Archiwum dla kategorii: ‘queer’

Joanna Mizielińska, „(De)Konstrukcje kobiecości”

Wydana w 2004 roku książka opatrzona jest podtytułem: Podmiot feminizmu a problem wykluczenia – i to ostatnie, a nie konstruowanie czy dekonstruowanie wydawało mi się w toku lektury wiodącym motywem pracy. Słuszność takiej rekonstrukcji perspektywy potwierdzona zostaje dopiero w kończącym całość opracowania Postscriptum: „uważam, iż refleksja feministyczna powinna rozwijać się w Polsce niejako w dwu kierunkach: pisać o wykluczeniu kobiet czy też feminizmu z głównego nurtu kultury, jak też »składać samokrytykę« z własnych strategii wykluczania” (s. 262).

Chciałabym zaproponować nie tyle recenzję, co garść refleksji związanych z lekturą. Ograniczam się zatem jedynie do wybranych wątków.

Praca oferuje przegląd historyczny, ale niekoniecznie chronologiczny. Skoro dominuje problem wykluczenia w feminizmie, autorka pomija pierwszą falę feminizmu: pierwszy rozdział poświęcony jest przypomnieniu koncepcji rozumienia kobiet jako Innych, w oparciu przede wszystkim o Drugą płeć Simone de Beauvoir. Potem, w rozdziale drugim, następują rozważania nad tym, kim właściwie jest podmiot kilku głównych nurtów feminizmu drugiej połowy XX wieku. Kolejno prezentowana myśl feminizmu liberalnego (skupionego na równouprawnieniu – emancypacji w ramach systemu prawnego), marksowskiego (zainteresowanego w przeważającej mierze sferą pracy) i radykalnego pozwala zauważyć szereg wykluczeni, jakie się w ramach tych ujęć dokonywały, a jakich krytyka jest treścią rozdziału trzeciego. W nim Mizielińska celowo kumuluje, „spiętrza” zastrzeżenia – nieprzypadkowo jeden z odnośnych podrozdziałów zatytułowany jest Piętrowość mechanizmu wykluczenia – ukazując arbitralność określania tego, kim może być podmiot kobiecy w feminizmie. Każdemu „poszerzeniu granic” (więcej na ten temat – niżej) towarzyszyła refleksja o kolejnych zbiorowościach pozostających poza ich obrębem, co prowadziło do stopniowego włączania w feminizm lesbijek, biseksualistek i transseksualistek. Kwestie obecności w feminizmie innych kategorii subaltern podjęte są w ostatnim rozdziale, prezentującym ujęcia posttożsamościowe jako drogę wyjścia z – by sparafrazować autorkę – wielopiętrowej pułapki wykluczenia.

Uprzedzając późniejsze uwagi wspomnę, iż we wszystkich w książce wyliczeniach czynników wykluczania (np. „czynniki (…) związane z (…) pochodzeniem etnicznym, orientacją seksualną czy też pozycją społeczną” – s. 253) pomijane jest wyznanie religijne.

Formułując swoją ogólną koncepcję Mizielińska stwierdza: „Na Zachodzie dyskusje nad problemem dekonstrukcji podmiotowości feministycznej toczą się już od dawna” , w Polsce to natomiast nadal „teoretyczna próżnia” i „nowe zagadnienia” (s. 262-263). Jakkolwiek trudno (szczególnie pamiętając o czasie powstania (De)Konstrukcji kobiecości) zaprzeczyć istnieniu owej luki, jednak nadużyciem jest sprowadzenie „Zachodu” do rekapitulacji myśli amerykańskiej, zważywszy na ogromny wkład feminizmu francuskiego, wielkiego nieobecnego omawianej książki. Simone de Beauvoir nie wystarczy!

Autorka jasno deklaruje, że nie dokonuje analiz pozycji będących teoretyczną podstawą trudnego akademickiego współbytowania postmodernizmu i feminizmu, zaznaczając, że owe pozycje – myśl Foucaulta, Derridy czy Lacana (por. s. 261) znalazły już liczne polskojęzyczne opracowania. Mam obiekcje, by się zgodzić z określaniem Jacquesa Lacana mianem „dobrze znanego w Polsce”, zwłaszcza w świetle niemal kompletnego braku przekładów i plagi niezbyt adekwatnych odwołań i streszczeń z drugiej, a niekiedy z trzeciej ręki, jednak zasadniczy zamysł wspomnianego pominięcia uważam za jak najbardziej zasadny. Zaskakuje jednak, że Jacques Derrida nie został wspomniany jako patron (jeśli nie ojciec) tytułowej koncepcji dekonstrukcji. Co więcej, autorka wykorzystuje pojęcie abiektu, które do refleksji humanistycznej wprowadziła Julia Kristeva w Potędze obrzydzenia, pomijając całkowicie ów wkład. Tu nie może być mowy o szerokim rozpoznaniu na polskim gruncie, Potęga obrzydzenia – równolegle z Czarnym słońcem – ukazała się w Polsce dopiero w 2007 roku jako jeden z dwóch pierwszych przekładów pism Kristevej w formie książki.

Przemilczenie Kristevej frapuje także ze względu na jej esencjalistyczną argumentację, osadzoną na sztandarowym już rozróżnieniu pomiędzy tym, co semiotyczne, i tym, co symboliczne. Tego rodzaju porządkowanie świata kobiet i świata mężczyzn wydaje się – w świetle całości (De)Konstrukcji kobiecości – ujęciem stającym w jednym rzędzie z tymi, jakie zostały przez Mizielińską uznane za nieadekwatne, niesprawiedliwe i generujące wykluczenia, a zatem warte zdemaskowania także ze względu na swą popularność. Kristeva łączona jest z nurtem psychoanalitycznym w humanistyce, trzeba więc zaznaczyć, że Mizielińska odnotowuje istnienie pułapki normatywnej przemocy, jaka jest narzucana przez psychoanalizę (np. 212), co uważam za bardzo istotny gest.

Najcenniejszy z poznawczego (i niewątpliwie dydaktycznego) punktu widzenia wydaje mi się trzon pracy skupiony na argumentacji zwolenniczek i przeciwniczek teorii i praktyki typowej dla poszczególnych odnóg feminizmu drugofalowego. Bezstronność (czy raczej sprawiedliwie podzielona sceptyczność) prezentacji, wieloaspektowość i organizacja treści w sposób problemowy, nie zaś chronologiczny, nadaje tym partiom nieco podręcznikowy charakter – jednak podręcznikowy w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Wartość krytycznego przeglądu dokonanego przez Mizielińską jest tym większa, jeżeli pamięta się o nieuporządkowanej recepcji przełomowych czy wpływowych naukowych pozycji z tej dziedziny, czy też o dość chaotycznej implementacji w polskich realiach idei drugo- i trzeciofalowych [1]. Systematycznego i szczegółowego wywodu nie pozostawię jednak bez drobnych uwag.

Przy okazji rekapitulacji stanowiska feminizmu marksowskiego – dla przypomnienia: zarówno kobiety pracujące zawodowo, jak i te „cieszące się” przywilejem materialnym ze względu na status swoich mężów, dzięki któremu i przez który poświęcają się wyłącznie domowi, mają w swoim interesie „wspólną walkę wraz z klasą robotniczą (również męską jej częścią) w celu obalenia kapitalizmu” (s. 90) – Mizielińska pyta o status pracy domowej kobiet i uznaje, że „dylemat, czy powinna być ona opłacana czy nie, pozostał właściwie nierozstrzygnięty” (s. 91). Nie wspomina się, że stosowanym, choć niekoniecznie doskonałym rozwiązaniem są rozmaite świadczenia socjalne – np. o długiej historii funkcjonowania ojcowskiego odpowiednika urlopu macierzyńskiego w Szwecji można przeczytać tu. Wybrałam ten przykład ze względu na inny fragment prezentacji dokonywanej przez Mizielińską: gdy mowa o dylemacie feminizmu (zwłaszcza w nurcie liberalnym) – „w jaki sposób traktować kobiety, tak aby zapewnić im równość, a zarazem uwzględnić różnicę” (s. 77), związaną przede wszystkim z reprodukcją, a mającą przełożenie na psychikę i funkcjonowanie jednostek w instytucjach społecznych. Urlopy macierzyńskie są w tym miejscu wskazane jako „najbardziej oczywisty przykład” konieczności uwzględnienia owych odmienności – sukces idei urlopów ojcowskich wprowadzanych w duchu poszerzania rodzicielskiej odpowiedzialności, i za aprobatą feministek, tej „oczywistości” przeczą. Można tym samym niejako zrehabilitować feminizm liberalny, oskarżany o zadawalanie się niewystarczającymi postulatami „pełnego włączenia kobiet w struktury społeczne” czyli życie publiczne. Niewystarczającymi, gdyż „[t]ym zmianom nie towarzyszy adekwatne żądanie wejścia mężczyzn w sferę prywatną, zaś korzyści płynące z takiego włączenia są jedynie mgliste” (s. 82). Poza tym, iż określenie żądania adekwatnym należałoby zastąpić „analogicznym”, pamiętajmy, że współcześnie nawet głównonurtowa (partyjno-parlamentarna) polityka dostrzega i promuje te korzyści (ekonomiczne, emocjonalne). Feminizm liberalny jest znaczącym elementem nawet polskiego życia politycznego, by poza urlopami ojcowskimi przypomnieć o parytetach na listach wyborczych. Niezależnie od naszej opinii o tych działaniach reformacyjnych, są one postępem wobec status quo, i przeczą sądowi Mizielińskiej, iż „obecnie retoryka tego nurtu [feminizmu liberalnego – dop. P.S.] oraz narzędzia, którymi się posługiwano, nie przynoszą raczej kolejnych osiągnięć” (s. 83).

Przybliżona zostaje krytyka ujęć marksowskich, jaka wysuwana była przez feminizm liberalny. Mizielińska cytuje Alison Jaggar streszczającą oparte na ustaleniach Marksa i Engelsa jedno z założeń feminizmu marksowskiego: „każde społeczeństwo jest charakteryzowane przez płciowy podział pracy wynikający z podziału pracy w akcie seksualnym” (s. 92), by niżej stwierdzić, iż wedle Jaggar „brak przekonującego wyjaśnienia (…) skąd wziął się płciowy podział pracy”. Role podejmowane przez osoby uczestniczące w akcie seksualnym trudno chyba nazywać pracą. Później jednak, na s. 94, Mizielińska pisze o „różnicach”, wprawdzie bez dopowiedzenia, lecz ufam, że chodzi o tradycyjne zróżnicowanie ról (aktywność, pasywność, receptywność, posiadanie, dominacja, podporządkowanie, etc.). Sprawia to, że ową relację można równie dobrze odwrócić, i przypisane płciom role w stosunku heteroseksualnym postrzegać jako konsekwencję funkcji społecznych (w nurcie marksowskim mowa o wykluczaniu kobiet z rynku pracy zawodowej w sferze publicznej jako podstawowej formie opresji; por. s. 94).

Gayle Rubin w Catamites and Kings w 1993 roku pisała o osobach piętnowanych z uwagi na nienormatywne preferencje i praktyki seksualne (sexual outlaws) jako przeciwstawionych „osobom zamężnym, heteroseksualnym, posiadającym dzieci”. Te ostatnie to „[j]ednostki, których zachowanie jest stawiane wysoko w hierarchii, są nagradzane poświadczonym zdrowiem psychicznym, szacunkiem, legalnością, społeczną i fizyczną mobilnością, zinstytucjonalizowanym wsparciem i materialnymi korzyściami” (s. 202, fragment w przekładzie Mizielińskiej). Wątpliwości budzi „wliczenie” w ów pakiet zdrowia psychicznego, gdyż zarówno na polu psychologii społecznej, jak i w popularnych narracjach fikcjonalnych (np. w Godzinach Michaela Cunninghama) chętnie nam dowodzono, iż to pozornie perfekcyjne (desperate) housewives są najbardziej straumatyzowane.

Krytyczna prezentacja tematyki jest znakomitą strategią, ponieważ autorka nie wyważa otwartych drzwi – naświetla dotychczasowy dorobek w sposób dotąd niespotykany w żadnym innym znanym mi polskim opracowaniu z zakresu badań feministycznych, studiów genderowych czy queerowych. Moje obiekcje budzi wszelako to, że wywód prowadzi do kulminacji w postaci wielkiej pochwały koncepcji Judith Butler, z którą Mizielińska sympatyzuje nie tylko na poziomie merytorycznym, ale także nie szczędząc Amerykance waloryzujących zwrotów retorycznych.

