Archiwum dla kategorii: ‘Opowiadania’

[konkurs] Kolejny magiczny wieczór

Kolejny magiczny wieczór. Czym jest jego magia? Czym wobec Twoich oczu?

Siedzimy w tłumie rozchichotanych dziewcząt, gdzie dolną linię dźwięku wyznacza męski bas. Szkło dzwoni obijając się o siebie, szklanki, butelki, a gdzieś z drugiego końca stołu słychać zgrzyt otwierającej się puszki. Słowa bez wszelkiego ładu wędrują w przestrzeń obijając się o moje uszy. Mężczyzna obok opowiada nieprzyzwoity dowcip, euforia alkoholowej rozkoszy rozlewa się na wszystkich. Czerwone, przepite, roześmiane twarze, uprawiające pijacką mądrość i humor od ostatniej klepki. Jeszcze kilka głębszych i faceci zaczną dobierać się do dziewczyn, swoich, nie swoich, nie ważne w kogo. Cel jest jeden. Nie chcę o tym myśleć, nie teraz, w głowie mam tylko jedno – ciebie. Siedzisz kawałek dalej, zajęta rozmową z przyjaciółką. Rozmawiaj, ale wiedz, że przegryzam wargę, na samą myśl, co mogę tobie zrobić. Rozmawiaj, jeszcze chwila…

Zauważasz moje spojrzenie, nie da się ukryć, że swoim wzrokiem już dawno rozebrałam cię. Moja cierpliwość już dawno przekroczyła granice, pożądanie, które rosło od samego początku wieczoru, stało się nie do opanowania. Nie odrywając wzroku wstaję, podchodzę do ciebie i chwytam za dłoń. Już wiesz, co masz robić. Milczymy obie, słów nie trzeba, nie teraz.

Biegniemy ulicą, jest pusta, wiatr pieści nasze twarze, stukot butów odbija się od kamienic, echo wyprzedza nas, niosąc swą wiadomość daleko w ciemność. Droga się dłuży, choć już tyle pozostało za nami. Oczekiwany cel został osiągnięty. Wpadamy do mrocznej klatki schodowej, a jej zimno przeszywa ciało. Popycham cię na odrapaną, zimną ścianę, oddech przeszywa nicość. Wpijam się w usta, mocno, stanowczo, przegryzając do krwi dolną wargę. Syknęłaś z bólu. Bez pozwolenia wdzieram się pod twą koszulę, nienasyconymi dłońmi szukam piersi, są takie kształtne, tak spragnione mojego dotyku. Odpychając mnie mówisz:

- Tutaj chcesz mnie? W mieszkaniu będzie bezpieczniej…

- Będę cię pieprzyć gdzie mi się podoba.

Twój śmiech łamie mrok, jest jak słońce w nicości zdartych ścian.

- Chodź, wariacie, chodź do domu.

 


Data wpisu: 24 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

[konkurs] Bo to jest w chorobie najstraszniejsze

Osoby:
O.                                     Partnerka. Niekiedy nazywana również Kochanie.
Albo Bliska Mi Osoba.
Naprawdę jest moją Rodziną.

Pani Doktor                      Moja Pani Doktor Prowadząca.
Istota w zasadzie przyjazna.

Pani Bożena                     Sąsiadka z Pokoju Chorych. Występuje czasem jako
katoliczka albo przyjaciółka Pana Adama.

Ja                                    Agnieszka Frankowska, chora albo rodzaj fikcji.
A ponieważ partnerka rzadko występuje sama,
dlatego biorę tę rolę na siebie.

Historia:

Da się szybko streścić. O. spotyka Ja albo ja spotyka O. w każdym razie spotykają się. Rodzi się namiętna miłość. Ciągle trwa w zdrowiu i w chorobie. Trzy lata mijają we względnym zdrowiu. Pół roku, to ostatnie, tylko w chorobie. O. nie opuszcza Ja. Odwiedza ją w szpitalu i czeka, na jej powrót do domu. Jest to historia, którą napisała choroba. Ponieważ jednak choroba nie potrafi pisać. Ja wzięłam to zadanie na siebie. Ta historia jest tak prawdziwa, jak tylko prawdziwa może być historia opowiedziana przez jedną osobę. Ewentualnych czytających muszę jednak przestrzec: historia ta da się szybko streścić, ale to, co najważniejsze, jest między paragrafami.

