Archiwum dla kategorii: ‘czyli’

Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce…

Odkąd ustawiłam na Facebooku, że jestem w otwartym związku z Anią, wiele osób pytało mnie dlaczego nie ustawiłam, że jestem w związku i dlaczego nie mówię o Ani jako o mojej dziewczynie. Pierwszy powód, który podaję, ma na imię Agnieszka…

472281 95782724 300x237 Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...
rodzina

To nie jest tak, że związki otwarte i poliamoria są dla wszystkich. Tak jak nie dla wszystkich jest monogamia. Wiem i wierzę, że jest wiele osób, które są spędzić resztę życia z jedną wybraną osobą i nie potrzebują niczego z tego, co oferują pozostałe formy związków nie-monogamicznych. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie swojego życia uznam, że chcę zamknąć swój związek i pozostać w relacji z jedną kobietą. Teraz jednak mam dwie, szukam kolejnych i jestem naprawdę szczęśliwa.

 

To Ania mnie zaczepiła. Zobaczyła mnie na fan page „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i postanowiła mnie zdobyć. Dzięki Bogu, bo gdyby o mnie chodziło, to na pewno nie byłybyśmy razem. Starała się, chodziła, pisała, aż w końcu spotkałyśmy się i pocałowałyśmy po raz pierwszy. Było niesamowicie.

 

Tego samego dnia odmówiłam znajomej pójścia z nią do łóżka. Patrząc z perspektywy czasu Ania może się czuć winna mojej odmowie. Mimo, że przecież nic nas nie łączyło, mogła się nigdy nie dowiedzieć i może byłoby warto, zdecydowałam, że pierwszą kobietą po mojej kilkuletniej przerwie będzie Ania.

 

Następnego dnia pojechałam do Łodzi. Poznałam Agnieszkę. Właściwie poznałam ją na nowo, bo już się wcześniej spotkałyśmy. Zafascynowała mnie. Długo rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, które nas łączą. Jesteśmy pod wieloma względami bardzo podobne. Potrafimy gadać godzinami i wymieniać się doświadczeniami. Najpierw wspólna impreza, potem pierwsza randka, później druga. Wiedziałam, że to jest relacja, w którą chcę wejść.

 

Wróciłam do Warszawy. Zaprosiłam Anię do siebie. Poddałam ją ostatniemu „testowi” – kiedy już było bardzo blisko pójścia do łóżka – odmówiłam, bo nie czułam się gotowa. Przyjęła to świetnie. Upewniło mnie to w przekonaniu, że to jest kobieta, z którą chce to zrobić.

 

Cały czas jednak tęskniłam do Agnieszki – jej ślicznego uśmiechu, niesfornych włosów, które ciągle muszą być poprawiane, do tych lekko przestraszonych oczu i do jej ogromnego serca.

Nie wierzę w związki na odległość. Wiem, że żadna z nas nie jest w stanie przeprowadzić się do drugiej.

 

Następnego dnia po naszym pierwszym razie z Anią pojechałam do Agnieszki do Łodzi. Przedstawiłam jej sytuację. Powiedziałam wprost o Ani, o tym co mogę jej zaoferować i czego nie mogę dać. Oczywiście – mogła powiedzieć, że w takiej sytuacji nie ma sensu się starać. Ale nie powiedziała. Spędziłyśmy razem romantyczny dzień, tuląc się, chodząc za rękę i rozmawiając. Wieczorem po raz pierwszy się całowałyśmy. Było cudownie.

 

Ania też już wiedziała o Adze. Opowiedziała mi zresztą o dziewczynie, która się jej podoba, z którą może będzie chciała mieć rodzinę – dzieci. Różnica 7 lat między mną a Anią powoduje, że jesteśmy w innych momentach swojego życia – jeszcze nie jestem gotowa na rodzinę, a Ania już czuje, że to jej czas. Agnieszka, chociaż jesteśmy w tym samym wieku, nadal studiuje (medycynę) – też jest w trochę innym momencie: mieszka z mamą, nie mierzy się z samodzielnością tak jak ja.

 

Obie dają mi kompletnie coś innego. Są zupełnie inne. Obie są dla mnie bardzo ważne i każdej staram się poświęcać tyle czasu i energii i emocji ile mogę i ile potrzebują. Obie namawiam, żeby miały kogoś poza mną. Szczególnie, że poza tymi dwiema relacjami mam jeszcze wielką rodzinę kochanek i dziewczyn emocjonalnych.

Jeśli ktoś mnie pyta dlaczego, odpowiadam, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. Szczęście nie jest czymś, co jest dla każdego takie samo i jeśli nie krzywdzę tym nikogo – dlaczego moje szczęście musi się zamykać w jakiś ramach?

 

Mam cudowną Kochankę, która, wraz ze swoją dziewczyną, bardzo o mnie dbają, jest osobą, która potrafi do mnie zadzwonić, bo się stęskniła czy zaprosić na obiad, bo mieszkamy blisko. Łączy nas praca i kilka pasji, których nikt nie rozumie.

 

Mam wspaniałą Żonę, która mnie na chyba lepiej niż ja siebie samą. Która ukocha, ale da po uszach. Z którą godzinami rozkminiamy swoje problemy. Z którą się świetnie bawię. Która byłaby idealna, żeby być moją dziewczyną – może zbyt idealna. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Zrozumienie, ciepło i dużo czułości.

 

Mam uroczą Wdowę, która pojawiła się w moim życiu niedawno, wręcz szturmem. Potrafi kupić mi kwiatki, przytulić mnie dla samej bliskości. To ktoś, z kim pójdę na bilard dobrze się bawić albo pójdę na randkę na dworzec PKP. Pójdzie ze mną do kina, będzie marudzić i się odgryzać, żeby tak wyrazić jak bardzo jej na mnie zależy.

 

Mam też fascynującą Wymarzoną (nie mylić z Mrs Perfect). Nie mam pojęcia co takiego w sobie ma, ale sprawia że czuję się szczęściarą, że ją znam. Może to kwestia tego, że jest jedną z niewielu osób, które znam, które potrafią sprawić, że zatyka mnie jej inteligencja. Czasem trochę dziecinna, czasem bardzo dojrzała. Czasem zimna suka, czasem gorące serduszko. Pełna sprzeczności, ale przez to fascynująca. Potrafi mi przejść dreszczem przez ciało, kiedy mnie przytula czy fufa mi do ucha.

