Archiwum dla kategorii: ‘teatr’

Ciało obce — Trans-Solidarność

Najnowsza premiera reżysera Kuby Kowalskiego na sopockiej scenie Teatru Wybrzeże oparta jest na autentycznej historii działaczki Solidarności, odznaczonej Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Ewy Marii Hołuszko. Dziwicie się, że nie znacie tej postaci? Od kilkunastu lat nie bierze czynnego udziału w życiu społecznym i politycznym ze względu na odtrącenie jakie spotkało ją po opercji korekty płci.

plakat1 210x300 Ciało obce   Trans Solidarność
plakat

Nagrodzony w 2010 r. Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną spektakl, brawurowo wyreżyserowany przez Kubę Kowalskiego, pokazuje zarówno czasy solidarnościowej konspiracji, proces korekty płci i to, co po nim nastąpiło. Jak zapewne możecie się domyślać, bycie sobą Ewa przypłaciła odtrąceniem. Zarówno przez dawnych towarzyszy/ki z podziemia, własną rodzinę- syn Lech, nazwany tak na cześć Wałęsy, który u swojej „matki” brzydzi się nawet spróbować przygotowanego dla niego posiłku czy też trudną młodzież, którą uczy Ewa (swoją drogą praca w publicznej edukacji to synonim upodlenia).

Bardzo wiele jest w tym spektaklu smutnych i gorzkich scen. Wspomniane już relacje Ewy z synem, nieobecność podczas świąt zaproszonych gości, na których przyjęcie (szynka parneńska z Biedronki) Ewa wydała całą swoją szkolną wypłatę, wizyta u lekarza (w tej roli fenomenalny Maciej Konopiński), który traktuje Ewę po tranzycji jak dziwadło, czy też zachwyt działaczki nad kupionym w promocji kremem i jego działaniem.

Jest w „Ciałach obcych” odtrącenie, jest kryzys, jest samotność osoby transpłciowej, która jednak odnajduje szczęście i godność w byciu sobą (jak ważna dla niej była tranzycja pokazuje wizyta u lekarki, której Ewa zawdzięcza biologiczną przemianę ciała). Jest obraz milicyjnej akcji Hiacynt, w której szantażowano osoby LGBTQ. Jednak, mimo wielkiego ładunku emocjonalnego i bardzo prawdziwie pokazanej sytuacji osób LGBTQ w Polsce, można się na nim dobrze bawić. „Ciała obce” bowiem czasem są kabaratem, czasem musicalem, są genialnie zagrane, oczarowują ruchem scenicznym (Katarzyna Chmielewska z Dada Von Bzdulow) i scenografią.

Salę teatralną wypełnia biało-czerwona spirala– narodowe DNA. Aktorzy przez cały spektakl wspinają się po nim i tańczą. Wspaniale brzmi z jego wierzchołka monolog Ewy (jeszcze jako Adama), w tej roli świetny Marek Tynda, która spodziewając się dziecka, czyta o fazach życia płodowego i okresie kształtowania narządów płciowych. Jej zaklinanie boga, by w przypadku jej dziecka, nie pomylił się, jest bardziej niż poruszające. DNA w pewnym momencie spektaklu służy też jako szkolna klasa. Według mnie to jedna z najmocniejszych scen dramatu. Młodzież rozmawiająca między sobą o „obciąganiu za dwadzieścia groszy” (przoduje powracająca w wielkiej formie Anna Kociarz), totalnie łamie dystans między klasą a nauczycielką, wypytując ją o wielkie piersi i bary.

Równie ciekawy zabieg zastosowano przy kostiumach. Aktorzy występują w bieli, a aktorki w czerwieni. Aby cofnąć się w czasie do lat 80.- wszyscy zakładają powyciągane bure swetry. Są też momenty, w których aktorzy transują ubierając ciasną bieliznę.

Część scen jest śpiewanych, z akompaniamentem perkusji i saksofonu.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to może do lekkiego przeładowania, właśnie muzyką, ruchem scenicznym, niektórych fragmentów. Ale jednocześnie empatyzuję z reżyserem, któremu na pewno trudno byłoby ciąć swoje w tak wielu aspektach przemyślane dzieło.

