Archiwum dla kategorii: ‘agnieszka graff’

Ranking les

Zagłosowaliście. Przez kilka miesięcy toczyła się zażarta walka między różnymi kandydatami i kandydatkami na naszej stronie. Oddaliście tysiące głosów na swoich ulubieńców. Czas podsumować kogo lubią nasi czytelnicy, a kto powinien popracować nad swoim wizerunkiem związanym ze środowiskiem LGBTQ. Już jutro ranking panów.

487  320x240 sophie marceau   madame figaro 2 2009 229 123 001 Ranking les

Najwyższe oceny (w stosunku do liczby głosów) dostała, może trochę zaskakująco, Sophie Marceau! Aktorka nie kojarzy się zbytnio z aktywnością dla społeczności, nie ma na swoim koncie również roli w żadnym filmie z wątkiem dla lesbijek. Jeśli istnieje gwiazda, która nie ma nic wspólnego (ani pozytywnie, ani negatywnie) z kwestiami gejów, lesbijek itd. to jest nią na pewno właśnie Marceau. Na jej korzyść działa widocznie dwukrotne wybranie najpiękniejszą kobietą świata.
Na zdjęciach nasze zwyciężczynie (pierwsza piątka) wedle kolejności waszych głosów.

Oto lista pań. Pogrubieniem zaznaczyliśmy te, które dokonały coming outu jako lesbijki lub biseksualne (lub wiadomo, że miały romanse z kobietami icon wink Ranking les :


458  320x240 lena headey 14 Ranking les

  1. Sophie Marceau
  2. Lena Headey
  3. Rachel Shelley
  4. Kazimiera Szczuka
  5. Cate Blanchett
  6. Milla Jovovich
  7. Meryl Streep
  8. Julianne Moore
  9. Marlene Dietrich
  10. Catherine Deneuve
  11. Maja Ostaszewska
  12. Katerine Moenning
  13. Magda Różdżka
  14. Emily Blunt
  15. Kiera Knightley
  16. Emma Watson
  17. Tilda Swinton
  18. Portia deGeneres (de Rossi)
  19. Megi
  20. Winona Ryder
  21. Yga Kostrzewa
  22. Cathy DeBuono
  23. Angelina Jolie
  24. Naya Rivera
  25. Anita Werner 

    479  320x240 rachel shelley       gorgeous by geekyspaz Ranking les
  26. Anna Parquin
  27. Ellen deGeneres
  28. Beyonce
  29. Daniela Sea
  30. Pink
  31. Scarlett Johanson
  32. Helena Bonham Carter
  33. kd Lang
  34. Sarah Silverman
  35. Salma Hayek
  36. Karina Lombard
  37. Beth Ditto
  38. Gaba Kulka
  39. Clementine Ford
  40. Danuta Stenka
  41. Glenn Close
  42. Mitchell Troix
  43. Laurel Holloman
  44. Martyna Wojciechowska
  45. Sandra Bullock
  46. Jennifer Lopez
  47. Monica Bellucci
  48. Eva Green
  49. Eva Mendes
  50. Tori Amos
  51. Penelope Cruz
  52. Anna Mucha
  53. Michelle Pfeiffer
  54. Jill Benet
  55. Olivia Wilde
  56. Sara Shahi
  57. Renata Przemyk
  58. Jane Lynch
  59. Robyn
  60. Wanda Sykes 