Pula zarzutów teoretyczek feministycznych wobec kontrowersyjnej przecież Butler ogranicza się do takich, jakie są najłatwiejsze do odparcia, a zatem – kompromitujące autorki je wysuwające. Tym partiom (De)Konstrukcji kobiecości przyjrzę się nieco bliżej.

W pierwszym interesującym przykładzie dowiadujemy się, w jaki sposób Teresa Ebert dyskwalifikuje to, co Mizielińska nazywa feminizmem postmodernistycznym: wedle Ebert pozbawia on szans na rewindykację historii grup subaltern (kobiet, „kolorowych”), a co gorsza, dyskwalifikuje tożsamościowe, zatem więc ważne dla emancypacji tych grup koncepcje, przez co umacnia reżimowe status quo; deprecjonując pojęcia płci, „nie daje żadnych konkretnych propozycji społecznej transformacji (…), uniemożliwia wyjaśnienie społecznych relacji władzy oraz ich zmianę” (cytuję to, jak Mizielińska rekapituluje poglądy Ebert – s. 230). Podobnie Nancy Hartstock stwierdza nieużyteczność ujęć postmodernistycznych jako krytyki dla samej krytyki, bez nastawienia na działania. Nietrudno te twierdzenia podważyć: na gruncie amerykańskim, po którym się poruszamy, historia ruchów queerowych przekonuje nas o ich „kapitale” sprawczości, na przykład przełamujący dominujące w USA do czasu wybuchu epidemii AIDS strategie asymilacyjne radykalizm queerowy (ACT UP et al.) nie tylko znacznie przyczynił się do zwiększenia widoczności osób nieheteronormatywnych, ale też do rozpoznawania przez prawo stanowione ściśle asymilacyjnych postulatów wysuwanych przez część owych osób (wprowadzenie możliwości zawierania legalnych związków).

Takoż Seyla Benhabib niecelnie opiniuje konkretnie myśl Butler za impas aktywizmu feministycznego, jaki jest efektem zerwania z kategorią tożsamości – czy kategorią kobiet.

Trafny jest przytaczany przez Mizielińską głos Susan Bordo, która wskazuje, że wszelki feminizm przestał być sprawnie i skutecznie działać, ponieważ pogrąża się w wewnętrznych sporach. Poza tym Bordo uważa „wszechobejmowalność”, potencjał unikania marginalizacji ze strony dyskursów postmodernistycznych za iluzję – to nieprawda, że mówimy o wszystkim, o wszystkich i znikąd, jesteśmy bowiem upozycjonowani, umiejscowieni. Bordo przypomina o coraz dalej idącym poszerzaniu granic i rosnącej wrażliwości, zauważaniu kolejnych uprzedzeń. Feminizm łatwiej, aniżeli inne nurty, je w sobie zwalcza, gdyż – tym razem wg Hartsock – „marginalizowane grupy mają mniejszą tendencję do mylnego uznawania siebie za uniwersalnego »człowieka«” (s. 239).

Ogólnie ocena feminizmu postmodernistycznego wskazuje na problematyczne przekreślenie dotąd obecnego w feminizmie założenia wszechkobiecej wspólnoty doświadczenia opresji, gdyż efektem tego jest niemożność walki, „która przecież wynika z solidarności z opresjonowanymi” (s. 237).

Mizielińska wskazuje na problem dominacji feminizmu przez perspektywę anglosaskich Amerykanek z klasy średniej (WASP), ilustrując go retorycznym pytaniem: „Czy na przykład teoria formułowana przez czarne lesbijki mogłaby uzyskać ten sam status neutralności i uniwersalności, jak ta tworzona przez kobiety białe?” (s. 254). Kontynuuje: dlaczego biała skóra jest czynnikiem oczywistym, a jej posiadaczki uniwersalnymi reprezentantkami kobiecości? Otóż dlatego, że to był i jest kobiecy punkt odniesienia wobec „rządzących światem” mężczyzn, skądinąd będących partnerami (lub głównymi społecznymi oponentami) owych feministek, mężczyzn, którym wydawało się, że istnieje coś takiego, jak cywilizacyjne „brzemię białego człowieka” – człowieka per se, dyskredytującego rdzennych mieszkańców podbijanych kolonii, ewangelizującego nieznających chrześcijaństwa (i mającego nieustanny kłopot z monoteistycznymi muzułmanami). Rzeczą oczywistą jest, że taka perspektywa jest nieaktualna, ale nie oznacza, że uniwersalistyczne roszczenia obecne w pewnych stadiach rozwoju feminizmu i w niektórych jego nurtach są niewyjaśnialne! Uzupełnijmy ten wątek gorzką uwagą Mizielińskiej: zachęty, by włączać i wkluczać „inne rasy i klasy” w dotychczasowy, uniwersalistyczny i esencjalistyczny feminizm „można uznać za kolejną ekspresję przywileju” (s. 255), są bezcelowe.

Przywołany zostaje także argument Butler, który zasadza się na tym, iż „[u]znanie patriarchatu (…) za element łączący wszystkie kobiety nie uwzględnia innych form opresji, tych związanych z rasą, klasą, seksualnością czy pochodzeniem etnicznym” (s. 204; notabene tu też pominięte jest wyznanie religijne). Być może Mizielińska opowiada się za definicją proponowaną przez Adrienne Rich w książce Zrodzone z kobiety, wedle której o patriarchacie mówimy wtedy, gdy jest „możliwe do stwierdzenia istnienie hierarchii płciowej”, w ramach której ma miejsce „przypisanie wyższej wrodzonej wartości mężczyznom niż kobietom” [2]. Ważność twierdzenia o pomijaniu wymienionych form opresji jest uzależniona od sposobu rozumienia pojęcia patriarchatu – może być ono po prostu synonimem systemu, którego opresyjność manifestuje się nie tylko w mizoginii czy seksizmie.

W tym momencie dopominam się „niewylewania dziecka z kąpielą”. Zrelacjonowana przez Mizielińską, dokonana przez Nancy Hartsock deprecjacja oeuvre Michela Foucaulta, określanie francuskiego myśliciela mianem beneficjenta systemu (biały mężczyzna „posiadający przywileje kolonizatora” – s. 232) wydaje się nie na miejscu. „Świadectwo życia” Foucaulta jest dla mnie po stokroć bardziej przekonujące, aniżeli biografie amerykańskich feministek akademickich.

Wracając do listy moich zastrzeżeń, praktyki butch/femme czy transwestytów bynajmniej nie muszą być parodystyczne ani stanowić „płciowej stylizacji” (s. 213), a wynikać z potrzeb wewnętrznych osób biorących w nich udział, a nawet stanowić po Butlerowsku pojmowany przymus performatywny życia codziennego (por. s. 217), a zatem nie mieć potencjału subwersywnego, lecz stawiać silny akcent tożsamościowy, szczególnie w historycznym ujęciu [3]. Także przemienność ról butch/femme, jaką Mizielińska uznaje za realną (w przeciwieństwie do stereotypowego ścisłego przypisania) właściwość takich związków (s. 213) potrzebuje sporej samoświadomości i dystansu ze strony uczestniczek – być może też uczestników – takiego układu. Czyni to ową samoświadomość niejako obligującą, a przecież nie powinniśmy oczekiwać od każdego ani od każdej kompetencji w zakresie akademickich teorii krytycznych.

W ostatnich partiach (De)Konstrukcji kobiecości szczególnie zaakcentowana jest kwestia aktywizmu: zdiagnozowane jako wykluczające formy feminizmu uznane zostają za nieskuteczne, pozbawione demarginalizującego potencjału. Tymczasem wyszczególnianie nurtów feminizmu oparte jest na podziałach akademickich, ugruntowanych ściśle teoretycznie. Nadmieńmy, iż problematyka ich spójności jako naukowych konstruktów – i innych cech uznawanych za nadające jakże niekiedy pożądaną sankcję naukowości – wcale autorki nie zajmuje.

Oczywiście doświadczenie grupy kobiet, jaką reprezentowały feministki WASP, było przez nie niesłusznie brane za „wspólne wszystkim kobietom” (s. 253) i (De)Konstrukcje kobiecości znakomicie tego dowodzą, stanowiąc zarazem ostrzeżenie dla polskich feministek. Mimo to mam wrażenie, że skierowanie książki ku apologii queeru, szczególnie Butlerowskiego [4], odbiera retoryczną i merytoryczną moc wcześniejszym rozdziałom, wyważonym i pozwalającym na samodzielne ustosunkowanie się do repertuaru przedstawionych argumentów. Ten mankament sprawia z drugiej strony, że Mizielińska budzi chęć dyskusji. Została ona wywołana, lecz obecnie (De)Konstrukcje kobiecości są dostępne jedynie w bibliotekach i osiągają bardzo wysokie ceny w obiegu antykwarycznym. Mimo pewnego niedostosowania do realiów polskich, a nawet europejskich, powstałej już dekadę temu książce udało się uniknąć dezaktualizacji. Polecam uważną lekturę!

Paulina Szkudlarek

Joanna Mizielińska, (De)Konstrukcje kobiecości. Podmiot feminizmu a problem wykluczenia, słowo/obraz terytoria, Gdańska 2004. Wszystkie cytaty i inne odniesienia pochodzą z tego wydania.

Przypisy:

[1] Na ten temat por. Agnieszka Graff, Feministki – córki feministek, czyli trzecia fala dobija do brzegu w: W poszukiwaniu małej dziewczynki, red. Izabela Kowalczyk i Edyta Zierkiewicz, Konsola, Poznań 2003; zob. też wystąpienie Roberta Kulpy i Joanny Mizielińskiej De-centralizując (zachodnią) seksualność na konferencji Strategie queer, Warszawa 2011 http://queer.uw.edu.pl/?page_id=194 – tom pokonferencyjny w przygotowaniu.

[2] Adrienne Rich, Zrodzone z kobiety. Macierzyństwo jako doświadczenie i jako instytucja, przeł. Joanna Mizielińska, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2000 , s. 28 i 9.

[3] Por. np. Joan Nestle, A Restricted Country, Firebrand Books, Ithaca 1987.

[4] Mizielińską interesują jedynie zarzuty dotyczące koncepcji podmiotu u Butler, zaś dyskusje z całokształtem ani tez innymi aspektami myśli autorki Uwikłanych w płeć nie są tu uwzględniane, niemniej chciałabym w tym miejscu polecić artykuł Samuela Nowaka Bat na władzę. Koncepcje władzy w teorii queer – przegląd opinii krytycznych, “Furia”, nr 3, 2010, udostępnione tu.

Data wpisu: 5 maja, 2012 autor wpisu: Paulina Szkudlarek  |  Komentowanie nie jest możliwe

Zielonogórski Festiwal Queer "Tęczowa Góra III"

Zielonogórski festiwal queer „Tęczowa Góra III” to kolejna edycja inicjatywy organizowanej przez grupę lokalną Kampanii Przeciw Homofobii w Zielonej Górze oraz nowo powstałe Stowarzyszenie Tęczowa Góra.
W tym roku na festiwal składają się trzy dni różnorakich akcji, które mają na celu ukazanie problemów, z jakimi borykają się osoby ze środowiska LGBT (lesbijki, geje, osoby bi– i transseksualne) oraz radosną stronę bycia w nim.

276716 371583682878446 742335409 n Zielonogórski Festiwal Queer Tęczowa Góra III

Dancin Queer III

Festiwal skierowany jest do wszystkich mieszkańców miasta. Niezależnie od orientacji seksualnej. Organizatorzy jako główny cel postawili sobie integrację środowiska lokalnego. Impreza ma także przede wszystkim służyć przełamaniu niechęci oraz stereotypów do środowisk LGBT, przynajmniej na Ziemi Lubuskiej.

Szczegółowy rozkład jazdy!

17.05. (CZWARTEK), godz. 18:30, Piekarnia Cichej Kobiety
Projekcja filmu „Coming out po polsku [2011]” oraz dyskusja nt. coming outu
Wstęp wolny!

18.05. (PIĄTEK), godz. 18:00, deptak zielonogórski
happening „Przybij piątkę tolerancji!”

