Archiwum dla kategorii: ‘miłości’

Poliamoria: nowy rodzaj miłości?

Otwarte związki – ponoć jest ich w dzisiejszym świecie coraz więcej. Dlaczego ludzie dobrowolnie rezygnują z monogamii?

690846 79697706 300x225 Poliamoria: nowy rodzaj miłości?
kredki

Trzy lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Właśnie dochodził do siebie po rozpadzie związku trwającego 15 lat i doszedł do wniosku, że nie chce więcej być dla kogoś „na wyłączność”. Początkowo nie mogłam się z tym pogodzić, ale z czasem zaczęłam sobie wyobrażać związek bez monogamii. Postanowiliśmy spróbować. Podobnie jak większość par pozostających w związkach otwartych zaczęliśmy od ustalenia szczegółowych reguł: kto do kogo powinien dzwonić i kiedy, jacy partnerzy będą akceptowani… Szybko zrozumiałam, że te próby wzajemnej kontroli mają na celu uniknięcie zazdrości – i że najbardziej negatywnym uczuciem wcale nie jest zazdrość, ale moje własne lęki. Że on mnie zostawi. Że nie jestem dla niego wystarczająco atrakcyjna seksualnie. Zaczęłam rozumieć, że choć on kocha moje ciało, to czasami pociągają go także inne ciała. Że owszem, pewnego dnia może ode mnie odejść, ale zabranianie mu innych doświadczeń seksualnych na pewno tego nie zmieni.

W miarę jak czułam się w naszym związku coraz bezpiecznej, reguły traciły na znaczeniu. Pozostała tylko jedna: żadnych niespodzianek. A więc jeśli randki, to wcześniej zaplanowane – i żadnych nagłych oświadczeń w rodzaju „Właśnie przespałem się z Susie!”. Seks okazał się nie być najważniejszy: znałam siebie na tyle, żeby wiedzieć, czy moja relacja z kimś opiera się na pociągu seksualnym czy (lub / i) na miłości.

Moja ostatnia randka? Znajomy, który zna mojego narzeczonego, wpadł, aby pomóc mi zmienić żarówkę w samochodzie. Wypiliśmy trochę wina, porozmawialiśmy o jego niedawnym rozstaniu z dziewczyną – i wylądowaliśmy w łóżku. Opowiedziałam o tym mojemu partnerowi (jedna z ważnych reguł głosi, że mówimy całą prawdę, jeśli zostaniemy zapytani; on pyta częściej niż ja). W tym samym tygodniu on spędził pewien słoneczny dzień chodząc po mieście z kobietą, z którą się widuje. Ja uczestniczyłam wtedy w jakichś warsztatach i byłam zadowolona, że znalazł sobie jakieś zajęcie. To dla nas równie normalne jak wyjście do kina czy spotkanie ze znajomymi.

Rzadko zdarza nam się poznawać partnerów drugiej strony, ale są pary, które podchodzą do tego zupełnie inaczej. Claire, właścicielka małej firmy, i Bill, konsultant do spraw nowych technologii, często spotykają się razem ze swoimi kochankami. Oboje są po czterdziestce, w związku od 24 lat. Ona od siedmiu lat ma chłopaka imieniem Chris. Bill od ośmiu lat ma przyjaciółkę, Julie. Julie zresztą jest w stałym związku z niejakim Georgem. – Z emocjonalnego punktu widzenia wszystko jest jasne od wielu lat – mówi Claire, która jest też muzykiem-amatorem. Bill i Chris przychodzą czasami razem na jej występy… Tarcia, problemy? Claire myśli dłuższą chwilę. – Dwa lata temu Bill przyszedł do domu i powiedział, że Julie jest w ciąży – opowiada. – „Z Georgem?”, zapytałam. Potwierdził, i to była właściwa odpowiedź.

Claire ostatni raz widziała się z Chrisem we wtorek, kiedy Bill pojechał się wspinać. – Zjedliśmy coś, wypiliśmy kilka drinków i poszliśmy do łóżka – mówi. I dodaje, że jest jedyną partnerką Chrisa. – Wspominał coś o całowaniu się z kimś na imprezie kilka miesięcy temu, ale myślę, że do niczego więcej nie doszło.

Z kolei Bill ostatni raz widział się z Julie dwa tygodnie temu. – Pojechałem do niej po pracy, poczekaliśmy, aż George wróci do domu, aby zająć się dzieckiem, i pojechaliśmy na sushi. Potem wróciliśmy, Julie nakarmiła dziecko piersią, poszliśmy do łóżka. George był w domu, opiekował się dzieckiem.

Zarówno George, jak Julie mają także innych kochanków, a w ich mieszkaniu jest specjalna, oddzielna sypialnia na takie okazje. Dla dziecka Julie takie osoby to po prostu dobrzy znajomi mamy i taty.

Przypuszczenie, że Bill albo Claire mogliby być zazdrośni, to efekt przyjęcia założenia, że monogamia jest normą. – Nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego nie można by utrzymywać więcej niż jednego związku – mówi Bill. – Przez całe życie spotykałem się tylko z dwiema kobietami. I nadal się z nimi spotykam.

Ciekawe, że mimo tak swobodnego podejścia Claire utrzymuje swoje związki w tajemnicy przed rodzicami. – Mam nadzieję, że nic o tym nie wiedzą – mówi. – W mojej rodzinie nie rozmawiamy o takich sprawach.

Czy nie jest to typowo brytyjskie podejście do tematu? Żyć w taki sposób? W porządku. Ale mówić o tym w gronie rodzinnym? Nigdy.

– To nie tak – tłumaczy Claire. – Rzeczywiście, rzadko o tym mówię, ale też większość moich znajomych dawno już o tym wie. Gdybym miała zdefiniować nasze relacje, chyba mówiłabym o związku „otwartym”. Wśród naszych znajomych jest zresztą sporo osób pozostających w takich relacjach.

