Nasza klasa
Oczywiście nie o portalu będzie ta recenzja a o (w miarę) nowej sztuce Teatru na Woli: Nasza klasa – historia w XIV lekcjach. Niektórym wydawać by się mogło, że tematyka tej sztuki niewiele ma wspólnego z treściami tego portalu. Nic bardziej mylnego.Tomasz Słobodzianek, autor Naszej klasy (nagrodzony m.in. Nike) opowiada historię pewnej klasy z małego miasteczka – jednego z wielu tych, które w czasie II wojny światowej wsławiły się rozwiązaniem kwestii żydowskiej tak jak najsłynniejsze miasto – Jedwabne. W wiejskiej klasie spotykamy 10 uczniów – różnej płci, różnego pochodzenia (Polaków i Żydów), różnego pochodzenia.
Click here to view the video on YouTube.
Obserwujemy wydarzenia podzielone na lekcje. Od momentu, kiedy klasa jest razem, bawi się i nie widzi różnic, przez kolejne zmiany władzy i ideologii, co wpływa znacząco na życie tych ludzi. Zaczyna się od wyjazdu Abrama – jednego z dzieci żydowskich. Abram będzie zawsze obecny w klasie, ale gdzieś obok, daleko, w Ameryce. Mamy Dorę – szkolną piękność, żydówkę, która będzie użerała się z mężem alkoholikiem wiecznie płaczącym dzieckiem, Zochę, prostą, naiwną, polską dziewuchę, która po prostu chce kochać i być kochana, ale nie ma szczęścia w miłości, Rachelka (Marinna) – oczytana, znająca kilka języków miała przed sobą świetlaną przyszłość, ale sytuacja sprawiła, że skończyła ukrywając się po lesie z mężem honorowym kretynem, Jakuba Kaca – żydowskiego intelektualistę, wymoczka, który zostaje socjalistą ze strachu, Ryśka – polskiego chłopaka, który zakochany w Dorze nigdy nie wyjawia tego uczucia, co prowadzi do osobistej tragedii, Zygmunta – polskiego aparatczyka kolaborującego z NKWD, potem z komunistami, prowodyr mordu, ale też przykładny ojciec rodziny, Menachema – żydowskiego babiarza, przeżywającego pogrom, by mścić się na katach, wyjeżdża do Izraela by zostać żołnierzem, Władka, prostego polskiego chłopa, który mimo swojej ogólnej głupoty wykazuje wiele ludzkich odruchów, Heńka – typowego kolegę z paczki, który zawsze wspierał swoich polskich kolegów, katolicki aparatczyk, który zostaje księdzem, by piąć się po drabinie kariery (to o nim padają słowa, że jest pederastą) i Abrama, który po wyjeździe pisze listy od czasu do czasu i czyta o strasznych wydarzeniach tamtych czasów.
Oglądając sztukę próbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie – jak to możliwe, że ludzie, którzy spędzili ze sobą tyle lat w szkole, byli kolegami, koleżankami zostali doprowadzeni do sytuacji, w której mordowali siebie nawzajem, często w bestialski i niezrozumiały sposób.
Słobodzianek wzorując się na prawdziwych postaciach stara się trochę uzupełnić luki w ich życiorysach przy pomocy fantazji. Postać Zygmunta była wzorowana na Zygmuncie Laudańskim (który z bratem Jerzym był jednym z głównych prowodyrów mordu w Jedwabnem), Jakub Kac był Jakubem Kacem, ale też Józefem K. zarżniętym w kamieniołomie, Menachem ma pewne cechy wspólne z Wasersztejnem, Zocha i Antonia Wyrzykowska, Włodek i Stanisław Ramotowski, Marianna i Marianna (Rachela Finkelsztejn) – to postaci fikcyjne czerpiące z rzeczywistych.
Przez 78 lat, kiedy rozgrywa się sztuka (od 1925 roku ), widzimy jak ludzkie losy sterowane są przez politykę i ideologię. Poznajemy bohaterów tak różnorodnych i ciekawych, tak wesoło pasujących do wierszyków dla dzieci i zabaw, które odgrywają, że kiedy zaczyna się akcja: gwałty, mordy, dzieciobójstwo, zagłada i dziesiątki innych nieszczęść - czujemy się bezradni i oszołomieni. Patrzymy na rozgrywające się dramaty, ale za chwilę słyszymy prawo Archimedesa.
Ta polemika z Umarłą klasą Kantora* pokazuje, że duchy z przeszłości są udręczeniem, a nie wspomnieniem.
Scenografia, kostiumy, światło i muzyka – to wszystko tworzy magiczną całość, która pochłania widza bez reszty. Symboliczne wymienianie wiszących nad drzwiami symboli (krzyża, swastyki oraz sierpa i młota), ubrania bohaterów mówiące o ich życiu, ławki i krzesła, które raz są szkolną klasą, innym razem meblami z wesela, jeszcze w innym bryczką a w jeszcze innym planem miasta – wszystko to tworzy klimat, który ma nie rozpraszać od głównego wątku: wielogłosu bohaterów. Wydarzenia życia poznajemy często z kilku perspektyw na raz. Oczywiście sztuka nie odpowiada na pytanie: DLACZEGO sąsiedzi mordowali sąsiadów, koledzy z klasy kolegów itd. Najczęściej widzimy jak bohaterowie mówią – tak musiało być, co innego można było zrobić w takiej sytuacji, czy TY postąpiłbyś/ postąpiłabyś inaczej? Jak możliwe było, że przez 60 lat zmowa milczenia winiła za mord w Jedwabnem Nazistów, kiedy to polska ludność, była głównie za to odpowiedzialna?
