Czy trafię jeszcze na ciepłego, tolerancyjnego, inteligentnego i wrażliwego faceta? Ależ kochana, wszyscy ciepli, tolerancyjni, inteligentni i wrażliwi faceci mają już dawno swoich chłopaków! Tę zabawną dykteryjkę, mówiącą wprawdzie o panach, doskonale można odnieść do kochających inaczej pań.
scary lesbian
Homoseksualizm – zjawisko stare jak świat – przez wieki był postrzegany i oceniany w różny sposób. Bywało jak w powiedzeniu Seneki: „Dawne grzeszne nałogi traktowane są teraz niemal jak obyczaje”; bywało, że pewne zachowania seksualne akceptowane w jednej epoce, okazywały się grzeszne i niemoralne w innej. Z pewnością dramatyczne perypetie życiowe Oskara Wilde’a wyglądałyby inaczej, a raczej w ogóle by ich nie było, gdyby żył w antycznej Grecji, a nie w purytańskiej Anglii. Normy moralne, miejsce urodzenia, stan posiadania i kultura miały znaczący wpływ na granice swobody seksualnej. Termin „homoseksualista” znany jest już od czasów greckich, natomiast określenie „lesbijka” pojawiło się dopiero w XVI wieku, kiedy pisarz Pierre de Brantôme wydał zbiór wierszy miłosnych ułożonych przez kobiety dla kobiet, pod wspólnym tytułem Lesbijki, nawiązującym do greckiej poetki Safony z wyspy Lesbos. Wcześniej nazywano je trybadami, od greckiego słowa tribein – „ocierać się, trzeć”, bądź mylnie hermafrodytami.
Jak przez wieki postrzegane były kobiety homoseksualne? Czy mogły otwarcie i świadomie przyznawać się do swojej tożsamości seksualnej? Czy były akceptowane, czy też potępiane i jako kobiety upadłe, grzeszne bądź niemoralne, spychane na margines społeczny? Od czasów antycznej Grecji i filozofii otwartej na człowieka niemal do końca XIX wieku unikano tematu seksualności kobiet oraz starannie ignorowano inną tożsamość seksualną pań. Jeśli opisywano stosunki lesbijskie, to tylko jako grzech albo wyuzdanie. Przykładem może być piękna i występna Elżbieta Batory (krewna naszego króla), zwana Krwawą Hrabiną, kobieta uważana za największą zbrodniarkę XVI wieku, mordowała bowiem zwabione na swój zamek młode chłopki i ubogie szlachcianki. Hrabina preferowała dziewice, które po seksualnym wykorzystaniu zabijała w okrutny sposób, a ich krwi używała do sporządzenia eliksiru młodości. A zatem zaspakajanie jej biseksualnych skłonności (magnatka miała męża) miało też cel kosmetyczny… Oczywiście, był to na szczęście wyjątek, aczkolwiek często wspominany przez historyków i pisarzy.
lesbian hair
W średniowieczu i w późniejszych wiekach prócz fikcji literackiej niewiele jest wiarygodnych dokumentów świadczących o stosunku kobiet do własnej seksualności. Na przełomie XIX i XX wieku stosunki lesbijskie były sprawą normalną, a jednak obowiązująca w owym czasie podwójna moralność zmuszała kobiety piszące na ten temat do potępienia ich w swoich dziełach. Początek dramatycznego XX wieku był punktem zwrotnym dla kochających inaczej kobiet. Pojawia się cała plejada utalentowanych, sławnych i niepospolitych kobiet, które w sposób bardziej lub mniej zakamuflowany przyznają się do swoich preferencji.
Przypomnijmy choćby Sidonie Gabrielle Colette, autorkę cyklu powieści o Klaudynie, w których jawnie przyznaje się do swoich lesbijskich skłonności. Młoda, pochodząca z prowincji Colette poślubiła dużo od siebie starszego Henry’ego Gauthier-Villarsa, zwanego Willym, bawidamka i światowca, o zadęciach pisarskich, mężczyznę o wątpliwej moralności, który odkrywszy zdolności literackie żony ponoć zamykał ją na całe dni w pokoju, aby pisała. Willy nie tylko akceptował jej fascynację kobietami, ale i czerpał z tego korzyści finansowe.
