Archiwum dla kategorii: ‘historia’

Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!

Ostatnio znajomy podesłał mi link do artykułu Minerwy – opowiadającego o nastoletnich lesbijkach, które zostały brutalnie rozdzielone przez rodziców. Wtedy pomyślałem, że powinienem podzielić się swoim doświadczeniem – żeby pokazać, że miłość homoseksualna, choć bardzo trudna, jest możliwa!

1206428 37586421 199x300 Historia dwóch gejów, którzy nie zrezygnowali ze swojej miłości!
para gejów

Nie jestem zniewieściały i nigdy nie byłem. Nie wyglądam, jak to się mówi, jak pedał. Dziewczyny mi się podobały, i podobają nadal, bo potrafię docenić piękno (tak sądzę). Ale z żadną nie poszedłbym do łóżka – po prostu nie dałbym rady. Jeszcze jako młody chłopak całowałem się z dziewczynami i umawiałem na randki, ale to nie było to.

„Zakochasz się, ożenisz i będziesz miał dzieci!”

Między innymi z tego powodu, że jako nastolatek spotykałem się z dziewczynami, nikomu nie przyszło do głowy, że jestem homo. Inna sprawa, że nigdy nie byłem w żadnym trwałym i porządnym związku z kobietą – nie miałem NIGDY stałej dziewczyny. Moja mama była jednak przekonana, że to minie, pójdę na studia, poznam jakąś uroczą niewiastę z nienagannymi manierami, zakocham się i uszczęśliwię ją wnukami. Na studia owszem, poszedłem, wynająłem mieszkanie z kumplami i wtedy się zaczęło – pierwsze imprezy, nowi ludzie, kilka wizyt w klubach o odpowiedniej reputacji i poznałem JEGO. Jak przewidziała moja mama – wpadłem. Po uszy…

Seks, którego nigdy nie zapomnę – zmienił moje życie!

Po pierwszym stosunku z Pawłem zastanawiałem się, czy wszystko jest ze mną ok. Tzn. czułem się taki…wolny. Jakbym zdjął kajdanki z rąk (i nie tylko…) Po prostu miałem takie przekonanie, pewność, że to jest to. Niesamowite uczucie. Spotykaliśmy się jakiś czas, głównie na seks, to on pokazał mi, jakie to jest cudowne uczucie. Potem nasze drogi się rozeszły, zacząłem (już sam) bywać w klubach gejowskich, gdzie znów poznałem kogoś i oszalałem. Marek – to była prawdziwa miłość. Jesteśmy razem do dzisiaj, to już 3 lata, mieszkamy razem, jest nam dobrze. Nie, ślubu nie planujemy, dzieci adoptować też nie chcemy. Jesteśmy w końcu młodzi, zakochani i tylko to się liczy.

Mamo, tato – wolę chłopców!

Nie powiedziałem im o swoim odkryciu od razu – odczekałem kilka miesięcy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że pomyślą, że to moja fanaberia, odbiło mi, albo się buntuję. Bo jak mieli by uwierzyć w to, że ich ukochany syn (jestem jedynakiem) nie ma ochoty na dziewczyny?! W końcu się przyznałem, to było po sesji, miałem już wakacje i chciałem uporządkować swoje życie osobiste. Nie mogło mi to przejść przez gardło! W końcu wydukałem, że mam kogoś (pisk mojej zachwyconej mamy i sto pytań na sekundę: czy ładna, czy blondynka, co studiuje, czy się oświadczyłem…) Postanowiłem to wykorzystać i odpowiedziałem: przystojny, brunet, studiuje informatykę a na imię ma Marek. Spodziewacie się czegoś spektakularnego? Nie dostałem po twarzy (od matki), ale ojciec wyszedł. Nie odzywał się do mnie przez kilka miesięcy.

Zacząłem przyznawać się do tego, że jestem gejem.

Na pierwszy ogień poszli moi kumple. Na początku myśleli, że robię sobie jaja. Jeden zaproponował, że podsunie mi na noc taką laskę, że wybije mi z głowy mój rzekomy homoseksualizm. Nie chciałem. Kiedy zorientowali się, że mówię serio, przestało być wesoło i przyjemnie. Odsunęli się ode mnie, znakomita większość. Na uczelni rozeszło się w mig, rozmowy cichły, kiedy podchodziłem do starych znajomych oczekujących na zajęcia. Niby nic, da się przeżyć. Potem pod moimi drzwiami zaczęły się pojawiać zużyte prezerwatywy, listy z wyzwiskami a nawet odchody (do dziś nie rozgryzłem, co miały symbolizować). Nikt nie podniósł na mnie ręki, krzywdę wyrządzano mi w ciszy i z sarkastycznym uśmiechem na twarzy.