19.05. (SOBOTA), godz. 20:00, Piekarnia Cichej Kobiety
Impreza taneczna z cyklu ♪ Dancing Queer ♪ z klimatycznym koncertem akustycznym Pauliny Lendy!
Wstęp: 7 zł!

______________________
Film „Coming out po polsku” – Opowieść o ludziach, którzy zdecydowali się ujawnić swoje skłonności homoseksualne publicznie. Dokument stara się poznać przyczyny ich decyzji oraz przyjrzeć się reakcjom otoczenia i konsekwencjom odważnych deklaracji. Bohaterami materiału są osoby znane, które musiały wiele zaryzykować, aby publicznie ogłosić swoje preferencje oraz młodzi ludzie, którzy dopiero niedawno zaczęły mówić o swojej tożsamości. O kulisach trudnych decyzji i ich skutkach opowiadają m. in. Tomasz Raczek, Robert Biedroń, Marta Konarzewska oraz studenci i uczniowie. Czas trwania: 1 godz. 1 min.

Reżyseria Slawomir Grünberg & Katka Reszke
Produkcja RAGUSA FILM (Lucyna Kowalska)
Ko-Produkcja MULTICOLOR Film Agency (Anna Grodzka)
& LOGTV,Ltd (Slawomir Grünberg)
Montaż Katka Reszke
Zdjęcia Slawomir Grünberg
Muzyka Rony’s Insomnia
Kierownik Produkcji Dariusz Kowalski

______________________
Happening „Przybij piątkę tolerancji” – zapraszamy wszystkich na wydarzenie równościowe, które polegać będzie na stworzeniu wspólnego, tęczowego obrazu równości. Każdy, kto popiera tolerancję i prawa LGBT może odbić swoją dłoń na specjalnie przygotowanej platformie, która będzie zdobić scenę podczas występu Pauliny Lendy.

______________________
Paulina Lenda: http://www.paulinalenda.net/
A to próbka jej zdolności: http://www.youtube.com/watch?v=YmMD57_7oMc
DDTVN: http://www.youtube.com/watch?v=s4aZi76Da-I


Data wpisu: 4 maja, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dancing Queer

Kilka dni po nostalgicznym II. Dniu Milczenia (15.04.) zapraszamy na głośną i wystrzałową imprezę taneczną z cyklu Dancing Queer!

9329 185403977305 185394262305 3842437 2273358 n Dancing Queer
KPH Zielona Góra

Tańczymy, oczywiście, w Piekarni Cichej Kobiety!

Kiedy? 20. kwietnia (piątek), godz. 20:00
Za ile? 7 zł

Robi się coraz cieplej, więc tym goręcej zapraszamy do wspólnej, pełnej poszanowania dla wszelkich orientacji zabawy!

http://www.facebook.com/events/260575294036189/


Data wpisu: 19 kwietnia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Islam a queer. Nieheteronormatywność w kulturach muzułmańskich

WSTĘP WOLNY!

Queer UW zaprasza na konferencję naukową „Islam a queer. Nieheteronormatywność w kulturach muzułmańskich”!

Konferencja odbędzie się w sali 200 (II piętro) w budynku Samorządu Studentów UW (Kampus Centralny, Mały Dziedziniec). Zapraszamy serdecznie!

373026 237647429667505 840060527 n Islam a queer. Nieheteronormatywność w kulturach muzułmańskich

Queer a islam

Program konferencji:
————————-
09:30–10:00 Rejestracja uczestników i uczestniczek

10:00–10:15 Uroczyste otwarcie konferencji

10:15–11:30 PANEL 1. O sobie i o nich – konstruowanie dyskursu wokół LGBTQ
– Muzułmańscy uchodźcy ze względu na orientację seksualną – doświadczenia hiszpańskie * mgr Gaweł Walczak (Instytut Studiów Społecznych, Uniwersytet Warszawski)
– The queer not so much queer. Dyskursu o nieheteroseksualności w jordańskim magazynie „My.Kali” * mgr Małgorzata Grzegorek (Kolegium Ekonomiczno-Społeczne, Szkoła Główna Handlowa)
– Gejowskie portale randkowe w świecie znormalizowanym. Doświadczenia polskie a świat islamu * mgr Wojciech Rafałowski (Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski)
– Dyskusja

11:30–11:45 Przerwa

11:45–13:20 PANEL 2. Queer w państwach muzułmańskich – zróżnicowanie regionalne
– Kobiecy mężczyźni, czyli hausańscy ‘yan daudu * dr Izabela Will (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Między akceptacją a wykluczeniem: transseksualizm w Islamskiej Republice Iranu * mgr Piotr Bachtin (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Między islamem a permisywnością: przekraczania granic heteronormatywności we współczesnej Malezji * dr Katarzyna Górak-Sosnowska (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Okcydentalność teorii queer: o konieczności regionalizacji * mgr Jej Perfekcyjność/Mariusz Drozdowski (Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski)
– Dyskusja

13:20–13:50 Przerwa kawowa

13:50–15:05 PANEL 3. Odmienne światy, odmienna mowa – języki społeczności LGBTQ
– Upadłe anioły – hidźry i ich tajemny język * mgr Urszula Musyl (Wydział Nauk Humanistycznych i Społecznych, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej)
– Celowa niezrozumiałość. Gejowski język arabski z Syrii * dr Maciej Klimiuk (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– O sprawnych językach gejów * Daniel Brzeszcz (Kolegium Międzywydziałowych Indywiudalnych Studiów Humanistycznych, Uniwersytet Warszawski)
– Dyskusja

15:05–15:20 Przerwa

15:20–16:35 PANEL 4. Nieheteronormatywność na Bliskim Wschodzie – ujęcie historyczne
– Hermafrodyci w średniowiecznym prawie muzułmańskim * prof. Katarzyna Pachniak (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Lojalność i liminalność: Praktyczne i symboliczne uwarunkowania obecności eunuchów na muzułmańskim Bliskim Wschodzie * mgr Joanna Musiatewicz (Wydział Orientalistyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Homoseksualność w świecie islamu – opinia staropolska * mgr Kamil Frejlich (Instytut Historyczny, Uniwersytet Warszawski)
– Dyskusja

16:35–16:45 Zakończenie konferencji

http://www.facebook.com/events/237647429667505/


Data wpisu: 6 kwietnia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Bardzo głośne Dancing Queer!

Kilka dni po nostalgicznym II. Dniu Milczenia (15.04.) zapraszamy na głośną i wystrzałową imprezę taneczną z cyklu Dancing Queer!

Tańczymy, oczywiście, w Piekarni Cichej Kobiety!

Kiedy? 20. kwietnia (piątek), godz. 20:00
Za ile? 7 zł

Robi się coraz cieplej, więc tym goręcej zapraszamy do wspólnej, pełnej poszanowania dla wszelkich orientacji zabawy!

5024130576294780186 5028469853199090569?l=kph zielona gora.blogspot Bardzo głośne Dancing Queer!Plakat kwiecien(1) Bardzo głośne Dancing Queer!

Zajrzyj na stronę KPH Zielona Góra


Data wpisu: 3 kwietnia, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wiosenne Dancing Queer!

9329 185403977305 185394262305 3842437 2273358 n Wiosenne Dancing Queer!

KPH Zielona Góra

Serdecznie zapraszamy Was na wiosenną imprezę taneczną z cyklu Dancing Queer!
Bawimy się, oczywiście, w Piekarni Cichej Kobiety! Już 23.03.2012 r. (piątek) tańczymy w rytmach disco!

Zaczynamy o godz. 20:00!
Wstęp: 7 zł

Przypominamy, że Dancing Queer to impreza les-, gej-, bi-, trans– i heterofriendly, więc bierzcie znajomych i bawcie się z nami podczas pierwszej tęczowej imprezy tej wiosny!
Plakat dancing queer 23 Wiosenne Dancing Queer!

5024130576294780186 5044358280276275940?l=kph zielona gora.blogspot Wiosenne Dancing Queer!

Zajrzyj na stronę KPH Zielona Góra


Data wpisu: 19 marca, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nabór na 5. edycję Queer Studies do 1 marca!

Serdecznie zapraszamy do udziału w weekendowym kursie akademickim Queer Studies, który rozpocznie sie 10 marca br. 100-godzinny kurs pod opieką merytoryczną dr Tomasza Basiuka, dofinansowany jest ze środków Fundacji im. Róży Luksemburg. Nabór trwa do 1 marca.

logo QS 300x150 Nabór na 5. edycję Queer Studies do 1 marca!
Queer studies

Queer Studies to interdyscyplinarne studia zajmujące się badaniem nieheteronormatywnej tożsamości seksualnej, zajmujące się również kulturowym i społecznym funkcjonowaniem ról i stereotypów płciowych, kwestionując zasadność podziału ludzi i relacji między nimi na homo– i heteroseksualne.

Czesne wynosi 500 zł (za 100 godzin dydaktycznych). Na zakończenie cyklu wykładów studenci otrzymają dyplom ukończenia kursu Queer Studies KPH.

Więcej informacji o kursie, terminy zjazdów oraz formularze rekrutacyjne znajdą Państwo na stronie:

www.queer.kph.org.pl

Zajrzyj na stronę KPH Warszawa


Data wpisu: 24 lutego, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Elżbieta Czykwin, „Stygmat społeczny”, cz. 1

Dla osób zajmujących się naukami humanistycznymi i społecznymi (z odchyleniem w kierunku studiów kulturowych) problematyka emancypacji i demarginalizacji umożliwiających współuczestnictwo w życiu społecznym i pełnię praw obywatelskich zajmuje miejsce poczesne. Kibicuję temu trendowi i na moją niewielką skalę angażuję się weń, co wiąże się także ze śledzeniem publikacji tematycznych. Dają się zauważyć dwa bieguny, pomiędzy którymi budowane są coraz mocniejsze mosty – teoria akademicka i aktywizm. Książka, której chcę się dzisiaj przyjrzeć, sadowi się po stronie teorii, jednak jest jej niezamierzoną parodią, dowodem kompletnego niezrozumienia podjętej problematyki. Pewnego rodzaju impulsem do niniejszego omówienia był artykuł Błażeja Warkockiego i Tomasza Basiuka Odpadki energii, czyli o nieudanym wyparciu politycznego przez Joannę Tokarską-Bakir („Krytyka Polityczna”, nr 16/17, 2009), demaskujący homofobiczną wymowę wstępu, jakim Tokarska-Bakir poprzedziła polską edycję Czystości i zmazy Mary Douglas (przeł. Marta Bucholc, PIW, Warszawa 2007).

Elżbieta Czykwin kieruje obecnie Zakładem Pedagogiki i Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Białymstoku, a w 2007 roku nakładem szacownego Wydawnictwa Naukowego PWN opublikowała pracę Stygmat społeczny.

Książka obywa się bez podtytułu, co dość zaskakuje. Sugeruje jednak ambicję, by kwestią zająć się wieloaspektowo, a znajduje to potwierdzenie w rozdziale ostatnim, Stygmatyzacja jako ponaddyscyplinarna perspektywa badań. Nim jednak do niego dotrzemy, trzeba powiedzieć, że przyjęta w opracowaniu optyka uprzywilejowuje ujęcie zaproponowane pół już wieku temu przez Ervinga Goffmana w książce Stigma. Notes on the Management of Spoiled Identity (1963). Polska edycja, Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości, pojawiła się w 2005 roku (przeł. Aleksandra Dzierżyńska, Joanna Tokarska-Bakir, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne). Co zrozumiałe ze względu na długość cyklu wydawniczego, Czykwin się nią nie posługuje, co jednak bardziej zastanawiające – w żadnym momencie nie odwołuje się też do wyeksponowanego w bibliografii anglojęzycznego oryginału (wszystkie cytaty, o odniesieniach nie wspominając, podawane są z drugiej ręki). W połączeniu z faktem, iż w stopce książki Czykwin brakuje wzmianki o recenzentach, zaufanie do rzetelności merytorycznej Stygmatu społecznego zostaje zachwiane jeszcze przed podjęciem lektury. Niestety, w jej trakcie jest jeszcze gorzej.

Skoro jednak Stygmat społeczny znajduje koncepcyjne oparcie u Goffmana, przypomnijmy, iż zdefiniował on piętnowanie jako proces, na drodze którego normalna tożsamość jednostki jest niszczona przez reakcję innych osób na ową jednostkę. W konsekwencji tego do mgławicy terminów pokrewnych stygmatowi (piętnu) włączone są: stereotyp, dewiacja, uprzedzenia (antysemityzm, rasizm, homofobia, etc.), wykluczenie, marginalizacja. Ja dodałabym tu też przemoc.

Autorka wspomina próby kwalifikacji dewiacji jako przypisanych lub osiągniętych, i wyrokuje, iż kryterium podziału „nasuwa wątpliwości”. Tu przykładem dewiacji osiągniętej jest prostytucja, homoseksualizm zaś sprawia kłopoty: to niewątpliwie dewiacja, ale nie da się orzec: przypisana czy osiągnięta, z uwagi na jego nieustaloną genezę (s. 32). Zaś stygmatyzacja w przypadku dewiantów jest „konieczna i oczywista” (s. 33). Po cóż zatem zadawać następujące pytanie: „Pozostaje jednak kwestia podstawowa: czy jeśli wszelkie przejawy dyskryminacji zostaną wyeliminowane, to zapanuje równość płci?” (s. 261).

Niebywale razi sentencjonalność i potoczny charakter sformułowań obnażających światopogląd, który Umberto Eco nazwał niegdyś „katastroficznym”. Czykwin ubolewa choćby: „Większość telewizyjnych seriali ukazuje jedynie powierzchniową stronę życia” (s. 385). Gdzie indziej objawia nam, iż podrasowane cyfrowo wizerunki modelek czy celebrytek burzą właściwy ogląd świata: „Niczego nieświadomy widz przyjmuje zdjęcia jako dowody istnienia ciał idealnie pięknych” (s. 345). Zaiste, rzadko kto widuje postaci ludzkie poza billboardami czy bez ekranowego pośrednictwa, powszechna nieświadomość wpędza każdego w „silne poczucie negatywnej nieadekwatności” (s. 344). Na tej samej zasadzie sierota z domu dziecka „nie wie, co to znaczy być ojcem dla swojego syna” (s. 160). Internet, prasa, filmy, spotkania ze znajomymi najwyraźniej nie są w stanie dać żadnego pojęcia o ojcostwie, a już na pewno nie tak cennego, jak bezpośrednie wzorce czerpane z życia w tzw. pełnych rodzinach.

Skoro zaś ubolewamy wraz z Czykwin nad współczesnym upadkiem wartości, warto przeczytać, jak skomentowany został film dokumentalny (paradokumentalny?) Mama Masza Michała Bukojemskiego (Polska, 2002, krótki opis tu ). Lesbijka, niemonogamistka, rosyjska Żydówka, emigrantka, matka adopcyjna, matka biologiczna dziecka spłodzonego dzięki pomocy dawcy spermy… „Czy takie spiętrzenie nietypowych zdarzeń życia nie jest też sprokurowane na potrzeby mediów? Tak właśnie sądzę. Potrzeba medialnego rozgłosu, popularności, jest współcześnie praktycznie jedyną drogą zaistnienia” (s. 359). Biografia Maszy Gessen nie mieści się Czykwin w głowie, dlatego sprowadza wybory życiowe kobiety do przemożnej chęci zaistnienia w mediach. Przekreśla też możliwość, iż Masza Gessen postępowała zgodnie ze swą wolą: nietypowe wydarzenia się spiętrzyły, bo tak chciał los bądź wspomagający mającą niebywałe parcie na szkło bohaterkę medialni demiurgowie.

Cóż, wszak ujawnianie czyichś technik seksualnych (czyli: „jak inni to robią”), osobliwie sekretów współżycia nie(hetero)normatywnego tak fascynuje: „Ikony lesbijek, gejów, transseksualistów, transwestytów, seksoholików etc. zawsze mogą liczyć na sporą widownię” (s. 362). Dlaczego jednak „ikony”? Przy okazji popularny przed kilku laty rosyjski duet Tatu to dla Czykwin „przykład inkorporacji problemu lesbijskich skłonności przez kulturę komercji” (s. 352). Oj, tak tak, o tempora…!

Niegdyś dla porządku społecznego niezwykle ważny był podział dzieci na legitymizowane i bękarty. Nieślubne pochodzenie mogło się kłaść cieniem na całej egzystencji. Zwykle jednak poza miejscem pochodzenia nie dało się tak łatwo określić, czy dana osoba została poczęta w małżeńskim łożu przez parę połączoną prawnie obowiązującą przysięgą. Zacytujmy Stygmat społeczny: „Jeśli zadasz sobie pytanie, Czytelniku: czy związałbyś swoje życie z osobą poczętą in vitro…” (s. 159). Ja zadam inne pytania. A po czym to poznać? A co to za różnica? A może należy spytać Czytelnika, czy związałby się z osobą urodzoną przez cesarskie cięcie? Uwypuklam absurdalność, by tym silniej ukazać, jak taka retoryka w opracowaniu mającym być uznane za naukowe co najmniej zdumiewa. Podobnie fragmenty, w których autorka określa „ogólne wrażenie (…) po lekturze” tygodnika „Nie” (s. 371). Tu czai się sugestia, że jej wrażenie jest po prostu słuszne i adekwatne, a jako takie musi być podzielane jeśli nie przez Wszystkich, to chociaż przez odbiorców Stygmatu społecznego.

Klątwą ogólnodostępnych programów edytorskich jest pokusa przestawiania partii tekstu. Stygmat społeczny nie jest jedyną książką naukową, której uważna lektura ujawnia nadużywanie komend „kopiuj / wklej”, jednak dla uniknięcia gołosłowności wskażę, iż Czykwin dwukrotnie wyjaśnia Bourdieu’ańską koncepcję doksy, ortodoksy i heterodoksy (s. 133 i 335) oraz – by przy tym samym nazwisku pozostać – dwa razy definiuje Bourdieu’ański habitus (s. 131 i 334).

Autorka zbyt często luźno podchodzi do podawanych przez siebie danych. Na przykład strona 423: liczby ofiar procesów o czary w różnych europejskich krajach rzucone są bez odwołania bibliograficznego czy jakiegokolwiek uściślenia, a przecież szacunki dotyczące owych liczb są przedmiotem wieloletnich sporów o dociekań co najmniej od połowy XIX wieku, kiedy Jules Michelet napisał Czarownicę, i nie, historycy ani etnolodzy nie osiągnęli konsensusu. Inny przykład podobnej nierzetelności: „Zdaniem homoseksualistów orientacja ta jest wrodzona, choć nie genetyczna” (s. 311) – brak odwołania, brak odnośnika. Pewnie umknęło mi, że homoseksualiści ustalili swoje wspólne stanowisko na walnym zgromadzeniu wszechświatowego kongresu homoseksualistów. Na stronie 158 znajdujemy natomiast anegdotę o politykach-hipokrytach z gejowskiego miesięcznika „Zero”. Z hiszpańskiego miesięcznika „Zero”, z cytatem wypowiedzi redaktora tego pisma – i przy znów braku odwołania. Jeśli redaktor-gej nie zasługuje na rzetelność autorki, tym bardziej nie zasługuje Adolf Hitler. Akapity o stosunku nazistowskich przywódców do homoseksualności mogą tylko przy maximum dobrej woli uznane za luźno oznaczone przez Czykwin jako ustalenia Christiana Adolfa Isermeyera (Czykwin pomija jego drugie imię, ja zaś je dopisuję – jakimś dziwnym trafem mnie ono się również nie podoba, ale Isermeyer sam go sobie nie nadał), nieobecnego w bibliografii.

W licznych przypadkach przykłady podawane przez Czykwin są dyskusyjne, w niektórych innych – zupełnie chybione i nieadekwatne. Wbrew woli autorki przywołane na s. 416 wypowiedzi polityków, (nieparlamentarne obelgi wobec oponentów) nie są przykładami stygmatyzacji. Podobnie opis sytuacji matki trójki dzieci, która „bardzo przybrała na wadze” (i długo przebywając w domu, nie zdawała sobie z tego sprawy), mający być egzemplifikacją życia w enklawie (s. 303), mija się z rozumieniem tego ostatniego pojęcia. Opisywana kobieta nie mieszka w dobrowolnym getcie osób otyłych, a w domu, do którego co dnia po pracy wraca jej mąż (i ojciec dzieci). O posturze mężczyzny niczego się nie dowiadujemy.

Kolejną kategorią są błędy słowne, w dużej mierze zawinione przez brak czujności redakcyjnej. Należą do nich powtórzenia niejako bezpośrednie, np. podwójne „osoby zaangażowane” (s. 217), ale też powielanie wyrazów o tym samym rdzeniu: “Odkrycie bliskości z najbliższymi” (s. 183) , “Istnieje istotny” (s. 124), i in. Idąc dalej, na s. 181 mamy „skłonności perfekcyjne” zamiast: perfekcjonistyczne, na s. 218 – „wypadek motoryzacyjny”, choć kolokacja kazałaby powiedzieć: drogowy. Czykwin nie wie również, iż osoby transseksualne nie poddają się ani operacji zmiany płci, ani konwersji (s. 233), a tranzycji. Międzynarodowa komercja (s. 424) jako ewidentny anglicyzm powinna być zastąpiona po prostu handlem. Podczas wyliczenia warunków Goffmanowskiej interakcji na s. 110 Czykwin pisze, jakoby „dostępność” (rzeczownik) byłaby polskim odpowiednikiem „accessible” (przymiotnik). Warto najwyraźniej posługiwać się (prostym) angielskim. To tak mądrze brzmi. Na stronach 127–128 autorka powtarza określenia: self-esteem i face to face, które jak wiadomo nie mają żadnych satysfakcjonujących ekwiwalentów w języku polskim.

Na s. 138 znajdujemy ciekawostkę – wizualne telefony komórkowe, których upowszechnienie zapowiada autorka.

Parokrotnie obnaża ona swoją uległość wobec stereotypu spojrzenia na marsze tolerancji jako na czas demonstracyjnej manifestacji seksualności gejów (s. 157), co przybiera „nieraz ostentacyjny i prowokujący wyraz”. Jednak do błędnego użycia konkretnego określenia dochodzi, gdy uparcie (np. s. 157, 211, 301 i 319) nazywa marsze i manifestacje typu gay pride – nieważne, czy mają one istotnie charakter parad – mianem Love Parade. Otóż Love Parade jest wyłączną nazwą organizowanej przez ok. 20 lat w Berlinie (1989-2010, zatem także wtedy, gdy książka Czykwin powstawała i została opublikowana) ulicznej imprezy tanecznej. Kolejna osobliwość: „Miarą wzrostu znaczenia wyglądu, który stał się obowiązkiem nie tylko kobiet, ale i mężczyzn” jest coraz wyższa sprzedaż męskich kosmetyków (s. 139). Nie: zadbany wygląd, nie: atrakcyjny wygląd. Wygląd stał się obowiązkiem. Niefortunnym sformułowaniem niewątpliwie jest: „Kobiety stojące u progu wdowieństwa” (s. 424) – to takie z małżonkami na łożach śmierci? A może planujące mężobójstwo? Kolokwializmem razi też: „Społeczna akceptacja wiejskich głupków” (s. 171), staroświecczyzną zaś „lekkie prowadzenie” (s. 143).

Część 2 i notki bibliograficzne tu.

Data wpisu: 7 lutego, 2012 autor wpisu: Paulina Szkudlarek  |  Komentowanie nie jest możliwe

Elżbieta Czykwin, „Stygmat społeczny”, cz. 2

Część 1 tu.

Dominującym tonem w – nigdy nie dość przypominania – w książce pretendującej do ujęcia akademickiego (sine ira et studio) jest najczystszej wody homofobia. Nieheteronormatywność to dla autorki nienaturalna seksualność (s. 424) Na stronach 113-114 omawia działalność kontrowersyjnej katolickiej grupy Odwaga działającej w Lublinie i dążącej do „reperacji” osób o niezgodnych z katechizmem kościoła katolickiego preferencjach psychoseksualnych. Czykwin o stosowanej tam „terapii” pisze bezkrytycznie i bezrefleksyjnie. W przywołanej tam narracji niesławnego Richarda Cohena widzi „tekst stygmatyzujący”, jednak gładko prześlizguje się do kolejnego przykładu z jakże szerokiego repertuaru. W charakterystyczny homofobiczny sposób przyjmuje, że geje mają ideologię (a nie mają? „Tremble, hetero swine!”)… choć jako przykład z owej ideologii podaje obawę przed wykryciem (s. 310). Jego konsekwencje są wszak tak straszliwe, że „homoseksualiści się żenią i opowiadają dowcipy o swoich »towarzyszach niedoli«” (s. 142). Nie, to nie pomyłka. Chodzi o zinternalizowaną bądź demonstracyjną homofobię mężczyzn (kobiety się nie „żenią”, nie w Polsce Elżbiety Czykwin) wyśmiewających przegięcie tych, których marnego losu („niedola”!) – mimo analogicznych preferencji psychoseksualnych – żonatym udało się uniknąć. Nie dziwi tedy groza sceny, w której pewien nieustraszony gej „wyznał całą prawdę rodzicom” (s. 159). To niejedyny przypadek straceńczej odwagi. Inny jej akt miał miejsce podczas wyborów mera Paryża – gej „mimo przyznania się do homoseksualnych skłonności zwyciężył w wyborach przytłaczającą ilością głosów” (s. 158). W książce pozostaje anonimowy, jednak rzecz jasna chodzi o zwycięzcę wyborów z 2001 roku, Bertranda Delanoë, który jest nadal na tym stanowisku. Może zatem wygrywa, ponieważ ma dobre program polityczny i koncepcję rozwoju miasta, a jego życie prywatne jest w tym miejscu sprawą trzeciorzędną? Dopowiem, że z uwagi na potencjał emancypacyjny sukces polityka-geja jest niezmiernie istotny, jednak Czykwin koncentrowała się na osobistej odwadze, jakiej wymaga coming out. Jak śliską sprawą jest obecność gejów (nigdy lesbijek, o osobach transseksualnych nie wspominając) w polityce dowiadujemy się od autorki w innym miejscu: „Wśród współczesnych przywódców faszystów przedstawiciele orientacji homoseksualnej mają swoją nadreprezentację” (s. 328). Przypisuje się tu gejom fetyszyzację atrybutów nazistowskich.

Nie wymaga chyba dopowiedzenia fakt, iż Czykwin postrzega homoseksualność w kategoriach esencjonalnych, na dodatek przez swą strategię retoryczną obnażając brak podstawowych kompetencji. Pisze „homoseksualizm” na wzór nazwy z niegdysiejszej klasyfikacji jednostek chorobowych, mając na myśli raczej „homoseksualność” jako zespół stałych bądź nie praktyk opartych na psychoseksualnych preferencjach. Tak, „-izm” jest piętnujący. Cóż, zawsze można sięgnąć do jeszcze bardziej archaicznego słownika. W innym miejscu czytamy, iż „pacjenci szpitali psychiatrycznych nie chcą, aby został ujawniony fakt ich sodomii” (s. 144). Sodomię, czyli – w myśl tej wizji świata – praktykowanie męsko-męskich stosunków seksualnych leczy się w szpitalach psychiatrycznych?

W rzeczywistości, w której z uwagi na pojawienie się i wdrożenie coraz skuteczniejszych metod leczenia czy przedłużania ogólnego dobrostanu osób chorych na AIDS wiele ludzi skłania się do bagatelizacji zagrożenia wirusem HIV (co oznacza, że należałoby działać ku ponownemu uczuleniu na kwestie bezpiecznego seksu), Czykwin tymi słowy kwituje starania, by uniknąć zakażenia HIV – „Całkowicie odzierają one kontakty seksualne ze spontaniczności, romantyzmu i unikalności” (s. 208). Dla autorki zresztą możliwość zakażenia to obawa „ostatnich lat” (s. 208). Otóż w Polsce badania epidemiologiczne wykrywające obecność wirusa prowadzone są od 1985 roku, kiedy obecni studenci Czykwin nie byli jeszcze w planach życiowych swoich rodziców.

Czykwin opisuje rozpowszechnianie się AIDS (jako choroby śmiertelnej) jako epidemii współgrającej z autodestrukcyjnością gejów: „Przywołanie przedwczesnej śmierci jest tu równoznaczne z uwolnieniem od mroków starości. Otwiera perspektywę życia krótkiego, ale intensywnego, bez ograniczeń związanych z obowiązkowym uczestnictwem w wyścigu szczurów, pracy zawodowej, liczenia się z innymi, na których to polach geje są na ogół i tak skazani na niepowodzenie” (s. 210). To najwyraźniej znaczy, że geje nie umieją liczyć się z innymi ludźmi i są skazani na niepowodzenie w pracy zawodowej (niezależnie od tego, czy założymy, że wyścig szczurów istotnie jest obowiązkowy). Sąd tyle bulwersujący, ile osobliwy.

Rozmaite inne stwierdzenia Czykwin również wprawiają w osłupienie, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z enumeracją i jeden z klocków zdaje się pochodzić z zupełnie innego kompletu. Na przykład na s. 224 opisuje negatywną samoocenę osób z nadwagą, które widzą swoją otyłość jako przejaw „lenistwa, opieszałości, braku kontroli, tajemniczości i chciwości” (co to znaczy w świetle przyjmowanej przez autorkę Goffmanowskiej klasyfikacji stygmatów jako jawnych i ukrytych?). „Jednym ze sposobów przeciwdziałania agresji np. kibiców na stadionach sportowych jest (…) ustawienie bilboardów na stadionach (…), co pozwala złamać poczucie anonimowości i ograniczyć agresję” (s. 302). Co w opisanej sytuacji dają bilboardy? Co ma być na nich umieszczone? A może chodzi o telebimy? W innym miejscu, w kontekście ukrywania stygmatu (w celu wykluczenia wszelkich podejrzeń, bo – patrz wyżej) Czykwin dopatruje się „nadreprezentacji osób o skłonnościach homoseksualnych” wśród kiboli, kleryków i taterników (s. 148).

Kompletnej ignorancji dowodzi utrzymywanie, iż „bulimia dotyczy najczęściej osób otyłych, natomiast anoreksja ekstremalnie szczupłych” (s. 351).

Podobnie z prognozowaniem: „moda na banki spermy, w których można zostać matką dziecka sławnego ojca, staną się modne” (s. 123). Pomijając niegramatyczność sformułowania, nie można, a w każdym razie nie ma sposobu, by się o tym dowiedzieć: wedle obowiązujących uregulowań dawca spermy pozostaje anonimowy.

Dyskusyjnie i kontrowersyjnie brzmi rekapitulacja kwestii polskiego antysemityzmu „bez Żydów”. Czykwin utrzymuje, iż „niewielka liczba polskich Żydów jest zasymilowana, w podeszłym wieku, samotna i rozproszona” (s. 380). Przeczy temu to, co widać na krakowskim Kazimierzu, gdy nastaje szabas, przeczą temu ci wszyscy, którzy odkrywając swe rodzinne korzenie dążą do poznania i odzyskania dla siebie judaizmu, czego bynajmniej nie kryją. Wyrazem złej woli byłoby odczytywanie słów Czykwin jako antysemickich, jednak ich wymowa (i oderwanie od realiów XXI wieku) skłania mnie do opinii, iż lepiej byłoby, gdyby się w Stygmacie społecznym nie pojawiły.

Swoją drogą, dobór kategorii osób stygmatyzowanych jest w omawianej książce bardzo chaotyczny. Skoro jednak w tym miejscu odnoszę się do niezręczności popełnianych przez autorkę w jej staraniach scharakteryzowania np. homoseksualistów i Żydów, nadmienię, iż oczywiście szeroki nurt kontinuum specyficznych uprzedzeń wobec pierwszych i drugich umknął jej uwadze. Kwestią tą zajmowała się np. Agnieszka Graff (Rykoszetem, W.A.B., Warszawa 2008). Mniej w Polsce znane jest zestawienie dwóch rozpraw: Réflexions sur la question juive Jean-Paula Sartre’a i celowo napisanej w Sartre’owskim idiomie Réflexions sur la question „gay” Didiera Eribona.

Charakterystyczne dla podejścia epistemologicznego autorki jest ponadto zdanie: „Ktoś, kto urodził się z matki Żydówki, jest, obiektywnie rzecz biorąc, Żydem, jakkolwiek może się czuć np. Amerykaninem” (s. 24). Otóż nie. Ktoś taki jest Żydem w myśl halachy (czy de facto wszystkich współczesnych odłamach judaizmu), co w zestawieniu z innymi kryteriami uznawania żydostwa (np. Żydem jest ktoś, kto przeszedł wymagany przez prawo religijne proces konwersji) dyskredytuje pretensje do „obiektywności”. Ta zaś jest również pojęciem cokolwiek przeterminowanym i usprawiedliwianym jedynie celami retorycznymi, nie zaś poznawczymi. Nie mamy jednak do czynienia z czystą retoryką. Czykwin opowiada się w innym miejscu za totalizującą rolą rzekomej obiektywności. Ubolewa nad upadkiem sfery publicznej: na agorze wypracowywano niegdyś „prawdy pozajednostkowe, wspólne i obiektywne”, teraz zaś nie mają się one gdzie krystalizować (s. 395).

Wiarę w wielką wagę „obiektywności” głosi również wskazując na nędzę osoby pozbawionej odniesienia „uniwersalnego i transcendentnego”, która będzie „wyizolowana i samotna”, a jej tożsamość pozostanie niezintegrowana (s. 395). Ratunkiem, przede wszystkim dla osoby stygmatyzowanej, będzie „funkcjonowanie w grupach wsparcia oraz wkład znaczących innych” (s. 266). Takie zestawienie dwóch sfer wpływów oznacza przekonanie autorki o kompletnej niemożności radzenia sobie samodzielnie. Trzeba jednak uważać, kogo uczynimy naszymi „znaczącymi innymi”. Jawność autoekspresji bez względu na stygmat wobec wybranej grupy (wspierającej tudzież znaczącej) w parze z ukrywaniem stygmatu w kontaktach z „niewtajemniczonymi” – jak czytamy – „prowadzi do zamykania się w społecznych enklawach” niczym w więzieniach zaludnionych przez sobie podobnych (s. 207). Jest to zbyt kategorycznym (czy też mylnym) stwierdzeniem, jako że ukrywanie stygmatu równie dobrze może skłaniać do dążeń przeciwnych, na przykład odcięcia się od danej społeczności. W każdym razie sytuacja zdaje się być bez wyjścia.

Mimo to Czykwin nie szczędzi udzielanie rad osobom stygmatyzowanym rad będących zbiorem pustych sloganów oraz infantylizacją, upupieniem potencjalnych adresatów (s. 268).

Są u Czykwin momenty, w których w swym słusznym zapędzie posuwa się cokolwiek zbyt daleko. Spójrzmy: „pojawienie się AIDS oraz permanentne mylenie homoseksualizmu z pedofilią, transseksualizmem i transwestytyzmem (w Polsce) zdaje się podtrzymywać społeczne odium zarówno wobec kobiet, jak i gejów” (s. 300). Odium to synonim wstrętu czy odrazy. Trudno zaprzeczyć istnieniu licznych form dyskryminacji kobiet, jednak wstręt i odraza?

„Określenia: chory na AIDS, lesbijka, bezrobotny, otyły czy dziecko z chorobą Downa etc. mają negatywną konotację, ale nie można przecież z nich zrezygnować. Próbuje się więc zamienić takie określenia słowami nieobciążonymi (np. gej, puszysta pani, sprawni inaczej) lub zmienić negatywne konotacje (…) na przyjaźniejsze” (s. 28). Zupełnie nie rozumiem, w myśl jakich uzusów językowych słowo „lesbijka” niesie konotację negatywną, a – do kompletu – „gej” jest neutralne, poza tym dość zabawne wrażenie robi zestawienie szeregów „nie do pary”. Czykwin jednak podsuwa nam politycznie poprawne ekwiwalenty wyrażeń niestosownych na s. 96. Znajdziemy wśród nich kuriozalnych „puszystych”, „kochających inaczej” i „sprawnych inaczej”, jednak możemy odetchnąć z ulgą, posługiwanie się nimi nie jest przymusowe. Ku wyraźnej uldze Czykwin postulaty poprawnego politycznie języka nie są powszechnie aprobowane (s. 97). Rzeczowa wymiana myśli w języku niewykluczającego dialogu nie ucierpi, jeśli ktoś raz czy drugi chlapnie „pedałem” (zdanie zbudowane z fraz ze s. 96). Choć we wskazanych passusach autorka jasno deklaruje się swe sceptyczne nastawienie do politycznej poprawności, w innym miejscu powołuje się na nieokreślonych przeciwników tej konwencji. Czykwin pisze, iż wedle argumentacji owych przeciwników „political correctness zmusza do wprowadzenia do języka np. polskiego określeń obcych, np. gej, co oznacza zachwaszczanie języka, a przede wszystkim nie jest powszechnie zrozumiałe lub może mieć groteskowy charakter jak w przypadku (…) propozycji zmiany nazwy Placu Inwalidów w Warszawie na »Plac Niepełnosprawnych«” (s. 418). To moment godny uwagi, gdyż przy okazji mamy tu błąd logiczny. Czykwin myli skutek z przyczyną.

W Stygmacie społecznym rażą ponadto usterki spowodowane niedostateczną kompetencją jeżeli chodzi o rozmaite niuanse nie tylko dzisiejszej, ale nawet „wczorajszej” humanistyki. To, co na s. 361 jest dla Czykwin odkrytym w etnometodologii zjawiskiem et cetera, to raczej – jak wynika z kontekstu – działanie Jakobsonowskiej funkcji fatycznej języka. Lingwistyka to najwyraźniej wiedza tajemna, skoro Czykwin pisze: „Stwierdzenia w rodzaju: »Wszyscy dyrektorzy honorują święta prawosławne i pracownicy oczekują tego od pana«, wydają się mocnym argumentem” (s. 272). W świetle wymogów, jakie uczestnikom racjonalnej dyskusji stawia się w logicznej teorii języka, przytoczony argument (posługujący się na domiar złego kwantyfikatorem generalnym) należy do słabych (vide prace np. Teresy Hołówki). Idźmy dalej. Zgromadzone na s. 388 przykłady paniki moralnej, mające ilustrować to pojęcie, są niejasne w polskich realiach jako przynależne brytyjskiej popkulturze. Przepisane z innego opracowania i niejasne także dla autorki, skoro członków subkultury rockersów nazywa „rokersami”.

Czykwin postanawia pochylić się też nad kwestią deprecjacji przedmałżeńskiej biografii żony, czego znamieniem jest utrata panieńskiego nazwiska (s. 94). Gdzie indziej wszelako jako rzecz niegdyś oczywista określone jest „pozostawanie przez kobiety przy nazwisku panieńskim” (s. 133). Ależ odwrotnie: oczywistym, a nawet nieuniknionym było przybieranie nazwiska mężowskiego. Studia feministyczne w sposób wieloaspektowy tłumaczyły te uwikłania i przywołanie zdawkowej ich rekapitulacji pióra Czykwin nie jest konieczne, jednak odnotować należy, że autorka utrzymuje, iż w języku angielskim „gramatyka stygmatyzowała kobiety zamężne” (sic!) jako te, o które – z uwagi na Mrs przed nazwiskiem – nie należy zabiegać. Miss nie jest (czy też nie było, bo tu użyty jest czas przeszły) wedle Czykwin stygmatem staropanieństwa. Nie ma mowy o niedyskryminującym honoryfikatorze Ms., który w ogromnej mierze dezaktualizuje problem. Czykwin nie wspomina również, że nie jest on rozwiązany raczej w języku francuskim, gdzie – o ile mi wiadomo – do dzisiaj pokutuje podział „dwuwartościowy” i brak neutralnej, albo choć neutralizującej paternalizm formy. Osobliwe uwagi Czykwin dotyczące myśli feministycznej możemy znaleźć na s. 49-50.

Deklarowana (vide tylna część okładki) „interdyscyplinarność” książki każe sytuować ją na polach socjologii, pedagogiki i psychologii społecznej (zresztą to ostatnie to dla mnie „chłoporobotnik i boa grzechotnik”), w których istotną rolę odgrywają badania własne. Czykwin takich nie wykonała. Zdecydowana większość przykładowych przypadków, jakimi ilustruje swe wywody, wzięta jest z opracowań cytowanych – obcojęzycznych (by nie powiedzieć: amerykańskich) i pochodzących sprzed lat. Zasadniczo Stygmat społeczny zawiera liczne propozycje klasyfikacji wpływów i skutków piętnowania na tożsamość. Jednak systematyzacje dokonane przez Czykwin w myśl różnych teorii psychologicznych (głównie z akcentem na interakcje) kompletnie tracą na znaczeniu. Ich wartość perswazyjną – a nawet poznawczą – przekreśla światopoglądowy wydźwięk książki. W rzekomo zainspirowanych dziełami Pierre’a Bourdieu partiach rozdziału pt. Obrona Ja przed skutkami stygmatyzacji znajdziemy takie spojrzenie na istotę społecznych protestów (w których „celują” rozmaite mniejszości):

W wyniku walk tych, którzy są za, z tymi, którzy są przeciw, to co partykularne powoli drąży zastany ład i porządek rzeczy oraz wyobrażenie tego porządku przez konserwatywnych obywateli. Jest to denerwujące, ponadto dążenie do społecznie wynegocjowanego ładu przeciąga się w czasie, grożąc permanentnym chaosem. Mniejszości, na wzór terrorystów, uniemożliwiają utworzenie społecznego ładu (s. 332).

Tak, dominujące życie społeczne grupy interesów (by było egzotycznie i absurdalnie, Czykwin stawia na misz-masz: poza mniejszościami narodowymi i seksualnymi wymienia przeciwników „stacji benzynowych, pornografii, agencji towarzyskich, spalarni śmieci, dzwonów kościelnych” oraz miłośników sportów ekstremalnych i… parkingów) „zaprzątają głowy spokojnych obywateli niekończącymi się sporami, które utrudniają wszelkie działanie” (s. 331). Aktywiści, strzeżcie się; lepiej zapomnijcie o Strukturalnych przeobrażeniach sfery publicznej Jürgena Habermasa i Antagonistycznych przestrzeniach publicznych i polityce demokratycznej Chantal Mouffe!

Wracając do zacytowanego wyżej retorycznego pytania ze s. 261, wedle autorki przynajmniej akceptacja homoseksualności przez społeczeństwo „jest w rozsądnej perspektywie czasowej nieosiągalne” (s. 210). Dzięki postawie zaprezentowanej w rzetelnym, wyczerpującym i wielostronnym opracowaniu teoretycznych i praktycznych aspektów piętnowania i dyskryminacji, jakim jest Stygmat społeczny, rzeczywiście nieosiągalne. Książka jest skandalicznym popisem niekompetencji sankcjonowanej tytułem naukowym autorki i renomą wydawnictwa. Notabene renomą niegdyś zasłużoną, dziś będącą pretekstem do dyktowania zawyżonych cen przy czynieniu oszczędności na pracy korektorskiej i redakcyjnej (co w omawianym opracowaniu poświadcza treść stopki). To co dla odbiorców niewyrobionych, np. studentów, szkodliwą dezinformacją, dla innych może być po prostu źródłem żartów.

Przybliżając we wstępie do Wynaleźć codzienność 2 myśl Michela de Certeau Luce Giard zauważa, że ujmowanie „rzeczy w formie wielkich projektów”, wypowiadanie się w sposób pompatyczny i tworzenie „ogólnego i uogólniającego dyskursu o społeczeństwie” znamionuje „niewystarczające opracowanie konceptualne”. Autorka notuje dalej: „Mając zazwyczaj odpowiedź na każde pytanie, dyskurs ów nie dopuszcza sprzeciwu, zręcznie omija konfrontację z rzeczywistością i nigdy nie spotyka się z odrzuceniem”. Deskrypcja ta może być przyłożona do Stygmatu społecznego. Kwestionowanie oczywistości wydaje się w naukach społecznych niemal obowiązkowe, tymczasem Czykwin wręcz chętnie posługuje się komunałami i zahacza swoją retoryką o teologię pastoralną. W jej duchu formułuje postulaty tolerancji, demarginalizacji i przeciwdziałania wykluczeniom (por. np. s. 38). Z nieco mniej zaściankowego punktu widzenia nietrudno zauważyć, że takie ujęcie służy jedynie dobremu samopoczuciu autorki, niewątpliwie uważającej się za osobę o otwartym umyśle i wyzbytą uprzedzeń. Otóż cała książka zdaje się być staraniem, by dopasować teorię Goffmana do własnych uprzedzeń. Czykwin nie widzi jednostek mogących być przedmiotem jej wywodów – realnych osób zagrożonych stygmatyzacją (jeśli w ogóle zgodzimy się na przyjęcie tego terminu) – a buduje ich abstrakcyjne grupowe reprezentacje. Wspomniany postulat tolerancji funkcjonuje u niej na zasadzie dobroczynności: jako pochylanie się nad nieświadomymi maluczkimi (wzmiankując „ideologię gejów” autorka nie odwołuje się do żadnej znaczącej pozycji z dorobku studiów genderowych, LGBT czy queer). W nieco bardziej życzliwej interpretacji można powiedzieć, iż Czykwin deklaruje zwiększoną wrażliwość na różnorodność współczesnych strategii życiowych, jednak czyni to w celu umocnienia swej własnej pozycji poprzez poddanie opisywanych cudzych doświadczeń dyskursywizacji. Poddanie nieudolne i umotywowane koniunkturalizmem w wersji o tyle nietrafionej, że – wbrew konwencjom cieszącym się największym uznaniem – pozbawionej cienia osobistej rękojmi i najmniejszej próby okazania współprzynależności. My i oni. Hołd dla mocno już przykurzonego paradygmatu każącego przemawiać z wyżyn odseparowanej od świata akademickiej Katedry w tym temacie nie mógł się sprawdzić.

Paulina Szkudlarek

Elżbieta Czykwin, Stygmat społeczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007. Cytaty lokalizuję w tekście, wytłuszczenia pochodzą ode mnie. Luce Giard przywołuję za jej Wprowadzeniem do: Michel de Certeau, Luce Giard i Pierre Mayol, Wynaleźć codzienność 2, przeł. Katarzyna Thiel-Jańczuk, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011, s. XII.

Data wpisu: 7 lutego, 2012 autor wpisu: Paulina Szkudlarek  |  Komentowanie nie jest możliwe

"Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!

Już 14.02.2012 r. (wtorek) o godzinie 19:00 zapraszamy na happening “Lampiony do nieba!

Spotkajmy się przed zielonogórską Palmiarnią (pomnik chłopca z koniem). Przynieście lampiony, zabierzcie znajomego, znajomą, partnera, partnerkę, przyjaciół i rodzinę!
Razem wypuścimy lampiony do nieba na znak jedności! Bo wszyscy mamy równe prawo do Miłości!

9329 185403977305 185394262305 3842437 2273358 n "Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!
KPH Zielona Góra

A po happeningu udajemy się na tęczową imprezę walentynkową z cyklu “Dancing Queer” w Piekarni Cichej Kobiety (ul. Fabryczna 13).
Start: 20:00
Wstęp: 7 zł
Zabawa do białego rana!!!

Życzliwe pary hetero też zapraszamy, jako mniejszość na pewno nie będziecie dyskryminowani icon smile "Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!

P.S. Lampiony będą tez na miejscu happeningu! icon smile "Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!

Organizatorzy: Kampania Przeciw Homofobii & STG

5024130576294780186 1337971691023198609?l=kph zielona gora.blogspot "Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!PLAKAT+Walentynki+net "Lampiony do nieba" I walentynkowe Dancing Queer!

Zajrzyj na stronę KPH Zielona Góra


Data wpisu: 3 lutego, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wielki powrót Dancing Queer!

Serdecznie zapraszamy Was na karnawałowy powrót imprez z cyklu Dancing Queer!

Tym razem bawimy się w Piekarni Cichej Kobiety!
Już 21.01.2012 r. (sobota) zaczynamy zabawę w rytmach disco!
W planach loteria biletowa, specjalne drinki i przekąski!Zaczynamy o godz. 20:00!
Wstęp: 10 zł

Tu wskazówka, jak dotrzeć do klubu: Jak dotrzeć do Cichej Kobiety?

Nie może Was tam zabraknąć!

5024130576294780186 8113018187172947241?l=kph zielona gora.blogspot Wielki powrót Dancing Queer!

Dancing Queer Cicha Kobieta 21.01.2012 Wielki powrót Dancing Queer!


Data wpisu: 16 stycznia, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

„Film Grain and the Queer Body: Tom Chomont”

wykład Juana Suáreza 
10 stycznia (wtorek), godz. 18:00

Chomont 700px „Film Grain and the Queer Body: Tom Chomont”
Tom Chomont, The Mirror Garden

W wykładzie towarzyszącym wystawie „Wspólnicy. Fotograf i artysta około roku 1970” Juan Suárez pokaże jak widoczność ziarna taśmy filmowej w wielu filmach eksperymentalnych lat 60. wpływała na przedstawienie ciała. Tematem wykładu będą filmy Jacka Smitha (Overstimulated, Flaming Creatures) i Andy’ego Warhola (Empire, Sleep) oraz twórczość mniej znanego artysty Toma Chomonta, który zaczął robić filmy na fali filmu undergroundowego, pod wpływem Gregorego Markopoulosa.

W pierwszej części wykładu Suárez omówi efekt ziarna filmowego na tle innych „nieciągłych środków wyrazu”, używanych przez ówczesnych artystów. W drugiej części zarysuje związki między fascynacją „nieciągłą reprezentacją” a nauką. Chodzi zwłaszcza o cybernetykę: binarne kodowanie informacji, sformalizowane w latach powojennych przez Shannona i Weavera i wykorzystywane w naukach ścisłych i socjologii probabilistyczne modele eksplanacyjne sformułowane przez Norberta Wienera i Gregory’ego Batesona.

Do tych modeli odwoływali się często twórcy muzyki eksperymentalnej (John Cage, David Tudor), wideo (Nam June Paik), performensu, filmu (Stan Vanderbeek), a także inżynierowie współpracujący z artystami (Billy Kluver). Jak pokazuje Suarez teorie te miały też wpływ na twórców filmów queer.

W eksperymentalnym filmie queerowym stosowanie widocznego ziarna, rozpad obrazu na najmniejsze części składowe, inaczej niż w „ortodoksyjnej cybernetyce”, nie miały na celu sformalizowania informacji. Jak pokaże analiza filmów Toma Chomonta, ziarno wytwarzało wizualny szum, potęgując nieokreśloność cielesnej tożsamości i w efekcie uniemożliwiając zastosowanie do queerowych ciał jasno wytyczonych kategorii pojęciowych.

Wykładowi towarzyszy pokaz filmów Toma Chomonta.

Wykład w języku angielskim.

Juan Suárez wykłada na wydziale Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie w Murcji. Jest autorem książek Bike Boys, Drag Queens, and Superstars: Avant-Garde, Mass Culture and Gay Identities in the 1960s Underground Cinema (1997) i Pop Modernism: Noise and the Reinvention of the Everyday (2007).


Data wpisu: 10 stycznia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

O tych, co zakochują się bez względu na płeć

"Biseksualność zwiększa twoją szansę na randkę w sobotni wieczór. Dwukrotnie"… Ale osoby biseksualne nie zgadzają się z tym żartobliwym cytatem Woody'ego Allena. W ich słodko-gorzkiej rozmowie częściej pobrzmiewały te gorzkie nuty. 

"Żeby życie miało smaczek?…" – czyli ostatnie z cyklu spotkań "RuszaMY LGBTQ w Białymstoku" – jak zwykle ściągnęło na wydział historyczno-socjologiczny UwB sporo zainteresowanych tematem. Ciężar zorganizowania projekcji filmowych, warsztatów i dyskusji wzięła na siebie nieformalna Grupa IRIS, od dziewięciu miesięcy działająca w Białymstoku i regionie na rzecz osób homoseksualnych, biseksualnych, trans-płciowych i queerowych.

W czwartek wieczorem na ostatnie spotkanie IRIS zaprosiła Aleksandrę Sowę, działaczkę na rzecz praw człowieka, publicystkę periodyku "Furia", współautorkę hasła "biseksualność" w Encyklopedii Gender – projektu w końcowej fazie realizacji.

Czytaj więcej »

Data wpisu: 26 listopada, 2011 autor wpisu: Mitia  |  Komentowanie nie jest możliwe

Interesuje Cię kultura queer?

Rozważasz wolontariat / staż w Lambdzie Warszawa, najstarszej polskiej organizacji zajmującej się prawami osób nieheteroseksualnych?
Pragniesz włączyć się w działania w ramach inicjatywy „Miłość nie wyklucza”?
A może po prostu chcesz poznać ciekawych ludzi i spędzić miło czwartkowy wieczór?

logo 2 Interesuje Cię kultura queer?

Wpadnij koniecznie do siedziby Lambdy w czwartek 17.11.2011 na godzinę 18:00!
ZAPISZ SIĘ: www.warszawadlapoczatkujac​ych.blogspot.com
PYTANIA? Pisz śmiało: warszawadlapoczatkujacych@​yahoo.com
WIĘCEJ INFORMACJI:

www.lambdawarszawa.org

www.miloscniewyklucza.pl

www.abiekt.blogspot.com

Projekt „Warszawa dla początkujących” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” finansuje Miasto Stołeczne Warszawa. Udział w projekcie jest nieodpłatny.


Data wpisu: 7 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dancing Queer w Lochach!!!

Zapraszamy razem z KPH Zielona Góra na imprezę Dancin Queer 9 listopada od godziny 20:00 w Pubie w Lochach pod Filarami 3. Wejście na imprezę tylko 3 złote, a gwarantujemy świetną zabawę na karaoke pod opieką DQ Selliny Demellon.
Plakat Listopad%25281%2529 Dancing Queer w Lochach!!!

UWAGA! UWAGA!

Z powodu zawieszenia działalności klubu Słodko-Gorzka, pub w Lochach przygarnął nas do siebie!
Rozpoczynamy nowy cykl tęczowych imprez wraz z tańcami, konkursami, karaoke i niespodziankami!!!

Ogłaszamy powrót tęczowych imprez z cyklu “Dancing Queer”.
Zapraszamy Was na pierwszą, która odbędzie się już 9.11.11 (środa) w pubie Lochy [deptak, pod Filarami 3]. Startujemy o 20:00. Wstęp 3 zł, piwo 4 zł!!!
Imprezę z karaoke poprowadzi nasz gośc specjalny: Drag Queen Sellina DeMellon!!!

Uwaga! W pubie jest ochrona. Właściciele zapewniają bezpieczną zabawę w rytmach tęczowego disco!
Przybywajcie na najlepszą imprezę w mieście!!!

Do zobaczenia!

Profil Selliny na FB

5024130576294780186 334119324912748858?l=kph zielona gora.blogspot Dancing Queer w Lochach!!!

Zajrzyj na stronę KPH Zielona Góra


Data wpisu: 4 listopada, 2011 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Daniel jest Queer!

Po rozmowach z Marishą i Dieterem van Tease pora na wywiad z drag queen z prawdziwego zdarzenia. Choć nie jest tak popularna jak Żaklina, która występowała w Mam talent, Charlotte ma spore grono fanów. Z Danielem Michalskim rozmawiałam o tym jak zaczęła się jego przygoda, co robi jak mu puszcza oczko i kim jest Daniel.

Charlotte jest zwariowaną kobietą uwielbiającą brokat! – mówi o sobie Daniel/ Charlotte/ Dominika.

P

uszcza Ci oczko w rajstopach – co robisz? Większość kobiet panikuje i próbuje ukryć. A Ty?

Rozrywam całkiem.

 

Daniel na co dzień jest…

Jak człowiek z ADHD  i jak prawdziwy bliźniak. Człowiek o 100 twarzach w zależności od sytuacji. Do tańca i do różańca.

 

Dlaczego przebierasz się za kobietę?

Bo chcę trochę pobawić się w inną osobe niż jestem. Chce być kobiecy w centrum uwagi. Nawet ukształtowałem sobie oprócz Drag Queen moją trzecią twarz. Może i nawet tą prawdziwą jaka jest Dominika Luxuria, pseudonim wzięty od mojej idoliki politycznej jaką jest Vladimir Luxuria.

309774 291031770909628 100000084212970 1191632 984712322 n 300x249 Daniel jest Queer!
Daniel Michalski

Który ze swoich występów wspominasz najmilej?

Każdy występ jest inny i ten najlepszy. Publiczność jest zawsze niesamowita. Tego się nie da opisać – to trzeba przeżyć kiedyś.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z byciem drag queen?

Od wizyty w Rasko na spotkaniu Kampanii Przeciw Homofobii w Warszawie i zobaczenei na własne oczy Drag Queen Brigitte. Pomyślałem, że też potrafię i chcę występować na scenie jako drag queen.

Jaka jest Charlotte, czego nie ma Daniel?

Charlotte jest na pewno inna niż Daniel i inna niż Dominika. Charlotte jest zwariowaną kobietą uwielbiającą brokat! Jest kobietą, która lubi podrywać i rozmawiać i być zaczepianą.

A co ma Daniel czego nie ma Charlotte?

Daniel ma cudownego faceta. Charlotte jest nadal sama.

293580 221514467896598 110884092292970 590360 3159084 n 202x300 Daniel jest Queer!

Charlotte

Zdradzisz nam, gdzie będziesz występować w najbliższym czasie?

W najbliższym czasie zobaczymy się w Szczecinie na imprezie kobiecej w klubie Libido organizowanej przez Szczecińską Grupę KPH i w naszym lokalnym klubie dla LGBTQ jakim jest Inferno na Halloween. A później zobaczymy.

Bycie DQ to na pewno wesoła przygoda – podziel się z nami jakąś śmieszną historią.

Najśmieszniejszym zdarzeniem jakie mi się w tej chwili przypomina to moja podróż do klubu na występ. Miałem podjechać pod drzwi, ale taksówkarz wysadził mnie ulicę dalej i musiałem iść przez centrum Warszawy aleją Jana Pawła drugiego w pełnym stroju na występ.

Daniel – kobiecy, męski czy queer?

Daniel jest zdecydowanie Queer!


Data wpisu: 28 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Szczecińska strefa queer – gender

Zapraszamy wszystkich facebookowiczów do lubienia nowego forum wymiany energii queerowo-genderowej. Na profilu znajdziecie najważniejsze wydarzenia w naszym województwie, jak również te z całej Polski.

Zachęcam też do dzielenia się informacjami, poglądami, spostrzeżeniami.

Niech to będzie przestrzeń dla wszystkich, którym nie po drodze z heteronormą.

Link:

Szczecińska Strefa Queer Gender


Data wpisu: 29 maja, 2011 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pomada 2011

Już od przyszłego piątku zaczyna się Pomada – poniżej lista wszystkich wydarzeń, które nas czekają. Przed nami wiele interesujących wydarzeń od dysusji przez sex imprezy po koncerty i występy. 

