Siedząc na izbie przyjęć Polasteria odpisała na wszystkie maile , skomentowała wpisy na fejsie i polubiła milion linków. Robiła wszystko żeby odwrócić uwagę od potwornego bólu głowy, zamotania połączonego ze strachem i pytaniami „dlaczego jest już czwartek wieczór? Czemu nie środa? Co robiłam przez ostatnie dni? I dlaczego świadkowie tego czego ja nie pamiętam i z czego sobie w ogóle nie zdaję sprawy mówią, że było to przerażające?” .
Zza pleców słyszała „Przyszła ta od padaczki, z podejrzeniem guza. Tak, tak leczy się u nas. Leżała gdy ją po napadzie sparaliżowało”. Polasteria dotknęła lewej ręki, wciąż słabszej po wylewie, pomyślała sobie „wtedy się udało, może tym razem też przejdzie”. Zaczęła zliczać plusy i minusy wylewu. Kariera pianistki skończona. Pół roku rehabilitacji i władza w lewej ręce wróciła. Ograniczona, ale kierownicę złapie, akordy do piosenki podłoży. Przestała grać na fortepianie, ale z sukcesem zaczęła pisać muzykę. Czyli chyba na plus. Gdyby nie wylew byłaby jedną z milionów przeciętnych pianistek, a tak robi coś absolutnie własnego. Nawet nie uśmiecha się już półgębkiem. Co jeżeli okaże się , że jednak ma guza, trzeba będzie operować, straci wzrok lub słuch, nie będzie mogła pisać muzyki, co wymyślę w zamian? Polasteria nie wiem. Wrzuca fejsa. Dodaje jakiś głupi post.
Trzeba odwołać spływ. Jutro ma jechać, na bank nie wyjdzie do tego czasu. Więc pisze do znajomych „Sorry, mam nawał w pracy, klienci wpadli w niezły kanał, nie wyjdę z firmy przez najbliższy tydzień chyba, sam rozumiesz że nie mogę jechać, nie miejcie do mnie żalu, wiecie jak to jest, klient nasz pan” Chociaż jest sierpień to martwy sezon, a jej kameralna firma nie doczekała się jeszcze stałych klientów – łyknęli.
Ile tysięcy komórek mózgowych straciłam tym razem? Niepokój rozwiany telefonem.
„Cześć Mamo! A dzięki wszystko dobrze. Tak, tak, uczę się do egzaminu, dużo pracuję… co dziś przerobiłam? Aaa tak sobie powtarzałam…hałas? No tak, jest, wiesz, skoczyłam się wyluzować do knajpy…”. Polasteria kłamie jak z nut, ale po co denerwować matkę, która i tak siedzi na Wyspach i tak nic nie może zrobić, a problemów własnych ma aż nadto.
Po trzech godzinach Polasterię przyjmuje lekarka. Każe dotknąć palcem do nosa, czego tradycyjnie nie potrafię a następnie ustać 10 sekund z zamkniętymi oczami – Polasteria wywala się po czterech.
A następnie pytania, milion pytań . O stan psychiczny, samopoczucie, myśli samobójcze :
- W karcie Pani choroby jest napisane, że jest Pani lesbijką , a ONI mają tendencję…
- Nie jestem lesbijką, tylko osobą biseksualną, a co do tendencji , to posiadam , owszem, ale na pewno nie samobójcze.
- I nie brała Pani żadnych leków , nie przedawkowała Pani z niczym, nie truła się Pani?
- Wie Pani, leki , to biorę od 14 go roku życia. Codziennie, bo jestem przewlekle chora. Ale o ile mi wiadomo, nic nie przedawkowałam…
- Skąd Pani wie, jeśli Pani nie pamięta?
- No świadomie, nie przedawkowałam…
Lekarka pisze: Przyjęta z podejrzeniem przedawkowania leków psychotropowowych…
- Ale ja , do jasnej cholery, nie przedawkowałam żadnych leków! Od 14 roku życia choruję na padaczkę, jestem leczona, ale miewam napady. I gdyby była Pani tak łaskawa zamiast uderzać w daleko naciągniętą tezę , że popadnięcie przeze mnie w stan nieświadomości był spowodowany próbą samobójczą, wziąć pod uwagę, że osoby chore na padaczkę MIEWAJĄ napady ,które zazwyczaj skutkują utratą świadomości. A to że trafiłam tutaj wynika z tego, że mój napad był wyjątkowo silny, a nieprzytomna byłam podejrzanie długo, a świadkowie tego wydarzenia, nie wspominają nic o tym, że starałam targnąć się na swoje życie, tylko mówią coś o silnych drgawkach!
- Ale sprawę trzeba zbadać kompleksowo, nie miewa Pani spadków nastrojów, wątpliwości, niepokojów?
- Proszę Pani, no mam. Na przykład teraz. Byłam przez pół dnia nieprzytomna i się boję, że mogę mieć guza mózgu, bo takie jest naturalne, podręcznikowe powikłanie mojej choroby.
- Nie o tym mówię!
- A o czym…
- No niepokoju związanego ze społecznym wykluczeniem, brakiem rodziny…
- Pani doktor, jest 23.30 … Przywieziono mnie w ciężkim stanie, po ciężkim napadzie. Proszę mi nie nadawać o społecznym wykluczeniu , bo ja teraz tego nie mogę słuchać, a co do potomstwa to informuję, jest IN VITRO, a ja mam własną firmę, świetnie zarabiam i mnie stać.
Pani doktor niby uległa
- Proszę pobrać krew i zamówić tomokomputer, EEG, rezonans i konsultacje psychiatryczną też. Koniecznie na jutro rano…
Cieplutkie pozdro dla Pani Doktor z dyżuru, służba zdrowia jak widać potrafi poniżać i upadlać do samego końca. Biegły psychiatra ocenił Polasterię na zdrową i wykluczył depresję. Napad spowodowany zwykłym przepracowaniem i przemęczenie, – póki co Polasteria będzie żyć. Pytanie tylko, po co ten cały cyrk?


