O autodefiniowaniu siebie w kontekście orientacji seksualnej chciałam popisać już dawno, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Temat „samookreślenia” pojawia się jednak często

Po pierwsze, jeżeli weźmiemy np. jakiekolwiek matrymonialne
lesogłoszenia (które bardzo lubię sobie poczytywać, bo są niesamowicie ciekawym tematem do socjologicznej obserwacji), to statystycznie 10% całości stanowią takie, w których biseksualistki na dziewczynę się nie chce. Żadna z „niechcących” nie definiuje oczywiście, czego konkretnie nie chce, a może powinna, o czym za chwilę

Po drugie, temat samookreślania się pojawił się ostatnio przy okazji debiutu (bardzo fajnego zresztą) portalu
http://wstronekobiet.pl/, kiedy rejestrując się można było zadeklarować orientację seksualną, ale w dość ograniczonym zakresie. Redakcja potem te możliwości rozszerzyła, no ale temat pozostał, a ja się wreszcie zmobilizowałam.
Pozornie sprawa jest prosta, kochasz kobiety – jesteś lesbijką, kochasz facetów – jesteś hetero, kochasz tak lub tak – jesteś biseksualna. Określenie się przy pomocy orientacji seksualnej dla wielu osób nie jest jednak sprawą tak oczywistą i bywa tak, że analogiczne sytuacje prowadzą różne osoby do zupełnie odmiennych wniosków. Nie dotyczy to oczywiście tych, co „zawsze wiedzieli”, tych którzy w ogóle nie lubią się określać, oraz tych którzy zdecydowanie się kimś tam czują i zbyt się nie zastanawiają.
Post oczywiście nie jest po to, żeby się ktoś poobrażał, więc od razu zaznaczam, że rozumiem, że każdy ma prawo czuć się kim chce i określać jak chce i jeżeli czuje się szczęśliwy, to ja też jestem szczęśliwa, ze względu ma zwiększony potencjał energii szczęścia na naszej planecie
No ale temat jest. Wyobraźmy sobie przykładowo taką sytuacje. Jest sobie pani A, która była w satysfakcjonującym (emocjonalnie i seksualnie) związku z mężczyzną. Związek się był rozpadł, a pani odkryła, że może kochać także kobiety. Okazało się, że to jest to i pani już więcej facetów w łóżku i w życiu nie chce. Ponieważ nie chce, wchodzi sobie na portal , gdzie każą jej napisać co ona jest i zaznacza opcję „lesbijka”. No i mamy panią B, która myśli sobie, że nie chce facetów w łóżku i w życiu, ale kiedyś kochała fajnego gościa, więc zaznacza opcję biseksualistka

