Archiwum dla kategorii: ‘Coming out’

Jak to powiedzieć?

Często pytacie jak powiedzieć rodzicom, znajomym o odmiennej orientacji niż homoseksualna. Staram się w jakiś sposób pomóc ale pamiętajcie przy tym że to wy znacie waszych najbliższych najlepiej!:)

1095340 23680402 201x300 Jak to powiedzieć?

liście

W moim przypadku zadziałało to w różne sposoby. Były osoby z którymi się spotkałem na hm… „wolnej przestrzeni” tzn np w parku. Okolice szkoły gdzie w weekendy nie ma nikogo itp. Tak powiedziałem kuzynce. Latem spacerowaliśmy i jej od tak powiedziałem. Nawet tego nie planowałem nie uczyłem się tekstu na pamięć. Samo z siebie wyszło chodź nie pamiętam już nawet jak to brzmiało.
Jeżeli boicie się powiedzieć to w oczy to miałem też sposób „na Skype” też wyszło samo z siebie tyle że wcześniej napisałem jej że musimy pogadać o mnie i że ma się przygotować ;D
To takie moje przeżycia a oto kilka opcji od czytelników:

Maciej: Pokazałem zdjęcie moje i mojego chłopaka w objęciach koleżance i zapytałem : rozumiesz?

Marcelina: Mamo nigdy nie urodzę Ci dzieci bo moja dziewczyna nie jest mi wstanie tego uczynić

Kuba: ja powiedziałem po imprezie jak leżałem z przyjaciółką na pośladkach naszej śpiącej kumpeli xD


Jak widzicie można do tego podejść z dystansem;) ważne by się nie bać. Nie możecie myśleć że jesteście jacyś gorsi. Trzeba czuć się komfortowo. Myśleć że będzie dobrze mówić płynnie nie zawieszać się icon wink Jak to powiedzieć?  
Bądźcie pełni pozytywnej energii !!!!
No i badajcie rynek icon wink Jak to powiedzieć?  

1635171183962048260 5631887725403450569?l=homoseksualnyotoja.blogspot Jak to powiedzieć?


Data wpisu: 20 kwietnia, 2012 autor wpisu: Dawid  |  Komentowanie nie jest możliwe

Inny świat

Spadałem niczym Alicja w Krainie Czarów, mijając 20 lat swojego życia. Szybko omijam podstawówkę – bo co
tutaj mogło mieć wpływ na moją osobę? Gimnazjum. Tu jakby wolniej. Poznaję ludzi, przyjaciół…. Poznaję, też (w
pewnym stopniu) siebie. Tu chyba coś we mnie „pęka”.

1094334 55916083 300x225 Inny świat

tęczowy wiatrak

Nagle BUM: technikum. Dlaczego mnie zabrali od tamtych
ludzi? Boję się nieznajomych twarzy! Pierwszy rok: strach. Drugi: przyjaźń. Trzeci: tolerancja. Ostatni rok: zażyłość. To
naprawdę cudowni ludzie, którzy umieją zaakceptować mnie takim, jakim jestem. Szkoda będzie się rozstawać.

W zwolnionym tempie widziałem obrazy mojej fizycznej przemiany. Jak mogło to nastąpić?! Nigdy więcej tak nie
chcę wyglądać! W głowie usłyszałem głosy, przypominające moje zachodzące zmiany psychiczne. Dużo tego. Od
wielkiej miłości do drugiego człowieka – altruizm, poprzez kompletne przeciwieństwo – egoizm. Niestety, to prawda.
Zamknąłem się na innych przez innych! Dobrze, że to minęło i znów chodzę uśmiechnięty do każdego.

Wszystko, podczas życiowego lotu działo się tak szybko, że wkrótce mijałem ścianę ze zdjęciami osób, które wpłynęły
na moje życie. Ale dlaczego nie ma tam głównie mojego zdjęcia? Gdzie ja jestem? Powinienem być pierwszy na tej
liście… . Moja droga zakręcała i zamieniała się w spiralę. Czułem się jak na zjeżdżalni w dzieciństwie… Wylądowałem.

„Inny świat” – pomyślałem, gdy wstałem i otrzepałem kurz minionych lat. Patrząc w bok, nie widziałem już otworu,
przez który tutaj wleciałem. Widziałem człowieka. Patrzył w moją stronę. Jego wzrok był przestraszony, ale spokojny.
Mimo strachu postanowiłem zbliżyć się do niego. Ku mojemu przerażeniu też ruszył w moją stronę. Szedłem dalej,
patrząc mu się prosto w oczy i twardo stąpając po kamiennej podłodze. Gdy znaleźliśmy się blisko, pomachałem.
On też to zrobił! Uśmiechnąłem się krzywo. Dokładnie w tym samym momencie obca postać zrobiła to samo.
Przestraszony wyciągnąłem rękę ku niemu – natrafiłem na opór. „To lustro” – powiedział głos w mojej głowie.
Czułem jakbym po raz pierwszy korzystał ze zwierciadła. Moje odbicie było czystsze i dokładniejsze niż w zwykłym
lustrze. Pozwalało ono nie tylko zobaczyć powłokę w jakiej się znajduję – widziałem swoje wewnętrzne ja. Była to
kolorowa, pełna energii smuga. Czy tak wygląda dusza? I w ogóle gdzie ja jestem?!

Winowajcą mojej obecności w „Innym świecie” jest biały króliczek, którego tak długo ścigałem i przez którego
znalazłem się po drugiej stronie. Co oznacza ten puszysty ssak w moim życiu? Samoakceptację.

Ile to trwało? Ponad 2 lata ganiałem za tym białym skurczybykiem, aby móc nazwać się „kapelusznikiem własnej
imprezy”. Przez całe 24 miesiące nie mogłem powiedzieć „Lubię siebie”. Początek tej przygody miał miejsce przed
przemianą psychofizyczną. Zauroczenie się nieodpowiednią osobą spowodowało lawinę pytań na temat mojej osoby.
Podczas próby udzielania odpowiedzi popadłem w depresję, a następnie w całkowitą „bezwierność”. Nagle coś we
mnie wybuchło i postanowiłem zmienić swoje życie. Pierwszy etap – stracić na wadze. Efekt zacny i cudowny, jestem
z niego szczególnie dumny. Drugi najtrudniejszy etap – zmiana stylu życia. I tutaj na drodze stało parę problemów.

Początkową przeszkodą była moja awersja do wszelakich zmian. Czyż nie wygodnie jest siedzieć w tym, co nam znane
i kochane? W tym, co jest tak bezpieczne jak własna skorupka? No nic! Trzeba wyjść z ciepłego gniazda i zrobić ze
sobą porządek! I z takim zapałem natrafiłem na kolejny problem…

Bezczelność osób trzecich! Co mam na myśli? „Wtranżalanie się” wszystkich w moje życie i kreowanie nim za mnie.
Nie mówię tutaj o rodzicach, którzy zdecydowali do jakiej szkoły podstawowej poszedłem. Mowa o podatności na
opinię innych – to coś, co utrudnia nam pracę nad sobą. Przykładem takich zachowań może być wmawianie nam
pewnych rzeczy, które mogą zaważyć na odbiorze własnej osoby. Zwykły komentarz jest tego świadectwem. Sam
jestem (w dalszym ciągu) ofiarą takich działań. Na początku bolały… oj, bolały. Lecz po 18 latach ciągłego słuchania
niemiłych słów pod moim adresem zaczęły się odbijać jak piłeczki kauczukowe od tarczy, którą nauczyłem się nosić
zawsze przy sobie.

Oprócz obrażania są jeszcze stwierdzenia typu: „powinieneś to” albo „jesteś taki, zrozum to”. No przepraszam
bardzo! Ja wiem doskonale, jaki jestem, oraz co mogę i chcę ze sobą zrobić. Może potrzebuję rozmowy z kimś na
ten temat , ale jednak to ja zdecyduję co znajdzie się na mojej liście działań. Moje obecne motto, którym się kieruje
i które serdecznie polecam każdemu: „Biorę 100% odpowiedzialności za swoje zachowanie – co daje mi pełne prawo
kontroli nad moim życiem. Dlatego proszę cię – nie wtrącaj się!”.

„Co ludzie powiedzą?” – to jedno z zapytań, które przyszło mi słyszeć często we własnej głowie. Jednakże obecnie
uwidacznia się w oczach tylko u bliskich mi ludzi. Tak jest! Co ludzie mówią na Twój temat? Nie wiem i nie
interesuje mnie to. Ciebie też nie powinno! Mamy prawo do życia takiego, jakie jest dla nas wygodne. Czyż nie?
Dawniej kierowałem się mottem: „Żyj tak, aby Tobie i innym było dobrze”. Usunąłem innych ludzi z tego zdania i z
pozbawiłem ich funkcji decyzyjnych. Polecam – sympatyczne uczucie wolności i wewnętrznej niezależności.

Opinie innych mają na nas wpływ – jest to oczywiste. To głównie przez nie znajduję się teraz w innej rzeczywistości,
która mnie otacza. I nie tylko ja jestem ofiarą tego ustrojstwa. Ale w moim przypadku to był motywator wszelakich
zmian jakie wprowadziłem. Nauczyłem się błogiej asertywności. Ja… i moja historia. Wiele osób załamuje się
psychicznie lub ucieka i cofa się na start, aby zacząć ten wyścig jeszcze raz.

Taki mądry jestem dopiero teraz – po tych wszystkich zdobytych doświadczeniach i przemyśleniach. Co one ze sobą
wniosły? Co dało zastanawianie się nad sobą? Pozwoliły mi zrozumieć siebie – umysł i ciało. Można powiedzieć, że
odrodziłem się na nowo. Czysty umysł młodego człowieka, który widzi cel w życiu i wiele dróg do jego osiągnięcia.
Młodzieniec, który odpowiedział sobie na najważniejsze pytania w życiu „Kim jestem?” Zna orientację, zna religię,
zna własne możliwości. Obywatel własnego świata – tego swojego, który ma każdy z nas, nawet nie wiedząc o tym.
Nabywca świadomości życia. Człowiek, odpowiedzialny za siebie.

Gdzie obecnie przebywam? Czy to wszystko było snem? Może dla Ciebie, lecz nie dla mnie – to mój świat… Inny niż
Twój. Znajdź swój świat. Stań się JEDYNYM kowalem własnego losu. Znajdź lustro, w którym ujrzysz swoje prawdziwe
ja, z którym się pogodzisz. Odnajdź tę wewnętrzną, pozytywną energię.


Data wpisu: 3 kwietnia, 2012 autor wpisu: Paweł Kacprzak  |  Komentowanie nie jest możliwe

Seksowny wnuk Omara Sharifa: Jestem gejem!

O przystojnym Egipcjaninie, Omarze Sharifie Juniorze (wnuk legendarnego aktora Omara Sharifa) zrobiło się głośno w krajach arabskich i Stanach Zjednoczonych kiedy w ubiegłym roku na gali wręczenia Oscarów towarzyszył na scenie Kirkowi Douglasowi.

imgmCkGcV 300x219 Seksowny wnuk Omara Sharifa: Jestem gejem!

Omar Sharif Junior

Ostatnio postanowił o sobie przypomnieć i na łamach „The Advocate” wyznał, że jest gejem i w połowie Żydem, a to na pewno nie przysporzyło mu sympatyków w tak konserwatywnym kraju jakim jest Egipt. Omar Jr napisał:

- Piszę to, bo się boję. Boję się o mój kraj, rodzinę i siebie. Moi rodzice będę w szoku, kiedy to przeczytają, bo pewnie woleliby, abym pozostał w cieniu, milczał. Przyjamniej na ten czas. Ale nie jestem w stanie milczeć.

Chociaż 29-letni Omar mieszka na co dzień w Los Angeles i obawia się powrotu do ojczyzny, to wcale nie żałuje swojego wyznania. Ma nadzieję, że w Egipcie przyszedł czas nie tylko na polityczne, ale i obyczajowe zmiany. Czy takim wyznaniem uda mu się przekonać mocno konserwatywny naród do swoich przekonań i poglądów?

http://afterparty.pl/newsy_artykul,8038.html


Data wpisu: 28 marca, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Mogę ci zatem szczerze powiedzieć, że jestem

Nie będę ukrywał, że najprościej było mi wyoutować się przed przyjaciółmi. O wiele łatwiej niż przed samym sobą. Zanim jednak do tego przejdę, opiszę swoją sytuację przed wyjściem z szafy. Pierwsze symptomy mojej orientacji pojawiły się w gimnazjum, kiedy stopniowo zmieniało się moje spojrzenie na rówieśników i ich kolegów. Nie było to już spojrzenie dzieciaka, który chętniej od piłki nożnej zajmował się ogólnie pojętą sztuką, tylko szereg młodocianych, wstydliwych chwil poświęconych na przyjrzenie się ich ciałom, zachowaniom, rozmowom.

1046916 37159679 225x300 Mogę ci zatem szczerze powiedzieć, że jestem

Ręce

Wszystko zdawało się być ukradkowe i przypadkowe, ponieważ dłuższe przyglądanie, czy obcowanie mogłoby okazać się mimowolnym „przyznaniem się”. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, ani nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak cienka jest granica między tym, co homospołeczne a homoseksualne. Dziś mogę szczerze powiedzieć, że wybitnie, czy wręcz obsesyjnie starałem się tej granicy nie przekroczyć. Chciałem być jednym z wielu, kimś niewidocznym, obserwatorem znajdującym się za lustrem weneckim. Wiadomo jednak, że prędzej czy później takie postawy mogą stać się męczące. Hormony buzowały, mężczyźni dojrzewali, a ja starałem się temu wszystkiemu przyjrzeć, jednocześnie składając z wszelkich oglądów, podpatrywań i refleksji jakiś obraz samego siebie, a konkretniej odpowiedź na to, jaki jestem i kim jestem.

Stanowcza odpowiedź przyszła dopiero w liceum, kiedy stwierdziłem, że trzeba już dać sobie spokój z mentalnymi dywagacjami na temat tego, która płeć mi się bardziej podoba. Odpowiedź była oczywista– mężczyźni– zmącona jednak była wizja tego, co ta odpowiedź za sobą pociąga. Życie z mężczyzną? Gdzie? Jak?! I tutaj z pomocą przybyli mi przyjaciele, a może raczej osoby, które później stały się moimi przyjaciółmi. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Było to jakieś jesienne popołudnie spędzone wspólnie na oglądaniu filmów, komentowaniu ich, rozmawianiu na temat postaw aktorów etc. W pewnym momencie dyskusji po prostu padło pytanie od koleżanki „Marcel, czy ty jesteś gejem?”. „A co by to zmieniło?” odpowiedziałem zdezorientowany. „Nic” odpowiedziała. „Mogę ci zatem szczerze powiedzieć, że jestem” i na tym skończył się mój coming-out. Powróciliśmy potem do głównego wątku rozmowy, a ja bez skrępowania mogłem mówić, kto mi się w filmie podobał i dlaczego. Wyszedłem zresztą z założenia, że gdybym nie znalazł zrozumienia u rówieśników, to zawsze pozostaje mi rodzina, która, być może, nie była jeszcze wtajemniczona, ale która w tym momencie na pewno, by się ode mnie nie odwróciła. Rok później okazało się, że mój przyjaciel, z którym owego czasu rozmawialiśmy o filmach, również był gejem. Jednak też miał te chwile zwątpienia i wolał poczekać z wyjściem z szafy aż, być może ja, przetrę trochę szlaki w naszej ówczesnej paczce. Wszystko koniec końców potoczyło się szczęśliwie i nadal, choć dzieli nas obecnie odległość miejsc zamieszkania i różne większe lub mniejsze kryzysy, utrzymujemy ze sobą choćby sporadyczny kontakt.

Coming-out przed rodzicami był już trudniejszą sprawą. O tyle trudną, że nadal ostatecznie przeze mnie nie rozwiązaną. O mojej „tajemnicy” wie jedynie mama, którą powiadomiłem o tym nie osobiście, a listownie. Pamiętam, że był to jeden z długich weekendów majowych i że miałem wtedy zająć się psem mojej ciotki, jednocześnie przez kilka dni u niej mieszkając. Wujostwo postanowiło zrobić sobie krótkie preludium przed wakacjami. List ze wszystkimi wyjaśnieniami pozostawiłem w jednej ze swoich szuflad na notatki i gdy wieczorem mama zadzwoniła do mnie z dziwnym, aczkolwiek sympatycznym pytaniem „Czy dotarłeś?” (trzeba dodać, że moja ciotka mieszkała zaledwie kilka ulic od mojego rodzinnego domu), w trakcie rozmowy poprosiłem ją o podejście do owej szuflady i przeczytanie znajdującej się w niej „niespodzianki”. Pierwsze pytanie  ze strony rodzicielki brzmiało: „Czy mam usiąść, gdy będę to czytać?”. Spokojnie odpowiedziałem, że lepiej, by usiadła, na co ona odparła, że oddzwoni za chwilę. Po bodajże kwadransie, który próbowałem zapełnić sobie wszelkimi możliwymi zajęciami, mogącymi odciągnąć mnie od myśli o liście, zadzwoniła mama z lekkim płaczem w głosie. Zapewniła mnie o swojej miłości do mnie, o tym, że podejrzewała, ale (jak to matka) odrzucała taką myśl od siebie, że nic się nie stało, że najważniejsze bym był szczęśliwy itd. Spytała również, czy zamierzam się zwierzyć ojcu. Odpowiedziałem, że na pewno tak, tylko nie wiem kiedy. Przestrzegła mnie, bym był ostrożny, bo ojciec to „typowy heteryk”, ale że na pewno to zrozumie, że będzie potrzebował więcej czasu etc. I że oficjalnie, dopóki tata nie wie, ona też jest niewtajemniczona. Po powrocie do domu odbyłem z nią jeszcze jedną rozmowę, która głównie zasadzała się na przypomnieniu mi, że należy się zabezpieczać, że trzeba uważać na ludzi itd. I na tym praktycznie zakończyła się moja rozmowa z matką o mojej orientacji. Później tylko raz o tym rozmawialiśmy, ale krótko. Rozmowa ta była nasycona matczyną nadzieją na „bycie hetero”. Czy mam do niej o to żal? Nie, nigdy nie miałem. W pełni ją rozumiem, bowiem wiem, w jakim świecie przyszło jej wychowywać się. Mama pozostawia mi moją prywatność i nigdy w nią nie ingeruje. Zawsze wychodziła z założenia, że jeżeli będę chciał jej coś powiedzieć, to po prostu do niej przyjdę. Wyciąganie informacji na siłę nigdy nie miało miejsca w moim domu i to mi się zawsze podobało.

Kolejne wyjście z szafy miało miejsce w pracy. Działałem jako instruktor teatralny w swoim byłym liceum. Chodziły tam wszakże pogłoski o mojej odmienności, jednakże nie miałem z tym większego kłopotu. Coś tam szeptano za moimi plecami, o czymś plotkowano, ale jako że byłem pracownikiem szkoły, nikt nie mógł na mnie teoretycznie podnieść ręki. Jeżeli ktoś chciał pracować w kole teatralnym, to po prostu na nie przychodził, przyglądał się zajęciom i, jeżeli satysfakcjonował go tryb mojej pracy i stawiane wymagania, zostawał. Tak zresztą dorobiłem się całkiem dobrego zespołu. Po kilku miesiącach współpracy, na jednej z imprez „powystępowych” któryś z podopiecznych spontanicznie zapytał, jak wyglądał mój pierwszy raz z dziewczyną? Do dzisiaj nie wiem, skąd im to pytanie przyszło do głowy, jednakże z uśmiechem na ustach zapytałem, czemu ta osoba sugeruje, że odbyło się to z dziewczyną? Na chwilę zapadła cisza w miejscu spotkania, po czem przeszli do standardowych pytań: jak, dlaczego, po co, itd. Mogę szczerze powiedzieć, że chyba wtedy ich to trochę intrygowało, a nawet pociągało. Moda na posiadanie geja-przyjaciela była wtedy w pełnym rozkwicie, ale posiadanie geja-reżysera przechodziło ich najśmielsze oczekiwania. Poznając moją „intymność” i moje patrzenie na świat, zaczęli bardziej skupiać się na sobie nawzajem. Zżyli się, mając świadomość, że mam do nich zaufanie i w razie potrzeby bronili mojego imienia na forum szkoły, czy raczej za kulisami życia uczniowskiego. Czy przybyło mi przez to chętnych do grupy? Nie, jednak miałem skład na tyle silny, że pracowali ze mną aż do dnia mojego wyjazdu z rodzinnego miasta, pomimo tego, że większość z nich już dawno pokończyła liceum. Mam z nimi wspaniały kontakt i mam nadzieję, że jeszcze choćby raz uda mi się z nimi coś przygotować. A tak na marginesie to jeszcze jednym plusem mojego bycia instruktorem w liceum była pomoc innym gejom, czy lesbijkom, którzy, podobnie jak ja kiedyś, borykali się z chaotycznymi myślami o własnej orientacji, i którzy wiedzeni wiadomością, że reżyser grupy jest homoseksualistą, chociażby z ciekawości przychodzili na zajęcia teatralne. Czy stawałem się dla nich mentorem? Nie, raczej starałem się być dla nich przyjacielem. Czy byłem im potrzebny? Być może. Jednakże zauważyłem, przyglądając się kolejnym pokoleniom licealistów, że oni już na starcie często nie mają problemów z własnym określaniem się. Przynajmniej ta tzw. „lanserska część społeczności uczniowskiej”. Może to i kwestia mody, lecz nie jest złym trend, który prawdopodobnie umożliwi innym osobom wyjście z szafy i szczere życie w zgodzie z samym sobą. Czyż nie każdy chciałby zaczynać od takiego fundamentu? icon smile Mogę ci zatem szczerze powiedzieć, że jestem


Data wpisu: 23 lutego, 2012 autor wpisu: Marcel  |  Komentowanie nie jest możliwe

Miłością życia Whitney była kobieta?

Data wpisu: 22 lutego, 2012 autor wpisu: pp  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał”

Mój coming out zaczął się właściwie w 3 klasie gimnazjum i trwa do dziś.
RODZINA:
Rodzice dowiedzieli się już w 3 klasie gimnazjum. Wychodzili akurat po zakupy(specjalnie wybrałem ten moment icon wink Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał” ) kiedy przyszedłem ja i powiedziałem, że się zakochałem, ale „to nie jest dziewczyna”.

1154245 89866533 300x300 Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał”

tęcza

Wcześniej próbowałem „wybadać sprawę”, pytałem mamę min o jej stosunek do osób LGBT na przykładzie ślubu Elton Johna. Okazało się, że mam świetnych rodziców, którzy nie mają problemów z synem – gejem icon wink Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał”
Babcia, o tak to było co najmniej…. Dziwne. Czytała moje gejowskie wiersze, nie wychwyciła tego(bo przecież  „mówi podmiot liryczny, nie autor”). Dotarło to do niej w dość brutalny sposób. Otóż w zeszłym roku w listopadzie byłem „książką” w ramach poznańskiej żywej biblioteki i przeprowadziła ze mną wywiad dziennikarka lokalnej gazety wyborczej. Babcia przeczytała ten artykuł. Zacząłem jej tłumaczyć, że homoseksualizm to nie choroba i tym podobne. Na końcu usiadła zrezygnowana, podniosła palec do góry i rzekła: „Wiesz co, Kuba? Przyczyna jest jedna: bo ty Boga w sercu nie masz!” icon wink Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał”
OTOCZENIE:
Tu już było gorzej, znacznie gorzej. Zanim zostałem aktywistą poznańskiego oddziału Kampanii Przeciw Homofobii(czyli kiedy chodziłem jeszcze do gimnazjum) i wieść gminna(mieszkam w małej miejscowości pod Poznaniem) się rozeszła, że „Kuba to pedał” dokuczali mi. Pamiętam jak na wuefie koledzy z klasy równoległej traktowali mnie jakbym był trędowaty(czytaj: mogę ich czymś zarazić), traktowali mnie jak powietrze. Wkurzyłem się, poszedłem do wychowawczyni i zrobiła z nimi jako taki porządek.
Za to w Liceum posypała się lawina homofobicznych zachowań.  Wyzywanie na korytarzu, szturchanie, nie wpuszczanie do męskiej toalety i tym podobne były(i  jeszcze czasami są) na porządku dziennym. Pamiętam jak uczniowie z drugich klas obkleili dosłownie całą szkołę malutkimi karteczkami: ”Zakaz pedałowania!”. Bolało, tym bardziej, że jestem jedynym wyoutowanym uczniem mojego LO, więc było to ewidentnie skierowane przeciwko mojej osobie. Kiedyś lokalna TV kręciła materiał promocyjny o naszym LO. Chłopak podjechał do kamery i wrzasnął: „Zakaz pedałowania!”.
Jeszcze się zdarzają przypadki jawnej, bądź mniej jawnej homofonii i pewnie będą się zdarzać. Ale jestem na takim etapie, że mam gdzieś kto się dowie, a kto nie, bo wiem, że mam wsparcie rodziny i przyjaciółek, którzy mnie nigdy nie zawiodą icon wink Wieść gminna się rozeszła, że „Kuba to pedał”


Data wpisu: 16 lutego, 2012 autor wpisu: Kuba  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem polskim ‘biszkoptem’!

Pierwszym krokiem było przyznanie się przed samą sobą. Czasem w żartach mówiłam, że jestem bi, ale ostatecznie zawsze podkreślałam swoją heteroseksualność. Znałam facetów, którzy woleli facetów, na uczelni mijałam się z jedną dziewczyną, o której wiedziałam, że jest lesbijką, ale nie spotkałam nikogo, kto otwarcie mówił “Jestem biseksualny/biseksualna”.

1042480 90236538 300x225 Jestem polskim ‘biszkoptem’!

radość

Wyjechałam na studia do Szwajcarii. Poznałam uroczą blondwłosą Finkę. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to nie tylko kwestia estetyki kobiecego ciała. Ujęła mnie poczuciem humoru i oczami jak dwie błękitne akwarelki. Ze swoich uczuć zwierzyłam się trójce swoich najlepszych przyjaciół i to wtedy po raz pierwszy powiedziałam głośno : “Jestem waszą przyjaciółką i jestem bieseksualna”. Czekałam na ich reakcję. Przytulili mnie i zaraz zaczęli zadawać masę pytań, ale na szczęście nie tych w stylu “Jak to jest być bi?”. Pytali mnie o to, czy ona wie, że mi się podoba, czy chciałabym z nią być, co będzie z nami po zakończeniu stypendium, czy wyprowadzę się do Finlandii. Poczułam ulgę.
Jakby ktoś rozluźnił ten heteronormatywny gorset, w który wbiłam swoją nieforemną seksualność. Wkrótce po tym poznałam swoich szwajcarskich kolegów i koleżanki, z którymi uczęszczałam na zajęcia. Szczególnie polubiłam kilka osób, z którymi spędzałam czas po i między zajęciami. W naszej paczce był m. in. jeden zadeklarowany gej oraz biseksualista określający się tak, mimo trwania w monogamicznym związku z kobietą. Reszta znajomych była lesbigayfriendly. Przed nimi nie musiałam niczego ukrywać. Wszyscy z tej grupy wiedzieli o moim biseksualizmie. Nigdy wcześniej nie czułam się tak dobrze wśród innych i z samą sobą.

Może to dzięki coming outowi  w obcym języku było mi łatwiej?  Ale “biseksualny” po angielsku to tylko jedna literka różnicy. O tę jedną literę było trudniej po powrocie do Polski. Niewiadomy “x” trzeba było zamienić na “ks”.
Zaczęłam od przystąpienia do KPH. Przerażona poszłam na spotkanie. Wydawało mi się, że wszyscy znali się wcześniej, a ja nawet nie byłam pewna co powinnam powiedzieć przedstawiając się. Jak na spotkaniu AA “Jestem Edi i jestem bi”. Tak naprawdę to nikt ode mnie takiej deklaracji nie oczeiwał. Powiedziałam, więc inni przyjęli to do wiadomości. Ja czułam, że mam zaczerwienione policzki. Powiedziałam to po polsku. Jestem ‘biszkoptem’. Jestem polskim ‘biszkoptem’!
Podjęłam decyzję o zaangażowaniu się w sprawy lgbtq. Od tej pory staram się uwrażliwiać moich znajomych, przyjaciół, rodzinę… Właśnie… Rodzinę…
Rozmowa z siostrą przez telefon:
K: A co tam u tego P.?
Ja: Wszystko dobrze. Spotykam się z dziewczyną.
K: Spotyka się z dziewczyną?
Ja: Nie, ja się spotykam!
K: Ty się spotykasz z dziewczyną?
Ja: Tak
K: Z dziewczyną???
Ja: Pomidor! No z dziewczyną!
K: Aaaaa… no spoko.

Potem powiedziałam bratu, który zapytał mnie dlaczego jestem w KPH, skoro nie jestem lesbijką.
–Bo jestem bi i jest to też w moim interesie, żeby starać się coś zmienić.
Mamie chciałam kiedyś odpowiedzieć na standardowe pytanie “Kto dzwonił?”, buszując na dziale z mrożonkami w hipermarkecie po prostu “Moja dziewczyna!”. Zebrałam się w sobie i odpowiedziałam jednym tchem. Moja mama nie usłyszała. Owładnięta szałem zakupów nurkowała właśnie po knedle ze śliwkami. Schowała głowę w zamrażarkę, jak struś chowa swoją w piasek. Westchnęłam cicho, ale postanowiłam sobie, że wkrótce i tak jej powiem.
Pewnego dnia przyniosłam do domu tulipany. Specjalnie postawiłam je w wazonie na stole, przy którym siedziała.
Mama: Skąd masz kwiaty?
Ja: Dostałam.
Mama: Od kogo?
Ja: Od dziewczyny.
Mama: Czy ja o czymś nie wiem?
Ja: Wiesz o wszystkim.
Mama: Czy Ty coś przede mną ukrywasz?
Ja: Nie mamo, niczego przed Tobą nie ukrywam. Usiadłam na przeciwko niej, spojrzałam prosto w oczy…- Tak mamo, czasem spotykam się też z dziewczynami.
Mama: To Twoje życie.
Po tej rozmowie, przeszłyśmy do porządku dziennego. Wypiłyśmy kawę i rozmawiałyśmy o głupotach. Tak jakby nic się nie zdarzyło.
Tata? Tata wiedział wcześniej. Wspomniałam , że spędzam czas u koleżanki, kiedy zadzwonił żeby zapytać mnie gdzie jestem i co robię. Wiedział, że ona też jest w KPH i że mówię o niej częściej niż o innych.

Niektórzy znajomi wywnioskowali z rozmów ze mną albo grup na Facebooku, inni pytali wprost. Zawsze odpowiadam, ale nie noszę koszulki z napisem “Bisex”. Czasami słyszę : “Ja też kiedyś całowałam się z dziewczyną” albo “W sumie też kiedyś zastanawiałem się, jak to jest z mężczyzną”. Uśmiecham się wtedy, bo wiem, że mówią tak, żeby było mi raźniej. Wiem, że czasem to ja dodaję im odwagi.

Opublikowanie tej historii jest kolejnym etapem mojego coming outu. Jak wygląda moje życie teraz? W zasadzie nic się nie zmieniło. Ci których kocham, lubię szanuję zostali, a jeśli ktoś się odwrócił, to nawet nie wiem kto. Widocznie był to ktoś mało istotny w moim życiu.

Podobno bi mają skłonność do zdrady, podobno są niezdecydowani. Jak można czuć taki sam pociąg do obu płci? Staram się obalać stereotypy i wytłumaczyć, że bycie osobą biseksualną nie oznacza poliamorii, poszukuję w człowieku konkretnych cech, wartości i… nie dyskryminuję ze względu na płeć. Chciałabym przekonać osoby także ze środowiska lgbtq, że bi to nie fanaberie. Tak, kiedyś dokonam wyboru, ale będzie to wybór partnera/partnerki, nie orientacji. Byłam, jestem i będę biseksualna.


Data wpisu: 9 lutego, 2012 autor wpisu: Edie  |  Komentowanie nie jest możliwe

Stałem pod ścianą

Mam 22 lata i od 12 roku zycia wiem, ze jestem gejem. Na poczatku bardzo mi to przeszkadzalo, nie wiedzialem co mam robic, szukalem pomocy. Pochodze z bardzo malego miasteczka na polnocy Polski.
Od malego bylem wyzywany od geja I bardzo mi to przeszkadzalo, wlasnie dlatego, ze wiedza o homoseksualizmie byla mi kompletnie obca.
Wiele razy plakalem I prosilem Boga zeby mnie “zmienil”.

1094334 55916083 300x225 Stałem pod ścianą

tęczowy wiatrak

W szkole bylem wiecznie maltretowany i wyzywany przez rowiesnikow. Wiele razy podczas mojej codzienniej drogi do domu ze szkoly, bylem wyzywany przeroznymi przezwiskami, w szczegolnosci: gej badz lalus. Bardzo to przezywalem, zalilem sie do mamy wiele razy, powtarzala zebym to ognorowal, ale ja nie potrafilem.
Kiedy skonczylem 14 lat, cala moja rodzina przeprowadzila sie do Stanow Zjednoczonych, mysalem ze cale moje obecne zycie zostawie w Polsce, i bede mogl zaczac nowe zycie w nowym kraju, gdzie nikt mnie nie zna. Niestety moje marzenia nie trwaly zbyt dlugo. Zaraz po wakacjach, kiedy poszedlem do szkoly, grupa polakow zaczela obrzucac mnie wyzwiskami, ze niby za duzo “krece dupskiem”, ze nie mam glebokiego glosu, ze nie interesuje sie wcale sportami itp.
Nie moglem sobie z tym poradzic, nie bede zaprzeczal, ze probowalem popelnic samobojsto. Mimo, ze dorastalem w kraju, w ktorym homosekusalizm jest tolerowany i akceptowany przez spoleczenstwo – stalem pod sciana.
Kiedy poszedlem do liceum, moje “tortury” sie nie skonczyly, a wrecz powiekszyly. Nadal bylem wyzywany, oczerniani i obrzucany wyzwiskami – trwalo to okolo roku.
W drugiej klasie, uswiadomilem sobie, ze nie moge zmienic tym kim jestem, bo sie taki urodzilem. Zaakceptowalem siebie, lecz nadal ukrywalem to przed reszta swiata. Nie potrafilem sie tym z nikim podzielic.
Tak bylo do konca liceum, zylem w swoim swiecie, ze swoja tajemnica, gdzie prowadzilem podwojne zycie. Nawet przez krotki okres czasu mialem dziewczyne, ale szybko sie to zakonczylo, bo nie potrafilem kogos oklamywac a przede wszystkim udawac uczuc, ktorych tak naprawde nie bylo.
Wiele razy uswiadamialem sobie, ze to co robie jest zle, ze spale sie w piekle, ze nikt mnie nie pokocha, ze do konca zycia bede musial zyc w ukryciu – takie podejscie sprawilo, ze popadlem w ogromna depresje. Totalnie  nie widzialem co mam robic. Stalem sie ponury, nie mialem ochoty nic robic. Trawlo to dosc dlugo, az poznalem Michael’a – mojego obecnego partnera.
Michael byl otwartym gejem, wiedziala jego cala rodzina, znajomi w pracy I poza nia. Wszyscy w okolo kochali go za to kim jest. Jego przyklad I podejscie do zycia dawalo mi nadzieje, ze moje zycie moje tez tak wygladac, ze moge byc szczesliwy i kochany!
Michael widzial o mnie wszystko, przez co przechodzilem i jak ciezko mi bylo zyc w ukryciu. Nigdy mnie nie namawial zeby zrobic coming out. Wiele razy mi powtarzal, ze to jest indiwidualna decyzja I kazdy musi do niej dojrzec – zawsze moglem na niego liczyc.
Po roku naszej znajomosci, postanowilem, ze czas najwyzszy wyjsc z cienia.
Dokladnie podczas okresu swiat Bozego Narodzenia w 2011 roku, powiedzialem swojej przyjaciolce ze jestem gejem – mialem wrazenie, ze ktos zdjac ze mnie jakis worek z kamieniami, bylo mi strasznie lekko i czulem sie duzo lepiej na tle mentalnym. Na poczatku, moja przyjaciolka, sie pytala czy to na pewno, czy to nie jakis trend, ze innosc jest teraz fajna. Uswiadomilem ja, ze nie. Moja przyjaciolka powiedziala, ze nie toleruje tego do konca, ale skoro jestem szczesliwy, to sie cieszy. Zapytala czy moi rodzice wiedzial, przyznalem, ze nie – balem sie!
Pozniej nadszedl czas na moja siostre – mojej siostrze przyznalem sie przez SMS’a, wlasciwie podczas jakies malej klotni – powiedziala, ze nadal mnie kocha, tylko jest zawiedziona, ze moja siostrzenica, nie bedzie miala zadnego kuzyna.
No i nadszedl czas na rodzicow – to byla totalna masakra! Ja bedac wychowany w bardzo katolickiej rodzinie – ta wiadomosc spadla jak grom z nieba na moich rodzicow – mama prosila mnie zebym powiedzial, ze to jakis zart, powiedziala, ze ktos mnie zwerbowal badz dosypal mi czegos i teraz jestem pod wplywem tego czegos. Zaczela szukac terapi ktore w jakis sposob moga mnie “naprawic” – powiedziala ze zaluje ze mnie urodzila! – chyba to zabolalo mnie najbardziej!
Wszystko bylo oparte na religii niestety – moi rodzice nadal tego nie akceptuja – moja mama wciaz placze, chce isc do psychologa I nadal twierdzi, ze mnie z tego wyleczy!
Lecz ja dzisiaj wiem, ze moj coming out – to bylo najlepsza decyzja! Przestalem miewac bole w klatce piersiowej, zaczalem sie usmiechac I cieszyc zyciem.
Mimo, ze teraz jestem zakala rodziny – wcale sie tym nie przejmuje – widocznie malo dla nich znacze!
Mam nadzieje, ze jednak rodzice kiedys to zrozumieja.
Pozdrawiam!
IT GETS BETTER!


Data wpisu: 6 lutego, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nie lubię pedałów, ale Ciebie podziwiam co zrobiłeś

Kiedy uświadomiłeś sobie, że jesteś gejem?
Od najmłodszych lat czułem się inny, nie pasowałem do rówieśników. Czasami myślę sobie, że robiłem to specjalnie. Koledzy biegali za piłką na boisku, ja przesiadywałem w bibliotece. Oglądali mecze i filmy sensacyjne typu “zabili go i uciekł”, ja wolałem melodramaty i romantyczne kino. Oni woleli swoje męskie grono, ja trzymałem się z dziewczynami. Ironia losu, prawda?

d78a720002176b625bf7a08bf2673bbc 214x300 Nie lubię pedałów, ale Ciebie podziwiam co zrobiłeś

coming out

Odstawałem od grupy, małomówny, zawsze nos w książce, bujający w obłokach. Outsider. To była kwestia czasu aż dojrzeję do kolejnego stopnia mojej “inności”.

Czyli kiedy dokładnie powiedziałeś sobie “Jestem gejem”?
W gimnazjum. Nie powiedziałem tego. Spodobał mi się chłopak o rok młodszy ode mnie. Fakt, wcześniej zauważyłem, że błędnym wzrokiem bardziej oglądam się za kolegami. Jednak wtedy myślałem “Chciałbym tak wyglądać”, bycie nastolatkiem to cały czas oceniania i porównywania się. Nic z tym nie robiłem. Ale z Łukaszem było inaczej. Byłem w drugiej klasie gimnazjum, miałem trzynaście/czternaście lat. Był pierwszy dzień roku szkolnego. Wszyscy byli w kościele na mszy – taka świecka tradycja, pomodlić się o spokojne dziesięć miesięcy. Stałem w przedsionku, bo ciżba się zebrała, że nawet szpilki nie wsadziłeś. Po mojej lewej stronie stał wyższy chłopak w bordowym garniturze. Pierwszoklasista – pierwszy dzień w nowej szkole. Wyglądał na starszego. Non stop na niego zerkałem, zaintrygował mnie. Ale nigdy nie spodobał mi się facet na żywo. Przez prawie dwa lata wyglądałem Łukasza na korytarzach. Rzadko do niego zagadywałem. Miałem kilkanaście lat, uczyłem się w prowincjonalnej szkole – bałem się tego uczucia, chciałem się tego wyprzeć. Załamałem się.  Ale dzięki przyjaciółkom przetrwałem. Zaakceptowałeś siebie, ale dopiero po opuszczeniu murów gimnazjum. Trzecia klasa to był czas mojego coming out przed samym sobą.

Kiedy i komu powiedziałeś, że jesteś homoseksualistą?
Agnieszce, przyjaciółce. Pamiętam ten dzień dokładnie. Byliśmy w gimnazjum po lekcjach. Agnieszka razem z koleżankami prowadziły sklepik uczniowski. Nasza klasa uważała go jako swoją metę. Zebraliśmy się tam w kilka osób, aby przeczekać na mszę. Tak, na mszę. To był czas przygotowań do bierzmowania i każdy z nas musiał uczęszczać w mszy – wszystkie niedziele i pierwszy piątek miesiąca. Nie wiem, kto powiedział w żartach, że wyglądam na geja. Nic nie powiedziałem, nie było ode mnie żadnego ataku, jakbym tego nie słyszał. Agnieszka potraktowała to poważnie, zapytała się mnie wprost jak byliśmy sami. Potwierdziłem. Nie pamiętam jej pierwszych słów, ale chyba były optymistyczne. W liceum nawet próbowała mnie zeswatać ze swoim znajomym. Później pomału inne bliskie mi osoby poznawały mój mroczny sekret, ale zawsze to były moje przyjaciółki. Według mnie łatwiej to przyjmują. Albo ludzie, którzy cię lubią i znają, nie opuszczą z powodu takiej “błahostki”.

To był Twój prywatny coming out. Na publiczny czekałeś kilka lat. Dlaczego?
Przez ten czas byłem samotnym gejem, nie czułem takiej potrzeby aby wykrzyczeć wszystkim lub wypisać na czole “Jestem gejem”. To wszystko się zmieniło, kiedy się związałem. Ja nie potrafię ukrywać swoich pozytywnych uczuć, u mnie wszystko co jest w sercu wypływa na twarz. Chodziłem uśmiechnięty. Nawet w pracy. Byłem szczęśliwy i chciałem nim zarażać. Zaczęły się pytania o powód mojego stanu. Odpowiadałem enigmatycznie, że znalazłem “swoje kochanie”. Mój wielki coming out miał miejsce na naszej-klasie.pl. W Dzień Św. Walentego wstawiłem zdjęcie ze swoim ówczesnym partnerem. Staliśmy objęci na moście Św. Jana na tle czerwonych baloników. W ciągu jednego dnia miałem kilkaset wyświetleń, prawie wszyscy moi znajomi zaglądali na mój profil. Większość domyśliła się co w trawie piszczy. Dostałem mało komentarzy, ale wszystkie były pozytywne.

Jak zareagowała na to rodzina, znajomi?
Zacznę od znajomych. Oczekiwałem burzy, gradu pytań, nawet kilka negatywnych epitetów. Na palcach jednej ręki mogę policzyć pytania co do mojej orientacji. Nikt nie był wstrząśnięty, przyjęli tą wiadomość z normalnością jakbym związał się z dziewczyną. Niektórzy mówili, że się domyślali. Może i fakt. Nie ukrywałem za kim się oglądam w pracy. Więc to był mały deszcz z dużej chmury. Pozytywnie. Mogę przytoczyć pewną wymianę zdań z żonatym kolegą:
– Jak ty możesz to robić z facetem?
– A jak ty możesz to robić z kobietą?
– Normalnie.
– Ja też normalnie.
Niczego od tamtej pory nie ukrywam. Jestem sobą. Wreszcie.

A rodzina?
Na drugi dzień po walentynkach zadzwoniłem do mamy. Na początku typowa rozmowa o niczym. A później:
– Mamo… Wiesz, że podobają mi się mężczyźni?
– Głupi jesteś.
Znam swoją mamę i znam ten ton, przyjęła to ze spokojem. Później powiedziała, że się domyślała. Tak jak większość  rodziny. Ale najbardziej bałem się reakcji mojego najstarszego brata. Dla mnie on zawsze był typem prawdziwego mężczyzny, samcem alfa, ulubieńcem tłumu, prawie ideałem. Na święta Wielkiejnocy pojechaliśmy razem z rodziną do jego domu. Jak to bywa na takich spotkaniach nie siedzieliśmy przy herbacie. Mając trochę promili porozmawialiśmy istnie po męsku.
Brat: Jak tam?
Ja: Z czym?
B: No wiesz.
J: Dobrze. – inteligentnie się domyśliłem
B: Jesteś szczęśliwy?
J: Jestem
B: To dobrze
Rodzina i znajomi sprawili mi naprawdę wielką niespodziankę taką reakcją. Prawie nie było reakcji. Może kręcą nosem i nie podoba im się homoseksualizm. Ale ze względu na mnie ukrywają to nie chcąc mnie ranić. Albo wyłażą z założenia, że to moja sprawa co robię w łóżku i z kim. Jednak to była reakcja na suchy fakt. Jakbym powiedział przez telefon, że przefarbowałem włosy na zielono, a rozmówca na to, że ok to twój wygląd. A jak już mnie zobaczą z tą fryzurą, widać po nich zniesmaczony grymas na twarzy. Więc dopiero poznam ich uczucia jak zobaczą mnie z drugim facetem. Poznam kto mówił prawdę a kto ukrywał swoje poglądy. Tych drugich nie wykreślę, ponieważ nie chcieli mnie zranić. Oprócz rozmowy z mamą i z bratem. Pamiętam zdanie kolegi z pracy: “Nie lubię pedałów, ale Ciebie podziwiam co zrobiłeś.”. Sam fakt, że coming out otwiera oczy ludziom na ciebie cieszy. Jednak ludzie, którzy widzą, że jesteś normalny, zmieniają zdanie co do homoseksualizmu. Boimy się tego, czego nie znamy.
Procesy coming out są potrzebne, burzą stereotypy.

Wywiad nie jest fragmentem prezentowanej książki 


Data wpisu: 2 lutego, 2012 autor wpisu: Dariusz  |  Komentowanie nie jest możliwe

Tak zwyczajnie.

Internet. Przede wszystkim dostęp do sieci był moim pierwszym krokiem do ujawnienia się. Nagle okazało się, że nie jestem sam, a kilka lat temu w małym miasteczku na wschodzie Polski to nie było takie oczywiste. Poznałem osoby podobne do mnie. Gejem okazał się chłopak z bloku naprzeciwko. Lesbijką koleżanka z równoległej klasy, a pierwszy chłopak pracował w instytucji państwowej. Tak zwyczajnie.

1162446 whos there Tak zwyczajnie.

szafa coming out

To było wielkie odkrycie. Ludzie czasami się krzywią, że geje rzekomo „obnoszą się” ze swoją homoseksualnością, ponieważ otwarcie o tym mówią; idą ulicą z chłopakiem za rękę, nie wstydzą się. To naturalne zachowanie człowieka, który w pełni się akceptuje. Zachowanie często okupione dorastaniem w poczuciu winy, dyskryminacją w szkole, atakami homofobicznymi na podwórku czy w końcu trzymaniem wszystkiego w sobie – w tajemnicy przed najbliższą rodziną.

Ja na szczęście jestem już wolny, od wspomnianych problemów, które w różnym stopniu i skali występują u osoby homo czy biseksualnej. Wyjazd na studia do Olsztyna i usamodzielnienie się – także finansowe – pozwoliły mi na odbudowanie mojego poczucia bezpieczeństwa, a co za tym idzie – poczucia się pełnoprawnym obywatelem, który żyje w Polsce i chce być szanowany nie, dlatego, że jest gejem, ale przede wszystkim, dlatego, że jest człowiekiem, podatnikiem, synem, konsumentem, petentem w urzędzie, bratem, klientem w sklepie, pracownikiem. Tak samo jak osoba heteroseksualna – lubię oglądać filmy takie czy inne, słuchać muzyki tej lub tamtej, zjeść czasami niezdrowe danie w fastfoodzie, a innym razem wybrać się do kina z chłopakiem. Moja orientacja seksualna odróżnia mnie jedynie pod względem wyboru osoby, którą chcę kochać i spędzić resztę życia. I jest to mężczyzna – aż tyle albo tylko tyle.

Olsztyn okazał się przyjaznym miejscem. Na studiach oprócz kilku przypadków, większość osób jest otwarta i tolerancyjna. Głośno rozmawiamy na zajęciach o gejach i lesbijkach i jeśli różnimy się w poglądach, to robimy to z poszanowaniem drugiego człowieka. W mojej pracy jest podobnie – otwarcie mówi się o różnorodności, zróżnicowaniu postaw życiowych. Moja firma ma w regulaminie zakaz dyskryminacji współpracowników, ze względu na płeć, wyznanie, rasę, wyznanie i orientację seksualną. Pracujemy dla wspólnego celu, bez względu czy obok mnie siedzi osoba czarnoskóra czy wyznania prawosławnego. Chciałbym, żeby było tak w innym przedsiębiorstwach.

Moja bliska rodzina wie, że jestem gejem. Dowiedziała się jakiś czas temu. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że nasze relacje się poprawiły. Po prostu stały się szczere. Przestała istnieć tajemnica, która gdzieś tam wisiała w powietrzu i czasami ujawniała się w najgorszym momencie psując atmosferę w domu czy moje więzi z rodzicami. Skończył się festiwal kłamstw i udawania. I to sobie bardzo cenię. Kocham swoich rodziców, oni mnie – mówimy sobie to coraz częściej i nie jest to kwestia mojej orientacji. Nie kocham ich za to, że są heteroseksualni, a oni nie kochają mnie za to, że jestem gejem. To miłość rodzica do dziecka i dziecka do ojca i matki – wspólna historia, przebywanie w swoim towarzystwie, wspomnienia domowe, pierwsze wycieczki i problemy, które staraliśmy się wspólnie pokonać. Być może nie zawsze to wychodziło, okazało się, że najcięższa próba przed nami. Na szczęście jako rodzina przeszliśmy ją zwycięsko. I stale pracujemy nad poprawą.


Data wpisu: 26 stycznia, 2012 autor wpisu: Damian “Niebieski”  |  Komentowanie nie jest możliwe

Homofobia wywodzi się z niewiedzy

Klasyczna sytuacja wygląda tak, że bez względu na płeć, ważne żeby to był człowiek o orientacji nieheteroseksualnej, taki oto w moim przypadku: lesbijka, pewnego dnia by nie wytrzymała, tak by się dusiła ze swoją orientacją, i poszłaby do mamy/ taty/ brata– no kogoś z rodziny: “Mamo, jestem lesbijką”. Potem w zależności od tego jakich się ma, dajmy na to, rodziców, są następujące reakcje:

n134579398719 4567 Homofobia wywodzi się z niewiedzy

coming out

–najgorsza jest wtedy, kiedy ma się wyprowadzać z domu
–pośrednia, kiedy rodzice Cię nie zauważają i próbują żyć tak jakbyś nic nie powiedziała
–najlepsze zaś wtedy kiedy siada się do stołu i wręcz DEBATUJE.

mamy zawsze wszystko wiedzą

U mnie było odwrotnie. Nadszedł styczeń.
Wróciłam rano z sylwestra, w całkiem dobrym stanie i miałam już iść spać. Przyszedł wujek. Z wujkiem już rozmawiałam “o sobie”,ale to on mnie naciskał, rozumiem jego dobre intencje. Tym razem, dodał, że o mnie wie jeszcze dziadek. Dziadek jest dla mnie bardzo ważny.
Nie zasnęłam, tylko udałam się jakże szlachetnie usiąść przed komputerem, przechodząc między pokojami (musiałam przejść od mojego pokoju do brata) usłyszałam, że mama rozmawia z wujem i mówi, że ona wie i, że to nie jest najważniejsze. Mamy to jednak mają te wyczucie, mamy zawsze wszystko wiedzą icon smile Homofobia wywodzi się z niewiedzy
Byłam w “reakcji najlepszej”, to grupa szczęściarzy, mimo, że był to dla mnie szok.
Zawsze żałuje, że ze znajomymi jest inaczej. Wiadomo, nie wszystkim napotkanym osobom będę mówić, że jestem lesbijką. Choć i tak mam łatwiej bo nie jestem ani gejem, ani nie mam orientacji biseksualnej– która często nie jest nawet brana na poważnie. Wiem jednak, jak bardzo jest to ważne. Dlatego nie milczę. Homofobia wywodzi się z niewiedzy, jak można być świadomym, jeżeli się nie wie, że ktoś z najbliższego otoczenia, nie zależnie czy jest przyjacielem, czy mamą, siostrą może być homoseksualny?


Data wpisu: 19 stycznia, 2012 autor wpisu: Agata “Lizzy”  |  Komentowanie nie jest możliwe

Coming Out na antenie! Tym razem znany komik.

Data wpisu: 2 listopada, 2011 autor wpisu: mm  |  Komentowanie nie jest możliwe

Moja historia w wielkim skrócie

Obecnie mam 18 lat, mieszkam w małym mieście w województwie Łódzkim.
Już od dawna czułem, że nie jestem taki jak wszyscy, zawsze pociągali mnie chłopcy jednak w moim małym mieście nigdy nie poznałem kogoś takiego jak ja – do czasu.

1162446 whos there Moja historia w wielkim skrócie
szafa coming out

W marcu 2010 roku na wycieczce poznałem chłopaka (ze znacznie większego miasta niż moje), z pozoru zwykły chłopak jak wszyscy inni na szarej ulicy jednak z czasem kiedy poznawaliśmy się lepiej zaczęło nas łączyć coś więcej.
Po pewnym czasie obaj przyznaliśmy się sobie, że pociągają nas chłopcy i postanowiliśmy być ze sobą w związku chyba nie do końca wiedząc co to oznacza gdyż był to nasz pierwszy związek J

Zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Spotykaliśmy się w mieście mniej więcej po środku gdzie mogliśmy być anonimowi aż w czerwcu postanowiliśmy że Bartek odwiedzi mnie na mojej „wsi”.
Nocował u mnie jako kolega, wszystko było bardzo dobrze do następnego dnia kiedy Bartek musiał wyjechać…. Obaj nie wiedzieliśmy kiedy się znów spotkamy co doprowadzało nas do szaleństwa.
Będąc samotny po wyjeździe Bartka postanowiłem powiedzieć o wszystkim mamie, nie wiem czy nie było na to trochę za wcześnie gdyż miałem wtedy niedawno skończone 16 lat.
Mama jak to mama nie potrafiła tego ukryć bo był to dla niej wielki szok, zaczęła płakać, rozpaczać – nie miała wyjścia musiała powiedzieć tacie o co chodzi. Obaj zadecydowali, że nie mogą tego tak zostawić, zaczęli jeździć do seksuologów, ciągać mnie po psychologach jednak nic to nie dało.
Jednym z postanowień rodziców wobec zaistniałej sytuacji w naszym domu był  bezwzględny zakaz spotykania się Bartkiem. Egzekwowanie tego zakazu nie było dla rodziców jakoś specjalnie trudne gdyż jak wspomniałem mieszkaliśmy daleko od siebie więc nie mogłem tak po prostu spotkać się z nim po szkole ale wiązało się to z grubszą  „wycieczką”… Nie potrafiłem się z tym pogodzić!
Zacząłem uciekać z domu żeby tylko na kilka godzin spotkać się z Bartkiem! Atmosfera w domu była tragiczna mój tata „detektyw” kontrolował każdy mój krok! Po kolejnej ucieczce do Bartka tata postanowił dać temu ostateczny koniec: Skontaktował się z tatą Bartka za pomocą portalu ‘NK’ i tak zawiązali ‘koalicję’ uniemożliwiając nas spotkania. Udało im się to na tyle że już nigdy się nie zobaczyliśmy… Po jakimś czasie sprawa trochę ucichła chociaż to nie oznacza, że zakończyło się kontrolowanie mnie na każdym kroku włącznie z połączeniami telefonicznymi! Nie mogłem wytrzymać takiego życia psychicznie! Kiedy już rodzicom troszkę udało się zapomnieć o mojej orientacji całkiem przez przypadek odnalazłem w Internecie portal Fellow na którym założyłem sobie konto i poznałem na nim chłopaka który był moim „e-przyjacielem”.

Zmieniając szkołę poznałem nowych ludzi, poznałem chłopaka z którym zacząłem się przyjaźnić co do jego właściwej orientacji nie mam wątpliwości no ale mój tata uważał i pewnie do dziś uważa inaczej… Oczywiście tata nie byłby sobą gdyby nie zrobił awantury o mojego przyjaciela – w jego oczach potencjalnego partnera. Skontaktował się z tatą tego chłopca stwarzając mu w domu piekło! Jego rodzice choć wykształceni, z pozoru mądrzy ludzie (tata dyr. Domu kultury, mama pedagog szkolny) nie mają szacunku do homoseksualistów. Wyzywali mnie od najgorszych nawet prosto w oczy moich rodziców! Michał został tak sterroryzowany przez rodziców że do dziś będąc już pełnoletni udaje, że mnie nie zna bo mu nie wolno nawet na mnie spojrzeć!

Nie mogłem już wytrzymać zachowania mojego taty, atmosfery w domu i ciągłych awantur. Było mi tym ciężej że był to okres mojego ‘comming out’  więc postanowiłem uciec do mojego ‘e-przyjaciela’ – tym razem ojciec zgłosił moją ucieczkę na policję…

Można sobie tylko wyobrażać co działo się w domu po moim powrocie pozwolę sobie to ominąć gdyż są to dla mnie chwile które wolę zapomnieć.

Pozwoliłem znów ucichnąć sprawie…

Po kilku miesiącach od ostatnich „akcji” za pośrednictwem Fellow poznałem chłopaka którego pokochałem i dziś patrząc na to z perspektywy mogę stwierdzić że był to jedyny chłopak którego kiedykolwiek szczerze kochałem. Długo utrzymywaliśmy kontakt przez Internet – oczywiście wszystko było hermetycznie ukrywane przed rodzicami! Po jakimś czasie zapragnęliśmy się spotkać. Wiedziałem że nie mogę liczyć na aprobatę rodziców więc znowu posunąłem się do ostateczności – ucieczki. Spotykaliśmy się przez długi okres czasu…

Uciekałem kilka razy pod rząd a rodzice za każdym razem zgłaszali mnie na policję potem złożyli w sądzie podanie z prośbą o przyznanie mi kuratora. To było moje zbawienie!

Pani kurator okazała się wspaniałym człowiekiem! Wytłumaczyła rodzicom, że ich zachowanie to czysta dyskryminacja i pomogła im przyswoić że moja orientacja to nie jakaś kara boska!
Udało się to tylko pod kierunkiem mamy, u taty „działało” przez max dwa tygodnie i znów zaczął mi dawać do zrozumienia że jestem jego kulą u nogi i przynoszę mu wstyd – i tak jest do dziś ale na szczęście już nigdy nie powróciły przejawy dyskryminacji z jego strony

Wiem, że dla rodziców nigdy to nie będzie normalne i bardzo nad tym ubolewam. Mama przyjmuje to normalniej niż tata ale wiem, że cierpi. Jak mam być szczery to nigdy nie miałem z ojcem dobrego kontaktu i nie mam go do dziś i to już chyba się nie zmieni, nawet na to nie liczę…

Teraz marzę tylko o tym aby skończyć liceum i na studiach zamieszkać w dużym mieście gdzie będę mógł być w 100%  sobą. Teraz jak to w małych miastach bywa wszyscy bez wyjątku wiedzą o mojej orientacji i znają mnie z plotek jako tego geja z „naszego miasta” co często a nawet bardzo często prowadzi do barku tolerancji pod moim kierunkiem ale wcale mi to nie przeszkadza bo mam wspaniałych przyjaciół którzy mnie wspierają i mi pomagają!


Data wpisu: 31 października, 2011 autor wpisu: Paweł  |  Komentowanie nie jest możliwe

Coming out day

n134579398719 4567 Coming out day11 października obchodzimy coming out day (cod). Po co? Dlaczego? I czy tego dnia jest łatwiej wyjść z szafy? I dlaczego wychodzimy z szafy, a nie z czegoś innego? Na te i inne pytania spróbuję odpowiedzieć w formie krótkiego FAQ.

Dlaczego obchodzimy Coming Out Day?

Zadaniem tego dnia jest ułatwienie osobom, które się obawiają dokonanie coming outu, czyli ujawnienia swojej nieheteronormatywnej orientacji seksualnej (bycie Lesbijką, Gejem, osobą Biseksualną, Transpłciową lub Queer).
Ma również zwrócić uwagę na problemy osób LGBTQ i fakt, że ujawnienie swojej orientacji wiąże się z wieloma problemami, stresami i niepewnością.
Dla osób, które już mają ten proces za sobą, jest dniem, w którym świętuje się swoją tożsamość i pomaga innym, którzy jeszcze tego nie zrobili.

Wyszedłem/Wyszłam z szafy i co teraz?

Po pierwsze coming out to proces, którego dokonuje się stale od momentu kiedy się zaczęło. Tak długo, jak istnieje domniemanie heteroseksualności (czyli tego, że wszystkim się wydaje, że wszyscy są hetero), tak długo coming outu dokonywać można i trzeba. Powiedzenie swojej rodzinie i znajomym to bardzo duży krok, ale są jeszcze sąsiedzi, współpracownicy i wiele innych osób. Jak powiedział Tomasz Raczek:

Coming out jest jak wejście na scenę w blasku reflektorów. Jak zareaguje publiczność? Co jej powiedzieć?

Po co moim sąsiadom wiedzieć, że jestem gejem/lesbijką/osobą biseksualną/transpłciową/queer? Przecież to moja prywatna sprawa!

Powodów jest wiele. Po pierwsze – osoby, które znają osoby LGBTQ są bardziej tolerancyjne, otwarte i chętniej popierają nasze postulaty. Po drugie, mniej ulegają stereotypom i są chętniejsze do bronienia nas przed innymi. Rzadziej też używają mowy nienawiści czy są homofobiczni. Po trzecie – im nas więcej, tym każdemu z nas jest łatwiej. Jednemu gejowi we wsi jest zawsze gorzej niż dziesięciu, prawda? Czwartym powodem jest fakt, że nieukrywanie się wpływa pozytywnie również na nas. Dużo lepiej jest nie zwodzić, kłamać, obawiać się czy ktoś nas podejrzewa – ogólnie człowiek zyskuje oddech i spokój. Piąty powód, to wspieranie innych. Zupełnie inaczej czuje się będąc jedynym „dziwadłem”, a zupełnie inaczej, gdy jest nas setki czy tysiące, prawda? Po szóste – ułatwiamy odkrywanie się  innym. Niektóre osoby nie wiedzą praktycznie nic o nieheteronormatywnych osobach. Dzięki temu, że ktoś dokonuje coming outu mają szansę spojrzeć na siebie z innej perspektywy i może odkryć swoją tożsamość?

Dlaczego Międzynarodowy Dzień Wychodzenia z Szafy obchodzony jest 11 października? 

Upamiętnia marsz osób LGBTQ, który odbył się tego dnia w Waszyngtonie w 1987 roku. Wtedy też ponad pół miliona osób domagało się zrównania praw osób hetero i homoseksualnych.

Czy to tylko polskie święto?

Nie, obchodzone jest również w Stanach, Szwajcarii, Niemczech, Holandii, Kanadzie, Irlandii czy Wielkiej Brytanii. W wielu krajach obchodzony jest tylko w stolicach czy większych miastach.

Dlaczego wychodzi się z szafy?

Polskie „Wyjście z szafy” jest niekoniecznie fortunnym tłumaczeniem „Coming out of the closet”. Lepszym sformułowaniem jest „wyjście z ukrycia”, ponieważ w szafie to się trzyma trupa, a nie geja. Chociaż do trupa jeszcze wrócimy.
Sama fraza powstała na początku XX wieku. Wzięła się z terminu coming-out party, czyli naszego balu debiutantek. Osoby homoseksualne uznały, że ich ujawnienie się podobne jest do debiutu młodej panny przedstawianej społeczności, ponieważ była już dorosła do zamążpójścia.
Jak zauważa historyk George Chauncey:

geje i lesbijki przed II wojną światową nie wychodzili z szafy, a raczej wychodzili do tęczowego świata, który nie był mały i zamknięty jak nasza szafa. Dawał nadzieję na wspólnotę i wsparcie.

W środowisku naukowym zaczęto używać tego słowa dopiero w latach ’50. Zmiana znaczenia tego zwrotu pojawiła się wraz z zamieszkami w Stonewall w 1969 roku: od tego czasu coming out stał się symbolem ucieczki od opresji.
Połączono więc trupa w szafie (skeleton in the closet), symbol zaprzeczenia i ukrywania czegoś niewygodnego z coming outem. I takiej formy używamy do dziś.


Data wpisu: 11 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

I am queer

Otwieram oczy i nie pamiętam.
Kim jestem? Sobą.
I am queer.
Jestem gejem, homoseksualistą, przez niektórych nazywanym ciotą, albo pedałem.
Jestem studentem polonistyki, młodym poetą (który wszystko pisze do szuflady), filmofilem, książkofilem, fanem Pedro Almodovara, Xaviera Dolana, dobrego jedzenia.
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego podobają mi się faceci.
W moim religijnym domu nie ma miejsca dla „pedałów”.

Koleżanki miałem zawsze. Dużo, bardzo dużo, uwielbiałem dziewczyny, a one mnie uwielbiały, niektóre kochały. Były 4. 4 za dużo, 4 ofiary heteronormatywnego wychowania, które zostało mi przekazane, z wielką starannością, pobożnością.
14 lat, wchodzę któregoś dnia do gimnazjum, rozmawiamy w grupie.
Śmiejemy się ktoś podchodzi, niski, ciemna karnacja, przedstawia się, a ja nie wiem, co się dzieje. Nie mam pojęcia, Coś mnie sparaliżowało.
Patrzę na Niego. Jest piękny. Nic więcej. Trwa 2 lata. Zaprzyjaźniamy się, spędzamy razem mnóstwo czasu, opowiada mi o tym, jakie dziewczyny Mu się podobają, a ja patrzę się na Niego, jak posłuszny pies, gotowy na każde zawołanie. Pierwsza miłość boli najbardziej, kiedy nie jest odwzajemniona. Jest jak nóż, wchodzi tak głęboko, że nie wiesz już, jak się płacze. Zapominasz oddychać.

Ciemne wieki

Nikt o niczym nie wiedział. Przyszło mi na myśl: „Może jestem gejem?”
Uciekałem, w dewocję, związki, do kościołów, religii.
Bałem się, wiedziałem, że moi bliscy nigdy tego nie zaakceptują, nigdy nie zrozumieją, jak to jest być zawsze kimś „innym”. Może i bardzo by chcieli, ale tego nie zrobią. Nigdy.

Otwieram oczy codziennie rano i witam dzień inaczej. Przyznawanie się do swojej orientacji pomaga. Jestem dumny, tak, jestem dumny. Mimo tego, że część znajomych się ode mnie odwróciła. Mimo tego, że moja rodzina tego nie akceptuje. Pomimo tego, że jest tyle przeszkód. Jestem dumny i co najważniejsze, sam siebie w pełni akceptuję. Odkrywam swoje własne „ja”.
Poszukuję swojej tożsamości. Oprócz polonistyki chcę skończyć psychologię i (podyplomowo) gender studies. Chcę zajmować się tożsamością płciową. Chcę pokazywać, że młodzi ludzie, wychowani w tym kraju są uczeni, że trzeba mieć wzorce: męskie, albo żeńskie.
A co to znaczy, że ja mam wzorce męskie? Nie rozumiem.

Jestem gejem
To, że jestem gejem to nie tylko fakt, że podniecają mnie mężczyźni.
To sposób myślenia, odczuwania, doświadczania.
To sposób życia.

Coming out
Dlaczego teraz? Idę na studia, nowe środowisko. Odcinam się od starego życia.
I potrzeba mi tego, żeby zrzucić wyjść z mojej szafy  w moim prawdziwym stroju, którego nie muszę maskować.

Kim jestem?
Nazywam się Jakub Wojdyński.
Jestem studentem polonistyki.
Jestem gejem.
I am queer.


Data wpisu: 28 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli „Walczące słowa” po polsku

Co bardziej wnikliwi pewnie zauważyli , że Polasteria z zasady się nie ujawnia. Nie dlatego, że swojej orientacji się jakoś specjalnie wstydzi, tylko ze względu na ŚWIAT – ogólnie przyjazny i przystępny, zawsze chętny udzielić dobrej rady – swymi radami Polasterię niezmiennie i niezmiernie dołuje. Biseksualizm  odbierany jest przez ludzi jako młodzieńcza fanaberia, przejściowy etap poszukiwań, czy też krzyk rozpaczliwy krzyk buntu i rozczarowania płcią męską.

Polasteria płcią męską rozczarowana owszem jest, ale równie bardzo co płcią damską, stosownie do zdobytych doświadczeń i nie bardziej niż przeciętna osoba w jej wieku.  Za to dawno już do niej dotarło, że etap eksperymentu ma  za sobą a w biseksualizmie chodzi o coś innego.

Polasteria czytała ostatnio „Walczące słowa” autorstwa Judith Butler. Będąc pod ogromnym wrażeniem mistrzowsko napisanej lektury , dodała by od siebie kilka zwrotów czy też sformułowań, które wpisała by do panteonu tych najbardziej bolesnych.

Zazwyczaj padają one po poinformowaniu najbliższych , iż jest szczęśliwa , zakochała się – czyli ma nową dziewczynę. Reakcja „normalnych” jest zazwyczaj taka:

- No cóż…trudno…może Ci przejdzie…

- A ten Marek , z którym pół roku temu się spotykałaś? Przystojny był…

- Szkoda! A byłabyś taką dobrą matką…

- A co z założeniem rodziny?

- Ej ! Jeszcze nic straconego! Jesteś ładna , atrakcyjna! Postaraj się, umaluj, ubierz buty na obcasie – ZOBACZYSZ ZNAJDZIESZ FACETA!!! Musisz się TYLKO BARDZIEJ POSTARAĆ!!!

No i Polasteria może tłumaczyć do upadłego, że nie chodzi jej o staranie. Że jest jej dobrze. I , że decyzja pozostania w związku z osobą tej samej płci nie jest aktem desperacji, zażartą walką z samotnością, tylko wyborem serca, zafascynowania się konkretnie TĄ osobą, TYM charakterem, TYM ciałem. Że wchodząc w związek z kobietą, osoba biseksualna przechodzi za każdym razem tę samą batalię rachunku zysków i strat i liczy się z tym, że jej rodzina będzie owszem, ale inna – jeżeli w ogóle.

I że nie ma nic bardziej bolesnego, jak przypominać kobiecie, że byłaby świetną matką, w sytuacji kiedy decyduje się na życie bez potomstwa. I to nie dlatego , że go nie chce, bo chce i śni o nim po nocach, ale dlatego, żeby tego typu mądre głowy, które teraz rozdzierają szaty nad orientacją Polasterii,  będą zatruwać życie jej dzieciom, w przedszkolach, szkołach, na studiach i w pracy. Nie chce żeby jej dzieci były wytykane przez innych palcami, chodziły z piętnem doświadczalnych królików i czuły zażenowanie na pytanie „a która mamusia jest Twoim tatusiem?”. Polskie społeczeństwo jest na akceptację świata LGBT zupełnie nieprzygotowane. Tolerancja jest pozorna,  będąca obecnie bardziej kartą przetargową gierek politycznych, bądź też zwykłą ciekawością i podjaraniem innością. Dominują stereotypy – ogolonych na łyso babochłopów  i zniewieściałych drag queenów  i  worek LGBT zapełnia się Paradą Miłości, Manifami , muzą Techno i wszelkiego rodzaju różem, tęczą,  kiczem. W całej dyskusji zapomina o tym, że pewne symbole to tylko symbole, za którymi stoją zastępy szarych, zwykłych ludzi, którzy nie mają zamiaru publicznie się obnażać,  tylko wieźć spokojne, zwykłe monotonne życie – tyle że w związku z osobą tej samej płci. W powszechnej świadomości  Polasteria  NIE MOŻE należeć do świata LGBT, bo Jest NORMALNA. Ładna. Nosi stanik i się maluje.  Inteligentna i nie wyróżniająca się niczym szczególnym od przeciętnej Kowalskiej jak może tylko trochę wyższym ilorazem IQ i sumienniejszym wykształceniem. I ma szansę znaleźć męża, jeśli tylko trochę się postara…

„Walczące słowa” po polsku na pozór nie są obraźliwe. Ale ich celem wcale nie jest obrażanie czy też sprawianie komuś przykrości. Ich celem jest wyrwanie totalne, wyleczenie, uświadomienie, że się zbłądziło i że jest jeszcze ratunek.   


Data wpisu: 6 sierpnia, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli jak odeszłam z pracy

Polasteria pracowała w firmie. Średniej wielkości firmie, w średniej wielkości mieście, zarabiała średnie pieniądze.  Firmę prowadziło ultrakatolickie małżeństwo, co Polasterii nie przeszkadzałoby , wszak tolerancja działać ma w obie strony. Pracodawcy Polasterii oboje lat 45 , przechodzili przez klasyczny kryzys wieku średniego, a wlaściwie to przechodził go Szef, a Szefowa to tolerowała.

Z resztą cóż to za małżeństwo. Polasteria wchodząc pierwszy raz w progi nowej pracy pomyślała sobie „no ale facet miał Łeb”. Jej szef – nadwyraz przystojny , wysoki, świetnie zbudowany blondyn, obdażony tubalnym barytonem, pojął za żonę, na pewno nie najpiękniejszą, ani nie najzgrabniejszą, ani w ogóle jakoś wyglądającą , ale za to niezwykle inteligentną kobietę. Faktycznie jego żona, wyróżniała się zarówno inteligencją, jak i przenikliwością oraz ciętym językiem, sterując firmą z tylniego fotela. Trochę szara myszka , nigdy nie umalowana, nie uczesana, natomiast bezwzględnie posiadająca ostatnie (i z resztą słusznie) zdanie. Szef więc pełnił funkcję reprezentacyjnie i doniosłym głosem ogłaszał to co wcześniej szepnęła mu do ucha małżonka , będąc jednocześnie przekonanym , że wygłasza oto swój własny prywatny pogląd.

Polasteria na chwilę uwierzyła w mężczyzn , a przynajmniej w to , że jednak istnieją takie jednostki, dla których kobieta jest czymś więcej niż tylko ozdobą, że istnieją mężczyźni, którzy docenią w płci przeciwnej partnerkę, osobę godną rozmowy, współpracy itd, Szefowa była mądra, szef był przystojny, szefowa byla trochę zgorzkniała, chłodna i wycofana, szef był po dziecięcemy entuzjastyczny , towarzyski i przebojowy. Słowem idealne małżeństwo.

Nie musiało minąć wiele czasu , żeby okazało się , że tak nie jest. Szef nienawidził swojej uległej pozycji oraz tego, że małżonka miała zawsze rację. W zasadzie to w ogóle nienawidził jej inteligencji, za to wyrażał jawną tęsknotę za nawiązaniem znajomości z kobietą , młodą i atrakcyjną, której zaangażowanie w związek ograniczać się będzie li i jedynie do miłego uśmiechu, zgrabnego wyglądu, podziwu dla mężczyzny i co wieczorneo oddania.

Wybór padł siłą rzeczy na Polasterię, która wówczas w firmie była a) najmłodsza b) najmniej doświadczona c) najładniejsza d) była sekretarką. Kłóciło się to jednak trochę z sumieniem szefa, który jak już wyżej wspominiano był ortodoksyjnym katolikiem. Szef więc uciekał się do różnych sposobów , żeby zacieśnić znajomość z Polasterią np pogadanek

- Bo wie Pani, Pani Polasterio…

- Taaak?

- Kim byśmy byli gdyby nie religia..gdyby nie normy, ten kaftan bezpieczeństwa który wyznacza nam Bóg…

Polasteria w myślach: zamknij się na głos: Proszę Pana, no nie wiem, ale nie wykluczone że albo kimś innym albo kimś podobnym, w zależności jaką treść niosłaby za sobą doktryna zastępująca religię katolicką. Ja np jestem niewierząca i czy uważa Pan , że tak bardzo się różnimy?

- JEST PANI NIE WIERZĄCA?? Czyli współżyje Pani przed ślubem?

Tu polaestria zakrztusiła się: No taaaak

- I NIE UWAŻA PANI TEGO ZA GRZECH???

Tu Polasteria zakrztusiła się ponownie: No nnieee

- I żyje Pani z mężczyznami???

- Jezuu, Panie Szefie, co to za pytania???

- A Z TAKIMI STARSZYMI? TAKIMI JAK JA? bO WIE PANI, PANI POLASTERIO, ZE STARSZYMI JEST LEPIEJ , BARDZIEJ DOŚWIADCZENI. WYCZULENI,

- no niby…

- A z żonatymi?

- no nie…

= A dlaczego nie? Przecież nie wierzy Pani w grzech i piekło?

- no ale nie żyję…

- a z takimi jak ja? Też by się Pani nie zdecydowała?

- No nie,,,

- ALE DLACZEGO??? Że niby za stary jestem? A może za biedny? O Na pewno gdybym miał więcej kasy to by Pani inaczej odpowiedziała!! Bo niby Pani żyje , a jednak nie? Dlaczego? Przecież to dla mnie grzech a dla Pani nie!

Tu Polasteria straciła cierpliwość:

- Ale mam moralność, chodzę, żyję , wartościuję, co jest dobre , a co złe. Albo inaczej, skoro zakłada Pan, że jestem osobą pozbawioną sumienia jako niekatolik, to kalkuluję co się opłaca a co nie. Seks się opłaca, z mężczyzną dopóki nie jest żonaty. Jak jest żonaty to się seks nieopłaca. Bo wiąże się to smsami pełnumi pogróżek od zazdrosnej małżonki, odpowiedzialnością za zniszczenie rodziny, chodź częściej stawia kobietę w pozycji tej trzeciej. Najmniej ważnej. A kobieta nie chce być trzecia. Chce być pierwsza. Nie chce mieć przed sobą w gradacji ważności nieswoich dzieci, innej kobiety, itp. itd. Trzeba się chyba bardzo nie lubić , żeby zgodzić się na taki układ. Więc zamknijmy tę rozmowę, bo męcząca!

Szef jakby zmarkotniał, rozmowę zakończył , ale nie odpuścił. Ilekroć mógł to napomykał o swojej słabości do długowłosych blondynek (gwoli jasności Polasteria jest długowłosą blondynką, zaś małżonka szefa krótkowłosą brunetką), kobiet młodszych, obdarzonych dźwięcznym sopranem (to dalej przymioty Polasterii). Polasteria zaczęła być zapraszana przez Szefa jako osoba towarzysząca na różne bankiety, wyjazdy, sympozja, co budziło dość uzasadnioną opozycję Szefowej. Szef więc zaczął się uciekać do bardziej wyrafinowanych forteli jak np. kolacja firmowa, na którą byli zapraszani wszyscy parcownicy wraz z Szefową, a następnie Szef wyciągał na papierosa Polasterię, podczas którego snuł rozważania na temat zalet szybkich numerków w restauracyjnych toaletach. Zdarzało się zagajać Polasterię , w korytarzu firmy i proponować wspólne obejrzenie najnowszego numeru Playboya, obsypać ją kwiatanmi z okazji Dnia Kobiet, Święta Wiosny, Wielkanocy, bądź też zwykłej środy.

 

Atmosfera gęstniała, nienawiść Szefowej rosła wprost proporcjonalnie do miłości Szefa a Polasteria zaczęła tonąc w pułapce, toksycznej, mimowolnie ulegając urokowi szefa bojąc się jednocześnie konsekwencji, no i utraty pracy.  Czas było podjąć kategoryczny ruch, a jedyne co przyszło Polasterii do głowy to coming out.

Wyczekała odpowiedniego momentu, tak żeby w okolicy był i Szef i Szefowa i zaczęła :

- Bo wie Pan , Panie Szefie, nie wiem czy Pan Pamięta ten bankiet trzy tygodnie temu ..

- No..

- Byłam tam z taką dziewczyną..To moja koleżanka…Agnieszka się nazywa ..

- No..

- I że ten …( zająknięcie było celowe, ponieważ Polasteria już dawno okryła , że Świat wymaga od osoby ujawniającej się uczucia wstydu i zmieszania) no i ten.. nie wiem jak to powiedzieć ..Bo to NIE JEST TAKA ZWYKŁA KOLEŻANKA…

- no..

- To taka bliska koleżanka, bardzo bliska, rzec by można nawet niezwykle istotna dla mnie osoba, najbliższa…

- ooo

- Agnieszka to moja dziewczyna, jesteśmy razem już pół roku

- PANI JEST LESBIJKĄ!!!!!!!

- Tak jestem lesbijką (tu Polasteria skłamała, naiwnie licząc , że postawienie swojej orientacji jako nakierowanej li i jedynie na kobiety zdejmie z niej napięcie Szefa)

- Ale taką prawdziwą?

- Najprawdziwszą

- I że Pani, razem z tą Pani Agnieszką TO robicie???

- noo

- Ale jaja! Zawsze chciałem zobaczyć kobiety w akcji! A mogę się Panią spytać , jak Panie to robią? No wie Pani co mam na myśli? TO!

- Są sposoby…

Mówiąc krótko, ujawnienie Polasterii zamiast ostudzić Szefa tylko go bardziej rozkręciło, bo oto miał możliwość wkręcić się w swoją najskrytszą seksualną fantazję czyli trójkąt.Pytań nie było końca, o wibratory, o penetrację, o to kto dominuje i czy z mężczyzną jest lepiej, a może podobnie? tak samo? inaczej?

Polasteria zupełnie wykończona , niespodziewała się jednak ataku najostrzejszego. Od strony Szefowej.

- Bo wie Pani, Pani Polasterio.. Ja Pani nie potępiam, choć jeste wierząca, ale nie…a w sumie to nawet rozumiem… Bo wie Pani , Pani Polastrio, ja to niby mam męża,  dzieci, ale tak na prawdę to nigdy ich nie chciałam, z resztą to wszystko przez to , że się nie zabezpieczamy, bo mąż nie chce, bo Bóg , religia i Kościół.Bo Pani, Polasterio, ja właściwie Panią, rozumiem, bo z mężczyznami w cale nie jest tak fajnie, co więcej , nie lubię tego, sama mam taką koleżankę , Ryba na nią wołam i my też, tak jak Pani z tą Agnieszką, tak jest lepiej fajniej, przyjemniej, znam ją dłużej niż męża, jeszcze od liceum, uwierzy Pani?

No uwierzy. A przynajmniej jest w stanie uwierzyć. Ale nie chce być dłużej świadkiem. Półtoraroku totalnej walki o niezdradzanie, męczarni fizycznej, psychicznej i w ogóle wszelakiej, podczas gdy Szefowa spokojnie od momentu zawarcia związku małżeńskiego, zdradzała męża regularnie z niejaką Rybą. Świadomie , celowo, cynicznie, wyrachowanie. Szkoda dzieci, szkoda Szefa . Naiwnego, ewidentnie wyposzczonego, nieświadomego czynów swojej żony oraz przyczyn jej oziębłości.

Jeszcze tego samego dnia Polasteria złożyła wypowiedzenie , solennie sobie obiecując , że jeśli kiedyś szefowa wspaniałomyślnie postanowi się ujawnić i zażąda rozwodu, Polasteria będzie pierwszą osobą , która prześpi się z jej mężem.


Data wpisu: 20 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Mój chłopak okazał się być gejem!

O różnych rozstaniach słyszałam. Ktoś kogoś zdradził, ktoś zerwał przez sms albo facebooka. U niektórych były wielkie awantury i histeryczny płacz, inni odchodzili od siebie w przyjaźni. Mój chłopak powiedział, że ma…innego.

Byłam z gejem!

I nie miałam o tym pojęcia. Byliśmy normalną parą – czasem się kłóciliśmy, ale nigdy o nic poważnego. Wydawało mi się, że mam normalnego faceta, nie planowaliśmy wspólnej przyszłości, bo na to byliśmy za młodzi – 3 klasa liceum, perspektywa matury, studiów, żadne z nas nie wiedziało, co będzie dalej. Nie sypialiśmy ze sobą – nie ze względu na jakieś zasady, po prostu bałam się ciąży. On też nigdy nie naciskał – wydawało mi się, że jestem szczęściarą – taki wyrozumiały i cierpliwy chłopak! Który do niczego mnie nie zmuszał…

Miał przyjaciela, którego ja też znałam…

Adam, bo tak ma na imię mój były, był bardzo towarzyski. Miał swoją paczkę kolegów, często gdzieś razem wychodzili – mnie ze sobą nie zabierali, ale znałam ich wszystkich – niektórych z widzenia, z innymi zamieniłam kilka słów. Poza tym wszyscy chodziliśmy do jednej szkoły, tylko do różnych klas. Adam miał przyjaciela, takiego od dziecka, wychowywali się razem. Nie znałam go jakoś bardzo dobrze, ale trochę o nim wiedziałam. Zabójczo przystojny, wysportowany, tylko nigdy nie miał dziewczyny. Typ zimnego cynika, który nikogo nie potrzebuje. Inteligentniejszy od swoich rówieśników. Bystry, trochę mnie onieśmielał.

Powiedział, że to już koniec.

Któregoś dnia Adam sam zaczął rozmowę o tym, co będzie z nami dalej. Argumentował, że i tak nasze drogi się rozejdą, że nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. Wydawało mi się, że to koniec świata – nie byłam na to przygotowana. Nie mieliśmy żadnego kryzysu ani gorszych dni – po prostu doszedł do wniosku, że nie będzie tego kontynuował. Jak każda, chciałam wiedzieć czemu. Co zrobiłam źle? Płakałam i prosiłam o kolejną szansę. Widziałam, że był smutny. On też bardzo to przeżywał.

Potem leczyłam złamane serce.

Pierwsze dni po zerwaniu były dziwne, bo ja nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nadal często się spotykaliśmy, ale nie było już całowania i trzymania się za ręce. Dzwoniłam do niego i płakałam do słuchawki, a on pocieszał i uspokajał mnie jak umiał najlepiej. Kilka tygodni później szkołę obiegła plotka – że do jednej klasy chodzi dwóch gejów. Sensacja. Nie mieszkamy w małym miasteczku, ale taka wiadomość i tak była…szokująca. Nie ukrywam, ja też byłam ciekawa, którzy to…

Adam przyznał się, że jest gejem.

Nie wiem, jak to się stało, że ta wiadomość wyszła na jaw. Nawet ja wcześniej o niczym nie wiedziałam. Dowiedziałam się tak jak wszyscy – ze szkolnej plotki. Że mój były i ten jego przyjaciel mają się ku sobie. Nie manifestowali tego publicznie, ale żaden z nich nie zaprzeczył. Unikali tego tematu. Czas mijał szybko, zakończenie roku i matura, wszystko ucichło, bo każdy zajął się swoimi sprawami. Kiedy zaczął się rok akademicki, mój pierwszy, dostałam długiego maila. Z przeprosinami i wyjaśnieniami – jakby to miało wystarczyć. Jakby to miało mi zrekompensować ten wstyd, wyśmiewanie i wytykanie palcami – była dziewczyną geja! Wierzcie mi, ludzie potrafią być okrutni… I nie domyślają się, że bardzo ranią.

Co dzieje się ze mną teraz? Studiuję. Nie mam nikogo – chyba nie jestem na to gotowa. Potrzebuję trochę czasu. I nie, nie mam z nim kontaktu. Nie o to mam żal, że jest homoseksualistą. Tylko szkoda, że zabrakło mu odwagi, żeby mi o tym powiedzieć…
http://balala.pl/artykul/76-moj_chlopak_okazal_sie_byc_gejem


Data wpisu: 1 czerwca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dojrzały coming out

Od dłuższego już czasu zastanawiam się po co ta cała walka, po co ta  maskarada i o co chodzi, z tą akcją, że miłość nie wyklucza? I czy ma ona w ogóle sens? Wiadomo chodzi o  legalizację i jeszcze parę innych ważnych spraw, ale powiedzmy sobie szczerze, wierność nie jest dziś modna, wierność nie jest [czytaj dalej..]


Data wpisu: 27 marca, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Prawda w oczy kole – wywiad

Polecamy Wam ciekawy wywiad, który ukazał się w serwisie dziennikarstwa obywatelskiego, Wiadomości24.
Anna Zawadzka, Izabela Filipiak, Marta Konarzewska i wiele innych kobiet przetarły ślady osobom, które postanowiły zdobyć się na publiczny coming out. Opowiadanie o sobie szerokiemu odbiorcy z perspektywy lesbijki nadal nie jest czymś łatwym, ale coraz więcej ludzi ma odwagę, żeby zdobyć się na [...]

Data wpisu: 14 marca, 2011 autor wpisu: Ania B  |  Komentowanie nie jest możliwe