Chociaż sztuka jest bardzo posępna i dotyczy okropnych wydarzeń daje jednak iskierkę nadziei. Obok całego zła widzimy miłość, przyjaźń, osoby, które ratowały Żydów, troskę i dobro. Bardzo znaczącym jest końcowe wystąpienie Abrama, którego całą rodzinę zamordowano, ale on opisuje rodzinę, której on dał początek – przez dobre dwie minuty słuchamy o wszystkich dzieciach ich mężach i żonach, wnukach i wnuczkach i ich dzieciach i żonach i kolejnych pokoleniach.
Kto jest bohaterem? Władek i Zocha? Niekoniecznie robili to z pobudek altruistycznych. Zygmunt, Heniek i Rysiek – “prawdziwi Polacy”? Zdolni do mordowania, zdradzania i knucia w imię patriotyzmu? Zamordowani Żydzi – Jakub i Dora? Menachem, który próbował pomścić swoich bliskich? Marianna adoptująca się do nowych warunków? Abram?
Największym wyzwaniem jest język. Czy istnieje język, który może opisywać taki bezmiar zła? Czy słowo zagłada potrafi zamknąć w sobie całe zło i okrucieństwo, które się wtedy dzieje? Czy Heniek jest tylko oportunistą i socjopatą? Sam z resztą pisze do Abrama, że to wszystko jest nie do opisania co spotkało… naszą klasę. Na szczęście to opisane zostało – od Sąsiadów Grossa, przez My z Jedwabnego Bikont aż po Naszą klasę Słobodzianka.
Przez cały czas na scenie są z nami zmarli. Kolejne ławki przenoszone są z części głównej za drzwi, gdzie kolejne trupy siadają i przyglądają się poczynaniom swoich kolegów i koleżanek z ławek szkolnych. Oni nigdy nie są zapomniani. Co jakiś czas nawiedzają żyjących – tych zwyczajnych ludzi, którzy w innych czasach, w innym miejscu, a może w innej sytuacji przeżyliby swoje życie spokojnie, po prostu. Bez tego całego zła.
REŻYSERIA: Ondrej Spišák
II REŻYSER: Aldona Figura
SCENOGRAFIA: František Liptak
KOSTIUMY: Jan Kozikowski
OPRAWA MUZYCZNA: Bartłomiej Woźniak
CHOREOGRAFIA: Anna Iberszer
KIEROWNICTWO PRODUKCJI: Magdalena Romańska
INSPICJENT: Mateusz Karoń
Spektakt Fundacji Sztuka Dialogu w koprodukcji z Festiwalem Konfrontacje Teatralne w Lublinie.
Premiera 16 października 2010 w Teatrze Na Woli.
Spektakl grany na scenie ul. Kasprzaka 22
Czas trwania: ok. 2 godz. 45 min, 1 przerwa
* W Umarłej klasie Tadeusza Kantora umarli wracają na swoje własne miejsce w szkolnych ławkach. Ławki ustawione są na scenie tuż przed ławkami albo krzesłami dla widzów, zanim jeszcze zacznie się przedstawienie. W ławkach siedzą manekiny chłopców i dziewcząt. Umarli siadają obok samych siebie, obok byłych siebie, obok siebie, którzy b y l i. Są dwie różne “klasy” przywołane z niepamięci i wywołane (jak uczeń, którego się w y w o ł u j e do odpowiedzi) pamięcią Kantora. Pierwsza klasa – to klasa przed maturą w galicyjskim gimnazjum w małym miasteczku w monarchii austro-węgierskiej w przeddzień pierwszej wojny światowej. Druga “klasa” w tym halucynacyjnym spektaklu Kantora to umarły albo raczej wypalony do imentu e t o s tego zakątka ziemi, gdzie mieszkali obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi.
/…/ w teatrze Kantora żywi są sobowtórami manekinów. Żywi są sobowtórami umarłych i to jest chyba to najważniejsze, co ma Kantor do powiedzenia.
W Umarłej klasie wizją teatralną, powtarzającą się uporczywie i mającą fizyczność i natręctwo sennego koszmaru, jest korowód umarłych, powracających, żeby zasiąść ponownie w szkolnych ławkach.
/…/ u Kantora obraz, temat i obsesja, jak guz, który uwiera, jak freudowska trauma – są jednym i tym samym.
/…/ Teatr Kantora nazywam teatrem esenscji. Według słynnej definicji Sartre’a, egzystencja poprzedza esencję. Egzystencją są wybory i gry – moralne, intelektualne i towarzyskie. Egzystencją jest wolność wyboru. Esencją jest, co z nas zostaje. Esencją jest dramat ludzki oczyszczony z przypadku i ze złudzeń, że są w nim wybory. Esencją jest ślad. Jak odcisk skorupiaka na kamieniu jeszcze nie do końca rozmyty przez wodę.
/…/ Kantor obecny/nieobecny na scenie od pierwszej do ostatniej chwili spektaklu, przygarbiony w tym samym zawsze czarnym ubraniu i ciemnym szalu, ponaglający swoich aktorów lekkim, czasem niemal niedostrzegalnym trzepnięciem palców, jakby zniecierpliwiony, że to wszystko jeszcze tak długo trwa, wydać się może Charonem, który przeprawia umarłych na tamtą stronę. Ale Kantor nie tylko odprawia umarłych, on ich także sprowadza. W tym teatrze znikającego i rozmytego śladu Kantor obecny na scenie jest pamięcią po miejscach i ludziach. I w tym jest niezwykłość i powagaUmarłej klasy i Wielopola.
[Jan Kott, Teatr esencji: Kantor i Brook]



