1. Samoorganizacja i społeczeństwo obywatelskie
Świadectwem tego, że marzenie o samoorganizacji, zrzeszaniu się i tworzeniu społeczności niezależnych od państwa po 1989r. się spełniło jest właśnie powstanie w Polsce, w ciągu niecałych dwudziestu lat, kilkudziesięciu tysięcy organizacji pozarządowych (bez rozwiązanych). Kilkaset z nich, dynamicznym i profesjonalnym działaniem znacząco wpływa na polską rzeczywistość, większość korzysta z funduszy zdobywanych poza krajem. Społeczeństwo zorganizowało się więc w bardzo konkretnej, mającej swoje cele i zasady działania formie. Osobiście wolę taką organizację społeczeństwa obywatelskiego niż stado idealistów dyskutujących o niczym. Znacznie bardziej podoba mi się taki sposób organizacji tego społeczeństwa niż styl działania Radia Maryja, które jest, według autorki, najpotężniejszym przejawem społeczeństwa obywatelskiego.
2. Instytucjonalizacja
Autorka krytycznie odnosi się do instytucjonalizacji działań ngo. Tymczasem skuteczne działanie na dużą skalę musi być zorganizowane, a im więcej ludzi zrzesza i im ambitniejsze ma cele, tym bardziej ta organizacja jest potrzebna. Przekonało się o tym wiele organizacji, które próbując zachować „ducha” przy pomocy klimatycznej dezorganizacji zabrnęły na manowce. Jednocześnie nie wyobrażam sobie organizacji w organizacji bez instytucjonalizacji. Dotyczy to także takich ngo, w których ludzie nie zajmują się zarabianiem pieniędzy – klubów hobbystycznych, sportowych i innych. Najlepiej działające i mające największą siłę wpływu ngo to te najbardziej zinstytucjonalizowane. Niezinstytucjonalizowane organizacje nadal istnieją. Istnieją, tylko zwykle dużo gorzej się mają z powodów powyższych.
3. Język wartości i usługówka
Autorka napisała, że na skutek myślenia „projektowego” ngo przestają myśleć ideą, rezygnują z języka wartości. Pisze także, że z oczu organizacji znikają grupy społeczne, których interesy miały reprezentować.
A cóż jest bardziej zgodnego z ideą działania przeciwko dyskryminacji, przeciwko przemocy czy przeciwko korupcji, niż pomoc człowiekowi w jego konkretnej sprawie (realizowana w ramach projektów)? Puste frazesy i ideologiczny bełkot? Jakikolwiek lobbing na rzecz zmian np. prawnych nie ma żadnego sensu, jeżeli nie ma oparcia w doświadczeniu w pracy z danymi problemami, w badaniach i raportach. Takim właśnie lobbingiem organizacje pozarządowe działające na rzecz przemocy w rodzinie doprowadziły do (niedoskonałych wprawdzie, ale zawsze jakiś) zmian w przepisach dotyczących np. przesłuchań dzieci w postępowaniu karnym, takim działaniem organizacje zajmujące się handlem ludźmi doprowadziły do polepszeniu systemu reagowania na to zjawisko itd. Kropla drąży skałę.
Trudno mi się zgodzić z tym, że bliżej języka idei są ruchy religijne. Za tymi ruchami idzie przecież kasa znacznie większa niż ta w polskich ngo, i znacznie większa instytucjonalizacja, tylko rozmowy o pieniądzach toczy się gdzie indziej.Więc język idei owszem jest, ale język grantów i sprawozdań zapewne także, tylko poza naszym dostępem.
Odnośnie natomiast idei, nie sądzę, żeby ludzie, którym nie przyświecają idee społecznej zmiany chcieli pracować w organizacjach pozarządowych, z ciężkimi tematami, za nieduży pieniądz, od projektu do projektu. Są bardziej skuteczne sposoby wymiany samochodu na lepszy. Że mało ideach się mówi, to pewnie źle, ale to nie znaczy, że ich nie ma. Cały czas w organizacjach pojawiają się ludzie z ciekawymi inicjatywami i pomysłami, ciągle też powstają nowe organizacje, które rodzą się z nagłej potrzeby zrobienia czegoś. Może mniej widać je w Mieście Stołecznym, ale wystarczy wyjechać kilkaset kilometrów za Warszawę, żeby zobaczyć, ile robią w swoich środowiskach małe lokalne organizacje. Trudno odmówić ich działaniom „oddolności i spontaniczności”. Ngo w Polsce to nie tylko Fundacja Helsinska i Centrum Praw Kobiet.