 

Moje życie byłoby na pewno niekompletne, gdyby nie moja wyjątkowa Przyjaciółka. Latami wierzyłam, że byłaby z nas świetna para, ale im bardziej ją znam, dziękuję opatrzności, że się na to nie zdecydowałyśmy. Jest Przyjacielem, którego straszliwie potrzebuję. W ciągu minuty potrafi poprawić mi humor. Wszystkie szaleństwa z nią mają smak przygody – nawet, jeśli chodzi tylko o pójście do kina czy na obiad. Mój czerwony guzik do resetowania, kiedy wszystko inne zawodzi.

 

Warto też mieć głos rozsądku – w tej roli moja Starsza Siostra. Biologicznie mam tylko starszego brata, ale od paru lat, szczęśliwie, w moim życiu jest moja Siostra, która przywołuje mnie do porządku. To z nią uczyłam się odpowiedzialności i wspólnego mieszkania. To z nią mogę przegadać wszystko, co mi leży na mózgu. To ona potrafi mi dogadać, że mi aż w piąty idzie, ale robi to, bo jej zależy. Wiem, że jest kimś, przy kim potrafię się rozpłakać. Ona jest tym typem, który przyjedzie do mnie na noc pomóc mi składać skarpetki czy przytulić, kiedy jest mi źle..

 

Dawno temu, już prawie 6, poznałam Moją Pierwszą. Moją Pierwszą poznaną lesbijkę, która okazała się wartościowym przyjacielem. Wie o mnie rzeczy, których nie wie nikt inny. Uczyła mnie trudnej sztuki miłości, kiedy istniało dla mnie tylko „kocham Cię aż do grobowej deski na wyłączność”. Ktoś, kto masochistycznie trwa w relacji ze mną, chociaż nadal nie wiem dlaczego. Ktoś, kto przyjedzie wczesnym rankiem na drugi koniec miasta, żeby mnie odebrać z dworca. Kto zrobi mi kawę na śniadanie i kogo doceniam zawsze, jak znika z mojego życia. Na szczęście na razie na krótko…

 

Jest i kochany Miś. Jak każdy niedźwiadek do przytulania, służy do otarcia łez, do przejścia przez magiczne drzwi Narnii do lepszego świata. Oczami wyobraźni widzę jak siadam u niej w kuchni, a ona przygotowuje mi właśnie bułkę z pieczarkami i przytula i gładzi po głowie i po prostu jest, ciepła i kochana. I jest moim odpoczynkiem i dba o mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowa. A potem zabierają mnie z jej Żoną na spacer i do kina i pokazują jakieś branżowe miejsca.

 

Mam też dwie Mamy. Nie jedna para lesbijek mnie adoptowała, ale one jakoś najbardziej. Mama B jest tą, która jest ciągle niezadowolona z moich wyników i wchodzi mi na odcisk, żebym była jeszcze lepsza. To też ta, która potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale zarazem pilnuje, stara się i dba o mnie. Mama D, mniej szalona i bardziej ogarnięta, ugotuje, postawi do pionu, pomoże.

 

Wbrew pozorom mam też Dziewczynę. Nie taką, jak się wszystkim wydaje, ale jest kimś bardzo ważnym. To ona zmusza mnie, żebym wydała swoje noveleski, ona się ze mną kłóci, która z nas ma fajniejsza dziewczynę. Łączy nas pasja działania w NGOsach. Chociaż często nie rozumie pewnych rzeczy – jest hetero, spoza branży – ma dużo zrozumienia i całe morze ciepłych uczuć do mnie. Tak samo jak ja do niej…

 

W roli osobistej stylistki występuje moja Ciotka E. To dzięki niej nie wyglądam jak menel ubrany w worek po kartoflach. Jest od tego, żeby kopnąć mnie w rzyć, kiedy na to zasługuję, ale przytulić do piersi szorstkim gestem, kiedy trzeba. Ktoś dla kogo mogę siedzieć pod drzwiami ze słoikiem rosołu, śpiewając Madonnę, żeby pokazać, że mi zależy i że nie odpuszczę, tylko dlatego, że ma czerwony nos. Ktoś, do kogo przyjadę w środku nocy spać na kanapie, żeby rano dostać pyszne latte na otarcie łez. Kto, wraz ze swoją dziewczyną, ogarną w złe dni.

 

Mój Groszek, który wcale nie jest mój, bo ma swoją dziewczynę, jest przekochany.  Ciągle słyszę w głowie jej: „oj Monia”. Życzy mi jak najlepiej i zawsze jest gotowa mi pomóc to zdobyć. Idealna na długie przytulenia, kiedy chcę naładować baterie. Odpowiedzialna i taka, na której mogę polegać. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak niebo zawali się nam na głowy, to ona się nie da. I jeszcze mnie pocieszy.

 

Jest jeszcze wiele kobiet w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne, które miały wpływ na mnie, lub takie, które pojawiają się od czasu do czasu, ale moje życie bez nich byłoby bardziej ubogie. Język jest bardzo ubogi – między miłością, a przyjaźnią, a znajomością brakuje całej skali uczuć, które żywimy do osób dookoła nas. Anię i Agnieszkę nazywam Partnerkami, dla odróżnienia ich od Dziewczyny czy Kochanki, ale tak naprawdę każda z nich jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto, mam nadzieję, będzie częścią mojego życie już na zawsze.

Życzę wam wszystkim, żebyście też mieli w swoim życiu jak najwięcej osób, które kochacie i które kochają was. Bo to jest kluczem do szczęścia icon smile Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...


