działa na świeżym powietrzu (i tam można co kilka tygodni spotkać ciężko pracujący nad kolejnymi numerami zespół „Repliki”), zimą jest osłonięty i ogrzewany.
Siłą Bastylii jest jej dwóch menedżerów: Paweł Zatorski i Łukasz Migdalski oraz pracownicy. Niektórzy zostawali na dłużej, niektórzy zmieniali się szybko, ale zespół Bastylii stale liczy osiem, dziewięć osób. Nie robiliśmy selekcji, żeby były to osoby ze społeczności LGBT, ale siłą rzeczy tak się dzieje. Zresztą nawet jeśli przychodzą do pracy osoby hetero, to po jakimś czasie okazuje się, że już takie do końca hetero nie zawsze są – śmieje się Kinga Nowakowska. Cały zespół obowiązkowo co rok idzie w Paradzie Równości, na której rozdaje naleśniki. To jeden z tych środowiskowych projektów, w które Bastylia mocno się angażuje. Naleśniki spod szyldu firmy można też dostać na imprezach niezwiązanych z branżą LGBT: festiwalach muzycznych czy imprezach charytatywnych. Tacy klienci zgłaszają się dego wieczoru wróci do nas i będzie przekazana na kolejne numery „Repliki”.


Data wpisu: 31 października, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Daniel jest Queer!

Po rozmowach z Marishą i Dieterem van Tease pora na wywiad z drag queen z prawdziwego zdarzenia. Choć nie jest tak popularna jak Żaklina, która występowała w Mam talent, Charlotte ma spore grono fanów. Z Danielem Michalskim rozmawiałam o tym jak zaczęła się jego przygoda, co robi jak mu puszcza oczko i kim jest Daniel.

Charlotte jest zwariowaną kobietą uwielbiającą brokat! – mówi o sobie Daniel/ Charlotte/ Dominika.

P

uszcza Ci oczko w rajstopach – co robisz? Większość kobiet panikuje i próbuje ukryć. A Ty?

Rozrywam całkiem.

 

Daniel na co dzień jest…

Jak człowiek z ADHD  i jak prawdziwy bliźniak. Człowiek o 100 twarzach w zależności od sytuacji. Do tańca i do różańca.

 

Dlaczego przebierasz się za kobietę?

Bo chcę trochę pobawić się w inną osobe niż jestem. Chce być kobiecy w centrum uwagi. Nawet ukształtowałem sobie oprócz Drag Queen moją trzecią twarz. Może i nawet tą prawdziwą jaka jest Dominika Luxuria, pseudonim wzięty od mojej idoliki politycznej jaką jest Vladimir Luxuria.

309774 291031770909628 100000084212970 1191632 984712322 n 300x249 Daniel jest Queer!
Daniel Michalski

Który ze swoich występów wspominasz najmilej?

Każdy występ jest inny i ten najlepszy. Publiczność jest zawsze niesamowita. Tego się nie da opisać – to trzeba przeżyć kiedyś.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z byciem drag queen?

Od wizyty w Rasko na spotkaniu Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie i zobaczenei na własne oczy Drag Queen Brigitte. Pomyślałem, że też potrafię i chcę występować na scenie jako drag queen.

Jaka jest Charlotte, czego nie ma Daniel?

Charlotte jest na pewno inna niż Daniel i inna niż Dominika. Charlotte jest zwariowaną kobietą uwielbiającą brokat! Jest kobietą, która lubi podrywać i rozmawiać i być zaczepianą.

A co ma Daniel czego nie ma Charlotte?

Daniel ma cudownego faceta. Charlotte jest nadal sama.

293580 221514467896598 110884092292970 590360 3159084 n 202x300 Daniel jest Queer!

Charlotte

Zdradzisz nam, gdzie będziesz występować w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie zobaczymy się w Szczecinie na imprezie kobiecej w klubie Libido organizowanej przez Szczecińską Grupę KPH i w naszym lokalnym klubie dla LGBTQ jakim jest Inferno na Halloween. A później zobaczymy.

Bycie DQ to na pewno wesoła przygoda – podziel się z nami jakąś śmieszną historią.

Najśmieszniejszym zdarzeniem jakie mi się w tej chwili przypomina to moja podróż do klubu na występ. Miałem podjechać pod drzwi, ale taksówkarz wysadził mnie ulicę dalej i musiałem iść przez centrum Warszawy aleją Jana Pawła drugiego w pełnym stroju na występ.

Daniel – kobiecy, męski czy queer?

Daniel jest zdecydowanie Queer!


Data wpisu: 28 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Maciej ORŁOŚ

Gdybyś nie był hetero, to…

Or o Iza Rogulska 199x300 Maciej ORŁOŚ

Maciej Orłoś foto: Iza Rogulska

Trudno mi to sobie wyobrazić… No, ale gdybym nie był hetero, to mamy dwa wyjścia: byłbym albo gejem albo biseksualny.
Pamiętasz moment, w którym zdałeś sobie sprawę, że nie wszyscy ludzie są hetero? Tak, pamiętam. To było podczas studiów! Tak, dopiero wtedy. Poznałem wówczas, a było to w szarych czasach stanu wojennego, mężczyznę, który zachowywał się jak kobieta – malował się, nosił biżuterię i od razu było widać i słychać, że jest… nie, nie „gejem”, bo wtedy nie używało się tego określenia. A więc od razu było widać i słychać, że woli mężczyzn. Pamiętam, że obawiałem się, że po pierwsze może zacząć mnie podrywać, a po drugie, że ludzie pomyślą, że skoro jestem w jego towarzystwie, to i ja… (były zresztą tego typu komentarze).
Osobom, które wypowiadają homofobiczne opinie, mówisz, że…
Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, żebym znał takie osoby. Co bym powiedział, gdybym usłyszał? Powiedziałbym takiej osobie, żeby się puknęła w czoło.