Telefon, który dodał mi skrzydeł…

Mimo tych uroczych niespodzianek, ani ja, ani Marek, nie myśleliśmy o rozstaniu. Zwłaszcza, że zimą, krótko przed Bożym Narodzeniem zadzwoniła moja mama i zaprosiła nas na niedzielny obiad. Co prawda nie używała imienia („przyjedź z nim” albo „co u niego”) – ale i tak się cieszyłem. Pojechaliśmy. Ojciec nie podał Markowi ręki (mnie zresztą też), ale mama starała się być miła i zachowywać poprawnie…Doceniam. Po 2 latach naszego związku jakoś to przełknęli, na tyle, że tato czasem się odezwie w naszym (moim i Marka) towarzystwie. Czasem tylko mamie zbiera się na płacz i słyszę wtedy, że tak żałuje, że nigdy nie będzie miała wnuków… Ale cóż, i tak lepsze to, niż gdyby skreślili mnie zupełnie. Mogło być gorzej.

Starzy znajomi? Olałem ich. Mam kilku kolegów, kilka koleżanek, to wystarcza. Przynajmniej mną nie gardzą i nie muszę się wstydzić, że jestem gejem. Chciałbym czasem pocałować Marka w kinie albo iść z nim na spacer za rękę – ale na takie luksusy jeszcze nie możemy sobie poradzić… nie w Polsce, nie dziś.


Data wpisu: 19 marca, 2012 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Historia Ray-Banów

Każdy wie, co to są Ray-Bany. Najpopularniejsze modele tych okularów to Aviator i Wayfarer. Noszą je zwykli luzie ale i gwiazdy wielkiego formatu. Nie każdy wie jednak skąd się wzięły, dlatego wprowadzę Was w historię tej kultowej na całym świecie marki.

ray bany1 300x200 Historia Ray Banów

ray-bany

Najpierw były Aviatory

Pierwsze przeciwsłoneczne Ray-Bany stworzono w pierwszej połowie XX w. Kilka lat wcześniej John MacCready po powrocie z lotu balonem skarżył się na oślepiające promienie słoneczne. Zwrócił się do firmy Bausch&Lomb, prosząc o zaprojektowanie okularów przeciwsłonecznych łączących w sobie skuteczną ochronę i elegancję. 7 V 1937 roku firma zaproponowała całkiem nowy model. Przygotowany prototyp, który wówczas nazwano Anti-Glare wyróżniała wyjątkowo lekka oprawka tylko 150 g. Oprawkę nowych okularów przeciwsłonecznych wykonano ze złotego metalu, natomiast zielone soczewki ze szkła mineralnego miały za zadanie skuteczne filtrowanie promieni podczerwonych i UV. Tak zaprojektowane okulary natychmiast podbiły serca pilotów amerykańskichsił powietrznych. Okulary Ray-Ban Aviator zyskały popularność po tym jak generał Douglas MacArthur wylądował ze swoją armią na plaży na Filipinach podczas II Wojny Światowej – licznie zgromadzeni fotoreporterzy zrobili wówczas mnóstwo zdjęć bohatera walk z Japonią, który miał na nosie właśnie okulary przeciwsłoneczne nieznanej wcześniej marki Ray-Ban.

Okulary lotnika pozostają odporne na czas i nigdy właściwie nie wyszły z mody. Od wielu lat należą do standardowego wyposażenia pilotów Sił Powietrznych USA. Kolekcjonerom Ray-Ban proponuje delikatnie podkolorowane, stalowe ramki. Klasyczny kształt zostaje zachowany. Oprawki podzielono na dwie części, z których górną dyskretnie pokryto kolorem.

Wayfarers – kolejny hit

Wkroczyły na świat w idealnym momencie. Był rok 1952 i ich projektant Raymond Stegeman doskonale wiedział co będzie modne. Nadchodziła era plastiku, oprawki do okularów przestawano robić z metalu. Okulary stały się prekursorami nowego stylu. W Wayfarerach chodził John F. Kennedy, Marilyn Monroe, czy Andy Warhol. Po latach triumfów sprzedaż zaczęła jednak spadać. Firma postanowiła jednak uciec się do nieznanego wtedy chwytu marketingowego i wprowadziła okulary do świata filmu. Po kultowych Blues Brothers sprzedaż wzrosła do 18 tysięcy par. Dzięki sprytowi okulary gościły przez pięć lat na ekranach telewizorów i kin. Do końca 20 wieku sprzedaż Wayfarers spadła, mimo iż nosił je między innymi Michael Jackson czy Madonna.

W 1999 r. marka została sprzedana włoskiej firmie Luxottica Group za 1,2 mld dolarów. Okazało się to odświeżające i model znowu stał się popularny. Mimo corocznych zmian trendów Wayfarers dla wielu pozostają najmodniejszymi i ponadczasowymi okularami. Ciekawostką jest, że w 1961 w filmie “Śniadanie u Tiffaniego” Audrey Hepburn nosiła nieco inne okulary, które bardzo przypominają model Wayfarer i są często mylone z oryginalnymi, choć były wykonane przez firmę Persol. Najprawdopodobniej Ray – Ban nie opatentował swojego produktu. Jak widać jednak po wielkości sprzedaży oryginału – wcale to nie przeszkadza. Wayfarers są drugim po Aviatorach najlepiej sprzedającym się modelem Ray – Banów. Mimo, że okulary te mają miliony tańszych podróbek to i tak firma sprzedaje swoje okulary w olbrzymich ilościach po około 500 złotych za parę.

Ja uwielbiam moje Wayfarersy, a Wy? Macie własne?


Data wpisu: 25 listopada, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Moja historia w wielkim skrócie

Obecnie mam 18 lat, mieszkam w małym mieście w województwie Łódzkim.
Już od dawna czułem, że nie jestem taki jak wszyscy, zawsze pociągali mnie chłopcy jednak w moim małym mieście nigdy nie poznałem kogoś takiego jak ja – do czasu.

1162446 whos there Moja historia w wielkim skrócie
szafa coming out

W marcu 2010 roku na wycieczce poznałem chłopaka (ze znacznie większego miasta niż moje), z pozoru zwykły chłopak jak wszyscy inni na szarej ulicy jednak z czasem kiedy poznawaliśmy się lepiej zaczęło nas łączyć coś więcej.
Po pewnym czasie obaj przyznaliśmy się sobie, że pociągają nas chłopcy i postanowiliśmy być ze sobą w związku chyba nie do końca wiedząc co to oznacza gdyż był to nasz pierwszy związek J

Zaczęliśmy się ze sobą spotykać. Spotykaliśmy się w mieście mniej więcej po środku gdzie mogliśmy być anonimowi aż w czerwcu postanowiliśmy że Bartek odwiedzi mnie na mojej „wsi”.
Nocował u mnie jako kolega, wszystko było bardzo dobrze do następnego dnia kiedy Bartek musiał wyjechać…. Obaj nie wiedzieliśmy kiedy się znów spotkamy co doprowadzało nas do szaleństwa.
Będąc samotny po wyjeździe Bartka postanowiłem powiedzieć o wszystkim mamie, nie wiem czy nie było na to trochę za wcześnie gdyż miałem wtedy niedawno skończone 16 lat.
Mama jak to mama nie potrafiła tego ukryć bo był to dla niej wielki szok, zaczęła płakać, rozpaczać – nie miała wyjścia musiała powiedzieć tacie o co chodzi. Obaj zadecydowali, że nie mogą tego tak zostawić, zaczęli jeździć do seksuologów, ciągać mnie po psychologach jednak nic to nie dało.
Jednym z postanowień rodziców wobec zaistniałej sytuacji w naszym domu był  bezwzględny zakaz spotykania się Bartkiem. Egzekwowanie tego zakazu nie było dla rodziców jakoś specjalnie trudne gdyż jak wspomniałem mieszkaliśmy daleko od siebie więc nie mogłem tak po prostu spotkać się z nim po szkole ale wiązało się to z grubszą  „wycieczką”… Nie potrafiłem się z tym pogodzić!
Zacząłem uciekać z domu żeby tylko na kilka godzin spotkać się z Bartkiem! Atmosfera w domu była tragiczna mój tata „detektyw” kontrolował każdy mój krok! Po kolejnej ucieczce do Bartka tata postanowił dać temu ostateczny koniec: Skontaktował się z tatą Bartka za pomocą portalu ‘NK’ i tak zawiązali ‘koalicję’ uniemożliwiając nas spotkania. Udało im się to na tyle że już nigdy się nie zobaczyliśmy… Po jakimś czasie sprawa trochę ucichła chociaż to nie oznacza, że zakończyło się kontrolowanie mnie na każdym kroku włącznie z połączeniami telefonicznymi! Nie mogłem wytrzymać takiego życia psychicznie! Kiedy już rodzicom troszkę udało się zapomnieć o mojej orientacji całkiem przez przypadek odnalazłem w Internecie portal Fellow na którym założyłem sobie konto i poznałem na nim chłopaka który był moim „e-przyjacielem”.

