Małgorzata i Michał Kuźmińscy, „Sekret Kroke”
Kraków jest magiczny, o czym dowiadujemy się z samej już nazwy jego oficjalnej strony. To oznacza, że o owej właściwości przekonuje nas sam Urząd Miasta, uważając ją za najbardziej charakterystyczną i godną promocji. W magicznym Krakowie najbardziej magiczny jest Kazimierz – niegdyś polska alternatywa dla osadnictwa na prawie niemieckim, później enklawa żydowska, współcześnie zaś kompleksowa atrakcja turystyczna.
Należało, tak!, należało o tym miejscu napisać powieść, i to taką, by stała się bestsellerem. Zadania tego podjęli się Małgorzata Fugiel-Kuźmińska i Michał Kuźmiński, sami przedstawiający się następująco:
Małgorzata Fugiel-Kuźmińska (ur. 1982) ukończyła dziennikarstwo oraz kulturoznawstwo międzynarodowe na UJ. Z zamiłowania antropolog kultury, publikowała m.in. artykuły o kulturze popularnej i niebanalnych podróżach.
Michał Kuźmiński (ur. 1981) jest absolwentem dziennikarstwa i komunikacji społecznej UJ. Dziennikarz, zajmuje się m.in. tematyką społeczną, problemami Kościoła, zagadnieniami sieci.
[źródło]
Powieść opowiada o rywalizacji kilku grup (osób) o pozyskanie tajemniczego dokumentu będącego dziedzictwem chronionym przez hermetyczne bractwo. W 1939 roku – wtedy bowiem rozgrywa się akcja – artefakt ten znajduje się pod pieczą krakowskich Żydów, a jego treść może zaważyć na przyszłych losach świata. Do Krakowa udają się więc: zdeklasowany rosyjski książę, tymczasowo hitlerowski szpieg (a raczej – szpieg podwójny), były hiszpański partyzant–anarchista, obecnie zakonnik o mentalności i gorliwości stereotypowego inkwizytora, oraz warszawski nożownik, zleceniobiorca ekscentrycznego polonusa (górala z Chicago). Owo grono wrogich sobie nawzajem awanturników skonfrontowane zostaje ponadto z miejscowym półświatkiem (prostytucja, żuleria), z policją, oraz z kazimierską społecznością. Są zatem pościgi, strzelaniny, aresztowania, oraz wizyty w malowniczych antykwariatach …by nie wspomnieć o hotelach, klasztorach i domach schadzek. Starzec umiera, miłość się rodzi, rojenia spiskowców zostają skompromitowane, a bardziej szczegółowy wgląd w przebieg fabuły jest w tym miejscu zbędny.
Przyjrzyjmy się lepiej składnikom, z jakiego upichcono to danie. Najbezpieczniej jest wykorzystywać przepisy sprawdzone. Podstawowymi wzorcami są tu opowieści o teoriach spiskowych (tylna część okładki Sekretu Kroke podpowiada: Dan Brown) i kryminały miejskie (w tym samym miejscu: Marek Krajewski).
Nawet tytuł wpisuje się w konwencję – przypomniana została „niepolska” nazwa miasta, jak w przypadku Breslau u Krajewskiego. Inny przedstawiciel nurtu, Konrad T. Lewandowski, dowartościował kolejne miasta: Warszawę, Poznań, Katowice, które – podobnie, jak Wrocław i Kraków – swą barwną historię zawdzięczają w ogromnej mierze wielonarodowości/wieloetniczności, współcześnie chętnie rekonstruowanej, a w każdym razie przypominanej. Autorzy odwołują się do niej, by pokazać osławioną polską tolerancję. Ta zaś w pewnych kręgach jest jak yeti: rzadko kto widział, a każdy (o niej) gada. Do „akcji” i „miejsca” dodajmy „czas”: samo dwudziestolecie międzywojenne jest epoką malowniczą i wdzięczną, tu na dodatek stajemy na skraju przepaści, na minutę przed upadkiem świata może nie bezpiecznego i w pełni szczęśliwego, ale niewątpliwie swojskiego. Świadomość nieuchronności tego upadku, wiedza o przebiegu dalszych historycznych wydarzeń, jest czynnikiem utrzymującym odbiorcę w dodatkowym napięciu. Oto sztetlowy Götterdämmerung.
Autorski duet celowo dobiera elementy gwarantujące chwytliwość, by budzić skojarzenia oraz czytelniczą satysfakcję z rozpoznawania tropów, przy czym niewiele potrzeba, by owa satysfakcja zaistniała, gdyż dobór jest wręcz banalny. W „szanujących się” recenzjach powieści małżeńskiego teamu Kuźmińskich dominuje twierdzenie, iż zabawa intertekstualna została w Sekrecie Kroke podjęta dla samej zabawy, ponadto, że w przeciwieństwie do innych pozycji z nurtu literatury o teoriach spiskowych, w tu mamy ujawnioną czysto humorystyczną intencję. Istotnie, żarty są grube, aluzje czytelne – problem polega na tym, że przez to wcale nie są atrakcyjne dla wyrobionego czytelnika, dla tego, dla którego koduje się podwójnie. To nie wyrafinowany odbiorca z – jak najlepiej pojętym – wykształceniem humanistycznym ma zrozumieć aluzje dotyczące drobnych pieniędzy na waciki czy pytania o możliwość zgwałcenia prostytutki. One należą do czystej popkultury (w drugim przypadku ściślej byłoby powiedzieć: do pop polityki) i są kojarzone dość powszechnie. Tym samym można uznać, iż zdefiniowany został preferowany target powieści – i ujawniony paradoks. Dla „wyrafinowanego” odbiorcy – jak to już zostało powiedziane – odwołania one zbyt banalne, zaś odbiorca „niewyrafinowany” nie zrozumie ich pastiszowego, parodystycznego charakteru. Wszelako to ów drugi typ czytelnika zostaje „dopieszczony”. Autorzy, wzorem na przykład Trylogii husyckiej Andrzeja Sapkowskiego, uzupełniają tomik o Przypisy (ale tylko niektóre). Dowodzą własnej erudycji wskazując na źródła zapożyczeń i je objaśniając – podwójny zysk!
Ponadto, wzorem twórców fantasy chętnie wizualizujących szlaki podróży swoich bohaterów (od tolkienowskiej drużyny pierścienia po kotka z Pieśni Łowcy Tada Williamsa) wydawcy zadbali, by w książce umieścić mapkę ułatwiającą przestrzenną orientację osobom nieznającym… właśnie! Krakowa? Bynajmniej. Mapka obejmuje jedynie sam Kazimierz, choć ważne momenty akcji – na przykład pościgi – dzieją się także, by tak rzec, na północ od niego. Co więcej, projektanci okładki uznali za stosowne umieścić na niej zdjęcie z zewnętrznego pasażu Sukiennic, z widokiem na Bazylikę Mariacką, jednym słowem: Rynek. Mimo wielkiej popularności i turystycznego powodzenia zrewitalizowanego w ostatniej dekadzie Kazimierza, jako wizytówkę książki otrzymujemy „pocztówkę” z widokiem znacznie łatwiej rozpoznawalnym. Takoż i w samej powieści miasto opisywane jest zdawkowo, chociaż istotne w przekazie Kuźmińskich jest wskazanie na przedwojenną hierarchię dzielnic miasta, z uwagi na procesy asymilacyjne krakowskich Żydów.
Na kartach książki nie pojawiają się postaci, tylko „typy charakterologiczne”, odwołujące się do najprostszych stereotypów. Mamy gestapowca, karnego, zdyscyplinowanego, oddanego idei Trzeciej Rzeszy, rojącego o potędze możliwej do zyskania na drodze lektury tekstów ezoterycznych – Kriminaldirektora rozkochanego w muzyce i mającego korzenie arystokratyczne, zdradzone przez obecność Adelsprädikatu „von” w nazwisku. Mamy upadłego – przez rewolucję bolszewicką – rosyjskiego księcia, hulakę czarującego, ale i błyskotliwego, zdolnego do słowiańskich porywów serca. Mamy… zaraz zaraz, mamy też Postaci! Oto Kunicki z Kariery Nikodema Dyzmy Tadeusza Dołęgi–Mostowicza, oto Tomasz Wilmowski z cyklu Alfreda Szklarskiego! Dobrze, że przynajmniej Marchewy nic poza imieniem nie łączy z Pratchettowskim kapitanem Straży Miejskiej z Ankh-Morpork.
Antybohaterowie z przywarami narodowymi (adekwatnymi do danej narodowości, rzecz jasna), wymuszone i proste anachronizmy, fabularna wiara w przeznaczenie, nie tylko miłosne, ale też to banalnie zilustrowane pieśnią Fortuna imperatrix mundi – oto osie konstrukcji formalno-fabularnej. Z końcem opowieści szczególnie uwidacznia się amorficzność… wszystkiego. Nie jest ona jednak metaforą przenoszącą na grunt kompozycji tok narracyjny, na przykład namnożenie niepotrzebnych śmierci, a sposobem „poradzenia sobie” z wyzyskanymi do owej pory bohaterami.
Rozwiązanie zagadki – sekretu Kroke – okazuje się pochwałą konserwatywnej „mądrości” biblijnej, zawartej w Pieśni nad pieśniami… w wyjątkowo cennej kopii tej księgi. Zdecydowanym plusem powieści jest jednak fakt, że nie ma (w niej, w rzeczywistości pozapowieściowej?) żadnego „wielowiekowego spisku” ani nieodkrytej „wiedzy tajemnej”. Zdemaskowanie jako bezzasadnej obsesji tropienia takich wątków jest szczególnie cenne w kraju, w którym zdarza się, że za wiarygodne źródło historyczne wciąż uważane są Protokoły Mędrców Syjonu. Najwartościowsza dla żydowskiej diaspory jest księga (by dowartościować dialog międzyreligijny, wybrano partię Biblii kanoniczną zarówno w judaizmie, jak i w chrześcijaństwie).
Jednak… choć hitlerowscy Niemcy Kuźmińskich są przerysowani i groteskowi, wątpliwe jest, czy rojenia Kriminaldirektora o nadnaturalnej mocy manuskryptu pozwalającego na przechwycenie władzy nad światem faktycznie nie znalazłyby posłuchu…
Paulina Szkudlarek i Sławomira Raczyńska
Małgorzata i Michał Kuźmińscy, „Sekret Kroke”, Świat Książki, Warszawa 2009.