Para wydała cztery tomy przygód Klaudyny, które ukazały się wyłącznie pod nazwiskiem Willy’ego – zjawisko dość nagminne w czasach, kiedy kobiety musiały ukrywać swoją prawdziwą tożsamość, wkraczając w dziedziny typowo męskie. Powieści Colette ze względu na szczerość, otwartość oraz sugestywne opisy flirtów i romansów lesbijskich wywołały skandal wśród paryskiej śmietanki towarzyskiej, co przyczyniło się jednak do zwiększenia nakładu. A Colette, dzięki sześcioletniemu romansowi z markizą de Morny, stała się bohaterką jednego z największych paryskich skandali. Colette napisała kiedyś: „Potężna jest uwodzicielska moc, emanująca z osób o nieokreślonej lub ukrywanej płci”.
Lesbijki
Ponoć swój najgorętszy romans przeżyła z Natalie Clifford Barney, Amerykanką osiadłą w Paryżu, kobietą bogatą, uzdolnioną i niekonwencjonalną, otwarcie przyznającą się do homoseksualnej tożsamości. Natalie była poetką i pamiętnikarką, stworzyła też najsłynniejszy w owym czasie salon literacki. Przez całe życie romansowała ze sławnymi i utalentowanymi kobietami, a było ich ponad pięćdziesiąt, począwszy od słynnej paryskiej kurtyzany Liane de Pougy, przez poetkę Renée Vivien, Elisabeth de Gramont, wspomnianą już Colette, Dolly Wilde, aż po malarkę Romaine Brooks. Jej największa miłość, Renée Vivien, była podopieczną poetów Verlaine’a i Baudelaire’a, tłumaczką poezji pierwszej sławnej lesbijki – Safony.
W purytańskiej Anglii Virginia Woolf, jedna z największych pisarek XX wieku, choć zdecydowała się na małżeństwo, to głębokie związki emocjonalne łączyły ją z kobietami. Kochała się skrycie w Katherine Mansfield, pisarce modernizmu, a potem przez długie lata przyjaźniła się (czy tylko platonicznie?) z poetką Vitą Sackville-West. Virginia, jak można stwierdzić na podstawie lektury zbioru jej esejów Własny pokój, była głęboko zaangażowana w ruchy feministyczne i w obronę praw kobiet. W 1928 roku zasłynęła gorącą obroną Radclyffe Hall, pisarki i poetki, oskarżonej po wydaniu powieści The Well of Loneliness (pol. przekł. Źródło samotności) o obrazę moralności, autorka bowiem otwarcie przedstawiała w niej swoje poglądy lesbijskie. Mimo protestów feministek książkę Hall wycofano ze sprzedaży.
W szalonych latach 20. ubiegłego wieku słynna już wtedy Simone de Beauvoir, w której duszy ścierały się rozum i uczucie, choć w życiu prywatnym została zdominowana przez Sartre’a, stała się jedną z najbardziej zaangażowanych intelektualistek Francji i ikoną ruchu feministycznego. Ponoć to wewnętrzne rozdarcie pchnęło ją ku młodzieńczym związkom lesbijskim, często nawiązywanym podczas nieobecności filozofa.
lesbijska rodzina
W Paryżu pojawiła się również bodaj najsłynniejsza skandalistka XX wieku Anaïs Nin, która dokonała tego, na co nie odważyła się przed nią żadna kobieta. Bez cienia wstydu opisała bowiem swoje najskrytsze myśli i marzenia, miłości i zdrady. To ona pierwsza powiedziała: „Jestem, jaka jestem”. Seks uprawiany z mężczyznami i z kobietami, na dodatek z różnymi, i to tego samego dnia, kłamstwa, zdrady i ekscesy seksualne, wszystko to zostało otwarcie opisane w dziennikach Anaïs, choć ona sama nigdy nie deklarowała się otwarcie jako lesbijka, była raczej otwarta, zmysłowa i biseksualna.
Lata powojenne w Europie nie sprzyjały już tak bardzo obyczajowemu otwarciu. W krajach „za żelazną kurtyną” kobieta mogła być traktorzystką, majstrem budowlanym, przodowniczką pracy, tylko broń Boże nie lesbijką. Warto wspomnieć film Inne spojrzenie, ze znakomitymi Jadwigą Jankowską-Cieślak i Grażyną Szapołowską w rolach głównych, którego akcja dzieje się w latach 50. na Węgrzech. A na zachodzie Europy totalitarne reżimy generała Franco w Hiszpanii i Salazara w Portugalii, konserwatywne do szpiku kości, katolickie do przesady i zaściankowe, skazywały kobietę na rolę żony, matki, strażniczki domowego ogniska, z tamborkiem do haftowania w jednej ręce, a modlitewnikiem w drugiej, otoczonej czeredką rozwrzeszczanych dzieci. Dopiero koniec totalitarnych reżimów, wiosna 1968 r., a potem rozpad obozu komunistycznego przyczyniły się do aktywizacji ruchu feministycznego i pełnego uświadomienia potrzeb kobiet, w tym także prawa do określenia tożsamości seksualnej.
We współczesnej Hiszpanii ruchy feministyczne oraz organizacje gejów i lesbijek są silne i aktywne. Co prawda iberyjskie środowisko LBGT skarży się, że oferta wydawnicza poruszająca te tematy ciągle jeszcze jest bardzo skromna, szczególnie dotyczy to lesbijek, jednak ukazuje się sporo powieści, zbiorów opowiadań i poezji „safońskich”. Jedną z takich powieści jest Szalona geometria miłości napisana przez zdeklarowaną lesbijkę Susanę Guzner.
Susana Guzner, Argentynka z La Platy, wyemigrowała z ojczyzny po śmierci siostry, zamordowanej przez paramilitarną prawicową grupę utworzoną do walki z opozycją. Susana trafiła do pofrankistowskiej Hiszpanii, otwierającej się na świat i nowe idee, i szybko dołączyła do ruchu gejów i lesbijek walczących, i to skutecznie, o swoje prawa. Właśnie Hiszpania jest jednym z pierwszych krajów, oczywiście oprócz Skandynawii, w którym zalegalizowano małżeństwa między osobami tej samej płci (w 2005 r.), co wiąże się z prawami do adopcji, dziedziczenia oraz rent. Susana jest psychologiem, autorką scenariuszy telewizyjnych i pisarką.
Lip service
Szalona geometria miłości uznana została w Hiszpanii za hit literatury lesbijskiej. Czy rzeczywiście na taką ocenę zasługuje, czy też po prostu jest to zręcznie napisana, skomplikowana historia miłości, tyle że zamiast kobiety i mężczyzny mamy dwie piękne dziewczyny, a cała reszta, to znaczy romantyczna otoczka, mieści się w schemacie romansu heteroseksualnego?
Główna bohaterka, María Corradi, to osoba poprawna niemal do przesady. Ładna, inteligentna, twórcza (jest tłumaczką), poukładana, samodzielna finansowo, czuła, opiekuńcza i dyskretna, w zasadzie idealna kandydatka na żonę. Jest tylko jedno „ale” – María kocha kobiety, a w miłości potrafi angażować się bez reszty i trwać w niej do końca (jej największa miłość, utalentowana pianistka, umarła na jej rękach na raka).
Po latach samotnego życia María spotyka na rzymskim lotnisku Fiumicino Evę, która jest jej dokładnym przeciwieństwem. Eva jest enigmatyczna, zmienna w nastrojach, kapryśna, a przy tym piękna i zdecydowanie heteroseksualna. A jednak chemia działa między nimi bez zarzutu i dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, jakim okazał się fałszywy zamach bombowy, nasze bohaterki zamiast do samolotu trafiają do tego samego hotelu w Rzymie. María nie wie, czy sama uwodzi, czy jest uwodzona. W każdym razie kobiety padają sobie w ramiona i dalej ich romans rozwija się w pięknym entourage’u: w urokliwym hoteliku u podnóża Dolomitów i w romantycznej scenerii Wenecji. Eva nie jest jednak tak idealną partnerką, jak się z pozoru wydaje – jest chimeryczna, histeryczna i zmienna, czasem wręcz prowokująca, co dziwi i szokuje poukładaną i poczciwą Maríę.
Po powrocie do Madrytu ich romans kwitnie; Eva poznaje rodziców Maríi, inteligentnych, tolerancyjnych ludzi, akceptujących tożsamość córki. Dziewczyny zamieszkują razem i María pełni obowiązki zarówno żony, jak i męża. Tymczasem Eva prowadzi dziwną i tajemniczą grę, od czasu do czasu znika, nie daje znaku życia, kłamie, oszukuje i z euforii wpada w depresję. Zakochana María wszystko wybacza, póki nie odkrywa w kosmetyczce ukochanej … testu ciążowego. Eva odchodzi, María zaś przeżywa prawdziwe katusze zawodu miłosnego. Akcja rozwija się jak w prawdziwym romansie… María poszukuje Evy, pragnie się zemścić, zaś prawda, jaką odkrywa, burzy jej uporządkowany świat.
W sumie jest to poprawnie napisany romans, tyle że służący do przemycenia pewnych ważkich, zdaniem autorki, prawd o społeczności lesbijek. Guzner wspomina zatem o znanym również i w Polsce antagonizmie między gejami i lesbijkami: „Gejów i lesbijki łączy jasny wybór rodzaju miłości, bunt przeciwko społeczeństwu potępiającemu taki sposób życia, obrona praw i wiele innych rzeczy, prócz sympatii osobistych”. Przypomnijmy, jak w Polsce naczelny pisarz literatury gejowskiej, Michał Witkowski, użył w wywiadzie radiowym bardzo politycznie niepoprawnych słów „łysa lesba”. Polskie lesbijki skarżą się, że są dyskryminowane nawet w środowiskach LGBT, a bramkarze w niektórych klubach mają zakaz wpuszczania lesbijek, jest to bowiem grupa o mniejszych dochodach niż geje, inaczej się bawi i przy barze nie błyska złotymi kartami kredytowymi.
Szalona geometria miłości to książka o poszukiwaniu miłości, cierpieniach, emocjach, zemście i potrzebie wybaczenia, a przede wszystkim o uczuciach. W zasadzie równie dobrze mogłaby to być powieść o miłości heteroseksualnej. Ciekawe są opisy związków lesbijskich i homoseksualnych, poznajemy ludzi wykształconych, wrażliwych, czasem po przeżytych zawodach miłosnych, dowcipnych, domagających się uznania ich tożsamości i rozpaczliwie poszukujących uczucia. Doprawdy, Guzner uczy nas innego, a może po prostu normalnego spojrzenia na środowiska, które znamy z prostackich żartów lub równie niesmacznych anegdotek.
Niestety na polskim rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu książek o miłości homoseksualnej. Również nasz rodzimy coming out ma raczej skromny zasięg. Oprócz prowokacyjnych enuncjacji, jeszcze w latach 80., Jerzego Nasierowskiego („naczelnego pedała PRL-u”, jak sam o sobie mawiał) i kilku coming outów gejów, których orientacja seksualna już od dawna stanowiła tajemnicę poliszynela (para Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski), wyznania Marka Barbasiewicza i trochę mętnych deklaracji Michała Witkowskiego, który nie do końca przyznał się do swojej tożsamości, ujawnił się jeszcze Jacek Poniedziałek. A zatem jak widać coming out ogranicza się do kręgów celebrytów i aktorów.
Wśród pań jest jeszcze skromniejszy. Dobrych parę lat temu pisarka Izabela Filipiak w wywiadzie z Małgorzatą Domagalik wyznała, że jest lesbijką, a pisarka Anna Laszuk, zdeklarowana lesbijka, wydała niedawno książkę Dziewczyny,wyjdźcie z szafy – zbiór wywiadów z lesbijkami w różnym wieku i z różnych środowisk. Opisują one swoje losy oraz mówią o potrzebie ujawnienia tożsamości seksualnej. Niestety, tylko dwie z rozmówczyń odważyły się wystąpić pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Reszta wybrała bezpieczną anonimowość.
Jak są postrzegane lesbijki we współczesnym polskim społeczeństwie? Mam wrażenie, że są ignorowane, bądź niezauważane, co prawda na szczęście nie kojarzą się już z babo-chłopami, o rozwiniętej muskulaturze, z wąsikiem, w za dużych dżinsach i kraciastej koszuli à la drwal z Nebraski. Podejrzewam, że ani sąsiedzi, ani ksiądz proboszcz z lokalnej parafii często nie mają pojęcia o ich tożsamości seksualnej. Cóż, dwie kobiety mieszkające razem mogą uchodzić po prostu za przyjaciółki, natomiast dwaj mężczyźni zawsze będą wzbudzali mniej lub bardziej niewybredne komentarze. Mam jednak nadzieję, że doczekamy takich czasów, gdy ludzie będą odważnie i szczerze określali swoją seksualność.
Susana Guzner, Szalona geometria miłości. Przekł. T. Tomczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2008