                   Ania Urbańczyk

                   „Ciała obce” Teatr Wybrzeże Scena Kameralna, Sopot

Reżyseria: Kuba Kowalski
Dramaturgia: Julia Holewińska
Scenografia: Katarzyna Stochalska
Muzyka: Piotr Maciejewski
Światło: Damian Pawella
Ruch sceniczny: Katarzyna Chmielewska
Występują: Marek Tynda, Justyna Bartoszewicz, Piotr Biedroń, Magdalena Boć, Małgorzata Brajner, Piotr Domalewski, Anna Kociarz, Maciej Konopiński, Robert Ninkiewicz, Piotr Maciejewski, Paulina Strzegowska



Data wpisu: 16 marca, 2012 autor wpisu: Ania Urbanczyk  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nasza klasa

Oczywiście nie o portalu będzie ta recenzja a o (w miarę) nowej sztuce Teatru na Woli: Nasza klasa – historia w XIV lekcjach. Niektórym wydawać by się mogło, że tematyka tej sztuki niewiele ma wspólnego z treściami tego portalu. Nic bardziej mylnego.Tomasz Słobodzianek, autor Naszej klasy (nagrodzony m.in. Nike) opowiada historię pewnej klasy z małego miasteczka – jednego z wielu tych, które w czasie II wojny światowej wsławiły się rozwiązaniem kwestii żydowskiej tak jak najsłynniejsze miasto – Jedwabne. W wiejskiej klasie spotykamy 10 uczniów – różnej płci, różnego pochodzenia (Polaków i Żydów), różnego pochodzenia.

2 Nasza klasa

Click here to view the video on YouTube.

plakat NK Nasza klasa
plakat Naszej Klasy

Obserwujemy wydarzenia podzielone na lekcje. Od momentu, kiedy klasa jest razem, bawi się i nie widzi różnic, przez kolejne zmiany władzy i ideologii, co wpływa znacząco na życie tych ludzi. Zaczyna się od wyjazdu Abrama – jednego z dzieci żydowskich. Abram będzie  zawsze obecny w klasie, ale gdzieś obok, daleko, w Ameryce. Mamy Dorę – szkolną piękność, żydówkę, która będzie użerała się z mężem alkoholikiem wiecznie płaczącym dzieckiem, Zochę, prostą, naiwną, polską dziewuchę, która po prostu chce kochać i być kochana, ale nie ma szczęścia w miłości, Rachelka (Marinna) – oczytana, znająca kilka języków miała przed sobą świetlaną przyszłość, ale sytuacja sprawiła, że skończyła ukrywając się po lesie z mężem honorowym kretynem, Jakuba Kaca – żydowskiego intelektualistę, wymoczka, który zostaje socjalistą ze strachu, Ryśka – polskiego chłopaka, który zakochany w Dorze nigdy nie wyjawia tego uczucia, co prowadzi do osobistej tragedii, Zygmunta – polskiego aparatczyka kolaborującego z NKWD, potem z komunistami, prowodyr mordu, ale też przykładny ojciec rodziny, Menachema – żydowskiego babiarza, przeżywającego pogrom, by mścić się na katach, wyjeżdża do Izraela by zostać żołnierzem, Władka, prostego polskiego chłopa, który mimo swojej ogólnej głupoty wykazuje wiele ludzkich odruchów, Heńka – typowego kolegę z paczki, który zawsze wspierał swoich polskich kolegów, katolicki aparatczyk, który zostaje księdzem, by piąć się po drabinie kariery (to o nim padają słowa, że jest pederastą) i Abrama, który po wyjeździe pisze listy od czasu do czasu i czyta o strasznych wydarzeniach tamtych czasów.

Oglądając sztukę próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie – jak to możliwe, że ludzie, którzy spędzili ze sobą tyle lat w szkole, byli kolegami, koleżankami zostali doprowadzeni do sytuacji, w której mordowali siebie nawzajem, często w bestialski i niezrozumiały sposób.

nasza klasa9 300x200 Nasza klasa
Nasza Klasa – Dora, Rysiek, Heniek i Zygmunt

Słobodzianek wzorując się na prawdziwych postaciach stara się trochę uzupełnić luki w ich życiorysach przy pomocy fantazji. Postać Zygmunta była wzorowana na Zygmuncie Laudańskim (który z bratem Jerzym był jednym z głównych prowodyrów mordu w Jedwabnem), Jakub Kac był Jakubem Kacem, ale też Józefem K. zarżniętym w kamieniołomie, Menachem ma pewne cechy wspólne z Wasersztejnem, Zocha i Antonia Wyrzykowska, Włodek i Stanisław Ramotowski, Marianna i Marianna (Rachela Finkelsztejn) – to postaci fikcyjne czerpiące z rzeczywistych.
Przez 78 lat, kiedy rozgrywa się sztuka (od 1925 roku ), widzimy jak ludzkie losy sterowane są przez politykę i ideologię. Poznajemy bohaterów tak różnorodnych i ciekawych, tak wesoło pasujących do wierszyków dla dzieci i zabaw, które odgrywają, że kiedy zaczyna się akcja: gwałty, mordy, dzieciobójstwo, zagłada i dziesiątki innych nieszczęść  - czujemy się bezradni i oszołomieni. Patrzymy na rozgrywające się dramaty, ale za chwilę słyszymy prawo Archimedesa.
Ta polemika z Umarłą klasą Kantora* pokazuje, że duchy z przeszłości są udręczeniem, a nie wspomnieniem.

Ironiczny tytuł odnosi się do wspólnoty – kruchej, ale realnej – która potem nieodwracalnie się rozpada, zamieniając się we wspólnotę złej pamięci. Z zaklętego kręgu krzywd i resentymentów nie ma wyjścia. Sztuka Słobodzianka zaczyna się od wyliczenia dramatis personae wraz z datami narodzin i śmierci. Bohaterowie od początku są duchami, upiorami albo – jak kto woli – trupami. 
Ta sztuka stawia nas pomiędzy: życiem a śmiercią, słowem a milczeniem, pytaniem a odpowiedzią.

Scenografia, kostiumy, światło i muzyka – to wszystko tworzy magiczną całość, która pochłania widza bez reszty. Symboliczne wymienianie wiszących nad drzwiami symboli (krzyża, swastyki oraz sierpa i młota), ubrania bohaterów mówiące o ich życiu, ławki i krzesła, które raz są szkolną klasą, innym razem meblami z wesela, jeszcze w innym bryczką a w jeszcze innym planem miasta – wszystko to tworzy klimat, który ma nie rozpraszać od głównego wątku: wielogłosu bohaterów. Wydarzenia życia poznajemy często z kilku perspektyw na raz. Oczywiście sztuka nie odpowiada na pytanie: DLACZEGO sąsiedzi mordowali sąsiadów, koledzy z klasy kolegów itd. Najczęściej widzimy jak bohaterowie mówią – tak musiało być, co innego można było zrobić w takiej sytuacji, czy TY postąpiłbyś/ postąpiłabyś inaczej? Jak możliwe było, że przez 60 lat zmowa milczenia winiła za mord w Jedwabnem Nazistów, kiedy to polska ludność, była głównie za to odpowiedzialna?

Dookoła stał tłum. Sami znajomi. Sąsiedzi. Przyglądali się. Żartowali

Chociaż sztuka jest bardzo posępna i dotyczy okropnych wydarzeń daje jednak iskierkę nadziei. Obok całego zła widzimy miłość, przyjaźń, osoby, które ratowały Żydów, troskę i dobro. Bardzo znaczącym jest końcowe wystąpienie Abrama, którego całą rodzinę zamordowano, ale on opisuje rodzinę, której on dał początek – przez dobre dwie minuty słuchamy o wszystkich dzieciach ich mężach i żonach, wnukach i wnuczkach i ich dzieciach i żonach i kolejnych pokoleniach.
Kto jest bohaterem? Władek i Zocha? Niekoniecznie robili to z pobudek altruistycznych. Zygmunt, Heniek i Rysiek – “prawdziwi Polacy”? Zdolni do mordowania, zdradzania i knucia w imię patriotyzmu? Zamordowani Żydzi – Jakub i Dora? Menachem, który próbował pomścić swoich bliskich? Marianna adoptująca się do nowych warunków? Abram?

Zło czynione przez ludzi ich przeżywa. Dobro częstokroć ginie pogrzebane z ich kośćmi.

Największym wyzwaniem jest język. Czy istnieje język, który może opisywać taki bezmiar zła? Czy słowo zagłada potrafi zamknąć w sobie całe zło i okrucieństwo, które się wtedy dzieje? Czy Heniek jest tylko oportunistą i socjopatą? Sam z resztą pisze do Abrama, że to wszystko jest nie do opisania co spotkało… naszą klasę. Na szczęście to opisane zostało – od Sąsiadów Grossa, przez My z Jedwabnego Bikont aż po Naszą klasę Słobodzianka.

Przez cały czas na scenie są z nami zmarli. Kolejne ławki przenoszone są z części głównej za drzwi, gdzie kolejne trupy siadają i przyglądają się poczynaniom swoich kolegów i koleżanek z ławek szkolnych. Oni nigdy nie są zapomniani. Co jakiś czas nawiedzają żyjących – tych zwyczajnych ludzi, którzy w innych czasach, w innym miejscu, a może w innej sytuacji przeżyliby swoje życie spokojnie, po prostu. Bez tego całego zła.

Ludzie ludziom zgotowali ten los.
OBSADA:
DORA: Magdalena Czerwińska / Monika Fronczek
ZOCHA: Izabela Dąbrowska
RACHELKA: Dorota Landowska / Anna Gryszkówna / Julia Wyszyńska
JAKUB KAC: Robert T. Majewski
RYSIEK: Maciej Skuratowicz / Maciej Czernecki
MENACHEM: Przemysław Sadowski / Mariusz Drężek
ZYGMUNT: Karol Wróblewski
HENIEK: Marcin Sztabiński
WŁADEK: Leszek Lichota
ABRAM: Paweł Pabisiak

 

REŻYSERIA: Ondrej Spišák

II REŻYSER: Aldona Figura

SCENOGRAFIA: František Liptak

KOSTIUMY: Jan Kozikowski

OPRAWA MUZYCZNA: Bartłomiej Woźniak

CHOREOGRAFIA: Anna Iberszer

KIEROWNICTWO PRODUKCJI: Magdalena Romańska

INSPICJENT: Mateusz Karoń

Spektakt Fundacji Sztuka Dialogu w koprodukcji z Festiwalem Konfrontacje Teatralne w Lublinie.

 

Premiera 16 października 2010 w Teatrze Na Woli.

 

Spektakl grany na scenie ul. Kasprzaka 22

 

Czas trwania: ok. 2 godz. 45 min, 1 przerwa

* W Umarłej klasie Tadeusza Kantora umarli wracają na swoje własne miejsce w szkolnych ławkach. Ławki ustawione są na scenie tuż przed ławkami albo krzesłami dla widzów, zanim jeszcze zacznie się przedstawienie. W ławkach siedzą manekiny chłopców i dziewcząt. Umarli siadają obok samych siebie, obok byłych siebie, obok siebie, którzy b y l i. Są dwie różne “klasy” przywołane z niepamięci i wywołane (jak uczeń, którego się w y w o ł u j e do odpowiedzi) pamięcią Kantora. Pierwsza klasa – to klasa przed maturą w galicyjskim gimnazjum w małym miasteczku w monarchii austro-węgierskiej w przeddzień pierwszej wojny światowej. Druga “klasa” w tym halucynacyjnym spektaklu Kantora to umarły albo raczej wypalony do imentu e t o s tego zakątka ziemi, gdzie mieszkali obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. 

/…/ w teatrze Kantora żywi są sobowtórami manekinów. Żywi są sobowtórami umarłych i to jest chyba to najważniejsze, co ma Kantor do powiedzenia. 

W Umarłej klasie wizją teatralną, powtarzającą się uporczywie i mającą fizyczność i natręctwo sennego koszmaru, jest korowód umarłych, powracających, żeby zasiąść ponownie w szkolnych ławkach. 

/…/ u Kantora obraz, temat i obsesja, jak guz, który uwiera, jak freudowska trauma – są jednym i tym samym.

/…/ Teatr Kantora nazywam teatrem esenscji. Według słynnej definicji Sartre’a, egzystencja poprzedza esencję. Egzystencją są wybory i gry – moralne, intelektualne i towarzyskie. Egzystencją jest wolność wyboru. Esencją jest, co z nas zostaje. Esencją jest dramat ludzki oczyszczony z przypadku i ze złudzeń, że są w nim wybory. Esencją jest ślad. Jak odcisk skorupiaka na kamieniu jeszcze nie do końca rozmyty przez wodę. 

/…/ Kantor obecny/nieobecny na scenie od pierwszej do ostatniej chwili spektaklu, przygarbiony w tym samym zawsze czarnym ubraniu i ciemnym szalu, ponaglający swoich aktorów lekkim, czasem niemal niedostrzegalnym trzepnięciem palców, jakby zniecierpliwiony, że to wszystko jeszcze tak długo trwa, wydać się może Charonem, który przeprawia umarłych na tamtą stronę. Ale Kantor nie tylko odprawia umarłych, on ich także sprowadza. W tym teatrze znikającego i rozmytego śladu Kantor obecny na scenie jest pamięcią po miejscach i ludziach. I w tym jest niezwykłość i powagaUmarłej klasy i Wielopola.
[Jan Kott, Teatr esencji: Kantor i Brook] 

 

 


Data wpisu: 10 grudnia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nasza klasa

Oczywiście nie o portalu będzie ta recenzja a o (w miarę) nowej sztuce Teatru na Woli: Nasza klasa – historia w XIV lekcjach. Niektórym wydawać by się mogło, że tematyka tej sztuki niewiele ma wspólnego z treściami tego portalu. Nic bardziej mylnego.Tomasz Słobodzianek, autor Naszej klasy (nagrodzony m.in. Nike) opowiada historię pewnej klasy z małego miasteczka – jednego z wielu tych, które w czasie II wojny światowej wsławiły się rozwiązaniem kwestii żydowskiej tak jak najsłynniejsze miasto – Jedwabne. W wiejskiej klasie spotykamy 10 uczniów – różnej płci, różnego pochodzenia (Polaków i Żydów), różnego pochodzenia.

Skichałem się. Spróbuj później.

plakat NK Nasza klasa
plakat Naszej Klasy

Obserwujemy wydarzenia podzielone na lekcje. Od momentu, kiedy klasa jest razem, bawi się i nie widzi różnic, przez kolejne zmiany władzy i ideologii, co wpływa znacząco na życie tych ludzi. Zaczyna się od wyjazdu Abrama – jednego z dzieci żydowskich. Abram będzie  zawsze obecny w klasie, ale gdzieś obok, daleko, w Ameryce. Mamy Dorę – szkolną piękność, żydówkę, która będzie użerała się z mężem alkoholikiem wiecznie płaczącym dzieckiem, Zochę, prostą, naiwną, polską dziewuchę, która po prostu chce kochać i być kochana, ale nie ma szczęścia w miłości, Rachelka (Marinna) – oczytana, znająca kilka języków miała przed sobą świetlaną przyszłość, ale sytuacja sprawiła, że skończyła ukrywając się po lesie z mężem honorowym kretynem, Jakuba Kaca – żydowskiego intelektualistę, wymoczka, który zostaje socjalistą ze strachu, Ryśka – polskiego chłopaka, który zakochany w Dorze nigdy nie wyjawia tego uczucia, co prowadzi do osobistej tragedii, Zygmunta – polskiego aparatczyka kolaborującego z NKWD, potem z komunistami, prowodyr mordu, ale też przykładny ojciec rodziny, Menachema – żydowskiego babiarza, przeżywającego pogrom, by mścić się na katach, wyjeżdża do Izraela by zostać żołnierzem, Władka, prostego polskiego chłopa, który mimo swojej ogólnej głupoty wykazuje wiele ludzkich odruchów, Heńka – typowego kolegę z paczki, który zawsze wspierał swoich polskich kolegów, katolicki aparatczyk, który zostaje księdzem, by piąć się po drabinie kariery (to o nim padają słowa, że jest pederastą) i Abrama, który po wyjeździe pisze listy od czasu do czasu i czyta o strasznych wydarzeniach tamtych czasów.

Oglądając sztukę próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie – jak to możliwe, że ludzie, którzy spędzili ze sobą tyle lat w szkole, byli kolegami, koleżankami zostali doprowadzeni do sytuacji, w której mordowali siebie nawzajem, często w bestialski i niezrozumiały sposób.

nasza klasa9 300x200 Nasza klasa
Nasza Klasa – Dora, Rysiek, Heniek i Zygmunt

Słobodzianek wzorując się na prawdziwych postaciach stara się trochę uzupełnić luki w ich życiorysach przy pomocy fantazji. Postać Zygmunta była wzorowana na Zygmuncie Laudańskim (który z bratem Jerzym był jednym z głównych prowodyrów mordu w Jedwabnem), Jakub Kac był Jakubem Kacem, ale też Józefem K. zarżniętym w kamieniołomie, Menachem ma pewne cechy wspólne z Wasersztejnem, Zocha i Antonia Wyrzykowska, Włodek i Stanisław Ramotowski, Marianna i Marianna (Rachela Finkelsztejn) – to postaci fikcyjne czerpiące z rzeczywistych.
Przez 78 lat, kiedy rozgrywa się sztuka (od 1925 roku ), widzimy jak ludzkie losy sterowane są przez politykę i ideologię. Poznajemy bohaterów tak różnorodnych i ciekawych, tak wesoło pasujących do wierszyków dla dzieci i zabaw, które odgrywają, że kiedy zaczyna się akcja: gwałty, mordy, dzieciobójstwo, zagłada i dziesiątki innych nieszczęść  - czujemy się bezradni i oszołomieni. Patrzymy na rozgrywające się dramaty, ale za chwilę słyszymy prawo Archimedesa.
Ta polemika z Umarłą klasą Kantora* pokazuje, że duchy z przeszłości są udręczeniem, a nie wspomnieniem.

Ironiczny tytuł odnosi się do wspólnoty – kruchej, ale realnej – która potem nieodwracalnie się rozpada, zamieniając się we wspólnotę złej pamięci. Z zaklętego kręgu krzywd i resentymentów nie ma wyjścia. Sztuka Słobodzianka zaczyna się od wyliczenia dramatis personae wraz z datami narodzin i śmierci. Bohaterowie od początku są duchami, upiorami albo – jak kto woli – trupami. 
Ta sztuka stawia nas pomiędzy: życiem a śmiercią, słowem a milczeniem, pytaniem a odpowiedzią.

Scenografia, kostiumy, światło i muzyka – to wszystko tworzy magiczną całość, która pochłania widza bez reszty. Symboliczne wymienianie wiszących nad drzwiami symboli (krzyża, swastyki oraz sierpa i młota), ubrania bohaterów mówiące o ich życiu, ławki i krzesła, które raz są szkolną klasą, innym razem meblami z wesela, jeszcze w innym bryczką a w jeszcze innym planem miasta – wszystko to tworzy klimat, który ma nie rozpraszać od głównego wątku: wielogłosu bohaterów. Wydarzenia życia poznajemy często z kilku perspektyw na raz. Oczywiście sztuka nie odpowiada na pytanie: DLACZEGO sąsiedzi mordowali sąsiadów, koledzy z klasy kolegów itd. Najczęściej widzimy jak bohaterowie mówią – tak musiało być, co innego można było zrobić w takiej sytuacji, czy TY postąpiłbyś/ postąpiłabyś inaczej? Jak możliwe było, że przez 60 lat zmowa milczenia winiła za mord w Jedwabnem Nazistów, kiedy to polska ludność, była głównie za to odpowiedzialna?

Dookoła stał tłum. Sami znajomi. Sąsiedzi. Przyglądali się. Żartowali

Chociaż sztuka jest bardzo posępna i dotyczy okropnych wydarzeń daje jednak iskierkę nadziei. Obok całego zła widzimy miłość, przyjaźń, osoby, które ratowały Żydów, troskę i dobro. Bardzo znaczącym jest końcowe wystąpienie Abrama, którego całą rodzinę zamordowano, ale on opisuje rodzinę, której on dał początek – przez dobre dwie minuty słuchamy o wszystkich dzieciach ich mężach i żonach, wnukach i wnuczkach i ich dzieciach i żonach i kolejnych pokoleniach.
Kto jest bohaterem? Władek i Zocha? Niekoniecznie robili to z pobudek altruistycznych. Zygmunt, Heniek i Rysiek – “prawdziwi Polacy”? Zdolni do mordowania, zdradzania i knucia w imię patriotyzmu? Zamordowani Żydzi – Jakub i Dora? Menachem, który próbował pomścić swoich bliskich? Marianna adoptująca się do nowych warunków? Abram?

Zło czynione przez ludzi ich przeżywa. Dobro częstokroć ginie pogrzebane z ich kośćmi.

Największym wyzwaniem jest język. Czy istnieje język, który może opisywać taki bezmiar zła? Czy słowo zagłada potrafi zamknąć w sobie całe zło i okrucieństwo, które się wtedy dzieje? Czy Heniek jest tylko oportunistą i socjopatą? Sam z resztą pisze do Abrama, że to wszystko jest nie do opisania co spotkało… naszą klasę. Na szczęście to opisane zostało – od Sąsiadów Grossa, przez My z Jedwabnego Bikont aż po Naszą klasę Słobodzianka.

Przez cały czas na scenie są z nami zmarli. Kolejne ławki przenoszone są z części głównej za drzwi, gdzie kolejne trupy siadają i przyglądają się poczynaniom swoich kolegów i koleżanek z ławek szkolnych. Oni nigdy nie są zapomniani. Co jakiś czas nawiedzają żyjących – tych zwyczajnych ludzi, którzy w innych czasach, w innym miejscu, a może w innej sytuacji przeżyliby swoje życie spokojnie, po prostu. Bez tego całego zła.

Ludzie ludziom zgotowali ten los.
OBSADA:
DORA: Magdalena Czerwińska / Monika Fronczek
ZOCHA: Izabela Dąbrowska
RACHELKA: Dorota Landowska / Anna Gryszkówna / Julia Wyszyńska
JAKUB KAC: Robert T. Majewski
RYSIEK: Maciej Skuratowicz / Maciej Czernecki
MENACHEM: Przemysław Sadowski / Mariusz Drężek
ZYGMUNT: Karol Wróblewski
HENIEK: Marcin Sztabiński
WŁADEK: Leszek Lichota
ABRAM: Paweł Pabisiak

 

REŻYSERIA: Ondrej Spišák

II REŻYSER: Aldona Figura

SCENOGRAFIA: František Liptak

KOSTIUMY: Jan Kozikowski

OPRAWA MUZYCZNA: Bartłomiej Woźniak

CHOREOGRAFIA: Anna Iberszer

KIEROWNICTWO PRODUKCJI: Magdalena Romańska

INSPICJENT: Mateusz Karoń

Spektakt Fundacji Sztuka Dialogu w koprodukcji z Festiwalem Konfrontacje Teatralne w Lublinie.

 

Premiera 16 października 2010 w Teatrze Na Woli.

 

Spektakl grany na scenie ul. Kasprzaka 22

 

Czas trwania: ok. 2 godz. 45 min, 1 przerwa

* W Umarłej klasie Tadeusza Kantora umarli wracają na swoje własne miejsce w szkolnych ławkach. Ławki ustawione są na scenie tuż przed ławkami albo krzesłami dla widzów, zanim jeszcze zacznie się przedstawienie. W ławkach siedzą manekiny chłopców i dziewcząt. Umarli siadają obok samych siebie, obok byłych siebie, obok siebie, którzy b y l i. Są dwie różne “klasy” przywołane z niepamięci i wywołane (jak uczeń, którego się w y w o ł u j e do odpowiedzi) pamięcią Kantora. Pierwsza klasa – to klasa przed maturą w galicyjskim gimnazjum w małym miasteczku w monarchii austro-węgierskiej w przeddzień pierwszej wojny światowej. Druga “klasa” w tym halucynacyjnym spektaklu Kantora to umarły albo raczej wypalony do imentu e t o s tego zakątka ziemi, gdzie mieszkali obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. 

/…/ w teatrze Kantora żywi są sobowtórami manekinów. Żywi są sobowtórami umarłych i to jest chyba to najważniejsze, co ma Kantor do powiedzenia. 

W Umarłej klasie wizją teatralną, powtarzającą się uporczywie i mającą fizyczność i natręctwo sennego koszmaru, jest korowód umarłych, powracających, żeby zasiąść ponownie w szkolnych ławkach. 

/…/ u Kantora obraz, temat i obsesja, jak guz, który uwiera, jak freudowska trauma – są jednym i tym samym.

/…/ Teatr Kantora nazywam teatrem esenscji. Według słynnej definicji Sartre’a, egzystencja poprzedza esencję. Egzystencją są wybory i gry – moralne, intelektualne i towarzyskie. Egzystencją jest wolność wyboru. Esencją jest, co z nas zostaje. Esencją jest dramat ludzki oczyszczony z przypadku i ze złudzeń, że są w nim wybory. Esencją jest ślad. Jak odcisk skorupiaka na kamieniu jeszcze nie do końca rozmyty przez wodę. 

/…/ Kantor obecny/nieobecny na scenie od pierwszej do ostatniej chwili spektaklu, przygarbiony w tym samym zawsze czarnym ubraniu i ciemnym szalu, ponaglający swoich aktorów lekkim, czasem niemal niedostrzegalnym trzepnięciem palców, jakby zniecierpliwiony, że to wszystko jeszcze tak długo trwa, wydać się może Charonem, który przeprawia umarłych na tamtą stronę. Ale Kantor nie tylko odprawia umarłych, on ich także sprowadza. W tym teatrze znikającego i rozmytego śladu Kantor obecny na scenie jest pamięcią po miejscach i ludziach. I w tym jest niezwykłość i powagaUmarłej klasy i Wielopola.
[Jan Kott, Teatr esencji: Kantor i Brook] 

 

 


Data wpisu: 10 grudnia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Bańka mydlana w Teatrze Dramatycznym

Z czytelnictwem w Polsce jest źle, ale obawiam się, że teatrem jest jeszcze gorzej. W ciągu 3 lat istnienia naszego portalu pojawiło się na nim zaledwie kilka recenzji teatralnych – spróbujemy to zmienić. Mamy nadzieję, że z waszą pomocą.660 1 Bańka mydlana w Teatrze DramatycznymBańka mydlana to sztuka na podstawie filmu Eytana Foxa i Gala Uchovskiego. Historia zaczyna się na pograniczu palestyńsko-izraelskim, gdzie w zatrzymanym do kontroli autobusie zaczyna się poród. Kontynuujemy ją poznając głównych bohaterów: Noam, Alon i Ahal są młodzi i mieszkają w Tel-Avivie. W ich życiu pojawia się Ashraf – ich rówieśnik z Palestyny. Możemy się przekonać jak bardzo granica między tymi dwoma państwami przebiega nie tylko na mapach czy pod względem politycznym, ale również w ludzkich głowach i zachowaniach. W świecie, w którym jesteśmy globalni dzięki telewizji i internetowi, gdzie granice tracą na znaczeniu okazuje się, że mogą być silniejsze niż kiedykolwiek. Obserwujemy ścieranie się tradycji i nowoczesności, różnych religii, ideologii i przekonań. Miłość między Noamem i Ashrafem pokazuje jak bardzo wojna niszczy – niezależnie od tego czy jest “słuszną” wojną czy nie.

Teatr Dramatyczny słynie ze sztuk, które współczesna młodzież określa jako “mocne”. Taka też jest Bańka mydlana – wszystkie wydarzenia nieuchronnie prowadzą do zakończenia, którego się nie spodziewamy, ale zostaje w pamięci na długo. Z tego przedstawienia nie można wyjść obojętnym na to, co się zobaczyło.
Muszę jednak uprzedzić, że sztuka zrobiona jest w bardzo nowoczesny sposób – bardzo ograniczona liczba rekwizytów, dużo multimedialnych fragmentów puszczanych rzutnikami, ekranami i telewizorami, ci sami aktorzy grający różne role. A cała scenografia składa się z folii bąbelkowej. Aktorzy wchodzą w interakcję z publicznością, wręcz siedzą miedzy nimi w trakcie sztuki. Jeśli więc nie jesteście fanami tradycyjnego szekspirowskiego dramatu – nowoczesna oprawa na pewno nie będzie wam przeszkadzać.
Znałam film, treść więc nie stanowiła dla mnie zaskoczenia. Miłym akcentem była przyjemna gra aktorka. Świetnie poradzili sobie również w sytuacji, w której przestały działać mikroporty.
Sztukę polecam szczególnie tym, którzy oczekują od teatru wrażeń i chcą przeżywać to, co dzieje się na scenie, a nie jedynie być biernym widzem.

Zapraszam do śledzenia repertuaru Teatru Dramatycznego.


Data wpisu: 6 grudnia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Szef Coconu zagra w „Lubiewie”

Janusz Marchwiński będzie zastępował Edwarda Kalisza w roli Patrycji.

Data wpisu: 25 października, 2011 autor wpisu: przeploty.pl - homo fakty, plotki i domysły - plotkarski serwis gej i les  |  Komentowanie nie jest możliwe