    461  320x240 m 19 szczuka3 Ranking les
  61. Grażyna Szapołowska
  62. Kate Winslet
  63. Claire Danes
  64. Leisha Hailey
  65. Alexandra Hedison
  66. Rosie o Donnell
  67. Natasha Kai
  68. Madonna
  69. Jodie Foster
  70. Natalie Portman
  71. Zemfira
  72. Kiyomi Mccloskey
  73. Megan Fox
  74. Tucky Williams
  75. Fanny Ardant
  76. Kristanna Loken
  77. Melissa Etheridge
  78. Lady Gaga
  79. Tegan Quin
  80. Agnieszka Graff
  81. Amelie Mauresmo
  82. Jennifer Beals
  83. Lindsay Lohan
  84. Evan Rachel Wood
  85. Rachel Maddow
  86. Magdalena Cielecka
  87. Cyntia Nixon
  88. Vanessa Carlton
  89. Martina Navratilova
  90. Nicole Kidman
  91. Nicole Pacent
  92. Heather Peace
  93. Katy Perry
  94. Kasia Borek
  95. Rihanna
  96. Jessie J
  97. Michelle Tea
  98. Fergie
  99. Samantha Ronson
  100. Izabela Filipiak


427  320x240 cate blanchett Ranking les

 
Jak widać większość kandydatek, które ujawniły swoją nieheteronormatywną seksualność wcale nie zyskują w ten sposób w oczach środowiska. Trudno znaleźć jakiś wzór dla waszych wyborów. Niektóre gwiazdy The L word punktowałyście wysoko (jak Rachel Shelley na 3 miejscu) inne nisko (jak Jennifer Beals na 82 pozycji). Sophie Marceau ostatnią premierę miała w 2010 roku, ale Lena Headey pojawiła się w dość kultowym serialu Gra o tron. Cenicie niektóre Polki (jak Kazimierę Szczukę na 4 miejscu), ale też „ganicie” inne (jak Izabelę Filipiak na ostatnim miejscu). Dałyście wysokie miejsca dla „starszych” gwiazd (jak Marlena Dietriech), dojrzałych gwiazd (Catherine Deneuve), ale też dla młodych (Lena Headey) czy dość początkujących (Emily Blunt). Próbowaliśmy również odnieść się do podobnego rankingu na Kobiety-kobietom, ale tamtejsze gwiazdy u nas wypadają średnio, więc i tu nie ma żadnego wzoru.
Krótko mówiąc – niezbadane są wyroki naszych czytelniczek!


Data wpisu: 7 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Dyskryminacja się opłaca?

Dyskryminacja się opłaca – pisze Agnieszka Graff w ostatnich „Wysokich Obcasach”, odpowiadając Tomaszowi Lisowi, który postawił niedawno tezę, że wyrównywanie płac nie ma nic wspólnego z feminizmem, to jest po prostu kwestia opłacalności, bo kobiety, zarabiając tyle samo co mężczyźni, będą też automatycznie dawały więcej społeczeństwu.

Opłaca się komuś zapłacić mniej, niż mu się należy. Bo można


Data wpisu: 10 marca, 2011 autor wpisu: Ewa  |  Komentowanie nie jest możliwe

Głosowanie, ślub i płeć

Myślałyśmy, że po piątkowym skoku na pierwsze miejsce w konkursie SAS nic już nas nie zaskoczy. Tymczasem dziś, głównie chyba dzięki main topikowi na Gazeta.pl:
odnoszącemu się do tego tekstu, zaliczyłyśmy chyba z 1000 głosów (a strona konkursowa awarię, którą, mam nadzieję, szybko naprawią). Zagościłyśmy też na blogu Jenny Schecter, która dzielnie promuje homoseksualizm w bardzo trudnym miejscu,


Data wpisu: 14 września, 2010 autor wpisu: Ewa  |  Komentowanie nie jest możliwe

Agnieszka Graff, Wanda Nowicka i Przemysław Saruda w TOK FM.

Już miało o NGOizacji nie być, ale audycja ciekawa, więc jednak jest. Miłego słuchania :)


Na rozmowę o NGOizacji zaprasza UFA oraz Fundacja Batorego. Biseksa niestety nie będzie, bo musi pomóc napisać projekt :) :) :)

Data wpisu: 27 stycznia, 2010 autor wpisu: .  |  Komentowanie nie jest możliwe

O urzędasach, podatkach i knajpach :)

Ciekawy tekst nawiązujący do artykułu Agnieszki Graff, o którym pisałam w poprzednim poście, napisał Abiekt, wykorzystując niejako temat do refleksji nad sposobem finansowania ngo, ze szczególnym uwzględnieniem branżowych ngo. Z większością twierdzeń trudno się nie zgodzić, ale kilka tez mnie zastanawia.