3.06 piątek

20.00 BOYS TOYS

wernisaż wystawy: Gio Black Peter, Andrej Dubravsky, Brian Kenny
kurator: Karol Radziszewski
BOYS TOYS to wystawa trzech młodych, przystojnych i dość zwariowanych artystów, z których jeden mieszka w Bratysławie, a dwóch w Nowym Jorku. Żaden z nich nie pokazywał jeszcze swoich dzieł w Polsce, zatem okazja jest niepowtarzalna, tym bardziej, że większość prac powstała specjalnie na tę wystawę. Na BOYS TOYS zobaczymy między innymi rysunkowe alter ego chłopców, którzy mają wybujałą fantazję i lubią ryzykowne przygody. Całość uzupełni smakowity wybór ich krótkich filmów wideo i teledysków. Słowa kluczowe: sex, chłopcy, rysowanie, malowanie, sex, zabawki, króliczki, hiphopowcy, sex.
wystawa czynna: 4-11.06 16.00-19.00, finisaż: 12.06, 17.00
www.czulosc.com
Galeria Czułość, Dąbrowiecka 1

4.06 sobota

17.00 Zazdrość, jej przyczyny i jak sobie z nią radzić

prowadzenie: Tomasz Kulesza
dyskusja
Zazdrość to zjawisko, które w kontekście poliamorii pojawia się bardzo często, a jednocześnie dotyczy również tradycyjnych par monogamicznych. Czym jest zazdrość, z czego wynika, i co z niej wynika, jak ją traktować i jak sobie z nią radzić – o tym wszystkim będziemy mieli okazję posłuchać i porozmawiać na tegorocznym spotkaniu poliamorystek i poliamorystów.
Resort, Bielańska 1 (Senatorska przy pl. Teatralnym)

19.00 SCHOWAJ MORALNOŚĆ W ŹRÓDŁO I ROZKOSZUJ SIĘ JEJ BRAKIEM! czyli o dildowatości moralności

Aleka Polis (Trickster)
rozprawa na zdjęcia i film
Dalsza część projektu Trickstera, działającego wbrew ustalonym normom, drwiącego z autorytetów, żywiącego się chaosem. Tym razem Trickster na chrześcijańskim gruncie (czyli diabeł), dokonuje moralnej rewolucji, wykorzystując mitologiczne trzy Gracje.
Resort, Bielańska 1 (Senatorska przy pl. Teatralnym)

22.00 ONE NIGHT STAND

Intymna, sexy impreza dla kobiet i ich przyjaciół.
Przybywajcie na specjalne zaproszenie francuskiej reżyserki i skandalistki Emilie Jouvet, która tej nocy poszukuje chętnych do śmiałego projektu fotograficznego… Dykes, Butches, Fems, Queers, Feminists, Trans Boys & Girls, dress to impress! Express yourself! Bring your sexiness!
grają dla Was: Audrey Horne/Marla Singer, Fairyboy, I Want Candy, Szu, Tekla Obiecanka, Wyrodna Matka
gracie Wy: safesex, gadżety, pornoprojekcje
ponadto: Agnieszka Dellfina, Barbarella, Pussy Project oraz Siostry Bewlay: „Żaluzje” (patrz wydarzenia W TRAKCIE)
www.emiliejouvet.com
wstęp: 10 PLN (tylko dla osób 18+!)
Resort, Bielańska 1 (Senatorska przy pl. Teatralnym)

 

5.06 niedziela

20.30 JEZUS MARIA!

Grupa Artystyczna Teraz Poliż we współpracy z Natalią Sołtysik
żywa instalacja teatralna
Przyśnił mi się Piotr Włast i był kompletny. Miał wszystkie zęby. Przyśniła mi się matka Marii, a potem matka Piotra i nie była tą samą kobietą. Obudziłam się. Moje ciało nie było takie samo. Nie wiem, czy wciąż jest moim ciałem.
Przemoc patrzenia i przemoc widzenia. Przemoc, jakiej dokonujemy na sobie pod wpływem zewnętrznego spojrzenia. Tatuowanie ciała. Czy Abramović nie chciałaby się pozbyć ze swojego brzucha blizny po gwieździe Dawida? Czy ostatnie listy Piotra Własta podpisane: „Maria Komornicka” anihilują jego samego?
To nie ja się obudziłam. To ciało mnie obudziło. To ciało każe mi wstać.
Żywa instalacja teatralna, czy, jak kto woli, performance lub performans, albo po prostu działanie, którego uczestnikami będą widzowie, służy próbie przejrzenia się w opowieści o Marii Komornickiej.
www.terazpoliz.com.pl
wstęp: 5 PLN
Teatr Dramatyczny, Szatnia Maszynistów, PKiN, pl. Defilad 1

 

21.30­ – 24.00 LEA CZUWANIE/LEA A WAKE

Katarzyna Majak
akcja (cz. 1)
Lea Divine – olśniewająca, błyszcząca drag queen.
Odeszła. Spakowana w kilku pudełkach. Pozostały nagrania, zdjęcia, kilka butów, kolczyki, cycki. Czeka na pożegnanie.
www.katarzynamajak.com
Pracownia Duży Pokój, Koszykowa 12/24

6.06 poniedziałek

20.00 DOMEK LETNISKOWY

premiera spektaklu w ramach Inicjatywy POMADA!
scenariusz i reżyseria: Rafalala
występują: Sylwana Skarżyńska-Rutledge, Monika Sadkowska
i Aneta Wycinka
koprodukcja: 1.500m2 do wynajęcia
Spektakl opowiada o kobiecie izolującej się od świata po przeżytej traumie. W jej życie wkracza lesbijka, komiwojażerka zajmująca się sprzedażą materacy. Między nimi rodzi się uczucie. Dla heteroseksualnej bohaterki jest to nowe doświadczenie, które całkowicie ją odmienia, ale powoduje też, że demony przeszłości wracają ze zdwojoną siłą.
wstęp: 15 PLN
1500m2 do wynajęcia, Solec 18

 

7.06 wtorek

21.00 MUCH MORE PUSSY

reżyseria: Emilie Jouvet
Francja, 2010, 90’’
Premiera najnowszej produkcji francuskiej reżyserki Emilie Jouvet – autorki kultowych filmów „One Night Stand” i „Too Much Pussy”. „Much More Pussy!” to pornowersja kultowego już w Polsce filmu „Too Much Pussy! Feminist Sluts in the Queer X Show”. Pornodokument opowiada historię siedmiu kobiet – aktywistek, artystek, pisarek, sexworkerek, gwiazd porno – które w trakcie europejskiego tournee swego burleskowego show badają różnorodne (dez)orientacje seksualne oraz różnorodność genderów. Odkryj, co robiły za kulisami…
Przed seansem spotkanie z reżyserką.
Film zawiera elementy pornograficzne – tylko dla osób 18+!
wstęp: 15 PLN
Kinoteka, PKiN, pl. Defilad 1

23.00 NIC DLA MNIE

koncert
Wspólny projekt Sebastian Pawlaka i Daniela Pigońskiego to piosenki ze słowami napisanym przez Sebastiana, z dużą dawką analogowej elektroniki Daniela w stylu końca lat 70. Pigoński i Pawlak poznali się przy pracy nad spektaklem „Lulu” Michała Borczucha w Teatrze Starym w Krakowie. Projekt muzyczny „Nic dla mnie” powstał latem 2009 w słonecznym Milanówku.
Daniel Pigoński – muzyk i kompozytor. Współpracował z Pustkami i Marią Peszek. Współzałożyciel Elektrolotu i Polpo Motel. Twórca muzyki teatralnej do spektakli m.in. Mai Kleczewskiej, Michała Borczucha, Piotra Cieplaka i projektów Piotra Lachmanna.
Sebastian Pawlak – aktor TR Warszawa.
Café Kulturalna, PKiN, pl. Defilad 1

8.06 środa

20.00 #03 (ART PROJECT)

Julian Malinowski
performans
Wystawa sztuki jest efektem wieloetapowej pracy projektowej, obejmującej pracę koncepcyjną, nawiązanie kontaktu z artystami, wybór prac, fundraising, działania promocyjne, wydanie publikacji, instalację prac w przestrzeni wystawy, konferencję prasową, wernisaż, bankiet powernisażowy, okres eksploatacji wystawy oraz dokumentację. Do ostatnich minut przed wernisażem istnieje ryzyko, że coś się nie uda. Jak sprawić, żeby prace przyjechały nas czas, żeby artyści nie chcieli zrezygnować z udziału w wystawie, żeby sponsor się nie wycofał i żeby publiczność dopisała? I czy szampan jest dobry na wszystko?
Galeria Le Guern, Widok 8

 

9.06 czwartek

18.00 Queer islam

prowadzenie: dr Katarzyna Górak-Sosnowska (Katedra Socjologii SGH, Katedra Arabistyki i Islamistyki UW), Maciej Klimiuk (Katedra Arabistyki i Islamistyki UW)
dyskusja
Kraje muzułmańskie bywają postrzegane w świecie jako jedne z najbardziej nieprzyjaznych środowiskom LGBTQ. W dużej mierze nasz punkt widzenia kreują media. Z drugiej jednak strony promuje się w Europie „turystykę gejowską” do krajów północnej Afryki.
Rozpoczniemy od nakreślenia historii homoseksualizmu w świecie islamu (Afryka, Bliski Wschód, Azja Południowo Wschodnia), aby następnie przejść do omówienia najciekawszych aspektów queer islamu. Zwrócimy uwagę na możliwości, jakie religia muzułmańska daje gejom, lesbijkom i transseksualistom. Zastanowimy się nad znaczeniem aktu homoseksualnego w tamtejszych kulturach, ale także opowiemy o parkach i pikietowaniu.
Plan B, al. Wyzwolenia 18 (wejście od Placu Zbawiciela)

 

21.00 HOTGOD vs ROZUM

koncert
Jeden z najgorętszych debiutów muzycznych tego roku. Joanna Duda, na co dzień dystrybutorka kosmetyków znanej firmy na A, fryzjer Marek Pospieszalski i wokalista Jerzy Rogiewicz poznali się przypadkiem podczas demonstracji na rzecz wyższych pensji dla pracowników oświaty. Połączenie smoothjazzowej liryki, house’owego brzmienia i new age’owskiego kopa zachwyci nawet najbardziej zagorzałych krytyków ciemnoty i nietolerancji. Joanna Duda – bas/pianet, Marek Pospieszalski – saksofon tenorowy, Jerzy Rogiewicz – perkusja.
www.myspace.com/joannaduda
Café Kulturalna, PKiN, pl. Defilad 1

10-11.06 piątek-sobota

17.00-20.00 ROMANTYCZNI CHŁOPCY

Andrzej Pakuła
instalacja wideo
Czy współcześni młodzi mężczyźni mają jeszcze „romantyczną duszę”? Czy tli się jeszcze w nich słowiańska wrażliwość? Czy w sytuacji doświadczenia kultury Zachodu, posługującej się zglobalizowanym kodem językowym, słowiańskość i romantyczność, charakterystyczne dla naszego kręgu kulturowego, są jeszcze w ogóle możliwe? Czy język polskiej poezji doby romantyzmu może tę wrażliwość na nowo wydobyć?
Teatr Dramatyczny, Szatnia Maszynistów, PKiN, pl. Defilad 1

 

18.00 Otwarte relacje pozamałżeńskie w kulturach pozaeuropejskich

prowadzenie: Daniel Jabłoński
spotkanie
Jesteśmy świadkami ważnych zmiany w tradycyjnej obyczajowości kultury Zachodu. Coraz więcej powstaje wokół nas relacji i związków, stanowiących alternatywę wobec heteroseksualnej pary. Lecz czy są to rzeczywiście nowe formy związków, czy może odżywa to, co ludzie zawsze próbowali robić, gdy zaczynała panować sprzyjająca różnorodności atmosfera tolerancji?
Plan B, al. Wyzwolenia 18 (wejście od Placu Zbawiciela)

 

12.06, niedziela

17.00 BOYS TOYS

finisaż wystawy
Galeria Czułość, Dąbrowiecka 1

 

21.30-24.00 LEA ODDAWANIE/LEA GIVEAWAY

Katarzyna Majak
akcja (cz. 2)
Pracownia Duży Pokój, Koszykowa 12/24

 

11.06 sobota

21.00 FROCIO

Nicola Ruben Montini
performans
Włoski artysta, którego działania koncentrują się wokół tożsamości/seksualności/religii.
www.nicolarubenmontini.com
1500m 2 do wynajęcia, Solec 18

 

22.00 GANC POMADA!

jedyna oficjalna impreza popomadowa!!!


Data wpisu: 27 maja, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Muzeum Historii GLBT otwarte

W San Francisco powstało pierwsze muzeum w USA, ukazujące historię ruchów LGBT.
Pierwsze muzeum, którego zbiory zawierają wyłącznie materiały i archiwa, poświęcone historii lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transgender, zostało otwarte w Niemczech. Muzeum w San Francisco jest drugą na świecie tego typu instytucją. Zajmuje 1600 metrów kwadratowych. W czwartek nastąpiło jego uroczyste otwarcie.
Wyjątkowe Muzeum będzie [...]

Data wpisu: 14 stycznia, 2011 autor wpisu: Ania B  |  Komentowanie nie jest możliwe

Trans-akcja w HBO

W listopadzie i grudniu w telewizji można oglądać „Trans-akcję” – film dokumentalny Sławomira Grünberga, laureata nagrody Emmy i Katki Reszke. Na naszym rodzimym rynku wciąż brakuje filmów o transgenderowych osobach. Rzadko zastanawiamy się nad tym, z jakimi problemami wzmagają się ludzie trans i dlaczego są prawie całkowicie niewidoczni w naszym społeczeństwie. Na szczęście są ludzie, [...]

Data wpisu: 24 listopada, 2010 autor wpisu: Ania B  |  Komentowanie nie jest możliwe