Rozmawiasz z innymi facetami hetero o gejach? Z jakimi poglądami się spotykasz? Jakie uprzedzenie wobec osób homoseksualnych uważasz za najpowszechniejsze?

[pullquote]Uważam się za 100% heteroseksualistę. Uważam, że tacy istnieją. Zdecydowanie tak uważam.[/pullquote]
Słyszy się w rozmowach dość wulgarne określenia dotyczące homoseksualistów, typu „pedał” czy „pederasta” albo „lesba”, ale to pada w rozmowach na ogół bez złych intencji, to są – tak mi się wydaje – zwroty utrwalone w języku i pewnie trudno je wyplenić. Są nacechowane negatywnie, ale używane chyba odruchowo. Natomiast baaardzo rzadko zdarza mi się słyszeć opinie, które homoseksualistów naprawdę obrażają lub są agresywne wobec nich.
Czy ktoś zrobił wobec ciebie coming out, czyli ujawnił swą homo-, bi– albo transseksualność? Jak się czułeś?
Tak, wydaje mi się, że stało się to dwa razy. Raz była to kobieta, ale nie wiąże się z tym żadna historia – nie znaliśmy się dobrze, była to moja koleżanka. A raz mężczyzna. Okazało się nagle, że ten człowiek, żonaty, dwoje dzieci, jest z mężczyzną. To dla nas, jego znajomych, było zaskakujące. Ktoś nawet nie mógł uwierzyć. Ja potrzebowałem chwili, żeby oswoić się z tym newsem.
Gdyby twoimi sąsiadami była para gejów, to…
Znam kilka par gejowskich, więc myślę, że gdybym miał za sąsiadów parę gejów, nie byłoby to problemem. Gdyby byli fajni, to by było OK. Gdyby okazali się ludźmi trudnymi z jakichś powodów, to by było gorzej. To samo napisałbym, gdyby pytanie dotyczyło sąsiadów heteroseksualnych, bo ludzie są różni i nie wszyscy ze wszystkimi się dogadują. Inna sprawa, że mam wrażenie, iż homoseksualiści są bardziej otwarci, tolerancyjni, pozytywnie nastawieni do otoczenia niż wielu hetero.
Podać w „Teleexpresie” wiadomość, że polski parlament przyjął ustawę
o związkach partnerskich – to byłaby dla Ciebie przyjemność, czy też informacja jak każda inna?
O, jeśli chodzi o informacje, które przekazuję w „Teleexpresie”, to jestem uodporniony, mało co mnie zaskakuje, zadziwia etc. Ale oczywiście wolę przekazywać informacje dobre niż np. dotyczące tragedii.
Zakochujesz się w dziewczynie, która okazuje się lesbijką. Co czujesz? Szok? Złość? Dajesz sobie spokój czy nadal chcesz ją zdobyć?
Daję sobie spokój. Tak mi się wydaje. Ale nie sądzę, że bym się zakochał, bo pewne rzeczy się wyczuwa na etapie bardzo wstępnym. Inaczej mówiąc, wydaje mi się, że nie doszłoby miedzy nami do „wymiany” fluidów, nie byłoby tzw. chemii, a to jest – jak sądzę – warunkiem dojścia do stanu zakochania.
Twój ulubiony film, książka, spektakl lub obraz z wątkiem LGBT?
Ostatnio widziałem świetny film – „Beginners” („Debiutanci”), bardzo mi się podobał.
Pedro Almodovar oferuje Ci rolę geja
w swym najnowszym filmie. Scenariusz przewiduje męsko-męskie pocałunki. Przyjmujesz rolę?
Naturalnie, że tak. Nie ukrywam, że kiedy widzę na ekranie całujących się mężczyzn, to jest to dla mnie… trudne. I tym bardziej byłoby trudne całowanie się z mężczyzną, nawet w roli, nawet w filmie Almodovara. Ale trzeba być profesjonalistą.
Określiłbyś siebię jako 100% heteroseksualistę czy może jesteś zwolennikiem poglądu, że 100-procentowi – zarówno hetero– jak i homoseksualiści – nie istnieją?
Uważam się za 100% heteroseksualistę. Uważam, że tacy istnieją. Zdecydowanie tak uważam.
Scarlett Johansson czy Monika Belucci?
Monica Belucci. Zdecydowanie.
Barbra Streisand czy Antonio Banderas?
No tak… jednak Antonio. Żart. Jednak nie Antonio. No, niech będzie – w tej sytuacji: Scarlett Johansson:-)


Data wpisu: 21 października, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

MĘSKA rozmowa

O męskości, nagości, sztuce gejowskiej i artystach gejach z Europy Środkowej z Karolem Radziszewskim rozmawia Mariusz Kurc

Jacy faceci ci się podobają?

Karol Radziszewski photo by Kuba Dabrowski 300x201 MĘSKA rozmowa

Karol Radziszewski fot. Kuba Dąbrowski

Męscy. Czasem sam się łapię na tym, że zapędzam się w fetyszyzowaniu męskości. Generalnie, najbardziej kręcą mnie faceci, dla których pozowanie, rozbieranie się, obnażanie – przy tej całej ich męskości – jest rodzajem przełamania; pewnej gry, podczas której pojawia się niemal erotyczne napięcie. To bardzo lubię.

Czekaj, czekaj. Na początek chodziło mi o fizyczne cechy. Kobiety Rubensa były specyficzne, kobiety Picassa – również. I mężczyźni Radziszewskiego to też są określone typy. 

(śmiech) Młodzi, ładnie zbudowani, ale bez przesady, niepakerzy. Niewymuskani, niegładziutcy. Częściej bruneci niż blondyni. Raczej owłosieni, bez depilacji. Odnosi się wrażenie, że naturalni, ale to pozory. Są starannie wyselekcjonowani.
Na pewno są przystojniejsi od przeciętnej normy, ale nie są profesjonalnymi modelami. Nie mają ustalonego repertuaru póz czy min, nie wdzięczą się do aparatu. Ale też nie krępują się nagości. Niektóre kobiety mi mówią, że moje wystawy są „dla gejów”, a inne, że również dla nich, dziewczyn hetero, bo nie przedstawiam facetów „mizdrzących się”. Moje zdjęcia sytuują się chyba między pożądaniem geja heteryczki, upraszczając oczywiście. Ale masz rację – nie ukrywam, że raczej nie fotografuję tzw. nienormatywnych ciał. Fotografuję facetów, którzy mi się podobają.

Mówisz też, że oni są zazwyczaj hetero. Dlaczego? Kręci cię, że są niedostępni?
Nie zależy mi na flircie z modelem i jeśli on jest hetero, to jemu też na pewno nie. Mamy czystą sytuację. Oni mnie kręcą jako fantazmaty męskości, a „nośnikami” tych fantazmatów, jak się okazuje, są zwykle heterycy. Chociaż nie pytam na dzień dobry moich modeli o orientację. W ogóle nie wchodzę w głębsze relacje.

Ale dlaczego ci nie zależy na flircie z modelami, skoro dobierasz takich, którzy ci się podobają? Fotograf czy malarz sypiający ze swymi modelkami to wręcz archetyp artysty hetero.
Po pierwsze – prywatnie jestem dość konserwatywny. Mam jednego faceta, jestem mu wierny. To jest konserwatyzm na mój własny użytek, nie narzucam go ludziom ani nie potępiam, jeśli mają inne zasady. A po drugie – moje pożądanie jest voyerystyczne. Być może jest jakąś sublimacją, nie przeczę. Dużo większe podniecenie czuję w napięciu podczas robienia tych zdjęć, we władzy aparatu nad modelem, niż w pójściu z nim do łóżka.
Może gdybym szukał sobie chłopaka, inaczej bym na to patrzył. Ale nie szukam, jestem w tej kwestii spełniony. Wielu gejów mówi mi, że to kamuflaż, że te wszystkie mądre opisy moich prac są tylko po to, żeby odwrócić uwagę od tego, że ja chcę sobie po prostu popatrzeć na nagich facetów.

Sam też właśnie to mówisz w katalogu do ostatniej wystawy „Backstage”. Patrzysz na nich „gejowskim” okiem, uwidaczniasz homoerotyzm neutralnych sytuacji, jak w filmie „Malarze”.
Ci malarze nie byli pewnie świadomi, że można na nich patrzeć homoerotycznie. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że ich obserwuję z kamerą.
W Rydze nakręciłem odcinek moich „Fag Fightersów” z modelami, którzy dobrze wiedzieli, że ich nagrywam – a mimo to, gdy zobaczyli efekt, byli zszokowani tym, w jaki sposób ich sfilmowałem pod prysznicami, w przebieralni. Nie mieli pojęcia, jak mimowolnie homoerotyczne mogą być ich zachowania, jeśli tylko kamera odpowiednio je pokaże, skadruje.
Teraz zainteresowałem się dekodowaniem pozornie neutralnego ciała w samej sztuce. Nagie kobiece ciało z miejsca odczytuje się erotycznie, a nagie męskie ciało – jeśli już w ogóle się pojawia, to „po coś”, z jakichś głębszych powodów niż samo estetyczne piękno. Przypomina mi się performer Jerzy Bereś. Występował nago wielokrotnie i nikt się tą nagością specjalnie nie przejmował. Jego ciało funkcjonowało jako metafora, symbol czegoś, natomiast nigdy po prostu jako nagie ciało. I on – w miarę atrakcyjny kiedyś facet – występował z gołym fiutem i nie było problemu, patrzyły na to dzieci, plakaty z jego podobizną wisiały na ulicach.
Dlatego postanowiłem pokazać nagie młode ładne męskie ciało, które nie służy niczemu – ma być tylko nagim męskim ciałem i kropka. Ludzie to zobaczyli i wielu się przestraszyło. Do absurdu dochodziły dyskusje, jakimi informacjami czy tabliczkami-ostrzeżeniami opatrzyć „Backstage”, by widzowie byli uprzedzeni, co mogą zobaczyć. To mnie poruszyło – czyżby odium mnie, czyli pedała, było aż takie mocne? Dodam przy tym, że w „Backstage”, jak wiesz, nie ma żadnych relacji erotycznych męsko-męskich, żadnych erekcji, żadnego seksu. A i tak było halo i oczywiście wszyscy się bali o te „przysłowiowe” niewinne dzieci.

Janek z cyklu Studio 2010 197x300 MĘSKA rozmowa

Janek z cyklu Studio 2010

Zajmujesz się fantazmatami męskości, pokazujesz żołnierzy, marynarzy, drechów… A jak odnajdujesz swoją własną męskość? Kubie Janiszewskiemu w wywiadzie mówiłeś, że w dzieciństwie lubiłeś bawić się lalkami, szydełkować.
Szydełkować nie. Projektowałem stroje dla moich lalek, a babcia je szydełkowała. Samochody zresztą też mnie kręciły, ale tylko limuzyny. Rysowałem takie wielgachne batmobile. Choć auta jako maszyny są mi obojętne; albo chodzę pieszo, albo ktoś mnie wozi.
Jako młody facet miałem taki etap, że chciałem być bardzo „męski” w tym wąskim znaczeniu. Słuchałem hip hopu, nosiłem szerokie spodnie itp. Stwierdziłem później, że trzeba to przepracować i pójść na większą otwartość. Dziś już pozwalam sobie na ujawnianie swojej „miękkiej” strony.
Fantazmat supercamca u niektórych gejów jest bardzo silny. Na przykład nie mówią, że mają seks z facetami, tylko „posuwają facetów”. W Berlinie widziałem tak przesadnie wystylizowanych maczo, że aż przegiętych. Czasami to wynika z fetyszyzowania męskości, a czasami jest autohomofobią – oni koniecznie chcą ukryć tę ciotę w sobie.
Z drugiej strony, obserwuję rozluźnienie wzorca męskości, na przykład u niektórych chłopaków moich koleżanek, którzy nie wstydzą się mówić, że piłka nożna ich nie interesuje albo że nie potrafią wbić gwoździa.
Moje koleżanki mi kibicują, gdy ja facetów rozbieram, mówią, że tego im brakuje. No bo tacy Chippendales, którzy są z założenia dla kobiet… To są przecież karykatury! Czy kogoś naprawdę kręcą te długowłose, kiczowate góry mięśni?
Szkoda, że jest tak mało prac kobiet hetero, które pokazywałyby mężczyzn erotycznie.

Ale jest postęp, widać go choćby w języku. Atrakcyjna kobieta to potocznie „laska” a na atrakcyjnego faceta nie było do niedawna podobnego określenia, a teraz już jest – „ciacho”.
Z okazji Dnia Kobiet byłem w programie „Dzień Dobry TVN” razem z Radkiem Majdanem i Mariuszem Czerkawskim. Atmosfera była fajna, luźna. Czerkawski, na pytanie o seksowną część ciała mężczyzny, bez wahania odpowiedział, że tyłek.

Nie było typowej dla wielu heteryków homofobicznej paniki, podkreślania na każdym kroku, że się nie jest gejem?
Właśnie. Nie było. Ale gdzie indziej się z nią spotykam. Jak robiliśmy numer „DIK Fagazine” o polskim hip hopie, to żaden z hiphopowców ani raperów nie zgodził się
z nami porozmawiać. Sam „występ” na łamach „pedalskiego” pisma to było dla nich za wiele. Pewnie pozbawiłby ich męskości.

Ty myślisz o sobie „jestem mężczyzną”?
Tak, myślę tak o sobie. Hołduję tej szerszej definicji męskości, a jednocześnie samo definiowanie się wpisuję w ten mój konserwatyzm, bo jednak wszystkie kategoryzacje są jakoś tam ograniczające.

A „jestem gejem”? Odbierając Paszport Polityki w zeszłym roku, podziękowałeś m.in. Lady Gadze i gejom oraz swojemu chłopakowi Pawłowi.
Nie ukrywam, że jestem pedałem, ale chciałbym już nie musieć o tym ciągle mówić, coming out mieć już naprawdę za sobą. Zdaję sobie sprawę jednak, że otoczenie, w którym żyję, jest tak siermiężne, że ciągle ten coming out trzeba robić od nowa.
Póki nie powiesz jasno, że jesteś gejem – jesteś brany za heteryka. Dla niewyoutowanych gejów byłeś odważnym panem z telewizji, który się nie wstydzi, że jest homo.
Pewnie tak, choć nie uważam mojego publicznego coming outu za heroizm. Wiesz, ja żyję jak w matriksie – mieszkam w centrum Warszawy, mam wolny artystyczny zawód w otwartym środowisku. Chociaż ta otwartość to trochę jednak fikcja – na studiach na Akademii Sztuk Pięknych przez 5 lat nie spotkałem ani jednego jawnego geja, generalnie to było środowisko bardzo maczo. Homofobiczne i mizoginiczne.

Masz kolegów gejów w twoim rodzinnym Białymstoku?
Nie. Ale ja tam właściwie odwiedzam tylko rodziców.

Nie masz problemu z powiedzeniem „jestem pedałem”, ale odżegnujesz się od nazwania twojej sztuki gejowską. A przynajmniej odżegnywałeś. Teraz mówisz, że już cię w ogóle to nie interesuje.
Tak jest, przestałem się już przejmować tym wpychaniem w ciasną szufladę.

Dla mnie twoja sztuka jest bardzo gejowska.
Poruszam w moich pracach wątki homoseksualne – co do tego pełna zgoda. Natomiast samo pojęcie „gay art” ma zazwyczaj określoną konotację estetyczną, np. Pierre i Gilles, i historyczną, przedqueerową. I tu już się nie wpisuję.

Nie możemy „gay artu” przedefiniować w związku z tym, że zmienił się kontekst? Już wiemy – m.in. dzięki queer właśnie – że nie tylko estetyka Pierre’a i Gillesa jest gejowska.
Ja tamten termin zamykam w tamtym kontekście, on jest dla mnie pojęciem historycznym.

Od dobrych paru lat interesujesz się sytuacją gejów, szczególnie gejów artystów, w krajach Europy Środkowej.
Szerzej – interesują mnie ewolucje męskiej tożsamości, które dokonują się na tym dużym obszarze geograficznym od czasu upadku komuny. Jasne, że faceci hetero są bardziej homofobiczni niż na Zachodzie, a faceci homo – mniej otwarci, ale dynamika zmian jest bardzo gwałtowna.

Poznałeś na przykład gejowski światek w Serbii.
W Nowym Sadzie spędziłem raz trzy tygodnie, „penetrując” tzw. środowisko. To był nie lada wyczyn, bo przyjechałem, mając kontakt tylko do jednego lokalnego dziennikarza, który prawie nie mówił po angielsku, a tam właściwie nie ma żadnych klubów gejowskich. Ale udało się, nagrałem kilka rozmów, zrobiłem zdjęcia. Wszystko oczywiście anonimowo. Wchodzi się na przykład do jakiejś księgarenki, potem jest przejście, zasłonka
– i za zasłonką leci Madonna, luz, chłopaki się całują. Inny klub, Joker, staje się gejowski raz w tygodniu – byłem tam na imprezie urodzinowej współorganizowanej przez mamę jubilata. W Belgradzie są kluby, ale też raczej zakamuflowane.
Z tych moich eskapad i „badań terenowych” powstanie książka. Głównie ze zdjęciami, ale też z tekstem. Faceci będą mieli czarne paski na oczach – to dobrze oddaje ich status tam. Alternatywny, podziemny świat, który nie ma prawa pojawić się w biały dzień na ulicy.

A w Rumunii?
Chyba gorzej niż w Serbii, bo Serbia była kiedyś częścią bardziej otwartej Jugosławii,
a w Rumunii homoseksualizm był do 2002 r. karalny. Zdajesz sobie sprawę, jak to działa? Nawet stosunkowo młodzi ludzie dobrze pamiętają czasy, w których dwóm facetom za pójście do łóżka groził paragraf, kryminał.
Byłem tam kilka razy i poznałem wielu fajnych ludzi, m.in. otwartych rumuńskich gejów.
Natomiast działacze są często niezbyt przyjaźnie nastawieni, np. w Serbii, ale też w ogóle w byłych krajach socjalistycznych. Widzieli we mnie – wydawcy magazynu z Polski – potencjalnego konkurenta o kasę z Niemiec na rozwój ich organizacji – i nie chcieli rozmawiać. To było dość absurdalne.

Po prostu odmawiali?
Tak, wykręcali się.

Gdzie jeszcze byłeś?
Moje zainteresowanie facetami z Europy Środkowej i Wschodniej jest siłą rzeczy punktowe, nie mam możliwości ani środków, by zająć się tym kompleksowo. Ale to symptomatyczne, że jakoś Czechy na razie ominąłem.
W Tallinie parę lat temu jeden młody artysta pytał mnie, czy powinien, będąc gejem, poruszać w sztuce wątki homoseksualne. Odpowiedziałem oczywiście, że powinności nie ma. Oglądałem jego prace – to były głównie zdjęcia i filmy z estońskimi fontannami. Jedna z nich – w parku w stylu francuskim w Tallinie – była sfilmowana o świcie, w momencie wypuszczania wody. Wyglądało to jak monstrualny wytrysk. W sumie jego prace były bardzo gejowskie, ale w podskórny, symboliczny, niejednoznaczny sposób, on sam chyba nie był do końca tego świadomy. Natomiast niedawno zrobił projekt stricte gejowski – z facetami wpisanymi w rolniczo-ludową kulturę Estonii.
W Kijowie na Ukrainie poznałem 24-letniego artystę homo, który nigdy nie był
w klubie gejowskim, ani w ogóle nie znał innych gejów. Ja tam byłem 3 dni i zdążyłem pójść do dwóch klubów (a więcej nie ma), a on nie był w nich nigdy, mimo że tam mieszka.

Bartek z cyklu Studio 2010 200x300 MĘSKA rozmowa

Bartek z cyklu Studio 2010

Nie chcę sobie przypisywać żadnych specjalnych zasług, ale mam wrażenie, że niektórzy
z nich trochę się dzięki mnie otwierają. Robi na nich wrażenie, że moje prace są w Polsce wystawiane w publicznych instytucjach, że mam wystawy
w poważnych galeriach, nie idąc na kompromis. Staram się utrzymywać z nimi kontakty, angażować ich w „DIK Fagazine”, chętnie współpracują.
Natomiast dużo trudniej niestety jest znaleźć jakieś prace lesbijek. Próbowaliśmy wyszukać coś w związku z nadchodzącą POMADĄ 2, ale jest ciężko.

Mówisz o tym wszystkim z pasją, to twoja misja.

Nie wiem czy misja, to jest po prostu bardzo ciekawe. Interesuje mnie też pokazywanie tzw. małej historii – jak się żyło dawniej zwykłym gejom czy lesbijkom. To jest wciąż nieodkryta wiedza. O tym będzie najnowszy numer „DIK Fagazine” oraz dedykowany Ryszardowi Kisielowi projekt „KISIELAND”, nad którym pracuję od 2009 roku. Co prawda, „duża” historia też jest dopiero do odkrycia, bo co wiemy choćby o akcji Hiacynt? Prawie nic.

Starsi geje prywatnie bywają szokująco otwarci. Jak słucham ich opowieści erotycznych, to czasem aż się zawstydzam – nieraz wydaje mi się, że dziś tak dzikiego i bezpretensjonalnego seksu już nie ma. W tych opowieściach nie ma martyrologii, mimo że sytuacja była obiektywnie trudniejsza niż nasza.


Karol Radziszewski (ur. 1980) – artysta multimedialny, malarz, fotograf, twórca instalacji, filmów video, redaktor naczelny magazynu „DIKFagazine”. Laureat Paszportu Polityki 2010 za wystawę „Siusiu w torcik”. Współtwórca inicjatywy POMADA, ktorej druga edycja odbędzie się w Warszawie w dn. 3-12 czerwca br. Więcej informacji: www.pomada.info.pl

dofinansowano ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg, Przedstawicielstwo w Polsce


Data wpisu: 12 października, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nie ukrywam tego jaka jestem – Marisha

316961 273374722679716 193456820671507 1324939 592560 n 300x199 Nie ukrywam tego jaka jestem   MarishaSpecjalnie dla czytelników portalu Homoseksualizm.org.pl przeprowadziliśmy wywiad ze wschodzącą gwiazdą polskiej sceny muzycznej: Marishą. Zwierzyła się nam nie tylko ze swoich planów muzycznych, ale opowiedziała nam trochę o swoim życiu prywatnym. Jak twierdzi:

zawsze ktoś mnie może zobaczyć w towarzystwie pięknej kobiety

Na rozgrzewkę oczywiste pytanie: od jak dawna śpiewasz?

Śpiewam odkąd pamiętam. To nie tylko moja pasja – to także całe moje życie!

Jak to się zaczęło – zanim wystąpiłaś na scenie śpiewałaś do słuchawki prysznica?
Muzyka towarzyszy mi od urodzenia. Babcia opowiadała, że mi jak miałam 2 latka i ktoś włączył muzykę to płakalam – tak ją przeżywałam. Moje zamiłowanie do muzyki dostrzegła własnie babcia, która, jak miałam 5 lat, posłała mnie na zajęcia muzyczne. Zaczęłam uczyć się gry na pianinie. Nie potrafiłam tylko grać, więc cały czas też śpiewałam.
Od najmłodszych lat lubiłam pokazywać się na scenie. Razem z babcią chodzilam do klubu seniorów i tam występowałam – sprawiało mi to ogromną przyjemność. Tak mi zostało to do dziś. Scena to mój drugi dom. Kocham tworzyć muzykę pisać, a później to śpiewać.