Pierwsza z nich to kwestie jednego procenta. Abiekt pisze, że największym błędem jaki popełniono jest ustanowienie tzw. 1 procenta podatku. Dzięki temu prawie całe społeczeństwo czuje się zwolnione z podarowania organizacjom choćby 10 złotych miesięcznie. Moim zdaniem, ustanowienie jednego procenta było niezłym pomysłem, ponieważ dopóki nie istniał jeden procent, społeczeństwo w ogóle nie zauważało, że istnieje coś takiego jak organizacje pozarządowe i że to coś wymaga finansowania. Większości osób sektor pozarządowy kojarzył się z czymś rządowo – państwowym, tym bardziej kumatym z wolontariatem i dobroczynnością, prawie nikomu z czymś na co warto dać pieniądze.
Obecnie, jest moim zdaniem tak, że większość ludzi nie zastanawia się nawet na co ich jeden procent idzie, mało kto dokonuje skrupulatnego wyboru organizacji, większość zdaje się na swoje panie księgowe, nie wpisuje nic, albo wpisuje pierwszą lepszą organizację reklamującą się w telewizji. Nie sądzę, żeby towarzyszyło temu głębokie poczucie spełnienia obywatelskiego obowiązku.

Jednym słowem, nie sądzę, żeby jeden procent w czymś zaszkodził. Nie sądzę, żeby wpłata na jeden procent powodowała, że ktoś ze względu na to, że już wpłacił, nie wpłaci darowizny na rzecz ngo. Gdyby nie było 1%, prawdopodobnie i tak by tego nie zrobił.

Druga sprawa, to kwestia przekazywania pieniędzy drogami nieformalnymi w organizacji. Jestem przekonana, że to nie dotyczy to wszystkich organizacji (a brzmi tak jakby dotyczyło). Wiele organizacji pozarządowych ma świra na punkcie przejrzystości finansów, więc to co pisze Abiekt w przypadku większości ngo nie ma miejsca. W dodatku może być szkodliwe. Gdybym chciała dziś zasponsorować jedną z organizacji, o których mowa, to po tym co przeczytałam, poważnie bym się zastanowiła.

Trzecia sprawa, to trudności w pozyskiwaniu funduszy dla organizacji LGBT zarówno prywatnych jak i państwowych. Dla mnie jest jasną sprawą, że pozyskanie funduszy dla takiej organizacji jest bardzo trudne, bo prawie nikt poza środowiskiem nie jest finansowaniem takich działań zainteresowany. Zaczęłam się jednak zastanawiać, jak to w szczegółach wygląda. Ile wniosków o dofinansowanie organizacje LGBT rocznie składają i ile procent z nich zostaje odrzuconych z przyczyn innych niż formalne. Oczywiście zakładam, że są to wnioski pod każdym względem dobrze napisane. Bo jeżeli mówimy, że nikt tych działań nie chce finansować, to zakładam, że poziom odrzuceń wynosi około 80%. Myślę, że przeciętna organizacja nie dostaje ok. 50% kasy, o którą się stara. Jeżeli w przypadku organizacji LGBT jest to większy procent niż przeciętny, to może warto się zastanowić się nad jakimiś badaniami dotyczącymi tego dlaczego tak jest. Może byłby tym zainteresowany Instytut Spraw Publicznych lub inny podobny podmiot. Zastanawiam się też jak jest np. z pozyskiwaniem funduszy europejskich. Nie chciałabym żeby ktoś poczuł się atakowany, bo nie to jest moim celem. Po prostu myślę, że szukanie leku powinno się zacząć od diagnozy choroby.

