Archiwum dla kategorii: ‘biseksualizm’

O tych, co zakochują się bez względu na płeć

"Biseksualność zwiększa twoją szansę na randkę w sobotni wieczór. Dwukrotnie"… Ale osoby biseksualne nie zgadzają się z tym żartobliwym cytatem Woody'ego Allena. W ich słodko-gorzkiej rozmowie częściej pobrzmiewały te gorzkie nuty. 

"Żeby życie miało smaczek?…" – czyli ostatnie z cyklu spotkań "RuszaMY LGBTQ w Białymstoku" – jak zwykle ściągnęło na wydział historyczno-socjologiczny UwB sporo zainteresowanych tematem. Ciężar zorganizowania projekcji filmowych, warsztatów i dyskusji wzięła na siebie nieformalna Grupa IRIS, od dziewięciu miesięcy działająca w Białymstoku i regionie na rzecz osób homoseksualnych, biseksualnych, trans-płciowych i queerowych.

W czwartek wieczorem na ostatnie spotkanie IRIS zaprosiła Aleksandrę Sowę, działaczkę na rzecz praw człowieka, publicystkę periodyku "Furia", współautorkę hasła "biseksualność" w Encyklopedii Gender – projektu w końcowej fazie realizacji.

Czytaj więcej »

Data wpisu: 26 listopada, 2011 autor wpisu: Mitia  |  Komentowanie nie jest możliwe

Mój mąż chce seksu z kolegami!

Mój mąż jest biseksualny. Nawet to zaakceptowałam. Ostatnio jednak Tomek zaproponował mi, by włączyć do naszego seksu jego dwóch kolegów z pracy i miarka się przebrała. – pisze, zrozpaczona Aniela.

– Jestem mężatką od 6 lat. Tworzymy szczęśliwy związek. Przynajmniej tak mi się wydawało – do momentu, kiedy odkryłam, że mój mąż lubi mężczyzn i to w taki sam sposób, jak kobiety – pisze w liście do Redakcji 35-letnia Aniela.

Zaakceptowała skłonności męża

– Przez wiele miesięcy przekonywał mnie, że jego biseksualizm w żaden sposób nie wpłynie na nasz związek, jeśli tylko pozwolę mu raz na jakiś czas uprawiać seks z mężczyznami. – Tych kilka miesięcy zastanawiałam się, czy jakoś się w tym odnajdę, czy będę potrafiła żyć ze świadomością, że jest ktoś inny oprócz mnie, że jest… inny mężczyzna. Jednak udało mi się zaakceptować ten stan rzeczy, pewnie dlatego, że mąż zmieniał często partnerów i nie angażował się uczuciowo w relacje z nimi – dodaje internautka.
Czytaj więcej »

Data wpisu: 3 listopada, 2011 autor wpisu: Mitia  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli o robieniu z nas wariatów

Siedząc na izbie przyjęć Polasteria odpisała na wszystkie maile , skomentowała wpisy na fejsie i polubiła milion linków. Robiła wszystko żeby odwrócić uwagę od potwornego bólu głowy, zamotania połączonego ze strachem i pytaniami „dlaczego jest już czwartek wieczór? Czemu nie środa? Co robiłam przez ostatnie dni? I dlaczego świadkowie tego czego ja nie pamiętam i z czego sobie w ogóle nie zdaję sprawy mówią, że było to przerażające?” .

Zza pleców słyszała „Przyszła ta od padaczki, z podejrzeniem guza. Tak, tak leczy się u nas. Leżała gdy ją po napadzie sparaliżowało”. Polasteria dotknęła lewej ręki, wciąż słabszej po wylewie, pomyślała sobie „wtedy się udało, może tym razem też przejdzie”. Zaczęła zliczać plusy i minusy wylewu. Kariera pianistki skończona. Pół roku rehabilitacji i władza w lewej ręce wróciła. Ograniczona, ale kierownicę złapie, akordy do piosenki podłoży. Przestała grać na fortepianie, ale z sukcesem zaczęła pisać muzykę. Czyli chyba na plus. Gdyby nie wylew byłaby jedną z milionów przeciętnych pianistek, a tak robi coś absolutnie własnego. Nawet nie uśmiecha się już półgębkiem. Co jeżeli okaże się , że jednak ma guza, trzeba będzie operować,  straci wzrok lub słuch, nie będzie mogła pisać muzyki, co wymyślę w zamian? Polasteria nie wiem. Wrzuca fejsa. Dodaje jakiś głupi post.

Trzeba odwołać spływ. Jutro ma jechać, na bank nie wyjdzie do tego czasu. Więc pisze do znajomych „Sorry, mam nawał w pracy, klienci wpadli w niezły kanał, nie wyjdę z firmy przez najbliższy tydzień chyba, sam rozumiesz że nie mogę jechać, nie miejcie do mnie żalu, wiecie jak to jest, klient nasz pan” Chociaż jest sierpień to martwy sezon, a jej kameralna firma nie doczekała się jeszcze stałych klientów – łyknęli.

Ile tysięcy komórek mózgowych straciłam tym razem? Niepokój rozwiany telefonem.

„Cześć Mamo! A dzięki wszystko dobrze. Tak, tak, uczę się do egzaminu, dużo pracuję… co dziś przerobiłam? Aaa tak sobie powtarzałam…hałas? No tak, jest, wiesz, skoczyłam się wyluzować do knajpy…”. Polasteria kłamie jak z nut, ale po co denerwować matkę, która i tak siedzi na Wyspach i tak nic nie może zrobić, a problemów własnych ma aż nadto.

Po trzech godzinach Polasterię przyjmuje lekarka. Każe dotknąć palcem do nosa, czego tradycyjnie nie potrafię a następnie ustać 10 sekund z zamkniętymi oczami – Polasteria wywala się po czterech.

A następnie pytania, milion pytań . O stan psychiczny, samopoczucie, myśli samobójcze :

- W karcie Pani choroby jest napisane, że jest Pani lesbijką , a ONI mają tendencję…

- Nie jestem lesbijką, tylko osobą biseksualną, a co do tendencji , to posiadam , owszem, ale na pewno nie samobójcze.

- I nie brała Pani żadnych leków , nie przedawkowała Pani z niczym, nie truła się Pani?

- Wie Pani, leki , to biorę od 14 go roku życia. Codziennie, bo jestem przewlekle chora.  Ale o ile mi wiadomo, nic nie przedawkowałam…

- Skąd Pani wie, jeśli Pani nie pamięta?

- No świadomie, nie przedawkowałam…

Lekarka pisze: Przyjęta z podejrzeniem przedawkowania leków psychotropowowych…

- Ale ja , do jasnej cholery, nie przedawkowałam żadnych leków! Od 14 roku życia choruję na padaczkę, jestem leczona, ale miewam napady. I gdyby była Pani tak łaskawa zamiast uderzać w daleko naciągniętą  tezę , że popadnięcie przeze mnie w stan nieświadomości był spowodowany próbą samobójczą, wziąć pod uwagę, że osoby chore na padaczkę MIEWAJĄ napady ,które zazwyczaj skutkują utratą świadomości. A to że trafiłam tutaj wynika z tego, że mój napad był wyjątkowo silny, a nieprzytomna byłam podejrzanie długo, a świadkowie tego wydarzenia, nie wspominają nic o tym, że starałam targnąć się na swoje życie, tylko mówią coś o silnych drgawkach!

- Ale sprawę trzeba zbadać kompleksowo, nie miewa Pani spadków nastrojów, wątpliwości, niepokojów?

- Proszę Pani, no mam. Na przykład teraz. Byłam przez pół dnia nieprzytomna i się boję, że mogę mieć guza mózgu, bo takie jest naturalne, podręcznikowe powikłanie mojej choroby.

- Nie o tym mówię!

- A o czym…

- No niepokoju związanego ze społecznym wykluczeniem, brakiem rodziny…

- Pani doktor, jest 23.30 … Przywieziono mnie w ciężkim stanie, po ciężkim napadzie. Proszę mi nie nadawać o społecznym wykluczeniu , bo ja teraz tego nie mogę słuchać, a co do potomstwa to informuję, jest IN VITRO, a ja mam własną firmę, świetnie zarabiam  i mnie stać.

Pani doktor niby uległa

- Proszę pobrać krew i zamówić tomokomputer, EEG, rezonans i konsultacje psychiatryczną też. Koniecznie na jutro rano…

Cieplutkie pozdro dla Pani Doktor z dyżuru, służba zdrowia jak widać potrafi poniżać i upadlać do samego końca. Biegły psychiatra ocenił Polasterię na zdrową i wykluczył depresję. Napad spowodowany zwykłym przepracowaniem i przemęczenie, – póki co Polasteria będzie żyć.  Pytanie tylko, po co ten cały cyrk?


Data wpisu: 15 sierpnia, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli „Walczące słowa” po polsku

Co bardziej wnikliwi pewnie zauważyli , że Polasteria z zasady się nie ujawnia. Nie dlatego, że swojej orientacji się jakoś specjalnie wstydzi, tylko ze względu na ŚWIAT – ogólnie przyjazny i przystępny, zawsze chętny udzielić dobrej rady – swymi radami Polasterię niezmiennie i niezmiernie dołuje. Biseksualizm  odbierany jest przez ludzi jako młodzieńcza fanaberia, przejściowy etap poszukiwań, czy też krzyk rozpaczliwy krzyk buntu i rozczarowania płcią męską.

Polasteria płcią męską rozczarowana owszem jest, ale równie bardzo co płcią damską, stosownie do zdobytych doświadczeń i nie bardziej niż przeciętna osoba w jej wieku.  Za to dawno już do niej dotarło, że etap eksperymentu ma  za sobą a w biseksualizmie chodzi o coś innego.

Polasteria czytała ostatnio „Walczące słowa” autorstwa Judith Butler. Będąc pod ogromnym wrażeniem mistrzowsko napisanej lektury , dodała by od siebie kilka zwrotów czy też sformułowań, które wpisała by do panteonu tych najbardziej bolesnych.

Zazwyczaj padają one po poinformowaniu najbliższych , iż jest szczęśliwa , zakochała się – czyli ma nową dziewczynę. Reakcja „normalnych” jest zazwyczaj taka:

- No cóż…trudno…może Ci przejdzie…

- A ten Marek , z którym pół roku temu się spotykałaś? Przystojny był…

- Szkoda! A byłabyś taką dobrą matką…

- A co z założeniem rodziny?

- Ej ! Jeszcze nic straconego! Jesteś ładna , atrakcyjna! Postaraj się, umaluj, ubierz buty na obcasie – ZOBACZYSZ ZNAJDZIESZ FACETA!!! Musisz się TYLKO BARDZIEJ POSTARAĆ!!!

No i Polasteria może tłumaczyć do upadłego, że nie chodzi jej o staranie. Że jest jej dobrze. I , że decyzja pozostania w związku z osobą tej samej płci nie jest aktem desperacji, zażartą walką z samotnością, tylko wyborem serca, zafascynowania się konkretnie TĄ osobą, TYM charakterem, TYM ciałem. Że wchodząc w związek z kobietą, osoba biseksualna przechodzi za każdym razem tę samą batalię rachunku zysków i strat i liczy się z tym, że jej rodzina będzie owszem, ale inna – jeżeli w ogóle.

I że nie ma nic bardziej bolesnego, jak przypominać kobiecie, że byłaby świetną matką, w sytuacji kiedy decyduje się na życie bez potomstwa. I to nie dlatego , że go nie chce, bo chce i śni o nim po nocach, ale dlatego, żeby tego typu mądre głowy, które teraz rozdzierają szaty nad orientacją Polasterii,  będą zatruwać życie jej dzieciom, w przedszkolach, szkołach, na studiach i w pracy. Nie chce żeby jej dzieci były wytykane przez innych palcami, chodziły z piętnem doświadczalnych królików i czuły zażenowanie na pytanie „a która mamusia jest Twoim tatusiem?”. Polskie społeczeństwo jest na akceptację świata LGBT zupełnie nieprzygotowane. Tolerancja jest pozorna,  będąca obecnie bardziej kartą przetargową gierek politycznych, bądź też zwykłą ciekawością i podjaraniem innością. Dominują stereotypy – ogolonych na łyso babochłopów  i zniewieściałych drag queenów  i  worek LGBT zapełnia się Paradą Miłości, Manifami , muzą Techno i wszelkiego rodzaju różem, tęczą,  kiczem. W całej dyskusji zapomina o tym, że pewne symbole to tylko symbole, za którymi stoją zastępy szarych, zwykłych ludzi, którzy nie mają zamiaru publicznie się obnażać,  tylko wieźć spokojne, zwykłe monotonne życie – tyle że w związku z osobą tej samej płci. W powszechnej świadomości  Polasteria  NIE MOŻE należeć do świata LGBT, bo Jest NORMALNA. Ładna. Nosi stanik i się maluje.  Inteligentna i nie wyróżniająca się niczym szczególnym od przeciętnej Kowalskiej jak może tylko trochę wyższym ilorazem IQ i sumienniejszym wykształceniem. I ma szansę znaleźć męża, jeśli tylko trochę się postara…

„Walczące słowa” po polsku na pozór nie są obraźliwe. Ale ich celem wcale nie jest obrażanie czy też sprawianie komuś przykrości. Ich celem jest wyrwanie totalne, wyleczenie, uświadomienie, że się zbłądziło i że jest jeszcze ratunek.   


Data wpisu: 6 sierpnia, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Bisexualizm

Bisexualizm – jest to odczuwanie popędu seksualnego lub/i emocjonalnego do osobników obu płci. Termin ten został wprowadzony około 1809 roku przez botaników i początkowo odnosił się tylko i wyłącznie do roślin. Jako określenie orientacji sxualnej zaczął funkcjonować prawdopodobnie dopiero w XX wieku, kiedy rozpoczęto głębsze badania nad sexualnością ludzką.
Jako orientacja bisexualizm najszerzej mieści się pomiędzy homoseksualizmem a heteroseksualizmem, ale nie musi oznaczać równego zainteresowania obiema płciami. Bywa, że – stale lub przez jakiś czas – biseksualista odczuwa silniejszy pociąg do określonej płci. Oznacza to, że może tworzyć związek monogamiczny raz homosexualny, raz heterosexualny, niekoniecznie w tym samym czasie, chociaż istnieje i taka możliwość. Zdarzają się również przypadki tak zwanego triolizmu.

Bisexualizm obecnie

Badania przeprowadzone w kulturach Wschodu wykazują znacznie większy odsetek bisexualistów. Niektóre raporty, jak na przykład najbardziej znany autorstwa Alfreda Kinseya – Sexual Behavior in the Human Male (1948) i Sexual Behavior in the Human Female (1953), utrzymują, że zdecydowana większość ludzi w jakiś sposób jest biseksualna. Wykazują oni zainteresowanie obiema płciami, choć na ogół preferują jedną z nich (por. skala Kinseya).
Czytaj więcej »

Data wpisu: 1 sierpnia, 2011 autor wpisu: Mitia  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli pare słów o specjalnych PRZYRZĄDACH

Polasteria z zasady się nie ujawnia. Nie dlatego, że się jakoś wybitnie swojej orientacji wstydzi, tylko dlatego , że coming out przysparza jej wiele upokarzających przygód, o których mowa była w poprzednich notkach. Polasteria milczy również wobec swojej rodziny, która mówiąc delikatnie jest bardzo drobnomieszczańska. Rodzina uważa się za ludzi światłych, wykształconych i postępowych używając jednocześnie w języku codziennym nomenklatury „murzyn, pedał, arab, żyd” i sprawnie operując stereotypami „pedalskiej kliki, żydowskiego spisku, murzyńskiego smrodu” itd. Wobec takiej światopoglądowej postawy Polasteria nie ma zamiaru podejmować walki, dyskusji i przede wszystkim testować tolerancji rodziny na sobie. Polasterii od 28 lat udaje się więc rodzinę skutecznie zwodzić, głównie i tym razem biseksualizm okazuje się zbawieniem. Od czasu do czasu pojawia się u boku Polasterii przystojny brunet lub blondyn, który utwierdza rodzinę w przekonaniu, że Polasteria jest normalna. Zdarzają się jednak takie chwile gdy u boku Polasterii pojawia się prześliczna brunetka lub blondynka, co Polasteria już trzyma przed rodziną w tajemnicy , sprzedając bajeczkę o zaletach bycia skupionej na karierze singielce – jakby nie było symbolu XXI wieku.  Rodzina kupuje , acz nie ze spokojem. Pewnego razu Polasteria przez jakieś pół roku pozostawała w związku z cud blondynką. Rodzina nieświadoma tego faktu, zaczęła prawdopodobnie się niepokoić i pokątnie plotkować. Polasteria z zasady unika z nią kontaktów w takich sytuacjach – lub mówiąc dosadniej W OGÓLE unika kontaktów z rodziną, jednak nie zawsze można się w pełni odciąć. Traf chciał, że Babcia Polasterii złamała nogę i trzeba było zawieźć ją do lekarza. Kiedy Polasteria wraz z babcią wsiadły do samochodu, babcia przybrała minę nader zatroskaną i spytała:

- A jak Kot?

Tu Polasteria zbladła . Wiedziała bowiem co to pytanie oznacza. Kot  jest dla babci symbolem staropanieństwa. Tylko kobiety bez szans, odrzucone i nie chciane trzymają w domu koty.  Babcia nie może zdzierżyć , że Polasteria należy do tego wyklętego grona. Kot Polasterii towarzyszy od dobrych kilku lat, toleruje jej wieczne przeprowadzki, staje się z dnia na dzień coraz bardziej puszysty i Polasteria mimo błagań i nalegań Babci nie zamierza się go pozbyć. Nie uważa się również za kobietę  STRACONĄ. Ale cóż. Polasteria nie jest Babcią. Może stąd ta różnica poglądów.

- Kot ok. – odpowiedziała lakonicznie Polasteria i pomyślała , że zbliża się coś ciężkiego.
- Bo wiesz wnusiu, ja się bardzo o Ciebie martwię!
- Taaak?
- Tak. Martwię się o Ciebie. Ostatnio chodzisz taka smutna. Przybita. Milcząca.
- Nieee… wydaje się babci…
- Ja swoje wiem! Przecież widzę. I ja wiem co ci dolega!
- Taaak?
- Tak! Cierpisz. Bo wiesz gdy kobieta w Twoim wieku jest sama, to cierpi. Chodzi przybita i poddenerwowana. To się nazywa napięcie…

Tu Polasteria się zakrztusiła i o mało nie wjechała autem w słup.

- TAK???
- Tak! Napięcie! Napięcie seksualne! Bo wiesz Polasterio, czasami trzeba iść z życiem na lekki kompromis…
- Kompromis?
- Tak. Kompromis. Ja wiem , że są reguły i że rodzice i szkoła i PAN BÓG wyznaczają normy..
- t a k?
- Tak! Ale czasami można je omijać. Trochę łamać. Z  pewnymi rzeczami nie wygrasz…
- A   – c o  – m a -  b a b c i a -  n a -  m y ś l i ? ? ?
- Bo wiesz, czasami można zrobić tak, żeby człowiek poczuł się lepiej, mimo iż nie ŻYJE intymnie z drugą osobą..
- Ach tak?
- Tak.  Ja wiem , że nie wszyscy to pochwalają, ale to pomaga… Ja coś na ten temat wiem, tyle lat jestem sama, dlatego rozumiem twoje napięcie i chcę ci pomóc
- Taaaak?
- Tak! Są takie specjalne PRZYRZĄDY , sama mam taki , kupiłam w latach 70 w Paryżu , po użyciu których czujesz się znacznie lepiej…
- TAAAK???
- Ten PRZYRZĄD jest prawie nowy i prawie nie używany. Mogłabym Ci pożyczyć. Ja już jestem stara , idę do szpitala, ty zaś młoda, no i widzę, że cierpisz…
- Chwila, chwila. To znaczy nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale czy BABCIA WŁAŚNIE MI PROPONUJE, ŻE MI POŻYCZY SWÓJ WŁASNY…..EKHEM…..WI…WIB…WIBRA…?
- Ja wiem, że to krępujące. Tak, ja go nie używam, a wiesz, ja wiem jak ciężko młodej, dobrze wychowanej panience pójść do SPECJALNEGO SKLEPU po TAKI PRZYRZĄD.  Dlatego mogę ci pożyczyć.

O rany julek! Polasteria z jednej strony chciała umrzeć ze śmiechu i walczyła , żeby nie ryknąć babci w twarz, z drugiej panicznie szukała wyjścia z żenującej sytuacji. Jeżeli powie , że nie potrzebuje PRZYRZĄDU , bo jest w związku, to  babcia zażąda natychmiastowego spotkania, wspólnego obiadu, trzeba będzie się ujawnić, pryśnie tajemnica, wybuchnie afera, będą chcieli Polasterię leczyć, zmieniać, nawracać lub Bóg wie co jeszcze. Jeżeli powie , że się nie onanizuje, to będzie słuchała przez kolejne 5 godzin o tym że ma wziąć od niej używany wibrator. Polasteria postanowiła uderzyć z innej strony.

- Babciu! – zaczęła- ja dziękuję za ten PRZYRZĄD, ale go nie potrzebuję.
- Ależ on jest ŚWIETNY i prawie nie używany! Z Paryża!
- Babciu! Bo ja muszę Babci coś wyznać. Pamięta Babcia te wakacje kiedy pracowałam kilka lat temu w Anglii?
- Oczywiście!
- To tam BYŁY takie sklepy. Z takimi, no , PRZYRZĄDAMI i pomyślałam sobie , że jestem w obcym  kraju i że nikt mnie nie zna i nawet jak ktoś mnie zobaczy w TAKIM sklepie to i tak się nic nie stanie, bo zaraz wracam do Polski i poszłam i kupiłam sobie taki PRZYRZĄD. Więc mam swój. Nie potrzebuję PRZYRZĄDU Babci. Ale dziękuję za troskę.
-  CO TAKIEGO??? – oburzyła się Babcia – TY PRZECIEŻ WYJECHAŁAŚ ZARABIAĆ NA STUDIA A NIE MARNOWAĆ PIENIĄDZE NA WIBRATORY! CHODZIĆ PO NIEOBYCZAJNYCH MIEJSCACH! DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁAŚ! OD CZEGO MASZ BABCIĘ! ZAMIAST MARNOWAĆ PIENIĄDZE , SZARGAĆ SWOJE NAZWISKO SZLAJAJĄC SIĘ PO    N I E O B Y C Z A J N Y C H MIEJSCACH!! A TAK MÓJ WIBRATOR PÓJDZIE NA ZMARNOWANIE!!!

Polasteria słuchała porykiwań i utyskiwań babci jeszcze przez dobre 20 min , aż nie dojechały do szpitala. Na  izbie przyjęć babcia zeszła z tematu. Polasteria zaś pomyślała , że dogodzić  innym jest trudno.  W stosunku do niektórych wręcz to jest niemożliwe. Tylko sobie jest łatwo dogodzić. Szczególnie PRZYRZĄDEM.


Data wpisu: 30 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli jak Polasteria nie wzięła udziału w trójkącie

Polasteria w zasadzie się nie ujawnia. Nie dlatego , że jest tchórzem tylko dlatego, że zazwyczaj to się nie opłaca. Ludzie, nawet Ci uważający się za tolerancyjnych, nie bardzo wiedzą jak się wobec biseksualizmu Polasterii zachować.

Polasterię zdradza niewiele. Oczywiście pewną sugestią mogłyby być ukończone dwa skrajne kierunki studiów, dwie skrajnie różne prace, dwa miejsca zamieszkania, położone na dwóch końcach Polski oraz kilka innych podwójnych rzeczy, niemniej śmiertelnicy nie łączą tego jakoś z orientacją, więc Polasterii uchodzi.

Polasteria choć nie wie do końca czy jest normalna czy nie (tzn psychologowie twierdzą, że tak choć ona sama nie jest pewna), z resztą to nie ma znaczenia, po prostu woli się nie zdradzać. Ale czasami pokusa jest zbyt silna …

Polasteria poznała chłopaka. Już myślała, ze to był ON. Dobrze zbudowany brunet, o ciemnej karnacji, co prawda prawnik, ale kochający muzykę, a szczególności jazz. Mieli więc o czym rozmawiać, jeździli razem na koniach, uprawiali wspinaczkę, oglądali filmy, również te LGBT , bo przecież, jak ów Chłopak twierdził,  wykształcony człowiek POWINIEN być otwarty na inność. Pożycie im się układało. Dużo ze sobą rozmawiali, również na TE tematy. Do czasu…

ON: W zasadzie to zawsze chciałem to zrobić jeszcze z inną kobietą…

POLASTERIA(przysypiając): Tzn chciałeś mnie zdradzić ?

O: Nie, nie, nie! Myślałem bardziej żeby tak na legalu, oficjalnie z Tobą i jeszcze kimś …

P: Czekaj, czekaj… że trójkąt?

O: No..

P (ożywając): Wspaniale! Zgadzam się!

O (totalnie zbity z pantałyku): Że co?

P: No to co słyszałeś , jestem jak najbardziej na tak!

O: Chyba żartujesz…

P: Nie no serio. Właściwie to Ci nigdy nie mówiłam, ale ja lubię kobiety. To znaczy fizycznie, podobają mi się, tak samo jak mężczyźni. Więc, jak najbardziej jestem na tak!

O: CO?

P:  No, tak.

O: Ale że jak, że ty jesteś bi???

(tu Polasteria pomyślała, że ujawnienie chyba było błędem i że należy uciec do oklepanych argumentów)

P: Dziwi Cię to? Ponoć większość z nas jest…

O: O nie! Wypraszam sobie , JA NIENAWIDZĘ PEDALSTWA!

(tu Polasterię lekko zatkało, wszak rozmawiała z osobą rzekomo OTWARTĄ I WYKSZTAŁCONĄ. Trzeba było przejść do samoobrony)

P:  No to może TY jesteś PRAWDZIWYM mężczyzną, ale ja jestem bi.

O: I że co? Że ty , tak, no, mogłabyś TEN z TĄ ?

P: w myślach: Ratunku! Na głos: To znaczy, że tak mogłabym ten z tą. To znaczy , że z jednej strony kręcisz mnie, ale że podoba mi się również to , co się Tobie podoba..

O: ALE JAK???

P: No, biust, talia, długa szyja, szczupłe dłonie, uda, okrągła pupa, wymieniać dalej?

O:  NIE!  To OBRZYDLIWE!

P: Co obrzydliwe?

O: Takie lecenie na kobiety!

P: Przecież Tobie się podobają…

O: To zupełnie co innego!

Tu Polasteria zaczęła się wyraźnie irytować

P: Słuchaj! Pomysł z trójkątem był TWÓJ! Ja podchwyciłam, ale jako żeby nie stało się jak u Jellinek, że każde spełnienie fantazji jest równoznaczne ze spełnieniem koszmaru, zapomnijmy o sprawie!

O: JAK MAM ZAPOMNIEĆ! Przecież to straszne, kobiety są niewarte uwagi, ten lakier do paznokci, ten śmiech, ta ich DZIAMDZIAROWATOŚĆ..

P: No ja nie wierzę! Najpierw obrażasz mnie, szydzisz z mojego biseksualizmu, a teraz jeszcze obrażasz wszystkie kobiety!

O: Nieprawda! One takie po prostu są!

P: I JA TEŻ??

O: Nie no ty nie . Ty jesteś inna.

P: Właśnie! Jestem inna! Piona za spostrzegawczość!

O: Twoje szyderstwa mnie ranią!

P: No znalazł się wrażliwiec! Chciałabym zauważyć , że ta cała rozmowa jest raczej wymierzona we mnie!

O:  BO JAK MÓGŁBYM ZGODZIĆ SIĘ NA TRÓJKĄT ZE ŚWIADOMOŚCIĄ, ŻE POŻĄDASZ KOBIETĘ, Z KTÓRĄ SIĘ WŁAŚNIE CAŁUJESZ???

P: A ty byś nie pożądał?

O: To zupełnie co innego!

P:  Jak innego?

O: Zupełnie. Ja bym ją tylko bzyknął.

P: Ja też…

O: No właśnie! Obrzydliwość. To było jak zdrada!

P: To znaczy , że co? Ty możesz bzykać laski , które ci się podobają, a ja nie?

O: TAK!

P:  Dlaczego?

O:  Nie wiem. Po prostu tak. Ty jesteś moją kobietą i nie masz prawa mnie zdradzać!

P:  Ale przecież to byłby trójkąt – jak sam powiedziałeś, na legalu.

O: Ale ty byś jej POŻĄDAŁA, sama świadomość, że sprawia Ci to przyjemność! Brr! Coś potwornego. Jeszcze mi powiedz , że oglądasz się za laskami na ulicy.

P: Oczywiście, a ty nie?

O:  I oceniasz je? I wyobrażasz je sobie?

P:  No. Tak jak facetów.

O: JAK TO MĘŻCZYZN TEŻ???

P: No też.

O: To okropne. Jak możesz mi to robić???

P: Ty to robisz cały czas.

O: Nieprawda, tylko jak mi się jakaś spodoba!

Jak Szanowni Czytelnicy mogą się domyśleć ta rozmowa nie trwała już długo. Związek też.


Data wpisu: 27 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli jak odeszłam z pracy

Polasteria pracowała w firmie. Średniej wielkości firmie, w średniej wielkości mieście, zarabiała średnie pieniądze.  Firmę prowadziło ultrakatolickie małżeństwo, co Polasterii nie przeszkadzałoby , wszak tolerancja działać ma w obie strony. Pracodawcy Polasterii oboje lat 45 , przechodzili przez klasyczny kryzys wieku średniego, a wlaściwie to przechodził go Szef, a Szefowa to tolerowała.

Z resztą cóż to za małżeństwo. Polasteria wchodząc pierwszy raz w progi nowej pracy pomyślała sobie „no ale facet miał Łeb”. Jej szef – nadwyraz przystojny , wysoki, świetnie zbudowany blondyn, obdażony tubalnym barytonem, pojął za żonę, na pewno nie najpiękniejszą, ani nie najzgrabniejszą, ani w ogóle jakoś wyglądającą , ale za to niezwykle inteligentną kobietę. Faktycznie jego żona, wyróżniała się zarówno inteligencją, jak i przenikliwością oraz ciętym językiem, sterując firmą z tylniego fotela. Trochę szara myszka , nigdy nie umalowana, nie uczesana, natomiast bezwzględnie posiadająca ostatnie (i z resztą słusznie) zdanie. Szef więc pełnił funkcję reprezentacyjnie i doniosłym głosem ogłaszał to co wcześniej szepnęła mu do ucha małżonka , będąc jednocześnie przekonanym , że wygłasza oto swój własny prywatny pogląd.

Polasteria na chwilę uwierzyła w mężczyzn , a przynajmniej w to , że jednak istnieją takie jednostki, dla których kobieta jest czymś więcej niż tylko ozdobą, że istnieją mężczyźni, którzy docenią w płci przeciwnej partnerkę, osobę godną rozmowy, współpracy itd, Szefowa była mądra, szef był przystojny, szefowa byla trochę zgorzkniała, chłodna i wycofana, szef był po dziecięcemy entuzjastyczny , towarzyski i przebojowy. Słowem idealne małżeństwo.

Nie musiało minąć wiele czasu , żeby okazało się , że tak nie jest. Szef nienawidził swojej uległej pozycji oraz tego, że małżonka miała zawsze rację. W zasadzie to w ogóle nienawidził jej inteligencji, za to wyrażał jawną tęsknotę za nawiązaniem znajomości z kobietą , młodą i atrakcyjną, której zaangażowanie w związek ograniczać się będzie li i jedynie do miłego uśmiechu, zgrabnego wyglądu, podziwu dla mężczyzny i co wieczorneo oddania.

Wybór padł siłą rzeczy na Polasterię, która wówczas w firmie była a) najmłodsza b) najmniej doświadczona c) najładniejsza d) była sekretarką. Kłóciło się to jednak trochę z sumieniem szefa, który jak już wyżej wspominiano był ortodoksyjnym katolikiem. Szef więc uciekał się do różnych sposobów , żeby zacieśnić znajomość z Polasterią np pogadanek

- Bo wie Pani, Pani Polasterio…

- Taaak?

- Kim byśmy byli gdyby nie religia..gdyby nie normy, ten kaftan bezpieczeństwa który wyznacza nam Bóg…

Polasteria w myślach: zamknij się na głos: Proszę Pana, no nie wiem, ale nie wykluczone że albo kimś innym albo kimś podobnym, w zależności jaką treść niosłaby za sobą doktryna zastępująca religię katolicką. Ja np jestem niewierząca i czy uważa Pan , że tak bardzo się różnimy?

- JEST PANI NIE WIERZĄCA?? Czyli współżyje Pani przed ślubem?

Tu polaestria zakrztusiła się: No taaaak

- I NIE UWAŻA PANI TEGO ZA GRZECH???

Tu Polasteria zakrztusiła się ponownie: No nnieee

- I żyje Pani z mężczyznami???

- Jezuu, Panie Szefie, co to za pytania???

- A Z TAKIMI STARSZYMI? TAKIMI JAK JA? bO WIE PANI, PANI POLASTERIO, ZE STARSZYMI JEST LEPIEJ , BARDZIEJ DOŚWIADCZENI. WYCZULENI,

- no niby…

- A z żonatymi?

- no nie…

= A dlaczego nie? Przecież nie wierzy Pani w grzech i piekło?

- no ale nie żyję…

- a z takimi jak ja? Też by się Pani nie zdecydowała?

- No nie,,,

- ALE DLACZEGO??? Że niby za stary jestem? A może za biedny? O Na pewno gdybym miał więcej kasy to by Pani inaczej odpowiedziała!! Bo niby Pani żyje , a jednak nie? Dlaczego? Przecież to dla mnie grzech a dla Pani nie!

Tu Polasteria straciła cierpliwość:

- Ale mam moralność, chodzę, żyję , wartościuję, co jest dobre , a co złe. Albo inaczej, skoro zakłada Pan, że jestem osobą pozbawioną sumienia jako niekatolik, to kalkuluję co się opłaca a co nie. Seks się opłaca, z mężczyzną dopóki nie jest żonaty. Jak jest żonaty to się seks nieopłaca. Bo wiąże się to smsami pełnumi pogróżek od zazdrosnej małżonki, odpowiedzialnością za zniszczenie rodziny, chodź częściej stawia kobietę w pozycji tej trzeciej. Najmniej ważnej. A kobieta nie chce być trzecia. Chce być pierwsza. Nie chce mieć przed sobą w gradacji ważności nieswoich dzieci, innej kobiety, itp. itd. Trzeba się chyba bardzo nie lubić , żeby zgodzić się na taki układ. Więc zamknijmy tę rozmowę, bo męcząca!

Szef jakby zmarkotniał, rozmowę zakończył , ale nie odpuścił. Ilekroć mógł to napomykał o swojej słabości do długowłosych blondynek (gwoli jasności Polasteria jest długowłosą blondynką, zaś małżonka szefa krótkowłosą brunetką), kobiet młodszych, obdarzonych dźwięcznym sopranem (to dalej przymioty Polasterii). Polasteria zaczęła być zapraszana przez Szefa jako osoba towarzysząca na różne bankiety, wyjazdy, sympozja, co budziło dość uzasadnioną opozycję Szefowej. Szef więc zaczął się uciekać do bardziej wyrafinowanych forteli jak np. kolacja firmowa, na którą byli zapraszani wszyscy parcownicy wraz z Szefową, a następnie Szef wyciągał na papierosa Polasterię, podczas którego snuł rozważania na temat zalet szybkich numerków w restauracyjnych toaletach. Zdarzało się zagajać Polasterię , w korytarzu firmy i proponować wspólne obejrzenie najnowszego numeru Playboya, obsypać ją kwiatanmi z okazji Dnia Kobiet, Święta Wiosny, Wielkanocy, bądź też zwykłej środy.

 

Atmosfera gęstniała, nienawiść Szefowej rosła wprost proporcjonalnie do miłości Szefa a Polasteria zaczęła tonąc w pułapce, toksycznej, mimowolnie ulegając urokowi szefa bojąc się jednocześnie konsekwencji, no i utraty pracy.  Czas było podjąć kategoryczny ruch, a jedyne co przyszło Polasterii do głowy to coming out.

Wyczekała odpowiedniego momentu, tak żeby w okolicy był i Szef i Szefowa i zaczęła :

- Bo wie Pan , Panie Szefie, nie wiem czy Pan Pamięta ten bankiet trzy tygodnie temu ..

- No..

- Byłam tam z taką dziewczyną..To moja koleżanka…Agnieszka się nazywa ..

- No..

- I że ten …( zająknięcie było celowe, ponieważ Polasteria już dawno okryła , że Świat wymaga od osoby ujawniającej się uczucia wstydu i zmieszania) no i ten.. nie wiem jak to powiedzieć ..Bo to NIE JEST TAKA ZWYKŁA KOLEŻANKA…

- no..

- To taka bliska koleżanka, bardzo bliska, rzec by można nawet niezwykle istotna dla mnie osoba, najbliższa…

- ooo

- Agnieszka to moja dziewczyna, jesteśmy razem już pół roku

- PANI JEST LESBIJKĄ!!!!!!!

- Tak jestem lesbijką (tu Polasteria skłamała, naiwnie licząc , że postawienie swojej orientacji jako nakierowanej li i jedynie na kobiety zdejmie z niej napięcie Szefa)

- Ale taką prawdziwą?

- Najprawdziwszą

- I że Pani, razem z tą Pani Agnieszką TO robicie???

- noo

- Ale jaja! Zawsze chciałem zobaczyć kobiety w akcji! A mogę się Panią spytać , jak Panie to robią? No wie Pani co mam na myśli? TO!

- Są sposoby…

Mówiąc krótko, ujawnienie Polasterii zamiast ostudzić Szefa tylko go bardziej rozkręciło, bo oto miał możliwość wkręcić się w swoją najskrytszą seksualną fantazję czyli trójkąt.Pytań nie było końca, o wibratory, o penetrację, o to kto dominuje i czy z mężczyzną jest lepiej, a może podobnie? tak samo? inaczej?

Polasteria zupełnie wykończona , niespodziewała się jednak ataku najostrzejszego. Od strony Szefowej.

- Bo wie Pani, Pani Polasterio.. Ja Pani nie potępiam, choć jeste wierząca, ale nie…a w sumie to nawet rozumiem… Bo wie Pani , Pani Polastrio, ja to niby mam męża,  dzieci, ale tak na prawdę to nigdy ich nie chciałam, z resztą to wszystko przez to , że się nie zabezpieczamy, bo mąż nie chce, bo Bóg , religia i Kościół.Bo Pani, Polasterio, ja właściwie Panią, rozumiem, bo z mężczyznami w cale nie jest tak fajnie, co więcej , nie lubię tego, sama mam taką koleżankę , Ryba na nią wołam i my też, tak jak Pani z tą Agnieszką, tak jest lepiej fajniej, przyjemniej, znam ją dłużej niż męża, jeszcze od liceum, uwierzy Pani?

No uwierzy. A przynajmniej jest w stanie uwierzyć. Ale nie chce być dłużej świadkiem. Półtoraroku totalnej walki o niezdradzanie, męczarni fizycznej, psychicznej i w ogóle wszelakiej, podczas gdy Szefowa spokojnie od momentu zawarcia związku małżeńskiego, zdradzała męża regularnie z niejaką Rybą. Świadomie , celowo, cynicznie, wyrachowanie. Szkoda dzieci, szkoda Szefa . Naiwnego, ewidentnie wyposzczonego, nieświadomego czynów swojej żony oraz przyczyn jej oziębłości.

Jeszcze tego samego dnia Polasteria złożyła wypowiedzenie , solennie sobie obiecując , że jeśli kiedyś szefowa wspaniałomyślnie postanowi się ujawnić i zażąda rozwodu, Polasteria będzie pierwszą osobą , która prześpi się z jej mężem.


Data wpisu: 20 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie – intro

Polasteria padła bez tchu na łóżko i pomyślała, że mimo wszystko swej orientacji seksualnej nienawidzi. Biseksualizm wżera się w każdą sferę jej życia, nie tylko seksualną. Ukończyła dwa skrajnie odmienne kierunki studiów, pracuje na dwóch etatach wykonując dwa skrajnie różne zawody, na każdy temat ma dwie opinie, jak również posiada dwie osobowości, dwa sposoby bycia i w ogóle dwa życia mocno od siebie odseparowane, nieprzenikające się a jednak wymagające aktywnego i ustającego uczestniczenia. To wykańcza i wywołuję tęsknotę a wręcz modlitwę „O Panie! Uczyń ze mnie cokolwiek chcesz hetero, lesbijkę transseksualistkę, ale zabierz mi do cholery jasnej  jeden etat, jeden samochód, jedną pensję i przede wszystkim wewnętrzne i zupełnie naturalne dążenie do dzielenia się na dwa, bo gdzieś podskórnie czuję, że to wszystko z moją orientacją seksualną sprzężone jest. Amen”.

W dzisiejszych czasach nieby wszyscy są Bi. Bycie Bi jest trendy i każda osoba ze sfer tzw wyższych, czyli światopoglądowo otwartych, postępowych i zliberalizowanych otwrcie opowiada o swoich homoseksualnych doświadczeniach i poszukiwaniu drogi , co tak naprawdę jest jednym wielkim bełkotem, bo lekko czym innym jest pocałowanie po pijaku koleżanki z liceum, a czym innym walką z rozdzierającą namiętnością pomiędzy mężczyzną a kobietą.

Siadając wieczorem Polasteria robi rachunek sumienia, a następnie śmieje się do rozpuku głównie z samej siebie, bo podwójne życie przyczynkiem jest do nieustających przygód.


Data wpisu: 15 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

O biseksualności i pułapkach tożsamości

O autodefiniowaniu siebie w kontekście orientacji seksualnej chciałam popisać już dawno, ale jakoś nie mogłam się zebrać. Temat „samookreślenia” pojawia się jednak często ;) Po pierwsze, jeżeli weźmiemy np. jakiekolwiek matrymonialne lesogłoszenia (które bardzo lubię sobie poczytywać, bo są niesamowicie ciekawym tematem do socjologicznej obserwacji), to statystycznie 10% całości stanowią takie, w których biseksualistki na dziewczynę się nie chce. Żadna z „niechcących” nie definiuje oczywiście, czego konkretnie nie chce, a może powinna, o czym za chwilę ;) Po drugie, temat samookreślania się pojawił się ostatnio przy okazji debiutu (bardzo fajnego zresztą) portalu http://wstronekobiet.pl/, kiedy rejestrując się można było zadeklarować orientację seksualną, ale w dość ograniczonym zakresie. Redakcja potem te możliwości rozszerzyła, no ale temat pozostał, a ja się wreszcie zmobilizowałam.

Pozornie sprawa jest prosta, kochasz kobiety – jesteś lesbijką, kochasz facetów – jesteś hetero, kochasz tak lub tak – jesteś biseksualna. Określenie się przy pomocy orientacji seksualnej dla wielu osób nie jest jednak sprawą tak oczywistą i bywa tak, że analogiczne sytuacje prowadzą różne osoby do zupełnie odmiennych wniosków. Nie dotyczy to oczywiście tych, co „zawsze wiedzieli”, tych którzy w ogóle nie lubią się określać, oraz tych którzy zdecydowanie się kimś tam czują i zbyt się nie zastanawiają.

Post oczywiście nie jest po to, żeby się ktoś poobrażał, więc od razu zaznaczam, że rozumiem, że każdy ma prawo czuć się kim chce i określać jak chce i jeżeli czuje się szczęśliwy, to ja też jestem szczęśliwa, ze względu ma zwiększony potencjał energii szczęścia na naszej planecie ;)

No ale temat jest. Wyobraźmy sobie przykładowo taką sytuacje. Jest sobie pani A, która była w satysfakcjonującym (emocjonalnie i seksualnie) związku z mężczyzną. Związek się był rozpadł, a pani odkryła, że może kochać także kobiety. Okazało się, że to jest to i pani już więcej facetów w łóżku i w życiu nie chce. Ponieważ nie chce, wchodzi sobie na portal , gdzie każą jej napisać co ona jest i zaznacza opcję „lesbijka”. No i mamy panią B, która myśli sobie, że nie chce facetów w łóżku i w życiu, ale kiedyś kochała fajnego gościa, więc zaznacza opcję biseksualistka ;) No i statystyka portalowa idzie się bujać :) Temat jest tym bardziej ciekawy, że niechęć wobec biseksualistek w środowisku lesbijek jest duża. Kobiety homoseksualne bardzo często (przynajmniej na poziomie deklaracji) nie chcą związków z biseksami. Prowadzi to do pewnego absurdu. Wygląda na to, że (przynajmniej teoretycznie), jeżeli określę się jako biseks, szansę na związek mam mniejsze, niż wtedy gdy określę się jako lesbijka. Więc, jeśli jestem panią A lub panią B, to jak mam się określić?:) Bo jako pani A (przynajmniej teoretycznie) będę miała nieco mniej przekichane :)

Na trudność z definiowaniem czy autodefiniowaniem wpływają moim zdaniem trzy czynniki. Pierwszy dotyczy tego, że definicje orientacji seksualnej są różne i granica pomiędzy homoseksualnością, a biseksualnością w pewnym miejscu się zaciera. Drugi ma związek z dyskryminacja kobiet homo oraz biseksualnych. Trzeci dotyczy tego, czy orientacja seksualna jest bardziej czuciem czy tożsamością. Zacznę od początku, czyli od czynnika pierwszego.

Wszyscy znamy chyba skalę Kinseya. Kinsey zauważył, że rzadko jest tak, że u biseksualistów pociąg do obu płci jest jednakowy i równy. Według jego teorii możemy mówić raczej o skali, na której po jednej stronie jest całkowity heteroseksualizm, po drugiej całkowity homoseksualizm, a po środku biseksualizm z preferencją do kobiet i mężczyzn, w różnych proporcjach. Oznacza to, że istnieją również osoby, których skłonności homoseksualne wynoszą 99,8% i takie u których jest to 0,2%. Osoba u której pragnienie tej samej płci wynosi 0,2% ma pewnie niewielką szansę się o tej swojej skłonności dowiedzieć, chyba że trafi na sprzyjające okoliczności lub w tej 0,2% populacji znajdzie miłość swojego życia. Z kolei ktoś kto już podjął trud uświadomienia sobie własnej homoseksualności będzie pewnie miał trudność z zauważeniem swojej półprocentowej hetero części. Kinsey oczywiście nie jest wyrocznią, zwłaszcza że jako naukowiec był i jest postacią dość kontrowersyjną, ale może tak być.