Data wpisu: 14 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Ciota Palikot – czyli to o co chodzi w polskim rządzie

Dla wszystkich obywateli, ostatnie wydarzenia partyjne mogą być nieco niezrozumiałe. Dlatego chciałabym Wam drodzy czytelnicy wytłumaczyć o co chodzi w polskim rządzie. Mianowicie mogę powiedzieć z czystym sumieniem jako studentka Europeistyki III roku, że wcześniejszych wyborów nie będzie.

sejm rp 300x225 Ciota Palikot – czyli to o co chodzi w polskim rządzie

sejm_rp

PIS depcze Solidarną Polskę hasłami „ jestem bardziej prawicowy niż oni”, można powiedzieć, że ta przepychanka partyjna jest NA MIEJSCU POD WZGLĘDEM STRATEGII PARTYJNEJ. No bo kto z nas będąc w rządzie walcząc o elektorat nie udowadniałby polakom, że my (PIS) bardziej i dłużej wierzymy w Boga niż oni. Te działania marketingu politycznego przeniosły się na drugą stronę opozycji. SLD w najbliższych miesiącach odbudowywało będzie swoje struktury partyjne, wybierze nowego lidera partii. Moi profesorowie z Wyższej Szkoły Ateneum w Gdańsku i ja, uważamy że wybrany zostanie Leszek Miller. Ktoś może zarzucić mi teraz, że on już jest liderem, a ja odpowiem mu tak, ale tymczasowym. Dopóki nie odbuduje swoich struktur, czyli nie obsadzi starych krzeseł w samorządach innymi politykami, SLD nie wyruszy na wojnę z Palikotem.
Czytelnicy naszego portalu mogą posługiwać się kolejnym argumentem, to czemu Miller nazywa ciotą Palikota? Pragnę przytoczyć fragment wpisu na bloga Leszka Millera: ‘….
Pan poseł Robert Biedroń, wybitny działacz anty homofobiczny,  po uzyskaniu posady poselskiej  dzięki popularności  Janusza Palikota, w podzięce Mu, potrafi już z cała  powagą uzasadniać  w TVN– 24,  że  określenie „ciota”  to w określonych sytuacjach  Wielki Komplement dla gejów . Brawo  elastyczny Robercie!  Od teraz będę Cię komplementował wodzowskim określeniem  „Ciota Palikota”’.
Ponieważ Leszek Miller dobrze wie co robi, wbija małe szpileczki w byka Palikota i czeka aż ten się wykrwawi, bo nie chcę wróżyć scenariuszy abstrakcyjnych polskiej polityki. Ale jeśli pozwolę sobie na małe ALE to ja wiem, jak to się skończy. Palikot przegra. Nie wygra w potyczce z partią tak silnie ideową jak SLD, ponieważ nie może udzielać się na lewicy kto nie dawno trzymał krzyżyk i razem z liderem Donaldem stał w kościele w pierwszym rzędzie (to moja opinia). Czyli nie dość , że mamy walki na prawicy, to jeszcze i na lewicy. Z czego najbardziej korzysta PO i PSL. Ale cóż. Partie te muszą walczyć, obowiązek spoczywa na doradcach marketingu politycznego Millera i Palikota. Oni już wiedzą, że jeżeli Miller albo Palikot się wycofa to w wyborach za 3.5 roku ich mandaty mogą się zmniejszyć albo zwiększyć.
Naukowo pragnę podkreślić, że Ruch Palikota robi dokładnie to samo co PO w roku 2001. Mówi te same hasła oraz ma taką samą strategię wyborczą. Jeśli historia w Polsce lubi się powtarzać, to może Palikot nabierze wyborców. Ale wątpię. Ponieważ polski elektorat nie ufa politykom. Z resztą chyba jak każdy.
Złe strony walki o stołki są takie, że nie wiem czy Państwo zauważyliście, ale na bok od lutego dosłownie nasi politycy nie zajmują się sprawami państwa. Referendum w sprawie emerytur nie będzie. Szybciutko wytłumaczę dlaczego:

  1. referendum – to oddanie władzy polityków w ręce swoich wyborców. Politycy nie ufają swoim wyborcom, uważają, że skoro ich wybrano to oni będą rządzić. I tak PO przepycha wraz z PSL ustawę emerytalną. Nie ma zapisu w konstytucji, że rząd musi się zgodzić na referendum. Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej z roku 1997 mówi wyraźnie : art. 125 pkt 2 „Referendum ogólnokrajowe ma prawo zarządzić Sejm bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów lub Prezydent Rzeczypospolitej za zgodą Senatu wyrażoną bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów.” Czyli nie ma zapisu , że obywatele mogą wymusić na rządzie zgodę do przeprowadzenia referendum na tle samorządowym. Oczywiście są zapisy, że obywatele muszą złożyć w ręce parlamentarzystów petycję z  0.5 mln ilością podpisów że chcą mieć referendum, ale artykuł 125 mówi dosłownie o tym, że posłowie przyjmą te podpisy od ludu, ale nie muszą z nimi nic robić.
  2. Nie ma pieniędzy na takie wybory. Na papier na liczenie głosów w okręgach, bo proszę państwa nasze partie ( nasz rząd ) jest spłukany. W kasach partyjnych zwrot z podatku dostaną dopiero w listopadzie za ostatnie wybory, i w tedy napełnią sakiewki. Nie liczę SP która serce ma w Warszawie , a mózg w Gdańsku, i która jest finansowana ze źródeł pieniędzy biznesmenów i niektórych euro posłów.

Chciałabym także przedstawić Państwu kilka przykładów wagarów naszych polityków:

  1. Od katastrofy Smoleńskiej minęły całe 2 lata, a my nadal nie mamy zapisu w konstytucji mówiącego o tym : „ co robić gdy prezydent zginie w katastrofie ?, kto przejmuje władzę ( dokładnie o której godzinie, w jakim momencie? ( bo to że marszałek sejmu to wiadomo, ale nie wiadome nadal zostają odpowiedzi na zadane przeze mnie pytania). Tutaj rząd zarówno sejm i senat i prezydent nie zrobili nic aby te kwestie wyjaśnić.
  2. Podatki. Czemu nie opodatkujemy kościoła katolickiego? Czemu nie opodatkujemy sędziów, adwokatów, prokuratorów, policjantów, strażaków, służby celniczej itp.? Czemu ja muszę zarabiać na ich emerytury? Czy nie powinniśmy wszyscy tak samo płacić do ZUSU na składki?
  3. Kwestia radiowozów policji na Pomorzu. Nie wiem czy Warszawiacy i pozostała część polski wie, że policja kilka lat temu wypożyczyła/ dostała na użytek ? radiowozy za które teraz musi zapłacić. Pojawi się problem na dniach, ponieważ ani rząd ani obywatele nie przypuszczali, że NAS na to nie stać i nie mamy skąd za nie zapłacić. A mercedesy którymi jeździ policja są śliczne. Szare, ładne.
  4. Żałoby narodowe. Za przykład mam na myśli katastrofę kolejową w marcu. Zginęli ludzie dobrze rozumiem, ale co tydzień na polskich drogach ginie tam powiedzmy 10 tysięcy ludzi. Roczne statystyki pokażą , że nie długo po każdym wypadku będzie żałoba narodowa. Musimy określić co jest katastrofą godną współczucia i wyrozumiałości, a co żałobą narodową. Ostatnio w Niemczech też zderzyły się dwa pociągi, i jakoś politycy Bundestagu w Berlinie żałoby narodowej nie ogłosili.
  5. Brak pieniędzy na leki nowotworowe. To swoisty przykład rządu na to, że jeżeli obywatela nie stać na leki, to rząd umyje ręce. Sam sobie radź biedny chory człowieku. Jeżeli jakiś polityk , nawet będący od 2 miesięcy na stołkach NFZ powie do kamery, że on o tym nic nie wiedział. Wiedzcie Państwo, że skłamał. Porównam tego polityka do rolnika, który ma gospodarstwo. To tak jakby rolnik polski nie wiedział ile jedzą w ciągu miesiąca jego krowy i co jedzą. Nie wiem czy Państwo zdajecie sobie sprawę, ale rząd skazuje nas razem z NFZ na śmierć. I kłamie wam w biały dzień w ekranie waszego nowego płaskiego telewizora.