Jasne jest też dla mnie, że pozyskanie prywatnego sponsora w Polsce dla organizacji LGBT jest w zasadzie nierealne, bo jest to temat zdecydowanie nie PR-owy. Jeżeli chodzi natomiast o drobne wpłaty prywatne, to ich wpływ zależy głównie od wizerunku organizacji. Wpłata jest zależna od tego, czy ludziom się podoba, to co organizacja daje. Czyli jednak najpierw niestety praca (plus dobry PR), potem kasa. Abiekt pisze, że „płacę – wymagam” powinna dotyczyć nie tylko wizyt w restauracji. Zgadzam w dwustu procentach. Tylko, żebym do tej restauracji chciała pójść i zapłacić, to najpierw muszę mieć pewność, że dają w niej dobre żarcie :)

P.S. Kolejna polemika – sposób widzenia problemu podobny do tego, z mojego wczorajszego posta, więc nie mam o czym gadać :) Romantycznie i rozważnie

Data wpisu: 20 stycznia, 2010 autor wpisu: .  |  Komentowanie nie jest możliwe

Urzędasy z sercem i duchem?

Ostatnio na wielu stronach internetowych pojawiły się teksty odnoszące się do artykułu Agnieszki Graff „Urzędasy bez serc bez ducha”. Postanowiłam się odnieść i ja. Długo zastanawiałam się, czy tekst polemiczny wypada publikować anonimowo, stwierdziłam jednak, że dla wielkich tego świata i tak Biseksblog nie jest opiniotwórczy :) niech więc głos będzie tylko głosem.

Agnieszka Graff pisze ostro i ostrość tego tekstu ma wartość samą w sobie. Tekst jest mocno przyprawiony, więc budzi wielkie emocje. Nie jestem jednak przekonana, czy doprawiono ;) zasłużenie.

1. Samoorganizacja i społeczeństwo obywatelskie

Świadectwem tego, że marzenie o samoorganizacji, zrzeszaniu się i tworzeniu społeczności niezależnych od państwa po 1989r. się spełniło jest właśnie powstanie w Polsce, w ciągu niecałych dwudziestu lat, kilkudziesięciu tysięcy organizacji pozarządowych (bez rozwiązanych). Kilkaset z nich, dynamicznym i profesjonalnym działaniem znacząco wpływa na polską rzeczywistość, większość korzysta z funduszy zdobywanych poza krajem. Społeczeństwo zorganizowało się więc w bardzo konkretnej, mającej swoje cele i zasady działania formie. Osobiście wolę taką organizację społeczeństwa obywatelskiego niż stado idealistów dyskutujących o niczym. Znacznie bardziej podoba mi się taki sposób organizacji tego społeczeństwa niż styl działania Radia Maryja, które jest, według autorki, najpotężniejszym przejawem społeczeństwa obywatelskiego.

2. Instytucjonalizacja

Autorka krytycznie odnosi się do instytucjonalizacji działań ngo. Tymczasem skuteczne działanie na dużą skalę musi być zorganizowane, a im więcej ludzi zrzesza i im ambitniejsze ma cele, tym bardziej ta organizacja jest potrzebna. Przekonało się o tym wiele organizacji, które próbując zachować „ducha” przy pomocy klimatycznej dezorganizacji zabrnęły na manowce. Jednocześnie nie wyobrażam sobie organizacji w organizacji bez instytucjonalizacji. Dotyczy to także takich ngo, w których ludzie nie zajmują się zarabianiem pieniędzy – klubów hobbystycznych, sportowych i innych. Najlepiej działające i mające największą siłę wpływu ngo to te najbardziej zinstytucjonalizowane. Niezinstytucjonalizowane organizacje nadal istnieją. Istnieją, tylko zwykle dużo gorzej się mają z powodów powyższych.