  1. Kolejność nie jest dowolna. Choroba podporządkowuje się chronologii. Jej cechą jest następowanie po sobie swoistych objawów.
  2. Każda choroba ma swój początek, swój koniec i coś pomiędzy nimi.
  3. Stoję pod napisem Izba Przyjęć. Jestem nieco zdenerwowana, bo wcześniej długo szukałyśmy miejsca parkingowego. Nie mogło być inaczej, zgodnie z hasłem reklamowym: „Szpital w sercu miasta”. Z Izbą zawsze miałam obezwładniające skojarzenia. Teraz traciłam równowagę na myśl o przymusowym „wyjściu z szafy”. Rejestratorka pyta: – Jakby co, to upoważniamy koleżankę? Osłupiałam: – Jaką koleżankę, przecież jeszcze nie pisnęłam słowa.- No tu jest, że O.? Mamy system wspólny ze szpitalem na Kurlandzkiej. Widocznie podawała tam Pani kiedyś, że koleżanka…, prawda? Burknęłam: – No tak. – Co to za koleżanka? Pani brnęła. – Właściwie rodzina. – A kto z rodziny? Pani brnęła dalej. – Bliska Mi Osoba! Traciłam cierpliwość. Rejestratorka zawiesiła spojrzenie na moich piersiach: – No dobrze, wpiszemy, że rodzina. Będzie lepiej brzmiało. A co z kurtką? Zostawia Pani w naszej szatni, czy ktoś ją zabierze? Kto Panią przywiózł? – Miałam to jeszcze raz przechodzić?! – Pomyślałam. Urwałam dalsze pytania, zdecydowanym: – Tak, przywiozła mnie O.! Wycofałam się do rzeczonej Bliskiej Mi Osoby: – Kochanie, właśnie powiedziałam tobie TAK  i niech to będzie nasze brzmienie na całe życie, ale może już poza szpitalnym systemem.
  4. Pierwszy raz mam własną Panią Doktor Prowadzącą, choć pod tym względem wolałabym zostać dziewicą. Ona jest naturalną blondynką, nie za młodą, ale i nie za starą, co uznałam za atut w lekarskim fachu. Gładko uczesana, z delikatnym uśmiechem, wzbudza zaufanie. Łagodnym gestem zaprasza mnie do Pokoju Badań i zaczyna wywiad: – Kojarzy Pani jakieś stresy z nasileniem objawów? I co tu powiedzieć, żeby nie skłamać: – Może przeprowadzka? – A z kim Pani mieszka? Podchwyciła Pani Doktor, a ja zaczęłam się jąkać: – Yyyyyyyyy. – Niech się Pani nie obawia, każde słowo, które padnie w tym pokoju, pozostanie między nami. No dobrze, powiem: – Mieszkam z Partnerką. Pani Doktor bez zmieszania i z pełnym zrozumieniem strzeliła wykład o mojej trudnej sytuacji w katolickim państwie. A zakończyła stwierdzeniem, że muszę być światłą kobietą. Przez moment poczułam się spadkobierczynią spuścizny moich praprzodkiń, spalonych na stosach. Niestety jednocześnie zrozumiałam, że w związku z tym, jej diagnoza może pójść tropem nerwicy.
  5. Jako świeżynka na oddziale dostałam bezmięsną porcję obiadową, ale jedna z Pań podzieliła się ze mną pałką kurczaka. W nocy sąsiadki tak piłują, że decybele przekraczają wszelkie normy unijne, a ulica imprezuje – noc jest wyzwaniem! I wiem, że posiedzę tu jeszcze ze dwa tygodnie. O. jest niepocieszona, ale dobrze sobie radzi. Odwiedza mnie codziennie, choć z każdym dniem jest mniej pewna siebie, bo bardziej niż zwykle stara się ukryć fakt, że jest kobietą. Dotykają nas ukradkowe spojrzenia, gdy witamy się z czułością.
  6. Dziś na oddziale dyżur ma moja koleżanka z podstawówki. – W tym przypadku osiem lat edukacji okazało się opłacalne. Moje łóżko zostało przeniesione pod okno. Dzięki czemu powiększyłam swoją przestrzeń życiową. Nie zdawałam sobie sprawy ile prywatności daje kaloryfer i parapet. Mam teraz widok na Ratusz i kawałek Starówki. Niestety okupiony niezręcznym przemilczeniem odpowiedzi na pytanie, czy mam męża i dzieci – koleżanka z podstawówki nie odpuściła.
  7. Obudziły mnie wrzaski za oknem, po raz kolejny sprawdziło się hasło, które mnie tu zwabiło: „Szpital w sercu miasta”. Serce tętniło dziś wyjątkowo niemiarowo, nie słychać przyjemnego gwaru spotkań, ale wycie, jakby komuś zależało na tym, by całe miasto nie spało wraz z nim. Podniosłam głowę, chcąc sprawdzić na ratuszowej wieży, o której godzinie, tym razem, pozbawiono mnie zdrowego snu. Dochodziła trzecia. – Pogieło was! Spojrzałam w dół ulicy, gdzie przy sklepie 24h, grupa postpankowców szarpała druty gitary i wypluwała sobie gardła, przepłukując je systematycznie przezroczystym płynem, który udawał tylko wodę źródlaną, bo inaczej słowa nie przemieniałyby się cudownie w ryki. – O nie chłopaki, nie daruję wam tej nocy! Cuda cudami, ale ja chcę spać! Wybrałam numer 112 i wybuchłam: – Jestem pacjentką szpitala na Szkolnej i proszę natychmiast tu kogoś przysłać, bo oka nie możemy zmrużyć. Pod monopolowym niemiłosiernie się drą! Dyspozytorka chyba znała już problem i bez zbędnej dyskusji przyjęła zgłoszenie: – Dobrze, już kogoś wysyłamy. Interwencja dwóch odblaskowych kamizelek z napisem Policja odniosła zbawienny skutek. Moje współlokatorki, te które mogły chodzić, zawisły na parapetach i biły brawo, zadając retoryczne pytanie: – Co robi ochrona szpitala? Rano zostałam okrzyknięta bohaterką i ochrzczona szpitalnym imieniem: Odważna. – Przyszło mi do głowy, że lesbijki muszą tak mieć, ale dlaczego mnie to nie cieszy.
  8. Pani Bożena jest katoliczką i uprawia biały związek ze swym przyjacielem, byłym śpiewakiem operowym, Panem Adam. Pani Bożena lubi zawiesić oko na zadbanych kobietach i jest delikatna, jak cojones w ustach nieuświadomionego degustatora. Pana Adama rozczulają eteryczni chłopcy i cały drży na myśl, że jego wzorzyste koszule smagane są deszczem. Pani Bożena i Pan Adam trzymają się za ręce, nie mając pojęcia, że właśnie zdradzają samych siebie.
  9. - Pani Agnieszka wie, jak to jest, gdy mieszka się samej, trzeba dbać o samowystarczalność. – Pręży się w swej pewności Pani Bożena. Mówię, że nie mieszkam sama, mieszkam z O. W oczach Pani Bożeny widzę przerażenie, jakby spojrzała w lustro i nie rozpoznała siebie, lecz śmiertelnego wroga. Pani Bożena zamknęła oczy i nie chciała już niczego poruszać.
  10. Uciekłam. Uciekłam ze szpitala. Plan nie był misterny. Od obiadu chodziła za mną -sałatka grecka. A od kilku dni przyglądam się restauracji po drugiej stronie ulicy, reklamującej się hasłem: „Nie udajemy Greka”. Pod osłoną O. i znajomej pary dziewczyn udałam, że przyszłam tu tylko w odwiedziny i prześlizgnęłam się obok Izby Przyjęć. Syndrom więźnia trzymał mnie za gardło przez całą kolację. Sałatka smakowała jak pierwszy dzień wolności! Nie wiem jak długo jeszcze dla dobra norm społecznych, wytrzymam w tej zatęchłej szafie – duszę się!
  11. Pani Doktor Prowadząca, wciągnęła mnie do szpitalnych służb specjalnych. – Szpieguję, która pacjentka symuluje. Co prawda miałam obiekcje i przez moment poczułam się jak zdrajczyni, ale relacja zależności zrobiła swoje. Na moje oko, każda tu mogłaby chodzić po wodzie, gdyby odrzuciły patriarchat, który jest nam kulą u nogi!
  12. Jak tak dalej pójdzie to, zaliczę tu kurs sanitariuszki. – W razie Fioletowej Rewolucji będzie jak znalazł. Służę na wszystkich frontach. – Obniżam i podwyższam zagłówki, obsługuję herbaciarnie, piszę skargi do redaktorek z TVP, a dziś nawet ratowałam omdlałe kobiety w szpitalnej kaplicy. Czyżbym była “dobrą lesbijką” – gdyby oni wszyscy wiedzieli…
  13. Śniadanie podaje sanitariuszka, która obraziła się, gdy nazwałam ją salową – okazuje się, że salowych już nie ma. Głosem Gargamela ogłasza: – Śniadanie, kochane dzieci!- Przez chwilę czuję się jak Smerfetka. Wczoraj byłam Alicją – w norze szpitalnej kaplicy, gdzie można zamknąć się od środka i gonić króliczka z Kochaną.
  14. O. wparowała do Pokoju Chorych grubo po godzinie odwiedzin – tak grubo, że właściwie już spałam. Podeszła do mojego łóżka radosnym krokiem, soczyście pocałowała i przytuliła. A ja ciągle zaskoczona jej obecnością, starałam się uciszyć nagły przypływ pożądania. Bałam się i teraz ja zdradziłam siebie. A O. przyszła mi powiedzieć, że właśnie zrobiła prawo jazdy na motocykl.
  15. Sąsiadka z łóżka po przekątnej wyznała: – Powiedziałam mężowi, że na sali mam taką prawdziwą, piękną kobietę. Na co mąż: – Zmieniłaś orientację?. Wypaliłam mu, że na to nigdy nie jest za późno. Zdziwiona Pani Bożena wydusiła z siebie po raz kolejny, że ona zawsze lubiła zawiesić w pracy oko na zadbanych kobietach i czy w związku z tym jest zboczona? – Doszłam do wniosku, że wszystkie choroby biorą się ze stłumionej seksualności.
  16. Znam tylko język swojej choroby. Wróciłam do siebie. Dziękuję.

Forma oparta o “Bo to jest w miłości najstraszniejsze” N. Muller.


Data wpisu: 23 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

[konkurs] Zachowaj zimną krew

Kolejna kłótnia przebiegła w miarę spokojnie. Uff… sukces! Konflikt został zażegnany. W ostatnim czasie taki obrót sprawy graniczył z cudem. Od pewnego czasu coś się zmieniło… Nasza półrocznica spędzona w Gdańsku zdziałała cuda. To za jej sprawą teraz możemy spokojnie wymieniać poglądy. Już nie muszę się obawiać, że któraś z nas rzuci słuchawką, czy krzykiem będzie próbowała wyperswadować coś drugiej. Chyba obie zdałyśmy sobie sprawę z tego, że kłótnie do niczego dobrego nie prowadzą.

Koko była podekscytowana wyjazdem do galerii. Na sam fakt cieszyła się co najmniej równie mocno, gdyby wygrała los na loterii. Nic dziwnego- kocha zakupy. Tamtego dnia wydawało mi się, że kocha je bardziej ode mnie. Szalejąc po sklepach kompletnie straciła poczucie czasu. Ja, nieprzyzwyczajona do zakupowego szaleństwa, wyznająca zasadę, iż chodzę do sklepu w konkretnym celu, z konkretnym zamiarem, padałam z braku sił. Jednak dzielnie dorównywałam kroku Koko i jak gdyby nigdy nic, znosiłam jej marudzenie, wybrzydzanie i inne humorki. Czego się nie robi dla własnej kobiety, prawda? Lecz czasem jej zachowanie wręcz mnie irytowało. Miała jakby klapki na oczach. Wpatrywała się w wystawy sklepowe jak zaczarowana. W jej oczach pojawiały się iskierki na widok jakiegoś tandetnego skrawka materiału, którego cena była szokująco wysoka jak na taki kicz. No cóż… jeszcze nie posiadamy wspólnych funduszy, więc spokojnie przytakiwałam z uśmiechem kiedy dumnie pokazywała mi ciuchy warte więcej niż przewidywał mój fundusz na cały czterodniowy wyjazd nad morze. Swoją drogą, nieco krępujące było dla mnie, kiedy oglądałyśmy rzeczy nie na moją kieszeń. Kiedy w jednej z witryn markowego sklepu zobaczyła buty za ponad 400 zł, koniecznie musiała je mieć. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego chce być posiadaczką takiego paskudztwa, jakim były brązowe botki, stylizowane na buty kowbojskie. Mam nadzieję, że tylko ze względu na świadomość wysokiej ceny, a nie wyglądu, bo wg mnie nie były warte tych pieniędzy.

- Kochanie, one są brzydkie- powiedziałam niepytana o opinię.

- Są cudowne! Muszę je mieć! – krzyknęła Koko wchodząc z impetem do sklepu, ciągnąc mnie za sobą.

- Mi się nie podobają. Wyglądają strasznie- próbowałam odwieść ją od kupna naprawdę brzydkich butów.

-Nie prawda. Są śliczne! Prawda Ana?- odparła z oburzeniem patrząc na Anę, która była moim sojusznikiem od samego początku wejścia do ogromnej galerii.

Ana towarzyszyła nam przez większość pobytu w Gdańsku. Momentami była nieco ignorowana przez nas obydwie, ze względu na nasze namiętne zajmowanie się sobą. Kako, która chwilowo zapomniała o jej istnieniu, w zakupowym szaleństwie, dostrzegła ją i zwróciła się do niej w nadziei, że usłyszy milsze słowa niż te wypowiedziane przeze mnie. Jednak bez skutku.

- Jasmina ma rację. Są nieładne. Nie kupuj ich- przyznała mi rację Ana.

Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że mój wybredny Miś nas posłuchał. Nie ma to jak siła perswazji. Zrezygnowana wyszła ze sklepu, pędząc już z uśmiechem do kolejnego gdzie również nie mogła liczyć na naszą pomoc. Kiedy podejmowałam kolejną próbę wytłumaczenia swojej kobiecie, że chce dokonać nieodpowiedniego zakupu, ta wybiegła z galerii obruszona. Poczłapałam za nią spokojnym krokiem. Wyszłam z założenia, że robienie kolejnej sceny niczym z brazylijskiego serialu nic nie da. Podeszłam wyluzowana do Koko, chwytając ją za rękę.

- Kochanie, nie bądź zła. Nie chciałam wychodzić z galerii, tylko nie byłam za tym, żebyś kupowała te buty. Chodź, poszukamy innych.

Jednak moja propozycja została odrzucona jakże wymownym „NIE”. Dobra, myślę sobie: „Tylko spokojnie. Zachowaj zimną krew.” I z tą myślą przez najbliższe kilkadziesiąt minut podróżowałam miejskim autobusem z obrażoną Koko obok, wpatrującą się szybę i ignorującą moje milczenie. Po wyjściu z zatłoczonego skupiska spoconych, wkurzonych, zabieganych ludzi, postanowiłam na spokojnie porozmawiać z Koko, która nie ukrywała niezadowolenia. Postanowiłam podjąć ryzykowną próbę i powiedziałam:


Data wpisu: 20 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli jak Polasteria nie wzięła udziału w trójkącie

Polasteria w zasadzie się nie ujawnia. Nie dlatego , że jest tchórzem tylko dlatego, że zazwyczaj to się nie opłaca. Ludzie, nawet Ci uważający się za tolerancyjnych, nie bardzo wiedzą jak się wobec biseksualizmu Polasterii zachować.

Polasterię zdradza niewiele. Oczywiście pewną sugestią mogłyby być ukończone dwa skrajne kierunki studiów, dwie skrajnie różne prace, dwa miejsca zamieszkania, położone na dwóch końcach Polski oraz kilka innych podwójnych rzeczy, niemniej śmiertelnicy nie łączą tego jakoś z orientacją, więc Polasterii uchodzi.

Polasteria choć nie wie do końca czy jest normalna czy nie (tzn psychologowie twierdzą, że tak choć ona sama nie jest pewna), z resztą to nie ma znaczenia, po prostu woli się nie zdradzać. Ale czasami pokusa jest zbyt silna …

Polasteria poznała chłopaka. Już myślała, ze to był ON. Dobrze zbudowany brunet, o ciemnej karnacji, co prawda prawnik, ale kochający muzykę, a szczególności jazz. Mieli więc o czym rozmawiać, jeździli razem na koniach, uprawiali wspinaczkę, oglądali filmy, również te LGBT , bo przecież, jak ów Chłopak twierdził,  wykształcony człowiek POWINIEN być otwarty na inność. Pożycie im się układało. Dużo ze sobą rozmawiali, również na TE tematy. Do czasu…

ON: W zasadzie to zawsze chciałem to zrobić jeszcze z inną kobietą…

POLASTERIA(przysypiając): Tzn chciałeś mnie zdradzić ?

O: Nie, nie, nie! Myślałem bardziej żeby tak na legalu, oficjalnie z Tobą i jeszcze kimś …

P: Czekaj, czekaj… że trójkąt?

O: No..

P (ożywając): Wspaniale! Zgadzam się!

O (totalnie zbity z pantałyku): Że co?

P: No to co słyszałeś , jestem jak najbardziej na tak!

O: Chyba żartujesz…

P: Nie no serio. Właściwie to Ci nigdy nie mówiłam, ale ja lubię kobiety. To znaczy fizycznie, podobają mi się, tak samo jak mężczyźni. Więc, jak najbardziej jestem na tak!

O: CO?

P:  No, tak.

O: Ale że jak, że ty jesteś bi???

(tu Polasteria pomyślała, że ujawnienie chyba było błędem i że należy uciec do oklepanych argumentów)

P: Dziwi Cię to? Ponoć większość z nas jest…

O: O nie! Wypraszam sobie , JA NIENAWIDZĘ PEDALSTWA!

(tu Polasterię lekko zatkało, wszak rozmawiała z osobą rzekomo OTWARTĄ I WYKSZTAŁCONĄ. Trzeba było przejść do samoobrony)

P:  No to może TY jesteś PRAWDZIWYM mężczyzną, ale ja jestem bi.

O: I że co? Że ty , tak, no, mogłabyś TEN z TĄ ?

P: w myślach: Ratunku! Na głos: To znaczy, że tak mogłabym ten z tą. To znaczy , że z jednej strony kręcisz mnie, ale że podoba mi się również to , co się Tobie podoba..

O: ALE JAK???

P: No, biust, talia, długa szyja, szczupłe dłonie, uda, okrągła pupa, wymieniać dalej?

O:  NIE!  To OBRZYDLIWE!

P: Co obrzydliwe?

O: Takie lecenie na kobiety!

P: Przecież Tobie się podobają…

O: To zupełnie co innego!

Tu Polasteria zaczęła się wyraźnie irytować

P: Słuchaj! Pomysł z trójkątem był TWÓJ! Ja podchwyciłam, ale jako żeby nie stało się jak u Jellinek, że każde spełnienie fantazji jest równoznaczne ze spełnieniem koszmaru, zapomnijmy o sprawie!

O: JAK MAM ZAPOMNIEĆ! Przecież to straszne, kobiety są niewarte uwagi, ten lakier do paznokci, ten śmiech, ta ich DZIAMDZIAROWATOŚĆ..

P: No ja nie wierzę! Najpierw obrażasz mnie, szydzisz z mojego biseksualizmu, a teraz jeszcze obrażasz wszystkie kobiety!

O: Nieprawda! One takie po prostu są!

P: I JA TEŻ??

O: Nie no ty nie . Ty jesteś inna.

P: Właśnie! Jestem inna! Piona za spostrzegawczość!

O: Twoje szyderstwa mnie ranią!

P: No znalazł się wrażliwiec! Chciałabym zauważyć , że ta cała rozmowa jest raczej wymierzona we mnie!

O:  BO JAK MÓGŁBYM ZGODZIĆ SIĘ NA TRÓJKĄT ZE ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE POŻĄDASZ KOBIETĘ, Z KTÓRĄ SIĘ WŁAŚNIE CAŁUJESZ???

P: A ty byś nie pożądał?

O: To zupełnie co innego!

P:  Jak innego?

O: Zupełnie. Ja bym ją tylko bzyknął.

P: Ja też…

O: No właśnie! Obrzydliwość. To było jak zdrada!

P: To znaczy , że co? Ty możesz bzykać laski , które ci się podobają, a ja nie?

O: TAK!

P:  Dlaczego?

O:  Nie wiem. Po prostu tak. Ty jesteś moją kobietą i nie masz prawa mnie zdradzać!

P:  Ale przecież to byłby trójkąt – jak sam powiedziałeś, na legalu.

O: Ale ty byś jej POŻĄDAŁA, sama świadomość, że sprawia Ci to przyjemność! Brr! Coś potwornego. Jeszcze mi powiedz , że oglądasz się za laskami na ulicy.

P: Oczywiście, a ty nie?

O:  I oceniasz je? I wyobrażasz je sobie?

P:  No. Tak jak facetów.

O: JAK TO MĘŻCZYZN TEŻ???

P: No też.

O: To okropne. Jak możesz mi to robić???

P: Ty to robisz cały czas.

O: Nieprawda, tylko jak mi się jakaś spodoba!

Jak Szanowni Czytelnicy mogą się domyśleć ta rozmowa nie trwała już długo. Związek też.


Data wpisu: 27 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

M1 na S3

Kropelki potu wystąpiły jej na czole. Wiedziała, że ta rozgrywka będzie trudniejsza niż wcześniejsze. Przystawiła kciuk do wargi – zawsze tak robiła kiedy się zamyślała. Od kolejnego ruchu wiele zależy. Postanowiła iść na całość. Przekrzywiła lekko głowę na prawo i zaatakowała z doskoku. G1 na F3. Wargi na uchu. Wie, że wprowadza mnie w konsternację takim niestandardowym rozpoczęciem. Jej dłonie wywędrowały pod moją koszulkę. Boże, jak ja uwielbiam kiedy mnie dotyka!

Ja jednak poszłam w tradycję –D7 na D5 – palec podszedł pod bramy przeciwnika i rozpoczęłam oblężenie – zawsze najlepsze na rozgrzewkę dla niej jest drażnienie jej łechtaczki. Drugą ręką wplotłam się jej we włosy. Miękkie, krótkie, pachnące. Tego się nie spodziewała. Liczyła na jakieś delikatne tet-a-tet, a ja zaatakowałam szarżą. Zęby zacisnęły się mocniej na uchu. G2 na G4 i byłam bez koszulki. Sprawny ruch, więc w odwecie wprowadziłam drugi palec – mury powoli wilgotniały od ataku.

F3 na D4 – ona po prostu wie jak uwielbiam jej język w uchu. Nie żeby przestała zębami – po prostu opanowała tą sztukę do perfekcji. Ćwiczymy od lat. Ręce wpijały się w moją skórę coraz mocniej. Ale nie spodziewała się, że zagrożę jej na C5 – bez spodni nie była już taka twarda, chociaż sama pomogła mi je zdjąć.

Żeby się zabezpieczyć weszła palcem – E2 na 3. Dreszcze. Postanowiłam się nie dać i też w nią weszłam tym świeżo tym dołożonym– szybka wymiana ruchów: ona zdziera mi spodnie, ja rzucam ją na łóżko i przygryzam wargę – jęknąła – ona wchodzi palcem – ja jęczę i dyszę – wchodzę moim jeszcze głębiej i słyszę krótki krzyk, więc ona gryzie mnie w język – kto by nie krzyknął z rozkoszy w takim momencie? Poczuła przewagę chociaż wcale jej nie miała. Lubi dominować.

Wprowadziłam kolejny paluszek – czułam, że mury runą niedługo. Ugryzła mnie w drugie ucho B1 na A3. Zjechałam jej pocałunkami po szyi – proste H8 na H6. Odegrała się kolejnym palcem drażniącym moją łechtaczkę, na co ja postanowiłam dotrzeć do punktu G. Stęknęła, jęknęła i zaczęła mnie drażnić kolejnym. Wiedziałam jednak, że atak dopiero przede mną.

Z zakoczenia więc pozbawiłam jej bluzki (już G4), pod którą nic nie miała i ugryzłam w sutek – uwielbiam kiedy jęczy. Byłam górą. Ale ona już podstępnie mnie zdążyła rozpiąć, więc kiedy zajęta byłam gryzieniem jej wolna ręka pozbawiła mnie reszty ubrania. Szybkim ruchem ręki podciągnęła mnie do góry, wskoczyła na mnie i będąc na B7 (z D5) rozpoczęła zabawy językiem z moimi piersiami. Tego było za wiele! H6 na B6 i pocałunki posypały się od szyi w dół mostkiem, brzuchem, aż do wzgórka. Zagryzła wargi, żeby nie jęknąć. Próbując się bronić wsadziła kolejny palec, ale to nie pomogło, deszcz pocałunków B6 na 7 dalej sprawił, że jęczała aż jej tchu zabrakło.

Ewidentnie przegrywała, dlatego tylko delikatnie ugryzła mnie w szyję – na mnie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia – phi! Takie H1 na G1 to nic w porównaniu z moim G3 na D1 – naga, piękna, mokra, leżała wtulone we mnie, siedziałyśmy przytulone, moje palce w niej, jej broda na moim ramieniu, jej ręce oplotły mnie szczelnie. Spocone, szczęśliwe, rozgrzane. Już nie potrafiła powstrzymać jęczenia, kiedy podgryzałam jej dolną wagrę. Do krwi. Uwielbiamy to, chociaż potem pocałunki ją bolą, ale na teraz jest nam cudownie. Trochę mi uciekła E1-F1 próbując nie dać się pokonać – odchylona do tyłu miarowo wbijała się we mnie. Wgryzłam jej się w ucho B8 – C6, ona odwzajemniła się jadąc paznokciami po moich plecach C1- F4 – uwielbiam to, ale powstrzymałam jakiekolwiek dźwięki – nie dam jej satyfsakcji. Jeszcze nie teraz .

Aby zrobić sobie miejsce przeniosłam jej ciało w pozycję leżącą i dłońmi zaczęłam ugniatać piersi D1 na A4. Złapała trochę oddechu, więc położywszy się na mnie zjechała liżąc mnie od czoła G1 przez nos, wargi, brodę, szyję, dekolt, mostek, brzuch, pępek, aż po sam dół do G7 – mocne posunięcie z zaskoczenia wywołało we mnie stęknięcie. Obawiając się gdzie jeszcze będzie grasować językiem odwróciłam ją na brzuch i pojechałam dokładnie w odwotną stronę od pośladków B7 wzdłóż kręgosłupa do B2 tuż pod włosami, gdzie ugryzłam ją siarczyście wzbudzając głęboki pomruk. Nie dawała za wygraną:  odwróciła się, sprawnym ruchem zsunęła się bardzo nisko i zaczęła grasowanie między G7 a G6 – moimi udami. Wypuściłam powietrze z za głośnym świstem. Nie pozostało mi nic innego jak zaatakować i poczynając od dużego palca stopy B2 przejechałam aż pod łęchtaczkę na F2 – kiedy całuję jej nogi ona wierci się i jęczy. To był przejmujący jęk i szach. Wiedziałam, że jeszcze chwila i dojdzie. Ale była cwana i chwilę potem byłyśmy w pozycji 69 (jak ona to robi?!), gdzie czując tylko jej oddech na swojej cipce mruknęłam z rozkoszą. Groził mi więc szach za moment, ale ostatnimi chwilami przytomności umysłu zmieniłam pozycję z E8 na F7, czyli obróciłam się, odwróciłam ją i mając na brzegu łóżka weszłam w nią od tyłu co skwitowała krótkim okrzykiem. Wzięła więc mój palec i wsadziła do ust A3 – B5 ssąc i gryząc. W rewanżu wgryzłam się C6 – B4 w jej ramię. Jeszcze długo potem nosiła ten ślad ugryzienia.

Chwilę później odkryłam, że leżę z nogami na jej ramionach, a ona miarowo penetruje mnie palcem A2 na A3. Sytuacja robiła się niebezpieczna. Pora na trochę gimnastyki: obaliłam ją nogami na skraj łóżka i pozwoliłam jej się odgiąć na podłogę rękami, pozostawiając mi dostęp od brzucha w dół. Skorzystałam z tego i wargami zaczęłam pieścić jej łechtaczkę – A4 na D3 – SZACH! Zaraz będzie moja.

Pozycja F2 – G1 i już leżała na mnie, więc szybko w nią weszłam C7-C6. Wyjęła mi palec, oblizała go i wędrując językiem od jego czubka B5 przewędrowała do mojej łechtaczki (długa i przyjemna podróż) na D6 szachując mnie do głośnego okrzyku rozkoszy. Nie spodziewałam się takiego przebiegu sprawy i przez chwilę byłam zdezorientowana, ale się zreflektowałam i obróciłam ją plecami do mnie i rozszerzając jej nogi weszłam z D8 – D6 w jej odbyt. Jęczała dłuższą chwilę pomagając mi masturbując się i już byłam pewna, że jest moja, kiedy nagle z zaskoczenia pociągnęła mnie za sobą na podłogę, gdzie ostatecznie ja leżałam na boku, a ona zdradziecko położyła sobie moją nogę na udzie i leżąc za moimi plecami i sapiąc mi do ucha wparowała we mnie od razu na trzy palce. Jeśli sąsiedzi nie słyszeli mojego krzyku, to znaczy, że ogłuchli od poprzednich dźwięków. Moja tajna broń jaką był seks analny się nie sprawdził. Nasze siły się wyczerpywały, a matu nadal nie było. W akcie desperacji zrobiłam jej malinkę E7 – E6 na szyi. Nie wystraszyła się, bo weszła kolejnym palcem C4 na C5. Postanowiłam zaryzykować.

Ugryzłam ją w górną wargę, ona mnie w język. Każda z nas jęknęła. Kolejne ugryzienie było w brodę, ale to G8-E7 nie zrobiło na niej wrażenia.Wręcz przeciwnie – zszachowała mnie A1-E1 kładąc na podłodze i całując całą szerokość mojego dekoltu i biustu kilka razy. Rozpływałam się nie tylko werbalnie. Szybko uciekłam E6 – D5 całując ją usta – zajęte nie mogły mnie dalej atakować. Nie dała za wygraną – powolnym ruchem sunęła od warg E1 gryząc mnie aż po pępek E7 – westchnęłam o wiele za głośno. Tym razem ja byłam w odwrocie, a ona została dominatrix.

Kolejną moją tajną bronią było rzucenie się na jej nadgarstki w ten sposób, że z D5 na C5 całując i liżąc wprawiłam ją w stan przeciągłego mruczenia. Leżała krzyżem, a ja znęcałam się nad jej dłonią, kiedy ona podniosła się, położyła na mnie i rozpoczęła masaż od E7 do E5 znowu mnie szachując – jej palce rozprasowujące moją skórę we wszystkich kierunkach, wspomagane mokrą cipką na moich pośladkach – która z was by nie uległa?

C5-D4 i już znowu się z nią całowałam. Przecudowne pocałunki. Wystarczająco, że ona znowu ugryzła mnie w język E5-H5 i nie mogłam nie jęknąć z poniecenia. A8-G8 i szachowałam ją wylizanym rowkiem pośladków. G1-H1 i już jej pode mną nie było.

Zaczęłam ją drażnić palcem po łechtaczce C6-C5, na co ona znowu zrobiła szach H5 na H4 gryząc mnie w ucho – jednak niezależnie od podniecenia uwielbiam to. Uciekając D4 – E3 wymknęłam jej się w ostatnich chwili spod ust. Zaraz znowu spróbowała tego samego z H4 na H3 z drugim uchem, ale tym razem zagryzłam wargi i nie było żadnego dźwięku. E3 na F2 i już byłam bezpieczna z dala od jej ust mając głowę między jej udami – to był świetny ruch. Na chwilę była unieruchomiona i nie mogła się za bardzo wiercić, więc spróbowała obgryzać i oblizywać mi palce, które trzymałam na jej piersiach H3 na C3, ale jej nie uległam.

Przeszłam do kontrataku A4 na C6 szachując dobrą minetą. Okazało się, że to był szach-mat, bo unieruchomiona pod moimi rękoma,  nie miała dokąd uciec i poddała się wielkiemu „O!”. Jej ciało wyginające się w łuk, krzyk na całe gardło i zaciskające się mięśnie pochwy były najlepszym smakiem zwycięstwa. Poczułam, że wszystkie mięśnie jej pracują, napinają się i wybuchną zaraz z rozkoszy, a ja wrednie nadal muskałam, całowałam i lizałam ją na całej długości.

Westchnęła jak tylko ona potrafi po orgazmie. Ale wiedziałam, że za chwile będzie chciała rewanż. To chyba będzie walkower…


Data wpisu: 21 lipca, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Proza lesbijska – część 1. „(Ro)zerwanie”

Lubię teksty lesbijskie. Większość lesbijek tak po prostu ma. Szukamy czegoś, co pomaga nam odnaleźć rzeczywistość przypominającą tę naszą, szukamy identyfikacji,  przeżyć i emocji jak nasze własne. Choć namiastki. Czasem znajdujemy, czasem nie.  Są  różne. Jakiś tekst ujmie jedną z nas, a inna nie zobaczy w nim nic szczególnego.  Poniżej  zamieszczam bardzo ciężki tekst (ale [czytaj dalej..]


Data wpisu: 14 kwietnia, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Znów pada śnieg

Znów pada śnieg. Ciekawe co o tym pomyślą moje biedne butki! Boże człowieku, nie pedal się z powodu jakiegoś śniegu! Przeciągnąłem się i dopiero teraz zauważyłem, że poduszka obok jest wolna. W takim razie nie ma co się lenić, trzeba wstać!  Odrzuciłem włosy do tyłu i boso udałem się do kuchni gdzie miałem nadzieję zastać [czytaj dalej..]


Data wpisu: 31 grudnia, 2010 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Fragment „Samotny mężczyzna”, Christopher Isherwood, Świat Książki 2010

Dzisiaj fragment książki Samotny mężczyzna. Zapraszamy do kupowania (jestem po lekturze, więc polecam) oraz do kupowania filmu, który nie jest wierną adaptacją. Z resztą – przekonajcie się sami. Skoro już się ubrało, stało się nim, stało się mniej lub bardziej George’em – chociaż jeszcze nie całym George’em, jakiego ludzie oczekują i jakiego skłonni są rozpoznawać. [czytaj dalej..]


Data wpisu: 12 grudnia, 2010 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Sumienie

Hands of young men and women from Yuri Arcurs Website Oto drugie opowiadanie, które polecamy na chłodny jesienny wieczór. Nie mogę… Ja już nie wytrzymuję… Błagam, zostaw mnie! * * * Pozwól, że coś ci wyjaśnię. Jesteś niczym. Absolutnie niczym. Ty się tak tylko wijesz i wijesz. Myślisz, że cierpisz? Ha ha, bardzo śmieszne. Pozwól, że ci przypomnę, głupia dziewucho. To [czytaj dalej..]


Data wpisu: 7 października, 2010 autor wpisu: asmena  |  Komentowanie nie jest możliwe

Portret

Painting from Crestock Royalty Free Images Tym razem postanowiliśmy po eksperymentować i przedstawić wam nie tyle artykuł, co opowiadanie. Napiszcie w komentarzach co sądzicie i czy chcecie czytać więcej opowiadań, czy jednak formuła artykułów jest najlepsza waszym zdaniem. Chyba nawet nie pamiętam, czy to było miesiąc temu, czy przed dziesięcioma laty. Pamiętam tylko, że to [czytaj dalej..]


Data wpisu: 26 września, 2010 autor wpisu: asmena  |  Komentowanie nie jest możliwe