Takie niemonogamiczne związki zdarzają się w dzisiejszych czasach coraz częściej – tak w każdym razie uważa Darren Langdridge, psycholog kliniczny, współautor książki „Understanding Non-Monogamies” („Zrozumieć nie-monogamię”).

– Trudno tu o dokładne statystyki – podkreśla jednak Meg Barker, druga autorka książki. – Nie prowadzono na ten temat szczegółowych badań, a wielu w ten sposób żyjących ludzi wcale nie chciałby w nich brać udziału. W latach 60. i 70. popularne zrobiły się komuny, zmiany partnerów, „grupowe małżeństwa”… Ale to wszystko niemal zanikło, kiedy pojawił się wirus HIV.

– Związki otwarte straciły wtedy na atrakcyjności – potwierdza Darren Langdridge. – Mimo że zagrożenie było nie aż tak wielkie: wystarczyło się przecież zabezpieczyć.

A zatem prezerwatywy. Zawsze. Do niedawna naukowcom próbującym analizować tego typu zjawiska trudno było znaleźć fundusze na badania. Także media na długi czas przestały o nich pisać. Co nie oznaczało, że samo zjawisko zanikło…

Rekha ma 32 lata, pracuje w wydawnictwie. Ze swoim chłopakiem – doktorantem na uniwersytecie – żyje od ośmiu lat. Mają siebie na wyłączność emocjonalną, ale nie seksualną. – Oznajmiliśmy całej naszej rodzinie, że chcemy spędzić razem resztę życia – tłumaczy Rekha. – Ale jednocześnie spotykamy się z innymi osobami obojga płci. Czasami są to przypadkowe kontakty, ale na przykład teraz spotykam się z pewnym mężczyzną już od roku.

Także w tym przypadku rodzina nie ma o niczym pojęcia. – Rzeczywiście, nie rozmawiam o tym – mówi kobieta. – Ale to wynika z tego, że w ogóle nie rozmawiamy z rodziną o naszym życiu seksualnym.

Większość osób żyjących w związkach niemonogamicznych stanowią ludzie w średnim wieku po rozwodach, którzy żyli wiele lat w monogamii, a teraz chcą spróbować czegoś innego. Max Doray ma 48 lat, żyła 20 lat w małżeństwie, ma dwóch synów. – Wyszłam za cudownego faceta, który jednak chciał kontrolować całe moje życie, nawet moje spotkania z przyjaciółkami. – opowiada. – Kiedyś na jakimś przyjęciu poznałam Richarda. Było kilka randek, a w końcu on powiedział: „Świetnie nam się razem układa. Może się do mnie wprowadzisz?”. I tak zrobiłam.

Richard Evans-Lacey ma 37 lat. Ich związek opisuje jako „wspólne chodzenie na swingerskie imprezy, a od czasu do czasu spotykanie się także z innymi osobami”. Ich nie-monogamia nie jest symetryczna. – Richard poszukuje seksualnych przygód znacznie aktywniej niż ja – tłumaczy Max. – Chcę, aby robił to, co go uszczęśliwia, a on woli częste spotkania z wieloma kobietami niż stały związek na przykład z trzema.

Sama Max ma z kolei swoją „krótką listę”, na której obecnie jest trzech mężczyzn. – Czuję, że potrzebuję więcej uwagi, potrzebuję czasami zmian – mówi. – To po prostu przyjaciele, z którymi sypiam. Nie nazywam ich „kochankami”, bo czułabym się jak Simone de Beauvoir. Nie spotykam się z nimi zbyt często, lubię siedzieć w domu. Mam dwie, trzy takie randki w miesiącu, a dodatkowo może raz w miesiącu zdarza mi się przespać z kimś innym.

Kiedy Richard wraca z imprezy, z której ona wyszła wcześniej, nie pyta go o szczegóły. – Chcę tylko wiedzieć, czy kogoś przeleciał. Reszta mnie nie interesuje. Kilka razy zdarzyło się, że Richard był zauroczony jakąś inną kobietą. – Mam tendencję do idealizowania nowo poznanych osób – tłumaczy mężczyzna. – Ale kiedy już je zdobędę, tracę zainteresowanie. A ponieważ nasz związek z Max jest otwarty, mogę o tym otwarcie mówić a ona nie bierze tego do siebie.

Oczywiście czasami zdarzają się przykre emocje. – Richard spotyka się z dziewczyną mającą 25 lat – opowiada Max. – Ona nie ma zmarszczek i bagażu życiowych doświadczeń. Aby to zaakceptować, muszę znać samą siebie, wiedzieć kim jestem. Zresztą Richard też zna to uczucie: na mojej „krótkiej liście” jest na przykład pewien 26-letni policjant. Kiedy u niego nocuję, Richard zawsze jest nieco naburmuszony. Wtedy ja mu pomagam. Przecież nie chcę żyć z tym policjantem, to tylko przyjaciel.

Lori Smith, 36-letnia pracownica administracyjna na uniwersytecie, nie planowała życia w otwartym związku. – Oboje byliśmy monogamistami – mówi o swoim partnerze Jonie, z którym żyje od 13 lat. – Ale już w pierwszym roku naszego związku Jonowi spodobała się inna kobieta i zdaliśmy sobie sprawę z tego, że w żaden sposób nie zmienia to naszych uczuć do siebie nawzajem. Dużo o tym rozmawialiśmy i postanowiliśmy sprawdzić, dokąd to nas może zaprowadzić. Jon wyszukał w internecie, gdzie w Manchesterze spotykają się swingersi, i przez pięć kolejnych lat raz w miesiącu uczestniczyliśmy w takich imprezach.

Później jednak imprezy swingersów przestały ich aż tak ekscytować. – Jon spotykał się z kobietą, którą poznał na Facebooku – opowiada Lori. – To był tylko seks, ale jednak zupełnie inna relacja niż w kubie dla swingersów. Pomyśleliśmy sobie: „A co za różnica, jeśli oprócz seksu wejdzie się także w relację emocjonalną?”. Długo o tym rozmawialiśmy.