Rozumiem Twoje zamiłowanie do muzyki – masz to we krwi, ale skąd pomysł na występ w X-faktorze i Fabryce Gwiazd?
W dzisiejzych czasach, aby móc śpiewać profesjonalnie trzeba się pokazywać w mediach. Chciałam spróbowac swoich sił w takim programie i dlatego się zgłosiłam. Nie żaluję tej decyzji, ponieważ każdy program był dla mnie jakims doświadczeniem i nauką. Dowiedziałam się nad czym mam jeszcze popracować i jakie atuty muszę bardziej eksponować uśmiech

A nie chciałaś zdobyć popularności szokując publiczność? Frytka w Big Brotherze się rozebrała, Magda Czmuda wyznała, że jest lesbijką, Szpak wygrał X-factor, bo wszyscy interesowali się jego wyglądem (co cały czas podkreśla). Uważasz, że to dobry sposób na karierę? Szokując? Wyróżniając się?

Chodzi Ci o to, że mogłam publicznie powiedzieć, że jestem lesbijką? Nie potrzebuje sie z tym afiszować. To jest moja prywatna sprawa kogo mam w łóżku i z kim układam swoje życie. Ludzie zawsze będą się tym interesować.. jeśli jestem w jakimś sensie osobą publiczna, prawda? Ale ja wybieram inna drogę. Chcę być lubiana za mój głos, muzykę i teksty, za to co tworzę. Za osobowość. A nie za to czy jestem biseksualna, czy się rozbieram, czy też robie koło siebie dużo hałasu i szumu.
Może to nie jest dobra droga, bo w dzisiejszych czasach, żeby się wybić trzeba niestety robić wokół siebie sztuczne zamieszanie, ale to nie w moim stylu.
Kocham muzykę, to jest mój żywioł i sposób na życie.
Chciałabym by osoby, które będą mnie słuchać, akceptowały mnie taką jaką jestem i kochali za muzykę, a nie za „opakowanie”.
A czy to jest dobry sposób na zrobienie kariery? Na pewno łatwiej jest takim osobom, bo media się tym bardziej interesują, ale czy to jest dobre na dłuższa metę?


Data wpisu: 6 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

On, on i córka

Daniel mieszkał w Anglii, ale wrócił do Polski, bo, jak sam o sobie mówi, jest patriotą. W wieku 15 lat odkrył, że coś z nim jest „nie tak”. Ze swoim partnerem ma 19 letnią córkę. Opowiedział nam trochę o sobie.

Jestem patriotą

Warto zaznaczyć, że urodziłem się i mieszkałem do 26. roku życia w Anglii. Moi rodzice uciekli tam przed komuną. I podobnie jak G. [partner Daniela] pochodzę z katolickiej rodziny. W ’90 roku przyjechałem do Polski, aby „poznać kraj moich przodków”.  Wszyscy pytają dlaczego wróciłem do Polski.

Jestem patriotą.
Stąd pochodzi moja rodzina. Zawsze chciałem zobaczyć Polskę, a gdy w ’89 nastąpiły przemiany postanowiłem skorzystać z okazji i przyjechać. Byłem wychowywany w tradycji polskiej, w duchu patriotycznym. W domu mówiło się po polsku, czytało się książki po polsku itd. „W Polsce niebo jest inne”, tak mówił mój ojciec. Przedstawiano mi Polskę tak jak Żeromski w Przedwiośniu: „Polska Szklanych Domów”. Gdy do niej przyjechałem, było ciut inaczej, na początku musiałem bardzo kombinować, aby „mieć za co żyć”, ale jednak to uczucie, że jestem w kraju gdzie wszyscy mówią w „moim języku” było fantastyczne. No i oczywiście tutaj poznałem G., co jest jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie mogły spotkać :)

To co wyżej napisałem jest dla mnie bardzo ważne. Rzadko mówię o tym jak kocham Polskę, a tu nagle się otworzyłem. Większość ludzi to wyśmiewa: „Homofobiczny kraj, który nawet związków partnerskich nie chce zalegalizować, a ty go kochasz!”.
Rodzice nadal mieszkają w Anglii. Są za starzy, aby tu wrócić. Tam mają dom, przyjaciół, pieniądze itd. a tu nic. Ale przyjeżdżają co jakiś czas.

 

Bóg nie potępia homoseksualistów
Nie jestem katolikiem. Pochodzę z katolickiej rodziny, ale od wiary odszedłem dawno temu. Jestem ateistą. Za to G. jest katolikiem. Wierzy, że Bóg nie potępia homoseksualistów, nie ważne czy „czynnych” czy nie.
Ja nie przepadam za katolikami… a może raczej za Kościołem Katolickim. Uważam, że zamiast jednoczyć – dzieli. No ale to inny temat na inną dłuższą dyskusję :)

Dziadkowie już nie żyją, ale wspierali mnie, szczególnie babcia od strony matki. Mam też pięć sióstr. Wszystkie młodsze ode mnie. Dwie poszły za moim przykładem i przyjechały też do Polski. Jedna mieszka w Stanach a dwie pozostałe  zostały w Anglii. Wszystkie mnie akceptują.  Poza rodzicami, którzy do tej pory nie do końca pogodzili się z moją orientacją, z rodziną jest w miarę w porządku. Jeśli chodzi o rodzinę od strony G. – to jest bardzo uboga. Mojego partnera wychowała tylko matka i tylko ona była jego rodziną. Ojciec ich opuścił, gdy G. miał jakieś 7 lat.
Moja „teściowa” była wspaniałą kobietą. Bardzo często się spotykaliśmy. Naszej córce w jakimś sensie zastąpiła matkę. Umarła w zeszłym roku, więc G. poza ojcem i przyrodnimi braćmi, z którymi nie utrzymuje kontaktów nie ma już nikogo więcej.
Ojciec zdawał się nie dosłyszeć…
To, że jestem gejem „odkryłem” około 15 roku życia. Miałem jakieś 15 lat gdy zauważyłem, że „coś jest nie tak”. Koledzy coraz częściej mówili o dziewczynach, o ich walorach fizycznych, która się komu podoba itd. A ja przeważnie słuchałem i się nie odzywałem. Miałem neutralne odczucia względem tych wszystkich dziewczyn i myślałem, że z czasem w końcu jakąś poznam. Aż w końcu, pewnego dnia, szedłem z przyjaciółmi ulicą i spotkaliśmy starszego brata jednego z nich. To mnie uderzyło tak „nagle”. Dosłownie oniemiałem. Później zaprzyjaźniłem się bliżej z tym moim kumplem, wszystko po to, aby częściej bywać u niego w domu i częściej spotykać jego brata. Oczywiście nigdy nie przyznałem się do skrywanej miłości, względem brata, ale o ironio przyjaciel, z którym zawarłem przyjaźń tylko z powodu starszego brata, pierwszy dowiedział się o mojej skrywanej orientacji i to właśnie on pomógł mi z zaakceptowaniem samego siebie. Nie wiem co bym bez niego zrobił. On też poznał mnie z moim pierwszym chłopakiem. Miałem wtedy 17 lat.
Rodzicom się przyznałem dopiero w wieku 19 lat, dosłownie tuż przed wyjazdem na studia. Ojciec zdawał się nie dosłyszeć, musiałem mu to powtarzać trzy razy. Przemilczał, a raczej na jakiś czas przestał się do mnie odzywać. Matka zaczęła płakać i krzyczeć „jak mogłem jej to zrobić” i kazała się wynosić z domu. Pamiętam, że zabrałem wtedy swoje rzeczy i wyszedłem. Na Święta Bożego Narodzenia nie zostałem do domu zaproszony. Spędziłem je w klubie z przyjaciółmi, którzy też nie wrócili do domu na święta z jakiś powodów. Dopiero na Wielkanoc zadzwoniła matka i powiedziała, żebym przyjechał, ale abym nie oczekiwał od ojca, że będzie ze mną rozmawiał.
Minęły lata. Mieszkam w Polsce, z partnerem i córką. Gdy rodzice przyjeżdżają, ojciec dzwoni po kilka razy do drzwi, a po wejściu stara się zachowywać głośno, w domu podobnie – puka i zachowuje się głośno, aby przypadkiem nie zobaczyć mnie przytulającego się, całującego itp. z G. Prócz tego zachowuje się w miarę, chociaż swoim znajomym przedstawia G. jako mojego kumpla/przyjaciela. Matka za to, kompletnie nie akceptuje G., mówi do niego „Pan” a mojej córki stara się nie zauważać, a jak już raczy ją „zobaczyć” to powie tylko „dziecko…”, albo „dziewczyno…”, nigdy po imieniu. Nie traktuje jej jak wnuczkę. 


Data wpisu: 29 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

„Lesbijska fryzura” Robyn i jej gejowscy fani, czyli wywiad w „Out”

Specjalnie dla Out Robyn – szwedzka gwiazda śpiewająca Show Me Love - udzieliła wywiadu o Body Talk, burdelu z dance/elektro-pop oraz, tak, lesbijskości, której ona nie ma, ale totalnie się z nią utożsamia.

Robyn nie tylko utożsamia się z kulturą queer – czuje się w niej całkowicie zanurzona. W rzeczywistości sesja zdjęciowa dla Out odbyła się w najbardziej tęczowym tygodniu jej życia, jak napisała Noah Michelson, odnosząc się do występu na New Now Next Awards, White Party i pojawienie się w ”The Ellen DeGeneres Show”.

Nie jest sekretem, że geje uwielbiają Fembot. Ale lesbijki też i to nie tylko dlatego, że wygląda, że jest jedną z nas. Jak powiedziała w wywiadzie:

Jestem brana za lesbijkę przez cały czas – ale pewnie dlatego, że mam najbardziej lesbijską fryzurę ze wszystkich dziewczyn z mojej dziedziny.

Później kontynuuje:

Kiedy dorastałam i się przedstawiałam mówiłam: „Cześć, nazywam się Robyn i jestem dziewczyną”, ponieważ w Szwecji, Robyn to imię dla chłopaka i miałam krótkie włosy. Jedna z moich nauczycielek uważała, że jestem chłopcem przez 3 lata. Próbowałam jej to wytłumaczyć, ale ona mówiła: „Mój syn też chciał być dziewczynką, jak był mały”. Ostatecznie moja mama musiała napisać jej wiadomość, która mówiła: „Proszę nie zakładać, że Robyn jet chłopcem, ponieważ jest dziewczynką”.

Po przeżyciu tego, że byłam konfrontowana przez reakcję ludzi na to jak wyglądałam lub jak powinnam wyglądać mogłam zidentyfikować swoją queerowość. Często mi się to zdarza, nadal, i często w Ameryce, pomimo tego, że to co ja uważam za butch jest bardzo kobiece w Europie, tutaj może zszokować ludzi bardzo łatwo przez wyglądanie trochę queer.

Jak widzicie Robyn nie jest lesbijką, ponieważ nie użyła pojęcia „futch*”, gdzie powinno zostać użyte.

*połączenie femme i butch.

Dalej wywiad dotyczy tego, że Dancing On My Own stało się branżowym hymnem i nie ma z tym problemu.

Kultura LGBTQ ucieleśnia kwestie związane z wyobcowaniem. Myślę, że wszyscy się boimy być sami. Wszyscy chcemy być kochani i chcemy być widzialni. Kiedy jesteś inny na bardzo podstawowym poziomie, to uczucie będzie z tobą częściej niż u kogoś kto nie musi temu stawiać czoło (jak to jest być outsiderem). Myślę, że ta piosenka jest o tym jak to jest być poza – bardzo fizycznie – i jeśli uważacie, że to tęczowy hymn uznam to za super komplement.