Wierzę w inteligencję naszych czytelników, którzy będą patrzeć na wydarzenia w sejmie, ale będą wiedzieli, że to tylko i wyłącznie marketing polityczny. Pragnę też Państwa o refleksje na temat równości wszystkich obywateli. Czy jesteśmy pewni tego że każdy obywatel w tym kraju ponosi takie same konsekwencje swoich czynów? Czy możemy wymusić na politykach to aby spełniali swoje obietnice? Czy zaczniemy ich rozliczać za to, czego nie zrobili a powinni?
Kim jest poseł R. Biedroń? Jest marionetką Ruchu Palikota silną kartą przetargową podczas wyborów za 3.5 roku i dowodem żywym na to, że MY coś robimy. A to, że tylko on działa to już lider nie powie.
Jestem ciekawa co zrobi SLD w swoich strukturach, bo musi się przetasować troszeczkę, i co wyniknie z walki o elektorat LEWICY?
Czy zaczniemy działać i wprowadzać konkretne reformy i zapisy mające na celu polepszenia naszej polityki społecznej i socjalnej? Czy Ci politycy którym oddaliśmy władzę, zaczną nam pomagać i służyć w imię dobru Rzeczpospolitej? Nie wiem. Ale proszę państwa o ostrożność ponieważ nasi przedstawiciele w rządzie nie są w stanie NAM pomagać. Chorych państwa proszę o ucieczkę z kraju, i załapanie się w jakiś fundusz socjalny i zdrowotny poza granicą tego kraju. Możliwości macie wiele. Zdrowym czytelnikom pragnę życzyć DUŻO ZDROWIA w 2012 roku.
Na koniec pragnę przytoczyć słowa mojego Dr Och’a z którym mam przyjemność mieć zajęcia z marketingu politycznego oraz z polskiej ordynacji wyborczej „ wyobraźcie sobie państwo najbardziej absurdalny scenariusz na polskiej scenie politycznej zapiszcie go na kartce, potem idźcie spać, a rano włączcie telewizor i sprawdzajcie ile z tych waszych domysłów okazało się prawdą”.

Dziękuje bardzo.


Data wpisu: 17 kwietnia, 2012 autor wpisu: Sznyta  |  Komentowanie nie jest możliwe

SHORTBUS czyli wieczór z Tongariro Realaising na Scenie 21

Środa 21 marca od 20.00 w Scena 21 Gazowa 21 Kraków

ShortbusPoster1 203x300 SHORTBUS czyli wieczór z Tongariro Realaising na Scenie 21
Shortbus

„Sofia jest seksuolożką, która nigdy nie przeżyła orgazmu. Od lat udaje szczytowanie i ukrywa to przed mężem. Próbuje jej pomóc Severin, która na co dzień odgrywa przed mężczyznami rolę dominy i w ten sposób zarabia na życie. Klientami seksuolożki Sofii są Jamie i James, para gejów z wieloletnim stażem. James proponuje partnerowi miłosny trójkąt z młodym muzykiem Cethem, na co Jamie niechętnie się godzi. Intencje Jamesa wykraczają jednak poza wyrafinowane formy rozkoszy, o czym dowiadujemy się dzięki prywatnemu śledztwu prowadzonemu przez podglądacza Caleba”.

2 SHORTBUS czyli wieczór z Tongariro Realaising na Scenie 21

Click here to view the video on YouTube.


Data wpisu: 20 marca, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pokój 301, czyli sabat czarownic przy kawie

Studia dla wielu młodych osób to pierwsze wyrwanie się spod skrzydeł rodziców, nowe znajomości, nowe doświadczenia. Taką osobą byłam też ja. Duże miasto z akademicką atmosferą, czysto „szkolne” zauroczenia w koledze z grupy, szalone imprezy (nie tak liczne, jak stereotypy o niepracujących studentach głoszą, bo kierunek niełatwy) – mnie i moje współlokatorki z różnych stron Polski i nie tylko wciągnęły od początku.

1118479 57096606 300x225 Pokój 301, czyli sabat czarownic przy kawie

kwadraty

Potem przyszła sesja, z nią stres i brak motywacji do ślęczenia nad książką. Noce przy kawie spędzałyśmy wtedy na relaksujących pogaduchach – my, czwórka wspaniałych z pokoju 301.

O czym mogą rozmawiać po nocach dziewczyny, jeśli nie o seksie? Ot, nic niezwykłego. Zawsze byłam otwarta i nie uznawałam żadnego tabu dotyczącego czegoś tak ludzkiego, jak stosunki damsko-męskie, damsko-damskie czy jakiekolwiek inne. Nie mogłam jednak z nikim porozmawiać bez skrępowania. Nawet z moją najbliższą przyjaciółką używałyśmy jakiegoś tajemniczego szyfru, a z mamą nie miałam okazji usiąść przy damskiej kawie. Moje współlokatorki były nawet bardziej, jak to nazywam, „zamknięte”.

Trzy z czterech, w tym ja, miałyśmy stałych partnerów. Czwarta dziewczyna dopiero co poznała wspaniałego faceta. Szybko przyszedł moment, gdy któryś z nich przyjechał do jednej nas w odwiedziny… i nie można było ukrywać, że chcą się kochać. Rozłąka robi swoje. Z zapewnieniem intymności problemu nie było, nawet w 4-osobowym pokoju.

Nagle okazało się, że wszystkie uprawiamy seks.

Czasem głośno.

Czasem cicho.

Czasem długo i romantycznie, a czasem na szybko, bo za dwie godziny trzeba kochasia wpakować do pociągu. Nawet najbardziej nieśmiała, cnotliwa koleżanka i jej równie nieśmiały chłopak – oni też TO robili. Większość z nas miała już pewien bagaż pierwszych doświadczeń – przyszedł dla nas czas odkrywania nie tyle seksualności, co jej… zwyczajności. Już nie było TEGO, był po prostu seks.

To było jak wielkie przejście z pierwszego, dziecinnego zachwytu do świata dorosłych, choć już nie w sensie fizycznym, a psychicznym. Nawet mając 20-parę lat znów poczułyśmy się trochę jak nastolatki z nadmiarem wrażeń, którym trzeba było się podzielić – tym razem było z kim. W końcu zaczęłyśmy mówić o seksie bez skrępowania; może bez odkrywania swojej intymności, ale po siostrzanemu. Widywałyśmy swoich partnerów maksymalnie kilka razy w miesiącu, więc te przerwy wypełniłyśmy dzieleniem się emocjami, spostrzeżeniami, opiniami.

Przyszedł czas na wyznania coraz odważniejsze, kawiarniane i ogólne „jak tam twój Romeo?” zupełnie naturalnie przeszło w – nadal trochę kawiarniane – „próbowałaś tej pozycji?”. Dwie z nas zadeklarowały biseksualizm. Potrafimy z siebie zażartować. Przyznajemy się do masturbacji i zapewniamy sobie nawzajem intymność, o ile mieszkanie w akademiku na to pozwala. Nie jesteśmy „puszczalskimi studentkami”, kochamy swoich partnerów, cieszymy się naszymi związkami. Po prostu przełamałyśmy konserwatyzm naszych rodziców, naszych wcześniejszych środowisk. Dlaczego nie znałam tego uczucia wcześniej, a rad i pokrzepienia musiałam szukać w Internecie? Chciałam opisać swoje odczucia i życzyć każdemu „zamkniętemu” takiego „otwarcia”. Nie trzeba od razu tworzyć nowego kółka wzajemnej adoracji, wystarczy porozmawiać z mniej śmiałą przyjaciółką. Użytkowniczki tego portalu są w większości „otwarte” – może trzeba włączyć w nasz krąg inne kobiety, które nadal są pod kloszem otoczenia?

Zajrzyj na stronę Seksualność kobiet


Data wpisu: 14 marca, 2012 autor wpisu: Seksualnosc_Kobiet  |  Komentowanie nie jest możliwe

Szkoła Podstawowa (nie)tolerancji, czyli sytuacja osób nieheteroseksualnych w placówkach oświatowych w Polsce

„Szkoła Podstawowa (nie)tolerancji, czyli sytuacja osób nieheteroseksualnych w placówkach oświatowych w Polsce”

Moderacja: Mariusz Kurc

324217 229643390435110 112319302167520 550169 994378957 o 300x235 Szkoła Podstawowa (nie)tolerancji, czyli sytuacja osób nieheteroseksualnych w placówkach oświatowych w Polsce
IV Festiwal Równe Prawa do Miłości

Marta Konarzewska – nauczycielka
Marcin Szczepkowski – Teatr Forum
Jan Świerszcz – Kampania Przeciw Homofobii

Rzetelna edukacja seksualna to w polskiej szkole pozostawia wiele do życzenie. Nic więc dziwnego, że wśród uczniów i uczennic panują krzywdzące stereotypy na temat osób LGBTQ, a na szkolnych korytarzach szaleje homofobia. Uczestnicy i uczestniczki panelu dyskusyjnego”„Szkoła Podstawowa (nie)tolerancji, czyli sytuacja osób nieheteroseksualnych w placówkach oświatowych w Polsce”” przedstawią sytuację nieheteroseksualnej młodzieży w polskich placówkach oświatowych i spróbują odpowiedzieć na pytanie, jak ją poprawić.

 

19 lutego 16.00 Nowy Wspaniały Świat, górna sala; wstęp wolny


Data wpisu: 29 stycznia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy

Czy trafię jeszcze na ciepłego, tolerancyjnego, inteligentnego i wrażliwego faceta? Ależ kochana, wszyscy ciepli, tolerancyjni, inteligentni i wrażliwi faceci mają już dawno swoich chłopaków! Tę zabawną dykteryjkę, mówiącą wprawdzie o panach, doskonale można odnieść do kochających inaczej pań.

a0005 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
scary lesbian

Homoseksualizm – zjawisko stare jak świat – przez wieki był postrzegany i oceniany w różny sposób. Bywało jak w  powiedzeniu Seneki: „Dawne grzeszne nałogi traktowane są teraz niemal jak obyczaje”; bywało, że pewne zachowania seksualne akceptowane w jednej epoce, okazywały się grzeszne i niemoralne w innej. Z pewnością dramatyczne perypetie życiowe Oskara Wilde’a wyglądałyby inaczej, a raczej w ogóle by ich nie było, gdyby żył w antycznej Grecji, a nie w purytańskiej Anglii. Normy moralne, miejsce urodzenia, stan posiadania i kultura miały znaczący wpływ na granice swobody seksualnej. Termin „homoseksualista” znany jest już od czasów greckich, natomiast określenie „lesbijka” pojawiło się dopiero w XVI wieku, kiedy pisarz Pierre de Brantôme wydał zbiór wierszy miłosnych ułożonych przez kobiety dla kobiet, pod wspólnym tytułem Lesbijki, nawiązującym do greckiej poetki Safony z wyspy Lesbos. Wcześniej nazywano je trybadami, od greckiego słowa tribein – „ocierać się, trzeć”, bądź mylnie hermafrodytami.

