Archiwum dla kategorii: ‘codzienność’

Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce…

Odkąd ustawiłam na Facebooku, że jestem w otwartym związku z Anią, wiele osób pytało mnie dlaczego nie ustawiłam, że jestem w związku i dlaczego nie mówię o Ani jako o mojej dziewczynie. Pierwszy powód, który podaję, ma na imię Agnieszka…

472281 95782724 300x237 Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...
rodzina

To nie jest tak, że związki otwarte i poliamoria są dla wszystkich. Tak jak nie dla wszystkich jest monogamia. Wiem i wierzę, że jest wiele osób, które są spędzić resztę życia z jedną wybraną osobą i nie potrzebują niczego z tego, co oferują pozostałe formy związków nie-monogamicznych. Nie wykluczam też, że w pewnym momencie swojego życia uznam, że chcę zamknąć swój związek i pozostać w relacji z jedną kobietą. Teraz jednak mam dwie, szukam kolejnych i jestem naprawdę szczęśliwa.

 

To Ania mnie zaczepiła. Zobaczyła mnie na fan page „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!” i postanowiła mnie zdobyć. Dzięki Bogu, bo gdyby o mnie chodziło, to na pewno nie byłybyśmy razem. Starała się, chodziła, pisała, aż w końcu spotkałyśmy się i pocałowałyśmy po raz pierwszy. Było niesamowicie.

 

Tego samego dnia odmówiłam znajomej pójścia z nią do łóżka. Patrząc z perspektywy czasu Ania może się czuć winna mojej odmowie. Mimo, że przecież nic nas nie łączyło, mogła się nigdy nie dowiedzieć i może byłoby warto, zdecydowałam, że pierwszą kobietą po mojej kilkuletniej przerwie będzie Ania.

 

Następnego dnia pojechałam do Łodzi. Poznałam Agnieszkę. Właściwie poznałam ją na nowo, bo już się wcześniej spotkałyśmy. Zafascynowała mnie. Długo rozmawiałyśmy o wielu rzeczach, które nas łączą. Jesteśmy pod wieloma względami bardzo podobne. Potrafimy gadać godzinami i wymieniać się doświadczeniami. Najpierw wspólna impreza, potem pierwsza randka, później druga. Wiedziałam, że to jest relacja, w którą chcę wejść.

 

Wróciłam do Warszawy. Zaprosiłam Anię do siebie. Poddałam ją ostatniemu „testowi” – kiedy już było bardzo blisko pójścia do łóżka – odmówiłam, bo nie czułam się gotowa. Przyjęła to świetnie. Upewniło mnie to w przekonaniu, że to jest kobieta, z którą chce to zrobić.

 

Cały czas jednak tęskniłam do Agnieszki – jej ślicznego uśmiechu, niesfornych włosów, które ciągle muszą być poprawiane, do tych lekko przestraszonych oczu i do jej ogromnego serca.

Nie wierzę w związki na odległość. Wiem, że żadna z nas nie jest w stanie przeprowadzić się do drugiej.

 

Następnego dnia po naszym pierwszym razie z Anią pojechałam do Agnieszki do Łodzi. Przedstawiłam jej sytuację. Powiedziałam wprost o Ani, o tym co mogę jej zaoferować i czego nie mogę dać. Oczywiście – mogła powiedzieć, że w takiej sytuacji nie ma sensu się starać. Ale nie powiedziała. Spędziłyśmy razem romantyczny dzień, tuląc się, chodząc za rękę i rozmawiając. Wieczorem po raz pierwszy się całowałyśmy. Było cudownie.

 

Ania też już wiedziała o Adze. Opowiedziała mi zresztą o dziewczynie, która się jej podoba, z którą może będzie chciała mieć rodzinę – dzieci. Różnica 7 lat między mną a Anią powoduje, że jesteśmy w innych momentach swojego życia – jeszcze nie jestem gotowa na rodzinę, a Ania już czuje, że to jej czas. Agnieszka, chociaż jesteśmy w tym samym wieku, nadal studiuje (medycynę) – też jest w trochę innym momencie: mieszka z mamą, nie mierzy się z samodzielnością tak jak ja.

 

Obie dają mi kompletnie coś innego. Są zupełnie inne. Obie są dla mnie bardzo ważne i każdej staram się poświęcać tyle czasu i energii i emocji ile mogę i ile potrzebują. Obie namawiam, żeby miały kogoś poza mną. Szczególnie, że poza tymi dwiema relacjami mam jeszcze wielką rodzinę kochanek i dziewczyn emocjonalnych.

Jeśli ktoś mnie pyta dlaczego, odpowiadam, że to sprawia, że jestem szczęśliwa. Szczęście nie jest czymś, co jest dla każdego takie samo i jeśli nie krzywdzę tym nikogo – dlaczego moje szczęście musi się zamykać w jakiś ramach?

 

Mam cudowną Kochankę, która, wraz ze swoją dziewczyną, bardzo o mnie dbają, jest osobą, która potrafi do mnie zadzwonić, bo się stęskniła czy zaprosić na obiad, bo mieszkamy blisko. Łączy nas praca i kilka pasji, których nikt nie rozumie.

 

Mam wspaniałą Żonę, która mnie na chyba lepiej niż ja siebie samą. Która ukocha, ale da po uszach. Z którą godzinami rozkminiamy swoje problemy. Z którą się świetnie bawię. Która byłaby idealna, żeby być moją dziewczyną – może zbyt idealna. Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Zrozumienie, ciepło i dużo czułości.

 

Mam uroczą Wdowę, która pojawiła się w moim życiu niedawno, wręcz szturmem. Potrafi kupić mi kwiatki, przytulić mnie dla samej bliskości. To ktoś, z kim pójdę na bilard dobrze się bawić albo pójdę na randkę na dworzec PKP. Pójdzie ze mną do kina, będzie marudzić i się odgryzać, żeby tak wyrazić jak bardzo jej na mnie zależy.

 

Mam też fascynującą Wymarzoną (nie mylić z Mrs Perfect). Nie mam pojęcia co takiego w sobie ma, ale sprawia że czuję się szczęściarą, że ją znam. Może to kwestia tego, że jest jedną z niewielu osób, które znam, które potrafią sprawić, że zatyka mnie jej inteligencja. Czasem trochę dziecinna, czasem bardzo dojrzała. Czasem zimna suka, czasem gorące serduszko. Pełna sprzeczności, ale przez to fascynująca. Potrafi mi przejść dreszczem przez ciało, kiedy mnie przytula czy fufa mi do ucha.

 

Moje życie byłoby na pewno niekompletne, gdyby nie moja wyjątkowa Przyjaciółka. Latami wierzyłam, że byłaby z nas świetna para, ale im bardziej ją znam, dziękuję opatrzności, że się na to nie zdecydowałyśmy. Jest Przyjacielem, którego straszliwie potrzebuję. W ciągu minuty potrafi poprawić mi humor. Wszystkie szaleństwa z nią mają smak przygody – nawet, jeśli chodzi tylko o pójście do kina czy na obiad. Mój czerwony guzik do resetowania, kiedy wszystko inne zawodzi.

 

Warto też mieć głos rozsądku – w tej roli moja Starsza Siostra. Biologicznie mam tylko starszego brata, ale od paru lat, szczęśliwie, w moim życiu jest moja Siostra, która przywołuje mnie do porządku. To z nią uczyłam się odpowiedzialności i wspólnego mieszkania. To z nią mogę przegadać wszystko, co mi leży na mózgu. To ona potrafi mi dogadać, że mi aż w piąty idzie, ale robi to, bo jej zależy. Wiem, że jest kimś, przy kim potrafię się rozpłakać. Ona jest tym typem, który przyjedzie do mnie na noc pomóc mi składać skarpetki czy przytulić, kiedy jest mi źle..

 

Dawno temu, już prawie 6, poznałam Moją Pierwszą. Moją Pierwszą poznaną lesbijkę, która okazała się wartościowym przyjacielem. Wie o mnie rzeczy, których nie wie nikt inny. Uczyła mnie trudnej sztuki miłości, kiedy istniało dla mnie tylko „kocham Cię aż do grobowej deski na wyłączność”. Ktoś, kto masochistycznie trwa w relacji ze mną, chociaż nadal nie wiem dlaczego. Ktoś, kto przyjedzie wczesnym rankiem na drugi koniec miasta, żeby mnie odebrać z dworca. Kto zrobi mi kawę na śniadanie i kogo doceniam zawsze, jak znika z mojego życia. Na szczęście na razie na krótko…

 

Jest i kochany Miś. Jak każdy niedźwiadek do przytulania, służy do otarcia łez, do przejścia przez magiczne drzwi Narnii do lepszego świata. Oczami wyobraźni widzę jak siadam u niej w kuchni, a ona przygotowuje mi właśnie bułkę z pieczarkami i przytula i gładzi po głowie i po prostu jest, ciepła i kochana. I jest moim odpoczynkiem i dba o mnie i sprawia, że czuję się wyjątkowa. A potem zabierają mnie z jej Żoną na spacer i do kina i pokazują jakieś branżowe miejsca.

 

Mam też dwie Mamy. Nie jedna para lesbijek mnie adoptowała, ale one jakoś najbardziej. Mama B jest tą, która jest ciągle niezadowolona z moich wyników i wchodzi mi na odcisk, żebym była jeszcze lepsza. To też ta, która potrafi mnie doprowadzić do szewskiej pasji, ale zarazem pilnuje, stara się i dba o mnie. Mama D, mniej szalona i bardziej ogarnięta, ugotuje, postawi do pionu, pomoże.

 

Wbrew pozorom mam też Dziewczynę. Nie taką, jak się wszystkim wydaje, ale jest kimś bardzo ważnym. To ona zmusza mnie, żebym wydała swoje noveleski, ona się ze mną kłóci, która z nas ma fajniejsza dziewczynę. Łączy nas pasja działania w NGOsach. Chociaż często nie rozumie pewnych rzeczy – jest hetero, spoza branży – ma dużo zrozumienia i całe morze ciepłych uczuć do mnie. Tak samo jak ja do niej…

 

W roli osobistej stylistki występuje moja Ciotka E. To dzięki niej nie wyglądam jak menel ubrany w worek po kartoflach. Jest od tego, żeby kopnąć mnie w rzyć, kiedy na to zasługuję, ale przytulić do piersi szorstkim gestem, kiedy trzeba. Ktoś dla kogo mogę siedzieć pod drzwiami ze słoikiem rosołu, śpiewając Madonnę, żeby pokazać, że mi zależy i że nie odpuszczę, tylko dlatego, że ma czerwony nos. Ktoś, do kogo przyjadę w środku nocy spać na kanapie, żeby rano dostać pyszne latte na otarcie łez. Kto, wraz ze swoją dziewczyną, ogarną w złe dni.

 

Mój Groszek, który wcale nie jest mój, bo ma swoją dziewczynę, jest przekochany.  Ciągle słyszę w głowie jej: „oj Monia”. Życzy mi jak najlepiej i zawsze jest gotowa mi pomóc to zdobyć. Idealna na długie przytulenia, kiedy chcę naładować baterie. Odpowiedzialna i taka, na której mogę polegać. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, że nawet jak niebo zawali się nam na głowy, to ona się nie da. I jeszcze mnie pocieszy.

 

Jest jeszcze wiele kobiet w moim życiu, które są dla mnie bardzo ważne, które miały wpływ na mnie, lub takie, które pojawiają się od czasu do czasu, ale moje życie bez nich byłoby bardziej ubogie. Język jest bardzo ubogi – między miłością, a przyjaźnią, a znajomością brakuje całej skali uczuć, które żywimy do osób dookoła nas. Anię i Agnieszkę nazywam Partnerkami, dla odróżnienia ich od Dziewczyny czy Kochanki, ale tak naprawdę każda z nich jest dla mnie kimś wyjątkowym, kto, mam nadzieję, będzie częścią mojego życie już na zawsze.

Życzę wam wszystkim, żebyście też mieli w swoim życiu jak najwięcej osób, które kochacie i które kochają was. Bo to jest kluczem do szczęścia icon smile Open up, czyli aby język giętki wyraził to, co poczuje serce...


Data wpisu: 14 maja, 2012 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Kobiety dla kobiet: Zabieg z Jane

Zabieg z Jane to aborcja, którą studentki, gospodynie domowe, matki, feministki, ochotniczki po krótkim medycznym przeszkoleniu przeprowadzały dla kobiet, w czasach, gdy aborcja była w USA nielegalna. Działały w latach 1969 – 1973.

 

 

206992 4959 300x222 Kobiety dla kobiet: Zabieg z Jane

świat

Fragment tekstu pochodzi z książki Milczenie owieczek Kazimiery Szczuki, s. 114–117, Warszawa 2004.

 

W tym czasie działało również radykalne, autonomiczne, kobiece podziemie aborcyjne, znane jako kolektyw Jane – od fikcyjnego imienia osoby, która na uniwersytecie w Chicago zapoczątkowała zorganizowane udzielanie informacji i pomocy kobietom poszukującym możliwości usunięcia ciąży. Chicagowska grupa stanowi w historii ruchu kobiecego swoisty fenomen. Studentki i działaczki feministyczne poważyły się na akt nieposłuszeństwa obywatelskiego idącego najdalej, jak to możliwe – zorganizowały sprawnie działającą sieć samopomocy i same nauczyły się przeprowadzać zabiegi, rozwijając technikę wczesnych aborcji metodą próżniową.

 

 

Między rokiem 1969 a 1973 przeprowadziły około jedenastu tysięcy nielegalnych zabiegów, których jakość i bezpieczeństwo były takie same jak w nowojorskich klinikach po legalizacji aborcji. Zabieg z Jane – bo tak się o tym mówiło, dla podkreślenia, że aborcja jest doświadczeniem, przez które kobieta przechodzi aktywnie (a zatem zabieg „z”, a nie „u” Jane) – był płatny. Kosztował średnio pięćdziesiąt dolarów. Była to realna, skalkulowana stawka, podczas gdy w „normalnym” podziemiu ceny sięgały w tym czasie tysiąca dolarów. Organizatorki serwisu, na ogół względnie dobrze sytuowane białe działaczki ruchu feministycznego, uważały, że zabieg to nie usługa, którą ktoś komuś powinien świadczyć za darmo, jak łaskę albo darmowe rozwiązanie kłopotu. Ale żadna kobieta nie była odsyłana – chyba że po wstępnym badaniu okazywało się że względy zdrowotne wymagają skierowania jej do szpitala. Ceny Jane były dostosowane do możliwości klientek – bogatsze płaciły więcej, aby umożliwić funkcjonowanie latającej klinice, przenoszonej z mieszkania do mieszkania. Często jednak, zwłaszcza w późniejszych latach, kiedy zgłaszały się w większości kobiety ubogie, zabiegi przeprowadzano za symboliczną opłatę albo zgoła za darmo.

 

 

Osoby działające w kolektywie Jane kierowały się zasadą pomagania kobietom – oznaczało to całościowe, medyczne ipsychologiczne podejście do każdego przypadku. Zabiegi poprzedzane były konsultacjami, podczas których klientki Jane miały możliwość wejrzenia w motywacje swoich decyzji. Zdarzało się, że feministki uświadamiały kobietom i dziewczynom, przychodzącym na zabieg, że ich rzeczywistym pragnieniem jest donoszenie ciąży. Nie było to zresztą trudne do rozpoznania – kiedy kobieta przychodzi zdecydowana, należy jej udzielić pomocy: wesprzeć suwerenność decyzji iprzeprowadzić zabieg. Kiedy przychodzi zapłakana, roztrzęsiona, nieraz przyprowadzona przez matkę albo zdenerwowanego chłopaka, rozmowa z uważną konsultantką wspiera suwerenność decyzji przeciwnej – o urodzeniu dziecka wbrew naciskom otoczenia. Ogromne znaczenie dla nielegalnych aborcjonistek miało udzielanie kobietom informacji o procedurze zabiegu, o antykoncepcji, o kontekście prawnym i społecznym, w jakim działało podziemie. Zabiegi przeprowadzano z użyciem znieczulenia miejscowego, aby kobiety nie czuły bólu albo czuły go minimalnie. W klinice Jane nie stosowano narkozy – kobiety podczas zabiegu nie podlegały uprzedmiotowieniu jako bezwolne, uśpione ciała, które nie wiedzą, co się z nimi dzieje. Zabiegom towarzyszyła czuła i uważna opieka asystentki, która opowiadała kobiecie przechodzącej zabieg, co się teraz z nią dzieje, trzymała za rękę, rozmawiała. Chodziło o oddemonizowanie aborcji, uczynienie z niej świadomego, medycznego i psychicznego przeżycia, które jest ważne, ale nie traumatyczne. Horror aborcji, zarówno nielegalnej, jak przeprowadzanej w szpitalu w sposób brutalny i poniżający kobiety, związany jest z wyparciem tego doświadczenia ze świadomości.

 

1 Kobiety dla kobiet: Zabieg z Jane

 

Większość kobiet nie chce wspominać własnej aborcji nie tylko dlatego, że raz podjęta decyzja jest ostateczna i nieodwołalna, a mogłaby wywoływać wątpliwości. Chodzi również o wymazanie z pamięci okoliczności zabiegu, które powracają niekiedy w prześladowczej postaci. Inaczej było z klientkami Jane. Wiele z nich wspomina po latach, że doświadczenie spotkania z feministkami w sytuacji przerażenia, desperacji, zaszczucia przez prawo i grozę szeptanych opowieści o molestujących rzeźnikach było początkiem ich nowej świadomości – szacunku do siebie, kierowania własnym losem, aktywności obywatelskiej. Działalność chicagowskiego kolektywu stała się modelem nie tylko autonomicznych działań ruchu kobiecego, ale również holistycznej, prokobiecej ginekologii, dążącej do przywrócenia godności i podmiotowości doświadczeniom miesiączki, bezpłodności, ciąży, aborcji, porodu czy chorób kobiecych. Wśród lekarzy, którzy obierają specjalizację ginekolog-położnik, spotyka się niekiedy takich, którzy mniej lub bardziej świadomie kierują się takim prokobiecym nastawieniem. Oddemonizowanie przerywania ciąży w przypadku podziemnego feministycznego serwisu aborcyjnego Jane polegało jednak na tym, że bezpieczne wspierające dla psychiki kobiet zabiegi przeprowadzały po przeszkoleniu osoby niemające profesjonalnego przygotowania. Był to rzadko notowany przez historię fenomen, kiedy „pokątne” aborcjonistki działały na rzecz kobiet, nie żerując na ich bezradności i złym prawie.

 

 

Zobacz też: http://www.uic.edu/orgs/cwluherstory/CWLUFeature/TribTheater.html

Zajrzyj na stronę Seksualność kobiet


Data wpisu: 11 maja, 2012 autor wpisu: Seksualnosc_Kobiet  |  Komentowanie nie jest możliwe

Obrażają, bo sami są homoseksualistami. Naukowcy demaskują homofobię

Naukowcy nie mają większych wątpliwości. Najczęściej bywa tak, że ludzie prezentujący najostrzejszy sprzeciw wobec homoseksualistów… sami również odczuwają pociąg seksualny do osób tej samej płci.

nop tinky winky 213x300 Obrażają, bo sami są homoseksualistami. Naukowcy demaskują homofobię
nop_tinky_winky

Najnowsze badanie potwierdzające taką kontrowersyjną tezę przedstawia amerykański „Journal of Personality and Social Psychology”. Ustalenia oparto na analizie czterech niezależnych eksperymentów, w których wzięło udział około 160 studentów ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec. W ocenie naukowców, wyniki dostarczają nowych dowodów na poparcie teorii psychoanalitycznej, że strach, lęk i niechęć wobec gejów i lesbijek może wynikać z tłumienia przez homofobów własnych pragnień homoseksualnych. - W wielu przypadkach są to ludzie, którzy są w stanie wojny z samym sobą i przenoszą ten wewnętrzny konflikt na zewnątrz - ocenia prof. Richard Ryan z Uniwersytetu Rochester.

 

Zachowanie uczestników badań analizowano w dwóch etapach. Najpierw badano, czy mają ukrytą orientację, przedstawiając im w formie krótkiego testu reakcji słowa i ilustracje związane z seksem. Następnie pokazywano im materiały dotyczące wychowania w rodzinie, gdzie obok par heteroseksualnych występowały także obrazy związków homoseksualnych. Jedną z najbardziej rzucających się w oczy prawidłowości była podobno ta, iż osoby wychowane przez otwartych i wspierających je rodziców, znacznie lepiej zdawały sobie sprawę z tego, iż mają ukryte pragnienia homoseksualne.

Profesor Ryan stanowczo podkreślił też, że w świetle kolejnych dowodów na taki stan rzeczy, homofobia nie powinna być traktowana jako rodzaj wyrachowanej hipokryzji. To bowiem poważny problem z psychiką, który buduje w dotkniętych nim ludziach poczucie ciągłego zagrożenia. - Homofobia to nie temat do żartów - mówi naukowiec. Inni również wskazują, że do problemu należy podchodzić delikatnie, ponieważ homofobów może teraz jeszcze mocniej dotykać to, co mówią o nich homoseksualiści. A wśród gejów i lesbijek najnowsze odkrycie naukowe nie robi żadnego wrażenia, bo teza taka funkcjonuje w tym środowisku od lat. Zdaniem lekarzy, trzeba więc pamiętać, że homoseksualne komentarze pod adresem homofobów, wbrew pozorom mogą być dla nich niezwykle bolesne.

 

Jeżeli osoba się zachowuje homofobicznie i ma naprawdę jakieś pragnienia homoseksualne niezrealizowane, to na pewno o tym nie powie. Natomiast jeżeli ktoś zachowuje się homofobicznie tak po prostu, nie widzę żadnego powodu, by traktować go z delikatnością - komentuje dla naTemat Mirosława Makuchowska z „Kampanii Przeciw Homofobii”. Dodaje jednak, że jest świadoma, iż istnieje spora grupa homoseksualistów, którzy z całych sił zaprzeczają, że nimi są. – I są naprawdę strasznymi homofobami. Nie cierpią osób homoseksualnych, które np. wypowiadają się w mediach, wykazują cechy typowe dla zachowań homofobicznych. Co wynika z tego, że one nie chcą być homoseksualne, to im się nie podoba – tłumaczy.

Czy zatem homofobia to tylko hipokryzja, czy może jednak choroba? - To i to - ocenia wiceprezes KPH. - Rozumiem takie osoby, dlaczego się tak czują. One się przede wszystkim boją. Tego, iż wyjdzie na jaw, że są homoseksualne. Że coś musiałoby się wydarzyć w ich życiu. Na przykład, że dowie się rodzina. To nie jest ich wina, że boją się mówić otwarcie o homoseksualności. Bo po prostu urodziły się w takim społeczeństwie, takim kraju, cywilizacji, która homoseksualizmu nie akceptuje - podsumowuje.

 

Podobnie, jak poprzednie badania pochylające się na problemem homofobii, tak i te nie znajdują poparcia wśród wszystkich naukowców. Wielu z nich wskazuje bowiem, że to krok w dobrą stronę, by odnaleźć przyczyny leżące u podstaw chorobliwej niechęci wobec osób homoseksualnych, ale eksperymenty nie były wystarczająco przekonywujące, by potwierdzić, że to stała zależność. Pierwsze głośne badania potwierdzające związek miedzy homofobią a zakamuflowanym homoseksualizmem opublikowali w 1996 roku naukowcy z Uniwersytetu w Georgii. Także im zarzucono jednak, iż w pracy „Is homophobia associated with homosexual arousal” oparli swoje wnioski na analizie zachowań źle dobranej grupy.


Data wpisu: 29 kwietnia, 2012 autor wpisu: antyklerykalny.pl  |  Komentowanie nie jest możliwe

Golący Patrol wystartował!

Największy hit lat ’90-tych teraz nad Wisłą! W Polskę rusza Golący Patrol dowodzony przez dziewczynę z marcowej okładki najsłynniejszego męskiego czasopisma. Wilkinson, marka maszynek i kosmetyków do golenia, przy pomocy ekipy seksownych ratowniczek i przystojnego ratownika pragnie udowodnić, że oddychanie usta-usta jest przyjemniejsze, gdy ma się gładko ogoloną twarz. Będzie się działo…

Ekipa Golacego Patrolu 287x300 Golący Patrol wystartował!

Ekipa Golacego Patrolu Wilkinson

Gorące perypetie golących ratowników można śledzić na fanpage’u marki Wilkinson: www.facebook.com/WilkinsonPolska.

Misją Golącego Patrolu jest walka z wybujałym owłosieniem Polaków. Akcja zainicjowana przez Wilkinson ma na celu uświadomienie, że golenie może być przyjemne, a do tego bardzo seksowne. Ekipa w składzie: Weronika Rącza – seksy blondynka, Jula Łagodna – zabawny rudzielec, Reni Rześka – czarnowłosa mądrala oraz Ratownik Płci Męskiej – czarujący ekspert od rozbudowy muskulatury w oparciu o ćwiczenia z maszynką do golenia, ruszają w Polskę. Ubrani w charakterystyczne pomarańczowe kostiumy kąpielowe ratownicy Golącego Patrolu rzucają wyzwanie wszystkim brodom i wąsom. Przeciwnik jest jednak trudny, bo Polacy to naprawdę „zarośnięta” nacja…

Pierwsze akcje ratunkowe Golącego Patrolu można obejrzeć już na www.golacypatrol.pl/intro. Kiedy przez nadwiślańskie bulwary nadciągają nasi ultra gładcy ratownicy – dowodzeni przez seksowną Werę – zbędne owłosienie jest w niebezpieczeństwie!

„Goląco zachęcam do udziału w naszej zabawie i wspólnego zrzucenia futra na wiosnę!” – mówi Wera, superratowniczka z Golącego Patrolu, a zarazem dziewczyna z okładki marcowego numeru znanego pisma dla mężczyzn.

Tłem muzycznym działalności ekipy jest piosenka Golącego Patrolu, która z pewnością stanie się hitem towarzyszącym niejednemu porannemu goleniu…

Świat realny to dla nich za mało! Ratowniczki chcą podbić sieć i dlatego przejęły dowodzenie na fanpage’u marki Wilkinson www.facebook.com/WilkinsonPolska. Tam zajmą się działalnością (uwaga, uwaga!) edukacyjną w ramach nowopowstałego „Uniwersytetu Golącego Patrolu”. W każdym z postów dziewczyny poprowadzą pikantny kurs golenia, prezentując… „jak golić się przyjemnie”.

Pamiętajcie! Z Wilkinson golenie może być BARDZO przyjemne…


Data wpisu: 16 kwietnia, 2012 autor wpisu: materiały prasowe  |  Komentowanie nie jest możliwe

Męska kolekcja na męskie potrzeby od Geox

Kobiety często dokonują zakupów emocjonalnych, mężczyźni natomiast mają wobec produktu szereg oczekiwań, których spełnienie warunkuje zakup. Marka Geox, zna doskonale oczekiwania swoich konsumentów, dlatego została numerem jeden na włoskim rynku i podobny sukces chce powtórzyć w Polsce.

M2220N T0944 F6061 231x300 Męska kolekcja na męskie potrzeby od Geox
Geox

Produkty marki Geox to nie tylko opatentowana technologia, która pozwala stopie oddychać, ale również nowoczesny i miejski design projektowany przez światowej sławy projektantów takich jak Brytyjczyk Patric Cox, który zaprojektował najnowsza kolekcję marki Geox.

Tej wiosny na Panów czekają propozycje w naturalnych kolorach brązu oraz mokasyny w odcieniach ziemi. Sportowa linia obuwia Geox została zaprojektowana w przeważającej większości w niebieskiej kolorystyce. Jednak nie sam kolor jest tu najważniejszy. Doskonale wyprofilowane obuwie marki Geox posiada opatentowany system „oddychającej” podeszwy, która za pomocą mikrootworów pozwala stopie oddychać i chroni przed przemiękaniem obuwia.

OBUWIE DLA RED BULL RAICING TEAM

Opatentowana technologia „oddychającego obuwia” zastosowana w produktach Geox została również zastosowana w obuwiu zaprojektowanym dla kierowców Red Bull Raicing Team. Niepokonani: Mark Webber i Sebastain Vettel, prowadzą bolid F1 w obuwiu opracowanym we włoskim laboratorium z myślą o ekstremalnych warunkach panujących w samochodzie wyścigowym. Kolekcja inspirowana współpracą z Red Bull będzie dostępna w sklepach już wiosną tego roku. Popularnością na polskim rynku cieszy się również „oddychająca” odzież tej marki. To właśnie w Polsce sprzedaż tego segmentu oferty stanowi aż 50% przychodów. Polacy chętnie sięgają, bo kurtki z oddychającą membraną, która w naturalny sposób umożliwia wentylację i oddychanie skóry.

GEOX NA ŚWIECIE I W POLSCE:

Geox to numer jeden na włoskim rynku obuwia. Co dziesiąty Włoch chodzi w obuwiu tej marki. Założyciel i prezes marki, Mario Moretti Polegato, który niedawno odwiedził Polskę, podobny potencjał widzi na polskim rynku. Stąd deklarowane decyzje Prezesa o podwojeniu ilości sklepów firmowych na Polskim rynku w perspektywie dwóch lat oraz rozbudowaniu oferty produktów casual.


Data wpisu: 15 kwietnia, 2012 autor wpisu: materiały prasowe  |  Komentowanie nie jest możliwe

Innastrona.pl

Przedstawiamy InnąHistorię!
Portal poświęcony historii osób LGBT ze szczególnym uwzględnieniem polskiej historii to miejsce, którego brakowało w internecie. Mamy zamiar wypełnić lukę. InnaHistoria to miejsce, w którym publikować będziemy artykuły dot. historii LGBT, prezentować eksponaty w wirtualnym muzeum, przedstawiać naszą działalność spod znaku HomoWarszawy oraz zbierać i prezentować „historie mówione”.

ih logo 300x112 Innastrona.pl

inna historia

Po co InnaHistoria.pl?
Historia homoseksualności jako przedmiot badań polskich naukowców/naukowczyń wciąż jest dziedziną mało
popularną. Wyjątek stanowi literaturoznawstwo, w którym – zwłaszcza dzięki Germanowi Ritzowi –
homoerotyczne wątki w polskiej literaturze stały się przedmiotem wielu analiz i obrosły już bogatą literaturą.
Inaczej sprawy się mają z historią rozumianą jako opisywanie losów ludzi czy grup społecznych. Na tym polu
wciąż widzimy wiele braków. Dotyczą one nie tylko historii sprzed II wojny światowej, ale także okresu PRL czy
bliskich nam lat 90-tych. Chcemy to zmienić.
WIĘCEJ: http://innahistoria.pl/artykuly/3-artykul-1

Zapoznaj się z naszymi działami
Portal InnaHistoria.pl ma na celu udostępnianie i inicjowanie badań nad historią osób nieheteroseksualnych.
Na stronie znajdziesz artykuły, wiadomości, książki oraz materiały źródłowe. Polecamy zapoznanie się
z naszymi działami.
WIĘCEJ: http://innahistoria.pl/artykuly/24-innahistoria-nasze-dzialy

Otwieramy Muzeum!

Pierwszymi eksponatami, które prezentujemy są fragmenty trzech książek sprzed 1945 roku:

Dr. Jan Schwartz, Atlas Rozwoju Fizycznego i Psychicznego, Poznań 1937

A. Kuhner, Tajemnica życia powstającego zpunktu widzenia lekarskiego i społecznego, Katowice [bdw].

Dr. Uhma, Popęd płciowy i niektóre jego zboczenia, Warszawa 1901.

W dziale „Ilustracje” prezentujemy:

Zdjęcia akcji Krzysztofa Niemczyka w Krakowie z okresu PRL

Zaś w dziale”Artykuły” zapraszamy do lektury artykułu:

Tadeusz Olszewski, Inna miłość (O wątkach homoerotycznych we współczesnej prozie polskiej), „Polska Miedź” 1987, nr 3.

Eksponaty można pobrać jako pliki pdf z naszego profilu na Issuu.com lub w przypadku ilustracji bezpośredniego z galerii. Kolejny eksponat już za tydzień.


Data wpisu: 7 kwietnia, 2012 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

Czaplicka rusza wyrywać

Od pewnego czasu, ale nie warto się przyznawać jak długo, jestem dostępna na runku nieruchomości, zwanym również rynkiem matrymonialnym (co jest bez sensu, bo przecież żadnego matrymonialu nie będzie, bo prawo tego nie umożliwia). Tak czy siak postanowiłam podzielić się z wami moimi głębokimi, socjologicznymi przemyśleniami na ten trudny i drażliwy temat.Choć wydawać by się mogło, że dwie kobiety i randka to sprawa łatwa i przyjemna – wszak podobne tą są istoty, z tej samej planety, pewnie więc rozumieją się dobrze i szybko, okazuje się, że lesbijska randka to skomplikowana sprawa.

811300 58030171 Czaplicka rusza wyrywać

Lesbijki

Przepraszam, czy to jest randka?

Cześć z was na pewno się oburzy – ale jak to? Przecież wiadomo kiedy coś randką jest, a kiedy nie. Otóż w przypadku dwóch dziewczyn niekoniecznie. Bo jeśli umówią się na piwo do branżowej knajpki to jest to randka czy nie? A kino, jeszcze do tego z branżowym filmem? Ile z was, drogie koleżanki, zapraszanych było na kolacje przy świecach?
Okazuje się nawet, z autopsji Drogie Panie!, że nawet kolejna do łazienki to miejsce potencjalnego flirtu. Sytuacja, jak babcię kocham, mojej znajomej: kolejeczka nad radem do toalety jednego z branżowych klubów, moja znajoma stoi nerwowo przebierając nóżkami. W kierunku drzwi toczy się radośnie opita dziewczyna. Moja znajoma komentuje, że dobry kierunek obrała (jak zawsze pełna koedukacja i nikt się nie przejmuje podziałem na płcie, tak rozwalamy system icon wink Czaplicka rusza wyrywać . Chwila konsternacji radośnie opitej i komentarz, że bardzo dziękuje, ale ona ma dziewczynę.
Jak widać z powyższego przykładu, otwarcie ust wystarczy już, żeby flirt rozpocząć, a od tego już o krok do randki. Jeśli was interesuje coś niecoś więcej, to polecam interesującą lekturę Anatomia randki.

Znajomi znajomych, czyli czyją jest byłą?

Plaga branży – prawie każda jest czyjąś byłą albo niedoszłą. W najlepszym przypadku koleżanką. I kiedy tylko branżowe siostry się zwiedzą, że umawiasz się z kimś (kiedy ustalicie czy to JUŻ randka), od razu prześcigają się w informowaniu Cię o wszystkim, co może być istotne. Często więc znam przebyte choroby, ulubioną pozycję seksualną, strefy erotogenne, wszystkich wcześniejszych partnerów i partnerki oraz bardziej oczywiste – ulubione rzeczy, czego nie lubi i jak ją poderwać.
Chociaż oczywiście to na pewno ułatwia życie i przyśpiesza, to jednak mam poczucie, może całkiem głupie, że po prostu trochę odziera to cały proces odkrywania drugiej osoby z sensu istnienia.

Brak poradnika, czyli jak to się robi?!

Heterycy mają całe półki w księgarniach z poradnikami how to, czyli jak dokonać niemożliwego. Jak poderwać dziewczynę, jak wydać się zajebistym, być jak Don Juan, internetowy podryw, podryw offline, techniki urodzenia, ja Cię kocham, a Ty śpisz i inne. W przypadku branży trzeba zdać się na siebie i swoją intuicję albo na rady swoich znajomych. A jak wiemy każdy ma najlepsze rady, szczególnie, jeśli nie chodzi o niego.
Istnieją, podobno, poradniki za wielkim oceanem. O ich istnieniu wiem, ponieważ zostały skrupulatnie przejrzane i na tej podstawie moja znajoma napisała pracę na temat różnic w poradnikach dla gejów i lesbijek, a poradnikami dla heteryków. Streszczając główne wątki, poradniki miłosne dla mężczyzn kochających mężczyzn zajmują się głównie problemami w związkach, utrzymaniem relacji oraz pielęgnowaniem uczucia. Tymczasem poradniki lesbijskie zaczynają się zwykle od słów: „wyjdź z domu i…” . Tak, Drogie Koleżanki – naszym największym problemem jest: gdzie do cholery znaleźć dziewczynę?!

No właśnie, skąd się bierze dziewczynę?

Istnieje kilka miejsc, gdzie warto poszukać. Najprościej iść do klubu, branżowego rzecz jasna. Na szczęście, jeśli będą tam dziewczyny, a nie będzie ich za dużo, poza nielicznymi wyjątkami (jak we Wrocławiu), większość miast cierpi na niedobór klubów i imprez kobiecych… więc na szczęście jak już będą, będą raczej wolne i samotne, tak jak my. Jedna z moich znajomych zdiagnozowała, że większość par, które idą razem na imprezę, zwykle kończą ją z nowymi dziewczynami (może coś w tym jest). W każdym razie większość lesbijek kiedy już się sparuje postanawia zostać w domu z kotem i Żoną przed telewizorem.
Często jednak przedstawicielki płci pięknej spotkane nawet po kilku piwach nie spełniają naszych oczekiwań, a może nasza okolica nie posiada zbyt dużej ilości miejsc odwiedzanych przez lesbijki – wtedy czas sięgnąć do kolejnego miejsca, jakim jest baza teleadresowa naszych znajomych. Nasze przyjaciółki i koleżanki prędzej czy później znajdują wśród swoich znajomych jakąś samotną Amazonkę, z którą mogą nas umówić na randkę w ciemno (tak, wtedy to JEST randka).
Czasem jednak klubu nie ma, znajome same heteryczki a my siedzimy w szafie, krótko mówiąc znikąd pomocy. Wtedy zostaje stary (chociaż nowy) i dość niezawodny sposób zwany potocznie internetem. Stron dla nas jest niemało, a większość posiada sekcję randkowo-ogłoszeniowo-dającą nadzieję. Nie wiem jak działa na znajdowanie dziewczyny, ale na pewno można znaleźć cudowną przyjaciółkę na całe życie (tu pozdrawiam Gosię icon wink Czaplicka rusza wyrywać .

Skutecznym sposobem, o ile mi wiadomo, jest też rozglądanie się dookoła siebie. Trudno mi powiedzieć jakie są szanse, że mamy dookoła siebie lesbijki, ale wiem na pewno, że zasada: nie ma heteryczek, są tylko źle poderwane (w angielskiej wersji straight until wet) ma sporo racji istnienia. Nasze prowadzące zajęcia i studentki, szefowe i koleżanki z pracy, sąsiadki, ale też panie ze sklepu czy innych punktów usługowych – każda z nich może być potencjalną kochanką/dziewczyną/ukochaną.

Kto płaci?, czyli role genderowe i klops

W idealnym świecie łatwo poznajemy Panią Właściwą, umawiamy się z nią na randkę, którą obie uznajecie za randkę, macie jeszcze jakieś tematy do rozmów i właśnie zmierzacie ku sobie, żeby się przywitać. Jak się przywitać? Podanie ręki czy buziak w policzek (i czy całować policzek czy w powietrzu?). Która z was pierwsza przechodzi przez drzwi? Kto zamawia i kto płaci? W świecie heteryków mamy samca alfę, który ogarnia wszystkie te kwestie i adoruje swoją samicę, a ona łaskawie leży, pachnie i roztacza inne swoje wdzięki doceniając starania samca. A w przypadku lesbijek co? A nie daj Boże spotkają się jeszcze dwie z tych, co to socjalizowane były do bycia uległymi i wtedy to już totalny klops, bo żadna nie ogarnia tematu i czeka na drugą.
Moją radą na tego typu problemy jest: ograniczać problemy do minimum. Ominiecie problem drzwi i płacenia idąc na spacer, zamiast coś zjeść czy do kina. Problemu powitania ominąć się nie da, ale można poczekać na reakcję drugiej strony. Jeśli nic się nie zadzieje – podejmujecie decyzję i modlicie się, że była słuszna. Zawsze też można skorzystać z głuchego telefonu psiapsiółek i koleżanek, które chętnie doradzą albo powiedzą jak ona lubi (się witać).

Powyższa lista nie obejmuje wszelkich problemów, ale jest pewną próbą chwycenia byka za rogi. Na pewno każda z was ma jeszcze jakieś pomysły/sugestie i problemy. Zapraszam do dzielenia się – chętnie pozbieram materiał na następny artykuł.
Na koniec życzę owocnych łowów w poszukiwaniu miłości i Tej Właściwej. Kochajmy się! (ale tak osobno icon wink Czaplicka rusza wyrywać


Data wpisu: 12 listopada, 2011 autor wpisu: Monika admin Czaplicka  |  Komentowanie nie jest możliwe

Pierwsze spotkanie z jego/jej rodzicami. Jak dobrze wypaść?

Pierwsze spotkanie z rodzicami partnera/partnerki to nie rozmowa w sprawie pracy albo negocjacja biznesowa, ale i tak stresuje. I też chodzi o to, żeby zaprezentować się jak najlepiej. Pokazać swoje mocne strony, zatuszować wady, przy tym wypaść naturalnie, dużo się uśmiechać i nie dać po sobie poznać zdenerwowania. Niby proste, ale jednak sztuczne. A można przecież, pozostając sobą i niczego nie udając, wypaść doskonale!

990508 73031080 Pierwsze spotkanie z jego/jej rodzicami. Jak dobrze wypaść?
Rodzina

Bardzo często poznajemy rodziców swoich partnerów w sposób zupełnie naturalny, jakoś tak przypadkiem. Zdarzają się jednak sytuacje, w których takie spotkanie zapoznawcze jest specjalnie aranżowane – na przykład, gdy rodzice mieszkają daleko. Uniwersalne zasady dobrego wychowania obowiązują wszędzie, nie będziemy więc ich powtarzać. Oto kilka innych wskazówek, które być może okażą się pomocne:

1. Jak się przywitać?

2. Co powiedzieć?

To Twój/Twoja partner/ka powinien/powinna Cię przedstawić, może jednak okazać się, że tego nie zrobi – wtedy koniecznie podaj nie tylko swoje imię, ale także nazwisko.

3. Jak się zachować?

Jeśli wizyta ma miejsce u nich w domu, są gospodarzami, a więc powinni wskazać Ci miejsce, gdzie możesz usiąść, to oni powinni odebrać od Ciebie płaszcz, itd. Nie wszyscy jednak sztywno przestrzegają takich reguł. Jednak nawet jeśli usłyszysz, że możesz „czuć się jak u siebie w domu”, zachowaj pewien dystans. W przypadku wspólnego obiadu nie siadaj pierwsza/y do stołu – poczekaj, aż wskażą Ci miejsce.

4. O czym mówić?

Jeśli niewiele o nich wiesz, staraj się nie poruszać w czasie rozmowy tematów politycznych, finansowych i religijnych. Na tym polu mogą pojawić się zgrzyty, lepiej poczekać. Gdy przyjdzie Ci powiedzieć coś o sobie – postaraj się zamknąć wypowiedź w kilku zdaniach. Nie zasypuj ich szczegółami dotyczącymi tego, co robisz na co dzień. Podawaj najważniejsze informacje. To nie jest przesłuchanie, postaraj się być naturalna/y, ale pamiętaj, że Twoje wywody nie mogą zdominować rozmowy. Z racji wieku oraz statusu gościa, więcej słuchaj, mniej mów. Koniecznie powiedź coś miłego Pani Domu.

5. Zachowanie przy stole.

Bez względu na to, czy zostałaś/eś zaproszona/y na obiad czy jedynie na kawę, czy jest to spotkanie pierwsze czy kolejne, nigdy nie zaczynaj konsumować jako pierwsza/y. Nogi trzymaj złączone, nie machaj nimi, nie baw się rękami, nie poprawiaj włosów. Nie używaj przypraw zanim nie spróbujesz potraw. Powstrzymaj się od wygłaszania negatywnych komentarzy, nawet, jeśli coś Ci nie smakuje albo za czymś nie przepadasz.

6. Diabeł tkwi w szczegółach.

Nieelegancko wygląda zwracanie się do siebie zdrobnieniami albo pseudonimami w towarzystwie osób, które dopiero co się poznało. Misia, kotka i inne zostawcie za drzwiami, przy rodzicach posługujcie się imionami. Zachowajcie też odpowiedni dystans między sobą – nie obściskujcie się ani tym bardziej nie siadaj mu/jej na kolanach. Staraj się zwracać do wszystkich członków rodziny (jeśli nie jesteście sam na sam z rodzicami), żeby nikt nie poczuł się ignorowany. A najważniejsze – bądź elastyczna/y. Być może atmosfera będzie swobodna, wtedy możesz pozwolić sobie na luz. Możesz też trafić na potencjalnych teściów sztywnych i niekomunikatywnych – wtedy nie próbuj rozbawić towarzystwa, tylko zachowuj się adekwatnie. Elastyczność, spostrzegawczość i dostosowywanie się do sytuacji – przede wszystkim.

Redakcja dodaje: Jeśli już partner/partnerka zaprosili Cię na spotkanie z Teściami – pamiętaj, że oznacza to, że wiedzą o waszej relacji i akceptują ją. To naprawdę super!


Data wpisu: 10 listopada, 2011 autor wpisu: Balala  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem transoptymistą

mar 01.1 201x300 Jestem transoptymistą
mar_01.1

Marianna fot. M. Rak

Powszechnie uważa się, że transseksualizm to droga przez mękę i cierpienie związane z „uwięzieniem w obcym ciele”, a sobą można być dopiero po operacji zmiany płci. Że nie należy mówić o tym innym, bo odrzucą, nie zaakceptują. Moja historia jest całkiem inna…To była sobota, wrzesień 2007 roku, pierwsze zajęcia na zaocznej psychologii. Wykładowca zachęcił nas do przedstawienia się innym, do powiedzenia czegoś o sobie. Wstałem i powiedziałem zdanie, które od tej pory powtórzyłem kilkadziesiąt razy: „Cześć, jestem Marcin, jestem transseksualistą, ale to tylko jedna z wielu moich zalet”. W auli zaległa cisza. Tak uczczono moją zmianę płci.

Ta jedna wypowiedź pociągnęła za sobą wiele konsekwencji: od tej pory nie tylko czułem się mężczyzną, ale żyłem jako mężczyzna w społeczeństwie. Mówiłem w rodzaju męskim, korzystałem z męskiej toalety, byłem pytany o związki z dziewczynami. Ludzie traktowali mnie inaczej niż do tej pory, a ja musiałem dorosnąć do nowej roli. Wtedy jednak nie czułem jeszcze, że właśnie zmieniłem dla świata płeć – nie miałem na to czasu, byłem zbyt zajęty ogarnianiem wszystkich skutków tej zmiany.
Celowo nie mówiłem o korekcie płci. Przymuszony okolicznościami, zostawiłem to na później, bowiem korygowanie płci to dostosowanie tego, co jeszcze nie pasuje do mojej męskiej tożsamości i roli płciowej.

Zmiana dokonała się w tamtej auli: z nieśmiałego „przepraszam-że-żyję” Niczego płci podobno żeńskiej, ukrywającego swoje transsekrety i drugą tożsamość w internecie, stałem się popularnym chłopakiem, jednym z najlepszych studentów na uczelni. Nareszcie rozkwitłem.

Przez pierwsze dwa zjazdy, ilekroć szedłem korytarzem, czułem na sobie spojrzenia innych, ale nie usłyszałem ani jednego złego słowa. Żadnego linczu, napaści, których się – wychowany na „Boys don’t cry” – z początku obawiałem. Tylko akceptacja wyrażana mówieniem do mnie po imieniu i całkowitym brakiem komentarzy (mężczyźni) bądź dyskretnym dopytywaniem o szczegóły (kobiety).

Trochę bałem się list obecności, gdzie wciąż figurowałem jako dziewczyna, bo wtedy „każdy dowiedziałby się, jak mam na imię”. Obawiałem się, że kiedy poznają „prawdę”, będą do mnie mówili w znienawidzonej formie. Uspokoiła mnie koleżanka: „Przecież wszyscy wiedzą, jak masz na imię”. Miałem na imię Marcin. To było oczywiste. A listy obecności stały się naszym grupowym testem reakcji prowadzących: czując akceptację mojej grupy, coraz bardziej się rozkręcałem i w finale, na szóstym semestrze, przedstawiłem się tak: „Nazywam się Marcin Rzeczkowski. Powodzenia w szukaniu mnie na liście”.

Z początku nie każdy wiedział, że zacząłem żyć jako mężczyzna: przed wielkim coming outem ujawniłem się tylko przed kilkorgiem najbliższych mi osób. Moją mamę poinformowałem kilka miesięcy później, a przepracowanie tego problemu zajęło jej dwa lata. Dziś nasz kontakt jest znakomity, poszła ze mną na spotkanie z innymi, którzy zazdrościli mi mamy.

Część przyjaciół spoza uczelni nie umiała tej zmiany zaakceptować. Z paru przyjaźni musiałem zrezygnować, ponieważ ich utrzymywanie wymuszało na mnie granie dziewczyny – nie byłem w stanie funkcjonować w podwójnej roli i odszedłem po dwóch latach zabiegania o kontakt.

Kiedy zaczynałem oswajać się ze swoją tożsamością, byłem przekonany, że po zmianie płci – oficjalnej, dokonanej chirurgicznie i prawnie – będę musiał zmienić miasto i wszystkich przyjaciół i zacząć życie od nowa. Przeczytałem, że tak właśnie robią transseksualiści, by uniknąć odrzucenia. Co prawda moje życie ułożyło się zupełnie inaczej, ale – ponieważ wierzyłem w to, co przeczytałem w necie – po coming oucie odsunąłem się od wielu ludzi. Teraz najbardziej cieszy mnie odnawianie relacji z dawnymi przyjaciółmi, którzy przyjęli mnie do swojego grona na nowo. I nadal mam listę ludzi, do których chciałbym się kiedyś odezwać.

Zmiana płci, która u „normalnego” transfaceta byłaby zwieńczeniem jego biegania od seksuologa do psychologa i od psychologa do chirurga, postawiła na głowie całą tę procedurę. Również moje samopoczucie uległo zmianie w zupełnie nietypowy sposób. Zawsze byłem wysoki i szczupły, ze średnio dziewczęcymi rysami twarzy. Odkąd zacząłem widzieć siebie samego jako mężczyznę i tak się zachowywać, ciało również zaczęło być postrzegane jako męskie. Skoro zaś ludzie widzieli we mnie mężczyznę, nie miałem powodów, by traktować je jak więzienie. Byłem co najwyżej – i dalej jestem – dwudziestoparoletnim mężczyzną zamkniętym w ciele nastoletniego chłopaka. Nienawiść do swojej fizyczności powoli zaczęła słabnąć, aż po paru latach zaakceptowałem swój wygląd.

Prawie nie odczułem skutków terapii hormonalnej, które pojawiły się w moim życiu długo po zmianie płci. Zmienił się jedynie mój głos – wcześniej mówiłem sopranem, co psuło mój męski wizerunek. Za jakiś czas ujawni się zarost – na samą myśl o codziennym zrywaniu się o świcie, żeby się go pozbywać, moje wewnętrzne lenistwo szaleje z radości.

Nie mam już problemów i radości typowych dla transmężczyzn. Zmieniając płeć, ulokowałem się gdzieś poza ich światem. Gdy przed terapią hormonalną uczestniczyłem w spotkaniach z kilkoma osobami trans, miałem wrażenie, jakbym wszedł do obcej mi grupy: nie moja perspektywa, nie moje priorytety… i w ogóle co to za pesymizm?

Wierzę w ludzi. I w siebie. Większość ludzi jest tak naprawdę życzliwa i tolerancyjna, tylko łatwiej jest im to okazać, gdy mają wiedzę, jak się zachować wobec osoby trans i widzą w niej „kogoś od nas”, a nie „obcego”. Wierzę, że jeśli podejdziemy do siebie z szacunkiem i damy sobie czas na wzajemne oswojenie się, będziemy potrafili żyć razem. Wierzę też, że akceptacją można zarażać, tak jak ja to robię!