4. Niezależność
Organizacje pozarządowe rzeczywiście zależą od funduszy i nie da się ukryć, że to ogranicza ich niezależność. To podmioty zewnętrzne decydują jaka jest potrzeba społeczna do zaspokojenia ogłaszając konkursy na to, czy na tamto działanie. Uderza to najbardziej w organizacje, które próbują rozwiązać problemy, których państwo nie uważa za ważne (tu zwłaszcza LGBT). Źródeł finansowania dla ngo na szczęście jednak trochę jest, a większość konkursów zawiera spory margines tolerancji na różne koncepcje. Zastanawiam się, jak można problem finansowania działań organizacji skutecznie rozwiązać inaczej. Bo w realizacje idei zupełnie bez pieniędzy jakoś nie wierzę.
Temat niezależności ruchów obywatelskich przypomina mi rozmowy o różnicach w organizacji wypraw w góry wysokie teraz i w latach siedemdziesiątych. Czytałam ostatnio jak kiedyś było himalaistom fajnie, pomalowali komin, a potem jechali przez pół roku realizować górskie sny o wolności. Z tym tylko zastrzeżeniem, że wtedy jechało się za zgodą państwa. A teraz, żeby wyjechać w góry, trzeba zacząć funkcjonować jak mała firma z działem marketingu oraz pr. Przed wyjazdem biegać za sponsorami, a po powrocie spłacać kredyt, za który się wyjechało. Więc nadal zależymy, tylko od innych spraw lub rzeczy. Świat się zmienił, ale nie tylko świat społecznikowski.
Dodam jeszcze, że skuteczność pozyskiwania funduszy na działalność ideologiczną jest zależna od profesjonalizacji organizacji. To działa na zasadzie koła. Dzięki funduszom organizacja ma większą niezależność, nie ma problemu z papierem do drukarki, ma też ludzi, którzy oprócz realizowania finansowanego programu, mogą robić też inne rzeczy, zgodne z wizją organizacji. Więc niezależność w realizacji idei paradoksalnie jest związana z instytucjonalizacją i projektami. Jeżeli organizacja LGBT dostanie grant na np. prowadzenie telefonu zaufania, może zatrudnić pracownika, który lobbuje na rzecz związków partnerskich, na co pieniędzy organizacja raczej nie dostanie. A bez kasy nie będzie miała papieru do drukarki.
Autorka pisze o tym, że nie ma ani jednej organizacji feministycznej, do której można by się zapisać i uczestniczyć w jej działaniu nie będąc etatową pracowniczką. W Polsce istnieje wiele sportowych stowarzyszeń zrzeszających setki członków nie będących etatowymi pracownikami. Z jakiegoś powodu ludzie się w nich zrzeszają. Wiele innych organizacji z sukcesem werbuje wolontariuszy. Dlaczego więc nie ma takiej organizacji feministycznej, nie wiem. Być może po prostu nie ma takiej społecznej potrzeby? Bo organizacje rodzą się ze społecznych potrzeb.
A Manifa i Kongres Kobiet? Wydaje mi się, że nie powstałyby gdyby nie istniały ngo, gdyby nie istniał ideowy ruch ngo i nie istniały kobiety liderki, w tym duchu ngo wychowane. Nie powstałyby, gdyby nie było pewnych diagnoz problemów tworzonych przez ngo itd. Poza tym, super, że jest Manifa, Manifa jest koniecznością. Jeżeli jednak chodzi o zmiany, Manifa nic by nie pomogła bez codziennej, nieco żmudnej pracy (także przy projektach i sprawozdaniach) wielu zinstytucjonalizowanych organizacji.
5. Rywalizacja i konflikty
Nie ma co oszukiwać, że ich nie ma. Pewnie dobrze byłoby gdyby było mniej. Nie jest jednak tak, że nie ma współpracy, a przykładów można wymienić sporo. Wiele organizacji pisze wspólne projekty, realizuje wspólne działania, są też przykłady na wspólną politykę dotyczącą np. współpracy w Rzecznikiem Praw Obywatelskich. Rywalizacja czasami nie jest zła. Przyczynia się do poprawienia jakości działań. Widać też wyraźnie środowiska mniej i bardziej kłótliwe, więc może jednak to trochę zależy od natury działaczy?
Na koniec – niezbyt rozumiem, dlaczego musimy łączyć działalność ngo z lewicowością. Myślę, że gdyby zrobić sondaż, w organizacjach pozarządowych najwięcej byłoby wyborców Platformy, A i propisowskie środowiska istnieją.
Rozumiem, że autorka widzi temat z zupełnie innej, niż moja, perspektywy. Patrzy z punktu widzenia kogoś, kto miał wobec ruchy pozarządowego pewne oczekiwania. więc jej ocena skuteczności tego ruchu zawsze będzie nieco inna, niż ocena tych, którzy z organizacjami pozarządowymi wyrośli lub trafili w sytuację już istniejącą.
Ogromnie się cieszę się, że ten tekst powstał. To dobrze, że ktoś jeszcze wprost mówi i pisze o ideach. Jestem tylko zdania, że usługówka nie jest od ideałów daleko, a instytucjonalizacja nie jest wrogiem ideałów, jeżeli tylko funkcjonuje na ich gruncie.