Lori stwierdziła zatem, że ich otwarty związek to nie tyle poligamia, co poliamoria, czyli angażowanie się w związki miłosne z więcej niż jedną osobą naraz, oczywiście za obopólną zgodą. To znacznie więcej niż tylko posiadanie więcej niż jednego partnera seksualnego.

Poliamoria to termin znany od jakichś 20 lat; zdobył sobie dużą popularność, bo kładzie akcent na miłość: mówienie o miłości do kilku osób jest łatwiej akceptowane w społeczeństwie niż przyznawanie się do posiadania kilku kochanków czy kochanek. W sierpniu ubiegłego roku na londyńskiej paradzie PolyDay pojawiło się około 200 osób. W USA poliamoria to bardzo modne słowo, co oznacza także, że kryje się za nim mnóstwo ludzi uprawiających zwykły promiskuityzm.

W Wielkiej Brytanii jest inaczej. – U nas ten ruch wiąże się z pozostawaniem na obrzeżach tego, czym żyje główny nurt społeczeństwa – mówi Deborah Taj Anapol, psycholożka kliniczna i autorka książki „Polyamory In The 21st Century” („Poliamoria w XXI wieku”). – Kiedy patrzę na spotkania takich ludzi, widzę różowe włosy i tatuaże. Pewnie minie trochę czasu, zanim dojdzie do pewnej normalizacji.

Kiedy Jon i Lori zdecydowali się na poliamorię, Jon zarejestrował się na portalu randkowym OkCupid, znanym miejscu spotkań osób żyjących w związkach niemonogamicznych i zaczął spotykać się w weekendy z kobietą mieszkającą pod Londynem. Lori spotykała się z dawnym kolegą, ale na początku cała sytuacja nie była dla niej łatwa. – Raz w miesiącu przyjaciółka Jona przyjeżdżała do nas i szliśmy razem na kolację – opowiada. – Wtedy wszystko było w porządku, ale kiedy spędzali czas beze mnie, czułam się dziwnie. Nie mogłam sobie z tym poradzić, poszłam więc do terapeuty. Zrozumiałam, że bałam się o Jona. Bałam się, że tamta kobieta go skrzywdzi. I że muszę odpuścić, pozwolić mu samemu się z tym zmierzyć.

Obecnie Jon ma inną przyjaciółkę, Amandę. Kilka tygodni temu Lori ją poznała – i okazało się, że świetnie się dogadują.

– Spotykaliśmy się na kawę czy lunch kilka razy w tygodniu – mówi. – Najpierw czułyśmy się trochę dziwnie, ale to szybko minęło. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.

Jon spędza u Amandy środowe wieczory. Ona przychodzi do nich w weekendy. Czasami (rzadko) uprawiają seks we trójkę. – Czasami po prostu śpimy w jednym łóżku – mówi Lori. – Po prostu razem spędzamy czas.

Niektóre imiona i nazwiska zostały zmienione.


Data wpisu: 24 kwietnia, 2012 autor wpisu: Onet.pl  |  Komentowanie nie jest możliwe

Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!

Ostatnio znajomy podesłał mi link do artykułu Minerwy – opowiadającego o nastoletnich lesbijkach, które zostały brutalnie rozdzielone przez rodziców. Wtedy pomyślałem, że powinienem podzielić się swoim doświadczeniem – żeby pokazać, że miłość homoseksualna, choć bardzo trudna, jest możliwa!

1206428 37586421 199x300 Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!
para gejów

Nie jestem zniewieściały i nigdy nie byłem. Nie wyglądam, jak to się mówi, jak pedał. Dziewczyny mi się podobały, i podobają nadal, bo potrafię docenić piękno (tak sądzę). Ale z żadną nie poszedłbym do łóżka – po prostu nie dałbym rady. Jeszcze jako młody chłopak całowałem się z dziewczynami i umawiałem na randki, ale to nie było to.

„Zakochasz się, ożenisz i będziesz miał dzieci!”

Między innymi z tego powodu, że jako nastolatek spotykałem się z dziewczynami, nikomu nie przyszło do głowy, że jestem homo. Inna sprawa, że nigdy nie byłem w żadnym trwałym i porządnym związku z kobietą – nie miałem NIGDY stałej dziewczyny. Moja mama była jednak przekonana, że to minie, pójdę na studia, poznam jakąś uroczą niewiastę z nienagannymi manierami, zakocham się i uszczęśliwię ją wnukami. Na studia owszem, poszedłem, wynająłem mieszkanie z kumplami i wtedy się zaczęło – pierwsze imprezy, nowi ludzie, kilka wizyt w klubach o odpowiedniej reputacji i poznałem JEGO. Jak przewidziała moja mama – wpadłem. Po uszy…

Seks, którego nigdy nie zapomnę – zmienił moje życie!

Po pierwszym stosunku z Pawłem zastanawiałem się, czy wszystko jest ze mną ok. Tzn. czułem się taki…wolny. Jakbym zdjął kajdanki z rąk (i nie tylko…) Po prostu miałem takie przekonanie, pewność, że to jest to. Niesamowite uczucie. Spotykaliśmy się jakiś czas, głównie na seks, to on pokazał mi, jakie to jest cudowne uczucie. Potem nasze drogi się rozeszły, zacząłem (już sam) bywać w klubach gejowskich, gdzie znów poznałem kogoś i oszalałem. Marek – to była prawdziwa miłość. Jesteśmy razem do dzisiaj, to już 3 lata, mieszkamy razem, jest nam dobrze. Nie, ślubu nie planujemy, dzieci adoptować też nie chcemy. Jesteśmy w końcu młodzi, zakochani i tylko to się liczy.

Mamo, tato – wolę chłopców!

Nie powiedziałem im o swoim odkryciu od razu – odczekałem kilka miesięcy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że pomyślą, że to moja fanaberia, odbiło mi, albo się buntuję. Bo jak mieli by uwierzyć w to, że ich ukochany syn (jestem jedynakiem) nie ma ochoty na dziewczyny?! W końcu się przyznałem, to było po sesji, miałem już wakacje i chciałem uporządkować swoje życie osobiste. Nie mogło mi to przejść przez gardło! W końcu wydukałem, że mam kogoś (pisk mojej zachwyconej mamy i sto pytań na sekundę: czy ładna, czy blondynka, co studiuje, czy się oświadczyłem…) Postanowiłem to wykorzystać i odpowiedziałem: przystojny, brunet, studiuje informatykę a na imię ma Marek. Spodziewacie się czegoś spektakularnego? Nie dostałem po twarzy (od matki), ale ojciec wyszedł. Nie odzywał się do mnie przez kilka miesięcy.

Zacząłem przyznawać się do tego, że jestem gejem.

Na pierwszy ogień poszli moi kumple. Na początku myśleli, że robię sobie jaja. Jeden zaproponował, że podsunie mi na noc taką laskę, że wybije mi z głowy mój rzekomy homoseksualizm. Nie chciałem. Kiedy zorientowali się, że mówię serio, przestało być wesoło i przyjemnie. Odsunęli się ode mnie, znakomita większość. Na uczelni rozeszło się w mig, rozmowy cichły, kiedy podchodziłem do starych znajomych oczekujących na zajęcia. Niby nic, da się przeżyć. Potem pod moimi drzwiami zaczęły się pojawiać zużyte prezerwatywy, listy z wyzwiskami a nawet odchody (do dziś nie rozgryzłem, co miały symbolizować). Nikt nie podniósł na mnie ręki, krzywdę wyrządzano mi w ciszy i z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.

Telefon, który dodał mi skrzydeł…

Mimo tych uroczych niespodzianek, ani ja, ani Marek, nie myśleliśmy o rozstaniu. Zwłaszcza, że zimą, krótko przed Bożym Narodzeniem zadzwoniła moja mama i zaprosiła nas na niedzielny obiad. Co prawda nie używała imienia („przyjedź z nim” albo „co u niego”) – ale i tak się cieszyłem. Pojechaliśmy. Ojciec nie podał Markowi ręki (mnie zresztą też), ale mama starała się być miła i zachowywać poprawnie…Doceniam. Po 2 latach naszego związku jakoś to przełknęli, na tyle, że tato czasem się odezwie w naszym (moim i Marka) towarzystwie. Czasem tylko mamie zbiera się na płacz i słyszę wtedy, że tak żałuje, że nigdy nie będzie miała wnuków… Ale cóż, i tak lepsze to, niż gdyby skreślili mnie zupełnie. Mogło być gorzej.

Starzy znajomi? Olałem ich. Mam kilku kolegów, kilka koleżanek, to wystarcza. Przynajmniej mną nie gardzą i nie muszę się wstydzić, że jestem gejem. Chciałbym czasem pocałować Marka w kinie albo iść z nim na spacer za rękę – ale na takie luksusy jeszcze nie możemy sobie poradzić… nie w Polsce, nie dziś.


Data wpisu: 19 marca, 2012 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pierwszy dzień VI Festiwalu Równe Prawa do Miłości

Za nami już pierwszy dzień festiwalu. Mimo mrozu (paskudne –10 stopni) na naszych wydarzeniach pojawiło się wiele osób i swoim zaangażowaniem i zapałem rozgrzewaliśmy wszystkich dookoła. Poczytajcie jak było!

Zaczęliśmy speed datingiem dla miłośniczek kina. W zaciszu kawiarni kina Muranów dziewczyny rozmawiały o swoich ulubionych adaptacjach, najgorszym filmie jaki widziały, a także jakie kino lubią i jeśli nakręcić film o ich życiu byłby jakim gatunkiem… Zdjęcia z tego eventu, który współorganizowaliśmy z RandkujWarszawo.pl możecie zobaczyć na naszym facebooku. Pamiętajcie, że przed nami jeszcze speed dating dla chłopaków szukających chłopaków i dla osób szukających kogoś płci przeciwnej.

O 21:00 otworzyliśmy bramy do muzycznego raju. Koncert D4D był niesamowity. Chłopaki rozgrzali zmarzniętą publiczność do czerwoności. Niektóre zdjęcia możecie zobaczyć tutaj. Oczywiście nie zabrakło hitu z naszego spotu reklamowego, czyli Love is Dangerous. O tym jak było super możecie się przekonać oglądając nasz filmik z koncertu:

Skichałem się. Spróbuj później.

Zabawa trwała do rana.


Data wpisu: 11 lutego, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Konkurs Festiwalu Równe Prawa do Miłości

‎Z okazji 1700 fana/fanki – obiecane dotrzymane! Mamy więc dla was pierwszy konkurs – happy? – zaczniemy od 2 “Deszczów słodyczy” i “Wilde Side” (ufundowanych przez Rainbow Collection):

160x160 Konkurs Festiwalu Równe Prawa do Miłości

160×160

Pytanie konkursowe: Koncert jakiej gwiazdy odbył się w 2010 roku w ramach naszego Festiwalu Równe Prawa do Miłości? Maile piszcie na adres: m.czaplicka@frpdm.pl z tytułem: Konkurs, do końca tego dnia (czyli do 23:59 8 lutego 2012) – wśród prawidłowych odpowiedzi rozlosujemy osoby, które wygrają filmy. Następny konkurs na 1750 fana/fankę.


Data wpisu: 8 lutego, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Program VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012

 

Zapraszamy na VI Festiwal Równe Prawa do Miłości trwający od 10 do 19 lutego, którego organizatorami są Stowarzyszenie bez!miar oraz Kampania Przeciw Homofobii. Poniżej program wydarzeń. Więcej informacji na stronie www.frpdm.pl

324217 229643390435110 112319302167520 550169 994378957 o 300x235 Program VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012
IV Festiwal Równe Prawa do Miłości

Program
VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012

10–19 luty

uwaga: program może ulec zmianom

10 lutego (Piątek)

18.00 Filmowy Speed Dating dla Lesbijek (Organizator: Randkuj Warszawo)
Miejsce do informacji uczestników | Wstęp wolny – dobrowolna dotacjawięcej>>
21.00 Koncert D4D
1500 m2 do wynajęcia | Wstęp: 25pln (koncert + AFTERPARTY) więcej>>
23.00 AFTERPARTY
Grają: Hoax; We Are Adventure
1500m2 do wynajęcia | Wstęp: 10 pln

11 lutego (Sobota)

16.00 Panel dyskusyjny: Poliamoria, czyli wielomiłość
Nowy Wspaniały Świat, sala górna | Wstęp wolny więcej>>
20.00 Pokaz mody marki H0M0
MiTo | Wstęp wolny
21.00 Kotylion Party
Kosmos Kosmos | Wstęp: 10 pln więcej>>

12 lutego (Niedziela)

14.30 Mecz pokazowy siatkówki
Digi Team Warszawa vs. Nieznajome Warszawa
Zespół obiektów sportowych „HAWAJSKA” | Wstęp wolny więcej>>
16.30 Mecz pokazowy siatkówki
Volup Warszawa vs. Chillli Katowice
Zespół obiektów sportowych „HAWAJSKA” | Wstęp wolny
18.30 Seminarium o homofobii w sporcie
Zespół obiektów sportowych „HAWAJSKA” | Wstęp wolny
20.00 Filmowy Speed Dating dla Gejów (Organizator: Randkuj Warszawo)
Miejsce do informacji uczestników | Wstęp wolny – dobrowolna dotacja więcej>>

13 lutego (Poniedziałek)

19.00 Wernisaż wystawy kampanii społecznej „Po prostu miłość”
Cukry | Wstęp wolny

14 lutego (Wtorek)

14.00 Happening Queerowego Centrum Społecznego i Fundacji Wolontariat Równości
Pomnik Kopernika, ul. Krakowskie Przedmieście
19.00 Filmy Andy’ego Warhola: Lonesome Cowboys (1968 r.; 109 min.)
Kino.Lab | Wstęp: 10/12 pln więcej>>

15 lutego (Środa)

18.00 Panel dyskusyjny: Nowe projekty ustaw o związkach partnerskich
Siedziba Kampanii Przeciw Homofobii | Wstęp wolny więcej>>
20.30 Queerowy pokaz filmowy: Eating Out 4: Obóz teatralny
1500m2 do wynajęcia | Wstęp: 10 pln

16 lutego (Czwartek)

18.00 Panel dyskusyjny:  Politycy LGBTQ w Polsce i na świecie a ich rola w zmianie społecznej postaw obywateli
Siedziba Kampanii Przeciw Homofobii | Wstęp wolny więcej>>
20.30 Filmowy Speed Dating Hetero
Miejsce do informacji uczestników | Wstęp wolny – dobrowolna dotacja więcej>>

17 lutego (Piątek)

18.00 Panel dyskusyjny: Młodzi aktywiści i aktywistki
Nowy Wspaniały Świat, sala czarna | Wstęp wolny więcej>>
20.00 Film Andy’ego Warhola: Bike Boy (1967 r.; 96 min.)
Kino.Lab | Wstęp: 10/12 pln więcej>>

18 lutego (Sobota)

16.00 Panel dyskusyjny: Osoby LGBTQ z niepełnosprawnościami
Nowy Wspaniały Świat, sala czarna | Wstęp wolny więcej>>
17.30 Drag King Fever
Pokaz reportażu o polskich drag Kingach
Występ: Dieter van Tease oraz DA BOYZ
Pardon To Tu | Wstęp wolny więcej>>
19.00 Filmy Andy’ego Warhola: My Hustler (1965 r.; 79 min.)
Kino.Lab | Wstęp: 10/12 pln więcej>>

19 lutego (Niedziela)

16.00 Panel dyskusyjny: Sytuacja osób nieheteroseksualnych w polskich szkołach
Nowy Wspaniały Świat, sala górna | Wstęp wolny więcej>>
18.00 Queerowy pokaz filmowy: Is it just me?
1500m2 do wynajęcia | Wstęp: 10 pln


Data wpisu: 1 lutego, 2012 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

SPEED DATING dla kinomaniaków na Festiwalu RÓWNE PRAWA DO MIŁOŚCI

Miejsce: Gdzie? Powiemy tym, którzy się zapiszą blank SPEED DATING dla kinomaniaków na Festiwalu RÓWNE PRAWA DO MIŁOŚCI (to ważne żeby wpisać to „gdzie?” bo wtedy się wyświetla dobrze)
 

375614 230860430311073 152557271474723 673170 22667857 n 200x300 SPEED DATING dla kinomaniaków na Festiwalu RÓWNE PRAWA DO MIŁOŚCI

RandkujWarszawo.pl

Lubisz popcorn, magię sali kinowej, klimat widowni i kochasz zapowiedzi? I lubisz fajne szybkie randki, bo są fajne i szybkie?To wygląda na to że wpadniesz na nasz SPEED DATING tylko dla dziewczyn w piątek 10.02 (godzina 18.00) /  tylko dla chłopaków w niedzielę12.02 (godzina 20.00) / dla dziewczyn i chłopaków w czwartek 16.02 (godzina 20.30)!

Wszyscy wiedzą o co chodzi: przychodzimy, siadamy, gadamy przez parę minut kimś fajnym, dzwoni dzwoneczek, gadamy z naste pną fajną osobą, dzwoni dzwoneczek, Ty myślisz że już wyczerpałeś/łaś zapas fajnych randek na miesiąc a tu– następna!

zapisy:

hetero http://www.facebook.com/l.php?u=http%3A%2F%2Fwww.randkujwarszawo.pl%2Fp%2Fnajblizsza-randka.html&h=bAQGxs2ZM

gej http://www.randkujwarszawo.pl/p/czy-to-dla-ciebie.html

les http://www.dziewczynywarszawy.blogspot.com/p/najblizsze-randki.html

(Ważne! Zapisy przez stronę! Nie przez FB)

szczegóły:

www.randkujwarszawo.pl

375614 230860430311073 152557271474723 673170 22667857 n SPEED DATING dla kinomaniaków na Festiwalu RÓWNE PRAWA DO MIŁOŚCI

 


Data wpisu: 28 stycznia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012

Andy Warhol to wszechstronny artysta, znany przede wszystkim jako przedstawiciel popartu, sztuki drugiej połowy XX wieku. Warhol to także reżyser niezależnych filmów. Jego obrazy są zwierciadłem życia i ilustracją prawdziwych zachowań aktorów-ludzi. Filmy, które chcemy przedstawić pokazują gejów, lesbijki, osoby biseksualne oraz drag queens, czyli osoby ówcześnie nie pasujące do zwykłych przedstawicieli klasy średniej w Stanach.

Andy Warhol 231x300 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012
Andy Warhol

Lonesome Cowboys, reż. Andy Warhol, Paul Morrissey (1968 r.), 109 min. Western Andy’ego Warhola „Lonesome Cowboys” w bardzo luźny sposób posługuje się sztafażem gatunku, wręcz traktując go pretekstowo i zmierzając w kierunku parodii westernu, z wątkami gejowskimi na pierwszym planie.  

Bike Boy, reż. Andy Warhol (1967 r.), 110 min. Joe Spencer, członek gangu motocyklowego, to typowy macho. W pierwszej scenie bierze długi prysznic. Gdy wreszcie kończy, spotyka gwiazdy Andy’ego Warhola, które wciągają go w rozmowę. Rzucają niezrozumiałe żarty, stale go poprawiają próbując przy tym pozbawić go pewności siebie. W odpowiedzi na te prowokacje Joe staje się coraz bardziej obsceniczny i nie przestaje się przechwalać. Mimo to, trudno przychodzi mu walka z próbą jego ośmieszenia. Ostatecznie staje się częścią gry kobiet Warhola, które biorą nad nim górę.

My Hustler, reż. Andy Warhol, Chuck Wein (1965 r.), 79 min. Krok milowy dla kina gejowskiego, choć wedle dzisiejszych standardów niemalże konwencjonalny, nie szokujący film, opowiadający historię starzejącego się geja, który wynajmuje na weekend żigolaka, aby uprzyjemnił mu czas.

 

Program festiwalu znajdziecie na stronie www.frpdm.pl

Lonesome Cowboys 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012 andy warhol lonesome cowboys movie poster 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012  bike boy 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012 bike boy 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012 My Hustler andy warhol 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012 My Hustler cover 150x150 Filmy Andy Warhola na VI Festiwalu Równe Prawa Do Miłości 2012


Data wpisu: 28 stycznia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dlaczego mężczyźni boją się miłości ?

Miłość płci nie rozróżnia. Trafia każdego niespodziewanie. Natomiast reakcja na jej skutki, pozytywne i negatywne, jest różna i często właśnie płeć o tym decyduje. Po burzliwych doświadczeniach, podczas których zostaliśmy zranieni, każdy ma przez pewien czas wstręt do miłości. Zależy to właśnie od oczekiwań. Jak to wygląda u mężczyzn ?

877661 78371318 Dlaczego mężczyźni boją się miłości ?Facet to świnia ? Raczej zbity pies.

Pojęcie bycia singlem dotyczy obu płci, ale w zależności od wieku nazwanie kogoś singlem jest jak poprawność polityczna. Kobieta coraz starsza przestaje być singielką, a zaczyna być starą panną. Mężczyzna na początku swojej drogi miłosnej drogi, deklarujący się jako singiel, to po prostu facet bez powodzenia lub Casanova. Przy czym Casanovą staje się wraz z wiekiem, więc w niektórych wypadkach po prostu nie potrafi znaleźć partnerki. Kiedy już znajdzie, zakochuje się bardzo szybko. Zakochujemy się szybciej niż kobiety. I często na tym tracimy. My nie potrafimy kalkulować jeżeli chodzi o uczucia. Pierwsza miłość to coś, na co wszyscy czekamy. Przychodzi, i choć może się nie udać ( na pewno się nie uda ), po ,,rekonwalescencji” nie żałujemy. Traktujemy to jako niezbędne doświadczenie. Kobiety, czy wtedy jeszcze dziewczyny, przy pierwszej miłości już zaczynają kalkulacje, czy to się opłaci. A może nie ten, może nie jestem gotowa, co będzie później, czy to na pewno miłość itp. Ta niepewność powoduje katastrofalne skutki w przyszłości dla mężczyzny.

Nie mam siły na zabawę w przyjaźń.

Najgorszą rzeczą (oprócz zdrady) dla mężczyzny jest rozkochanie i rzucenie przez niepewną własnych uczuć kobietę. Kobiety potrafią doprowadzić facetów do szczęścia i miłosnego uniesienia, w przypływie którego ci zaczynają postrzegać je jako idealne i nieskazitelne (z biegiem czasu to mija, ale to już rzecz normalna dla obu płci). Jednak wtedy u kobiet zaczynają się wątpliwości i kalkulowanie – czyli coś, czego nie znosimy. Czasami wydaje się, że kobiety angażujące się w związek muszą poczuć miłość wyjątkową, jak Ania z Zielonego Wzgórza. Jeżeli tego nie poczują, wycofują się, zostawiając faceta z wyrwanym sercem. To nic, że fajnie spędzili razem czas, że była ta ,,chemia”. Chemia to dla kobiety za mało. Gdy nie poczuje miłości filmowej, widzi przed oczami swojego adoratora jako Ferdka Kiepskiego, z piwem w ręku. Mężczyzna nie myśli w ten sposób. Jeżeli nadaje na tych samych falach, miło spędza czas z kobietą, która pociąga go fizycznie i daje mu do zrozumienia, że ona czuje podobnie, zakochuje się momentalnie i bardzo mocno. Jednak gdy ona ma wątpliwości (często bardzo błahe) i rzuca go, on trafia na sam dół. Przez pewien czas zaczyna przypominać Hemingwaya – chce być sam, mieć pod ręką tylko whisky, papierosa i horyzont. Musi też podzielić się tym z przyjacielem – w końcu czuje jakby cały świat sprzymierzył się przeciw niemu. Choć zależy mu bardzo, nie będzie robił tego, czego oczekują kobiety – nie będzie walczył. Może i kobiety nie wiedzą czego chcą, ale faceci tym bardziej nie wiedzą, co im siedzi w głowach. Gdy nie widzą szans odpuszczają, pogrążając się w myślach i wspomnieniach.

Doświadczenie to nauka.

U facetów poczucie bliskości jest ważniejsze niż potrzeba miłosnej stabilizacji. Po takich doświadczeniach z kobietami to poczucie zmienia się w skrajną postać przygody i przypadkowych kontaktów, bez angażowania się miłosnego. Mężczyzn preferujących seksualne przygody jest więcej niż kobiet. Wynika to właśnie z tego typu doświadczeń. Zdrady, zbyt idealistycznego podejścia do kobiet i w efekcie rozczarowania. Kobiety, które czekają zaś na księcia z bajki i trafiają właśnie na takiego faceta, zostają ranione i następuje błędne koło. Zatem nie pozostaje mi nic innego jak apelować do kobiet. Jeżeli czujecie miłość ze strony faceta, nie kalkulujcie. Zwłaszcza, gdy same czujecie do niego coś podobnego albo jesteście zauroczone. Jeżeli jemu zależy, podoba się wam, zakochacie się w nim tak jak on w was, tylko troszkę później. Inaczej nigdy nie znajdziecie księcia na białym koniu, który będzie was szanował. To po prostu mniejsze ryzyko.


Data wpisu: 23 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Miłości życia tam nie spotkacie

Jeśli masz trzydzieści lat, jesteś poważną, doświadczoną  życiowo osobą i wchodzisz na plac zabaw pełny nadpobudliwych, rozwrzeszczanych dzieci – jakie są reakcje obronne twojego organizmu? Lęk i przerażenie motywujące do szybkiej ucieczki? A może zalewa cię zimny pot, gdy próbujesz przecisnąć się przez zgraję będących w amoku niepełnoletnich zombie, w poszukiwaniu ustronnego miejsca dla siebie? Spuszczasz głowę i udajesz, że ty to nie ty i wcale cię tam nie ma?

(…) biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek miejsc dla lesbijek to wielkim grzechem jest narzekać.

img 022 2 300x200 Miłości życia tam nie spotkacie

Koncert Marishy w Glamie

Wszystkie trzy reakcje towarzyszą mi za każdym razem, gdy schodzę długimi schodami, legendarnego już, klubu Glam przy ul. Żurawiej. Nie, nie jest to miejsce dla starych ludzi, ale biorąc pod uwagę brak jakichkolwiek miejsc dla lesbijek to wielkim grzechem jest narzekać. Do Glamu się więc chodzi, bo nie ma lepszych miejsc lub po prostu nie chodzi się nigdzie. Chyba, że jest się nastoletnim, wypacykowanym gejem, otoczonym wianuszkiem swoich heteroseksualnych, przestylizowanych przyjaciółek lub lokalnym celebrytą i wtedy chadza dumnie do Huntersa. Ewentualnie klubowiczem na amfetaminowej diecie przemykającym do Luzzter.

Glam funkcjonuje od niedawna, ale trzeba przyznać, że mimo wielu nie dociągnięć świetnie daje sobie radę w mieście, gdzie takie lokale zamykają się szybciej niż otwierają, a większość z nich to  miejsce schadzek mocno zaawansowanych wiekiem panów i bardzo młodych poszukiwaczek sponsorów. Nie wspomnę już o padających branżowych Show czy Le Garage (dawna remiza czyli Rasko). I na tym kończą się plusy Glamu – w centrum Warszawy, można palić i nie jest w stanie upadłości, chyba.

Gdyby zrobić ankietę „Z czym kojarzy ci się Glam?” zapewne  najwięcej osób odpowiedziałaby „z wywalającym koło północy kiblem”.

img 047 198x300 Miłości życia tam nie spotkacie

Marishaa

Gdyby zrobić ankietę „Z czym kojarzy ci się Glam?” zapewne  najwięcej osób odpowiedziałaby „z wywalającym koło północy kiblem”. Przepraszam za słowo „kibel”, ale nijak tego toaletą nazwać nie można. Pourywane baterie i umywalki, resztki różowych futerek na ścianach, notoryczny brak mydła, smród oraz długie kolejki w części “damskiej” (tylko z nazwy) przemawiają chyba wystarczająco za tym, że Wersal to nie jest. Kolejka do kibla to kolejny przystanek na imprezie. Można w niej poznać nowych ludzi, których i tak się nie zapamięta, dostać w twarz lub być złapaną za pupę przez pijaną nastolatkę bawiącą się w bycie lesbijką. Czasami naprawdę warto przetrzymać załatwianie potrzeb do powrotu do domu lub chodzić w pampersie. Kibel w związku z tym doczekał się na facebooku nawet swojego fanpage’a.

