Wśród nas jest wiele osób, które są utalentowane, interesujące i mają szanse na karierę (przynajmniej na naszym podwórku). Ostatnio rozmawialiśmy z Marishą, tym razem do rozmowy zaprosiliśmy drag king Dieter van Tease, czyli na codzień Edytę Edie Maciejewską. O różnicy między postacią sceniczną a rzeczywistą osobą, o jej sławie i po co być drag kingiem.
[pullquote] Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba, mówi Edyta/Dietter.[/pullquote]
Dawno, dawno temu mała Edyta lubiła bawić się…?
Szmacianymi lalkami. Miałam trzy takie duże, które tylko twarze miały plastikowe. Była też krakowianka wypełniona trocinami. Strasznie się z niej sypało. Nawet kiedy już dostałam lalkę Barbie – taką oryginalną Mattel, to i tak wolałam szmacianki. Fakt– Barbie nie była taka, jak bym chciała. Była brunetką w kowbojskim stroju, a ja marzyłam o blondynce w różowej sukience. To chyba bardziej pasuje do wspomnień Drag Queen <uśmiech>.
Edyta Edie Maciejewska
Sukienki czy spodnie?
Sukienki! Rzadko chodzę w spodniach i nie mam zbyt wielu par. Uważam, że w sukienkach czy spódnicach inaczej się poruszam i zwyczajnie lepiej się prezentuję. Poza tym lubię ten kontrast pomiędzy Edytą a Dieterem. Edyta raczej nie jest butch. 
Pierwsza przygoda z dragiem była na Queer Studies?
Nie do końca… Warsztaty Drag w ramach QS, które prowadziła Ania Świrek, zbiegły się w czasie z warsztatami w ramach projektu Razem Bezpieczniej, którego jestem częścią. Dopiero później, przeczytałam wiadomość na grupie QS, że Ania potrzebuje wsparcia na scenie podczas występu na imprezie organizowanej przez portal Kobiety Kobietom. Spotkałyśmy się kilka razy i wystąpiłyśmy z trzema innymi Drag Kingami, z czego dla dwóch, był to także debiut.
Jara Cię przebieranie się za faceta?
Jarają mnie występy. Jara mnie przebieranie się. Bycie facetem na scenie, daje mi satysfakcję. Czuję, że gram na nosie systemowi – pieczołowicie pielęgnowanej przez moich rodziców, otoczenie, media konstrukcji kobiecości. Jestem kobietą, nakładam męski strój i zarost – jestem prototypem mężczyzny, który w interakcji z publicznością ma poczucie, że tak właśnie czuje się “prawdziwy” mężczyzna. Fascynuje mnie drag – możliwość wielokrotnego nakładania tożsamości, zmian postaci na scenie. To tak jak mieć loft i robić z nim, co tylko się chce. Aranżuję swoje ciało, tak jak mi się podoba. Raz jestem hip hopowcem, raz mafioso, kobietą, mężczyzną, postacią androgyniczną. Jestem Sidneyem Polakiem i postacią a’la Jezus.
Skąd sceniczny pseudonim?
Dita Von Teese – to akurat proste.
Poza tym Dieter brzmi trochę rubasznie, wulgarnie, jak z filmów dla dorosłych.
Van – jak ciężarówka, ale to też część nazwiska, jak u malarzy flamandzkich. Można to też uprościć – holendersko <uśmiech>
Tease – od angielskiego “teasing”, czyli zaczepianie, igranie, flirt z publicznością, ale też “dokuczanie” orędownikom heteronormatywności.
Dieter van Tease
Na koncie masz już kilka występów, prawda?
Kilka… W sumie wiele, biorąc pod uwagę tak krótki czas. Występowałam w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Zielonej Górze i… Bernie w ramach Dragnite. Poznałam wtedy Bridge Markland – dragowe guru.
Starasz się ukrywać swoje “drugie wcielenie”, czy wręcz przeciwnie – chwalisz się nim?
Mam stronę na Facbooku. Ani nie ukrywam, ani się nie chwalę. Do pracy raczej maluję rzęsy, a nie doklejam wąsy<śmiech>. Inna sprawa, że nawet bezpośrednio po występie, ludzie często mnie nie rozpoznają. To też pokazuje, jak wiele znaczą długie włosy jako atrybut kobiecości. Kiedy ukrywam je pod np. czapką albo peruką, amputuję część osoby płci żeńskiej. Im więcej stereotypowo kobiecych cech, tym większy rozdźwięk pomiędzy K i M we mnie. Publiczność to docenia. Po występach, w przeciwieństwie do innych Drag Kingów, raczej nie jestem zaczepiana. Może teraz to się zmieni <uśmiech>.
Zapewne masz w zanadrzu jakąś wesołą historię…
Cały ten mój drag to jest wesoła historia. Mam sporo dystansu do siebie. Nie przeszkadza mi, że pani w second – handzie dziwnie na mnie patrzy, kiedy przymierzam męskie koszule. W innym ciucholandzie, pani od razu wręczyła kartę rabatową, kiedy usłyszała, że dres, który u niej kupiłam, będzie “na scenie”. W kalendarzu zapisała sobie czas i miejsce najbliższego występu. To było miłe i… naprawdę zabawne, kiedy tak oczywistym był kompletny brak wiedzy na temat Drag Kings. Zarzuciłam próbę podania definicji – uznałam, że dowie się, jeśli przyjdzie na występ. 
Na Festiwalu Równe Prawa do Miłości pokazywany będzie film o dragach, w którym również występujesz. Czujesz się już sławna?
Niesamowite, jak wiele się dzieje wokół mnie, od kiedy zaczęłam występować. Wiele zawdzięczam sławnym koleżankom, które dragiem zajmują się już od dawna. DK Tivv i DK Morfi to profesjonaliści
Nie czuję się sławna, może trochę bardziej rozpoznawalna w społeczności LGBTQ .
Plany na przyszłość?
Jako Edyta mam ich wiele, nie będę zdradzać, żeby nie zapeszać. Jako Dieter – będę dążyć do oswojenia ludzi z dragiem, ośmielić do eksperymentowania, otworzyć na inność.
Jaki jest Dieter?
Wulgarny, obleśny, szowinista. Jest też luzakiem, ale ma porządek w szafie. Zwierzę sceniczne z parciem na szkło. Potrafi jednak być czarujący. Czaruje pewnością siebie i bezpośredniością.
Jaka jest Edyta?
Spóźnialska, egoistyczna, złośliwa.
Towarzyska, racjonalna, asertywna.
Dzięki za wywiad!