3. Język wartości i usługówka

Autorka napisała, że na skutek myślenia „projektowego” ngo przestają myśleć ideą, rezygnują z języka wartości. Pisze także, że z oczu organizacji znikają grupy społeczne, których interesy miały reprezentować.

A cóż jest bardziej zgodnego z ideą działania przeciwko dyskryminacji, przeciwko przemocy czy przeciwko korupcji, niż pomoc człowiekowi w jego konkretnej sprawie (realizowana w ramach projektów)? Puste frazesy i ideologiczny bełkot? Jakikolwiek lobbing na rzecz zmian np. prawnych nie ma żadnego sensu, jeżeli nie ma oparcia w doświadczeniu w pracy z danymi problemami, w badaniach i raportach. Takim właśnie lobbingiem organizacje pozarządowe działające na rzecz przemocy w rodzinie doprowadziły do (niedoskonałych wprawdzie, ale zawsze jakiś) zmian w przepisach dotyczących np. przesłuchań dzieci w postępowaniu karnym, takim działaniem organizacje zajmujące się handlem ludźmi doprowadziły do polepszeniu systemu reagowania na to zjawisko itd. Kropla drąży skałę.

Trudno mi się zgodzić z tym, że bliżej języka idei są ruchy religijne. Za tymi ruchami idzie przecież kasa znacznie większa niż ta w polskich ngo, i znacznie większa instytucjonalizacja, tylko rozmowy o pieniądzach toczy się gdzie indziej.Więc język idei owszem jest, ale język grantów i sprawozdań zapewne także, tylko poza naszym dostępem.

Odnośnie natomiast idei, nie sądzę, żeby ludzie, którym nie przyświecają idee społecznej zmiany chcieli pracować w organizacjach pozarządowych, z ciężkimi tematami, za nieduży pieniądz, od projektu do projektu. Są bardziej skuteczne sposoby wymiany samochodu na lepszy. Że mało ideach się mówi, to pewnie źle, ale to nie znaczy, że ich nie ma. Cały czas w organizacjach pojawiają się ludzie z ciekawymi inicjatywami i pomysłami, ciągle też powstają nowe organizacje, które rodzą się z nagłej potrzeby zrobienia czegoś. Może mniej widać je w Mieście Stołecznym, ale wystarczy wyjechać kilkaset kilometrów za Warszawę, żeby zobaczyć, ile robią w swoich środowiskach małe lokalne organizacje. Trudno odmówić ich działaniom „oddolności i spontaniczności”. Ngo w Polsce to nie tylko Fundacja Helsinska i Centrum Praw Kobiet.

4. Niezależność

Organizacje pozarządowe rzeczywiście zależą od funduszy i nie da się ukryć, że to ogranicza ich niezależność. To podmioty zewnętrzne decydują jaka jest potrzeba społeczna do zaspokojenia ogłaszając konkursy na to, czy na tamto działanie. Uderza to najbardziej w organizacje, które próbują rozwiązać problemy, których państwo nie uważa za ważne (tu zwłaszcza LGBT). Źródeł finansowania dla ngo na szczęście jednak trochę jest, a większość konkursów zawiera spory margines tolerancji na różne koncepcje. Zastanawiam się, jak można problem finansowania działań organizacji skutecznie rozwiązać inaczej. Bo w realizacje idei zupełnie bez pieniędzy jakoś nie wierzę.

Temat niezależności ruchów obywatelskich przypomina mi rozmowy o różnicach w organizacji wypraw w góry wysokie teraz i w latach siedemdziesiątych. Czytałam ostatnio jak kiedyś było himalaistom fajnie, pomalowali komin, a potem jechali przez pół roku realizować górskie sny o wolności. Z tym tylko zastrzeżeniem, że wtedy jechało się za zgodą państwa. A teraz, żeby wyjechać w góry, trzeba zacząć funkcjonować jak mała firma z działem marketingu oraz pr. Przed wyjazdem biegać za sponsorami, a po powrocie spłacać kredyt, za który się wyjechało. Więc nadal zależymy, tylko od innych spraw lub rzeczy. Świat się zmienił, ale nie tylko świat społecznikowski.

Dodam jeszcze, że skuteczność pozyskiwania funduszy na działalność ideologiczną jest zależna od profesjonalizacji organizacji. To działa na zasadzie koła. Dzięki funduszom organizacja ma większą niezależność, nie ma problemu z papierem do drukarki, ma też ludzi, którzy oprócz realizowania finansowanego programu, mogą robić też inne rzeczy, zgodne z wizją organizacji. Więc niezależność w realizacji idei paradoksalnie jest związana z instytucjonalizacją i projektami. Jeżeli organizacja LGBT dostanie grant na np. prowadzenie telefonu zaufania, może zatrudnić pracownika, który lobbuje na rzecz związków partnerskich, na co pieniędzy organizacja raczej nie dostanie. A bez kasy nie będzie miała papieru do drukarki.

Autorka pisze o tym, że nie ma ani jednej organizacji feministycznej, do której można by się zapisać i uczestniczyć w jej działaniu nie będąc etatową pracowniczką. W Polsce istnieje wiele sportowych stowarzyszeń zrzeszających setki członków nie będących etatowymi pracownikami. Z jakiegoś powodu ludzie się w nich zrzeszają. Wiele innych organizacji z sukcesem werbuje wolontariuszy. Dlaczego więc nie ma takiej organizacji feministycznej, nie wiem. Być może po prostu nie ma takiej społecznej potrzeby? Bo organizacje rodzą się ze społecznych potrzeb.

A Manifa i Kongres Kobiet? Wydaje mi się, że nie powstałyby gdyby nie istniały ngo, gdyby nie istniał ideowy ruch ngo i nie istniały kobiety liderki, w tym duchu ngo wychowane. Nie powstałyby, gdyby nie było pewnych diagnoz problemów tworzonych przez ngo itd. Poza tym, super, że jest Manifa, Manifa jest koniecznością. Jeżeli jednak chodzi o zmiany, Manifa nic by nie pomogła bez codziennej, nieco żmudnej pracy (także przy projektach i sprawozdaniach) wielu zinstytucjonalizowanych organizacji.

5. Rywalizacja i konflikty

Nie ma co oszukiwać, że ich nie ma. Pewnie dobrze byłoby gdyby było mniej. Nie jest jednak tak, że nie ma współpracy, a przykładów można wymienić sporo. Wiele organizacji pisze wspólne projekty, realizuje wspólne działania, są też przykłady na wspólną politykę dotyczącą np. współpracy w Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Rywalizacja czasami nie jest zła. Przyczynia się do poprawienia jakości działań. Widać też wyraźnie środowiska mniej i bardziej kłótliwe, więc może jednak to trochę zależy od natury działaczy?

Na koniec – niezbyt rozumiem, dlaczego musimy łączyć działalność ngo z lewicowością. Myślę, że gdyby zrobić sondaż, w organizacjach pozarządowych najwięcej byłoby wyborców Platformy, A i propisowskie środowiska istnieją.

Rozumiem, że autorka widzi temat z zupełnie innej, niż moja, perspektywy. Patrzy z punktu widzenia kogoś, kto miał wobec ruchy pozarządowego pewne oczekiwania. więc jej ocena skuteczności tego ruchu zawsze będzie nieco inna, niż ocena tych, którzy z organizacjami pozarządowymi wyrośli lub trafili w sytuację już istniejącą.

Ogromnie się cieszę się, że ten tekst powstał. To dobrze, że ktoś jeszcze wprost mówi i pisze o ideach. Jestem tylko zdania, że usługówka nie jest od ideałów daleko, a instytucjonalizacja nie jest wrogiem ideałów, jeżeli tylko funkcjonuje na ich gruncie.

Data wpisu: 19 stycznia, 2010 autor wpisu: .  |  Komentowanie nie jest możliwe