Czerwona bohaterka. Cena prawdy regulowana państwowo (Qiu Xiaolong) – cz. I
Śmierć czerwonej bohaterki jest niespieszną, ale wciągającą opowieścią o realiach policyjnego dochodzenia w sprawie morderstwa młodej przodowniczki pracy, Guan Hongying, w Szanghaju w roku 1990. Choć oficjalna linia partii pod przewodnictwem Denga Xiaopinga otwiera Chiny na kontakt z Zachodem i rozmaite formy kapitalizmu, duch Mao nadal straszy nie tylko we wspomnieniach prześladowań w czasach rewolucji kulturalnej, którą pamiętają nadal nie tacy starzy bohaterowie powieści (trzydziestukilkulatkowie i starsi), ale niewidzialną ręką trzyma Centralny Komitet Partyjny, gdzie toczą się walki między starszym pokoleniem partyjnej kadry a zwolennikami Denga Xiaopinga i dalszych reform. Powieść jest pierwszą z cyklu kryminałów o Chenie Cao, który Qiu Xiaolong napisał podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, do których przybył w 1988 roku aby pisać pracę o T. S. Eliocie. Jednak po wydarzeniach na Placu Tiananmen w 1989 roku, jedna z chińskich gazet doniosła, iż Qiu Xiaolong wspierał studentów. Z obawy przed więcej niż pewnymi represjami, które czekałyby go po powrocie do Chin, pisarz zdecydował się pozostać z rodziną w Stanach Zjednoczonych.
Starszego inspektora Chena Cao, szefa sekcji spraw specjalnych Wydziału Zabójstw Komendy Policji w Szanghaju, poznajemy podczas jego przygotowań do skromnej imprezy mającej uczcić fakt otrzymania maleńkiego mieszkania z przydziału. Jak uważa przyjaciel Chena, Lu Tonghao zwany „Zamorskim Chińczykiem”, starszy inspektor musiał „chwycić za nogi boga szczęścia”. Jakże bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w zatłoczonym, przeludnionym Szanghaju, liczącym ponad 13 milionów mieszkańców (jak podaje autor, bazując na ówczesnych szacunkach), gdzie dziesiątki wielopokoleniowych rodzin tłoczą się w niedużych domach przeznaczonych dla jednej, Chen Cao dostaje dla siebie kawalerkę, w dodatku z czymś, co w chińskich warunkach śmiało można nazwać aneksem kuchennym (czyli dwa palniki gazowe w ciasnym korytarzu), a nawet – o Niebiosa Latających Smoków – łazienkę z toaletą i prysznicem! Oto co się nazywa mieć poparcie kadrowe partii! Kiedy Chen Cao przemieszcza się po Szanghaju, szukając świadków zbrodni, której sprawcę chce znaleźć i ukarać, spotyka się z niezamożnymi mieszkańcami miasta gnieżdżącymi się w zatłoczonych, zaniedbanych budynkach, z publicznymi łazienkami i kuchniami. W większości domów gotuje się na kuchenkach węglowych (co z pewnością nie pomaga w walce z zanieczyszczeniem powietrza przemysłowymi dymami). Ponieważ po ilości węglowych brykietów leżących przed wejściem do danego budynku można domyślić się, ile mieszka tam rodzin, wnioskujemy, że obowiązywał na nie przydział.
Szczęście Chena Cao wydaje mu się towarzyszyć już od dawna, np. w latach siedemdziesiątych, mimo posiadanego wykształcenia, nie został wysłany na wieś, by „reedukowali” go biedni chłopi. Jako jedynak Chen mógł pozostać w mieście, gdzie na własną rękę nauczył się języka angielskiego. Po wstrzymaniu rewolucji kulturalnej (a raczej, jak uściśla Qiu Xiaolong, rewolucja kulturalna nie została nigdy oficjalnie zakończona, ale wstrzymano jej realizację). Chen Cao studiował w Pekińskiej Wyższej Szkole Języków Obcych i jako młody człowiek marzył o pracy naukowej. Miłośnik anglojęzycznej literatury, tłumacz poezji T.S. Eliota na chiński, dowiedział się jednak, że partia szykuje dla niego stanowisko w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Niestety, zaplanowaną karierę w dyplomacji zniweczył niewidziany nigdy krewny, odnotowany w teczkach urzędu bezpieczeństwa publicznego jako kontrrewolucjonista. Ponieważ taka rodzinna przypadłość stanowi niewybaczalną skazę na honorze chińskiego dyplomaty, dobrze zapowiadającego się Chena przeniesiono do policji. Oczywiście Chen właściwie nie ma żadnego wyboru. Jeśli chce robić jakąkolwiek „karierę”, uzależnioną od początku od wyższych urzędników partyjnych, musi przyjmować to, co mu podają, choćby nie miał o tym zielonego pojęcia (przypomniał mi się szef inżyniera Karwowskiego, który stara się rozwiać jego wątpliwości co do własnych kompetencji po awansie: ”Nie martw się, ty mówisz, że się nie nadajesz? Gdybyś widział jak ja się nie nadawałem”). A wszystko to uzależnione jest od nowej polityki kadrowej towarzysza Denga Xiaopinga, który wysłał kadrę wyższego szczebla na emeryturę i postawił na młodych i wykształconych. Chen miał dyplom filologa angielskiego (jego chińskiego odpowiednika) i poparcie pierwszego wiceministra w Pekinie, towarzysza Zheng Zuorena, co oznacza, że nadawał się na każde stanowisko.
Powróćmy jednak do przygotowań Chena do parapetówki. Wśród zaproszonych gości jest wspomniany już „Zamorski Chińczyk” wraz ze swoją żoną, Ruru. Kim jest ów ekscentryczny, w opinii innych Chińczyków, mężczyzna? To przyjaciel Chena jeszcze z lat dziecięcych, który jako syn handlarza futrami (a zatem kapitalisty) został „wyrzutkiem społecznym” i po liceum wysłany na wieś w celu reedukacji. Swoje przezwisko, „Zamorski Chińczyk”, otrzymał już w szkole średniej, ponieważ nosił zachodnie marynarki. Lu nigdy nie zrezygnował ze swojego przydomku, choć w latach sześćdziesiątych miało pejoratywny wydźwięk i mogło przysporzyć mu kłopotów: „bo mogło przedstawiać kogoś jako osobnika politycznie niepewnego, powiązanego z zachodnim światem albo kojarzonego z ekstrawaganckim, burżuazyjnym stylem życia. Ale Lu uznał za punkt honoru podtrzymywanie swojego »dekadenckiego« wizerunku – parzył kawę, piekł placek z jabłkami, mieszał sałatki owocowe i oczywiście przy obiedzie siadał do stołu w zachodnim garniturze” (s. 30). Obecnie Lu, wierny przyjaciel Chena, planuje przejąć podupadającą restaurację i otworzyć swoją – „Moskiewskie Przedmieście”. Oto jak tłumaczy swoje przedsięwzięcie Chenowi: „Dowiadujemy się z gazet, że wkraczamy w nową epokę socjalistycznych Chin. Wprawdzie niektórzy starzy konserwatyści zrzędzą, że Chiny stają się kapitalistyczne, a nie socjalistyczne, ale kogo to wzrusza? To etykietki. Tylko etykietki. Jeżeli ludziom żyje się lepiej, nie ma o czym mówić” (s. 19).
Trzecim i ostatnim – wszak miejsca nie ma zbyt wiele – gościem na przyjęciu w nowym lokum Chena jest Wang Feng, młoda, ambitna, błyskotliwa i piękna dziennikarka, której nietypową sytuację rodzinną poznajemy dość szybko. Oto bowiem młoda Wang Feng wyszła za mąż głównie na prośbę rodziny narzeczonego – jego umierający ojciec pragnąć odejść mając pewność, że ukochany syn posiada już żonę i planuje przedłużyć ród. Niedługo po ślubie mąż Wang Feng udał się na stypendium do Japonii i zdecydował się tam zostać, zostawiając młodą kobietę w trudnej sytuacji. Wbrew podejrzeniom przesłuchującej ją służby bezpieczeństwa wewnętrznego, nic nie wiedziała o planach ucieczki męża. Obecnie starała się od pewnego czasu o paszport, by wyjechać z Chin i połączyć się w końcu z mężem, który ze swojej strony poczynił rozmaite formalne starania, by Wang Feng mogła do niego zawitać. O planowanym wyjeździe Wang Feng, starszy inspektor Chen jeszcze nie wie, na razie cieszy go obecność pięknej dziennikarki, z którą flirtuje coraz bardziej otwarcie. Jednak wraz z rozwojem spraw okazuje się jasne, że pomysł na romans z mężatką jest w komunistycznych Chinach pomysłem co najmniej kiepskim, bowiem jako przejaw wątpliwej zachodniej moralności, może poważnie zaszkodzić karierze Chena, o której decyduje partia.
Kiedy goście są w komplecie, po – interesującym dla każdego zainteresowanego kulinariami – posiłku, postanawiają potańczyć. Ten pomysł, sam w sobie, jest świadectwem wichru przemian w komunistycznych Chinach, o których autor uświadamia czytelnika przy każdej okazji – co zresztą sprawia, że lektura jest tym ciekawsza. Już sposób, w jaki urządzony jest kawalerka Chena, świadczy o wielkiej zmianie podejścia rządu do członków partii, bowiem starszy inspektor nie ma u siebie portretu przewodniczącego Mao, jeszcze do niedawna obowiązkowego elementu wyposażenia każdego chińskiego domu! Chen posiada za to absolutne must have każdego Chińczyka – spluwaczkę (wspomnianą też wśród sprzętów domowych współpracownika starszego inspektora), widniejącą nawet na nowej ikonie członków chińskiej partii komunistycznej – portrecie Denga Xiaopinga: „Za czasów przewodniczącego Mao każdy musiał wieszać jego wielki portret i odmawiać przed nim poranne i wieczorne modlitwy – znane wersy, zapamiętane z jednej ze współczesnych oper pekińskich: „Pod portretem przewodniczącego Mao przepełnia mnie nowa siła”. Rama też musiała być specjalnie zaprojektowana. Złota z Mao przypominającym boga. Z Xiaopingiem było inaczej. (…) Umieszczanie jego portretu w salonie nie było polityczną koniecznością. (…) [Deng Xiaoping] Na portrecie siedział zamyślony w fotelu, ubrany w szarą, zapiętą pod szyję bluzę Mao i trzymał w ręku papierosa. Obok stała ogromna mosiężna spluwaczka, a z tyłu widniała mapa Chin” (s. 304).
Tańce na imprezie u starszego inspektora Chena są krótkie a goście dokładają starań by nie przeszkadzać sąsiadom (Wang Feng zdejmuje w tym celu buty, by nie hałasować). Qiu Xiaolong dorzuca tutaj kolejną dygresję: „W czasie rewolucji kulturalnej chińskie społeczeństwo mogło wykonywać tylko »taniec lojalnych«. Ludzie tupali miarowo w jednym rytmie: tak okazywali lojalność wobec przewodniczącego Mao. Mówiono jednak, że nawet wtedy za murami Zakazanego Miasta urządzano wiele ekstrawaganckich imprez. Podobno wyśmienity tancerz, jak był przewodniczący Mao, miał »nogi splecione z nogami partnerki nawet po balu«. (…) aż do połowy lat osiemdziesiątych Chińczycy nie mogli tańczyć, nie obawiając się, że ktoś doniesie na nich do władz” (s. 19-20).
Miłą zabawę przerywa jednak telefon do Chena z pracy – starszy inspektor dowiaduje się, że w kanale Baili znaleziono ciało zamordowanej młodej kobiety o nieustalonych jeszcze personaliach. Tak rozpoczyna się trudne i niebezpieczne śledztwo, które kończy się w nieoczekiwany dla inspektora Chena, i jego współpracownika, detektywa Yu Guangminga, sposób. Jak wyjaśnia narrator nazwę wydziału starszego inspektora Chena: „(…) określenie »specjalna« stosowano wówczas, kiedy komenda musiała dostosować punkt widzenia do potrzeb politycznych” (s. 27). Chen w trakcie pracy przekona się boleśnie, że każdy jego krok ma poważne konsekwencje polityczne co może zagrozić nie tylko jego karierze i bezpieczeństwu… Słowo „polityka” pojawia się niemal na każdej stronie powieści i zastępuje nie tylko zwrot „racja stanu” ale też słowa takie jak: „los”, „pech”, „karma” czy „konieczność”. Polityka jest wszechobecna, kieruje każdym aspektem ludzkiego życia i posiada przerażającą wszechmoc. Jej wyroki są nagłe niczym piorun z nieba i podobnie jak on, nieodwołalne.
Starszy inspektor Chen sportretowany jest jako współczesna wersja konfucjańskiego urzędnika państwowego, który kieruje się w swoim życiu powinnościami wobec narodu i opiewa wartości wspierane przez państwo. Uważany przez przeciwników za niedoświadczonego glinę i ekscentrycznego, podatnego na zachodnie – a zatem niebezpieczne dla Chin – wpływy, Chen czasem zachowuje się jak nieodpowiedzialny marzyciel. Pragnie jednak doprowadzić do wykrycia sprawcy morderstwa i ukarania go, co okaże się niezmiernie trudnym zadaniem…
Charakter Chena oddaje choćby scena, kiedy starszy inspektor udaje się obejrzeć miejsce odnalezienia ciała ofiary. Przy drodze do kanału spotyka nastolatkę sprzedającą herbatę. Dziewczynka czyta książkę, a jej niewinny wygląd przypomina Chenowi wiersz z czasów dynastii Tang i Song:
„Smukła, gibka, ma zaledwie lat chyba trzynaście
Koniuszek kardamonu na początku marca”.
Starszy inspektor pyta dziewczęcia co czyta, na co słyszy „Visual Basic” – i liryczny nastrój Chena pryska. Co więcej, dostaje wielce korzystną ofertę zakupu bardzo tanich płyt CD z programami… Chen odjeżdża na motocyklu i dopiero po jakimś czasie zdaje sobie sprawę z tego, że jako policjant powinien zareagować i „coś zrobić” z pirackimi płytami!
Podczas śledztwa opornie idzie ustalanie danych personalnych ofiary. Jednak kiedy kobieta zostaje rozpoznana, kłopoty Chena dopiero się rozpoczynają. Wyłowiona z kanału ofiara za życia miała status narodowej bohaterki, przodowniczki pracy. Nosiła też dumne imię Guan Hongying – gdzie znak Guan oznacza zamykane drzwi, Hong – kolor czerwony, a Ying – bohaterkę, stąd tytuł powieści – Czerwona bohaterka.
W siedzibie komendy starszy inspektor Chen dowiaduje się, że „do pomocy” został mu przydzielony komisarz Zhang Zhigiang, partyjny beton, który od początku akcentuje, że to morderstwo z powodów politycznych. Jednak słowa: „Była doskonale znaną w całym kraju przodownicą pracy i jej tragiczna śmierć jest bolesną stratą dla partii oraz symbolicznym ciosem zadanym bezpieczeństwu publicznemu naszego socjalistycznego społeczeństwa” wypowiada sekretarz partii, Li, mentor i zwierzchnik Chena (s. 44). Komisarz Zhang pełni rolę nadzorcy politycznej poprawności dochodzenia i zachowania policjantów. Jak wyjaśnia sekretarz Li: „Komisarz Zhang osiągnął wiek emerytalny, ale przy tej inflacji i coraz wyższych standardach życia trudno, by ktokolwiek wyżył z samej emerytury (…). Dlatego władze partyjne wystąpiły z nowymi przepisami, dotyczącymi starych towarzyszy” (s. 45) – innymi słowy, tylko śmierć jest w stanie wysiudać ich z zajmowanych stanowisk. Chen i Yu są nader sceptycznie nastawieni do „doradcy” Zhanga i do teorii „kontekstu politycznego” morderstwa. Yu jest pozytywnie zaskoczony, że jego szef wykazuje trzeźwy osąd sytuacji: „Wychowano nas w tym komunistycznym micie wzorców osobowych – powiedział Chen. – W gruncie rzeczy korzeni tej koncepcji można się dopatrzyć w konfucjanizmie. Z tą różnicą, że konfucjanizm nazywał wzorce osobowe mędrcami, natomiast w XX wieku określano je jako wzorowych robotników, wzorowych rolników i wzorowych żołnierzy” (s. 45-46). Jednak Chen rozumie, dlaczego nadal się stosuje takie przykłady: „Ze względu na współczesną polaryzację społeczeństwa. W dzisiejszych czasach garstka dorobkiewiczów żyje w luksusach, jakie się nie śnią zwykłym ludziom, a jednocześnie tak wielu robotników jest bez pracy i czeka na emeryturę albo przydział. Wiele osób z trudem wiąże koniec z końcem. Dlatego propagowanie wzorca ofiarnego komunisty jest tym bardziej potrzebne” (s. 46). Yu dodaje, że równie niesprawiedliwe przywileje dotyczą nomenklatury wysokiego szczebla i ich dzieci nazywanych w skrócie ND. Obydwaj przemilczają kwestie wszelkich ulg dostępnych dla Chena, które pominęły detektywa Yu. Ten ostatni martwi się, że jest pechowcem, bowiem choć według chińskiego kalendarza księżycowego urodził się w roku Smoka, kalendarz gregoriański wyznacza mu niefortunny znak Węża.
Próbując dowiedzieć się czegoś więcej o zamordowanej bohaterce pracy, Chen udaje się do internatu pracowniczego, w którym Guan mieszkała za życia. Mimo swojego statusu partyjnej heroiny, jako osoba samotna nie mogła liczyć na żaden przydział mieszkania. Dzięki swojej pozycji uzyskała jedynie luksus zajmowania osobnego pokoiku na piętrze internatu, gdzie dzieliła łazienkę z dziesięcioma innymi rodzinami. Nie miała jednak powodów do narzekań – zazwyczaj niezamężni pracownicy płci obojga mieszkali po sześć, osiem osób w pokoju i ich przestrzeń prywatną wydzielało jedynie wąskie łóżko, na którym sypiali. Starszy inspektor wypytuje sąsiadów Guan, w nadziei, że dowie się czegoś o jej życiu prywatnym, ale przekonuje się jedynie, że nie była zbytnio lubiana i trzymała wszystkich na dystans. Jedna z sąsiadek twierdzi, że Guan nie korzystała z publicznej pralni, zatem musiała prać swoje rzeczy w pralkach z wystawy Pierwszego Domu Towarowego, w którym pracowała! W pokoiku zajmowanym przez Guan Chen znajduje jedynie kilka rozbieranych zdjęć zmarłej kobiety, niektóre ze śmielszym podtekstem erotycznym. Kolejna ciekawostka – to jeden z, wydawałoby się, drobiazgów dotyczących życia codziennego, o których niełatwo przeczytać w książkach o współczesnych Chinach, a które sprawiają, że kryminał Qiu Xiaolonga jest tym ciekawszy. Otóż same zdjęcia są dowodem na to, że musiał je ktoś wywołać w prywatnej, może nawet domowej, ciemni fotograficznej – zatem był to ktoś majętny i ustawiony. W państwowych zakładach nie można byłoby wywołać zdjęć o takim charakterze – jako „burżuazyjno – dekadenckich”, a w prywatnych – Guan narażałaby się na ryzyko szantażu.
Dość szybko okazuje się, że głównym podejrzanym o morderstwo pięknej przodowniczki pracy jest ND, czyli dziecko komunistycznego aparatczyka, pewnego, że dzięki rodzinnym koneksjom stoi ponad prawem… Ale wierny partii komisarz Zhang nie próżnuje. Nie tylko typuje podejrzanego o zamordowanie Guan: „Według niego Guan zamordował daleki krewny, który żywił do niej urazę za to, że w czasie rewolucji kulturalnej wyparła się go, ponieważ był »czarnym« prawicowcem” (s. 76), ale też donosi na starszego inspektora Chena do Komisji Kontroli Partyjnej Komitetu Szanghajskiego, jako podejrzanego o burżuazyjne i antypaństwowe myślenie… Wszystko w trosce o dobro partii oczywiście! Nie można dopuścić, by promowano kogoś, kto jest ideowo niepewny!
I tak starszy inspektor Chen przekonuje się bardzo boleśnie, że dochodzenie ma kontekst polityczny – w dodatku taki, którego na pewno sobie by nie życzył. Jego przełożony, sekretarz Li tłumaczy mu, dlaczego dochodzenie w sprawie śmierci Guan jest z punktu widzenia władzy niewłaściwe: „Najważniejsze jest teraz wyczucie czasu. Czy uważacie, że przy obecnych nastrojach politycznych wasze dochodzenie dobrze wpłynie na wizerunek partii? (…) Kto jest zamieszany w tę sprawę? Według waszej hipotezy narodowa bohaterka pracy i żonaty ND. Co ludzie sobie pomyślą? Ideologiczne bankructwo! A co gorsza, zaczną uważać nomenklaturowe dzieci za produkt naszego systemu partyjnego i oskarżać wyższych funkcjonariuszy starszego pokolenia o wszystkie swoje kłopoty. Niektórzy mogą nawet wykorzystać to jako pretekst do rzucania oszczerstw na nasz rząd. Po tym, co ubiegłego lata wydarzyło się na placu Tienanmen, wiele osób przestało wierzyć w socjalizm” (s. 250). Tak oto Chen przekonuje się, że nie tylko czarne jest białe, ale co istotne, lepiej nie mącić wody kijem, wszak najważniejsze jest hasło propagowane przez Deng Xiaopinga „stabilizacja polityczna”, czyli – promować młodą kadrę w partii, nie drażnić starszej. Śledztwo Chena stawiające ND i zasłużonego towarzysza w fatalnym świetle narusza tę delikatną równowagę.
Klasyczna literatura chińska – cytowana najczęściej przez głównego bohatera Chena – pojawia się w powieści nie tyle jako przejaw anachronicznego myślenia chińskich obywateli niegotowych na produktywne działanie w duchu zachodniego kapitalizmu i stuprocentowej wydajności. Jej znajomość procentuje w niebezpiecznej politycznie rzeczywistości, a cytowanie jej okazuje się znakomitym szyfrem między konspirantami w walce o sprawiedliwość. Wystarczy przypomnieć sobie kontekst, w jakich dane słowa były wypowiedziane i wiadomo, czy zacytowany wiersz jest ostrzeżeniem czy pociechą, że ktoś nie wydał służbie bezpieczeństwa informatora. Autor powołuje się też na koncepcje T. S. Eliota jako… pomocne Chenowi w śledztwie, przywołuje też poezję amerykańską i teorię Derridy. Ale czy nic nie gubi się w tłumaczeniu? Kiedy Chen oprowadza amerykańskiego profesora literatury i jego żonę po Szanghaju, tłumaczy gościom: „słowo prywatność trudno przetłumaczyć na chiński. (…) W chińskim nie było pojedynczego słowa oznaczającego prywatność” (s. 274).
Cz. II i dane bibliograficzne tu.