Jak przez wieki postrzegane były kobiety homoseksualne? Czy mogły otwarcie i świadomie przyznawać się do swojej tożsamości seksualnej? Czy były akceptowane, czy też potępiane i jako kobiety upadłe, grzeszne bądź niemoralne, spychane na margines społeczny? Od czasów antycznej Grecji i filozofii otwartej na człowieka niemal do końca XIX wieku unikano tematu seksualności kobiet oraz starannie ignorowano inną tożsamość seksualną pań. Jeśli opisywano stosunki lesbijskie, to tylko jako grzech albo wyuzdanie. Przykładem może być piękna i występna Elżbieta Batory (krewna naszego króla), zwana Krwawą Hrabiną, kobieta uważana za największą zbrodniarkę XVI wieku, mordowała bowiem zwabione na swój zamek młode chłopki i ubogie szlachcianki. Hrabina preferowała dziewice, które po seksualnym wykorzystaniu zabijała w okrutny sposób, a ich krwi używała do sporządzenia eliksiru młodości. A zatem zaspakajanie jej biseksualnych skłonności (magnatka miała męża) miało też cel kosmetyczny… Oczywiście, był to na szczęście wyjątek, aczkolwiek często wspominany przez historyków i pisarzy.

lesbian hair 1257862152 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
lesbian hair

W średniowieczu i w późniejszych wiekach prócz fikcji literackiej niewiele jest wiarygodnych dokumentów świadczących o stosunku kobiet do własnej seksualności. Na przełomie XIX i XX wieku stosunki lesbijskie były sprawą normalną, a jednak obowiązująca w owym czasie podwójna moralność zmuszała kobiety piszące na ten temat do potępienia ich w swoich dziełach. Początek dramatycznego XX wieku był punktem zwrotnym dla kochających inaczej kobiet. Pojawia się cała plejada utalentowanych, sławnych i niepospolitych kobiet, które w sposób bardziej lub mniej zakamuflowany przyznają się do swoich preferencji.

Przypomnijmy choćby Sidonie Gabrielle Colette, autorkę cyklu powieści o Klaudynie, w których jawnie przyznaje się do swoich lesbijskich skłonności. Młoda, pochodząca z prowincji Colette poślubiła dużo od siebie starszego Henry’ego Gauthier-Villarsa, zwanego Willym, bawidamka i światowca, o zadęciach pisarskich, mężczyznę o wątpliwej moralności, który odkrywszy zdolności literackie żony ponoć zamykał ją na całe dni w pokoju, aby pisała. Willy nie tylko akceptował jej fascynację kobietami, ale i czerpał z tego korzyści finansowe.

Para wydała cztery tomy przygód Klaudyny, które ukazały się wyłącznie pod nazwiskiem Willy’ego – zjawisko dość nagminne w czasach, kiedy kobiety musiały ukrywać swoją prawdziwą tożsamość, wkraczając w dziedziny typowo męskie. Powieści Colette ze względu na szczerość, otwartość oraz sugestywne opisy flirtów i romansów lesbijskich wywołały skandal wśród paryskiej śmietanki towarzyskiej, co przyczyniło się jednak do zwiększenia nakładu. A Colette, dzięki sześcioletniemu romansowi z markizą de Morny, stała się bohaterką jednego z największych paryskich skandali. Colette napisała kiedyś: „Potężna jest uwodzicielska moc, emanująca z osób o nieokreślonej lub ukrywanej płci”.

811300 58030171 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
Lesbijki

Ponoć swój najgorętszy romans przeżyła z Natalie Clifford Barney, Amerykanką osiadłą w Paryżu, kobietą bogatą, uzdolnioną i niekonwencjonalną, otwarcie przyznającą się do homoseksualnej tożsamości. Natalie była poetką i pamiętnikarką, stworzyła też najsłynniejszy w owym czasie salon literacki. Przez całe życie romansowała ze sławnymi i utalentowanymi kobietami, a było ich ponad pięćdziesiąt, począwszy od słynnej paryskiej kurtyzany Liane de Pougy, przez poetkę Renée Vivien, Elisabeth de Gramont, wspomnianą już Colette, Dolly Wilde, aż po malarkę Romaine Brooks. Jej największa miłość, Renée Vivien, była podopieczną poetów Verlaine’a i Baudelaire’a, tłumaczką poezji pierwszej sławnej lesbijki – Safony.

W purytańskiej Anglii Virginia Woolf, jedna z największych pisarek XX wieku, choć zdecydowała się na małżeństwo, to głębokie związki emocjonalne łączyły ją z kobietami. Kochała się skrycie w Katherine Mansfield, pisarce modernizmu, a potem przez długie lata przyjaźniła się (czy tylko platonicznie?) z poetką Vitą Sackville-West. Virginia, jak można stwierdzić na podstawie lektury zbioru jej esejów Własny pokój, była głęboko zaangażowana w ruchy feministyczne i w obronę praw kobiet. W 1928 roku zasłynęła gorącą obroną Radclyffe Hall, pisarki i poetki, oskarżonej po wydaniu powieści The Well of Loneliness (pol. przekł. Źródło samotności) o obrazę moralności, autorka bowiem otwarcie przedstawiała w niej swoje poglądy lesbijskie. Mimo protestów feministek książkę Hall wycofano ze sprzedaży.

W szalonych latach 20. ubiegłego wieku słynna już wtedy Simone de Beauvoir, w której duszy ścierały się rozum i uczucie, choć w życiu prywatnym została zdominowana przez Sartre’a, stała się jedną z najbardziej zaangażowanych intelektualistek Francji i ikoną ruchu feministycznego. Ponoć to wewnętrzne rozdarcie pchnęło ją ku młodzieńczym związkom lesbijskim, często nawiązywanym podczas nieobecności filozofa.

800px Lesbian family 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy
lesbijska rodzina

W Paryżu pojawiła się również bodaj najsłynniejsza skandalistka XX wieku Anaïs Nin, która dokonała tego, na co nie odważyła się przed nią żadna kobieta. Bez cienia wstydu opisała bowiem swoje najskrytsze myśli i marzenia, miłości i zdrady. To ona pierwsza powiedziała:  „Jestem, jaka jestem”. Seks uprawiany z mężczyznami i z kobietami, na dodatek z różnymi, i to tego samego dnia, kłamstwa, zdrady i ekscesy seksualne, wszystko to zostało otwarcie opisane w dziennikach Anaïs, choć ona sama nigdy nie deklarowała się otwarcie jako lesbijka, była raczej otwarta, zmysłowa i biseksualna.

Lata powojenne w Europie nie sprzyjały już tak bardzo obyczajowemu otwarciu. W krajach „za żelazną kurtyną” kobieta mogła być traktorzystką, majstrem budowlanym, przodowniczką pracy, tylko broń Boże nie lesbijką. Warto wspomnieć film Inne spojrzenie, ze znakomitymi Jadwigą Jankowską-Cieślak i Grażyną Szapołowską w rolach głównych, którego akcja dzieje się w latach 50. na Węgrzech. A na zachodzie Europy totalitarne reżimy generała Franco w Hiszpanii i Salazara w Portugalii, konserwatywne do szpiku kości, katolickie do przesady i zaściankowe, skazywały kobietę na rolę żony, matki, strażniczki domowego ogniska, z tamborkiem do haftowania w jednej ręce, a modlitewnikiem w drugiej, otoczonej czeredką rozwrzeszczanych dzieci. Dopiero koniec totalitarnych reżimów, wiosna 1968 r., a potem rozpad obozu komunistycznego przyczyniły się do aktywizacji ruchu feministycznego i pełnego uświadomienia potrzeb kobiet, w tym także prawa do określenia tożsamości seksualnej.

We współczesnej Hiszpanii ruchy feministyczne oraz organizacje gejów i lesbijek są silne i aktywne. Co prawda iberyjskie środowisko LBGT skarży się, że oferta wydawnicza poruszająca te tematy ciągle jeszcze jest bardzo skromna, szczególnie dotyczy to lesbijek, jednak ukazuje się sporo powieści, zbiorów opowiadań i poezji „safońskich”. Jedną z takich powieści jest Szalona geometria miłości napisana przez zdeklarowaną lesbijkę Susanę Guzner.

Susana Guzner, Argentynka z La Platy, wyemigrowała z ojczyzny po śmierci siostry, zamordowanej przez paramilitarną prawicową grupę utworzoną do walki z opozycją. Susana trafiła do pofrankistowskiej Hiszpanii, otwierającej się na świat i nowe idee, i szybko dołączyła do ruchu gejów i lesbijek walczących, i to skutecznie, o swoje prawa. Właśnie Hiszpania jest jednym z pierwszych krajów, oczywiście oprócz Skandynawii, w którym zalegalizowano małżeństwa między osobami tej samej płci (w 2005 r.), co wiąże się z prawami do adopcji, dziedziczenia oraz rent. Susana jest psychologiem, autorką scenariuszy telewizyjnych i pisarką.

lip service lesbian british tv series bbc 2010 300x225 Coming out, czyli dziewczyny wychodzą z szafy

Lip service

Szalona geometria miłości uznana została w Hiszpanii za hit literatury lesbijskiej. Czy rzeczywiście na taką ocenę zasługuje, czy też po prostu jest to zręcznie napisana, skomplikowana historia miłości, tyle że zamiast kobiety i mężczyzny mamy dwie piękne dziewczyny, a cała reszta, to znaczy romantyczna otoczka, mieści się w schemacie romansu heteroseksualnego?

Główna bohaterka, María Corradi, to osoba poprawna niemal do przesady. Ładna, inteligentna, twórcza (jest tłumaczką), poukładana, samodzielna finansowo, czuła, opiekuńcza i dyskretna, w zasadzie idealna kandydatka na żonę. Jest tylko jedno „ale” – María kocha kobiety, a w miłości potrafi angażować się bez reszty i trwać w niej do końca (jej największa miłość, utalentowana pianistka, umarła na jej rękach na raka).

Po latach samotnego życia María spotyka na rzymskim lotnisku Fiumicino Evę, która jest jej dokładnym przeciwieństwem. Eva jest enigmatyczna, zmienna w nastrojach, kapryśna, a przy tym piękna i zdecydowanie heteroseksualna. A jednak chemia działa między nimi bez zarzutu i dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, jakim okazał się fałszywy zamach bombowy, nasze bohaterki zamiast do samolotu trafiają do tego samego hotelu w Rzymie. María nie wie, czy sama uwodzi, czy jest uwodzona. W każdym razie kobiety padają sobie w ramiona i dalej ich romans rozwija się w pięknym entourage’u: w urokliwym hoteliku u podnóża Dolomitów i w romantycznej scenerii Wenecji. Eva nie jest jednak tak idealną partnerką, jak się z pozoru wydaje – jest chimeryczna, histeryczna i zmienna, czasem wręcz prowokująca, co dziwi i szokuje poukładaną i poczciwą Maríę.

Po powrocie do Madrytu ich romans kwitnie; Eva poznaje rodziców Maríi, inteligentnych, tolerancyjnych ludzi, akceptujących tożsamość córki. Dziewczyny zamieszkują razem i María pełni obowiązki zarówno żony, jak i męża. Tymczasem Eva prowadzi dziwną i tajemniczą grę, od czasu do czasu znika, nie daje znaku życia, kłamie, oszukuje i z euforii wpada w depresję. Zakochana María wszystko wybacza, póki nie odkrywa w kosmetyczce ukochanej … testu ciążowego. Eva odchodzi, María zaś przeżywa prawdziwe katusze zawodu miłosnego. Akcja rozwija się jak w prawdziwym romansie… María poszukuje Evy, pragnie się zemścić, zaś prawda, jaką odkrywa, burzy jej uporządkowany świat.

W sumie jest to poprawnie napisany romans, tyle że służący do przemycenia pewnych ważkich, zdaniem autorki, prawd o społeczności lesbijek. Guzner wspomina zatem o znanym również i w Polsce antagonizmie między gejami i lesbijkami: „Gejów i lesbijki łączy jasny wybór rodzaju miłości, bunt przeciwko społeczeństwu potępiającemu taki sposób życia, obrona praw i wiele innych rzeczy, prócz sympatii osobistych”. Przypomnijmy, jak w Polsce naczelny pisarz literatury gejowskiej, Michał Witkowski, użył w wywiadzie radiowym bardzo politycznie niepoprawnych słów „łysa lesba”. Polskie lesbijki skarżą się, że są dyskryminowane nawet w środowiskach LGBT, a bramkarze w niektórych klubach mają zakaz wpuszczania lesbijek, jest to bowiem grupa o mniejszych dochodach niż geje, inaczej się bawi i przy barze nie błyska złotymi kartami kredytowymi.

Szalona geometria miłości to książka o poszukiwaniu miłości, cierpieniach, emocjach, zemście i potrzebie wybaczenia, a przede wszystkim o uczuciach. W zasadzie równie dobrze mogłaby to być powieść o miłości heteroseksualnej. Ciekawe są opisy związków lesbijskich i homoseksualnych, poznajemy ludzi wykształconych, wrażliwych, czasem po przeżytych zawodach miłosnych, dowcipnych, domagających się uznania ich tożsamości i rozpaczliwie poszukujących uczucia. Doprawdy, Guzner uczy nas innego, a może po prostu normalnego spojrzenia na środowiska, które znamy z prostackich żartów lub równie niesmacznych anegdotek.

Niestety na polskim rynku wydawniczym nie ma zbyt wielu książek o miłości homoseksualnej. Również nasz rodzimy coming out ma raczej skromny zasięg. Oprócz prowokacyjnych enuncjacji, jeszcze w latach 80., Jerzego Nasierowskiego („naczelnego pedała PRL-u”, jak sam o sobie mawiał) i kilku coming outów gejów, których orientacja seksualna już od dawna stanowiła tajemnicę poliszynela (para Tomasz Raczek i Marcin Szczygielski), wyznania Marka Barbasiewicza i trochę mętnych deklaracji Michała Witkowskiego, który nie do końca przyznał się do swojej tożsamości, ujawnił się jeszcze Jacek Poniedziałek. A zatem jak widać coming out ogranicza się do kręgów celebrytów i aktorów.

Wśród pań jest jeszcze skromniejszy. Dobrych parę lat temu pisarka Izabela Filipiak w wywiadzie z Małgorzatą Domagalik wyznała, że jest lesbijką, a pisarka Anna Laszuk, zdeklarowana lesbijka, wydała niedawno książkę Dziewczyny,wyjdźcie z szafy – zbiór wywiadów z lesbijkami w różnym wieku i z różnych środowisk. Opisują one swoje losy oraz mówią o potrzebie ujawnienia tożsamości seksualnej. Niestety, tylko dwie z rozmówczyń odważyły się wystąpić pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Reszta wybrała bezpieczną anonimowość.

Jak są postrzegane lesbijki we współczesnym polskim społeczeństwie? Mam wrażenie, że są ignorowane, bądź niezauważane, co prawda na szczęście nie kojarzą się już z babo-chłopami, o rozwiniętej muskulaturze, z wąsikiem, w za dużych dżinsach i kraciastej koszuli à la drwal z Nebraski. Podejrzewam, że ani sąsiedzi, ani ksiądz proboszcz z lokalnej parafii często nie mają pojęcia o ich tożsamości seksualnej. Cóż, dwie kobiety mieszkające razem mogą uchodzić po prostu za przyjaciółki, natomiast dwaj mężczyźni zawsze będą wzbudzali mniej lub bardziej niewybredne komentarze. Mam jednak nadzieję, że doczekamy takich czasów, gdy ludzie będą odważnie i szczerze określali swoją seksualność.

Susana Guzner, Szalona geometria miłości. Przekł. T. Tomczyńska, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, 2008


Data wpisu: 7 stycznia, 2012 autor wpisu: Teresa Tomczyńska  |  Komentowanie nie jest możliwe

SafeGames, czyli wróc z Euro2012 bez HIV

KPH przystąpiła do projektu SafeGames Polska, którego głównym celem jest promocja kwestii związanych ze zdrowiem i promocją bezpiecznych zachowań seksualnych w trakcie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012. safegamespolska SafeGames, czyli wróc z Euro2012 bez HIVEuro 2012 będzie największym wydarzeniem sportowym w historii Polski. Wraz z szansami płynącymi z organizacji tak znaczącego wydarzenia sportowego mistrzostwa w piłce nożnej wiążą się z ryzykiem dotyczącym zdrowia i bezpieczeństwa gości.

Doświadczenia poprzednich organizatorów Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej pokazują, że wraz z gośćmi z całego kontynentu (przeważnie mężczyzn) pojawia się problem wzmożonej prostytucji, a także przygodnych kontaktów seksualnych. Odpowiedzią organizacji pozarządowych na ten problem jest kampania SafeGames w Polsce i na Ukrainie w czerwcu 2012.

Koordynatorem polskiej edycji SafeGames Euro2012 Społeczny Komitet ds. AIDS (SKA).

Więcej o projekcie www.safegamespolska.com


Data wpisu: 2 grudnia, 2011 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Aby życie miało smaczek… czyli La Grande Finale

W czwartkowe popołudnie (24.11.11) tradycyjnie już na Wydziale Historyczno – Socjologicznym UwB miał miejsce wielki finał cyklu RuszaMY LGBTQ w Białymstoku czyli “Słodko – gorzka rozmowa o biseksualności”.

 Aby życie miało smaczek... czyli La Grande Finale

Przedmiotem dyskusji podczas ostatniego spotkania była sytuacja osób biseksualnych i problemów z jakimi się borykają. Gościem głównym i mówczynią była Aleksandra Sowa - aktywistka, dziennikarka i publicystka specjalizująca się w temacie biseksualności. Aleksandra opisywała problemy, jakie stają na drodze osobom biseksualnym, wyjaśniając znaczenie takich pojęć jak np. bifobia czy zjawisko podwójnego wykluczenia, nie raz nawiązując do własnych doświadczeń.
Dyskusja zawierała element warsztatowy polegający na wypisaniu przez każdego uczestnika i każdą uczestniczkę   spotkania co wie lub sądzi o biseksualności i osobach biseksualnych. Przemyślenia te zostały użyte do ukazania różnorodności stron z jakich postrzegane są osoby biseksualne. Obalono mity takie jak założenie, że osoby “bi” mają większą szansę na miłość i zakochanie z wzajemnością.

 Aby życie miało smaczek... czyli La Grande Finale

Po zakończeniu części głównej przenieśliśmy się do kawiarni by kontynuować wieczór spotkaniem o luźniejszym charakterze i uczcić sukces jakim okazało się RuszaMY LGBTQ w Białymstoku.

Tak jak poprzednio, na miejscu można było złożyć podpis popierający projekt ustawy Tak dla kobiet.

Całe wydarzenie przebiegło w atmosferze sprzyjającej otwartej,przyjaznej dyskusji i cieszyło się dużą frekwencją.  Wszystkim gościom bardzo dziękujemy za obecność i jednocześnie zapewniamy, że projekt był pierwszym tego typu ale na pewno nie ostatnim organizowanym przez Grupę IRIS!


8536762739109672168 7706817054963487397?l=grupairis.blogspot Aby życie miało smaczek... czyli La Grande Finale


Data wpisu: 29 listopada, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe