Archiwum dla kategorii: ‘Czaplicka w 300 znakach’

Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce…

Odkąd ustawiłam na Facebooku, że jestem w otwartym związku z Anią, wiele osób pytało mnie dlaczego nie ustawiłam, że jestem w związku i dlaczego nie mówię o Ani jako o mojej dziewczynie. Pierwszy powód, który podaję, ma na imię Agnieszka…

472281 95782724 300x237 Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...
rodzina

To nie jest tak, że związki otwarte i poliamoria są dla wszystkich. Tak jak nie dla wszystkich jest monogamia. Wiem i wierzę, że jest wiele osób, które są spędzić resztę życia z jedną wybraną osobą i nie potrzebują niczego z tego, co oferują pozostałe formy związków nie-monogamicznych. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie swojego życia uznam, że chcę zamknąć swój związek i pozostać w relacji z jedną kobietą. Teraz jednak mam dwie, szukam kolejnych i jestem naprawdę szczęśliwa.

 

To Ania mnie zaczepiła. Zobaczyła mnie na fan page „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i postanowiła mnie zdobyć. Dzięki Bogu, bo gdyby o mnie chodziło, to na pewno nie byłybyśmy razem. Starała się, chodziła, pisała, aż w końcu spotkałyśmy się i pocałowałyśmy po raz pierwszy. Było niesamowicie.

 

Tego samego dnia odmówiłam znajomej pójścia z nią do łóżka. Patrząc z perspektywy czasu Ania może się czuć winna mojej odmowie. Mimo, że przecież nic nas nie łączyło, mogła się nigdy nie dowiedzieć i może byłoby warto, zdecydowałam, że pierwszą kobietą po mojej kilkuletniej przerwie będzie Ania.

 

Następnego dnia pojechałam do Łodzi. Poznałam Agnieszkę. Właściwie poznałam ją na nowo, bo już się wcześniej spotkałyśmy. Zafascynowała mnie. Długo rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, które nas łączą. Jesteśmy pod wieloma względami bardzo podobne. Potrafimy gadać godzinami i wymieniać się doświadczeniami. Najpierw wspólna impreza, potem pierwsza randka, później druga. Wiedziałam, że to jest relacja, w którą chcę wejść.

 

Wróciłam do Warszawy. Zaprosiłam Anię do siebie. Poddałam ją ostatniemu „testowi” – kiedy już było bardzo blisko pójścia do łóżka – odmówiłam, bo nie czułam się gotowa. Przyjęła to świetnie. Upewniło mnie to w przekonaniu, że to jest kobieta, z którą chce to zrobić.

 

Cały czas jednak tęskniłam do Agnieszki – jej ślicznego uśmiechu, niesfornych włosów, które ciągle muszą być poprawiane, do tych lekko przestraszonych oczu i do jej ogromnego serca.

Nie wierzę w związki na odległość. Wiem, że żadna z nas nie jest w stanie przeprowadzić się do drugiej.

 

Następnego dnia po naszym pierwszym razie z Anią pojechałam do Agnieszki do Łodzi. Przedstawiłam jej sytuację. Powiedziałam wprost o Ani, o tym co mogę jej zaoferować i czego nie mogę dać. Oczywiście – mogła powiedzieć, że w takiej sytuacji nie ma sensu się starać. Ale nie powiedziała. Spędziłyśmy razem romantyczny dzień, tuląc się, chodząc za rękę i rozmawiając. Wieczorem po raz pierwszy się całowałyśmy. Było cudownie.

 

Ania też już wiedziała o Adze. Opowiedziała mi zresztą o dziewczynie, która się jej podoba, z którą może będzie chciała mieć rodzinę – dzieci. Różnica 7 lat między mną a Anią powoduje, że jesteśmy w innych momentach swojego życia – jeszcze nie jestem gotowa na rodzinę, a Ania już czuje, że to jej czas. Agnieszka, chociaż jesteśmy w tym samym wieku, nadal studiuje (medycynę) – też jest w trochę innym momencie: mieszka z mamą, nie mierzy się z samodzielnością tak jak ja.

 

Obie dają mi kompletnie coś innego. Są zupełnie inne. Obie są dla mnie bardzo ważne i każdej staram się poświęcać tyle czasu i energii i emocji ile mogę i ile potrzebują. Obie namawiam, żeby miały kogoś poza mną. Szczególnie, że poza tymi dwiema relacjami mam jeszcze wielką rodzinę kochanek i dziewczyn emocjonalnych.

Jeśli ktoś mnie pyta dlaczego, odpowiadam, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. Szczęście nie jest czymś, co jest dla każdego takie samo i jeśli nie krzywdzę tym nikogo – dlaczego moje szczęście musi się zamykać w jakiś ramach?

 

Mam cudowną Kochankę, która, wraz ze swoją dziewczyną, bardzo o mnie dbają, jest osobą, która potrafi do mnie zadzwonić, bo się stęskniła czy zaprosić na obiad, bo mieszkamy blisko. Łączy nas praca i kilka pasji, których nikt nie rozumie.

 

Mam wspaniałą Żonę, która mnie na chyba lepiej niż ja siebie samą. Która ukocha, ale da po uszach. Z którą godzinami rozkminiamy swoje problemy. Z którą się świetnie bawię. Która byłaby idealna, żeby być moją dziewczyną – może zbyt idealna. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Zrozumienie, ciepło i dużo czułości.

 

Mam uroczą Wdowę, która pojawiła się w moim życiu niedawno, wręcz szturmem. Potrafi kupić mi kwiatki, przytulić mnie dla samej bliskości. To ktoś, z kim pójdę na bilard dobrze się bawić albo pójdę na randkę na dworzec PKP. Pójdzie ze mną do kina, będzie marudzić i się odgryzać, żeby tak wyrazić jak bardzo jej na mnie zależy.

 

Mam też fascynującą Wymarzoną (nie mylić z Mrs Perfect). Nie mam pojęcia co takiego w sobie ma, ale sprawia że czuję się szczęściarą, że ją znam. Może to kwestia tego, że jest jedną z niewielu osób, które znam, które potrafią sprawić, że zatyka mnie jej inteligencja. Czasem trochę dziecinna, czasem bardzo dojrzała. Czasem zimna suka, czasem gorące serduszko. Pełna sprzeczności, ale przez to fascynująca. Potrafi mi przejść dreszczem przez ciało, kiedy mnie przytula czy fufa mi do ucha.

 

Moje życie byłoby na pewno niekompletne, gdyby nie moja wyjątkowa Przyjaciółka. Latami wierzyłam, że byłaby z nas świetna para, ale im bardziej ją znam, dziękuję opatrzności, że się na to nie zdecydowałyśmy. Jest Przyjacielem, którego straszliwie potrzebuję. W ciągu minuty potrafi poprawić mi humor. Wszystkie szaleństwa z nią mają smak przygody – nawet, jeśli chodzi tylko o pójście do kina czy na obiad. Mój czerwony guzik do resetowania, kiedy wszystko inne zawodzi.

 

Warto też mieć głos rozsądku – w tej roli moja Starsza Siostra. Biologicznie mam tylko starszego brata, ale od paru lat, szczęśliwie, w moim życiu jest moja Siostra, która przywołuje mnie do porządku. To z nią uczyłam się odpowiedzialności i wspólnego mieszkania. To z nią mogę przegadać wszystko, co mi leży na mózgu. To ona potrafi mi dogadać, że mi aż w piąty idzie, ale robi to, bo jej zależy. Wiem, że jest kimś, przy kim potrafię się rozpłakać. Ona jest tym typem, który przyjedzie do mnie na noc pomóc mi składać skarpetki czy przytulić, kiedy jest mi źle..

 

Dawno temu, już prawie 6, poznałam Moją Pierwszą. Moją Pierwszą poznaną lesbijkę, która okazała się wartościowym przyjacielem. Wie o mnie rzeczy, których nie wie nikt inny. Uczyła mnie trudnej sztuki miłości, kiedy istniało dla mnie tylko „kocham Cię aż do grobowej deski na wyłączność”. Ktoś, kto masochistycznie trwa w relacji ze mną, chociaż nadal nie wiem dlaczego. Ktoś, kto przyjedzie wczesnym rankiem na drugi koniec miasta, żeby mnie odebrać z dworca. Kto zrobi mi kawę na śniadanie i kogo doceniam zawsze, jak znika z mojego życia. Na szczęście na razie na krótko…

 

Jest i kochany Miś. Jak każdy niedźwiadek do przytulania, służy do otarcia łez, do przejścia przez magiczne drzwi Narnii do lepszego świata. Oczami wyobraźni widzę jak siadam u niej w kuchni, a ona przygotowuje mi właśnie bułkę z pieczarkami i przytula i gładzi po głowie i po prostu jest, ciepła i kochana. I jest moim odpoczynkiem i dba o mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowa. A potem zabierają mnie z jej Żoną na spacer i do kina i pokazują jakieś branżowe miejsca.

 

Mam też dwie Mamy. Nie jedna para lesbijek mnie adoptowała, ale one jakoś najbardziej. Mama B jest tą, która jest ciągle niezadowolona z moich wyników i wchodzi mi na odcisk, żebym była jeszcze lepsza. To też ta, która potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale zarazem pilnuje, stara się i dba o mnie. Mama D, mniej szalona i bardziej ogarnięta, ugotuje, postawi do pionu, pomoże.

 

Wbrew pozorom mam też Dziewczynę. Nie taką, jak się wszystkim wydaje, ale jest kimś bardzo ważnym. To ona zmusza mnie, żebym wydała swoje noveleski, ona się ze mną kłóci, która z nas ma fajniejsza dziewczynę. Łączy nas pasja działania w NGOsach. Chociaż często nie rozumie pewnych rzeczy – jest hetero, spoza branży – ma dużo zrozumienia i całe morze ciepłych uczuć do mnie. Tak samo jak ja do niej…

 

W roli osobistej stylistki występuje moja Ciotka E. To dzięki niej nie wyglądam jak menel ubrany w worek po kartoflach. Jest od tego, żeby kopnąć mnie w rzyć, kiedy na to zasługuję, ale przytulić do piersi szorstkim gestem, kiedy trzeba. Ktoś dla kogo mogę siedzieć pod drzwiami ze słoikiem rosołu, śpiewając Madonnę, żeby pokazać, że mi zależy i że nie odpuszczę, tylko dlatego, że ma czerwony nos. Ktoś, do kogo przyjadę w środku nocy spać na kanapie, żeby rano dostać pyszne latte na otarcie łez. Kto, wraz ze swoją dziewczyną, ogarną w złe dni.

 

Mój Groszek, który wcale nie jest mój, bo ma swoją dziewczynę, jest przekochany.  Ciągle słyszę w głowie jej: „oj Monia”. Życzy mi jak najlepiej i zawsze jest gotowa mi pomóc to zdobyć. Idealna na długie przytulenia, kiedy chcę naładować baterie. Odpowiedzialna i taka, na której mogę polegać. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak niebo zawali się nam na głowy, to ona się nie da. I jeszcze mnie pocieszy.

 

Jest jeszcze wiele kobiet w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne, które miały wpływ na mnie, lub takie, które pojawiają się od czasu do czasu, ale moje życie bez nich byłoby bardziej ubogie. Język jest bardzo ubogi – między miłością, a przyjaźnią, a znajomością brakuje całej skali uczuć, które żywimy do osób dookoła nas. Anię i Agnieszkę nazywam Partnerkami, dla odróżnienia ich od Dziewczyny czy Kochanki, ale tak naprawdę każda z nich jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto, mam nadzieję, będzie częścią mojego życie już na zawsze.

Życzę wam wszystkim, żebyście też mieli w swoim życiu jak najwięcej osób, które kochacie i które kochają was. Bo to jest kluczem do szczęścia icon smile Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...


Data wpisu: 14 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Gdzie jest G?

Swego czasu Blendersi śpiewali piosenkę o poszukiwaniu mitycznego punktu G. Punkt Gräfenberga, bo tak brzmi jego pełna nazwa, do dziś nie został przebadany, ponieważ, jak głosi jedna z teorii, występuje bardzo rzadko. Z okazji długiego weekendu majowego i nadmiaru czasu postanowiłam wybrać się na wycieczkę w poszukiwaniu tego guziczka rozkoszy.

2 Gdzie jest G?

Click here to view the video on YouTube.

Wibrator Fonzie niebieski Gdzie jest G?
wibrator Fonzie niebieski

Wedle wytycznych znajduje się on na przedniej ścianie pochwy, jakieś 5 centymetrów od od wejścia. Ponieważ nie chodziło o samo zidentyfikowanie przestrzeni (to już mam za sobą icon wink Gdzie jest G? , zaopatrzyłam się w nowy gadżet ze sklepu Frywolnie.pl – wibrator Fronzie Niebieski.

Oprócz standardowego stymulowania łechtaczki i funkcji masowania pochwy w czasie penetracji, Fronzie ma za zadanie drażnić punkt G. 10 centymetrów (z całościowych 16,5), które się wkłada pozwalają na płytką penetrację, a zakrzywiony kształt drażni przednią ściankę. Krótko mówiąc – możemy go używać bez obaw przy płytszych pochwach czy pozycjach, które nie pozwalają na głębokie wejście. Dla mnie raczej za krótki.

Silikon medyczny, z którego jest zrobiony, ma wiele zalet. Przyjemny w dotyku, łatwo się nagrzewa, szybko czyści. Bezzapachowy i bezsmakowy. Gładki i hipoalergiczny. Zdecydowanie sprawia bardzo przyjemne wrażenie i jest to jego duża zaleta.

Cztery typy wibracji – pulsacja, eskalacja, wibracja ciągła oraz ”Rollercoaster” – dodatkowo w różnych prędkościach. Zdecydowanie mało interesujące poza podstawowym wibrowaniem ciągłym, o różnym natężeniu. Nadmienię, że dźwiękowo Kolejka górska brzmi jak bit do jakiegoś hip-hopowego kawałka i kompletnie mnie rozprasza.

Zdecydowanie, jeśli ktoś ma punkt G, budowa Fronzie umożliwia jego drażnienie. W połączeniu z karbowaną fakturą i wibratorem na łechtaczkę dla fanek małych gadżetów może to być naprawdę świetna zabawka.

Sprawdza się również w przypadku seksu z partnerką – chociaż nie ma długiego uchwytu, który umożliwiałby sprawne operowanie, można po prostu go przesuwać już włożony (dużo trudniej wyciąga się go i wkłada).

Dla przypomnienia: w przypadku silikonowych zabawek należy używać lubrykantów na bazie wody (silikonowe mogą powodować niszczenie warstwy silikonu na gadżecie)
Zalety:
  • materiał wykonania
  • stymulacja punktu G
  • karbowana faktura
  • kompaktowy
  • nie wypadają baterie
  • nadaje się na zabawę we 2
Wady:
  • krótki
  • za dużo opcji wibracji

Podsumowując, dla mnie 6/10, ale mam świadomość, że dla pań z bardziej rozwiniętym punktem G oraz płytszych zdecydowanie ten model będzie strzałem w 10.


Data wpisu: 2 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Po prostu miłość!

Po prostu miłość to ogólnopolska kampania społeczna, której celem jest ukazanie, iż każdy człowiek ma równe prawa do miłości bez względu na to, czy jest gejem, lesbijką, osobą biseksualną, transpłciową i queer.

Marina Milov mala 199x300 Po prostu miłość!
Marina Milov – Po prostu miłość

Marina Milov – Po prostu miłość

W kampanii wzieli udział znani ludzie mediów, rozrywki, polityki, teatru i kina, którzy pozowali w specjalnie zaprojektowanych na tą okazję koszulkach marki Shameless. Zdjęcia zostały wykonane przez fotografa Gabriela Piernikarza (jednego z autorów zdjęć do akcji „Nie czytasz. Nie idę z Tobą do łóżka”). O makijaże i fryzury zadbała Tekstura – hair & fashion, a spoty przygotowała firma Lemon.

http://www.facebook.com/poprostumilosc

http://www.poprostumilosc.eu

spoty znajdziecie: http://www.youtube.com/user/bezmiarngo


Data wpisu: 20 lutego, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!

To nowa kampania społeczna mająca na celu zachęcenie, szczególnie młodzieży, do czytania książek. “Sprawmy, by czytanie stało się modne i fajne!” – głoszą twórcy. Zadanie niełatwe, ale projekt jest pomysłowy.
Kazimiera Szczuka 300x198 Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!
Kazimiera Szczuka

O tym, że poziom czytelnictwa w Polsce jest niski wie większość z nas. Ale nie wszyscy byli gotowi, żeby coś z tym zrobić. W przeciwieństwie do GTQX – Grupy Twórczej Qlub Xsiążkowy, nieformalnej grupy znajomych, którzy spotykają się, by dyskutować o przeczytanych książkach.
– Znalazłam na Facebooku zdanie Johna Watersa “We need to make books cool again. If you go home with somebody and they don’t have books, don’t fuck them.”. Nasza kampania jest kontynuacją tej myśli. – zdradza Bianka Siwińska, inicjatorka całej kampanii.