Oprócz tego, nie ma jednej definicji orientacji psychoseksualnej. Według jednych teorii jest to trwały pociąg płciowy (brrr, jak to brzmi) do tej samej lub innej płci, najczęściej podkreśla się, że wrodzony i niezmienny. Ale już np. według tabeli Klaina o orientacji seksualnej rozstrzyga 7 czynników: pociąg seksualny, seksualne zachowanie, fantazje, preferencje emocjonalne, preferencje społeczne, sposób życia, osobista identyfikacja, które mogą się różnić, jeżeli weźmiemy pod uwagę przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. W dodatku Klain pisał, że orientacja seksualna może się zmieniać. Teorii Klaina blisko do tematu tożsamości, o którym napiszę za chwilę, teraz będzie jednak o czynniku numer dwa :)

Nie odkrywam ameryki zauważając, że dla wielu osób odkrycie własnej homoseksualności jest problemem. Czasami szok wywołany takim odkryciem jest łagodzony próbą przyjęcia bardziej „lajtowej wersji” – wersji bi. Wiele osób woli początkowo nie żegnać się całkiem z heteronormatywnym światem zostawiając sobie furtkę do „normalności”. Stąd zresztą uprzedzeni owy stereotyp, że biseksualność jest etapem przejściowym i jako orientacja w ogóle nie istnieje. Z pewnością dotyczy to części osób utożsamiających się jako biseksualne. Ma to oczywiście związek z homofobią i trudnością coming outu. Ten mechanizm działa jednak także w drugą stronę. Ktoś kto dobrze poczuje się jako osoba, potrafiąca kochać tą samą płeć (co czasami zabiera trochę życia), może mieć tendencję do kupienia tej opcji w całości, bo trud związany z pogodzeniem się z taką możliwością przysłania heterycką przeszłość. Jednocześnie bifobia sprawia, że bycie lesbijką jest lepsze, niż bycie biseksem. Stąd pewna część kobiet utożsamiających się jako lesbijki może mieć tak naprawdę wyparte biskłonności, a część biseksualistek tak naprawdę być lesbijkami. Mechanizm jest w tym przypadku identyczny, jak w przypadku lesbijek, które całe życie myślą, że są hetero, bo wypierają swój homoseksualizm.

Temat numer trzy dotyczy zagadnienia popędu (fizycznego i psychicznego), tożsamości i wyboru. Według większości teorii (choć jak już wspomniałam nie wszystkich) orientacja seksualna to trwały pociąg seksualny, emocjonalny, romantyczny, lub uczuciowy do osób tej samej, przeciwnej lub obu płci. Oznacza to, że osoba heteroseksualna ma potencjalną możliwość kochania (fizycznie, psychicznie) osób przeciwnej płci, osoba homoseksualna tej samej, a osoba biseksualna tak bądź tak. Tożsamość natomiast jest przekonaniem o tym, kim jestem. Oczywiście najlepiej jest pewnie, kiedy tożsamość danej osoby pokrywa się z jej autentycznymi potrzebami, wtedy ma ona pełną wiedzę o sobie i swoich możliwościach (psychologia mówi, że im lepszy tzw. wgląd w swoje potrzeby, tym większa szansa na szczęśliwe życie). Jednak z powodów różnych, w tym także tych czynników wymienionych powyżej, nie zawsze czucie pokrywa się z tożsamością. Ludzie określają swoją tożsamość biorąc pod uwagę różne czynniki i z bardzo różnych powodów. Badania pokazują także, że homosampiens ;) ma głęboko posuniętą umiejętność wmawiania sobie różnych rzeczy, w zależności od tego, do czego jest mu to potrzebne. O chorobach psychicznych i innych zaburzeniach już nawet nie piszę. Stąd też np. zdarzają się heteryczki, które uparcie próbują, poprzez tożsamość, być lesbijkami, przez co zostawiają na swojej drodze całe pobojowiska złamanych serc i przy okazji stereotyp, że biseksualistki są fuj :) .

Przy okazji przychodzi mi do głowy teoria mojej znajomej, która biorąc pod uwagę kwestie tożsamości i społeczne aspekty orientacji seksualnej twierdzi, że z tego punktu widzenia biseksualność w ogóle nie istnieje. Nie jest istnieje, bo biseks w związku z kobietą staje się lesbijką, a w związku z mężczyzną heteryczką. Biseks w związku z kobietą nie jest społecznie postrzegany jako biseks, często żyje w środowisku LGBT (inaczej niż biseks w związku z facetem), jest bliżej homoproblemów niż heteroproblemów i ma większą predyspozycję do tego, żeby w końcu (dla uproszczenia sobie życia) określić się jako lesbijka.

Wracając jednak do tożsamości. Są kobiety, które kochały kiedyś mężczyzn, było im całkiem dobrze w łóżku, związek z facetem teoretycznie jest możliwy, ale z różnych powodów z mężczyznami być już nie chcą. Np. dlatego, że bardziej pasuje im związek z kobietą, bo np. wkurzają je patriarchalne układy w związkach heretyckich. No i teraz powstaje pytanie, kim taka kobieta jest – biseksem czy lesbijką. Biseksem, bo ma potencjalną możliwość kochania osób obojga płci czy lesbijką, bo czuje się kobietą, która chce być z kobietą = lesbijką? Temat nie jest abstrakcyjny, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jeżeli spotkają się dwie panie w takiej dokładnie sytuacji, utożsamione inaczej, to jedna drugiej potrafi powiedzieć, że się z biseksami nie umówia, co pokazuje najlepiej jak złudne są kwestie autodefinicji.

No i teraz, jeżeli się weźmie pod uwagę wszystkie powyższe czynniki, to wychodzi, że nie wszystkie lesbijki są lesbijkami i nie wszystkie biseksualistki biseksualistkami, podobnie jak nie wszystkie heretyczki heretyczkami. Dlatego ja chyba wolę, kiedy ktoś mówi, o swoich preferencjach dotyczących bycia, życia lub seksu z płcią inną lub tą samą, niż kiedy się autodefiniuje. Wydaje mi się, że zwykle deklaracja oznacza prawie zawsze tożsamość, nie zawsze natomiast płynące z ciała i ducha sygnały.

Odnosząc się natomiast do związkowych bi-uprzedzeń napiszę, że wybierając kobietę na życie rozsądniej jest się kierować dojrzałością, mądrością, odpowiedzialnością i uczciwością kandydatki. Jestem przekonana, że to daje większa gwarancję, że nie zostanie się puszczonym kantem, niż zadeklarowana przez wybrankę orientacja seksualna. Pomijając absurdalność uprzedzeń dotyczących biseksów, ktoś kto deklaruje, że jest lesbijką, może być nią po prostu w znacznie mniejszym „stopniu” niż biseks.

Ponieważ tekst jest tekstem blogowym, luźnym i subiektywnym nie aspiruję do „naukowości” i zachęcam do skorzystania z mądrzejszych źródeł. Tekstowe wpadki proszę wybaczyć :)

Data wpisu: 17 grudnia, 2009 autor wpisu: .  |  Komentowanie nie jest możliwe