Zmieniając szkołę poznałem nowych ludzi, poznałem chłopaka z którym zacząłem się przyjaźnić co do jego właściwej orientacji nie mam wątpliwości no ale mój tata uważał i pewnie do dziś uważa inaczej… Oczywiście tata nie byłby sobą gdyby nie zrobił awantury o mojego przyjaciela – w jego oczach potencjalnego partnera. Skontaktował się z tatą tego chłopca stwarzając mu w domu piekło! Jego rodzice choć wykształceni, z pozoru mądrzy ludzie (tata dyr. Domu kultury, mama pedagog szkolny) nie mają szacunku do homoseksualistów. Wyzywali mnie od najgorszych nawet prosto w oczy moich rodziców! Michał został tak sterroryzowany przez rodziców że do dziś będąc już pełnoletni udaje, że mnie nie zna bo mu nie wolno nawet na mnie spojrzeć!

Nie mogłem już wytrzymać zachowania mojego taty, atmosfery w domu i ciągłych awantur. Było mi tym ciężej że był to okres mojego ‘comming out’  więc postanowiłem uciec do mojego ‘e-przyjaciela’ – tym razem ojciec zgłosił moją ucieczkę na policję…

Można sobie tylko wyobrażać co działo się w domu po moim powrocie pozwolę sobie to ominąć gdyż są to dla mnie chwile które wolę zapomnieć.

Pozwoliłem znów ucichnąć sprawie…

Po kilku miesiącach od ostatnich „akcji” za pośrednictwem Fellow poznałem chłopaka którego pokochałem i dziś patrząc na to z perspektywy mogę stwierdzić że był to jedyny chłopak którego kiedykolwiek szczerze kochałem. Długo utrzymywaliśmy kontakt przez Internet – oczywiście wszystko było hermetycznie ukrywane przed rodzicami! Po jakimś czasie zapragnęliśmy się spotkać. Wiedziałem że nie mogę liczyć na aprobatę rodziców więc znowu posunąłem się do ostateczności – ucieczki. Spotykaliśmy się przez długi okres czasu…

Uciekałem kilka razy pod rząd a rodzice za każdym razem zgłaszali mnie na policję potem złożyli w sądzie podanie z prośbą o przyznanie mi kuratora. To było moje zbawienie!

Pani kurator okazała się wspaniałym człowiekiem! Wytłumaczyła rodzicom, że ich zachowanie to czysta dyskryminacja i pomogła im przyswoić że moja orientacja to nie jakaś kara boska!
Udało się to tylko pod kierunkiem mamy, u taty „działało” przez max dwa tygodnie i znów zaczął mi dawać do zrozumienia że jestem jego kulą u nogi i przynoszę mu wstyd – i tak jest do dziś ale na szczęście już nigdy nie powróciły przejawy dyskryminacji z jego strony

Wiem, że dla rodziców nigdy to nie będzie normalne i bardzo nad tym ubolewam. Mama przyjmuje to normalniej niż tata ale wiem, że cierpi. Jak mam być szczery to nigdy nie miałem z ojcem dobrego kontaktu i nie mam go do dziś i to już chyba się nie zmieni, nawet na to nie liczę…

Teraz marzę tylko o tym aby skończyć liceum i na studiach zamieszkać w dużym mieście gdzie będę mógł być w 100%  sobą. Teraz jak to w małych miastach bywa wszyscy bez wyjątku wiedzą o mojej orientacji i znają mnie z plotek jako tego geja z „naszego miasta” co często a nawet bardzo często prowadzi do barku tolerancji pod moim kierunkiem ale wcale mi to nie przeszkadza bo mam wspaniałych przyjaciół którzy mnie wspierają i mi pomagają!


Data wpisu: 31 października, 2011 autor wpisu: Paweł  |  Komentowanie nie jest możliwe

Historia kobiety, która marzy o tym, żeby być mężczyzną.

2509 1020370803038 1638222763 54709 7808494 n 194x300 Historia kobiety, która marzy o tym, żeby być mężczyzną.
Jan-Olov Madeleine Ågren

Jan-Olov Madeleine Ågren fot. archiwum prywatne

Jak to jest, urodzić się kobietą, tak zostać wychowaną, a czuć się mężczyzną? Czy można przez całe życie udawać kogoś, kim się nie jest? Jak stworzyć udany związek, jak uprawiać seks? Nie mówi się o cierpieniu osób, które chcą zmienić swoją płeć. Lepiej nazywać takich ludzi odmieńcami, zboczeńcami albo jeszcze inaczej. Tak jakby to była ich wina…

Nigdy nie byłam typową dziewczynką. Zamiast bawić się lalkami, włóczyłam się z bratem i jego kolegami. Grałam z nimi w piłkę, podpalałam papierosy, potem chodziłam na piwo. Nie miałam żadnej przyjaciółki, nie byłam w stanie porozumieć się z dziewczynami w klasie i szkole. Nigdy się nie malowałam. Wszyscy mówili, że kiedyś dojrzeję i będę bardziej kobieca. Nie udało się. Po wielu latach walki z samą sobą wiem, że powinnam być mężczyzną…

Kobieta zmienną jest? A jednak nie!

Moment oświecenia.

Kiedyś w końcu zaczęłam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak. Zaczęłam się za bardzo różnić od innych dziewczyn. Czułam się strasznie wyobcowana i nierozumiana. Starzy koledzy odsuwali się ode mnie po nieudanych próbach romansowania. Każdy dostawał kosza i znikał. Zostałam zupełnie sama. Żeby wypełnić pustkę zaczęłam pisać bloga. Czytałam też mnóstwo stron pisanych przez ludzi podobnych do mnie. Tak dowiedziałam się o transseksualizmie. Na początku wydawało mi się to absurdalne – ja miałam być transseksualistką? A potem wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować. I byłam już pewna – że chcę być mężczyzną.

Życie to jest teatr…

Każdego dnia muszę udawać. Zakładam maskę kobiety niezależnej i silnej, która nie szuka związków. Nadal jestem dziewicą i nie wyobrażam sobie, że to mogłoby ulec zmianie. Po prostu nie chcę i wolę nawet o tym nie myśleć. Wiem, że powinnam być mężczyzną – że w głębi serca jestem nim od zawsze. Serce podpowiada mi wyraźnie, kim jestem. Mężczyzną uwięzionym w cielekobiety. Nikt z rodziny jeszcze o tym nie wie, rozmawiam o tym tylko ze znajomymi w sieci, dzięki czemu wiodę pozornie poprawne i normalne życie. Ale już wkrótce to ulegnie zmianie, bo zdecydowałam się na operację zmiany płci. Za kilka dni zacznę terapię hormonalną, muszę też uporządkować pewne sprawy od strony prawnej. A przede wszystkim muszę przygotować na to rodzinę. Trzymajcie za mnie kciuki, bo bardzo się boję! Nie jestem nienormalna – chcę być wreszcie szczęśliwa. Nie chcę nigdy więcej udawać…
http://balala.pl/artykul/382-historia_kobiety_ktora_marzy_o_tym_zeby_byc_mezczyzna


Data wpisu: 15 października, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Z historii ustawy o związkach partnerskich – 2004 r.

Nieco historii wprowadzania ustawy o związkach partnerskich – zapis stenograficzny (1138) ze wspólnego posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia (141.) oraz Komisji Ustawodawstwa i Praworządności (165.) w dniu 10 lutego 2004 r. W 2004 r. Senat przegłosował tę ustawę. Następnie utknęła ona w tzw. „zamrażarce”, czyli została złożona do laski marszałkowskiej, ale nigdy nie została dopuszczona do czytania w Sejmie.

Data wpisu: 27 maja, 2011 autor wpisu: Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich  |  Komentowanie nie jest możliwe

Legalizacja związków pomiędzy osobami tej samej płci w Hiszpanii – historia

Blanka J. Stefańska „Legalizacja związków pomiędzy osobami tej samej płci w Hiszpanii” – „Edukacja prawnicza.pl”, tekst pochodzi z numeru: 1 (112), styczeń 2010 do pobrania tutaj

Data wpisu: 9 kwietnia, 2011 autor wpisu: Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich  |  Komentowanie nie jest możliwe

Historia czeskiej ustawy o związkach partnerskich

Publikujemy czeską wersję historii wieloletniego dochodzenia do uchwalenia ustawy o związkach partnerskich.
Plik TUTAJ.

Data wpisu: 3 czerwca, 2010 autor wpisu: Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich  |  Komentowanie nie jest możliwe