Data wpisu: 18 października, 2011 autor wpisu: Marcin  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jak przestać o niej myśleć i w końcu zapomnieć?

1069764 89793209 300x200 Jak przestać o niej myśleć i w końcu zapomnieć?Minęło tyle czasu, a Ty ciągle nie możesz o niej zapomnieć? Nie tylko Ty. Ten problem dotyczy wielu kobiet! Są różne przyczyny niemożności odcięcia się od przeszłości i zbudowania nowego związku. Objawami takiego stanu są dręczące sny, czasami omamy, uczucie pustki, przygnębienia, obniżona samoocena, niezadowolenie z życia, brak satysfakcji seksualnej. Prowadzi do tego ciągłe rozpamiętywanie tego, co było i wymyślanie scenariuszy: „co by było, gdyby?”. Ale zdarza się, że bardzo chcemy zapomnieć a i tak nie możemy. I co wtedy?

Ania po rozstaniu schudła 7kg, bez żadnej diety. Po prostu odechciało jej się czegokolwiek. Magda codziennie oglądała Zmierzch, żeby poczuć się lepiej. Ewelina postanowiła nauczyć się chińskiego, w ramach nie myślenia o nim. A Gosia ścięła i pofarbowała włosy, zamieniła okulary na soczewki, zmusiła się do diety i uprawiania sportu, wszystko, żeby odciąć się od tego, kim była, będąc z nim. Różne są sposoby dochodzenia do siebie po rozstaniu. Ale niektóre są destrukcyjne…

Uporczywie powracające sny.

Wiele osób mających za sobą rozstanie skarży się na sny, w których przeżywają jeszcze raz epizody ze swojego związkualbo odwrotnie – widzą szczęśliwy powrót do siebie i happy end. Istnieją różne teorie mówiące o tym, czym sny są i skąd się biorą. Zgodnie z jedną z nich, to wyraz nieświadomych, zagrażających pragnień, niemożliwych do zrealizowania (np. ze względu na samoocenę). Sny zawierają często element tego, co już było, tylko zniekształcony, czasami dochodzi do tego cząstka antycypacji i naszych skrywanych marzeń. Sny bywają też wyrazem traum, pozwalają nieświadomie przeżyć trudne doświadczenia i w ten sposób uporać się z nimi. Nie sposób zapanować nad nimi, ale wystarczy na jawie mniej koncentrować się na utraconej miłości, nie oglądać ciągle zdjęć byłej ukochanej, nie myśleć o niej non-stop, nie rozpamiętywać przeszłości. To powinno zredukować liczbę męczących snów.

Pierwsza miłość nigdy się nie kończy…

Po niektórych związkach zbieramy się szybko i bez problemu. Inne tkwią w nas głęboko i nie możemy dojść do siebie. Tradycyjnie przyjmuje się, że czas leczy rany. Pytanie, ile czasu musi upłynąć? Niektórym wystarcza miesiąc, innym 2 lata. Można zacząć się niepokoić, gdy mimo upływu wielu miesięcy, mimo braku kontaktu z eks, ona nadal zajmuje najważniejsze miejsce w życiu. Przyczyną takiego stanu może być kurczowe trzymanie się myśli, że jeszcze wróci. Chyba lepiej (dla własnego dobra) zawsze, od samego początku zakładać, że skoro odeszła, to nie wróci i nie będzie drugiej szansy. Lepiej się mile rozczarować niż niepotrzebnie czekać na coś, co nigdy nie nadejdzie…

Błędne przekonania i rozpamiętywanie

Od zakończonego już związku nie pozwala się odciąć ciągłe zastanawianie się, co można było zrobić inaczej, gdzie popełniło się błąd i jak można go naprawić. Już nie można. Każda miłość ma swój czas, który kiedyś się kończy – i wtedy nie można zrobić nic. Paradoksalnie w uwolnieniu się od życia w cieniu eks pomaga przeżycie całej historii jeszcze raz. Obejrzenie (dokładne) zdjęć, filmów, pamiątek, odwiedzenie wspólnych miejsc, przesłuchanie jakiś piosenek, które były szczególnie ważne i bliskie. Błędne jest przekonanie, że mówienie dużo i często o złamanym sercu pomaga dojść do siebie. Nie zawsze i nie każdemu. Nie polecam zamykania się w sobie i tłumienia uczuć, ale w kółko mówiąc i myśląc o przeszłości, nie można skoncentrować się na przyszłości.

Zapomnieć, to tyle co nie pamiętać

Żeby móc zapomnieć, trzeba się całkowicie rozstać, bez szczelin umożliwiających jakiś tam kontakt, bez furtki pełnej nadziei na jej powrót. Całkowite odcięcie się od niego jest szczególnie ważne w przypadku kobiet, które bardzo boleśnie przeżyły rozstanie i które mimo upływu czasu nie potrafią się pozbierać. Trzeba przeżyć swoją małą, prywatną żałobę, wybaczyć sobie, że się nie udało i pogodzić się z rzeczywistością. Na przeszłość i tak nie mamy wpływu, kontrolować możemy tylko to, co jest teraz. Zamiast koncentrować się na minimalizowaniu bólu po rozstaniu i walce z tęsknotą, najlepiej zrobić coś dla siebie. Wyszukać sobie jakieś nowe zajęcie, hobby (czasochłonne bywają szczególnie skuteczne!), zmienić wygląd zewnętrzny, poznać nowych ludzi.
Podstawowym problemem osób borykających się z ciągłą rozpaczą po utraconej miłości jest to, że w głębi serca wcale nie chcą zapomnieć i zacząć od nowa.


Data wpisu: 8 października, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem lesbijką i chcę mieć dziecko!

Dlaczego przez moją orientację seksualną odbiera mi się prawo do posiadania potomstwa? Niby mogę mieć dziecko i być samotna matką, ale nie tego chcę! Chcę razem z moją dziewczyną mieć dziecko i stworzyć rodzinę! Dlaczego ktoś decyduje za nas?! Dlaczego ktoś inny, kto w ogóle nas nie zna stwierdził, że nie będziemy dobrymi matkami?! Dlaczego nikt nas nie słucha?!Trudno jest być inną. Życie osoby naznaczonej, z etykietką nie jest proste. Pogodziłam się już z tym, jak traktuje mnie rodzina. Nawet trochę ich rozumiem, że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego. Wyrosłam już z potrzebowania kontaktu z nimi. Moja dziewczyna i kilku bliskich przyjaciół wystarczają mi w zupełności do szczęścia. Boli mnie tylko i doprowadza do szału, że z powodu czyjejś ignorancji nie mogę mieć dziecka!

Nie zasłużyłyśmy na to!

I ja, i moja dziewczyna, mamy wykształcenie wyższe. Obie jesteśmy czynne zawodowo i przyzwoicie zarabiamy. Mieszkamy razem, w bardzo dobrych warunkach. Na pieniądzach nie śpimy, ale na pewno nasza sytuacja finansowa jest lepsza niż niejednej polskiej rodziny. Mogłybyśmy naszemu dziecku zapewnić dobre warunki, edukację w porządnych szkołach, odpowiednią opiekę lekarską. Nie musiałybyśmy martwić się o to, skąd wziąć na szczepienia, wózek czy lekcje angielskiego. Dziecko nie byłoby problemem, balastem ani dodatkowym wydatkiem. Jedna z nas pracuje zdalnie, więc nie byłoby nawet problemu z opiekunką. Poza tym, urlop macierzyński też bez problemu wchodzi w grę – firma, dla której pracuję ja, ma naprawdę dobry pakiet socjalny.

Inni wiedzą lepiej!

Nie jesteśmy chore psychicznie ani niepełnosprawne, żadna z nas nie pali, alkohol pijemy okazyjnie, żadna z nas nigdy nie ćpała. Nie szlajamy się po knajpach ani klubach, nie słuchamy głośno muzyki, nie bierzemy udziału w orgiach seksualnych. Po prostu kochamy się i chcemy być razem, poza tym jesteśmy takie jak wszyscy. Ale inni, czyli rząd, państwo, kościół i społeczeństwo wiedzą lepiej od nas, że nie nadajemy się na matki! Nieważne, że to krzywdzące i niesprawiedliwe! Inni zadecydowali za nas – nie będziemy mieć dziecka. Co z tego, że jedna z nas może urodzić dziecko, jeśli druga będzie dla niego zupełnie OBCA?! To bez sensu.

Rodzina jak każda inna.

In vitro jest kosztowne, owszem. Jest to jedna z opcji dla nas, lesbijek. Można też spróbować szczęścia i skorzystać z bezpośredniej pomocy jakiegoś mężczyzny. Ale problem polega na tym, że i tak nie będziemy rodziną! Nikt nie przyzna mojej dziewczynie prawa do opieki nad biologicznie moim dzieckiem. Możemy mieszkać w 3 na jakiś chorych zasadach, w sposób nieformalny i częściowo nielegalny. To jest okropne. Jesteśmy lesbijkami, owszem, ale chciałybyśmy mieć dziecko, może nawet dzieci. Nie możemy wziąć ślubu, nie możemy wziąć kredytu, nie możemy nic! Czym zawiniłyśmy, że nas to spotyka?!

Straty psychiczne!

A ja się pytam, które dziecko jest bardziej pokrzywdzone: to, które mieszka z ojcem alkoholikiem, który katuje całą rodzinę, czy to, które żyje z dwoma matkami albo ojcami? Co jest gorsze – bieda, nienawiść w rodzinie, brak środków do życia albo molestowanie czy wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej? Mówi się, że my (homoseksualiści) będziemy dzieci deprawować i powodować szkody psychiczne. Szkoda, że nikt nie kontroluje rodzin naprawdę patologicznych! Ludzie, my jesteśmy tacy jak wy! Nasza sprawa z kim sypiamy! To nie powinno mieć wpływu na to, czy możemy mieć dzieci!
http://balala.pl/artykul/287-jestem_lesbijka_i_chce_miec_dziecko


Data wpisu: 30 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

On, on i córka

Daniel mieszkał w Anglii, ale wrócił do Polski, bo, jak sam o sobie mówi, jest patriotą. W wieku 15 lat odkrył, że coś z nim jest „nie tak”. Ze swoim partnerem ma 19 letnią córkę. Opowiedział nam trochę o sobie.

Jestem patriotą

Warto zaznaczyć, że urodziłem się i mieszkałem do 26. roku życia w Anglii. Moi rodzice uciekli tam przed komuną. I podobnie jak G. [partner Daniela] pochodzę z katolickiej rodziny. W ’90 roku przyjechałem do Polski, aby „poznać kraj moich przodków”.  Wszyscy pytają dlaczego wróciłem do Polski.

Jestem patriotą.
Stąd pochodzi moja rodzina. Zawsze chciałem zobaczyć Polskę, a gdy w ’89 nastąpiły przemiany postanowiłem skorzystać z okazji i przyjechać. Byłem wychowywany w tradycji polskiej, w duchu patriotycznym. W domu mówiło się po polsku, czytało się książki po polsku itd. „W Polsce niebo jest inne”, tak mówił mój ojciec. Przedstawiano mi Polskę tak jak Żeromski w Przedwiośniu: „Polska Szklanych Domów”. Gdy do niej przyjechałem, było ciut inaczej, na początku musiałem bardzo kombinować, aby „mieć za co żyć”, ale jednak to uczucie, że jestem w kraju gdzie wszyscy mówią w „moim języku” było fantastyczne. No i oczywiście tutaj poznałem G., co jest jedną z najlepszych rzeczy jakie mnie mogły spotkać :)

To co wyżej napisałem jest dla mnie bardzo ważne. Rzadko mówię o tym jak kocham Polskę, a tu nagle się otworzyłem. Większość ludzi to wyśmiewa: „Homofobiczny kraj, który nawet związków partnerskich nie chce zalegalizować, a ty go kochasz!”.
Rodzice nadal mieszkają w Anglii. Są za starzy, aby tu wrócić. Tam mają dom, przyjaciół, pieniądze itd. a tu nic. Ale przyjeżdżają co jakiś czas.

 

Bóg nie potępia homoseksualistów
Nie jestem katolikiem. Pochodzę z katolickiej rodziny, ale od wiary odszedłem dawno temu. Jestem ateistą. Za to G. jest katolikiem. Wierzy, że Bóg nie potępia homoseksualistów, nie ważne czy „czynnych” czy nie.
Ja nie przepadam za katolikami… a może raczej za Kościołem Katolickim. Uważam, że zamiast jednoczyć – dzieli. No ale to inny temat na inną dłuższą dyskusję :)

Dziadkowie już nie żyją, ale wspierali mnie, szczególnie babcia od strony matki. Mam też pięć sióstr. Wszystkie młodsze ode mnie. Dwie poszły za moim przykładem i przyjechały też do Polski. Jedna mieszka w Stanach a dwie pozostałe  zostały w Anglii. Wszystkie mnie akceptują.  Poza rodzicami, którzy do tej pory nie do końca pogodzili się z moją orientacją, z rodziną jest w miarę w porządku. Jeśli chodzi o rodzinę od strony G. – to jest bardzo uboga. Mojego partnera wychowała tylko matka i tylko ona była jego rodziną. Ojciec ich opuścił, gdy G. miał jakieś 7 lat.
Moja „teściowa” była wspaniałą kobietą. Bardzo często się spotykaliśmy. Naszej córce w jakimś sensie zastąpiła matkę. Umarła w zeszłym roku, więc G. poza ojcem i przyrodnimi braćmi, z którymi nie utrzymuje kontaktów nie ma już nikogo więcej.
Ojciec zdawał się nie dosłyszeć…
To, że jestem gejem „odkryłem” około 15 roku życia. Miałem jakieś 15 lat gdy zauważyłem, że „coś jest nie tak”. Koledzy coraz częściej mówili o dziewczynach, o ich walorach fizycznych, która się komu podoba itd. A ja przeważnie słuchałem i się nie odzywałem. Miałem neutralne odczucia względem tych wszystkich dziewczyn i myślałem, że z czasem w końcu jakąś poznam. Aż w końcu, pewnego dnia, szedłem z przyjaciółmi ulicą i spotkaliśmy starszego brata jednego z nich. To mnie uderzyło tak „nagle”. Dosłownie oniemiałem. Później zaprzyjaźniłem się bliżej z tym moim kumplem, wszystko po to, aby częściej bywać u niego w domu i częściej spotykać jego brata. Oczywiście nigdy nie przyznałem się do skrywanej miłości, względem brata, ale o ironio przyjaciel, z którym zawarłem przyjaźń tylko z powodu starszego brata, pierwszy dowiedział się o mojej skrywanej orientacji i to właśnie on pomógł mi z zaakceptowaniem samego siebie. Nie wiem co bym bez niego zrobił. On też poznał mnie z moim pierwszym chłopakiem. Miałem wtedy 17 lat.
Rodzicom się przyznałem dopiero w wieku 19 lat, dosłownie tuż przed wyjazdem na studia. Ojciec zdawał się nie dosłyszeć, musiałem mu to powtarzać trzy razy. Przemilczał, a raczej na jakiś czas przestał się do mnie odzywać. Matka zaczęła płakać i krzyczeć „jak mogłem jej to zrobić” i kazała się wynosić z domu. Pamiętam, że zabrałem wtedy swoje rzeczy i wyszedłem. Na Święta Bożego Narodzenia nie zostałem do domu zaproszony. Spędziłem je w klubie z przyjaciółmi, którzy też nie wrócili do domu na święta z jakiś powodów. Dopiero na Wielkanoc zadzwoniła matka i powiedziała, żebym przyjechał, ale abym nie oczekiwał od ojca, że będzie ze mną rozmawiał.
Minęły lata. Mieszkam w Polsce, z partnerem i córką. Gdy rodzice przyjeżdżają, ojciec dzwoni po kilka razy do drzwi, a po wejściu stara się zachowywać głośno, w domu podobnie – puka i zachowuje się głośno, aby przypadkiem nie zobaczyć mnie przytulającego się, całującego itp. z G. Prócz tego zachowuje się w miarę, chociaż swoim znajomym przedstawia G. jako mojego kumpla/przyjaciela. Matka za to, kompletnie nie akceptuje G., mówi do niego „Pan” a mojej córki stara się nie zauważać, a jak już raczy ją „zobaczyć” to powie tylko „dziecko…”, albo „dziewczyno…”, nigdy po imieniu. Nie traktuje jej jak wnuczkę. 


Data wpisu: 29 września, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Wszystko podwójnie, czyli pare słów o specjalnych PRZYRZĄDACH

Polasteria z zasady się nie ujawnia. Nie dlatego, że się jakoś wybitnie swojej orientacji wstydzi, tylko dlatego , że coming out przysparza jej wiele upokarzających przygód, o których mowa była w poprzednich notkach. Polasteria milczy również wobec swojej rodziny, która mówiąc delikatnie jest bardzo drobnomieszczańska. Rodzina uważa się za ludzi światłych, wykształconych i postępowych używając jednocześnie w języku codziennym nomenklatury „murzyn, pedał, arab, żyd” i sprawnie operując stereotypami „pedalskiej kliki, żydowskiego spisku, murzyńskiego smrodu” itd. Wobec takiej światopoglądowej postawy Polasteria nie ma zamiaru podejmować walki, dyskusji i przede wszystkim testować tolerancji rodziny na sobie. Polasterii od 28 lat udaje się więc rodzinę skutecznie zwodzić, głównie i tym razem biseksualizm okazuje się zbawieniem. Od czasu do czasu pojawia się u boku Polasterii przystojny brunet lub blondyn, który utwierdza rodzinę w przekonaniu, że Polasteria jest normalna. Zdarzają się jednak takie chwile gdy u boku Polasterii pojawia się prześliczna brunetka lub blondynka, co Polasteria już trzyma przed rodziną w tajemnicy , sprzedając bajeczkę o zaletach bycia skupionej na karierze singielce – jakby nie było symbolu XXI wieku.  Rodzina kupuje , acz nie ze spokojem. Pewnego razu Polasteria przez jakieś pół roku pozostawała w związku z cud blondynką. Rodzina nieświadoma tego faktu, zaczęła prawdopodobnie się niepokoić i pokątnie plotkować. Polasteria z zasady unika z nią kontaktów w takich sytuacjach – lub mówiąc dosadniej W OGÓLE unika kontaktów z rodziną, jednak nie zawsze można się w pełni odciąć. Traf chciał, że Babcia Polasterii złamała nogę i trzeba było zawieźć ją do lekarza. Kiedy Polasteria wraz z babcią wsiadły do samochodu, babcia przybrała minę nader zatroskaną i spytała:

- A jak Kot?

Tu Polasteria zbladła . Wiedziała bowiem co to pytanie oznacza. Kot  jest dla babci symbolem staropanieństwa. Tylko kobiety bez szans, odrzucone i nie chciane trzymają w domu koty.  Babcia nie może zdzierżyć , że Polasteria należy do tego wyklętego grona. Kot Polasterii towarzyszy od dobrych kilku lat, toleruje jej wieczne przeprowadzki, staje się z dnia na dzień coraz bardziej puszysty i Polasteria mimo błagań i nalegań Babci nie zamierza się go pozbyć. Nie uważa się również za kobietę  STRACONĄ. Ale cóż. Polasteria nie jest Babcią. Może stąd ta różnica poglądów.

- Kot ok. – odpowiedziała lakonicznie Polasteria i pomyślała , że zbliża się coś ciężkiego.
- Bo wiesz wnusiu, ja się bardzo o Ciebie martwię!
- Taaak?
- Tak. Martwię się o Ciebie. Ostatnio chodzisz taka smutna. Przybita. Milcząca.
- Nieee… wydaje się babci…
- Ja swoje wiem! Przecież widzę. I ja wiem co ci dolega!
- Taaak?
- Tak! Cierpisz. Bo wiesz gdy kobieta w Twoim wieku jest sama, to cierpi. Chodzi przybita i poddenerwowana. To się nazywa napięcie…

Tu Polasteria się zakrztusiła i o mało nie wjechała autem w słup.

- TAK???
- Tak! Napięcie! Napięcie seksualne! Bo wiesz Polasterio, czasami trzeba iść z życiem na lekki kompromis…
- Kompromis?
- Tak. Kompromis. Ja wiem , że są reguły i że rodzice i szkoła i PAN BÓG wyznaczają normy..
- t a k?
- Tak! Ale czasami można je omijać. Trochę łamać. Z  pewnymi rzeczami nie wygrasz…
- A   – c o  – m a -  b a b c i a -  n a -  m y ś l i ? ? ?
- Bo wiesz, czasami można zrobić tak, żeby człowiek poczuł się lepiej, mimo iż nie ŻYJE intymnie z drugą osobą..
- Ach tak?
- Tak.  Ja wiem , że nie wszyscy to pochwalają, ale to pomaga… Ja coś na ten temat wiem, tyle lat jestem sama, dlatego rozumiem twoje napięcie i chcę ci pomóc
- Taaaak?
- Tak! Są takie specjalne PRZYRZĄDY , sama mam taki , kupiłam w latach 70 w Paryżu , po użyciu których czujesz się znacznie lepiej…
- TAAAK???
- Ten PRZYRZĄD jest prawie nowy i prawie nie używany. Mogłabym Ci pożyczyć. Ja już jestem stara , idę do szpitala, ty zaś młoda, no i widzę, że cierpisz…
- Chwila, chwila. To znaczy nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale czy BABCIA WŁAŚNIE MI PROPONUJE, ŻE MI POŻYCZY SWÓJ WŁASNY…..EKHEM…..WI…WIB…WIBRA…?
- Ja wiem, że to krępujące. Tak, ja go nie używam, a wiesz, ja wiem jak ciężko młodej, dobrze wychowanej panience pójść do SPECJALNEGO SKLEPU po TAKI PRZYRZĄD.  Dlatego mogę ci pożyczyć.

O rany julek! Polasteria z jednej strony chciała umrzeć ze śmiechu i walczyła , żeby nie ryknąć babci w twarz, z drugiej panicznie szukała wyjścia z żenującej sytuacji. Jeżeli powie , że nie potrzebuje PRZYRZĄDU , bo jest w związku, to  babcia zażąda natychmiastowego spotkania, wspólnego obiadu, trzeba będzie się ujawnić, pryśnie tajemnica, wybuchnie afera, będą chcieli Polasterię leczyć, zmieniać, nawracać lub Bóg wie co jeszcze. Jeżeli powie , że się nie onanizuje, to będzie słuchała przez kolejne 5 godzin o tym że ma wziąć od niej używany wibrator. Polasteria postanowiła uderzyć z innej strony.

- Babciu! – zaczęła- ja dziękuję za ten PRZYRZĄD, ale go nie potrzebuję.
- Ależ on jest ŚWIETNY i prawie nie używany! Z Paryża!
- Babciu! Bo ja muszę Babci coś wyznać. Pamięta Babcia te wakacje kiedy pracowałam kilka lat temu w Anglii?
- Oczywiście!
- To tam BYŁY takie sklepy. Z takimi, no , PRZYRZĄDAMI i pomyślałam sobie , że jestem w obcym  kraju i że nikt mnie nie zna i nawet jak ktoś mnie zobaczy w TAKIM sklepie to i tak się nic nie stanie, bo zaraz wracam do Polski i poszłam i kupiłam sobie taki PRZYRZĄD. Więc mam swój. Nie potrzebuję PRZYRZĄDU Babci. Ale dziękuję za troskę.
-  CO TAKIEGO??? – oburzyła się Babcia – TY PRZECIEŻ WYJECHAŁAŚ ZARABIAĆ NA STUDIA A NIE MARNOWAĆ PIENIĄDZE NA WIBRATORY! CHODZIĆ PO NIEOBYCZAJNYCH MIEJSCACH! DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁAŚ! OD CZEGO MASZ BABCIĘ! ZAMIAST MARNOWAĆ PIENIĄDZE , SZARGAĆ SWOJE NAZWISKO SZLAJAJĄC SIĘ PO    N I E O B Y C Z A J N Y C H MIEJSCACH!! A TAK MÓJ WIBRATOR PÓJDZIE NA ZMARNOWANIE!!!

Polasteria słuchała porykiwań i utyskiwań babci jeszcze przez dobre 20 min , aż nie dojechały do szpitala. Na  izbie przyjęć babcia zeszła z tematu. Polasteria zaś pomyślała , że dogodzić  innym jest trudno.  W stosunku do niektórych wręcz to jest niemożliwe. Tylko sobie jest łatwo dogodzić. Szczególnie PRZYRZĄDEM.


Data wpisu: 30 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

„Gejowskie eldorado” – Berlin dawniej i dziś

Przed laty, gdy nikt nie myślał jeszcze ani o Murze Berlińskim, ani o Paradach Miłości, nazywano Berlin „gejowskim eldorado”. Tak ukazane zostało miasto na przykład w słynnym „Kabarecie” Boba Fosse’a (na podstawie opowiadania Christophera Isherwooda), gdzie główny bohater, angielski profesor literatury, przybywa do Berlina jawiącego mu się jako rozbawiony,  swobodny, chwilami bezwstydny. To miejsce, w którym króluje beztroska, a seksualność nie jest niczym skrępowana. Jednocześnie – ani Isherwood ani Fosse nie uczynili Berlina symbolem zła.  Opisując przedwojenny Berlin można użyć wielu przymiotników i w szeregu tym nie powinno zabraknąć słowa „queerowy” – niosącego jak najbardziej pozytywny ładunek emocjonalny.

     Czy dzisiejszy Berlin zasługuje na swoje dawne miano „gejowskiego eldorado”? Trzeba przede wszystkim zastanowić się nad tym określeniem. Co to właściwie znaczy? Chodzi prawdopodobnie o miejsce, w którym dświadcza się wyłącznie tego co pozytywne, przyjemne – to właśnie może być „eldorado”. Czy dla Środowiska LGBT Berlin jest takim miejscem?

„W porównaniu z Polską – zdecydowanie!” – mówi tuż po powrocie z berlińskiej Parady (Europride) Paweł – „Będąc na paradzie, widząc morze ludzi przed sobą i za, nie widząc początku ani końca, a do tego wszyscy uśmiechnięci i kolorowi – wtedy można pomyśleć, że to eldorado!”

Berlin nie jest na pewno miastem bezbarwnym ani nudnym. Berlińczycy czy ludzie przybywający do Berlina są fascynujący przez swoją różnorodność.

„W Berlinie jest bardzo dużo bardzo różnych i bardzo pięknie dziwnych ludzi. Ta różnorodność wymusza tolerancję, właściwie jest świętowaniem odmienności. Różnice na tle seksualności ludzi stają się wtedy drugoplanowe.” – mówi Wiktor, nasz człowiek za zachodnią granicą.

Czyżby odkryta została recepta na nietolerancję? Może to właśnie różnorodność, odmienność i bezkompromisowe jej prezentowanie zrodziłyby tolerancję albo niejako ją wymusiły? Mamy tu jednak błędne kółko. Mało komu starczy odwagi, by pokazać swoją odmienność gdzieś, gdzie nietolerancja czai się za każdym rogiem. Z drugiej strony – ukrywając inność nic nie uda się zmienić. Nietolerancja wygra, ponieważ nie wytoczymy przeciw niej żadnych dział. Na Zachodzie już to wiedzą.

     Czy Berlin jest „gejowskim eldorado”? Jest miastem różnorodności, mekką indywidualistów, ludzi poszukujących świata kolorowego, w którym wolność byłaby czymś więcej niż hasłem. Można się tam bawić, cieszyć, być sobą nie wywołując skandalu obyczajowego – na ulicy, w barze, w sklepie. Eldorado to swoboda bycia sobą, możliwość wyjścia z domu ze swoją odmiennością. Czy w Berlinie tak można? Można! 


Data wpisu: 23 lipca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Słowa zabijają

Od mowy nienawiści do przestępstw motywowanych nienawiścią jest bardzo krótka droga – pisze w „Gazecie Wyborczej” Robert Biedroń, członek Zarządu KPH.Mowa nienawiści jest tak wszechobecna, iż staje się przezroczysta. Przyzwyczailiśmy się do agresywnej retoryki polityków, traktujemy jak tabu przemoc wobec osób starszych i niepełnosprawnych, akceptujemy rapera nawołującego do wymordowania gejów. Doświadczenia innych krajów pokazują, że sama kultura osobista tego nie zmieni. Niezbędne są zmiany prawne.

Jak piszą Sergiusz Kowalski i Magdalena Tulli w książce „Zamiast procesu”: „trzeba było kilku rewolucji, dwóch morderczych wojen światowych, zagłady całych narodów, a także aktów ludobójstwa w czasach na pozór pokojowych, by ludzie zaczęli interesować się sposobami społecznej komunikacji, które poprzedzają nienawistne czyny albo im towarzyszą”. Od mowy nienawiści do przestępstw motywowanych nienawiścią jest bardzo krótka droga.

Organizacje pozarządowe dały klubowi SLD projekt ustawy nowelizującej kodeks karny w zakresie karania za przestępstwa motywowane nienawiścią. W Sejmie odbyło się w środę jego pierwsze czytanie. Zyskał on już pozytywną opinię Krajowej Rady Sądownictwa i Prokuratora Generalnego.

Proponowane zmiany są ważne, ale kosmetyczne – dotyczą bowiem doprecyzowania trzech artykułów. Nie są, jak twierdzi poseł PO Jarosław Gowin, próbą zamknięcia ust, tym którzy nie zgadzają się z gejami i lesbijkami. Nie mają nic wspólnego z polityczną poprawnością, którą w Polsce tak wielu pogardza.

Zmiany dotyczą sprawy poważnej – zakazu nawoływania do nienawiści i przestępstw wobec grup, które w naszym społeczeństwie na takie zagrożenia są najbardziej wystawione. Zmian obawiać się więc powinni tylko politycy populistyczni – ci, którzy używają retoryki nienawiści, nawołują do podziałów, by zdobywać sympatię wyborców.

W Polsce przestępstwem jest tylko nawoływanie do nienawiści z powodu rasy, pochodzenia etnicznego i narodowego oraz wyznania. Reguluje to kodeks karny w art. 119, 256 i 257. Gdy podobne czyny popełniane są w związku z płcią, orientacją seksualną, wiekiem lub niepełnosprawnością danej osoby lub grupy społecznej, mają zastosowanie przepisy o zniesławieniu czy groźbie. Ochrona jest więc słabsza niż w przypadku, gdy takie same czyny popełniane są np. przeciwko katolikom. Niższe są więc sankcje, inny tryb ścigania, łagodniejsze kary. W praktyce oznacza to, iż bezkarnie możemy nawoływać do eksterminacji np. osób niepełnosprawnych.

Problem nierównej, a więc także niekonstytucyjnej ochrony prawnej niektórych grup społecznych w kodeksie karnym był wielokrotnie wytykany przez organizacje międzynarodowe. O zmiany apelował Komitet Praw Człowieka (ONZ), Komitet przeciw Torturom (ONZ), komisarz praw człowieka Rady Europy, Parlament Europejski czy Agencja Praw Podstawowych UE. Zmiany popierał także rzecznik praw obywatelskich, nieżyjący Janusz Kochanowski. Bezskutecznie. Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi w tej kwestii grę: na forach międzynarodowych obiecuje zmiany, w Polsce chowa głowę w piasek.

Ministerstwo i prokurator generalny pytane przez polskie organizacje pozarządowe nie widzą potrzeby zmian, bo jak twierdzą, „nie ma istotnego interesu społecznego” ani specjalnej potrzeby ochrony. W praktyce oznacza to, że dla państwa przemoc wobec kobiet, osób niepełnosprawnych czy gejów i lesbijek jest mniej istotna niż ta dotykająca Łemków, katolików czy Czechów.

Organa ścigania i wymiar sprawiedliwości szczególnie wrażliwe są na przestępstwa przeciw wyznaniom, głównie katolickiemu. Gdy zachodzi podejrzenie przestępstwa wobec katolików, machina zaczyna działać sprawniej. Gdy sprawa dotyczy Żydów czy Romów, rzecz dziwnym trafem zaczyna się komplikować, tj. mamy umorzenie. Pokazuje to problem „upolitycznienia” nienawiści. Państwo zaczyna ignorować przemoc wobec grup, których nie faworyzuje. Stosuje podwójne standardy.

Niedawno media donosiły o piosence „Chwasty” śląskiego rapera Bas Tajpana, który śpiewa: „Wśród pięknych kwiatów rosną te chwasty. Popularne to pedały i lewe niewiasty. Słowa mojej kasty to: palić, palić, palić! Strzał słowem, strzał słowem, zwyrodnialców zabić! ( )”. Wyobraźmy sobie, iż zamiast słowa „pedał” wstawilibyśmy słowo „katolik”. Jak zareagowaliby politycy, media i społeczeństwo?

W Polsce państwo nadal nie prowadzi rzetelnych statystyk przestępstw motywowanych nienawiścią. Dane przedstawiane przez organizacje pozarządowe odnotowują tylko mały ich odsetek. W przeciwieństwie do innych przestępstw te motywowane nienawiścią rasową czy orientacją seksualną silnie zakorzenienie są w naszej kulturze. Chociaż o dyskryminacji gejów i lesbijek mówimy coraz częściej, tabu wokół przemocy wobec osób niepełnosprawnych czy starszych (np. dokonywanej przez członków ich rodzin) nadal nie zostało przełamane.

Skala przestępstw motywowanych nienawiścią jest jednak ogromna. Pokazują je wyniki badań z innych krajów, gdzie prowadzi się je rzetelnie i systematycznie. W 2005 r. brytyjska policja odnotowała aż 50 tys. przestępstw z nienawiści, i to tylko na tle rasistowskim i religijnym. Londyńska Metropolitan Police – aż 11 799 incydentów o charakterze przestępstw motywowanych uprzedzeniami odnoszącymi się do pochodzenia etnicznego, rasy i religii oraz 1359 przypadków przestępstw motywowanych uprzedzeniami odnoszącymi się do orientacji seksualnej.

Przeprowadzone przez CBOS w 2007 r. badania pokazują, iż społeczeństwo polskie w zdecydowanej większości popiera penalizację mowy nienawiści. „Wolność słowa gwarantuje swobodę wypowiedzi pod warunkiem, że wygłaszane opinie nie są dla innych ludzi obraźliwe, wyszydzające lub krzywdzące” – pod takim stwierdzeniem podpisuje się aż 73 proc. Polaków. Podobnie zresztą rysuje się linia orzecznicza Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Poparcie dla zmian prawnych już jest. Racje konstytucyjne również. Brakuje tylko działań polityków.

*Robert Biedroń jest politologiem, doktorantem na Wydziale Nauk Politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Założyciel i wieloletni prezes Kampanii przeciw Homofobii.

Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl – http://wyborcza.pl/0,0.html © Agora SA

http://wyborcza.pl/1,75515,9949833,Slowa_zabijaja.html


Data wpisu: 22 lipca, 2011 autor wpisu: Kampania Przeciw Homofobii  |  Komentowanie nie jest możliwe

Daje mi nadzieję

Każdy z nas zna historie, które dają nadzieję. Powstała nawet grupa związana z Twitterem: Gives Me Hope. Poniżej kilka takich statusów – mini-historii. W końcu nadzieja umiera ostatnia.

Wczoraj powiedziałem rodzicom, że jestem gejem.

Moja mama powiedziała, że mam zniknąć z jej życia i nigdy nie wracać.

Nie jadłem przez tydzień, a spałem w krzakach.

W szkole byłem prześladowany przez jednego chłopaka. Teraz zaprosił mnie, żebym zamieszkał z nim, bo nie chciał, żebym był bezdomny. Daje mi nadzieję.

— GivesMeHope – FML for Optimists! (Inspiring Twitter-length Stories)

Słyszałem dzisiaj historię o chłopcu, który, kiedy zapytany co sądzi o miłości osób tej samej płci i małżeństwach dla nich, powiedział: „Tak naprawdę to nie seksualność, to SERCowe”.
Dzieci takie jak on, które są bardziej otwarte niż dorośli – dają mi nadzieję.

— GivesMeHope – FML for Optimists! (Inspiring Twitter-length Stories)

Mój najlepszy przyjaciel został zawieszony z powodu bójki.

Dlaczego? Bronił naszego kapitana drużyny koszykarskiej przed drużyną.

Kapitan przyznał się, że jest gejem. Nawet jeśli to było dziesięciu do jednego, jestem dumny.

Kai, dajesz mi nadzieję.

— GivesMeHope – FML for Optimists! (Inspiring Twitter-length Stories)

Szliśmy z moją córką przez park kiedy zobaczyłyśmy całującą się parę kobiet.

Bałam się, że powie coś niemiłego, w końcu ma tylko 4 lata.

Powiedziała do mnie: „Mamo, popatrz! Prawdziwa para z bajki. Są takie piękne!”

Jej akceptacja dała mi nadzieję.

— GivesMeHope – FML for Optimists! (Inspiring Twitter-length Stories)
Mój chłopak i ja szliśmy za rękę, kied mijając przysanek autobusowy przeszedł koło nas chłopak i powiedział, że nie powinniśmy istnieć. Mój chłopak, który świeżo dokonał coming outu, zaczął mieć łzy w oczach. Wtedy podeszła do nas starsza pani i pogładziła go po głowie i powiedziała, że jesteśmy piękni. To dało nam nadzieję.
Więcej historii, nie tylko LGBTQ, znajdziecie na stronie http://www.givesmehope.com. Może wy również macie jakąś opowieść, którą chciecie się podzielić? Dajcie innym nadzieję. Wystarczy mały gest, miłe słowo, uśmiech.


Data wpisu: 18 lipca, 2011 autor wpisu: różni autorzy  |  Komentowanie nie jest możliwe

4 maja 1989 pierwsze wolne wybory – kiedyś będziemy wolni, uwierzcie.

Po tym święcie nasunęła mi się pewna refleksja dotycząca wolności i wolnych wyborów. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia związane z propagandą wyborczą mam wątpliwości związane z polityką. Przy każdej dyskusji i promocjach walki o homoseksualizm, przez naszych polityków większość polaków ściska głęboko kciuki w dłoni i liczy na zmianę. Ponieważ my nie jesteśmy naprawdę wolni, czekamy z niecierpliwością na nasze święto, i naszą datę, wielu z nas w tedy uzna, że będzie to pierwszy dzień wolnej polski.

Skoro nie długo odbędą się wybory, to ja powiem z czystym sumieniem nie mam na kogo głosować, potrzebujemy partii politycznej związanej z działalnością wprowadzenia zmian w tym kraju. Takiej partii nie posiadamy, posiadamy partię SLD która mami nas obietnicami i gestami pomocy wszystko po to, żeby te 2 mln polaków, albo i 5 mln polaków na nich zagłosowało podczas wyborów. My kowalscy zagłosujemy, ponieważ nie mamy innych białych rycerzy walczących o nas i za nas, w sejmie Rzeczpospolitej. Powinniśmy mieć jakiś polityków. Mamy Radnego w Warszawie, w Polsce jest 16 województw, a my mamy tylko jednego radnego. Ludzie pchajcie się do polityki!

Może zmiany w tym kraju, potrzebują naszego zatracenia się w tym brutalnym sporcie wyborczym? Nasze społeczeństwo homoseksualne, to przeważnie osoby wykształcone i majętne. Takie założenie pokazuje nam wszystkim, że z inteligencją i pieniędzmi nie zrobimy nic, żeby otrzymać swą wolność. Praw, nie można kupić, nie można ich wymyślić, musimy je otrzymać, a nasze państwo jak na złość  nie chce nam dać naszych praw, nie chce naszej inteligencji, i nie chce naszych pieniędzy.

Wkrótce święto i protest ujawnionych polaków, parada równości. To według mnie jeden z najgorszych wymysłów politycznych naszego środowiska, ale patrząc na to obiektywnie nikt nikomu przejść się na spacer nie zabroni w tym kraju.

Spróbowaliśmy rozmawiać z politykami, nie chcą, lub nas olali. Mam namyśli w tym miejscu grupę do spraw związków partnerskich, która wykonała wspaniałą robotę zarówno społeczną jak i polityczną. Po raz pierwszy ktoś się mnie zapytał o tym co myślę, i co uważam za słuszne.

Nie mam pomysłów już jak mamy walczyć, czy jak mamy zwrócić oczy polityków w swoją stronę. Wykorzystaliśmy mnóstwo wariantów „pokazania się i polubienia”. Czy wszystko poszło na próżno? Czy nasz czas i nasze pieniądze były warte efektów? Oczywiście z każdym kolejnym rokiem wolnej polski zmierzamy ku lepszemu. Może tak jak ślimaczek, i ruszamy się ostrożnie, ale musicie mi uwierzyć przyjaciele, że kiedyś będzie inaczej.

Nie wiem czy będą to zmiany na lepsze czy na gorsze, jednego czego od was wymagam to wiary, wiary przyjaciele że jutro będzie lepiej. A wy kiedy będziecie musieli działać w imię wyższego dobra, naszej matki rewolucji, będziecie musieli być gotowi.

 

Pozdrawiam.


Data wpisu: 22 czerwca, 2011 autor wpisu: Sznyta  |  Komentowanie nie jest możliwe

2 + 1 – czyli don’t worry be happy. Bądźmy tolerancyjni.

Do tego tematu namówiła mnie przyjaciółka, która powiedziała żebym ustosunkowała się do tego modelu związku.

Życie nauczyło mnie, że ludzie łączą się z różnych powodów. Żadnego modelu stylu życia nie wolno nam potępiać. [ chociaż czemu by nie?:) ]

Widziałam na własne oczy modele lesbijek 2 + 1. Gdzie 2 to nowo poznana para, a jeden to była dziewczyna, z która obie dwie muszą się kolegować, lub przyjaźnić. Ponieważ wszystko jest wspólne od lodówki po przyjaciółki. Widziałam, że zdrady w takich związkach 2 z 1 są wybaczalne, chociaż ich relacje intymne nie szły dalej niż do przysłowiowego „buzi buzi”. Lesbijkom bardziej chodzi o emocjonalną więź z drugą kobietą, a jak łączy ją więź z jeszcze trzecią, to jak się to mówi :” wrzucaj to marian na pakę i jedziemy dalej”. Ale widziałam także płacz, strach i obawy związane z układem 2+1.

Wyobraźcie sobie drogie Panie, że takich związków jest naprawdę sporo.

Innym przykładem modelu związku luz blues i orzeszki, jest związek jego + jej + jej kochanki. Gdzie mąż jej, i mąż tej drugiej wie, o związku jej z nią. To prawda, troszkę to dziwacznie wygląda, w praktyce wygląda jeszcze dziwaczniej. Jej 1, jest żoną jego 1, ona 2 ma swojego męża, i w czwórkę jeżdżą z dziećmi jej 2, na wakacje. Zdziwiona jestem, że w życiu związek dwóch osób, nie zamyka się tylko na otoczce, czy modelu „tylko Ty i ja”, ale jest jeszcze ktoś trzeci i czwarty.

Obecnie jestem związku mocnej 2- jki. Oczywiście kochamy się najmocniej na świecie, i jedna poza drugą świata nie widzi. I w ogóle z boku ludzie nazywają Nas „opętane miłosną sraczką”. Nie protestujemy, niech się wstydzi ten kto widzi.:)

Co ja mogę powiedzieć Wam drogie czytelniczki, o takich modelach 2 + 1 nie potępiam i nie popieram, ale nie neguję. Jak już powiedziałam ludzie łączą się ze sobą z różnych powodów.

Model 2 + 1 opiera się na sferze psychicznej , a czasami i łóżkowej. Czy tak powinno być? A dlaczego by nie, jeżeli ma się na to ochotę. Wszystko jest dla ludzi. Uważam, że osoby które budują taki związek wyłącznie na sferze sexu, muszą mieć bardzo mocną psychikę. Ponieważ ja bym tak nie potrafiła.  Jestem bardzo mocno związana z moją partnerką seksualnie jak i emocjonalnie. I oby to trwało jak najdłużej.

Myślę, że każdy powinien to rozpatrzeć i ocenić we własnym sumieniu. Bądźmy tolerancyjni.

 

Pozdrawiam wszystkich czytelników.


Data wpisu: 10 czerwca, 2011 autor wpisu: Sznyta  |  Komentowanie nie jest możliwe

Mój chłopak okazał się być gejem!

O różnych rozstaniach słyszałam. Ktoś kogoś zdradził, ktoś zerwał przez sms albo facebooka. U niektórych były wielkie awantury i histeryczny płacz, inni odchodzili od siebie w przyjaźni. Mój chłopak powiedział, że ma…innego.

Byłam z gejem!

I nie miałam o tym pojęcia. Byliśmy normalną parą – czasem się kłóciliśmy, ale nigdy o nic poważnego. Wydawało mi się, że mam normalnego faceta, nie planowaliśmy wspólnej przyszłości, bo na to byliśmy za młodzi – 3 klasa liceum, perspektywa matury, studiów, żadne z nas nie wiedziało, co będzie dalej. Nie sypialiśmy ze sobą – nie ze względu na jakieś zasady, po prostu bałam się ciąży. On też nigdy nie naciskał – wydawało mi się, że jestem szczęściarą – taki wyrozumiały i cierpliwy chłopak! Który do niczego mnie nie zmuszał…

Miał przyjaciela, którego ja też znałam…

Adam, bo tak ma na imię mój były, był bardzo towarzyski. Miał swoją paczkę kolegów, często gdzieś razem wychodzili – mnie ze sobą nie zabierali, ale znałam ich wszystkich – niektórych z widzenia, z innymi zamieniłam kilka słów. Poza tym wszyscy chodziliśmy do jednej szkoły, tylko do różnych klas. Adam miał przyjaciela, takiego od dziecka, wychowywali się razem. Nie znałam go jakoś bardzo dobrze, ale trochę o nim wiedziałam. Zabójczo przystojny, wysportowany, tylko nigdy nie miał dziewczyny. Typ zimnego cynika, który nikogo nie potrzebuje. Inteligentniejszy od swoich rówieśników. Bystry, trochę mnie onieśmielał.

Powiedział, że to już koniec.

Któregoś dnia Adam sam zaczął rozmowę o tym, co będzie z nami dalej. Argumentował, że i tak nasze drogi się rozejdą, że nie ma sensu dłużej tego ciągnąć. Wydawało mi się, że to koniec świata – nie byłam na to przygotowana. Nie mieliśmy żadnego kryzysu ani gorszych dni – po prostu doszedł do wniosku, że nie będzie tego kontynuował. Jak każda, chciałam wiedzieć czemu. Co zrobiłam źle? Płakałam i prosiłam o kolejną szansę. Widziałam, że był smutny. On też bardzo to przeżywał.

Potem leczyłam złamane serce.

Pierwsze dni po zerwaniu były dziwne, bo ja nie wierzyłam, że to dzieje się naprawdę. Nadal często się spotykaliśmy, ale nie było już całowania i trzymania się za ręce. Dzwoniłam do niego i płakałam do słuchawki, a on pocieszał i uspokajał mnie jak umiał najlepiej. Kilka tygodni później szkołę obiegła plotka – że do jednej klasy chodzi dwóch gejów. Sensacja. Nie mieszkamy w małym miasteczku, ale taka wiadomość i tak była…szokująca. Nie ukrywam, ja też byłam ciekawa, którzy to…

Adam przyznał się, że jest gejem.

Nie wiem, jak to się stało, że ta wiadomość wyszła na jaw. Nawet ja wcześniej o niczym nie wiedziałam. Dowiedziałam się tak jak wszyscy – ze szkolnej plotki. Że mój były i ten jego przyjaciel mają się ku sobie. Nie manifestowali tego publicznie, ale żaden z nich nie zaprzeczył. Unikali tego tematu. Czas mijał szybko, zakończenie roku i matura, wszystko ucichło, bo każdy zajął się swoimi sprawami. Kiedy zaczął się rok akademicki, mój pierwszy, dostałam długiego maila. Z przeprosinami i wyjaśnieniami – jakby to miało wystarczyć. Jakby to miało mi zrekompensować ten wstyd, wyśmiewanie i wytykanie palcami – była dziewczyną geja! Wierzcie mi, ludzie potrafią być okrutni… I nie domyślają się, że bardzo ranią.

Co dzieje się ze mną teraz? Studiuję. Nie mam nikogo – chyba nie jestem na to gotowa. Potrzebuję trochę czasu. I nie, nie mam z nim kontaktu. Nie o to mam żal, że jest homoseksualistą. Tylko szkoda, że zabrakło mu odwagi, żeby mi o tym powiedzieć…
http://balala.pl/artykul/76-moj_chlopak_okazal_sie_byc_gejem


Data wpisu: 1 czerwca, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe

Jestem gejem i domagam się prawa do miłości!

Orientacji się nie wybiera.

To nie jest tak, że można sobie wybrać, czy będzie się homo czy heteroseksualistą. Nie wygląda to w ten sposób, że budzisz się rano, stajesz przed lustrem i myślisz – wolę chłopców. Choć wielu ignorantów chciałoby, żeby taka właśnie była prawda – wtedy można by nas leczyć i nawracać. Tymczasem homoseksualizm to coś, z czym się rodzimy – tak jak heteroseksualizm. Nie ma w tym naszych kaprysów. Wielu z nas na początku czuje potworny lęk i wstyd. Pewnie nie jeden chciałby być „normalny”, ale się nie da i już. Można z tym walczyć, udawać zwykłego faceta i być bardzo nieszczęśliwym…

Dlaczego wzbudzamy takie emocje?

Kiedy ktoś nie lubi Murzynów, jest rasistą. I to jest złe, i to trzeba potępiać. Jeśli nienawidzi gejów jest homofobem, ale to już powód do dumy! Dlaczego nikt nie przeżywa małżeństw mieszanych – między obywatelami różnych państw, różnych kultur? Czemu nie są sensacją związki Japonek z Europejczykami albo Amerykanek z Chińczykami? Ale związek dwóch gejów albo dwóch lesbijek to już hit. Nie jesteśmy zbrodniarzami ani zwyrodnialcami, czemu wytykają nas na ulicy, czemu nas obrażają, napadają i biją? Co komu do tego, co i z kim robię w swoim łóżku?

Dlaczego mamy się ukrywać i rezygnować z miłości?

Heteroseksualne pary mogą okazywać sobie uczucia publicznie. Mogą się obściskiwać, całować, przekraczać granice przyzwoitości i to jest ok, ale kiedy dwóch chłopaków trzyma się za ręce – nagle wszyscy mają problem. Kobietom lesbijkom jest łatwiej. Ludzie bardziej akceptują przytulające się kobiety. Gdy robią to mężczyźni – są narażeni na wrogość. Kiedy spotykam się z moim chłopakiem w knajpie albo idziemy do kina, udajemy kumpli. Tak, boimy się manifestować publicznie, że jesteśmy razem. I jest to powód ciągłych konfliktów.

Czego chcę i oczekuję?

Przede wszystkim tolerancji, ale nie tej deklarowanej w czasie dyskusji, bo tak wypada, tylko takiej codziennej, życiowej. Takiej, która daje nam prawo do spotykania się z osobami tej samej płci, to publicznego okazywania sobie uczuć, do seksu, do posiadania dzieci i zakładania rodzin. Nie jesteśmy gorsi. W XXI wieku prawa człowieka powinny być na tyle respektowane, że nie powinniśmy czuć się zażenowani z powodu swojej orientacji. Nie powinniśmy bać się tego, że inni, zaślepieni nienawiścią, mogą zrobić nam krzywdę. Oczekuję od wszystkich i każdego z osobna chwili refleksji. Należy nam się święty spokój, bo nie robimy niczego złego. Jeśli ktoś nie umie sobie z tym poradzić – najwidoczniej potrzebuje pomocy – on, nie my.

http://balala.pl/artykul/121-jestem_gejem_i_domagam_sie_prawa_do_milosci


Data wpisu: 26 maja, 2011 autor wpisu:  |  Komentowanie nie jest możliwe