GTQX dość szybko pozyskała sponsora – AG Complex – dzięki któremu promocja idei czytelnictwa nabierze realnych kształtów w postaci kalendarza.  Bohaterami kampanii są znakomitości popkultury – Kazimiera Szczuka, Sylwia Chutnik, Kapela ze Wsi Warszawa, Marisha, Ania Laszuk, a nawet Jeż Jerzy. Każda z postaci została uchwycona w niezwykle intymnej sytuacji z ulubioną książką i łóżkiem w tle. To doskonała ilustracja charakteru kampanii.

- Zgłaszały się do nas kolejne osoby i nagle okazało się, że 12 miesięcy kalendarza to za mało. Wtedy zdecydowaliśmy się na wernisaż – opowiada Monika Czaplicka, rzecznika kampanii.

Chęć udzielenia pomocy przy realizacji wernisażu wyraził jeden z najbardziej charakterystycznych punktów na kulturalnej mapie – warszawski Traffic Club, który zdecydował się oddać swoją przestrzeń na użytek tego szczytnego celu. I tak oto już 15 grudnia będzie można zobaczyć namacalne efekty całej akcji, a także porozmawiać z twórcami i bohaterami kampanii.

- Oczywiście nie zdradzamy jeszcze wszystkiego. Mamy przygotowanych kilka niespodzianek. Wszystkie znajdziecie na naszym fan page na Facebooku. – dodaje Czaplicka.

Gwiazdy do sesji malowała Emilia Bylińska z EB make up, a zdjęcia zrealizował zespół znakomitych fotografów i fotografek: Małgorzata Mikulska, Anna Migos, Nikodem Szymański, Sebastian Skalski, Gabriel Piernikarz, Radosław Cetra, Paweł Grześ i Robert Koliński.

- To fantastyczne, że tyle osób włączyło się do akcji. Jesteśmy też bardzo wdzięczni naszym modelom i modelkom, że postanowili zrobić to społecznie i wszystkim, którzy pracowali, żeby projekt doszedł do skutku. – cieszy się Siwińska – Już obmyślamy co możemy zrobić z taką świetną energią i ciekawym projektem dalej.
Wydrukowane kalendarze zostaną przekazane wybranym organizacjom pozarządowym, aby te mogły wykorzystać je do wsparcia swojej działalności.


Data wpisu: 16 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czaplicka rusza wyrywać

Od pewnego czasu, ale nie warto się przyznawać jak długo, jestem dostępna na runku nieruchomości, zwanym również rynkiem matrymonialnym (co jest bez sensu, bo przecież żadnego matrymonialu nie będzie, bo prawo tego nie umożliwia). Tak czy siak postanowiłam podzielić się z wami moimi głębokimi, socjologicznymi przemyśleniami na ten trudny i drażliwy temat.Choć wydawać by się mogło, że dwie kobiety i randka to sprawa łatwa i przyjemna – wszak podobne tą są istoty, z tej samej planety, pewnie więc rozumieją się dobrze i szybko, okazuje się, że lesbijska randka to skomplikowana sprawa.

811300 58030171 Czaplicka rusza wyrywać

Lesbijki

Przepraszam, czy to jest randka?

Cześć z was na pewno się oburzy – ale jak to? Przecież wiadomo kiedy coś randką jest, a kiedy nie. Otóż w przypadku dwóch dziewczyn niekoniecznie. Bo jeśli umówią się na piwo do branżowej knajpki to jest to randka czy nie? A kino, jeszcze do tego z branżowym filmem? Ile z was, drogie koleżanki, zapraszanych było na kolacje przy świecach?
Okazuje się nawet, z autopsji Drogie Panie!, że nawet kolejna do łazienki to miejsce potencjalnego flirtu. Sytuacja, jak babcię kocham, mojej znajomej: kolejeczka nad radem do toalety jednego z branżowych klubów, moja znajoma stoi nerwowo przebierając nóżkami. W kierunku drzwi toczy się radośnie opita dziewczyna. Moja znajoma komentuje, że dobry kierunek obrała (jak zawsze pełna koedukacja i nikt się nie przejmuje podziałem na płcie, tak rozwalamy system icon wink Czaplicka rusza wyrywać . Chwila konsternacji radośnie opitej i komentarz, że bardzo dziękuje, ale ona ma dziewczynę.
Jak widać z powyższego przykładu, otwarcie ust wystarczy już, żeby flirt rozpocząć, a od tego już o krok do randki. Jeśli was interesuje coś niecoś więcej, to polecam interesującą lekturę Anatomia randki.

Znajomi znajomych, czyli czyją jest byłą?

Plaga branży – prawie każda jest czyjąś byłą albo niedoszłą. W najlepszym przypadku koleżanką. I kiedy tylko branżowe siostry się zwiedzą, że umawiasz się z kimś (kiedy ustalicie czy to JUŻ randka), od razu prześcigają się w informowaniu Cię o wszystkim, co może być istotne. Często więc znam przebyte choroby, ulubioną pozycję seksualną, strefy erotogenne, wszystkich wcześniejszych partnerów i partnerki oraz bardziej oczywiste – ulubione rzeczy, czego nie lubi i jak ją poderwać.
Chociaż oczywiście to na pewno ułatwia życie i przyśpiesza, to jednak mam poczucie, może całkiem głupie, że po prostu trochę odziera to cały proces odkrywania drugiej osoby z sensu istnienia.

Brak poradnika, czyli jak to się robi?!

Heterycy mają całe półki w księgarniach z poradnikami how to, czyli jak dokonać niemożliwego. Jak poderwać dziewczynę, jak wydać się zajebistym, być jak Don Juan, internetowy podryw, podryw offline, techniki urodzenia, ja Cię kocham, a Ty śpisz i inne. W przypadku branży trzeba zdać się na siebie i swoją intuicję albo na rady swoich znajomych. A jak wiemy każdy ma najlepsze rady, szczególnie, jeśli nie chodzi o niego.
Istnieją, podobno, poradniki za wielkim oceanem. O ich istnieniu wiem, ponieważ zostały skrupulatnie przejrzane i na tej podstawie moja znajoma napisała pracę na temat różnic w poradnikach dla gejów i lesbijek, a poradnikami dla heteryków. Streszczając główne wątki, poradniki miłosne dla mężczyzn kochających mężczyzn zajmują się głównie problemami w związkach, utrzymaniem relacji oraz pielęgnowaniem uczucia. Tymczasem poradniki lesbijskie zaczynają się zwykle od słów: „wyjdź z domu i…” . Tak, Drogie Koleżanki – naszym największym problemem jest: gdzie do cholery znaleźć dziewczynę?!

No właśnie, skąd się bierze dziewczynę?

Istnieje kilka miejsc, gdzie warto poszukać. Najprościej iść do klubu, branżowego rzecz jasna. Na szczęście, jeśli będą tam dziewczyny, a nie będzie ich za dużo, poza nielicznymi wyjątkami (jak we Wrocławiu), większość miast cierpi na niedobór klubów i imprez kobiecych… więc na szczęście jak już będą, będą raczej wolne i samotne, tak jak my. Jedna z moich znajomych zdiagnozowała, że większość par, które idą razem na imprezę, zwykle kończą ją z nowymi dziewczynami (może coś w tym jest). W każdym razie większość lesbijek kiedy już się sparuje postanawia zostać w domu z kotem i Żoną przed telewizorem.
Często jednak przedstawicielki płci pięknej spotkane nawet po kilku piwach nie spełniają naszych oczekiwań, a może nasza okolica nie posiada zbyt dużej ilości miejsc odwiedzanych przez lesbijki – wtedy czas sięgnąć do kolejnego miejsca, jakim jest baza teleadresowa naszych znajomych. Nasze przyjaciółki i koleżanki prędzej czy później znajdują wśród swoich znajomych jakąś samotną Amazonkę, z którą mogą nas umówić na randkę w ciemno (tak, wtedy to JEST randka).
Czasem jednak klubu nie ma, znajome same heteryczki a my siedzimy w szafie, krótko mówiąc znikąd pomocy. Wtedy zostaje stary (chociaż nowy) i dość niezawodny sposób zwany potocznie internetem. Stron dla nas jest niemało, a większość posiada sekcję randkowo-ogłoszeniowo-dającą nadzieję. Nie wiem jak działa na znajdowanie dziewczyny, ale na pewno można znaleźć cudowną przyjaciółkę na całe życie (tu pozdrawiam Gosię icon wink Czaplicka rusza wyrywać .

Skutecznym sposobem, o ile mi wiadomo, jest też rozglądanie się dookoła siebie. Trudno mi powiedzieć jakie są szanse, że mamy dookoła siebie lesbijki, ale wiem na pewno, że zasada: nie ma heteryczek, są tylko źle poderwane (w angielskiej wersji straight until wet) ma sporo racji istnienia. Nasze prowadzące zajęcia i studentki, szefowe i koleżanki z pracy, sąsiadki, ale też panie ze sklepu czy innych punktów usługowych – każda z nich może być potencjalną kochanką/dziewczyną/ukochaną.

Kto płaci?, czyli role genderowe i klops

W idealnym świecie łatwo poznajemy Panią Właściwą, umawiamy się z nią na randkę, którą obie uznajecie za randkę, macie jeszcze jakieś tematy do rozmów i właśnie zmierzacie ku sobie, żeby się przywitać. Jak się przywitać? Podanie ręki czy buziak w policzek (i czy całować policzek czy w powietrzu?). Która z was pierwsza przechodzi przez drzwi? Kto zamawia i kto płaci? W świecie heteryków mamy samca alfę, który ogarnia wszystkie te kwestie i adoruje swoją samicę, a ona łaskawie leży, pachnie i roztacza inne swoje wdzięki doceniając starania samca. A w przypadku lesbijek co? A nie daj Boże spotkają się jeszcze dwie z tych, co to socjalizowane były do bycia uległymi i wtedy to już totalny klops, bo żadna nie ogarnia tematu i czeka na drugą.
Moją radą na tego typu problemy jest: ograniczać problemy do minimum. Ominiecie problem drzwi i płacenia idąc na spacer, zamiast coś zjeść czy do kina. Problemu powitania ominąć się nie da, ale można poczekać na reakcję drugiej strony. Jeśli nic się nie zadzieje – podejmujecie decyzję i modlicie się, że była słuszna. Zawsze też można skorzystać z głuchego telefonu psiapsiółek i koleżanek, które chętnie doradzą albo powiedzą jak ona lubi (się witać).

Powyższa lista nie obejmuje wszelkich problemów, ale jest pewną próbą chwycenia byka za rogi. Na pewno każda z was ma jeszcze jakieś pomysły/sugestie i problemy. Zapraszam do dzielenia się – chętnie pozbieram materiał na następny artykuł.
Na koniec życzę owocnych łowów w poszukiwaniu miłości i Tej Właściwej. Kochajmy się! (ale tak osobno icon wink Czaplicka rusza wyrywać


Data wpisu: 12 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Związki partnerskie – mamy szansę?

690846 79697706 300x225 Związki partnerskie   mamy szansę?Nowy Sejm i Senat – wiemy jak wygląda. Jakie mamy szanse na związki partnerskie w tym Parlamencie? Czy coś się zmieni dzięki Palikotowi? I co nas czeka przez te cztery lata?Biorąc pod uwagę  rozkład głosów – możemy już zacząć spekulować o przyszłości. W tej przyszłości PO wraz z PSL mają praktycznie większość – bez kilku głosów, które mogą „przekupić” z SLD lub Ruchu Palikota. 206 posłów z PO, i 30 z PSL to Sejmowa większość (z 460 posłów) – wiadomo jednak, że nigdy frekwencja nie jest pełna, warto więc zawsze mieć kilku „zapasowych” posłów z innych partii. Czy to znaczy, że mamy szanse na ustawę o związkach partnerskich?
Po pierwsze – nowy Sejm oznacza, że dotychczasowa ustawa o umowach związków partnerskich przestała być w mocy. Biorąc pod uwagę, że Trybunał ją, mówiąc kolokwialnie, zjechał – mamy drobną szansę, że nowa ustawa wprowadzana do Sejmu będzie trochę lepsza. Obawiam się jednak, że względnie dobra ustawa proponowana przez Miłość nie Wyklucza niestety nie ma większych szans na przedostanie się do Sejmu. Oznacza to, że wróci ustawa paksowa proponowana przez Grupę Inicjatywną (może trochę poprawiona).
Czy ma szansę przejść? Wszystko zależy od nastawienia PO. Jeśli Platforma postanowi dotrzymać swoich obietnic wyborczych i przejmie się poparciem dla Palikota (wynikającym również z poparcia mniejszości) – tu liczę również na naszych nowych posłów i posłanki Roberta Biedronia i Annę Grodzką, ale także takie osoby jak Wanda Nowicka, które od długiego czasu nas wspierają- wtedy może, tak zwanym cufalem (szczęściem) uda się, że ta bardzo okrojona i słaba ustawa (po poprawkach) zostanie pozytywnie przegłosowana. Szanse jednak, mimo wszystko, są małe.
Poza tym jedyna ustawa, która ma jakieś szanse na przegłosowanie to ustawa o penalizacji mowy nienawiści. Wierzę, że ten projekt, przy drobnych poprawkach i szerokiej koalicji znajdzie poparcie w PO.  W pozostałych przypadkach, niestety, raczej nie możemy liczyć na duże szanse na sukces. Projekty ważne dla LGBTQ raczej nie mają szans w tym Parlamencie.
To, czym dużo bardziej się martwię to fakt, że dwoje ważnych działaczy głównych organizacji LGBTQ trafi do Sejmu. Co z tego wyniknie? Oby tylko tyle, że starsza gwardia w KPH i Trans-Fuzji zmieni się na młodszą. Czego sobie i wam życzę.


Data wpisu: 10 października, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dlaczego wolontariat?

wolontariat to dawanie siebie innym. to rozwój siebie – dużo nowej wiedzy, umiejętności, praca z ludźmi, poznawanie świata od zupełnie innej strony. wolontariat LGBTQ to okazja zakwestionowania siebie samego (swojej tożsamości) i odkrycie siebie od nowa. głodujące dzieci umierają – ale nie ważne ile z nich wyżywimy – zawsze będzie ich podobna pula. Rybki z Atlantyku – prawdopodobnie wymrą jak Dodo niezależnie od tego czy się przywiążemy do kolejnego drzewa. nie kwestionuję potrzeby działania na rzecz głodu czy wymierających gatunków – każdy z nas może walczyć o to co czuje i co go kręci, w co wierzy i co chce zmienić.
Ale LGBTQ to walka o prawa ludzi. Do godnego życia, do akceptacji, do wolności. To trochę jak ruch antyrasistowski, ale tamten już osiągnął większość postulatów, to zostały już tylko pedały.
No i jest wyższość ruchu LGBTQ – szeroko rozumiane: kobiety :)

a na poważnie – wolontariat to świetna zabawa. Poznałam tu prawdziwych przyjaciół, zmieniłam siebie, uwierzyłam, że mój głos coś znaczy i że może być słyszany. Wyciągnął mnie z depresji i stanów lękowych. Daje sens życia – studia są za mało wymagające, a praca zarobkowa to nie to samo.
Nauczyłam się pisać granty (no jeszcze nie, ale jestem na dobrej drodze ;), uczę się ludzi, ich motywacji, walczę z biurokracją (jak np. 3 godziny w urzędzie, żeby mieć KRS KPH :p), zarządzania ludźmi, organizacji happeningów, wieców i flash mobów, pisania raportów, dziennikarstwa, listów intencjonalnych, sprzątania, rysowania, skręcania szafek i innych mebli, prowadzenia portalu internetowego… mogłabym tak wymieniać z każdej działki, bo zajmujemy się naprawdę masą rzeczy. każdy znajdzie coś dla siebie.
w imię czego?
nas samych.
to musi być zwycięska walka :)

jeśli nie wierzysz, że kropla drąży skałę: spróbuj iść spać, kiedy w pokoju jest komar ;) ale w kupie siła. im nas więcej, tym większe mamy szansę na sukces w krótkim czasie.


Data wpisu: 22 sierpnia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Paradowa nie-komedia

Akt I: Quo Vadis Fundacjo?

Przez 5 lat organizatorem Parady Równości w Warszawie była Fundacja Równości. Po EuroPride, w 2010 roku, sytuacja zmieniła się. Dlaczego i na jaką?

Wszystko zaczęło się od złożenia do urzędu patentowego pisma, przez Szymona Niemca, który postanowił opatentować nazwę Parada Równości. Pytany, tłumaczył, że zdarzało się, że Młodzież Wszechpolska próbowała zawłaszczyć tą nazwę dla swoich wydarzeń, więc próbuje temu przeciwdziałać.

Prolog: Historia parady w 3 słowach, czyli Niemiec, torebki i mgła dziejowa

To odsyła nas do historii parad. Chociaż to wydarzenia ostatniej dekady są pokryte wieloma mitami i niejasnościami. Wiadomo, że po próbach organizowania parady w 2001 roku i później, w 2004 roku, trzy duże organizacje LGBT: Kampania Przeciw Homofobii, Lambda Warszawa oraz ILGCN (Międzynarodowe stowarzyszenie gejów i lesbijek na rzecz kultury) zdecydowały się stworzyć organizację odpowiedzialną za organizowanie parady. Tak powstała Fundacja. Założeniem było, że składać się będzie z zarządu, w którym będą zasiadały osoby z tych organizacji oraz Rady, do której każda z założycielskich organizacji również wytypuje po dwie osoby. Aby stać się organizacją założycielską należało zapłacić składkę, zgłosić osoby i uczestniczyć w kwestiach biurokratycznych.

Teraz zaczynają się nieścisłości, które skutkują najbardziej znaną wojną torebkową. Jedni uważają, że ILGCN nie zapłaciła składki, inni, że zapłacili, ale zostali wyrzuceni poprzez niewpisanie ich w dokumenty, jeszcze inni, że sami zrezygnowali. Tak czy siak ówczesnym szefem ILGCN był Szymon Niemiec, który uważa, że jest pomysłodawcą idei parady w Warszawie. Dlatego też złożył pismo do urzędu patentowego. Nadmienię, że Szymon Niemiec widnieje jako członek Fundacji Równości w KRS.

 

Akt II: Pojawia się SKPR ze swoją torebką (a nawet 3.)

Niezależnie od tego co Niemiec (prezes ILGCN, założyciel Zjednoczonego Kościoła Chrześcijańskiego) robił przez ostatnich parę lat, postanowił w tym roku zaangażować się w organizowanie parady. Stworzył Społeczny Komitet Parada Równości 2011, którego pozostałymi dwoma ojcami-założycielami byli Jacek Adler (redaktor naczelny portalu gaylife.pl, we wrześniu 2007 wraz z Szymonem Niemcem złożył do IPN wniosek o ściganie gen. Czesława Kiszczaka za wydanie rozkazu rozpoczęcia „Akcji Hiacynt”) oraz Łukasz Pałucki (związany z organizacją parady w 2005 i 2006 roku, ambasador ILGCN dla Polski, współtworzył Zielonych, jeden z redaktorów portalu gaylife.pl, gejowo.pl, aktywista KPH, Lambdy i Fundacji Równości, członek SDLP, kandydat do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku). Od tego czasu do SKPR dołączyły kolejne osoby (informacje dostępne na stronie parady).
Pisząc nie mogę nie nadmienić, że osoby głównych organizatorów są odbierane przez środowisko kontrowersyjnie (wystarczy wygooglać jakieś artykuły na portalach branżowych). Choć, jak się okazało, to dopiero początek szerszej dyskusji.

 

Akt III: Parada dla wszystkich, a nawet więcej

Pierwszą elektryzującą informacją było zaproszenie na paradę członków Młodzieży Wszechpolskiej, pod warunkiem, że nie będą głosić homofobicznych haseł. Z doniesień medialnych wynika, że ugrupowanie z tego nie skorzysta.
Zwolennicy tego pomysłu tłumaczyli, że parada otwarta jest na wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych. Przeciwnicy uważają, że było to posunięcie zagrażające ich bezpieczeństwu, a także pokazujące, że organizatorzy szukają kontrowersji.
Możemy się jednak spodziewać, że przeciwnicy zostaną na swoim miejscu – po drugiej stronie kordonu policyjnego.

 

Akt IV: Slogan, czyli komunikacja to trudna sprawa

SKPR stara się być bardzo otwarty na wszystkie pomysły i idee. Dlatego też hasło tegorocznej parady zostało wybrane na drodze konkursu. Początkowo zbierano wszystkie propozycje, z których Komitet wybrał 5: „Chodź z nami po nierównościach”, „Misja, Miłość, Muzyka”, „Równe obowiązki – równe prawa”, „Równość to nie przywilej” i „Wszyscy chcą kochać”. Dla autora czekała nagroda pieniężna. Głosować można było na stronie parady. Wygrał ostatni slogan.

Zwolennicy uważali, że jest to otwarcie na wszystkich, a także demokratyczny sposób wyboru. Przeciwnicy krytykowali brak pomysłu organizatorów na ideę parady oraz nieodpowiednie przekazy haseł. Dla przykładu „Chodź z nami po nierównościach” traktowano jako żart, który bardziej pasuje do Młodzieży Wszechpolskiej, która chętnie rozdeptałaby nas glanami i zrównała z dziurami w drodze niż do hasła parady.

 

Akt V: Węgrzyn i oliwa do ognia

Kolejną cegiełką dla zwolenników i przeciwników organizatorów parady była sytuacja z posłem Węgrzynem. Poseł Platformy powiedział, że chętnie pooglądałby sobie całujące się lesbijki. SKPR uznał, że to świetna okazja, żeby zaprosić posła do spłacenia długu wobec środowiska przez zaangażowanie się w organizację parady. Dla zwolenników to kolejny dowód na otwarcie się parady na inne grupy, dla przeciwników to kolejne zagranie medialne, które przynosi więcej szkody niż pożytku.

 

Akt VI: MSZ nie chce współpracować (nie wiadomo dlaczego)

Mimo zaangażowania partii Palikota, SLD, Legierskiego i Forum Młodych Socjalistów – a więc szerokiej gamy podmiotów politycznych – PO i podległe jej ministerstwa współpracować nie chcą. SKPR ogłosił, że udało się im osiągnąć porozumienie z odpowiednimi urzędami i chętne osoby, które planują przyjechać na paradę ze wschodu nie musiałyby płacić za wizę. Przez długi czas nawet przeciwnicy uważali ten aspekt za największy sukces organizatorów. Niestety okazało się, za sprawą Gazety, że nie jest to prawda.

„(…) dyrektor Paulina Kapuścińska z departamentu konsularnego. – Patrzę na to pismo i nijak nie mogę się w nim doczytać zapowiedzi zniesienia opłat wizowych – mówi „Gazecie”. MSZ informuje, że w piśmie są informacje kiedy i w jakich warunkach można otrzymać wizę, a zdanie o indywidualnym traktowaniu każdej osoby w oparciu o przepisy wizowe UE nie oznacza zwolnienia z opłat. Zdaniem Kapuścińskiej to standardowe pismo departamentu, w którym znajduje się informacja, jakie przepisy obowiązują.”


Data wpisu: 30 maja, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Homofobia urojona?

Rok temu napisałam felieton, w którym padało kilka znanych nazwisk. Kontekstu nie wspomnę. Od tego czasu zmieniło się tyle, że profesor Krzemiński dokonał coming outu z okazji EuroPride. Poza tym sytuacja stabilna. Czyli homofobiczne bagno.A może niekoniecznie? Może homofobia jest dużo bardziej w naszych głowach niż w społeczeństwie? Oczywiście – wysoki odsetek osób LGBTQ doświadcza [czytaj dalej..]


Data wpisu: 1 kwietnia, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko [w queerowym] porzadku

Recenzja The Kids Are All Right, czyli Wszystko w porządku na portalu wisi już od kilku miesięcy. Niedawna premiera w Polsce zmusza do kolejnych refleksji.Uwaga: spoilery. Po głębszym zastanowieniu uważam, że film jest totalnie queerowy. Nadal cholernie nie podoba mi się wątek romansu między jedną z matek a dawcą, ale zaczynam go odczytywać w innym [czytaj dalej..]


Data wpisu: 25 lutego, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Po cholerę związki partnerskie?

Siedząc na kawie pewnego wieczora odkryłam, że związki partnerskie w Polsce są całkowicie niepotrzebne. Małżeństwa rzecz jasna też nie. W ogóle żadna legalizacja związków osób tej samej płci w Polsce jest bez sensu. I zaraz to udowodnię. O tym, że większość moich znajomych (oczywiście mam na myśli osoby LGBTQ) jest singlami wiem z rozmów z [czytaj dalej..]


Data wpisu: 22 lutego, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

LGBTQF.com

Powstał nowy portal społecznościowy dla.. no właśnie.. L jak lesbijki, g jak geje, b jak osoby biseksualne, t to osoby transpłciowe, q to osoby queer. a F? Friends – przyjaciele. Pojawił się więcpierwszy portal społecznościowy dla.. wszystkich wspierających ruch. LGBTQF.com zachęca do ‘uwolnienia swojej seksualności’. Mogą to jednak zrobić tylko osoby, które dostaną zaproszenie od [czytaj dalej..]

Data wpisu: 12 sierpnia, 2010 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

G jak gej

Uwielbiam szperać po internecie w poszukiwaniu różnych interesujących przemyśleń na temat homoseksualności, biseksualności czy transpłciowości. Wiedza Polaków pod tym względem jest raczej mierna, a nawet może niedostateczna, nic dziwnego więc, że większość serwowanych nam „faktów” przypomina raczej wiedzę z przed 40 lat niż nowe osiągnięcia naukowe. Jak wiadomo jednak media LGBTQ są nieodpowiednim źródłem informacji, [czytaj dalej..]

Data wpisu: 14 lipca, 2010 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem nauczycielką i jestem lesbijką

Nie można nie zauważyć weekendowego felietonu w Gazecie Wyborczej Marty Konarzewskiej http://wyborcza.pl/1,97863,8034607,Jestem_nauczycielka_i_jestem_lesbijka.html O tym jak ważny to tekst chyba nie trzeba tłumaczyć. Szkoła, jako miejsce, gdzie kształtuje się postawy, edukuje i dokonuje socjalizacji wtórnej jest bardzo ważną częścią tworzącą społeczeństwo i normy nim rządzące. Marta Konarzewska, wicenaczelna Furii, lesbijka i feministka, którą można było spotkać [czytaj dalej..]

Data wpisu: 21 czerwca, 2010 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Obcy czy inny?

Powinniśmy odczarować świat. Przy pomocy magii słów i języka. O tym, dlaczego jest to tak ważne, żeby zmienić sposób postrzegania homoseksualizmu, spróbuję odpowiedzieć bez zagłębiania się w teorie socjologiczne.

Wielu socjologów, w tym antropolog profesor Ewa Nowicka, uważają, że dychotomia “swój – obcy” jest czymś pierwotnym dla człowieka. Co w praktyce to oznacza? Kiedy patrzysz na [czytaj dalej..]

Data wpisu: 8 maja, 2010 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe