Otwarte drzwi
Tak naprawdę to szukam żony. Mam 31 lat i chcę mieć dzieci, może nie od razu gromadę, może tylko jedno. Z kimś dojrzałym, inteligentnym. Nie, raczej nie z kimś, ale z ktosią, bo kocham tylko kobiety. W idealnej wizji rodziny jest też miejsce dla ojca/-ów dziecka, którzy uczestniczą w wychowaniu. Mieszkamy blisko siebie, wszyscy mamy czas, pieniądze i możliwości. Dziecko ma dzieciństwo, my mamy rodzicielstwo, sielanka z problemami wyłącznie dźwigalnymi, biały płotek i golden w ogródku.
A teraz, moi drodzy, wróćmy do rzeczywistości. Zlikwidowali moją firmę, mam 2 dyplomy SGH, za sobą 10 lat praktyki zawodowej i odruchy wymiotne na samą myśl o szukaniu kolejnego etatu w biurze, w którym będę musiała spędzać 13 godzin na dobę 7 dni w tygodniu, oblepiona intrygami, podgryzaniem oraz „zrób jeszcze to, bo taka jesteś świetna”. Będę zarabiać mało i to na działalności, więc za co dziecko? Jak żyć, panie Premierze? I gdzie poznać przyszłą żonę, która w tak sprzyjających warunkach będzie chciała zakładać ze mną rodzinę?
Jak zawsze – mam dwie opcje. Pierwsza: czekać na księżniczkę na białej klaczy, pielęgnować celibat i walczyć z myślą, że umrę samotnie, potem zaś zjedzą mnie kundle sąsiadki. Słabo brzmi, chyba sami przyznacie? Opcja druga, nieco bardziej atrakcyjna: wchodzić w inne relacje, aktywnie poszukiwać, mieć bliskość, której potrzebuję na co dzień, ale nie oszukiwać partnerek, że zmieniłam plany, zapomniałam o dzieciach/ wyjeździe zagranicę czy co tam jeszcze macie w grafiku na nadchodzące lata. Czyli… relacja otwarta.
Poznałam Małą Aktywistkę nie tak dawno temu. Wpadła mi w oko swoimi tekstami, później doszła wizualizacja i ot, zagięłam na nią parol. Czy jest to kandydatka na żonę? Nie. Jest młoda, zakochana w różnych dziewczynach i ma jeszcze dużo przed sobą. Nie myśli o dzieciach, za to sporo o seksie, nie myśli o pracy, bo za dużo ma pasji
. Jest cudowna, spędzamy razem sporo czasu na naprawdę fajnych rozmowach, świetnym seksie, na tuleniu się czy wspólnym działaniu w akcjach. Kochamy się, ale ja nie jestem tą jedyną, ani ona nią nie jest. Nie czuję zazdrości, gdy idzie na randkę, ona nie wariuje, gdy ja się z kimś umawiam. Mam mniejsze libido, więc Mała zaspokaja je również we własnym zakresie, z innymi kobietami. Nic mi od tego nie ubywa, tak samo jak moje tulenie się do innej nie sprawia, że odmówię tego Małej. Co w tym wszystkim złego?
Myślę, że jest nam łatwiej, bo zasada otwartości towarzyszy nam od początku. I pełna szczerość co do uczuć, kobiet, planów życiowych. Na pewno trudniej jest parom, które chcą otworzyć związek na inne osoby niż nam – dwóm niezależnym bytom w relacji otwartej. Bo kto lubi zmiany? Kto nie poczuje się odepchnięty? Ale nie znaczy to, że łatwiej nam borykać się z kłopotami. Bo bycie w otwartej relacji wcale nie zwalnia z odpowiedzialności, jak mogą myśleć niektórzy. Nie, wtedy to nie są drzwi otwarte, tylko obrotowe, moi drodzy. Dzielimy problemy jej, moje, innych, jak to bywa zawsze, choćby i w kręgu przyjaciół. Bo przecież przyjaźnimy się, szanujemy, respektuję też jej relacje z innymi partnerkami, więc i tu staram się być na bieżąco. I vice versa. No i pozostaje kwestia czasu, który dla poliamorystów nie wydłuża się niestety, doba wciąż ma 24 godziny. Ale dla mnie to zaleta. Czasem fajnie mieć łóżko dla siebie, zjeść śniadanie przeglądając Facebooka, zdrzemnąć się w pojedynkę na kanapie, zatęsknić. Nie być lesbijską parka, która nie może ruszyć się nigdzie bez siebie.
Nie jestem radykałem i nie wyobrażam sobie, że kobieta, z którą będę starać się o dziecko, przechodzić ciążę, poród, okres niemowlęcy, poniemowlęcy, przedszkolny, będzie wyskakiwać na randki. Nie będzie na to czasu. Nie widzę tego, choć wierzę, że niektórzy ludzie tak potrafią. Jednak i ja nie zamierzam wiecznie zasłaniać się dzieckiem czy dziećmi, żeby uzasadnić monogamię. Chcę, żeby było wiadomo od początku, że ten związek możemy spróbować kiedyś otworzyć. Bo można się kochać, ale i kochać kogoś innego, uprawiać seks z inną osobą albo włączyć ją do rodziny, bo jest nam bliska. Jakoś ten cały ‘tradycyjny’ model niezbyt się sprawdza. Masa rozwodów lub bycie ze sobą na siłę – czy to jest naprawdę to, czego chcemy dla siebie i naszych dzieciaków? Może jednak warto rozważyć opcje pośrednie?