 


Data wpisu: 18 czerwca, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wolność, równość, TRANSformacja

Prezentujemy rozmowę poświęconą sztuce Julii Holewińskiej „Ciało obce” opublikowaną w numerze 2/2011 miesięcznika „Dialog”. Inspiracja dla autorki była historia Ewy Hołuszko, przed operacją korekty płci ważnego działacza mazowieckiej Solidaności. W dyskusji udział wzięły publicystki i działaczki opozycyjne: Kinga Dunin i Teresa Bogucka, reżyserka dokumentu o Hołuszko – Magda Mosiewicz oraz Joanna Krakowska z „Dialogu”. KRAKOWSKA: [czytaj dalej..]


Data wpisu: 8 kwietnia, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pancerz

Rozmowa z profesorem Michałem Głowińskim Brałem pod uwagę ryzyko, że zostanę przez kogoś odrzucony, co się nie stało. To jest dla mnie bardzo pocieszające. Wysłałem książkę prawie setce bliższych i dalszych znajomych. Reakcje były pozytywne. W środowisku naukowym, w którym się obracam, mój homoseksualizm był tajemnicą poliszynela. Nie mówiłem o tym, ale też nie udawałem [czytaj dalej..]


Data wpisu: 21 lutego, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Chcę być Marszałkową

rozmowa z Jeanne Michèle Charbonnet Jeanne Michèle Charbonnet (ur. 1963) – amerykańska (z francuskimi korzeniami) śpiewaczka operowa, jeden z najważniejszych głosów (sopran) w europejskiej operze. W ostatnich latach występowała m.in. w „Królu Learze”, „Elektrze”, „Tannhauserze”, „Tristanie i Izoldzie” na scenach Paryża, Berlina, Frankfurtu, Wenecji, Genewy, Barcelony, Madrytu, Warszawy. O jej występie w warszawskiej Operze Narodowej w [czytaj dalej..]


Data wpisu: 19 lutego, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Prawy do lewego

Rozmowa z Michałem Zygmuntem, pisarzem, m.in. o jego ostatniej książce “Lata walk ulicznych”, o byciu w… Młodzieży Wszechpolskiej, o polityce, polskim środowisku LGBT W twojej nowej powieści „Lata walk ulicznych” gej mierzy się z polską transformacją ostatnich 20 lat. Wielość jego doświadczeń – erotycznych, zawodowych, politycznych, towarzyskich – przyprawia o zawrót głowy. To moje prywatne [czytaj dalej..]


Data wpisu: 13 lutego, 2011 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystkiego czego nawet sobie nie wyobrażacie

Przemysław Decyk – twórca portalu LGBTQF.com odpowiada na nasze pytania dotyczące planów, bezpieczeństwa użytkowników i dlaczego warto zdobyć zaproszenie do serwisu.Opowiedz skąd wziął się pomysł? Pomysł urodził się w grudniu 2008 roku, – „… był zimowy wieczór …”. Historie powstania projektu lgbtqf.com od jego narodzin do dzisiaj będę opisywał w serii swoich blogów pod adresem [czytaj dalej..]


Data wpisu: 3 stycznia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Barry Gouldsbury – Mr. Gay Ireland 2011 – z tą rolą wiąże się odpowiedzialność

Kilka tygodni temu Irlandia wybrała nowego reprezentana środowiska gejowskiego – Mr. Gay Ireland 2011 został Barry Gouldsbury. Świeżo wybrany już ma dużą motywację, aby działać na rzecz środowiska LGBT w Irlandii i Europie. http://www.facebook.com/MRGAYIRELAND2011 Czy możesz się zaprezentować w kilku słowach? Nazywam się Barry Gouldbury i pochodzę z Dublina, gdzie aktualnie mieszkam. Pracuję jako fryzjer [czytaj dalej..]


Data wpisu: 24 listopada, 2010 autor wpisu: Bejnamin  |  Komentowanie nie jest możliwe

Przełom w świecie mniejszości seksualnych – Unia Europejska pomaga społeczności lgbtq

Nowe technologie są teraźniejszością w której żyjemy i przyszłość w której będziemy żyć.  Internet jest miejscem gdzie możemy znaleźć informacje, znajomych , przyjaciół. W głównej swojej zasadzie Internet jest tworem anonimowym ale czy dla każdego ? To pytanie pojawiło się w głowie właściciela portalu lgbtqf.com – pierwszego międzynarodowego portalu społecznościowego dla mniejszości seksualnych i ich [czytaj dalej..]


Data wpisu: 17 września, 2010 autor wpisu: EuroPride2010  |  Komentowanie nie jest możliwe

Relizm seksualny

Rozmowa z Marcinem Szczygielskim, autorem książki „Berek“ „Berek“ zaczyna się od seksu, więc my też zacznijmy od seksu. Pisanie tych scen sprawiało mi wielką przyjemność – także intelektualną. Był to przy okazji mój nie tylko gejowski, ale także pisarski coming out – w moich wcześniejszych książkach bardziej się cenzurowałem. „Berek“ mnie wyzwolił. Kazimiera Szczuka napisała [czytaj dalej..]

Data wpisu: 2 sierpnia, 2010 autor wpisu: Replika  |  Komentowanie nie jest możliwe

Znaleźć równowagę

Kobieta i mężczyzna – zauroczenie, miłość, małżeństwo. I tak – żyją długo i szczęśliwie. Schemat i banał? Niekoniecznie. Nieschematyczne jest to, że on też bywa kobietą. Bywa Martą. Ania pokochała Tomka, wiedząc, że Tomek to mężczyzna niezwyczajny – crossdresser, transwestyta. I jest z nim szczęśliwa, zupełnie jak w bajce, czasem tylko zamiast króla i królowej [czytaj dalej..]

Data wpisu: 30 lipca, 2010 autor wpisu: MultiKulti  |  Komentowanie nie jest możliwe