No i statystyka portalowa idzie się bujać

Temat jest tym bardziej ciekawy, że niechęć wobec biseksualistek w środowisku lesbijek jest duża. Kobiety homoseksualne bardzo często (przynajmniej na poziomie deklaracji) nie chcą związków z biseksami. Prowadzi to do pewnego absurdu. Wygląda na to, że (przynajmniej teoretycznie), jeżeli określę się jako biseks, szansę na związek mam mniejsze, niż wtedy gdy określę się jako lesbijka. Więc, jeśli jestem panią A lub panią B, to jak mam się określić?:) Bo jako pani A (przynajmniej teoretycznie) będę miała nieco mniej przekichane
Na trudność z definiowaniem czy autodefiniowaniem wpływają moim zdaniem trzy czynniki. Pierwszy dotyczy tego, że definicje orientacji seksualnej są różne i granica pomiędzy homoseksualnością, a biseksualnością w pewnym miejscu się zaciera. Drugi ma związek z dyskryminacja kobiet homo oraz biseksualnych. Trzeci dotyczy tego, czy orientacja seksualna jest bardziej czuciem czy tożsamością. Zacznę od początku, czyli od czynnika pierwszego.
Wszyscy znamy chyba
skalę Kinseya. Kinsey zauważył, że rzadko jest tak, że u biseksualistów pociąg do obu płci jest jednakowy i równy. Według jego teorii możemy mówić raczej o skali, na której po jednej stronie jest całkowity heteroseksualizm, po drugiej całkowity homoseksualizm, a po środku biseksualizm z preferencją do kobiet i mężczyzn, w różnych proporcjach. Oznacza to, że istnieją również osoby, których skłonności homoseksualne wynoszą 99,8% i takie u których jest to 0,2%. Osoba u której pragnienie tej samej płci wynosi 0,2% ma pewnie niewielką szansę się o tej swojej skłonności dowiedzieć, chyba że trafi na sprzyjające okoliczności lub w tej 0,2% populacji znajdzie miłość swojego życia. Z kolei ktoś kto już podjął trud uświadomienia sobie własnej homoseksualności będzie pewnie miał trudność z zauważeniem swojej półprocentowej hetero części. Kinsey oczywiście nie jest wyrocznią, zwłaszcza że jako naukowiec był i jest postacią dość kontrowersyjną, ale może tak być.
Oprócz tego, nie ma jednej definicji orientacji psychoseksualnej. Według jednych teorii jest to trwały pociąg płciowy (brrr, jak to brzmi) do tej samej lub innej płci, najczęściej podkreśla się, że wrodzony i niezmienny. Ale już np. według
tabeli Klaina o orientacji seksualnej rozstrzyga 7 czynników: pociąg seksualny, seksualne zachowanie, fantazje, preferencje emocjonalne, preferencje społeczne, sposób życia, osobista identyfikacja, które mogą się różnić, jeżeli weźmiemy pod uwagę przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. W dodatku Klain pisał, że orientacja seksualna może się zmieniać. Teorii Klaina blisko do tematu tożsamości, o którym napiszę za chwilę, teraz będzie jednak o czynniku numer dwa
Nie odkrywam ameryki zauważając, że dla wielu osób odkrycie własnej homoseksualności jest problemem. Czasami szok wywołany takim odkryciem jest łagodzony próbą przyjęcia bardziej „lajtowej wersji” – wersji bi. Wiele osób woli początkowo nie żegnać się całkiem z heteronormatywnym światem zostawiając sobie furtkę do „normalności”. Stąd zresztą uprzedzeni owy stereotyp, że biseksualność jest etapem przejściowym i jako orientacja w ogóle nie istnieje. Z pewnością dotyczy to części osób utożsamiających się jako biseksualne. Ma to oczywiście związek z homofobią i trudnością coming outu. Ten mechanizm działa jednak także w drugą stronę. Ktoś kto dobrze poczuje się jako osoba, potrafiąca kochać tą samą płeć (co czasami zabiera trochę życia), może mieć tendencję do kupienia tej opcji w całości, bo trud związany z pogodzeniem się z taką możliwością przysłania heterycką przeszłość. Jednocześnie bifobia sprawia, że bycie lesbijką jest lepsze, niż bycie biseksem. Stąd pewna część kobiet utożsamiających się jako lesbijki może mieć tak naprawdę wyparte biskłonności, a część biseksualistek tak naprawdę być lesbijkami. Mechanizm jest w tym przypadku identyczny, jak w przypadku lesbijek, które całe życie myślą, że są hetero, bo wypierają swój homoseksualizm.
Temat numer trzy dotyczy zagadnienia popędu (fizycznego i psychicznego), tożsamości i wyboru. Według większości teorii (choć jak już wspomniałam nie wszystkich) orientacja seksualna to trwały pociąg seksualny, emocjonalny, romantyczny, lub uczuciowy do osób tej samej, przeciwnej lub obu płci. Oznacza to, że osoba heteroseksualna ma potencjalną możliwość kochania (fizycznie, psychicznie) osób przeciwnej płci, osoba homoseksualna tej samej, a osoba biseksualna tak bądź tak. Tożsamość natomiast jest przekonaniem o tym, kim jestem. Oczywiście najlepiej jest pewnie, kiedy tożsamość danej osoby pokrywa się z jej autentycznymi potrzebami, wtedy ma ona pełną wiedzę o sobie i swoich możliwościach (psychologia mówi, że im lepszy tzw. wgląd w swoje potrzeby, tym większa szansa na szczęśliwe życie). Jednak z powodów różnych, w tym także tych czynników wymienionych powyżej, nie zawsze czucie pokrywa się z tożsamością. Ludzie określają swoją tożsamość biorąc pod uwagę różne czynniki i z bardzo różnych powodów. Badania pokazują także, że homosampiens

ma głęboko posuniętą umiejętność wmawiania sobie różnych rzeczy, w zależności od tego, do czego jest mu to potrzebne. O chorobach psychicznych i innych zaburzeniach już nawet nie piszę. Stąd też np. zdarzają się heteryczki, które uparcie próbują, poprzez tożsamość, być lesbijkami, przez co zostawiają na swojej drodze całe pobojowiska złamanych serc i przy okazji stereotyp, że biseksualistki są fuj

.
Przy okazji przychodzi mi do głowy teoria mojej znajomej, która biorąc pod uwagę kwestie tożsamości i społeczne aspekty orientacji seksualnej twierdzi, że z tego punktu widzenia biseksualność w ogóle nie istnieje. Nie jest istnieje, bo biseks w związku z kobietą staje się lesbijką, a w związku z mężczyzną heteryczką. Biseks w związku z kobietą nie jest społecznie postrzegany jako biseks, często żyje w środowisku LGBT (inaczej niż biseks w związku z facetem), jest bliżej homoproblemów niż heteroproblemów i ma większą predyspozycję do tego, żeby w końcu (dla uproszczenia sobie życia) określić się jako lesbijka.
Wracając jednak do tożsamości. Są kobiety, które kochały kiedyś mężczyzn, było im całkiem dobrze w łóżku, związek z facetem teoretycznie jest możliwy, ale z różnych powodów z mężczyznami być już nie chcą. Np. dlatego, że bardziej pasuje im związek z kobietą, bo np. wkurzają je patriarchalne układy w związkach heretyckich. No i teraz powstaje pytanie, kim taka kobieta jest – biseksem czy lesbijką. Biseksem, bo ma potencjalną możliwość kochania osób obojga płci czy lesbijką, bo czuje się kobietą, która chce być z kobietą = lesbijką? Temat nie jest abstrakcyjny, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jeżeli spotkają się dwie panie w takiej dokładnie sytuacji, utożsamione inaczej, to jedna drugiej potrafi powiedzieć, że się z biseksami nie umówia, co pokazuje najlepiej jak złudne są kwestie autodefinicji.
No i teraz, jeżeli się weźmie pod uwagę wszystkie powyższe czynniki, to wychodzi, że nie wszystkie lesbijki są lesbijkami i nie wszystkie biseksualistki biseksualistkami, podobnie jak nie wszystkie heretyczki heretyczkami. Dlatego ja chyba wolę, kiedy ktoś mówi, o swoich preferencjach dotyczących bycia, życia lub seksu z płcią inną lub tą samą, niż kiedy się autodefiniuje. Wydaje mi się, że zwykle deklaracja oznacza prawie zawsze tożsamość, nie zawsze natomiast płynące z ciała i ducha sygnały.
Odnosząc się natomiast do związkowych bi-uprzedzeń napiszę, że wybierając kobietę na życie rozsądniej jest się kierować dojrzałością, mądrością, odpowiedzialnością i uczciwością kandydatki. Jestem przekonana, że to daje większa gwarancję, że nie zostanie się puszczonym kantem, niż zadeklarowana przez wybrankę orientacja seksualna. Pomijając absurdalność uprzedzeń dotyczących biseksów, ktoś kto deklaruje, że jest lesbijką, może być nią po prostu w znacznie mniejszym „stopniu” niż biseks.
Ponieważ tekst jest tekstem blogowym, luźnym i subiektywnym nie aspiruję do „naukowości” i zachęcam do skorzystania z mądrzejszych źródeł. Tekstowe wpadki proszę wybaczyć
Data wpisu: 17 grudnia, 2009 autor wpisu: . | Komentowanie nie jest możliwe