Kolejne skojarzenie to kradzieże. Kradną wszędzie, ale w Glam na potęgę i dosłownie wszystko, łącznie ze słomkami w pełnym kuflu. Szczególną popularnością cieszyły się szklane kryształy z żyrandoli.Ostatni, samotnie wiszący, widziany był podobno jeszcze 3 dnia po otwarciu klubu.

Na wspomnienie, w tym zacnym artykule, zasługuje również profesjonalna obsługa. Część jest naprawdę profesjonalna, a część taką udaje myśląc, że po wciągnięciu w kiblu kilku kresek szybciej będzie sprzątać cały weekendowy syf ze ścian, sufitów i podłogi. I czy w ogóle niektóre barmanki i barmani są na pewno pełnoletni?

Uwaga! Fryzura misternie układana na czarny Taft nie przetrwa w tej wilgoci nawet pięciu minut.

img 038 199x300 Miłości życia tam nie spotkacie

Marisha w Glamie

Glam to również wieczna sauna w części dansingowej. Choćby nie wiem jak zimno było na zewnątrz, wystarczy wejść do drugiej sali, by na wejściu poczuć spływający po całym ciele pot i lepiące się do czoła włosy. Uwaga! Fryzura misternie układana na czarny Taft nie przetrwa w tej wilgoci nawet pięciu minut. Dlatego panie w stylu butch wiedzą co robią goląc się prawie do łysa – w Glam okazuje się to bardzo praktyczne. Pomijam już fakt, że w weekendy nie da się w Glamie tańczyć, jest to raczej zbiorowe ocieranie się o siebie w takt muzyki, która nota bene jest zwykle całkiem przyjemna dla ucha. Nie mam nic przeciwko ocieraniu się o piękna kobietę, ale niestety piękne i dojrzałe egzemplarze to bardzo duża rzadkość. Owszem, o gustach się nie dyskutuje, ale ciężko jest wodzić wzrokiem za nastolatką lub sobowtórką Justina Bibera w wersji hard. Nie oczekuję oczywiście zaraz jakichś tam tap madl, ale żeby chociaż była pełnoletnia i uprzejma, bo naprawdę niebezpieczne jest to, że przywykam już do zaczepek w stylu „co jest kurwa?!”.  Ponoć właściciel wprowadził pięciozłotowe opłaty za wstęp do klubu (tylko po północy),, co niby ma poskutkować odsiewem tych niechętnie widzianych bywalców. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia, bo 5zł to nie majątek, a i tak większość napije się na zapas w Pogotowiu Alkoholowym przy ul. Kruczej tylko po to, by później pić całkiem za darmo wodę z kranu, gdy już na amen zaschnie w gardle. I tutaj naprawdę współczuję właścicielom. Cena piwa nie jest wygórowana, jak na klub w centrum miasta, a i tak mało kogo na nie stać. Smutne, bo pensje i czynsz trzeba płacić. Dlatego pewnie tak usilnie spece od marketingu czy eventów (zapewne jest to jedna i ta sama osoba) próbują nadganiać koncertami.

Sceny, której w sumie nie ma, jest podest, a właściwie był, bo ktoś go już rozłożył na czynniki pierwsze.

Tak…koncerty w Glam to prawdziwa gratka dla fanów klubowej muzyki – Izabela Trojanowska, Urszula, Małgorzata Ostrowska oraz Wanda Kwietniewska to prawdziwe gwiazdy glamowej sceny. Sceny, której w sumie nie ma, jest podest, a właściwie był, bo ktoś go już rozłożył na czynniki pierwsze.  Wielki szacunek za chęć wystąpienia w iście spartańskich warunkach Drogie Panie.  Na szacunek nie zasługują natomiast gwiazdki, które wychodzą dosłownie do publiczności (przypominam – brak sceny) i cały koncert odśpiewują z playbacku. I nie, nie można się tłumaczyć złym nagłośnieniem czy kradzieżą działającego mikrofonu. Ostatni koncert Marishy było dowodem na to, że można dać naprawdę dobry koncert, powalić wokalem i całkiem dobrym klubowym repertuarem – nawet przy skandalicznym systemie nagłaśniania.

Każdy na Glam więc narzeka a i tak prawie każda warszawska, branżowa impreza kończy się właśnie tam. Coraz częściej również heteryckie. Nie ma miejsca w stolicy, gdzie jednego wieczoru spotkacie tyle znajomych twarzy i bez skrępowania oraz wydumanej selekcji oddacie się zabawie.  A bardziej wygodnym polecam imprezy w środy i czwartki. Nie ma wtedy kolejek, tłumów, wybijającego szamba czy płynącego potem parkietu, ale miłości życia tam nie spotkacie.


Data wpisu: 15 listopada, 2011 autor wpisu: Emi  |  Komentowanie nie jest możliwe

Smaki miłości

7179168.3 199x300 Smaki miłościWśród różnych historii miłosnych poznajemy krótką historię bohaterek, które grają Selma Blair i Stana Katic. Czy miłość przezwycięża wszystko?
Kronika miłości – szalonej, złej, a także i takiej, która trwa kiedy wszystko inne przemija. Bradley – właściciel kawiarni, Chloe – młoda kelnerka, sąsiad – profesor filozofii i jego żona Esther opowiadają swoje historie i komentują historie innych. Manifest niezwykłej miłości pośród zwykłych ludzi.
Kraj: USA Rok produkcji: 2007 Czas: 98 min. Wiek: 15+
Tagi: Babski wieczór / Melancholijne / Pani domu / Dramat / Obyczajowy / Romans
Reżyseria: Robert Benton
Scenariusz: Allison Burnett
Obsada: Fred Ward / Billy Burke / Missi Pyle / Greg Kinnear / Radha Mitchell / Toby Hemingway / Alexa Davalos / Morgan Freeman / Selma Blair / Shannon Lucio
http://www.iplex.pl/filmy/smaki-milosci,1628


Data wpisu: 9 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe